netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ona odeszła

34 odpowiedzi7 032 wyświetleniazałożony przez osobliwy nick, 26.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2014-12-26 12:51:18)

Temat: Ona odeszła

Nie raz próbowałem opisać moją historię mieszcząc ją choćby na kilku stronach A4 niestety za każdym razem wychodziło mi ich zbyt wiele, by dokończyć. Przestawałem pisać w najważniejszym momencie - gdy tak naprawdę dopiero zaczynałem opisywać historię mojej i jej miłości i nasz związek.

Nie potrafię tego z siebie wyrzucić tak jak nie potrafię zamknąć rozdziału pod tytułem ja i ona w mojej głowie. Zostałem z tym sam. Nie opowiem Wam zatem historii mojego związku, bo każda nawet ledwo zaczęta próba wydaje mi się nie dekodować wystarczająco rzeczywistości i zdarzeń które mnie dotknęły. Nie potrafię myśleć, oceniać ani opisać ich w sposób jednoznaczny, w kategoriach rozstrzygających cokolwiek. Podobnie nie potrafię w sposób jednoznaczny ocenić ani opisać dziewczyny którą kochałem - Emilii.

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że ją kocham i nienawidzę? Kocham za to jaką ją znałem i nienawidzę za to co zrobiła. Byłem z nią przeszczęśliwy. To jak na mnie patrzyła, jak pragnęła mojej bliskości, ile uwagi mi poświęcała i ile uwagi wymagała ode mnie, jak uczuciową osobą była i jak piękną fizycznie nie daje mi spokoju. Wciąż mam w pamięci jej oczy wpatrzone we mnie, gdy tuliła się do mojej twarzy. Wciąż pamiętam te długie wieczory gdy zasypiała w kącie mojej głowy opowiadając o sobie. Wciąż wspominam spędzone z nią noce, jej kapryśne mruczenie, gdy choćby na chwilę odwróciłem się na drugi bok podczas gdy zasypialiśmy oraz jej zdziwienie "za co to?", gdy całowałem ją ot tak z zaskoczenia w różnych sytuacjach. Jeżeli istnieją takie uniwersalne cechy z powodu których mężczyzna zakochuje się w kobiecie to ona miała chyba je wszystkie. To była wspaniała dziewczyna. Wspaniała i bardzo krucha jednocześnie. Potrzebowała ode mnie wiele wsparcia. I byłem dla niej wsparciem. Czasami miałem wrażenie, że widzi we mnie cały świat. Twierdziła, że jest ze mną szczęśliwa do ostatnich dni bycia ze mną w związku. Było w nas wiele radości, często żartowaliśmy i świetnie bawiliśmy się ze sobą. Zwłaszcza w łóżku. Seks był bez przerwy w powietrzu i na rzeczy. I był naprawdę udany. Oboje nie mieliśmy wcześniej wielu doświadczeń w łóżku stąd można powiedzieć, że wiele rzeczy dopiero odkryliśmy pierwszy raz razem. Nasz związek obfitował jednak nie tylko w namiętność, ale i w ogromną ilość intymnej czułości, zwłaszcza z mojej strony. To była dziewczyna która uwielbiała się przytulać, być blisko i robiła to bez przerwy a ja rozpieszczałem ją pod tym względem.

Jest między nami 5 lat różnicy. Kiedy ją poznałem oboje studiowaliśmy. Ona była studentką drugiego roku, a ja trzeciego na kolejnych już studiach. Wyjechała ze swojego rodzinnego miasta i żyła z tego co wysyłali jej rodzice, później zaczęła też trochę dorabiać jako opiekunka dziecka, a gdy miała przez pewien czas problemy finansowe, bo jej ojca zwolnili z pracy dostawała pieniądze ode mnie. Zwykle spotykaliśmy się u niej lub u mnie, choć po jej zrezygnowaniu ze studiów i powrocie do rodzinnego miasta bardzo wiele wychodziliśmy na różne randki. A we Wrocławiu jest gdzie wychodzić.

Ona i jej uczucia pozostaną dla mnie chyba już na zawsze zagadką. Planowaliśmy zamieszkać razem. Chciała oświadczyn i ślubu ze mną. Miałem wyjechać do jej miasta, jej rodzice udostępnili nam mieszkanie które wcześniej wynajmowali. Niemal od kiedy ją poznałem miewała problemy z przeziębieniami jajników, co nie raz przysparzało nam stresu gdy nie dostawała okresu. Pewnego razu lekarz powiedział jej ponoć, że jej płodność w wyniku tych chorób czy też powikłań po nich spada i za kilka lat może się okazać, że może być w ogóle bezpłodna. Gdy jeszcze mieszkała we Wrocławiu zaczęła mieć problemy z kręgosłupem objawiające się bólami pleców oraz w klatce piersiowej. Okazało się, że jej kręgosłup nie wytrzymuje jej własnego ciężaru, a w szczególności jej piersi i ma mikro wykruszenia żeber w okolicach klatki piersiowej które powodowały u niej coraz częstsze skurcze i bóle właśnie w klatce piersiowej. Nie wiadomo czy doznała ich w trakcie jakiegoś wypadku w przeszłości czy pojawiły się same. Jeden z lekarzy podobno powiedział jej, że dobrze byłoby gdyby teraz zaszła w ciążę, bo to wzmacnia szkielet kobiety. Zawsze starałem się ją wspierać we wszelkich problemach (a było ich trochę) i w tym przypadku było nie było inaczej, niestety na tym etapie posiadanie dzieci było dla mnie wykluczone. Po rehabilitacjach i masażach które na jakiś czas załagodziły problem okazało się, że jednak musi mieć operację.

Nie chcę zagłębiać się w szczegóły bo to jest ten moment w którym zaczynam mieć problem z poukładaniem tego wszystkiego do kupy. I najchętniej na tym etapie zakończyłbym tą opowieść. Napiszę tylko, że odeszła ode mnie. Po tygodniu z jej telefonu odpisał mi jakiś obcy mi facet - jej starszy wieloletni znajomy. Po mniej więcej miesiącu była z nim w ciąży. Rodzice podobno wyrzucili ją z domu i zamieszkała z nim. Po kolejnym miesiącu wzięli ślub.

Wcześniej jeździłem do niej wielokrotnie chciałem porozmawiać o nas, o tym wszystkim, o powodach rozstania, twierdziła, że nie ma o czym i wciąż nie miała dla mnie czasu. Kilkukrotnie narzuciłem się sam, co skończyło się kłótniami i oskarżeniami mnie o to, że ją dręczę i nie potrafię zrozumieć, że to już koniec. Napisałem do niej dziesiątki listów o mojej tęsknocie za nią i kilka wierszy.

Samotność to tęsknota ubrana
w szaty łazarza - dzika sarna,
która ugrzęzła w parkanach
wczorajszego dnia.
Samotność to liście rozmienione
w szorstkość twoich opuszczeń,
i zegar który bije najniepotrzebniej,
gdy ciebie nie ma.

Przez tydzień, może 3 odpisywała. Później przestała. Zerwała ze mną zupełnie kontakt i nie chce mnie znać.

Tymczasem ja myślę o niej każdego dnia. Minęło 5 miesięcy z hakiem. I wciąż myślę o niej każdego dnia. Byliśmy razem niecałe dwa lata. Wciąż w każdy wolny dzień jeżdżę w miejsca gdzie mieszkała lub gdzie z nią bywałem. Chcę wejść do mieszkań w których już dawno jej nie ma, przysiadam na ławkach na których już nigdy z nią nie usiądę. Wciąż zdarza mi się płakać z jej powodu. Wciąż często mi się śni. Zdarza mi się budzić w nocy i robić dla niej miejsce w łóżku, czasami powtarzam jej imię na głos, żeby przypomnieć sobie jak mówiłem do niej gdy była obok.

Emocjonalnie jestem skończony.

2

Odp: Ona odeszła

Człowieku, obudź się. Ona już wybrała. Wyszła za mąż, jest w ciąży, więc dlaczego nie chcesz dać jej spokojnie żyć? Człowieku, przed tobą całe życie i takich dziewczyn poznasz na pęczki. Jesteś po prostu mięczakiem. Ona ułożyła sobie życie a ty chcesz jej to zmarnować? Kim Ty jesteś? Widocznie uznała że nie pasujecie do siebie. A na siłę swoim płaczem i jakąś poezją nikogo nie zatrzymasz przy sobie. Jesteś wielkim romantykiem, ale śpiącym. Więc się obudź i żyj dalej.

3

Odp: Ona odeszła

jak wyżej: OBUDŹ SIĘ.

5 miesięcy to żaden znaczący czas w twoim życiu. mniej niż procent.
nie żałuj więc że sobie popłakałeś i że czułeś sie rozbity.

mam dużo więcej lat od ciebie i dużo większe doświadczenie "życiowe".
z tej perspektywy: NIE WARTO.

krzywdzisz teraz siebie a nie innych. więc po co?

ani ty nie jesteś wyjątkowy na tym świecie, ani ona nie jest i nie była wyjątkowo.
zerwała wszystkie kontakty: trudno. niektórzy tak mają. niektórym tak bardziej pasuje.

nie ważne że akurat tobie nie pasuje.

MASZ całę życie przed sobą.

poznasz mnóstwo ludzi.

poznasz mnóstwo uczuć.

4

Odp: Ona odeszła

Ona już dawno poszła do przodu. Ma dziecko o męża. Nie mów że chcesz jej powrotu?
Wez się za siebie, bądź silnym i twardym facetem. Przestań się nad sobą rozczulać.

5

Odp: Ona odeszła

Weź ty ją zostaw w spokoju, niech się buja z mężem. Wybrała, a wiec jesteś wolny. A jak chcesz się pokrzepić, to przeczytaj moją opowieść. I też się dowiedziałem, że moja sobie wyszła za mąż za jakiegoś pajaca.

