WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Przemoc spoleczna d dotyka  kobiet bez wzgledu na statust spoleczny, wyksztalcenie czy wiek.  Wedlug danych Swiatowej Organizacji Zdrowia (WHO) ofiarami przemocy jest juz ponad 1/3 kobiet na calym swiecie. Wedlug najnowszych badan  WHO, co najwazniejsze, za 38% zgonow kobiet odpowiadaja ich mezowie badz partnerzy, tylko 7% kobiet zginelo z rak obcych facetow. Najczestsza przyczna przemocy wobec kobiet  jest zwykle brutalne wyladowanie swojej agresji bez konkretnego powodu. Kazdego dnia ginie ponad 100 kobiet ale temat jest z niewyjasnionych przyczyn  przemilczany.WHO apelowala do przywodcow panstw ale jak dotad zero odzewu.
Dla sprecyzowania przemoc w rozumieniu WHO to znęcanie się:
-fizyczne (duszenie, bicie, policzkowanie, popychanie, szarpanie)
-psychiczne (wyzywanie, poniżanie, wyszydzanie, zastraszanie, dyskryminowanie)
-seksualne (molestowanie, gwałcenie, zmuszanie do stosunku)

Negatywny obraz feminizmu jest jednym z narzędzi służących do upilnowania kobiecego stada żeby nie zaczęło brykać i trzymało nóżki razem. I tak przyznanie się do feminizmu lub podejrzenie o to naraża kobietę na zetkniecie się z całym szeregiem często sprzecznych stereotypowych wyobrażeń. Aby nie utracić szacunku społecznego musisz nie lubić feminizmu. Niekoniecznie za postulaty a ich realizację.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Tylko najgorsze jest to, że te ofiary przemocy w tych związkach tkwią. Zwłaszcza, że ta przemoc raczej nie eskaluje tak z dnia na dzień, z powodu jednego wybuchu, tylko zaczyna się od słownej, potem dochodzą rękoczyny, a ta kobieta trwa w tym związku, bo myśli, że tak trzeba, albo naiwnie wierzy, że będzie lepiej.

Poza tym zależy o jakim społeczeństwie mówimy - u nas odejść od kogoś, kto nas nie szanuje jest łatwo, ale są kultury, gdzie kobieta ma mniej więcej tyle praw, co koza. Tam nie jest tak łatwo. Kiedyś oglądałam dokument o gwałtach w Indiach - podobno w tym kraju notuje się nawet 3 gwałty na godzinę. A przecież wiele kobiet w ogóle tego nie zgłasza.

W ogóle wśród ludzi panuje kompletna znieczulica - w jakiejś szwedzkiej galerii handlowej robiono taki eksperyment w windzie. Wynajęci ludzie (kobieta i mężczyzna) jadą widną i w którymś momencie mężczyzna zaczyna szarpać kobietę, ubliżać jej itd. Podobno zareagowało może 2-3 osoby, a eksperyment chyba z tydzień trwał.

Nie rozumiem kobiet z krajów, w których panuje równouprawnienie (przynajmniej w aspekcie prawnym), które nie zgłaszają pobić i gwałtów, zwłaszcza jeżeli sprawcą jest partner. Nie dość, że gnój jeden pozostaje bezkarny, to jeszcze może skrzywdzić ją po raz kolejny, lub skrzywdzić kogoś innego.

Poza tym kobiety często nie są nauczone jak się zachowywać i bronić w pewnych sytuacjach. Uważają, że kobieta nie może być agresywna, wręcz, że nie powinna się bronić. W krajach rozwiniętych w ogóle nierzadko żyją w poczuciu całkowitego bezpieczeństwa, są pewne, że nic im się nie może stać. Zwykle do czasu, aż się coś stanie.
Nigdy mi się nie zdarzyło być ofiarą przemocy ze strony jakiegokolwiek faceta, ale jakby mnie jakiś chciał bić, to walczyłabym w każdy możliwy sposób jaki znam, bez litości i do skutku.
Poza tym przypadki przemocy należy bezwzględnie zgłaszać, a od ludzi ze skłonnościami do przemocy po prostu stronić.
Oczywiście cały czas mówimy o krajach rozwiniętych, a przypadki przemocy u nas, w porównaniu z niektórymi krajami arabskimi, czy afrykańskimi to pewnie margines.

"Si vis pacem - para bellum"

3

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Byłam ofiarą przemocy ze strony mojego byłego męża. Przez lata związku i małżeństwa głównie lęk przed nim powodował, że nigdzie tego nie zgłaszałam. Jedynym momentem, w którym powiedziałam, co się działo, była rozprawa rozwodowa.
Eks był po prostu nieobliczalny. Bałam się, że moja reakcja typu próba obrony, zasłonięcie się, oddanie mu albo obdukcja i zgłoszenie na policję skończy się dla mnie tragicznie. Po dwóch latach małżeństwa byłam na skraju, nie tylko załamania, ale niemal pewna, że chcę ze sobą skończyć, nie tylko z powodu przemocy, ale i przez jego flirtu tudzież romans z koleżanką z pracy i z powodu pewnych zachowań, które potem moja psycholog określiła jako psychotyczne. Ostatkiem sił zebrałam się w sobie i wyprowadziłam.

Jestem pewna, że gdybym została, to trzecia próba uduszenia mnie na pewno by mu się udała. W pierwszej przeszkodziła mu moja matka (dobijała się do pokoju, słysząc mój krzyk), w drugiej - telefon.

Po odejściu od eks nikt mi nie wierzył, nikt - rodzina, pseudoprzyjaciele... Mój ojciec uznał po czasie, że na pewno zasłużyłam na takie traktowanie (!). Matka uwierzyła dopiero niedawno, kiedy opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Kosztowało mnie to sporo, trzęsłam się i płakałam, kiedy o tym mówiłam. Uwierzyła mi też sędzia na rozprawie rozwodowej. Do dziś jestem jej za to wdzięczna. Wyzwoliła mnie z zaklętego kręgu wielkiego osamotnienia.

