Dziękuję za odpowiedzi.
Po przejściach 48 napisał/a:Człowieku, obudź się. Ona już wybrała. Wyszła za mąż, jest w ciąży, więc dlaczego nie chcesz dać jej spokojnie żyć?
Dałem jej spokój, to po pierwsze. Ale owszem przez jakiś czas sporo do niej pisałem. Dlaczego? Bo ją bardzo kochałem i cholernie tęskniłem a to nie mija z dnia na dzień. Bo mnie zraniła i oszukała na dwa lata życia i wiarę w ludzi której mi nikt nie zwróci.
Po przejściach 48 napisał/a:Człowieku, przed tobą całe życie i takich dziewczyn poznasz na pęczki. Jesteś po prostu mięczakiem. Ona ułożyła sobie życie
Niczego sobie nie ułożyła. Zdradzenie kogoś lub odejście do innego, po czym bycie z nim w ciąży już w miesiąc po rozstaniu ze swoim byłym oraz zamieszkanie z nim po miesiącu bycia razem to przepis na spiep***nie sobie życia. Ich związek nie przetrwa długo albo będzie co najmniej specyficzny. Zresztą nie chce mi się bawić w przepowiadanie jej przyszłości. Ale jeśli to tak układa się sobie życie, to nic nie wiem o życiu.
Po przejściach 48 napisał/a:a ty chcesz jej to zmarnować?
Obawiam się, że nic już od niej nie chcę. Może przeprosin, zadośćuczynienia. Tyle, że nie ma już chyba takich uczynków którymi mogłaby mi zadośćuczynić.
Po przejściach 48 napisał/a:Kim Ty jesteś? Widocznie uznała że nie pasujecie do siebie.
Widocznie tak było. Szoda tylko, że pasowałem do niej gdy trzeba było się komuś wypłakać na ramieniu, gdy nie miało się za co żyć, gdy potrzebowało się pomocy przy przeprowadzkach, gdy chciało się odzyskać skradzione pieniądze, gdy się czuła samotna w obcym mieście, gdy chciało się namiętnego seksu, gdy się pisało do mnie setki smsów dziennie, gdy potrzebowało się kogoś by odprowadził do domu z obawy przed agresywnym, psychopatycznym bratem, gdy się było razem na setkach wyjść, wycieczkach, gdy się mnie wołało co noc do siebie. Mógłbym tak wymieniać bez końca. Szkoda, że wtedy do siebie pasowaliśmy!
Po przejściach 48 napisał/a:A na siłę swoim płaczem i jakąś poezją nikogo nie zatrzymasz przy sobie.
To wiem. To tylko słowa. Jak ktoś mógłby się liczyć z kilkoma słowami od ukochanej osoby, skoro nie liczy się z jej uczuciami. Nie mam złudzeń.
Witcher napisał/a:Ona już dawno poszła do przodu. Ma dziecko o męża. Nie mów że chcesz jej powrotu?
Nie chcę. Tęsknię za przeszłością.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Jest w tej historii jednak jakaś tajemnica.
Owszem. Najgorsze jest jednak to, że na pytania które zadałeś mam równie wiele odpowiedzi, co innych pytań i wątpliwości.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Jak właściwie odbył się proces przeskakiwania z kwiatka na kwiatek?
To długa historia. I nie wiem dokładnie jak było. Niniejszy znajomy był zdaje się jej znajomym już od lat dzieciństwa. Gdy wyjechała na studia jej wszelkie kontakty z osobami z rodzinnych Polkowic się pourywały albo zostały zawieszone. Na studiach poznała nowych znajomych i mnie. Po około 1,5 roku znajomości ze mną, studiowaniu we Wrocławiu i zawaleniu jednego przedmiotu na studiach musiała powtarzać rok. W międzyczasie dowiedziała się o problemach z kręgosłupem i zaczęły pojawiać się u niej nasilające się bóle o których pisałem. Powodów dla których wyjechała jest prawdopodnie jeszcze więcej. M. in. niedługo przed tym opowiedziała mi kilka traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Zaczęła chodzić także w związku z tym do psychologa. Później twierdziła, że to między innymi te przeżycia które teraz do niej powróciły nie dawały jej spokojnie dłużej żyć we Wrocławiu, że niby czuła się z tym sama. W tle jest także pewien kolega którego wówczas poznała i bardzo dużo z nim pisała. Jak później pisała do koleżanki "chyba się zakochała". Kolejna sprawa, to fakt, że w ciągu 1,5 roku przeprowadzała się 4 razy, zawsze kofliktując się szalenie ze współlokatorami. W każdym wynajmowanym mieszkaniu miała jakieś problemy. Między 3 a 4 przeprowadzką chciała zamieszkać ze mną, wynająć coś. Nie zgodziłem się ze względu na wiele czynników.