6 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-26 16:04:54)

Odp: Ona odeszła

Jest w tej historii jednak jakaś tajemnica. Jak właściwie odbył się proces przeskakiwania z kwiatka na kwiatek? Sygnalizowała brak planów małżeńsko-dziecięcych jako "znaczący problem zagrażający związkowi"?. Cokolwiek innego? Czy zrezygnowała ze studiów aby przygotować grunt pod macierzyństwo za wszelką cenę (nawet cenę wymiany faceta).? Czy wybyła bez słowa wyjaśnienia?  Czy jej "stary znajomy" był pozostawioną dla Ciebie alternatywą, z ktorą można było zrealizować cel macierzyński więc do niego wróciła? Czy może zostawił ją kiedyś a potem sobie o niej przypomniał i "odebrał co swoje"? Czy może zdradziła, zaliczyła wpadkę i postanowiła z nią żyć, aby nie obciążać cię związkiem ze "zdradą w tle"? Przecież, to wygląda tak, jakby żył z jakimś UFO, które działa wg nieznanych "człowiekowi" priorytetów.

Teraz oczywiście należało by mnie zakrzyczeć, że "rozdrapuję" to co  Autor wątku ma zapomnieć.

Ale proszę zauważyć, że uspokojeniu emocji po zdradzie może służyć nie tylko jakiś czynnik emocjonalny, ale i dobra i prawdziwa TEORIA. Teoria jej odejścia - spójna i jasna, wyjaśniająca jej decyzję w sposób całkowity. Dla mnie (nie jestem of korz Autorem) posiadanie takiej teorii mogłoby zamknąć sprawę, umożliwić wybaczenie sobie jakiegoś domyślnego "nieudacznictwa" i błędów. Albo inspirować do jakieś pracy nad sobą, aby nie powtarzać zachowań destrukcyjnych dla siebie i związku. Umożliwić wybaczenie  jej tego że (w świetle tego co pisze Autor) niemal z dnia na dzień, "w pełni szczęścia" wyprowadziła się z jego życia. Uważam, że Autor zasługuje na taką wiedze. Powinien jej wymagać i dostać od osoby która odeszła.

Pamiętam jedną starą historię sprzed lat, gdzie proste słowa usłyszane przypadkiem po latach, a brzmiące "teraz już wiem, że nie jestem zdolna do prawdziwej miłości, nie potrafiłam kochać nikogo i niczego" zamknęły mi sprawę ostatecznie pozostawiając całkowity spokój. Może nie była to sprawa najważniejsza w życiu - jak sprawa Autora, ale wystarczająca do tego aby raz na parę miesięcy poświęcać trochę czasu na jej rozkminianie.

Cóż, człowiek działa zadaniowo. Podobno na sprawdzianach najlepiej pamięta się te zadania których nie zdążyło się rozwiązać, choć proces rozwiązywania rozpoczęto . Efekt "zadań niedokończonych".:-)
Zakłądam, że "rozwiązanie" tego równania z dwiema niewiadomymi może uwolnić umysł człowieka od powracania do tej sprawy.

Drogi Autorze - masz jakąś całkowicie pewną, spójną i prawdziwą "teorię odejścia"?

EDIT: No może nie PEWNĄ (w końcu chodzi o "kobietę";-), ale powiedzmy:"wysoce prawdopodobną"?

7

Odp: Ona odeszła

Jesteś wrażliwym,uczuciowym i romantycznym facetem, rozumiem Cię. Była dla Ciebie wszystkim, Ty dla niej w pewnym okresie też.
Może jej choroba zmusiła ją do takiego kroku, może zmroziło ją do Ciebie to że nie chciałeś dziecka w tym okresie?
Nie wiadomo, nie dowiesz się już, zresztą może lepiej żebyś tego nie wiedział.
Pięknie opisałeś swoją historię, wzruszyłam się...
Po takiej stracie długo się cierpi, długo przeżywa i zadaje mnóstwo "dlaczego", w większości bez odpowiedzi...
Nic się już nie da zrobić, Twoja ex podjęła taką decyzję, czy słuszną czy nie okaże się z czasem.
Ale to już nie Twoja sprawa, nie Twoje życie, tak jak inni napisali, chociaż jak dla mnie trochę za ostre były te komentarze, po pewnym czasie gdy smutek i tęsknota trochę zbledną, czas abyś pomyślał o sobie.

8

Odp: Ona odeszła

Dziękuję za odpowiedzi.

Po przejściach 48 napisał/a:

Człowieku, obudź się. Ona już wybrała. Wyszła za mąż, jest w ciąży, więc dlaczego nie chcesz dać jej spokojnie żyć?

Dałem jej spokój, to po pierwsze. Ale owszem przez jakiś czas sporo do niej pisałem. Dlaczego? Bo ją bardzo kochałem i cholernie tęskniłem a to nie mija z dnia na dzień. Bo mnie zraniła i oszukała na dwa lata życia i wiarę w ludzi której mi nikt nie zwróci.

Po przejściach 48 napisał/a:

Człowieku, przed tobą całe życie i takich dziewczyn poznasz na pęczki. Jesteś po prostu mięczakiem. Ona ułożyła sobie życie

Niczego sobie nie ułożyła. Zdradzenie kogoś lub odejście do innego, po czym bycie z nim w ciąży już w miesiąc po rozstaniu ze swoim byłym oraz zamieszkanie z nim po miesiącu bycia razem to przepis na spiep***nie sobie życia. Ich związek nie przetrwa długo albo będzie co najmniej specyficzny. Zresztą nie chce mi się bawić w przepowiadanie jej przyszłości. Ale jeśli to tak układa się sobie życie, to nic nie wiem o życiu.

Po przejściach 48 napisał/a:

a ty chcesz jej to zmarnować?

Obawiam się, że nic już od niej nie chcę. Może przeprosin, zadośćuczynienia. Tyle, że nie ma już chyba takich uczynków którymi mogłaby mi zadośćuczynić.

Po przejściach 48 napisał/a:

Kim Ty jesteś? Widocznie uznała że nie pasujecie do siebie.

Widocznie tak było. Szoda tylko, że pasowałem do niej gdy trzeba było się komuś wypłakać na ramieniu, gdy nie miało się za co żyć, gdy potrzebowało się pomocy przy przeprowadzkach, gdy chciało się odzyskać skradzione pieniądze, gdy się czuła samotna w obcym mieście, gdy chciało się namiętnego seksu, gdy się pisało do mnie setki smsów dziennie, gdy potrzebowało się kogoś by odprowadził do domu z obawy przed agresywnym, psychopatycznym bratem, gdy się było razem na setkach wyjść, wycieczkach, gdy się mnie wołało co noc do siebie. Mógłbym tak wymieniać bez końca. Szkoda, że wtedy do siebie pasowaliśmy!

Po przejściach 48 napisał/a:

A na siłę swoim płaczem i jakąś poezją nikogo nie zatrzymasz przy sobie.

To wiem. To tylko słowa. Jak ktoś mógłby się liczyć z kilkoma słowami od ukochanej osoby, skoro nie liczy się z jej uczuciami. Nie mam złudzeń.

Witcher napisał/a:

Ona już dawno poszła do przodu. Ma dziecko o męża. Nie mów że chcesz jej powrotu?

Nie chcę. Tęsknię za przeszłością.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Jest w tej historii jednak jakaś tajemnica.

Owszem. Najgorsze jest jednak to, że na pytania które zadałeś mam równie wiele odpowiedzi, co innych pytań i wątpliwości.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Jak właściwie odbył się proces przeskakiwania z kwiatka na kwiatek?

To długa historia. I nie wiem dokładnie jak było. Niniejszy znajomy był zdaje się jej znajomym już od lat dzieciństwa. Gdy wyjechała na studia jej wszelkie kontakty z osobami z rodzinnych Polkowic się pourywały albo zostały zawieszone. Na studiach poznała nowych znajomych i mnie. Po około 1,5 roku znajomości ze mną, studiowaniu we Wrocławiu i zawaleniu jednego przedmiotu na studiach musiała powtarzać rok. W międzyczasie dowiedziała się o problemach z kręgosłupem i zaczęły pojawiać się u niej nasilające się bóle o których pisałem. Powodów dla których wyjechała jest prawdopodnie jeszcze więcej. M. in. niedługo przed tym opowiedziała mi kilka traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Zaczęła chodzić także w związku z tym do psychologa. Później twierdziła, że to między innymi te przeżycia które teraz do niej powróciły nie dawały jej spokojnie dłużej żyć we Wrocławiu, że niby czuła się z tym sama. W tle jest także pewien kolega którego wówczas poznała i bardzo dużo z nim pisała. Jak później pisała do koleżanki "chyba się zakochała". Kolejna sprawa, to fakt, że w ciągu 1,5 roku przeprowadzała się 4 razy, zawsze kofliktując się szalenie ze współlokatorami. W każdym wynajmowanym mieszkaniu miała jakieś problemy. Między 3 a 4 przeprowadzką chciała zamieszkać ze mną, wynająć coś. Nie zgodziłem się ze względu na wiele czynników.
Gdy w 4 wynajmowanym mieszkaniu zaczęły się problemy i trzeba było znów szykować się do przeprowadzki, a ja chciałem zaczekać jeszcze pół roku może rok do skończenia studiów z zamieszkaniem razem - wróciła do domu. Jakkolwiek sama propozycja by wróciła do domu wyszła od jej rodziców, a to przecież oni ją utrzymywali.

I to wciąż nie wszystko. A już powoli sam przestaję to ogarniać. Kolejne powody które mogły mieć i miały znaczenie w sprawie jej wyjazdu to fakt, że od dłuższego czasu narzekała na swoje studia, twierdziła, że jej nie interesują i nie tego się po nich spodziewała, że woli iść już do pracy i nie studiować dalej.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Sygnalizowała brak planów małżeńsko-dziecięcych jako "znaczący problem zagrażający związkowi"?