Tkwiłam w tym, bo łudziłam się, że będzie lepiej, że on się zmieni. Po ślubie miałam mocno wpojone przekonanie o nierozerwalności małżeństwa i wynikającym z niego przymusie poświęcenia i cierpienia. Do tego dochodził paniczny lęk. Drugi rok małżeństwa to było ciągłe kontrolowanie samej siebie, żeby nie powiedzieć czegoś, co go wytrąci z równowagi. Żyłam w ciągłym skupieniu, w 100% uważności, byle tylko on nie wybuchnął. A wybuch wyglądał tak: czerwona twarz, rozwiany włos, oczy jak spodki, ślinotok i pięści blisko mojej twarzy, przekleństwa i wyzwiska. A często i krzyki, że mam się zamknąć, mimo iż nie odezwałam się ani słowem. Potrafiłam się obronić, ale tego nie robiłam, bo tak bardzo się go bałam.

Na rozprawie przyznał się do stosowania przemocy fizycznej i psychicznej. Sędzia spytała, czy to prawda, że mną rzucał o ścianę. Powiedział, że "on mnie tylko popychał, a to nie jego wina, że ściana stała obok".

Dzięki terapii wiem, dlaczego związałam się z przemocowcem. Wiem, dlaczego nie odeszłam. Nie obwiniam już siebie za to. Wiem, że winny jest wyłącznie psychopata. On był sprawcą przemocy, nie ja. Nie interesują mnie jego pobudki, przestałam go usprawiedliwiać. Chciałabym, by więcej kobiet żyło jak ja teraz - świadomie. By po odejściu znalazły wsparcie wśród najbliższych i wiedziały, gdzie mogą się zgłosić. Przemoc fizyczną da się udowodnić nawet jeśli sprawca bije tak, by nie zostawiać śladów. To zostaje w psychice na zawsze.

4

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Emilia - Twoja historia to jest taki typowy schemat zachowań osoby tkwiącej w związku przemocowym. Podobnie jak pogląd na temat związków i małżeństwa - nierozerwalność, poświęcenie. Tacy ludzie szukają kogoś, kto będzie łatwą ofiarą, kogoś słabego psychicznie, kto nie będzie miał wsparcia w rodzinie. Postawa Twojego ojca jest dla mnie niepojęta. Jakby mnie ktoś bił, to mój ojciec by chyba na strzępy delikwenta rozniósł gołymi rękoma.

Super, że udało Ci się z tego wyjść i nie skończyło się tragicznie.

To też jest przykład na to, że należy reagować natychmiast, bo co by było gdyby przy pierwszym duszeniu nikt mu nie przeszkodził.

Dlatego też uważam, że warto umieć się bronić - jak człowiek musi walczyć o życie, to ważne żeby miał szanse tą walkę wygrać. Wtedy moim zdaniem cel uświęca środki. Dlatego nie wolno się wahać. Dla mnie duszenie to jest nic innego jak usiłowanie zabójstwa - krtań jest delikatna, a uszkodzenie jej kończy się śmiercią. Takiego przeciwnika trzeba znokautować, w wyjątkowo skrajnym przypadku nawet zabić, zwłaszcza jak nie mamy dokąd uciekać.
Żeby obrona była skuteczna, musi być odruchem. A odruch można wyćwiczyć.

I oczywiście każdy przejaw przemocy należy zgłaszać na policji, a jak obawiamy się o własne życie nie wracać do domu, nie zostawać z takim człowiekiem sam na sam. Trzeba zwyczajnie słuchać instynktu samozachowawczego i za wszelką cenę unikać zagrożenia.

"Si vis pacem - para bellum"

5

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
Emilia napisał/a:

Tkwiłam w tym, bo łudziłam się, że będzie lepiej, że on się zmieni. Po ślubie miałam mocno wpojone przekonanie o nierozerwalności małżeństwa i wynikającym z niego przymusie poświęcenia i cierpienia. Do tego dochodził paniczny lęk.

no i gdyby nie te głębokie przekonania ... ja i moi koledzy, bylibyśmy bezrobotni wink
uciekać od tego - w cholerę jasną uciekać ... kto wam ludzie, wyprał tak mózg!

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

6

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

in_ka, kto wyprał? Wychowanie, rodzice, środowisko ultrakatolickie. Bo miłość = cierpienie. Znajomej, która miała męża alkoholika ksiądz powiedział, że widocznie za mało się modli. Więcej modłów = mąż się zmieni. Ja też tak myślałam. Po awanturach uciekałam do kościoła i modliłam się, bez rezultatów. A kiedy odeszłam to pewien ksiądz powiedział mi, że powinnam wrócić do męża i zaufać Bogu i że jeśli eks mnie zabije, to Bóg mi w niebie wyjaśni, dlaczego tak się stało. Przykre, że nawet księża namawiają wierzące kobiety do życia z przemocowcem i do podporządkowania się mu.
Jesteś psychologiem/terapeutą/prawnikiem?

Witch, trafiłam z deszczu pod rynnę. Moi rodzice zawsze byli w stosunku do mnie niezwykle wymagający i autorytatywni. Nauczyłam się żyć w pewnym schemacie i podświadomie znalazłam faceta, który traktował mnie podobnie. Dzięki temu potrafiłam się w takiej rzeczywistości odnaleźć. Miałam wyuczone wzorce zachowania się i w związku mogłam je wykorzystać. A do tego dałam sobie wyprać mózg wierząc mu, że jest ze mną z litości, bo nikt inny mnie nie zechce. Manipulacje, zastraszanie, przemoc, moje lęki i kółko się zamknęło.

Moje relacje z ojcem to temat-rzeka, nie chciałabym go wałkować na forum. Jednakowoż mam do niego wielki żal o ten brak wsparcia. Twierdził, że eks był zbyt słaby, żeby mnie udusić, że do tego potrzeba siły. A do tego miał niebieskie oczka, blond włosy i był bardzo miły, więc nigdy nie mógł mnie uderzyć. Tacy ludzie nikogo nie biją, bo nie potrafią. Wymyśliłam sobie to po prostu zdaniem ojca. Bo jestem zwykłą mitomanką. A przecież potrafię unieszkodliwić napastnika, sam mnie tego uczył - więc dlaczego tego nie zrobiłam? A skoro nie wykorzystałam umiejętności, to przemocy nie było. Takie popieprzone, pokrętne myślenie. Sądzę, że wiele osób myśli w ten sposób o przemocy wobec kobiet.

