Witam , postaram sie napisać w miarę zwięźle.
Kilka lat temu poznałam przez internet fajnegm faceta. Robert podobał mi sie wizualnie oraz jak sie później okazało również z charakteru . Pisaliśmy do siebie dosyć często i ciągnęło nas do siebie . Problem w tym że on mieszka za granicą w niemczech. Znajomość trwała około roku ale ja w między czasie zwątpiłam w ta znajomość i związałam sie z kimś na miejscu . Robert ostrzegał mnie zebym nie wchodziła w ten związek bo będężałować. Miał rację . Po 1.5 roku zakończyłam ten związek sama . W zamian dostałam depresji . Któregoś wieczoru postanowiłam odezwać sie do Roberta . Usłyszałam od niego kazanie na temat mojego zachowania i potępiał mnie jeszcze długo lecz mimo to nie odtracil mojego kontaktu. Znów zaczęliśmy pisać i długo rozmawiać przez telefon . Był dla mnie czymś w rodzaju psychologa i wyleczył z depresji. Znaliśmy sie na wylot i
znów zaczęło nas do siebie ciągnąć. Po 2 latach akich rozmów przyjechał do mnie żebyśmy mogli sie pozna ć.
Moja rodzina nie była zachwycona jego obecnością i wogóle nie zwarzała na moje uczucia . Potraktowali go chłodno. Mi natomiast było z nim dobrze , czułam jego ciepło , bezpieczeństwo . Oboje czuliśmy jakbyśmy sie znali od bardzo dawna i dalej nas ciągnęło. Mimo tego mojego szczęścia często płakałam z powodu reakcji moich rodziców i ich braku akceptacji . Różni nas 12 lat lecz nie czujemy tego . On odjechał do niemiec wizyta sie skończyła a ja tęsknię i niewiem co robić. Czy to ma sens ? Co z rodzicami ? Niewiem jaka podjąć decyzję . Mam pojechać do niego na miesiąc i spróbować życia tylko z nim. Sami. Dodam że nie znam niemieckiego tylko angielski . Doradzcię czy to ma sens ?
Podobne tematy
Jedź i próbuj.
Dodam że oboje jesteśmy po kilku nieudanych związkach i pragniemy wreszcie znaleźć to prawdziwe ciepło . Czyli oboje rozumiemy siebie . Ja jestem bezrobotna więc nic mnie w domu nie trzyma . Sytuacja w domu także nie jest normalna ponieważ moja siostra mieszka tu razem ze swoim mężem i ja czuje sie jak 5 koło u wozu .
Ewa jedz i tyle , przekonasz się, a rodzicami się nie martw bo to twoje życie.
Ciekawi mnie dlaczego Twoja rodzina nie akceptuje Twojego wyboru.
Możesz napisać więcej na ten temat?
Mamie nie spodobał sie na 1 rzut oka ponieważ stwierdziła że on jest chory . Wydaje mi sie że człowiek który jedzie taki kawał drogi , nie śpi dobę albo i więcej i tlucze sie autobusami przez 1.5 kraju . . bo inny środek transportu nie wyszedł może wyglądać na zmęczonego . Ponadto dowiedziała sie jaka dzieli nas różnica wieku i stwierdziła że człowiek taki nie da mi dziecka ani ślubu . Następnym powodem wydaje mi sie że mamie przeszkadza że bym wyjechała za granicę a nie ustatkowala sie gdzieś w miarę blisko niej żeby mogła mnie uchronić od nieszczęścia całego świata. Ona chyba myśli że ja nie poradzę sobie za granicą. Ojciec stoi za matka. . Boli mnie to że nie biorą pod uwagę tego że ten człowiek jest dla mnie ważny i że ja go akceptuje a wiadomo że ideałów nie ma. Ja też mam swoje wady jestem dosyć nieśmiała a on właśnie niczym sie nie przejmuje dodaje mi wiary we własne siły i radzi zebym w końcu zaczęła żyć własnym życiem a nie ciągle była uwiążana rodziny . Napiszcie proszę swoje opinię . Doradzcie co robić
jak już pisałam wcześniej
pojechałabym i spróbowała
Jak wam się bedzie układać to i rodzice zaakceptują twojego partnera bo nie będą mieli innego wyjścia.
No właśnie mama ciągle myśli że stać mnie na kogoś lepszego. Lepszego czyli jakiego ? Jak z katalogu ? W wieku takim i takim bo 2 lata więcej to już nie ? Z taka praca i lokalizacja żeby pasowała ? To są wytyczne wyboru partnera ? Ja mam już swoje lata i w tym wieku naprawdę trudno znaleźć normalnego mężczyznę . Już miałam takiego który głównie zwracał uwagę tylko na wygląd.a inne wartości na drugim planie . Ten jest inny
Ewunia,
A jak sobie wyobrażasz Wasz związek, gdy wyjedziesz do niego?