Gdy w 4 wynajmowanym mieszkaniu zaczęły się problemy i trzeba było znów szykować się do przeprowadzki, a ja chciałem zaczekać jeszcze pół roku może rok do skończenia studiów z zamieszkaniem razem - wróciła do domu. Jakkolwiek sama propozycja by wróciła do domu wyszła od jej rodziców, a to przecież oni ją utrzymywali.
I to wciąż nie wszystko. A już powoli sam przestaję to ogarniać. Kolejne powody które mogły mieć i miały znaczenie w sprawie jej wyjazdu to fakt, że od dłuższego czasu narzekała na swoje studia, twierdziła, że jej nie interesują i nie tego się po nich spodziewała, że woli iść już do pracy i nie studiować dalej.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Sygnalizowała brak planów małżeńsko-dziecięcych jako "znaczący problem zagrażający związkowi"?
Owszem. Opisywała zaręczyny i posiadanie dziecka jako swoje marzenia. Ja natomiast jestem zdeklarowanym ateistą i sceptykiem ślubów (dlaczego - to kolejny szeroki temat, nie będę zaczynał). Co więcej jestem także nihilistą egzystecjalnym i to z tych bardziej radykalnych, co sprawia, że przynajmnię oficjalnie nigdy nie chcę mieć dzieci (dlaczego - to kolejny szeroki temat, nie będę zaczynał).
To były ewidentne kości niezgody w naszym związku. Jakkolwiek te tematy zaczęły się nasilać dopiero po jakimś czasie. Przez pierwsze 6-9 miesięcy w ogóle nie było takich tematów między nami. Później odbyliśmy coraz więcej rozmów na ten temat. Zbiegło się to także w czasie z podjęciem przez Emilię pracy jako opiekunka do dziecka.
Jakkolwiek dla niej spacyfikowałem nieco swoje zamiary i poglądy. Z czasem przystałem na ślub i zaręczyny - gdy przyjdzie odpowiedni czas. W sprawie dziecka mówiłem nie, ale twierdziłem, że kto wie jakie będę miał zapatrywania na życie za kilka lat, może mi się zmieni. Wszystko to były jednak tematy o których rozmawialiśmy w kategoriach dalekiej przyszłości. Szczególnie ja uważałem, że mamy jeszcze czas na takie decyzje. Ona także nie chciała dziecka czy zaręczyn "już".
Wszystko zaczęło się zmieniać gdy przeszła kilka kolejnych przeziębień jajników i rzekomo któryś z lekarzy powiedział jej, że jej płodność spada i za kilka lat a może nawet teraz może mieć poważne problemy z zajściem w ciążę. Małej obsesji dostała natomiast po diagnozie dot. kręgosłupa - i sugestii odnośnie zajścia w ciążę o której pisałem. Wówczas temat dziecka i zaręczyn zaczął powracać jak bumerang. Jakkolwiek wciąż nie były to rozmowy "zróbmy dziecko", tylko raczej "moim marzeniem jest mieć dziecko (...) czy będziemy mieli kiedyś dziecko? Nie teraz, teraz sama nie chcę, ale za jakiś czas, może za rok, dwa?", "ale gdybyśmy teraz np. wpadli nasi rodzice by nam na pewno pomogli i jakoś by to było".