Czy z tego wyszłam? Przez długi czas panicznie się bałam, że go spotkam gdzieś na ulicy. Wiadomo, że nic by nie zrobił, ale ten lęk miałam głęboko zakodowany. Do tego przez kilka lat miałam koszmary, że eks goni mnie z nożem przez jakieś labirynty, w końcu dopadał, a ja się budziłam z krzykiem. Nie myślę na co dzień o tym, co było. Czasem żal mi jego następnej. Tej baby, która się wpieprzyła między nas. Wiem, że dopóki ona nie będzie mu dyktować warunków, nie będzie od niego niczego oczekiwać, o nic prosić, to on nic jej nie zrobi. U mnie przemoc zaczęła się, kiedy powiedziałam, że chcę wreszcie ślubu i dziecka. Wcześniej wiedziałam, że on ma skłonności do agresji, ale nie w stosunku do mnie.
Wyszłam na pewno ze wzorca ofiary. Przepracowałam perfekcjonizm i relacje z rodzicami. W moim obecnym związku nie ma miejsca na kłótnie, brak szacunku itp.

Dziś żałuję głównie tego, że nie odeszłam w porę, że mam za sobą rozwód. To się będzie zawsze za mną ciągnęło. Mogłam śmiało kopnąć mu w zad po pierwszym akcie agresji (on tego nie nazywał biciem, a siniaki brały się jego zdaniem stąd, że się wyrywałam), ale byłam tak zmanipulowana i uzależniona emocjonalnie, że tego nie zrobiłam. Na policję wstydziłam się iść. I bałam, że mnie zabije. Że nikt mi nie pomoże. Przecież jego matka i ojciec wiedzieli, co się dzieje, bo mieszkaliśmy z nimi. Myślę, że wiele kobiet się wstydzi i boi, bo wie, że wokół nich jest zmowa milczenia.

Niedawno go widziałam. Z daleka. Chyba mnie nie zauważył. Byłam z partnerem i kolegą. Pierwszy odruch - znowu lęk, panika, gdzie by się tu schować... A potem pomyślałam, że dobrze by było skombinować jakiś kijaszek, może bejsbolowy. Zaczaić się na gnoja i przyp... w przyrodzenie albo w dziób. Zwłaszcza, że po treningach już mam dość spore bicki wink. Ale myślę sobie - nie, jest karma, los mu odpłaci, ja sobie rączek gó..nem nie ubrudzę. Cholernie żałuję tych sześciu lat "związku" i dwóch lat małżeństwa. Mam dziurę w życiorysie. Ale za to mam o czym pisać na forach wink.

7

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

W sumie z każdego negatywnego doświadczenia, z którego wychodzimy o własnych siłach wychodzimy dużo silniejsi. Ważne, że Ci się udało, że już Ci gnój jeden nie może nic zrobić.

Ja na takich ludzi jak Twój eks słów nie znajduję po prostu. To są zwykle tchórze tak naprawdę. Bez oporu wyładują swoje frustracje na osobie psychicznie i fizycznie słabszej, ale jakby przyszło wyskoczyć do równego sobie, albo chociaż mocno pewnego siebie, to już nie są tacy do przodu. Mnie raz facet próbował zmanipulować, uzależnić od siebie, wpłynąć na mnie tak żeby mógł mnie kontrolować, ale jak zobaczył, że jestem na to kompletnie niepodatna to sam zwiał.

Poza tym trzeba być przekonanym o tym, że nikt nie ma prawa nas krzywdzić, że zasługujemy na szacunek. Jak się jest tego pewnym, to już są mniejsze szanse, że ktoś sobie zacznie pozwalać na jakąkolwiek przemoc, bo wyczuje, że reakcja będzie zdecydowana i natychmiastowa.

"Si vis pacem - para bellum"

8

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
Emilia napisał/a:

Byłam ofiarą przemocy ze strony mojego byłego męża. Przez lata związku i małżeństwa głównie lęk przed nim powodował, że nigdzie tego nie zgłaszałam. Jedynym momentem, w którym powiedziałam, co się działo, była rozprawa rozwodowa.
Eks był po prostu nieobliczalny. Bałam się, że moja reakcja typu próba obrony, zasłonięcie się, oddanie mu albo obdukcja i zgłoszenie na policję skończy się dla mnie tragicznie. Po dwóch latach małżeństwa byłam na skraju, nie tylko załamania,

Czegoś tu nie rozumiem - tak ogólnie. Ofiary przemocy często mówią "Bałam się odejść", "bałam się, że jak spróbuję odejść, to on mnie zabije". Zawsze jak to słyszę, to myślę, że ja w takiej sytuacji bardziej bym się bała zostać, niż odejść. Gdy podejmuje się decyzję o odejśćiu w takiej sytuacji, to jest to moment, chwila niebezpieczeństwa, a potem jest spokój. A gdy się zostaje, to wtedy jest się narażoną na większe niebezpieczeństwo. Na bicie codziennie.
Sama nie doświadczyłam przemocy, ale doświadczyła moja ciocia. Spędziła z tym psycholem 40 lat. W tej chwili on choruje, ciotka trochę się nim opiekuje, planuje go oddać do jakiegoś ośrodka. Historię znam głównie z opowieści. Pierwszy raz uderzył ją jeszcze przed ślubem. Ciocia była młodą dziewczyną, miała 19 lat i raczej zero doświadczenia. Pochodzi z rodziny, w której przemoc raczej się zdarzała, alkoholizm... Gdy więc matka nalała jej kieliszek wódki i kazała się nie przejmować (nie wiem, co dokładnie powiedziała, ale wiem o tej wódce), to ciocia posłuchała i wyszła za niego za mąż. I przez 40 lat nie odeszła. Nie rozumiem tego. Zwyczajnie nie pojmuję...