Rozmawialiście na ten temat?
Czy Wasze założenia i oczekiwania pokrywają się?
znaławk.Na początku miała bym pojechać do niego na miesiąc -2 i sprawdzić jak będziemy sie odnajdować tylko we dwoje. U mnie w domu przez 2 tygodnie wraz z moja negatywną rodzina nie przyniosło nic konkretnego . Najlepiej przekonać sie we dwójkę. Miała bym również sie przekonać jak mi sie podoba życie w niemczech , tam u niego w mieście i sprawdzić jak sie tam odnajde. Myślę że po tym było by mi łatwiej myśleć o dalszej przyszłości . Jeżeli przeszli byśmy ten "okres próbny " to on chciał by zebym znalazła jakaś pracę na pół etatu bez znajomości języka a w między czasie uczyła sie go . Ja myślę że to dobra opcja jak na mój początek . Później mogę planować więcej. Jeżeli chodzi o dzieci czy ślub nie wspomina o tym często gdyz chciałby poczuć to że ktoś sie nim cieszy , jego osoba , życiem z nim a nie że jest potrzebny jedynie do spłodzenia dziecka i żeby brać ślub tylko dlatego że ja już mam swoje lata i by wypadało. Chciał by cieszyć sie życiem i mną. Chciał by zebym znaczyła trochę świata zanim zajde w ciążę bo ja i tak nigdzie za granicą nie byłam . Myślę że ma trochę racji
Wiesz Ewuniu,
Taki pragmatyzm wyczuwam w Twoich postach.
Ale to nic złego ![]()
Brakujem mi po prostu uczuć i emocji.
Wytłumacz swoim rodzicom swoje motywy - oni z pewnością pragną Twojego szczęścia i martwią się o Ciebie - i jedź, jeśli tak podpowiada intuicja.
Uczucia są :-) , ja o tym wiem i on . Oboje tego szukaliśmy od dawna . A dla was napisalam poprostu konkrety żeby łatwiej wam było ocenić i żeby nie było że mam wybujała wyobraźnię i nie patrzę wogóle na realia . Dziękuję bardzo wszystkim za zainteresowanie tematem i odpowiedzi .
Daj spokój... zdania mamusi i tatusia warto wysłuchać ale... po to ma się rozum własny, żeby go używać. Czym tak naprawdę ryzykujesz, że tak się zastanawiasz nad tym Waszym "okresem próbnym" ? Masz coś do stracenia ? Z tego co piszesz masz szanse na zbudowanie fajnego związku, dlaczego miałabyś nie spróbować ? Jestem przekonana, że jeżeli nie zdecydujesz się na ten krok, to za jakiś czas bardzo będziesz tego żałowała. Szczególnie, jeżeli jednak nie pojawi się na horyzoncie ten "lepszy" o jakim myśli aktualnie Twoja mama...
Nie wyjdzie ? Wrócisz. Pojedziesz, spróbujesz... przy okazji coś zobaczysz. Zmiana miejsca i perspektywy dobrze Ci zrobi ![]()
Masz rację Volver że mogę żałować . Mam żal do mamy że nie potrafiła ukazać tolerancji co do mojego uczucia i jego wizyty i nie powiedziała mi tego co myśli po jego odjeździe tylko już na samym początku . Sprawiła mi tym dużo przykrości i nie potrafiłam sie cieszyć tym momentem w pełni . Duzo płakałam a on też zauważył że coś jest nie tak . Mam zamiar pojechać , myślę o marcu , wrócąwtedy tanie linie lotnicze na tym kierunku , będzie już ciepłej. Boję sie tego wszystkiego , nawet samego lotu samolotem , życia tam po niemiecku , jak sobie poradzę ale myślę że pokonam ten strach w sobie dla niego. Tak właśnie . Chociaż spróboje . Wiem że będę musiała wysłuchać całej litani od mamy na ten temat znów. Ona myśli że jak pojechał to problem zniknął ..