Owszem. Opisywała zaręczyny i posiadanie dziecka jako swoje marzenia. Ja natomiast jestem zdeklarowanym ateistą i sceptykiem ślubów (dlaczego - to kolejny szeroki temat, nie będę zaczynał). Co więcej jestem także nihilistą egzystecjalnym i to z tych bardziej radykalnych, co sprawia, że przynajmnię oficjalnie nigdy nie chcę mieć dzieci (dlaczego - to kolejny szeroki temat, nie będę zaczynał).

To były ewidentne kości niezgody w naszym związku. Jakkolwiek te tematy zaczęły się nasilać dopiero po jakimś czasie. Przez pierwsze 6-9 miesięcy w ogóle nie było takich tematów między nami. Później odbyliśmy coraz więcej rozmów na ten temat. Zbiegło się to także w czasie z podjęciem przez Emilię pracy jako opiekunka do dziecka.

Jakkolwiek dla niej spacyfikowałem nieco swoje zamiary i poglądy. Z czasem przystałem na ślub i zaręczyny - gdy przyjdzie odpowiedni czas. W sprawie dziecka mówiłem nie, ale twierdziłem, że kto wie jakie będę miał zapatrywania na życie za kilka lat, może mi się zmieni. Wszystko to były jednak tematy o których rozmawialiśmy w kategoriach dalekiej przyszłości. Szczególnie ja uważałem, że mamy jeszcze czas na takie decyzje. Ona także nie chciała dziecka czy zaręczyn "już".

Wszystko zaczęło się zmieniać gdy przeszła kilka kolejnych przeziębień jajników i rzekomo któryś z lekarzy powiedział jej, że jej płodność spada i za kilka lat a może nawet teraz może mieć poważne problemy z zajściem w ciążę. Małej obsesji dostała natomiast po diagnozie dot. kręgosłupa - i sugestii odnośnie zajścia w ciążę o której pisałem. Wówczas temat dziecka i zaręczyn zaczął powracać jak bumerang. Jakkolwiek wciąż nie były to rozmowy "zróbmy dziecko", tylko raczej "moim marzeniem jest mieć dziecko (...) czy będziemy mieli kiedyś dziecko? Nie teraz, teraz sama nie chcę, ale za jakiś czas, może za rok, dwa?", "ale gdybyśmy teraz np. wpadli nasi rodzice by nam na pewno pomogli i jakoś by to było".

I wciąż nie odpowiedziałem na pytanie o proces proces przeskakiwania z kwiatka na kwiatek. Zatem w lutym wyjechała do domu. Przez jakieś 3 miesiące szukała pracy i przyjeżdżała do mnie co najmniej raz na 2 tyg na kilka dni, zwykle raz na tydzień. W maju zaczęła się opiekować kolejnym dzieckiem - swojego kuzyna. W czerwcu dostała (m. in. dzięki mojej pomocy) normalną pracę jako sprzedawczyni i bodaj kierowniczka w sklepie. Już pod koniec maja zaczęliśmy się widywać rzadziej ze względu na brak czasu z jej strony. W czerwcu natomiast spotkaliśmy się tylko raz, bo ona mając dwie prace niemal w ogóle nie miała czasu. Wówczas zaczęły się dziać także rzeczy które zaczęły mnie niepokoić. Do sklepu (sporo artykułów monopolowych) przychodziło pełno facetów, wielu ją podrywało i chciało zaprosić np. na kawę - jak sama mi pisała. Twierdziła jednak, że zawsze konsekwentnie odmawia. Po jakimś czasie przyznała tylko, że wzięła numer od takiego jednego co ma żonę, bo spodobały jej się jego perfumy. Odwiedziłem ją na początku lipca. Opowiadając mi o pracy wspomniała o jakimś P. Zapytałem zatem kto to? "Też taki znajomy co przychodzi tu do sklepu, też od perfum". Kolejny od perfum? Okazało się, że kolejny od perfum, ale co więcej poznała go już kiedyś wcześniej przez znajomych.

Wówczas zacząłem sobie myśleć nieco inaczej o tym wszystkim. Może to nie panowie ją podrywają a to ona z nimi flirtuje, a ten tekst na perfumy to jej popisowy numer. Wówczas sprawdziłem jej bilingi - pisała z nim sporo, znacznie więcej niż z kimkolwiek innym, w tym ze mną, choć wcześniej twierdziła, że pisze z nim niewiele. Dziś z perspektywy czasu oceniam, że nie mówiła mi całej prawdy lub kłamała, ale tylko po to by mnie nie martwić lub nie drażnić. Tak czy owak, wtedy postanowiłem, że muszę poznać tego gościa. Sądziłem, że skoro to tylko znajomy, a ja bywam z nią w tym sklepie to chyba nie będzie problemu żeby mi go przedstawić. Niestety wówczas dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze, że nie mogę go poznać "bo nie", "bo to nie jest odpowiednia pora", "bo to taki znajomy, że nie chce żebym go poznawał". Ok, przełknąłem to. Ale zacząłem drążyć temat. Pytałem czy fajny ten P., czy dobrze się z nim dogaduje, czy ma tu jakiegoś przyjaciela. Chciałem ustalić czy nie szuka i nie potrzebuje po prostu przyjaciela. Dowiedziałem się natomiast, że owszem ma tu kilku znajomych których może nawet nazwać przyjaciółmi i również niektórych z nich nie będę mógł nigdy poznać ani mi ich nie przedstawi "bo nie", "bo nie chce".

Reasumując w zaledwie miesiąc pracy w osiedlowym sklepiku jej dawne znajomości jakoś dziwnie dynamicznie się poodnawiały, a do tego pojawiło się wielu nowych znajomych, podrywaczy, czy jakkolwiek to nazwiemy.

Kolejny dzień byłem z nią w tym sklepie. Przyszedł delikwent P. Gdy wychodził Emilia powiedziała mi, że to właśnie P. Odrzekłem, że szkoda, że szybciej nie mówiła to, może bym go poznał. Powiedziałem: "zaczekaj tu chwilę" i wybiegłem za nim, a właściwie szybko wyszedłem. Dogoniłem, przedstawiłem się jako facet Emilii i pożegnałem. Po tym Emilię trafił szlag. Miałem jej już nie dotykać. Wieczorem zrobiła mi o to awanturę, a gdy powiedziałem, że sprawdziłem jej bilingi i coś kręci stwierdziła, że mnie nienawidzi, nie kocha i, że to koniec nas. Zaproponowałem, żeby ochłonęła, przeprosiłem za to co zrobiłem i zdecydowanie nie chciałem tego kończyć. Potrzebowała czasu do namysłu. Zastanawiała się 3 tygodnie. W tym czasie ani razu nie znalazła dla mnie czasu, ja natomiast w końcu znalazłem pracę w Polkowicach. Zgodnie z planem mieliśmy zamieszkać w mieszkaniu które już czekało na nas, jej rodzice zakupili nawet nowe meble. Niestety po 3 tygodniach stwierdziła, że nie wróci. Gdy pytałem o P. twierdziła, że gdyby chciała z nim być to już by z nim była a nie jest. P. był młodszy ode mnie. Tydzień później pisałem z X który rzekomo zaopiekował się Emilią gdy ta trochę przesadziła z alkoholem, stąd był w posiadaniu jej telefonu. Nazywał ją "młoda" i rzekomo był jej wieloletnim starszym znajomym. I to z nim Emilia mniej więcej 3 tygodnie później była w ciąży.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Czy zrezygnowała ze studiów aby przygotować grunt pod macierzyństwo za wszelką cenę (nawet cenę wymiany faceta).?

Trudno mi to rozstrzygnąć.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Czy jej "stary znajomy" był pozostawioną dla Ciebie alternatywą, z ktorą można było zrealizować cel macierzyński więc do niego wróciła?

Nie wiem.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Czy może zostawił ją kiedyś a potem sobie o niej przypomniał i "odebrał co swoje"?

Nie wiem, nie sądzę, że kiedykolwiek byli razem.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Czy może zdradziła, zaliczyła wpadkę i postanowiła z nią żyć, aby nie obciążać cię związkiem ze "zdradą w tle"?

Nie wiem. Biorąc pod uwagę, że w 1,5 mies. po seksie ze mną była w ciąży, to może być i moje dziecko.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Przecież, to wygląda tak, jakby żył z jakimś UFO, które działa wg nieznanych "człowiekowi" priorytetów.

Owszem. Co najmniej tak się czuję. A pisząc to nie przeczytałeś jeszcze tego co powyżej wink

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Teraz oczywiście należało by mnie zakrzyczeć, że "rozdrapuję" to co  Autor wątku ma zapomnieć.

Przegadałem te tematy już z tyloma osobami, że rozmawianie o tym kolejny raz nie robi mi różnicy. Niestety ile bym o tym nie rozmawiał, żadna rozmowa nie wyczerpuje tematu, nie rozstrzyga moich wątpliwości, ani nie zmienia tego co mnie z nią łączyło.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Ale proszę zauważyć, że uspokojeniu emocji po zdradzie może służyć nie tylko jakiś czynnik emocjonalny, ale i dobra i prawdziwa TEORIA. Teoria jej odejścia - spójna i jasna, wyjaśniająca jej decyzję w sposób całkowity. Dla mnie (nie jestem of korz Autorem) posiadanie takiej teorii mogłoby zamknąć sprawę, umożliwić wybaczenie sobie jakiegoś domyślnego "nieudacznictwa" i błędów.

Masz rację. Mój problem polega jednak na tym, że do listy ewentualnych błędów z mojej strony i powodów jej odejścia mogę dopisać równie wiele pytań, wątpliwości i argumentów na przekór każdemu z podpunktów.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Drogi Autorze - masz jakąś całkowicie pewną, spójną i prawdziwą "teorię odejścia"?

Nie. Spójrz choćby na ilość wątków które się przewijają już tylko w związku z jej wyjazdem z powrotem do Polkowic.