9

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
WitchQueen napisał/a:

Poza tym kobiety często nie są nauczone jak się zachowywać i bronić w pewnych sytuacjach. Uważają, że kobieta nie może być agresywna, wręcz, że nie powinna się bronić.
Nigdy mi się nie zdarzyło być ofiarą przemocy ze strony jakiegokolwiek faceta, ale jakby mnie jakiś chciał bić, to walczyłabym w każdy możliwy sposób jaki znam, bez litości i do skutku.

Po odpowiedź, czemu kobiety nie umieją się bronić zwróciłabym się do wątku "niekobiece kobiety". Bo obrona, agresja, odwaga, wojowniczość, szacunek do samej siebie po prostu takie jakieś niekobiece są. Nie wypada, żeby kobieta była odważna i agresywna. Kobietki są uczone, że to mężczyzna ma je chronić. A jak spotykają takiego, co nie tylko nie chroni, ale bije, to nie wiedzą, co robić. Bo dziewczynkom nie wypada bić się z chłopcami.

Jak w piosence Kazika: "I nie może, choćby chciała, nawet was po pysku zbić, bo ją babcia kiedyś ostrzegała, że rozsądną trzeba być".

10

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Co za bzdury sad

11

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Niejednokrotnie kobieta jest sama sobie winna bo jak zauważy, że koleś jest agresywny czy zdarzy mu się ją uderzyć to te zaczynają sobie tłumaczyć, że zdenerwowany był, że to one go sprowokowały, no ale później je przeprosił i obiecał, że nie będzie to czemu miały nie przyjąć przeprosin. A powinny wtedy dać kolesiowi kopa w cztery litery i niech spada na drzewo. I dziewczynki powinno się uczyć, że facet który używa wobec nich przemocy to dupek i że powinny od takich uciekać gdzie pieprz rośnie.
Ja osobiście nigdy nie utrzymuję nawet relacji koleżeńskich z agresywnymi typami, wystarczy, że raz się komuś zdarzy i jest skreślony na całej linii.
Kobiety nic nie poradzą na to, że jakiś typ jest agresywny, ale nie powinny mieć dla takich litości.

12

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

CatLady - to jest szczególny typ osobowości podatny na uzależnienia psychiczne. Jak to jest połączone z brakiem wsparcia ze strony rodziny, niskim poczuciem własnej wartości (a zwykle jest) to dochodzimy do idiotycznych sytuacji, że dana osoba się boi odejść, a zostać z takim furiatem już nie. Taki stan się na solidną terapię po prostu kwalifikuje.

Właśnie to jest dobijające, że wiele kobiet uważa, że im nie wypada nikogo uderzyć, nawet w obronie własnej. Mają wpojone, że to nie jest odpowiedni dla ich płci wzorzec zachowania. A tu nie chodzi o bycie agresywną w życiu, tylko o zdolność do obrony w sytuacji zagrożenia życia. Moim zdaniem umiejętność choćby szybkiej oceny sytuacji i reakcji w takich przypadkach to jest coś, co powinno się potrafić niezależnie od płci. Faceci oczywiście mają z tym łatwiej, bo nie dość, że zwykle naturalnie silniejsi, to jeszcze agresja ze strony mężczyzny jest bardziej akceptowana. Mnie kiedyś jeden facet powiedział, że ja nie powinnam trenować sztuk walki ani samoobrony, bo to nie jest dla kobiet. Potem był oczywiście zdziwiony czemu się z nim więcej nie chcę spotykać.
Ja od innych kobiet nawet czasem słyszę, że ja to muszę być bardzo odważna, że one by tak nie mogły itd, albo wręcz, że faceci się mnie będą bali tongue. Wiadomo, że ja to robię, bo lubię i moje życie się wokół tego kręci, ale podstawowe uderzenia i obrony przed duszeniem, gwałtem itp. każdy może opanować.

"Si vis pacem - para bellum"

13 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-04 21:11:14)

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

W Polsce taka obrona niestety przez sądy często jest traktowana bardzo surowo. Znalazłem w sieci przypadek kobiety która zabiła gwałciciela który chciał ją brutalnie zgwałcić. Zabiła w samoobronie ale sąd uznał ze mogła delikatniej, dla mnie to skandal. W Hiszpanii za to matka która zabiła gwałciciela córki l Carmen García w ramach wendetty po tym jak wyszedł na warunkowym. Najpierw dostała 9.5 roku po odwołaniu 4.5 lata a potem po odsiedzeniu roku w  więzieniu dzięki jej adwokatowi sprawa trafiła do mediów a następnie dzięki szerokiej debacie rząd postanowił ułaskawić ją ze względu an okoliczności . Ciekawe kiedy politycy zrobią krok w kierunku tego by z samoobroną było tak jak w USA.

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

14

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
kicur napisał/a:

W Polsce taka obrona niestety przez sądy często jest traktowana bardzo surowo. Znalazłem w sieci przypadek kobiety która zabiła gwałciciela który chciał ją brutalnie zgwałcić. Zabiła w samoobronie ale sąd uznał ze mogła delikatniej, dla mnie to skandal. W Hiszpanii za to matka która zabiła gwałciciela córki l Carmen García w ramach wendetty po tym jak wyszedł na warunkowym. Najpierw dostała 9.5 roku po odwołaniu 4.5 lata a potem po odsiedzeniu roku w  więzieniu dzięki jej adwokatowi sprawa trafiła do mediów a następnie dzięki szerokiej debacie rząd postanowił ułaskawić ją ze względu an okoliczności . Ciekawe kiedy politycy zrobią krok w kierunku tego by z samoobroną było tak jak w USA.

Wiesz, ale jak ktoś chce Cię zabić to nie ma czasu, ani sensu zastanawiać się co na to później sąd. Jak ratujesz życie, to uważam, że trzeba robić co tylko można, ale też nie więcej niż trzeba. Zwłaszcza jak uciec nie można i trzeba delikwenta pozbawić możliwości dalszej walki albo nawet zabić. Jak można uciec, to trzeba uciekać. I tak się już w Polsce w tym temacie trochę zmienia na szczęście, ale to też dużo zależy jak sprawa została rozegrana, nawet to, od kogo poszło zgłoszenie na policję.