I wciąż nie odpowiedziałem na pytanie o proces proces przeskakiwania z kwiatka na kwiatek. Zatem w lutym wyjechała do domu. Przez jakieś 3 miesiące szukała pracy i przyjeżdżała do mnie co najmniej raz na 2 tyg na kilka dni, zwykle raz na tydzień. W maju zaczęła się opiekować kolejnym dzieckiem - swojego kuzyna. W czerwcu dostała (m. in. dzięki mojej pomocy) normalną pracę jako sprzedawczyni i bodaj kierowniczka w sklepie. Już pod koniec maja zaczęliśmy się widywać rzadziej ze względu na brak czasu z jej strony. W czerwcu natomiast spotkaliśmy się tylko raz, bo ona mając dwie prace niemal w ogóle nie miała czasu. Wówczas zaczęły się dziać także rzeczy które zaczęły mnie niepokoić. Do sklepu (sporo artykułów monopolowych) przychodziło pełno facetów, wielu ją podrywało i chciało zaprosić np. na kawę - jak sama mi pisała. Twierdziła jednak, że zawsze konsekwentnie odmawia. Po jakimś czasie przyznała tylko, że wzięła numer od takiego jednego co ma żonę, bo spodobały jej się jego perfumy. Odwiedziłem ją na początku lipca. Opowiadając mi o pracy wspomniała o jakimś P. Zapytałem zatem kto to? "Też taki znajomy co przychodzi tu do sklepu, też od perfum". Kolejny od perfum? Okazało się, że kolejny od perfum, ale co więcej poznała go już kiedyś wcześniej przez znajomych.
Wówczas zacząłem sobie myśleć nieco inaczej o tym wszystkim. Może to nie panowie ją podrywają a to ona z nimi flirtuje, a ten tekst na perfumy to jej popisowy numer. Wówczas sprawdziłem jej bilingi - pisała z nim sporo, znacznie więcej niż z kimkolwiek innym, w tym ze mną, choć wcześniej twierdziła, że pisze z nim niewiele. Dziś z perspektywy czasu oceniam, że nie mówiła mi całej prawdy lub kłamała, ale tylko po to by mnie nie martwić lub nie drażnić. Tak czy owak, wtedy postanowiłem, że muszę poznać tego gościa. Sądziłem, że skoro to tylko znajomy, a ja bywam z nią w tym sklepie to chyba nie będzie problemu żeby mi go przedstawić. Niestety wówczas dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze, że nie mogę go poznać "bo nie", "bo to nie jest odpowiednia pora", "bo to taki znajomy, że nie chce żebym go poznawał". Ok, przełknąłem to. Ale zacząłem drążyć temat. Pytałem czy fajny ten P., czy dobrze się z nim dogaduje, czy ma tu jakiegoś przyjaciela. Chciałem ustalić czy nie szuka i nie potrzebuje po prostu przyjaciela. Dowiedziałem się natomiast, że owszem ma tu kilku znajomych których może nawet nazwać przyjaciółmi i również niektórych z nich nie będę mógł nigdy poznać ani mi ich nie przedstawi "bo nie", "bo nie chce".
Reasumując w zaledwie miesiąc pracy w osiedlowym sklepiku jej dawne znajomości jakoś dziwnie dynamicznie się poodnawiały, a do tego pojawiło się wielu nowych znajomych, podrywaczy, czy jakkolwiek to nazwiemy.
Kolejny dzień byłem z nią w tym sklepie. Przyszedł delikwent P. Gdy wychodził Emilia powiedziała mi, że to właśnie P. Odrzekłem, że szkoda, że szybciej nie mówiła to, może bym go poznał. Powiedziałem: "zaczekaj tu chwilę" i wybiegłem za nim, a właściwie szybko wyszedłem. Dogoniłem, przedstawiłem się jako facet Emilii i pożegnałem. Po tym Emilię trafił szlag. Miałem jej już nie dotykać. Wieczorem zrobiła mi o to awanturę, a gdy powiedziałem, że sprawdziłem jej bilingi i coś kręci stwierdziła, że mnie nienawidzi, nie kocha i, że to koniec nas. Zaproponowałem, żeby ochłonęła, przeprosiłem za to co zrobiłem i zdecydowanie nie chciałem tego kończyć. Potrzebowała czasu do namysłu. Zastanawiała się 3 tygodnie. W tym czasie ani razu nie znalazła dla mnie czasu, ja natomiast w końcu znalazłem pracę w Polkowicach. Zgodnie z planem mieliśmy zamieszkać w mieszkaniu które już czekało na nas, jej rodzice zakupili nawet nowe meble. Niestety po 3 tygodniach stwierdziła, że nie wróci. Gdy pytałem o P. twierdziła, że gdyby chciała z nim być to już by z nim była a nie jest. P. był młodszy ode mnie. Tydzień później pisałem z X który rzekomo zaopiekował się Emilią gdy ta trochę przesadziła z alkoholem, stąd był w posiadaniu jej telefonu. Nazywał ją "młoda" i rzekomo był jej wieloletnim starszym znajomym. I to z nim Emilia mniej więcej 3 tygodnie później była w ciąży.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Czy zrezygnowała ze studiów aby przygotować grunt pod macierzyństwo za wszelką cenę (nawet cenę wymiany faceta).?