Fakt, że zaszła w ciążę tak szybko, po czym wzięła ślub sugeruje mi, że były to prawdopodobnie zasadnicze powody jej odejścia. Wierzyła, również, jak sądzę, że ciąża pozwoli jej uniknąć operacji na żebrach i kręgosłupie której się bardzo bała. Jako powody obniżonego nastroju w tamtym czasie podawała mi także fakt, że nigdy już nie będzie mogła mieć dzieci (była zdaje się na kolejnych badaniach). O dziwno jednak bardzo szybko zaszła w ciążę.

Niezrozumiałe jest dla mnie także i nie mogę się pogodzić z tym, że zerwała kontakt ze mną prawie z dnia na dzień. Pomimo, że spotykaliśmy się i sypialiśmy ze sobą co najmniej po kilka dni w tygodniu. Pomimo, że jeszcze w czerwcu pisała mi, że kocha mnie, że tęskni, że brakuje jej najprostszych rzeczy ze mną, jak choćby wyjście na spacer czy na zakupy, nie wspominając o przytuleniu, pocałunkach. I pomimo, że w maju gdy była u mnie kilka dni i miała wyjeżdżać rozpłakała mi się twierdząc, że nie chce jechać, tak jakby coś do mnie czuła.

Wciąż dostawałem od niej sygnały, że tęskni, żebym czym prędzej znalazł tam pracę i był przy niej. Tymczasem nagle odkochała się z tygodnia na tydzień? Przestała tęsknić? To tak można?

9

Odp: Ona odeszła

można. w sytuacji kiedy ona nie kochała ciebie tylko jej się tak wydawało, świadomie bądz nie.
ona potrzebowała bliskości, miała jakieś braki, do tego choroba, ciśnienie na dziecko.
ona po prostu chciała się bawić w dom. obojętnie z kim. po wiadomości że musi mieć dziecko to ona sobie w głowie wyobraziła juz szczesliwą rodzinkę. ale ty nie pasowałeś do tej wizji więc cię wyeliminowała.
nie przejmuj się, ona tego drugiego też raczej nie kocha.
on jest ŚRODKIEM do jej szczęscia, potrzebuje go aby wypełnić pewne braki (wizja o rodzince).
ty też byłeś tylko środkiem do jej szczęscia (wizja o związku)
nie idealizuj jej tak wez pod uwage, że wcale taka niewinna nie była -mocno mi sie nie podoba to zachowanie w pracy. zwyczajnie już wtedy myslami była daleko od ciebie.

10

Odp: Ona odeszła

Na przyszłość informuj, że nie chcesz ślubów, dzieciaków i takie tam, bo o dziwo te rzeczy dla większości kobiet są bardzo ważne. Zaoszczędzisz swój i ich czas.
Poza tym to wygląda jakbyś najpierw Ty jej łaskę robił, a potem ona Tobie, więc się nie dziw głupio, że się rozleciało. Insza inszość jej chaotyczne decyzje...

11

Odp: Ona odeszła

po twoim ostatnim poscie wcale sie nie dziwie ze dziewczyna uciekla wink  ( a gdybys opisal siebie szerzej to pewnie nikt by sie nie zdziwil )  a co do tego ze po miesiacu zamieszkala z innym i jest w ciazy smile uwierz nie musi byc to przepis na spie#$@## sobie zycia wink  a czesto jest wrecz przeciwnie

12 Ostatnio edytowany przez starr (2014-12-27 12:26:13)

Odp: Ona odeszła

osobliwy nick to w jaki sposób wszystko opisałeś, wygląda na jej ucieczkę. Ucieczkę od czegoś nieopisanego przez Ciebie, a przy okazji ucieczkę "od Ciebie". Wspomniałeś o jej "psychopatycznym" bracie. Coś dopiszesz o tym?

13 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2014-12-28 05:34:19)

Odp: Ona odeszła
sosenek napisał/a:

można. w sytuacji kiedy ona nie kochała ciebie tylko jej się tak wydawało, świadomie bądz nie.

Fakt.

sosenek napisał/a:

ona potrzebowała bliskości, miała jakieś braki, do tego choroba, ciśnienie na dziecko.
ona po prostu chciała się bawić w dom. obojętnie z kim. po wiadomości że musi mieć dziecko to ona sobie w głowie wyobraziła juz szczesliwą rodzinkę. ale ty nie pasowałeś do tej wizji więc cię wyeliminowała.

Też tak to oceniam. Od czasu do czasu narzekała, że przeszkadza jej odegłość która nas dzieli. W jednej z wiadomości po rozstaniu napisała mi nawet "odległość nas zniszczyła". Jakkolwiek uznaję ten argument jako tylko jeden z czynników, bo prawda jest taka, że żadna odległość nas nie zniszczyła i nasz związek do czerwca miał się bardzo dobrze.
Poprzez "odległość nas zniszczyła" rozumiem - "potrzebowałam bliskości której często z powodu odległości nie miałam". Szkoda, że potrzebowała bliskości jak to napisałaś "obojętnie kogo" i tak łatwo zrekompensowała sobie brak mnie kimś innym. To mnie boli i do dziś jest dla mnie jak obudzenie się w jakimś małym Truman Show w którym byłem oszukiwany i fałszywie przeświadczony o swojej wyjątkowości w jej oczach.

sosenek napisał/a:

nie przejmuj się, ona tego drugiego też raczej nie kocha.
on jest ŚRODKIEM do jej szczęscia, potrzebuje go aby wypełnić pewne braki (wizja o rodzince).

Też często tak myślę, pomimo zapewnienia z jej strony, że "nigdy nie była tak szczęśliwa" (jak teraz z nim). Dobrze znam te rozmarzone oczka i cienki głosik - o relacjach i chwilach spędzonych ze mną mówiła przecież tak samo.

sosenek napisał/a:

nie idealizuj jej tak wez pod uwage, że wcale taka niewinna nie była -mocno mi sie nie podoba to zachowanie w pracy. zwyczajnie już wtedy myslami była daleko od ciebie.

Nie idealizuję jej, miała zbyt wiele wad i za wiele za uszami. Ale kocham ją cholernie, tą małą łobuziarę.

assassin napisał/a:

Na przyszłość informuj, że nie chcesz ślubów, dzieciaków i takie tam, bo o dziwo te rzeczy dla większości kobiet są bardzo ważne. Zaoszczędzisz swój i ich czas.

Informuję i informowałem od samego początku. I na początku tematu praktycznie nie było lub został zignorowany (przez nią). Dopiero później zaczął wracać.

assassin napisał/a:

Poza tym to wygląda jakbyś najpierw Ty jej łaskę robił, a potem ona Tobie, więc się nie dziw głupio, że się rozleciało. Insza inszość jej chaotyczne decyzje...

Ja potrzebowałem czasu na pewne decyzje - np. o zaręczynach albo o przeprowadzce do wypizdowa pod tytułem Polkowice. Wolałem żyć z nią we Wrocławiu, ale ona po powrocie tam już nie wyobrażała sobie życia gdzieś indziej. Zdecydowałem się wyjechać zatem tylko dla niej i tylko z miłości - by żyć z nią, nieważne gdzie. Nie robiłem ani nie zrobiłem nikomu łaski, słuchałem serca, że tak powiem. Ona natomiast po trochu zachowała się później jakby robiła mi łaskę, że w ogóle się zgodzi ze mną tam jednak zamieszkać. W połowie czerwca ot tak rozmyśliła się, że chce ze mną mieszkać. To między innymi lekko zagotowało atmosferę między nami przed spotkaniem i rozstaniem na początku lipca. Pytałem wciąż sam siebie - co się takiego stało, że po 3 miesiącach planowania naszego wspólnego życia tam ona nagle się rozmyśliła. Tego do dzisiaj nie wiem. Na początku byłem skłonny przypisać winę za to, że się rozmyśliła nowemu znajomemu P. P. jednak był chyba tylko kolegą.

wiktoRR napisał/a:

po twoim ostatnim poscie wcale sie nie dziwie ze dziewczyna uciekla wink  ( a gdybys opisal siebie szerzej to pewnie nikt by sie nie zdziwil )

A co z tym postem nie tak? Nie ma problemu żebym opisał szerzej siebie. Pod jakim kątem konkretnie?

starr napisał/a:

osobliwy nick to w jaki sposób wszystko opisałeś, wygląda na jej ucieczkę. Ucieczkę od czegoś nieopisanego przez Ciebie, a przy okazji ucieczkę "od Ciebie".

Jest sporo rzeczy których nie opisałem a właściwie wiele wątków. Nawiązując do ucieczki ode mnie. W jednej z ostatnich rozmów zarzuciła mi, że jestem zbyt zaborczy, że najchętniej zamknąłbym ją w klatce, że nie pozwalam jej mieć znajomych, że chce wolności i chce być teraz sama. Wszystkie te rzeczy były oczywiście bredniami, bo gdyby chciała wolności nie wzięłaby ślubu miesiąc później. Jakkolwiek miała do mnie jak już pisałem ogromne pretensje o fakt, iż sprawdziłem jej bilingi. Twierdziła, że chcę ją kontrolować, etc. - stnadardowa gadka przy tego typu sprawach.

Ale niech Was to nie zmyli. Z mojej perspektywy było wręcz przeciwnie. Trochę nie chce mi się opowiadać tego wszystkiego od początku, ale w przeciwnym razie nie będzie w tym obiektywizmu i pomyślicie, że faktycznie miałem bzika na punkcie kontrolowania jej. A zatem od początku (to będzie kolejna długa historia).