"Si vis pacem - para bellum"

15

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

No jasne, że przemoc, zwłaszcza nieuzasadniona, do tego wobec słabszego, powinna być piętnowana. W żadnym wypadku nie popieram i brzydzę się przemocą wobec kobiet, jednakowoż uważam, że niniejszy post wyolbrzymia pewne rzeczy. Po pierwsze podaje liczbę 38%, ale w ujęciu ogólnoświatowym - jestem pewien, że statystyki te drastycznie zawyżone są przez kraje islamskie, czy afrykańskie. Jak to się ma w Europie, czy w Polsce? W ogóle te dane są jakieś podejrzane. Z całym szacunkiem, ale 38% zgonów z rąk partnerów, 7% zgonów z rąk obcych osób, to daje wynika taki, że 45% kobiet umiera w wyniku zabójstw, a 55% w wyniku chorób i nieszczęśliwych wypadków. Czyli prawie połowa kobiet na świecie jest zabijana - no bez żartów. Chwilę wcześniej czytamy, że ofiarami przemocy jest 1/3 kobiet, a więc co najmniej 12% kobiet ginie z rak oprawców nie będąc jednocześnie ofiarami przemocy smile Zapewne szanownej autorce coś się pokiełbasiło i są to procenty dotyczące ZABÓJSTW kobiet, a nie ich ZGONÓW. Tak czy siak nurtuje mnie w takim razie, kto stoi za tymi 55% zabójstw, skoro obcych i najbliższych mamy już odhaczonych - może kuzynostwo? smile
Temat poważny, a ja sobie dworuję - no wybaczcie, ale to jakieś liczby rodem z Pudelka, mające robić wrażenie, a po prostu nierealne.
Tak po prawdzie - ile znacie przypadków w Polsce kobiet, które poniosły śmierć z rąk swoich partnerów? No przypadki są, ale idące w jednostki. Ofiarami zabójstw są i mężczyźni.
Co się zaś tyczy przemocy psychicznej, to w równym stopniu stosują je kobiety - a może nawet większym - trudno to zmierzyć, bo i udowodnić trudno.
W każdym razie z tego posta rodzi się taka konkluzja, że co trzecia kobieta jest maltretowana przez swojego partnera i będzie maltretowana dalej, aż od tego umrze, co jest jakąś bzdura, ale chwytliwą.
Może ma ktoś jakieś wiarygodne dane?

Annuszka już kupiła olej...

16

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Ja też pisałam wcześniej, że w ujęciu ogólnoświatowym problem u nas jest raczej marginalny, że dane mogą być zawyżone też prawda, ale temat sam w sobie głupi nie jest. To, co opowiedziała Emilia tylko to potwierdza. Jak ktoś był duszony albo bity do nieprzytomności to jak dla mnie był potencjalnym trupem. Wystarczyło, że oprawca uderzyłby mocniej albo dłużej przytrzymał chwyt na krtani. Jak ktoś tego nie zgłasza to jest idiotą i sam sobie po części robi krzywdę i daje przyzwolenie na kolejne ataki. Niewiele się też mówi, że skutki pobicia mogą być długotrwałe, a uszczerbek na zdrowiu nieodwracalny.
Zabójstwa z rąk partnerów to jest marginalny problem, ale przemoc domowa już nie tak bardzo. Jak się dobrze zastanowić, to wiele osób zna kogoś, kto takiej przemocy doświadczył. Ja ze 3-4 osoby mogłabym wymienić bez problemu, a to już nie jest taki margines.

"Si vis pacem - para bellum"

17

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

CatLady, kobiety boją się odejść, bo wiedzą, że są związane z psycholami, którzy im odejść nie pozwolą. Mój eks był totalnie nieobliczalny i zdawałam sobie z tego sprawę. Bałam się, że jeśli odejdę zrobi mi z życia większe piekło, niż miałam będąc z nim. Nie byłam od niego zależna finansowo, miałam dobrą pracę itp. Nie bałam się, że nikogo sobie nie znajdę albo ze nie poradzę sobie z samotnością. Bałam się braku akceptacji ze strony rodziny, stygmatyzacji jako rozwódki, ale głównie tego, że eks coś mi zrobi. Po wyprowadzce miałam codzienne telefony, że jak nie wrócę to zabije nie tylko mnie, ale moją mamę i ojca, że mnie znajdzie, że nie da mi nigdy spokoju, zemści się; przychodził codziennie pod dom i wystawał pod nim; przychodził pod pracę, w autobusie raz poszarpał mnie tak, że obcy ludzie mnie ratowali przed nim; ze sklepu uciekałam przed nim drzwiami z zaplecza; miałam telefony od moich pseudoprzyjaciół, w których wyzywali mnie od dziwek (opowiedział im z zemsty, że odeszłam do kochanka); zapełnił mi skrzynkę mailami z zapewnieniami o miłości i o tym, że się zmienił, żeby chwilę później pisać, że jestem suką, znajdzie mnie i zabije; dopadał mnie na przystanku i wrzeszczał, że jestem opętana, kreślił mi na ciele znaki krzyża; a szczytem był jego telefon (nagrałam na wszelki wypadek), że jego "koleżanka" przejedzie go samochodem tak, że będzie sparaliżowany i sąd nie da mi rozwodu, tylko każe mi się nim opiekować do końca życia. Takiego piekła właśnie się bałam i takie mi zrobił. Trwało to jakieś pół roku, skończyło się, kiedy wyjechałam i zmieniłam numer. Najlepsze, że eks miał praktycznie przez całe dwa lata małżeństwa i później wadę anatomiczną w postaci doopy na boku. Ale urażona duma i zryty beret kazały mu mnie niszczyć i prześladować.

