O! Dotarło do mnie, że na żywo zwykłam oceniać "po twarzy", czy ktoś jest miły, czy nie. I wtedy zawsze mogę uciec
lub ustawić się w kolejce do tej urzędniczki, która wygląda sympatyczniej. A przez telefon wybrzydzać się nie da - kto odbierze, z tym muszę rozmawiać.
Tylko nie potrafię zrozumieć, czego tak właściwie się boję. No bo przecież nie tego, co ktoś obcy sobie o mnie myśli (na żywo wręcz uwielbiam prowokować i rzucać się w oczy). Na pewno też nie tego, że ktoś stwierdzi, że jestem głupia, skoro nie wiem tego i tego/muszę się o to dowiadywać. Samo usłyszenie jakiegoś niemiłego tonu mocno mnie dotyka i potem przez pół dnia to przeżywam... Tak, to chyba będzie to, że na żywo mogę odczytać zamiary rozmówcy jeszcze zanim dojdzie do rozmowy i móc kontrolować sytuację, a przez telefon nie - chyba właśnie pomogłaś mi to zrozumieć, dziękuję 
Widzę, że też inaczej się czuję przed telefonem do kogoś, kto jest ode mnie "niżej", niż do kogoś "wyżej". W sensie, że np. boję się dzwonić do tych, od których zależy jakaś moja sprawa, moje życie. A do tych, nad którymi to ja jakoś "góruję" - już nie. Przykładowo: spokojnie zadzwonię do fryzjerki, bo to ja "tu rządzę", jak będzie niemiła, to pójdę gdzie indziej. Ale do klienta już nie zadzwonię, bo jak coś pójdzie nie tak, to on sobie pójdzie i ja zostanę bez pracy.
Powoli nadchodzi czas na wykonanie dzisiejszego telefonu (przypomnę, że w ramach walki ze słabościami założyłam sobie na początek jeden telefon dziennie). Zaraz się, pardon za słownictwo, porzygam 