Emilia miała przede mną kilku facetów. Żaden jej związek nie trwał tak długo jak ze mną i żaden nie trwał dłużej niż zdaje się rok. Z tego co wiem jakichś 3-4 na 5-6 chłopaków z którymi była ją zdradziło. Stąd Emilia była szalenie zazdrosną osobą. Pamiętam, że już na pierwszej randce z nią gdy mijaliśmy jakieś dziewczyny mówiła do mnie i podpuszczała mnie pół żartem pół serio - "o, popatrz jakie laski, fajne nie, któraś ci się podoba?". Po jakichś dwóch miesiącach włamała się na mojego facebooka. Wiedziałem o tym, ale milczałem. Wiedząc o jej przeszłości stwierdziłem, że jeżeli ma być spokojniejsza niech sobie tam zagląda (nie miałem nic do ukrycia) i, że kiedyś jak przyjdzie pora może poruszę ten temat, a może wykorzystam (by zapunktować na własną korzyć wink). Jednocześnie w domu w którym wynajmowała mieszkanie miała pewną koleżankę. Koleżanka ta niemal co weekend gościła w swoim pokoju, często na noc innego chłopaka. Emilia i współlokatorzy szybko zaczęli się nieco niepokoić i interesować tym tematem, bo nie było wiadomo co to za osoby, skąd ona ich bierze i czy nie przyprowadzi w końcu do mieszkania jakiegoś złodzieja. Z czasem wyszło na jaw, że koleżanka K. robi to z nimi za pieniądze i, że to podobno bardzo łatwy biznes. Ja z Emilią wiedząc o tym szybko zaczęliśmy sobie między sobą dowcipkować a nawet drwić na ten temat. Jakie było moje zdziwienie jakiś miesiąc później gdy w grudniu 2012 Emilii zepsuł się laptop. Nie mogąc go naprawić przez kilka godzin u niej wziąłem go do siebie do domu. Mając jej laptopa w domu pozwoliłem sobie na odrobinę dociekliwości - na zasadzie - ty sprawdzasz mnie, to ja sprawdzę ciebie. Nie szukałem daleko ani głęboko w systemie i sądziłem, że znajdę co najwyżej informacje o babskich kosmetykach. Tymczasem znalazłem korespondencję jej i osoby nazywanej "sponsorem" sad Nie chcę opisywać co wtedy przeżyłem. W telegraficznym skrócie korespondencja jednoznacznie wskazywała na to, że:

- nigdy jej nie dotknął
- spotkali się raz czy dwa razy i dostała od niego 600 zł

Ponadto ów sponsor - Włodek (wysoko postawiony, żonaty urzędnik, dziadek) bardzo wiele sobie wyobrażał, chciał być z nią "kochankami", wciąż ją nagabywał. Emilia natomiast robiła uniki i wymówki. A zasadniczą linią wyłudzenia od niego pieniędzy była historyjka o jej rzekomej młodszej, chorej siostrzyczce dla której potrzebuje pieniędzy na leczenie sad Emilia nie ma oczywiście żadnej młodszej siostry. To był dla mnie cios. Nie mogłem ukrywać przed nią tego, że się o tym dowiedziałem. Zaraz później mieliśmy wyjechać na sylwestra w góry z jej znajomymi. Odwołałem wyjazd, powiedziałem, że nigdzie nie jadę, żądam wyjaśnień i dopóki nie powie mi całej prawdy nie widzę możliwości abyśmy byli razem. Na początku Emilia udawała idiotkę, twierdziła, że nie wie o co mi chodzi. Po kilku jak twierdzi przepłakanych dniach przyszła do mnie i opowiedziała wszystko. Twierdziła, że niezależnie od tego co zrobiła nigdy by mnie nie zdradziła, przepraszała i bardzo płakała. Postanowiłem jej uwierzyć (choć gdyby nie przeczytane maile z których wynikało, że do niczego nie doszło nie wiem czy bym uwierzył, wierzyłem chyba bardziej tym mailom niż jej) i wybaczyć. Było ciężko, ale kochałem ją szalenie. Ja wspierałem ją, a ona mnie i po kilku miesiącach wszystko wróciło do normy. Dlaczego ona to zrobiła?

Sądzę, że przede wszystkim była młoda i głupia. Chciała spróbować czy to takie proste. Po drugie potrzebowała wówczas tych pieniędzy, zbliżały się wydatki na święta. Chciała kupić ojcu jakiś tam aparat, wciąż wpytywała o prezent dla mnie, no i pojawił się wydatek związany z wyjazdem na sylwestra wraz z jej znajomymi. Bardzo chciała jechać, a rodzice powiedzieli, że jej nie dadzą pieniędzy. Co więcej, gdy ją poznałem zauważyłem, że jej budżet nie jest zbyt wysoki - ogólnie nie miała za wiele pieniędzy od rodziców. Myślę, że nie chciała źle, a pewne rzeczy ją po prostu przerosły. Dzisiaj nie gniewam się na nią za to, ani nie żywię urazy. Wybaczyłem jej. Była trochę głupiutka i słaba. Przyznała się do błędu, a ja nie pozwoliłem by kiedykolwiek później brakowało jej pieniędzy i zacząłem bardziej interesować się jej stanem finansowym. Nakazałem jej by zawsze gdy będzie miała tego typu kłopoty mówiła mi o tym, nawet gdy nie będę mógł pomóc.

Tak mijał czas. Po kłótni o to, że sprawdziłem jej korespondencję która pojawiła się przy okazji historii ze sponsorem oraz po tym jak wypomniałem jej, że włamała mi się na facebooka przez pewien czas był spokój. Po pewnym czasie jednak ona znowu to zrobiła. Od czasu do czasu chciała też wchodzić na mojego fb przy mnie. Czasami brała także mój telefon, przeglądała zdjęcia, albo sprawdzała wiadomości. I szczerze pisząc - nie miałem z tym problemu, podchodziłem do tego otwarcie i z humorem. Nie miałem nic do ukrycia. Nie byłem także zazdrosny. Wybaczyłem jej kompleksowo. Prosiła mnie żebym jej zaufał i zaufałem. Nie miałem zatem nigdy żadnych obiekcji gdy wychodziła gdzieś wieczorem ze znajomymi (głównie kolegami), beze mnie. Mogła wychodzić gdzie i kiedy chciała. Byłem o nią spokojny. Do jakiego stopnia najlepiej pokazują chyba wydarzenia niemal rok później - w grudniu 2013. Gdy była na święta w domu przez przypadek zgadała się z palącym na jej klatce chłopakiem który ma tam babcię i sam jest z Polkowic, choć pracował i mieszkał we Wrocławiu. Chłopak ten na drugi dzień nagadał swojej babci, by ta jako sąsiadka matki Emilii załatwiła jej numer do Emilii. Z tego co wiem dostał ten numer. Ostatecznie zgadali się także na facebooku. Emilia powiedziała mi, że jest taki chłopak, że gadała z nim, a teraz zaczęła pisać trochę i, że on chciałby się z nią spotkać i czy nie mam nic przeciwko. Oczywiście wyraziłem wątpliwości co do jego zamiarów oraz zasugerowałem aby uświadomiła go, że ma chłopaka, ale Emilia uspokajała mnie, że oboje są z Polkowic, kilka razy się widzieli i on chce tylko pogadać, może zaprzyjaźnić się. Zgodziłem się. Mieli się umówić we Wrocławiu. Ostatecznie do spotkania jednak nie doszło. Aż w lutym Emilia wyjechała z Wrocławia. Chciała abym wyprowadził się z nią do Polkowic, ale ze względu na studia które już kończyłem odmówiłem. To zepsuło trochę atmosferę między nami. Pisałem do niej przez pierwsze dni lutego, ale miałem wrażenie, że ona nie chce pisać albo nie ma czasu. Ponoć wciąż musiała pomagać mamie i chodzić opiekować się chorą babcią. Przestałem zatem pisać. I ku mojemu zdziwieniu jeżeli ja nie napisałem to ona też się nie odezwała. Zadzwoniła do mnie dopiero z pretensjami w walentynki, pomimo, że dostała ode mnie zaproszenie na koncert do Wrocławia które odrzuciła oczywiście z braku czasu. Później nastąpiło jeszcze kilka kłótni między nami i po jednej z nich na pytanie "czy Ty w ogóle chcesz być jeszcze ze mną" stwierdziła, że musi się zastanowić. Niecały miesiąc bez widywania się wystarczył by przekreślić 1,5 roku związku. Napisała, że nie nie wróci do mnie, ale wciąż mnie kocha i to uczucie będzie jeszcze trwało jakiś czas. Skoro mnie kochała postanowiłem jednak o nią walczyć. Spotkaliśmy się. Pogodziliśmy i wróciliśmy do siebie. Niestety po udanym weekendzie godzenia się w który wyjeżdżała ode mnie zapomniała się wylogować z fb (choć sama do dziś twierdzi, że to ja się włamałem). Przeczytałem jej rozmowy z tym całym M. I zacząłem sobie tłumaczyć jej milczenie, oziębłość przez ostatni miesiąc zupełnie inaczej. Ta hipokrytka w 2 dni po zrobieniu mi telefonicznej awantury w walentynki napisała do koleżanki, że "chyba się w nim zakochała", "że jakoś tak miło jej się robi gdy z nim rozmawia" i jeszcze nawiązała do kilku swoich poprzednich miłości. Sama korespondencja z M. była całkiem niewinnym flirtem, nie było tam nic wielkiego, poza jedną rzeczą która mnie mocno zdenerwowała. Pomimo, że M. dwukrotnie pytał ją bezpośrednio czy ma kogoś Emilia ani razu mu się do tego nie przyznała.

Zadzwoniłem do niej żądając wyjaśnień. Nie dostałem ich, tylko pretensje. Stwierdziłem zatem, że zrywam. Żałowałem jednak tej decyzji. Na drugi dzień Emilia wyjaśniła mi, że nic do niego nie czuje, że fakt może trochę się zauroczyła, ale on jest dla niej nikim. Ponadto ponoć nigdy się nie spotkali. Jak można się zatem "chyba zakochać" przez facebooka? Korespondencja potwierdza jednak, że do spotkania nie doszło. Gadali dużo w lutym, gdy ze mną milczała i to wszystko. Podobno M. wspierał ją w związku z chorą babcią oraz z jej chorym kręgosłupem i dużo czasu z nim przegadała na ten temat. Do końca jednak upierałem się, że była to zdrada emocjonalna. Ostatecznie paradoksalnie po namowach z mojej strony znów wróciliśmy do siebie. Choć pewnie powiecie, że nie powinienem był już wówczas do niej wracać.