Tak jak napisała Witch, byłam od niego uzależniona emocjonalnie. Byłam perfekcjonistką, uważałam, że wszystko zrobię najlepiej każdym kosztem. Także moje małżeństwo musiało być idealne i choć gniło od środka, to robiłam wszystko, by nikt nie dowiedział się prawdy. Kidy byłam dzieckiem wymagano ode mnie bardzo wiele, a ja nie potrafiłam temu podołać. Chwalono mnie rzadko, więc poleciałam na pierwszego typa, który powiedział, że jestem mądra i ładna. A potem powtórzył się schemat z rodzicami. Myślę, że mogłabym przykłady realizacji wzorca wymieniać w nieskończoność. Do tego miałam nadzieję, że moja miłość go zmieni, a raczej miłość i modlitwy. Byłam typową "kobietą kochającą za bardzo", jak i wiele innych spośród nas związanych z psychotykami, narkomanami, erotomanami, alkoholikami itp. itd.
Cat, nie uważam, że brak obrony jest niekobiecy. Kiedyś ktoś nauczył mnie, jak się bronić w pewnych sytuacjach, ale kiedy agresorem był człowiek, którego jak mi się wydawało kochałam, to nie potrafiłam, po prostu mogłam jedynie znieruchomieć i przeczekać, nie robić nic, co on uznałby za prowokację do agresji. Umiem się bronić, poradziłam sobie z typem, który wyrywał mi torebkę, poradziłam z kimś, kto usiłował mnie zmacać. W przypadku patologicznych związków brak reakcji ze strony ofiary nie wynika z nieumiejętności obrony, wierz mi.

Tytuł wątku to rzeczywiście manipulacja, ale mimo to warto o tym pisać, mówić. Z mojego bliskiego otoczenia na powiedzmy 10 kobiet 3 padły/padają ofiarą przemocy fizycznej i/lub psychicznej ze strony partnera. Uważam, że to bardzo dużo.

18

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Przytoczone dane zawierają jakiś blad, jednak nie zmienia to faktu, ze problem przemocy istnieje, może nie w tak drastycznej formie (zabójstwa), ale "łagodniejszej" (pobicia, dreczenie fiz lub psychiczne), - jeżeli wogole można uzyc tu takiego słowa.
Oszacowanie skali problemu jest trudne, bo kobiety (a czasem i mezczyzni - nie zapominajmy, ze mezczyzni tez czasem ulegaja przemocy ze strony partnerek, i im jest jeszcze trudniej) nie wychodzą z tym na zewnątrz - wstydzą się albo boja o tym mowic. Ofiara czuje się winna, a przemocowiec potrafi ta wine bardzo wzmocnić.

W domu moich rodzicow ( a wiec i moim w dziecinstwie) była przemoc ze strony taty - co prawda glownie psychiczna, ale zdarzala się tez rękoczyny albo grozby uzycia, - dla mojej mamy trwa cala ta szopka do dziś. Dlaczego go nie zostawi? Co każe jej tkwic w takim związku? Sa rozne powody, tysiąc powodow, moznaby obdzielić caly pulk, od w miare realnych czy normalnych do coraz bardziej absurdalnych - oczywiste jest, ze w gruncie rzeczy ona po prostu nie chce. Tak wybrala i koniec. Smutne to jest - dla mnie i mojej siostry, ale coz. To jej zycie, jej prawo.

Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo..

19

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
WitchQueen napisał/a:
kicur napisał/a:

W Polsce taka obrona niestety przez sądy często jest traktowana bardzo surowo. Znalazłem w sieci przypadek kobiety która zabiła gwałciciela który chciał ją brutalnie zgwałcić. Zabiła w samoobronie ale sąd uznał ze mogła delikatniej, dla mnie to skandal. W Hiszpanii za to matka która zabiła gwałciciela córki l Carmen García w ramach wendetty po tym jak wyszedł na warunkowym. Najpierw dostała 9.5 roku po odwołaniu 4.5 lata a potem po odsiedzeniu roku w  więzieniu dzięki jej adwokatowi sprawa trafiła do mediów a następnie dzięki szerokiej debacie rząd postanowił ułaskawić ją ze względu an okoliczności . Ciekawe kiedy politycy zrobią krok w kierunku tego by z samoobroną było tak jak w USA.

Wiesz, ale jak ktoś chce Cię zabić to nie ma czasu, ani sensu zastanawiać się co na to później sąd. Jak ratujesz życie, to uważam, że trzeba robić co tylko można, ale też nie więcej niż trzeba. Zwłaszcza jak uciec nie można i trzeba delikwenta pozbawić możliwości dalszej walki albo nawet zabić. Jak można uciec, to trzeba uciekać. I tak się już w Polsce w tym temacie trochę zmienia na szczęście, ale to też dużo zależy jak sprawa została rozegrana, nawet to, od kogo poszło zgłoszenie na policję.

Ja to wiem ale niestety sądy są jakie są ja też jestem przeciw takim wyrokom ale jak Mac Kolonko mówię jak jest...

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

20

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
Emilia napisał/a:

A kiedy odeszłam to pewien ksiądz powiedział mi, że powinnam wrócić do męża i zaufać Bogu i że jeśli eks mnie zabije, to Bóg mi w niebie wyjaśni, dlaczego tak się stało.  .

To nie na moje nerwy. Aż mnie telepie jak słucham takich opinii i czytam to . Ot miłosierdzie KK  ..do patriarchatu

21

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
Emilia napisał/a:

Niedawno go widziałam. Z daleka. Chyba mnie nie zauważył. Byłam z partnerem i kolegą. Pierwszy odruch - znowu lęk, panika, gdzie by się tu schować... A potem pomyślałam, że dobrze by było skombinować jakiś kijaszek, może bejsbolowy. Zaczaić się na gnoja i przyp... w przyrodzenie albo w dziób. Zwłaszcza, że po treningach już mam dość spore bicki wink. Ale myślę sobie - nie, jest karma, los mu odpłaci, ja sobie rączek gó..nem nie ubrudzę. Cholernie żałuję tych sześciu lat "związku" i dwóch lat małżeństwa. Mam dziurę w życiorysie. Ale za to mam o czym pisać na forach wink.

