Jest coś co nie daje mi spokoju. Wiele miesięcy temu otrzymałem zaproszenie do wystąpienia w popularnym programie telewizyjnym.
Będąc z trójmiasta do stolicy miałem kawał drogi, mimo to wyraziłem zgodę na udział. Nie wnikajcie w szczegóły, kiedy, jak i po co.
Ta długa podróż mnie przerażała, poprosiłem więc swego najlepszego kolegę o to by mi towarzyszył. Będąc gościem w tv miałem otrzymać drobne wynagrodzenie.
Uzgodniłem z kolegą, że podzielę się z nim połową pieniędzy, za które ten zwróci mi za bilet w pierwszą stronę i kupi w powrotną.
Niestety będąc na miejscu okazało się, że tv naruszyła pewne warunki. Umawialiśmy się na x, wręczali y. Odmówiłem wystąpienia w programie i wróciliśmy do domu. Kupiłem bilety powrotne dla siebie i kolegi. Później wystąpiłem z prośbą do znajomego by oddał mi część pieniędzy. Odmówił, bo jego zdaniem za kabzę od tv miał mi zwrócić za bilety, a jeśli niczego nie dostał, to z jakiej racji ma to zrobić. Umawiając się z nim na to, że dam mu 50% nie przyszło mi na myśl, że dojdzie do takiej sytuacji. Było dla mnie jasne, że tv da mi pieniądze, za które ten odda mi za bilet w pierwszą stronę i kupi w powrotną.
Tak się jednak nie stało. Jakby nie patrzeć to wyruszył ze mną, pozwiedzał, dlaczego niby mam płacić za niego? Niby tylko dotrzymał towarzystwa i ja byłem organizatorem tej podróży, ale dlaczego mam pokrywać jego koszt? Już samo to, że nie dostałem wynagrodzenia od tv spowodowało, że byłem stratny na biletach. Skoro podjął się tego to również ponosił ryzyko i też powinien przyjąć jakąś stratę, dlaczego mam być podwójnie stratny?
Dodam, ze w tamtym czasie byłem studentem i dostawałem od rodziców pieniądze na przeżycie. On pracował, dostawał około 2 tys na rękę, więc tych pieniędzy miał ode mnie zdecydowanie więcej. A zatem jak myślicie, czy kolega powinien oddać mi chociaż połowę za swoje bilety?