Później nasz związek zakwitł na nowo. Wszystko się zmieniło. Tak jakby otrząsnęło się z marazmu i zastoju który dopadł nas po 1,5 roku we Wrocławiu. Ona zaczęła do mnie przyjeżdżać co tydzień, ja podjąłem decyzję o znalezieniu pracy w Polkowicach. Nigdy tak wiele nie wychodziliśmy nie bawiliśmy się tak dobrze i nie kochaliśmy jak wtedy. Uwierzyłem w to wszystko na nowo, co więcej nabrałem przekonania, że skoro przeżyliśmy już takie rzeczy i one nas nie rozdzieliły, to chyba nic nas już nie rozdzieli.

Ale nie o tym miałem. Opisałem te wydarzenia tylko po to by przedstawić jak wyglądały sprawy zazdrości i kontroli w tym związku. Otóż mam wrażenie, że pozwalałem jej na za dużo. Emilia po wydarzeniach z M. zarzucała mi, że nie pozwalam jej mieć przyjaciela... Jeżeli natomiast chodziło o moje przyjaciółki popełniała wszystkie błędy które mi wypominała. Mam taką przyjaciółkę - Agę, która od kilku lat pracuje w Anglii. W grudniu 2012 wróciła do domu na święta. Odezwała się do mnie no i zaplanowaliśmy spotkanie z nią, jej mężem, ze mną oraz z Emilią. Wyszło bardzo niezręcznie, bo Emilia całe spotkanie siedziała obrażona i na wszystkich niemal warczała, usiadła na samym końcu kanapy, a później miała do mnie pretensje, że zamiast siedzieć przy niej, zostawiłem ją i gadałem z Agą. Po tym spotkaniu musiałem tłumaczyć Agnieszce zachowanie Emilii ot zwykłą zazdrością i starałem się ją przekonać aby się tym nie przejmowała, ale Aga przez rok po tym się do mnie nie odzywała. Napisała rok później, na początku grudnia. Wymieniłem z nią kilka maili. I coś mnie podkusiło aby wspomnieć o tym Emilii. Niedługo później chciała zobaczyć te maile. Zgodziłem się. I tak właśnie wyglądało to "chętnie zamknąłbyś mnie w klatce" i "chcesz mnie ciągle kontrolować"...

Wystarczy na dzisiaj.

starr napisał/a:

Wspomniałeś o jej "psychopatycznym" bracie. Coś dopiszesz o tym?

Z uwagi na fakt, że sprawa dotyczy pewnej tajemnicy którą Emilia powierzyła i wyjawiła tylko mi, psychologowi i mamie, a mnie jako pierwszej osobie w życiu nie opowiem o szczegółach. Napiszę tylko, że tenże (starszy) brat skrzywdził ją wielokrotnie w dzieciństwie i sprawa ma ciężar karno-seksualny.

Ale nie ma tego złego wink Kilka tygodni po rozstaniu ze mną Emilia pogodziła się ze swoim kochanym braciszkiem. Tak bardzo, że gdy napisałem pewnego razu do niej smsa poruszającego zagadnienie seksu i tęsknoty z nią oburzona dała zadzwonić ze swojego telefonu do mnie właśnie temuż braciszkowi, aby mnie pouczył co wypada robić a co nie. Nie ma to jak być skarconym przez gwałciciela i dziewczynę która robiła mi laskę w dowolnym miejscu publicznym w którym była okazja (choć to akurat było za***ste).

14

Odp: Ona odeszła

Witam po swietach! Przeczytalem tylko Twoja pierwsza wypowiedz autorze i widze ze Ty również dokonales wyboru. Dokonales wyboru niezgodnie z planami dziewczyny i wasze drogi w tym momencie się rozeszly. Reszta jest już tylko następstwem tego i nic więcej. Wiesz ale możliwość posiadania dzieci jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy dla wielu ludzi, tym bardziej dla kobiety, tym bardziej dla takiej, której plodnosc jest zagrozona. Poza tym co to za uczucie, skoro nie chce się mieć dzieci? Dla większości ludzi jest to normalne dopełnienie się kochającego się związku. Z jednej strony każdy ma prawo do swoich decyzji, z drugiej strony tutaj się wkradl egoizm, Twój egoizm autorze. Oczywisce dziewczyna mogla isc za uczuciem, zrezygnować dla Ciebie z posiadania dzieci ale tego nie zrobila. To również był jej wybor. Nie widze wiec w tej sytuacji nic dziwnego. I tak samo jak ty jesteś rozczarowany nia, tak samo ona była rozczarowana Toba.

15 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-28 17:54:02)

Odp: Ona odeszła

W tym momencie, w moim przynajmniej oglądzie, tajemnica jest rozwiązana.

Jednak, wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć o paru rzeczach. Wiązanie się z dziewczyną z poważnymi problemami emocjonalnymi datującymi się z dzieciństwa, wymaga znacznie większego poziomu empatii, wyczucia - a czasem nawet wiedzy i "treningu" społecznego niż jesteś w stanie zaoferować.

Jedną z dość istotnych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że doskonale zapamiętując zdarzenia i informacje, nie łączysz ich w całość w kontekście "modelu umysłu" innej osoby. Nie wiem, czy da radę to rozwiązać - poczytaj może w sieci takie hasło "theory of mind". Co więcej - w to NIE SPOSÓB mieć wgląd więc nie wiem czy coś to da. Tak czy owak, przynajmniej teoretycznie można ten brak zdolności protezować dość efektywnie wiedzą - a z nabywaniem wiedzy sobie radzisz. Aby uniknąć w przyszłości wielu problemów powinieneś nad tym pracować. Kłopot polega jednak na tym, że informacje zdobywane od partnera, zarówno to co mówi jak i jego zachowania, - odbierasz LITERALNIE i pozakontekstowo (poza kontekstem obrazu osoby drugiego człowieka i sytuacji w jakiej się znalazł).
Dzieje Ci się to na bazie kłopotów z dokonywaniem SYNTEZ - zauważ piszesz posty bogate w szczegóły, nie zawierasz nigdy podsumowania dziesiątków szczególików w jedną całość. Ta "hypergrafia" bierze się stąd, że nie dajesz rady uchwycić wspólnych elementów. Zastępujesz więc syntezę szczegółem. Nie wiesz który szczegół jest ważny, bo nie masz ogólniejszej "syntezy" która wyznacza kryteria ważności. Tworzenie "obrazu osoby" jest syntezą najwyższego rzędu. Jest największym wyzwaniem na jakie stać "Homo Sapiens" :-)

Bardzo trudno wyobrazić sobie na czym to polega - wyobraź sobie, że miałbyś od URODZENIA całkowitą niezdolność do odróżniania od siebie ludzkich twarzy. Czy ludzie z tym defektem są w stanie ZROZUMIEĆ SAMI czego im brak? Nie. Uważają stan "zastany" jako normalny!. To że coś ich różni muszą sobie "wyabstrahować" z wielu powtarzających się doświadczeń. Udaje się to niektórym około dorosłości i to zmienia ich życie - zaczynają się umawiać tylko przez telefon, ostrzegają znajomych, że nie poznają ich na ulicy - i nie oznacza to że się obrazili, zaczynają umawiać się i przyjaźnić z ludzmi innymi niż dotąd - wcześniej był to np. jedyny rudy w klasie albo "najwyższy w klasie"(zgadnij dlaczego). Wreszcie łąpią, dlaczego na filmach przestępcy zakłądają maski (przecież takie niewygodne), czemu ludzie podniecają się zdjęciami z wakacji...

Istotą rozwiązania ich problemu jest wyobrażenie sobie czegoś niemożliwego: tego że inni ludzie oczekują od nich że automatycznie rozpoznają twarze!!! Jak oni sami.

To przykład - analogia.

A teraz poziom wyżej:

Bo teraz wyobraź sobie, że większość ludzi po związaniu się z innym człowiekiem natychmiast automatycznie dąży do stworzenia sobie perfekcyjnego obrazu innej osoby, dającego możliwość przewidywania jej zachowań. Odtąd stale go doskonalą, a swoje zachowania wobec drugiej osoby kierują tak aby uwzględniać wiedzę o tej osobie. I mają takich modeli tyle - ilu przyjaciół, znajomych, członków rodziny...

Nikt raczej ci tego nie powie, bardzo trudno zrozumieć, że ktoś ma ten problem.

Miałeś wszystkie dane i odpowiedź jak na talerzu. Patrz post "Maniek_z_Maniek" gdzieś powyżej.
Znalazła człowieka, który radził sobie lepiej z jej emocjonalną niestabilnością i dawał dziecko i małżeństwo w zestawie. (Nawiasem współczuję mu - będzie miał z nią ciężko). Jeśli nie zorientowałęś się, że jest to dla niej ważniejszcze niż związek z tobą (a dawała dość powodów żeby to zrozumieć) oznacza to, że nie stworzyłeś sobie poprawnego obrazu osobowości dziewczyny z którą byłeś (!).

Nie ma czego żałować - stało się DOBRZE - taka osoba byłaby dla ciebie tylko obciążeniem emocjonalnym, z którym radziłbyś sobie coraz słabiej - po urodzeniu dzieci - jeszcze słabiej. Ona też nie byłaby szczęśliwa. Byliście razem ale właściwie OSOBNO. Wydaje mi się, że jest z tego też wniosek na przyszłość: musisz za wszelką cenę dążyć do tego aby być bardzo blisko - na poziomie "telepatii" z następną dziewczyną. Podstawą będzie nieskrępowana, pełnozakresowa komunikacja z drugą osobą. W takim związku masz szansę nie skrzywdzić partnera swoją niewiedzą.