Cześć wam.
Wiem, że nie zacytowałam całego postu, ale dla mnie istotne było to, o czym napisałaś prawie na końcu- Karma. Masz w 100% rację i kiedyś z czystym sumieniem powiesz jemu, że nie zrobiłaś nic złego, żeby się na tobie mścił czy traktował cie w taki sposób, a powiesz mu to, gdy poczujesz dystans, wyzwolisz się od strachu przed nim i będziesz silniejsza, czego ci z całego serca życzę. Jestem zdania, że ktoś, kto krzywdzi innych, krzywdzi również siebie, choć być może zda sobie sprawę z tego dopiero wtedy, gdy może być już za późno. Tak, każdy dostanie to, co sam od siebie daje. Skoro ktoś nie szanuje drugiej osoby, to jakim prawem domaga się tego od innych? Może robić te wszystkie rzeczy, o których była mowa, może wzbudzać strach, ale z szacunkiem do swojej osoby może się pożegnać, nie wiadomo ile czau musiałoby upłynąć by mógł ten szacunek odzyskać. Jestem pewna, że gdybyś zrobiła coś przeciwko niemu, tzn. gdybyś się mściła, to sama straciłabyś w oczach innych. Sama  sobie powtarzam, że co złego zrobiłabym innej osobie, to do mnie wróci, prędzej czy później i to mnie powstrzymuje nawet przed obmyślaniem jakiejkolwiek zemsty czy rozpowiadaniem plotek na temat osoby, która wyrządziła mi wielką krzywdę - taki przykład. Mam swoje życie, swoje zainteresowania, na przekór innym będę żyć własnym życiem, a jeśli komuś się to nie podoba, może obrócić się na pięcie i iść w swoją stronę. Głowa do góry.

22

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

kicur - dlatego uważam, że ocena sytuacji i umiejętność walki wręcz jest potrzebna. Nie sięgniemy wtedy pochopnie po nóż, będziemy wiedzieć jak uderzyć żeby zrobić krzywdę ale niekoniecznie zabić. Uważam, że lepiej po prostu wiedzieć, bo to może tylko pomóc - można się bronić skutecznie i sobie jakoś bardzo nie zaszkodzić. Większe są szanse, że sąd uzna za obronę konieczną złamane kolano napastnika, niż prześwięcenie go kuchennym nożem. Z użycia noża w bójce bardzo ciężko się wytłumaczyć, poza tym często kończy się zgonem. W Koszalinie był niedawno przypadek, gdzie kobieta broniła się przed agresywnym partnerem i jakoś tak wyszło, że facet został z nożem w klacie, a ona z wyrokiem 6 lat wiezienia.

LaInvitada28 - taki człowiek nie pożałuje, ani nie zrozumie, że źle zrobił w 90% przypadków. Za ciasno pod czaszką na takie empatyczne przemyślenia. Ja myślę, że takie skurwysyny to mają najłatwiej w życiu, bo się z nikim nie liczą. Wątpię, że go za to spotka jakaś sprawiedliwość losu, zwyczajnie nie wierzę w takie rzeczy.
To nieprawda, że zemsta upodla i niszczy człowieka, zemsta może dać też ulgę i właśnie poczucie sprawiedliwości. Zależy od człowieka. Należy sobie tylko zadać pytanie, czy naprawdę tego potrzebujemy i czy warto. Emilia finalnie uznała, że gnojek nie jest wart w ogóle jej uwagi, spojrzała na niego jak na gówno na chodniku, które się omija żeby czasem butów sobie nie pobrudzić i to najważniejsze smile

"Si vis pacem - para bellum"

23 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-01-06 17:29:23)

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

mortisha, to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na szukanie drogi rozwoju duchowego poza KRK. Ten ksiądz był moim krewnym, wydawało mi się także, że kimś bliskim i do tego mu ufałam. Wiedział, w jakim złym stanie psychicznym jestem i celowo mnie dobijał. Nie chcę należeć do Kościoła, którego przedstawiciele zamiast walczyć z przemocą domową to ją popierają. Wmawiają ofiarom winę i namawiają do powrotu do psychopaty w imię dziwnie pojętego przymusu wynikającego z przysięgi.

LaInvitada28, dzięki za zrozumienie. Widzisz, ja się nie boję go już. Niby wszystko przepracowałam, ale gdzieś w sobie noszę ziarenko myśli o zemście. Przemoc i zdrada to jedno, ale on mnie też okradł (spora kwota, całe moje oszczędności), zabrał moje pamiątki rodzinne, przywłaszczył je sobie - czyli ukradł, naopowiadał o mnie bredni moim przyjaciołom - uwierzyli mu, włamał mi się na konto pocztowe, naszczuł na mnie swoją kochankę, która weszła na netkobiety i pisała bzdury pod moim adresem, kłamał na rozprawie rozwodowej, odmówił mi prawa do macierzyństwa - kłamał podczas składania przysięgi małżeńskiej w kościele (z premedytacją), manipulował mną, nastawiał przeciwko mamie i wiele innych. To wszystko sprawia, że mam ochotę po prostu skopać mu tyłek. A jak pomyślę, że gdzieś tam jest jakaś kolejna naiwna, którą urabia... To jest człowiek, przed którym trzeba kobiety bronić. Ja wiem, wierzę, że jest karma, że wszechświat jest sprawiedliwy, że każdemu według jego zasług bądź ich braku, wiem że brak wybaczenia uderzy wyłącznie we mnie. Myślałam, że mam to przepracowane, naprawdę. Ale najpierw zobaczyłam go wtedy pod skałami, a potem napisałam w tym wątku. I wróciło sad.
Oczywiście nic mu nie zrobię, raz że nie chcę oglądać jego gęby, a dwa - po co się mazać odchodami. On jest dla mnie dziś takim odchodem. Mimo to chciałabym, żeby los mu się odpłacił. Chciałabym, żeby ktoś/coś pomścił moją krzywdę. Żeby ludzie przestali mu wierzyć. Nie wierzę w to, że się zmieni - tacy ludzie się nie zmieniają. Musiałby pójść na terapię i tej zmiany chcieć, najpierw dostrzegając to, że zrobił źle.
Po prostu nie potrafię odpuścić.

24

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
WitchQueen napisał/a:

w jakiejś szwedzkiej galerii handlowej robiono taki eksperyment w windzie. Wynajęci ludzie (kobieta i mężczyzna) jadą widną i w którymś momencie mężczyzna zaczyna szarpać kobietę, ubliżać jej itd. Podobno zareagowało może 2-3 osoby.