15 2015-01-18 13:43:44 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-01-18 13:44:57)
Mama zapewne w swoim mniemaniu, chce dla Ciebie jak najlepiej... zapomina jednak, że Ty, to nie ona i zupełnie co innego może Cię uszczęśliwiać. Rozumiem, że wolałabyś też, żeby mama wykazała trochę więcej akceptacji dla Twoich wyborów ale... ona ma prawo do swojego zdania, tak samo jak Ty do swoich być może niewłaściwych wyborów. Porażki są wpisane w nasze życie i przytrafiają się każdemu. Najgorzej jak człowiek ze strachu przestaje kierować własnym życiem, zdaje się na ślepy los i czeka na cud ![]()
Piszesz też, że "wszystkiego się boisz". Moim zdaniem tym bardziej musisz wyjść spod skrzydeł mamusi i zacząć żyć dorosłym życiem. Warto przełamywać własne lęki, żeby móc nauczyć się żyć w pełni, a nie w ciągłym strachu. Pokonaj ten strach dla siebie ! ![]()
No właśnie coś w tym jest że jak się poddaje to czekam na ten cód
a jego niema i niema i myślę że dopóki sama nie wyciągnę ręki po swoje to żaden cód nie przyjdzie . Ja bardzo często rezygnowałam z różnych rzeczy przez moją nieśmiałośc i wiele razy żałowałam
Zresztą on mi mówi bardzo podobnie , wie jaka jestem i mówi żebym wreszcie spróbowała zacząc życ włanym życiem bo mama go za mnie przecież nie przeżyje .
Ponieważ sama widzisz, że takie podejście do życia nie bardzo się sprawdziło, to chyba najwyższy czas coś w nim zmienić ?
No i nie poddawaj się tak od razu. Zawalcz trochę o siebie... wysiłek zostanie Ci na pewno wynagrodzony... ![]()
Mam taką nadzieję
Jeżeli nie spróbuje to sie nie przekonam , jeżeli się nie przekonam to ciągle będe myslała o Robercie , nie wyleczę sie z niego długo i tym samym nie bede mogła zacząc nowego etapu nawet i tu na miejscu . Teraz kolej żebym to ja wykonała jakiś ruch, podjęła jakąś decyzję w moim życiu a nie ktokolwiek inny . Dziękuję Ci za zainteresowanie tematem. Chciałam usłyszec opinię kogoś tak naprawdę z zewnątrz ![]()
Zresztą on mi mówi bardzo podobnie , wie jaka jestem i mówi żebym wreszcie spróbowała zacząc życ włanym życiem bo mama go za mnie przecież nie przeżyje .
Ale, czy On jest gotowy na to by pomóc Ci? Czy tylko radzi byś zaczęła sama, nowy rozdział Twojego życia?
Pozwalam sobie zabrać głos w Twojej sprawie, gdyż czytając Twoje posty zobaczyłam siebie, kilkanaście lat wcześniej.
Zawarta znajomość, osobiście - nie przez internet. Długa przerwa. Powrót - przez zbieg okoliczności. Rozwój znajomości, początki uczucia, tęsknota. Wizyty Jego u mnie, coraz bardziej zbliżone w czasie i ...miłość. I chęć bycia ze sobą na zawsze. I dylemat: wyjechać ? Spróbować? Czy tkwić w moim uporządkowanym, ale samotnym życiu z Mamą?
Było mi ciężko podjąć decyzję, a wielkim utrudnieniem była bardzo zaborcza i samotna Mama.
Stało się. Wyjechałam. Przypominało to wpadkę do bardzo głębokiej wody, nie umiejąc pływać. Ale... Ratownikiem był On. Trzymał mi głowę nad powierzchnią wody, pomagał oddychać, karmił i poił. Był przy mnie cały czas do momentu, kiedy nauczyłam się pływać. A zajęło mi to 3 lata. Trzy, bardzo trudne lata. Gdyby nie to, że był przy mnie i wspierał cały ten czas, nie dałabym rady.
Upewnij się, że będzie Cię wspomagał, a nie tylko wymagał, i to z wielkim poświęceniem i wyrozumiałością, a nie od przypadku do przypadku.
Życzę Ci spełnienia Twoich oczekiwań.
Niewiem co będzie na miejscu , jak ja sie tam odnajde. On zdaje sobie sprawę że bez niego sobie po prostu nie poradzę .To jest oczywiste że jeżeli będzie chciał zebym z nim tam trwała to będzie musiał mi pomagaćTo będzie mój skok na głęboką wodę . On w niemczech mieszka ponad 20 lat i to jest jego dom . Ma tam całą rodzinę , ja będę miała tylko jego. Narazie myślę o wyjeździe na jakiś czas zebym sama mogła ocenić jak sie odnajde w nowym otoczeniu , jak będę sobie radziła i przekonam sie też na ile on będzie mi w tym wszystkim pomagal. Na chwilę obecna pracuje w domu więc miała bym go ciągle pod ręką .
Ty też mieszkasz w niemczech ? Mogła byś mi napisac co było dla Ciebie najtrudniejsze tam na miejscu ?