Trudno mi to rozstrzygnąć.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Czy jej "stary znajomy" był pozostawioną dla Ciebie alternatywą, z ktorą można było zrealizować cel macierzyński więc do niego wróciła?
Nie wiem.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Czy może zostawił ją kiedyś a potem sobie o niej przypomniał i "odebrał co swoje"?
Nie wiem, nie sądzę, że kiedykolwiek byli razem.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Czy może zdradziła, zaliczyła wpadkę i postanowiła z nią żyć, aby nie obciążać cię związkiem ze "zdradą w tle"?
Nie wiem. Biorąc pod uwagę, że w 1,5 mies. po seksie ze mną była w ciąży, to może być i moje dziecko.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Przecież, to wygląda tak, jakby żył z jakimś UFO, które działa wg nieznanych "człowiekowi" priorytetów.
Owszem. Co najmniej tak się czuję. A pisząc to nie przeczytałeś jeszcze tego co powyżej 
EXTRA_terrestrial napisał/a:Teraz oczywiście należało by mnie zakrzyczeć, że "rozdrapuję" to co Autor wątku ma zapomnieć.
Przegadałem te tematy już z tyloma osobami, że rozmawianie o tym kolejny raz nie robi mi różnicy. Niestety ile bym o tym nie rozmawiał, żadna rozmowa nie wyczerpuje tematu, nie rozstrzyga moich wątpliwości, ani nie zmienia tego co mnie z nią łączyło.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Ale proszę zauważyć, że uspokojeniu emocji po zdradzie może służyć nie tylko jakiś czynnik emocjonalny, ale i dobra i prawdziwa TEORIA. Teoria jej odejścia - spójna i jasna, wyjaśniająca jej decyzję w sposób całkowity. Dla mnie (nie jestem of korz Autorem) posiadanie takiej teorii mogłoby zamknąć sprawę, umożliwić wybaczenie sobie jakiegoś domyślnego "nieudacznictwa" i błędów.
Masz rację. Mój problem polega jednak na tym, że do listy ewentualnych błędów z mojej strony i powodów jej odejścia mogę dopisać równie wiele pytań, wątpliwości i argumentów na przekór każdemu z podpunktów.
EXTRA_terrestrial napisał/a:Drogi Autorze - masz jakąś całkowicie pewną, spójną i prawdziwą "teorię odejścia"?
Nie. Spójrz choćby na ilość wątków które się przewijają już tylko w związku z jej wyjazdem z powrotem do Polkowic.
Fakt, że zaszła w ciążę tak szybko, po czym wzięła ślub sugeruje mi, że były to prawdopodobnie zasadnicze powody jej odejścia. Wierzyła, również, jak sądzę, że ciąża pozwoli jej uniknąć operacji na żebrach i kręgosłupie której się bardzo bała. Jako powody obniżonego nastroju w tamtym czasie podawała mi także fakt, że nigdy już nie będzie mogła mieć dzieci (była zdaje się na kolejnych badaniach). O dziwno jednak bardzo szybko zaszła w ciążę.
Niezrozumiałe jest dla mnie także i nie mogę się pogodzić z tym, że zerwała kontakt ze mną prawie z dnia na dzień. Pomimo, że spotykaliśmy się i sypialiśmy ze sobą co najmniej po kilka dni w tygodniu. Pomimo, że jeszcze w czerwcu pisała mi, że kocha mnie, że tęskni, że brakuje jej najprostszych rzeczy ze mną, jak choćby wyjście na spacer czy na zakupy, nie wspominając o przytuleniu, pocałunkach. I pomimo, że w maju gdy była u mnie kilka dni i miała wyjeżdżać rozpłakała mi się twierdząc, że nie chce jechać, tak jakby coś do mnie czuła.
Wciąż dostawałem od niej sygnały, że tęskni, żebym czym prędzej znalazł tam pracę i był przy niej. Tymczasem nagle odkochała się z tygodnia na tydzień? Przestała tęsknić? To tak można?