Kolega kiedyś zareagował i o mało nie został pobity; przez kobietę naturalnie.
Też bym nie reagował w myśl zasady 'widziały gały co brały' i najwyraźniej kobiecie takie zwyczaje pasują.

25

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
pitagoras napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

w jakiejś szwedzkiej galerii handlowej robiono taki eksperyment w windzie. Wynajęci ludzie (kobieta i mężczyzna) jadą widną i w którymś momencie mężczyzna zaczyna szarpać kobietę, ubliżać jej itd. Podobno zareagowało może 2-3 osoby.

Kolega kiedyś zareagował i o mało nie został pobity; przez kobietę naturalnie.
Też bym nie reagował w myśl zasady 'widziały gały co brały' i najwyraźniej kobiecie takie zwyczaje pasują.

A o takim obrocie sprawy to ja też słyszałam. Trzeba było nawet kobiecie sypnąć żeby dała spokój, bo ustąpić nie chciała. Ale to nie musi być zaraz interwencja siłowa - można wezwać policję, zgłosić ochronie. Niech oni się z tym szarpią. Czy coś zrobią, czy nie, to już nie nasza sprawa, ale całkowita obojętność może oznaczać, że ktoś zdrowie albo życie straci. Ja bym chciała tą windę jak najszybciej opuścić, bo cholera wie czy ktoś nie ma ze sobą noża, broni palnej, czy mu palma bardziej nie odbije i nie zacznie się równa rzeźnia. To, że sporo tych kobiet wykazuje ostatnie stadium głupoty tkwiąc w związkach tego typu to już zupełnie inna bajka. Nieraz też odnoszę wrażenie, że co niektóre to chyba lubią być bite, bo robią dosłownie wszystko żeby tkwić w sytuacji, w której dostają w czambuł. Ale to dla psychologa robota zwykle jest żeby do takiej dotrzeć.
Ja myślę, że wniosek z tego eksperymentu powinien być taki, że należy potrafić zadbać o siebie samemu i nie ma co naiwnie liczyć na pomoc ludzi z zewnątrz.

"Si vis pacem - para bellum"

26

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

a ja mam inne doświadczenia, wręcz komiczne
miałam wtedy długie włosy i zaplątały mi się w guzik męża odzienia
żeby to wyplatać wykonywałam różne ruchy głową popiskując od czasu do czasu, no bo bolało
mąż zirytowanym głosem, coś tam pokrzykiwał - no co robisz, przestań, itd.
z boku musiało, to dwuznacznie wyglądać
doszedł do nas mężczyzna słusznego wzrostu i postawy, zadając pytanie: czy ma mi pomóc z tym panem
szok!
pięknie podziękowałam za zainteresowanie mówiąc, ze to tylko zaplątane włosy
ale jakoś wiary nie dawał i powiedział: w razie co proszę, tylko zawołać

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda
Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Dziewczyny,
być może komuś uda się pomóc. Fundacja Ponad Wszystko, której celem jest wspieranie samotnych rodziców dostała mnóstwo sygnałów (na ten moment głównie od kobiet) o przemocy w rodzinie. Postanowiliśmy zorganizować szkolenie, które ma nauczyć kobiety:
- jak zachowywać się i reagować by agresję wyciszać
- jak nie prowokować zachowań agresywnych
- kiedy i w jaki sposób zgłaszać na policję doświadczenie takowych zachowań

Szkolenie odbędzie się w Warszawie, gdzie zapraszamy wszystkich chętnych.
Poprowadzi je Dariusz Bajkowski ? to wieloletni trener sztuk walki. Organizował w Polsce Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy. Wytrenował Mistrzów Polski, Europy i świata. Przeszedł ścieżkę od wielu kursów instruktorskich, psychologicznych przez szkołę detektywów i studia trenerskie, po kursy międzynarodowe. Na co dzień właściciel, trener i wykładowca firmy szkoleniowej: KIME Centrum Szkoleń i Promocji.

Zgłoszenia przyjmujemy pod adresem hello at ponadwszystko.org

Szczegóły:
25 stycznia, o godzinie 10:00
KIME Szkoła Walk Warszawa Bemowo
Konarskiego 4A, 01-355 Bemowo, Warszawa, Poland

Na bieżąco informacje można znaleźć na stronie szkolenia na Facebooku na profilu Fundacji Ponad Wszystko

ps. Prosimy zabrać z Sobą wygodny stój. W zakresie obuwia to macie wybór można być w cytując: "klapkach sportowych i skarpetkach, boso, w butach sportowych do fitnesu, nie używanych na dworze, koniecznie z białą podeszwą".


.

28

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

A jest szansa, że takie szkolenie odbyłoby się gdzieś na Śląsku lub Podbeskidziu?

29

Odp: WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera
Emilia napisał/a:

A jest szansa, że takie szkolenie odbyłoby się gdzieś na Śląsku lub Podbeskidziu?

Myślę, że w internecie można znaleźć na spokojnie szkolenia z samoobrony. Z tym, że w Warszawie takie rzeczy zdarzają się częściej.
Nie mój rejon, więc nie wiem, ale uważam, że warto uczęszczać na takie szkolenia jeśli są. Zwłaszcza jeżeli ktoś nie czuje trenowania jakichś sztuk, czy systemów walki "na stałe". Co oczywiście gorąco polecam, ale mam świadomość, że nie każdy to polubi.
Wiadomo, że po jednym kursie nie staniemy się maszyną do zabijania, ale zawsze to lepiej umieć jakieś proste techniki choć trochę, niż nie umieć nic. Zwłaszcza, że do niektórych obron wcale nie trzeba mieć nie wiadomo jakich umiejętności i da się je skutecznie zastosować na przeciwniku większym i silniejszym.
Poruszane na takich kursach aspekty psychologiczne też są bardzo ważne. Wiele osób nie ma pojęcia jak załagodzić konflikt, uniknąć eskalacji agresji, a to jest moim zdaniem bardzo ważne. Zwłaszcza jak nie mamy za dużo siły i umiejętności i niekoniecznie chcemy się z kimś szarpać.

"Si vis pacem - para bellum"

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » WHO 38% kobiet ginie z rak meza badz partnera

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018