Moje doświadczenie dotyczy Francji. Tak naprawdę wszystko było trudne. Inna rzeczywistość niż w Polsce. Teraz jest trochę inaczej, gdyż i tu i tam jest kapitalizm. Wszyscy, tak w Polsce jak i na Zachodzie myślą i postępują podobnie. Wtedy musiałam uczyć się kapitalistycznych wymogów. Jesteś w lepszej sytuacji, gdyż Twój Pan jest Polakiem, myśli więc zarówno po polsku jak i po niemiecku. 20-lat to niezły bagaż. Trudne będzie dostosowanie się do życia w społeczności, znalezienie swojego miejsca. Nie można poddać się presji opinii społecznej. Ja musiałam stawić czoła, tej opinii, która towarzyszyła ocenie Polaków widzianych jako
biednych prostaków z kraju Trzeciego Świata, zza Żelaznej Kurtyny. Musiałam codziennie bronić naszej tożsamości, kultury, wykształcenia, tradycji... Musiałam, ale dlatego, że chciałam. Żeby utrzymać się na stanowisku pracy musiałam, na początku, dawać z siebie trzykrotnie więcej niż pozostali pracownicy. Na każdym kroku czułam na sobie wzrok wszystkich. Potrafiłam jednak, choć to bardzo trudne, iść z podniesioną głową. Presja psychiczna jest ogromna, oczywiście tylko wtedy, gdy zależy Ci na prestiżu, gdy zależy Ci na tym, by stać się jedną z Nich, czyli wtopić się w to społeczeństwo, by mieć wszystkie prawa do życia w tym Kraju. Znajomość języka jest podstawą. Języka mówionego, który nie ma nic wspólnego z tym nauczanym w szkole czy na studiach. Dla celów turystycznych fajnie, ale nie codziennie. Nie wolno dać się obsmarować tuż za plecami, a tak się dzieje jeśli nie rozumiesz co tam się mówi. To co tu piszę jest "czarne", ale możesz sobie spreparować taki "kokon", w którym Twój Pan zarabia a Ty, nie masz nic do powiedzenia, wychowujesz dzieci i jesteś wdzięczna. To jest "różowe", ale zależy od charakteru.
Dziękuję za odpowiedz
Mam nadzieję że przez to że obecnie są inne czasy niż wcześniej moja sytuacja będzie nieco łatwiejsza . Domyślam się że mogę doświadczyć niejednej przykrości czy dyskryminacji . On jednak nie raz mi opowiadał że Niemcy po otwarciu rynku pracy to jedna wielka mieszanka kulturowa gdzie w brut nie tylko Polaków ale i Turków czy Rosjan. W regionie - mieście w którym mieszka podobno żyje bardzo wielu polaków , można spotkać polskie usługi , lekarzy itd. Największą barierą był by wlaśnie język niemiecki którego nie znam ( kiedyś się uczyłam ale mało z tego w głowie zostało ) .
To twoje życie czy twoich rodziców?
Będę szczera - to nie oni spędzą z nim resztę życia tylko Ty. Powinnaś próbować
Ja jestem romantykiem więc bym pojechał a co do rodziców teściów to niech sami sobie patrzą w życie mają wspierać i pomóc a my im
Pojedź i spróbuj... To chyba jedyne wyjście z takiej sytuacji. Jak nie spróbujesz, będziesz żałować.
Pojedź i spróbuj... To chyba jedyne wyjście z takiej sytuacji. Jak nie spróbujesz, będziesz żałować.
popieram
Postanowiłam pojechać na wiosnę . Rozmawiałam już z mama na ten temat i jest mi z tym lzej że wreszcie wydusiłam z siebie moje plany. Nie było awantur i dyskusji . Nadal myśli że ten związek niema przyszłości , jednak chyba pogodziła sie z tym że będę próbować . Mam nadzieję że gdy przyjdzie czas mojego wyjazdu nie będę musiała słuchać wiecznych dyskusji. Dziękuję za dalsze zainteresowanie tematem :-)
Postanowiłam pojechać na wiosnę . Rozmawiałam już z mama na ten temat i jest mi z tym lzej że wreszcie wydusiłam z siebie moje plany. Nie było awantur i dyskusji . Nadal myśli że ten związek niema przyszłości , jednak chyba pogodziła sie z tym że będę próbować . Mam nadzieję że gdy przyjdzie czas mojego wyjazdu nie będę musiała słuchać wiecznych dyskusji. Dziękuję za dalsze zainteresowanie tematem :-)
Trzymam kciuki dobra decyzja ![]()