16 Ostatnio edytowany przez Sponi (2014-12-28 16:21:20)

Odp: Ona odeszła

Tymczasem znalazłem korespondencję jej i osoby nazywanej "sponsorem" sad Nie chcę opisywać co wtedy przeżyłem. W telegraficznym skrócie korespondencja jednoznacznie wskazywała na to, że:

- nigdy jej nie dotknął
- spotkali się raz czy dwa razy i dostała od niego 600 zł

Dalej nie czytałam... Gdybym podała w odpowiedzi na Twój post już na poczatku taka ewentualność, spalilibyście mnie na stosie.

17

Odp: Ona odeszła
maniek_z_maniek napisał/a:

Witam po swietach! Przeczytalem tylko Twoja pierwsza wypowiedz autorze i widze ze Ty również dokonales wyboru. Dokonales wyboru niezgodnie z planami dziewczyny i wasze drogi w tym momencie się rozeszly. Reszta jest już tylko następstwem tego i nic więcej.

Chciałbym, żeby to było takie proste. Może i jest. Tylko jak to się ma do uczuć które nas łączyły i do "kocham Cię" mówionego codziennie. Bo jakoś trudno mi to wszystko rozpatrywać w tym kontekście. Albo się kogoś kocha i nawet gdy nasze drogi się rozchodzą lub podejmujemy decyzję o rozstaniu wciąż się za nim tęskni i kocha się go. Albo się kogoś nie kocha - ale po co wówczas ta fałszywa zabawa w miłość, słowa, czułości, fałszywa troska o drugą osobę?

Zastanawia mnie też fakt dlaczego w jej głowie zapadła właśnie taka a nie inna decyzja dot. naszego związku oraz kiedy i jak to się stało, że ona aż tak zmieniła swoje zapatrywania i plany na życie. Bo gdy ją poznałem była zupełnie inną osobą. Podjęła decyzję o wyjeździe na studia z rodzinnych Polkowic. Chciała zatem z pewnością studiować jakieś 3-5 lat. Ja poznałem ją na początku jej drugiego roku studiów. Gdy rozmawialiśmy wówczas o planach na przyszłość mówiła "po studiach to, po studiach tamto". Nie chciała wracać do Polkowic. Chciała zostać na zawsze ze mną we Wrocławiu, miała nawet porozmawiać z rodzicami, aby Ci sprzedali wynajmowane w Polkowicach mieszkanie i kupili jej coś we Wrocławiu, już w czasie studiów lub po jej studiach, by mogła tu zamieszkać. Ja podobnie chciałem aby skończyła te studia. W tym czasie ja podjąłbym jakąś pełnoetatową pracę, a nasz związek zachowałby status quo lub zamieszkalibyśmy razem. Po skończeniu studiów pomyślelibyśmy natomiast o ułożeniu sobie życia, własnym mieszkaniu i wszystkim innym. I nasze plany były tożsame - do czasu. Bo już zaledwie jakieś pół roku po tym jak poznałem Emilię ona zaczęła szukać dziury w całym. Stwierdziła, że nie chce już studiować, że woli iść do pracy. Gdy podjęła pracę dorywczą jako opiekunka dziecka coraz częściej zaczęła poruszać ze mną temat dzieci aż w końcu stał się on sprawą deprecjonującą mnie i nasz związek gdy w około rok później zaczęły się jej problemy chorobowe. I również około rok później rzuciła studia, a gdy wróciła do Polkowic stwierdziła, że już nigdy nie wróci do Wrocławia.

Zastanawiam się czy to nie ja miałem na nią taki właśnie wpływ. Podobne problemy miałem z moją poprzednią dziewczyną. Ta po niecałym roku bycia ze mną również zaczęła mnie naciskać na zamieszkanie razem oraz chcieć dziecka. Ostatecznie zerwaliśmy z innych powodów, ale te tematy też były gdzieś w tle. Może to ja robię coś nie tak i wyzwalam w kobietach jakieś chore instynkty? Może jestem zbyt opiekuńczy, czuły, odpowiedzialny, zrównoważony, zbyt dobrze wypadam jako przyszły ojciec? Dlaczego one zaraz po poznaniu mnie chcą się ze mną rozmnażać? To tak jakbym ja myślał tylko o seksie.

maniek_z_maniek napisał/a:

Wiesz ale możliwość posiadania dzieci jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy dla wielu ludzi, tym bardziej dla kobiety, tym bardziej dla takiej, której plodnosc jest zagrozona. Poza tym co to za uczucie, skoro nie chce się mieć dzieci? Dla większości ludzi jest to normalne dopełnienie się kochającego się związku. Z jednej strony każdy ma prawo do swoich decyzji, z drugiej strony tutaj się wkradl egoizm, Twój egoizm autorze.

To osobny szeroki temat. Nie będę go podejmował w tym wątku, bo nie chcę żeby zdominował dyskusję. Jednak moja niechęc do posiadania dzieci nie ma nic wspólnego z egoizmem ani miłością do kogokolwiek.

Założę osobny temat związany z tym akurat zagadnieniem, w szczególności dotyczącyczący moich poglądów na posiadanie dzieci.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

W tym momencie, w moim przynajmniej oglądzie, tajemnica jest rozwiązana.

Jednak, wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć o paru rzeczach. Wiązanie się z dziewczyną z poważnymi problemami emocjonalnymi datującymi się z dzieciństwa, wymaga znacznie większego poziomu empatii, wyczucia - a czasem nawet wiedzy i "treningu" społecznego niż jesteś w stanie zaoferować.

Jedną z dość istotnych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że doskonale zapamiętując zdarzenia i informacje, nie łączysz ich w całość w kontekście "modelu umysłu" innej osoby. Nie wiem, czy da radę to rozwiązać - poczytaj może w sieci takie hasło "theory of mind". Co więcej - w to NIE SPOSÓB mieć wgląd więc nie wiem czy coś to da. Tak czy owak, przynajmniej teoretycznie można ten brak zdolności protezować dość efektywnie wiedzą - a z nabywaniem wiedzy sobie radzisz. Aby uniknąć w przyszłości wielu problemów powinieneś nad tym pracować. Kłopot polega jednak na tym, że informacje zdobywane od partnera, zarówno to co mówi jak i jego zachowania, - odbierasz LITERALNIE i pozakontekstowo (poza kontekstem obrazu osoby drugiego człowieka i sytuacji w jakiej się znalazł).
Dzieje Ci się to na bazie kłopotów z dokonywaniem SYNTEZ - zauważ piszesz posty bogate w szczegóły, nie zawierasz nigdy podsumowania dziesiątków szczególików w jedną całość. Ta "hypergrafia" bierze się stąd, że nie dajesz rady uchwycić wspólnych elementów. Zastępujesz więc syntezę szczegółem. Nie wiesz który szczegół jest ważny, bo nie masz ogólniejszej "syntezy" która wyznacza kryteria ważności. Tworzenie "obrazu osoby" jest syntezą najwyższego rzędu. Jest największym wyzwaniem na jakie stać "Homo Sapiens" :-)

Bardzo trudno wyobrazić sobie na czym to polega - wyobraź sobie, że miałbyś od URODZENIA całkowitą niezdolność do odróżniania od siebie ludzkich twarzy. Czy ludzie z tym defektem są w stanie ZROZUMIEĆ SAMI czego im brak? Nie. Uważają stan "zastany" jako normalny!. To że coś ich różni muszą sobie "wyabstrahować" z wielu powtarzających się doświadczeń. Udaje się to niektórym około dorosłości i to zmienia ich życie - zaczynają się umawiać tylko przez telefon, ostrzegają znajomych, że nie poznają ich na ulicy - i nie oznacza to że się obrazili, zaczynają umawiać się i przyjaźnić z ludzmi innymi niż dotąd - wcześniej był to np. jedyny rudy w klasie albo "najwyższy w klasie"(zgadnij dlaczego). Wreszcie łąpią, dlaczego na filmach przestępcy zakłądają maski (przecież takie niewygodne), czemu ludzie podniecają się zdjęciami z wakacji...

Istotą rozwiązania ich problemu jest wyobrażenie sobie czegoś niemożliwego: tego że inni ludzie oczekują od nich że automatycznie rozpoznają twarze!!! Jak oni sami.

To przykład - analogia.

A teraz poziom wyżej:

Bo teraz wyobraź sobie, że większość ludzi po związaniu się z innym człowiekiem natychmiast automatycznie dąży do stworzenia sobie perfekcyjnego obrazu innej osoby, dającego możliwość przewidywania jej zachowań. Odtąd stale go doskonalą, a swoje zachowania wobec drugiej osoby kierują tak aby uwzględniać wiedzę o tej osobie. I mają takich modeli tyle - ilu przyjaciół, znajomych, członków rodziny...

Nikt raczej ci tego nie powie, bardzo trudno zrozumieć, że ktoś ma ten problem.

Miałeś wszystkie dane i odpowiedź jak na talerzu. Patrz post "Maniek_z_Maniek" gdzieś powyżej.
Znalazła człowieka, który radził sobie lepiej z jej emocjonalną niestabilnością i dawał dziecko i małżeństwo w zestawie. (Nawiasem współczuję mu - będzie miał z nią ciężko). Jeśli nie zorientowałęś się, że jest to dla niej ważniejszcze niż związek z tobą (a dawała dość powodów żeby to zrozumieć)

To rozumiem. Tylko jak do tej hierarchii ważności mają się uczucia?

Bo widzisz w mojej hierarchii ważności istotne było aby żyć we Wrocławiu i nie wyprowadzać się na resztę życia do maleńkiego miasteczka o marnych możliwościach zarobkowych, zawodowych, nudnego w którym nic się nie dzieje i jest jeden jedyny pub dla lokalnych pijusów. Decyzja o wyprowadzce była dla mnie trudna i kompletnie zmieniała moje plany na życie, ale nie zmieniło to w żadnym stopniu moich uczuć. Nigdy nie prowadziłem ze sobą dialogu wewnętrznego pod tytułem "ona chce mi zmarnować życie na jakimś zadupiu, może ją zostawię" albo "to miasto i ludzie tutaj to totalny marazm egzystencjalny - chyba już jej nie kocham".


EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie ma czego żałować - stało się DOBRZE - taka osoba byłaby dla ciebie tylko obciążeniem emocjonalnym, z którym radziłbyś sobie coraz słabiej - po urodzeniu dzieci - jeszcze słabiej. Ona też nie byłaby szczęśliwa. Byliście razem ale właściwie OSOBNO.

Też jestem skłonny tak myśleć.

Sponiewierana napisał/a:

Tymczasem znalazłem korespondencję jej i osoby nazywanej "sponsorem" sad Nie chcę opisywać co wtedy przeżyłem. W telegraficznym skrócie korespondencja jednoznacznie wskazywała na to, że:

- nigdy jej nie dotknął
- spotkali się raz czy dwa razy i dostała od niego 600 zł

Dalej nie czytałam... Gdybym podała w odpowiedzi na Twój post już na poczatku taka ewentualność, spalilibyście mnie na stosie.

Tego nie wiem. Ale co chciałaś przez to powiedzieć?

18 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-12-30 11:57:11)

Odp: Ona odeszła

"Chciałbym, żeby to było takie proste. Może i jest. Tylko jak to się ma do uczuć które nas łączyły i do "kocham Cię" mówionego codziennie. Bo jakoś trudno mi to wszystko rozpatrywać w tym kontekście. Albo się kogoś kocha i nawet gdy nasze drogi się rozchodzą lub podejmujemy decyzję o rozstaniu wciąż się za nim tęskni i kocha się go. Albo się kogoś nie kocha - ale po co wówczas ta fałszywa zabawa w miłość, słowa, czułości, fałszywa troska o drugą osobę?"

Niestety ale moim zdaniem mylisz się całkowicie. Jestes niewolnikiem poglądu ze kochanie oznacza konieczność bycia z kims. Tez tak kiedyś myslalem a potem przeszedłem bolesna ewolucje. Dzis widze ze to tylko określony pogląd, który nie ma nic wspólnego z istota rzeczy, czyli miloscia. Ty myślisz tak, a ktoś inny inaczej. Jest wiele wytlumaczen tego. Rozne sa tez skale i kolejność wartości. Ale żeby to zrozumieć trzeba wyjść poza siebie.

" Może to ja robię coś nie tak i wyzwalam w kobietach jakieś chore instynkty?"

Problem jest w tym ze to co jest normalne nazywasz chorym. Problem jest w tym ze zbyt mocno koncetrujesz się na sobie.

19 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2014-12-30 15:08:26)

Odp: Ona odeszła

Zabawne, że jeszcze niedawno była mi to najbliższa na świecie osoba. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę i noc. Planowała ze mną życie. Planowała ze mną zamieszkać - dobrze wiedząc jakie mam poglądy. Do ostatnich dni chciała abym jej się oświadczył. A dzisiaj nie mogę do niej nawet napisać smsa czy zadzwonić. Pogadać. Do dziś pamiętam gdy pewnego razu jakiś miesiąc czy półtora przed naszym rozstaniem po kilkudniowym pobycie u mnie musiała wracać z powrotem do domu. I gdy spakowała wszystko i już mieliśmy wychodzić usiadła na krześle i nic się nie odzywała. Zacząłem więc do niej mówić: "halo, słyszysz mnie, dlaczego nic nie mówisz?". Po czym zauważyłem, że płacze. Patrzyła w jeden punkt albo pod siebie, a po policzkach ciekły jej łzy. Gdy pocałowałem ją, przytuliłem i zapytałem: "hej, dlaczego płaczesz, co się stało?" nie chciała powiedzieć, dopiero po chwili odparła, że nie chce wyjeżdżać, że będzie tęsknić. Pocieszałem ją, że to tylko kilka dni może tydzień i znów się spotkamy.

Wydawała mi się tak niewinną, kruchą i uroczą istotą w takich chwilach. Wciąż jestem w niej zakochany. Wciąż piszę wiersze o jej odejściu. Skąd to się we mnie bierze?

Pożegnanie

Nie wiesz jak minął mi sierpień,
październik, listopad, grudzień.
Ile dni sczerniałych, cierpień
przyszło mi przeczekać w trudzie.

Już za daleko, za daleko
mój smutek za tobą przeszedł i rozdzielił
za wiele łez trzymanych pod powieką,
w noce bez gwiazd. Bez nadziei.

Wydumawszy cię pod ciężarem
moich największych pragnień,
co były mi od gwiazd jaskrawsze
straciłem cię, straciłem na zawsze.

I umiem się z nią pożegnać, choć wiem, że to koniec.

20 Ostatnio edytowany przez dantezg (2014-12-30 15:21:02)

Odp: Ona odeszła
osobliwy nick napisał/a:

Zabawne, że jeszcze niedawno była mi to najbliższa na świecie osoba. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę i noc. Planowała ze mną życie. Planowała ze mną zamieszkać - dobrze wiedząc jakie mam poglądy. Do ostatnich dni chciała abym jej się oświadczył. A dzisiaj nie mogę do niej nawet napisać smsa czy zadzwonić. Pogadać. Do dziś pamiętam gdy pewnego razu jakiś miesiąc czy półtora przed naszym rozstaniem po kilkudniowym pobycie u mnie musiała wracać z powrotem do domu. I gdy spakowała wszystko i już mieliśmy wychodzić usiadła na krześle i nic się nie odzywała. Zacząłem więc do niej mówić: "halo, słyszysz mnie, dlaczego nic nie mówisz?". Po czym zauważyłem, że płacze. Patrzyła w jeden punkt albo pod siebie, a po policzkach ciekły jej łzy. Gdy pocałowałem ją, przytuliłem i zapytałem: "hej, dlaczego płaczesz, co się stało?" nie chciała powiedzieć, dopiero po chwili odparła, że nie chce wyjeżdżać, że będzie tęsknić. Pocieszałem ją, że to tylko kilka dni może tydzień i znów się spotkamy.

Wydawała mi się tak niewinną, kruchą i uroczą istotą w takich chwilach. Wciąż jestem w niej zakochany. Wciąż piszę wiersze o jej odejściu. Skąd to się we mnie bierze?

Moja ex tez sie wydawala niewinna, krucha i urocza istota. Tydzien przez zerwaniem płakała mi leżąc na nogach tak, że miałem plame jakbym herbate rozlał, że chce już dziecko, rozmowy o ślubie. Dzień przed zerwaniem przytuliła mnie mówiąc jak bardzo kocha ( chyba było to przytulenie na pożegnanie ), była mi najbliższą osobą na świecie. Spędzałem z nią każdą wolna chwile i noc. Zasypiałem sie i budziłem obok niej, jak jechała do rodzicow na 2 dni pierwszy raz to płakała mi po 2h do słuchawki jak bardzo teskni ( dodam, że to miesiąc przed rozstaniem ). Planowała życie ze mna, mieszkała ze mna.  Ja w sumie moge zadzwonic czy napisać, ale po co skoro i tak nie odbierze ani nie odpisze. Ciesz sie, że tak jak ja nie usłyszałeś dzień przed wigilią, że jesteś cytuje " frajerem, piz*ą, popierd*lencem, ciotą, niedojdą życiową, błaznem, pośmiewiskiem, że byłem zdradzany i jej z tym dobrze, że mam spie*dalac, odwalic sie, ze mna gardzi, " wiecej nie pamietam tak z głowy...a teraz sobie jedzie w góry z nową zabawką  i bedzie robila chwile po rozstaniu obieg zamknięty z kimś nowym, a do tej pory robiła to już pewnie dziesiątki razy w "naszym" domu chwile po rozstaniu, gdzie do samego konca wpajala mi ze nie wyobraza sobie jakby mialo mnie nie byc w naszym mieszkaniu, bo wszystko mna pachnie.. To dopiero boli człowieku.

21 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-12-30 15:24:21)

Odp: Ona odeszła

To osobny szeroki temat. Nie będę go podejmował w tym wątku, bo nie chcę żeby zdominował dyskusję. Jednak moja niechęc do posiadania dzieci nie ma nic wspólnego z egoizmem ani miłością do kogokolwiek.

Ty nie chcesz podejmować tego wątku, a ten wątek i oświadczyny są jednak chyba kluczem upadku Twojego związku. Kobieta czekała czekała i się nie doczekała. Może myślała, że zmienisz swoje poglądy, ale nie zmieniłeś. Odeszła więc. Tak ja to widzę.

Do ostatnich dni chciała abym jej się oświadczył.

I jak już wyżej napisałem nie doczekała się. A nie da się czekać w nieskończoność

A dzisiaj nie mogę do niej nawet napisać smsa czy zadzwonić. Pogadać.

A niby po co? Nie jest już z Tobą. Ma męża i oczekuje dziecka, które Ty jej nie chciałeś dać.

22

Odp: Ona odeszła
osobliwy nick napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:

Tymczasem znalazłem korespondencję jej i osoby nazywanej "sponsorem" sad Nie chcę opisywać co wtedy przeżyłem. W telegraficznym skrócie korespondencja jednoznacznie wskazywała na to, że:

- nigdy jej nie dotknął
- spotkali się raz czy dwa razy i dostała od niego 600 zł

Dalej nie czytałam... Gdybym podała w odpowiedzi na Twój post już na poczatku taka ewentualność, spalilibyście mnie na stosie.

Tego nie wiem. Ale co chciałaś przez to powiedzieć?

O tu masz przykłąd tego, że nie wnioskujesz z kontekstu sytuacyjnego i nie stworzyłeś "modelu umysłu" autorki. Autorka nie pisze LITERALNIE i już jest problem. To nie są żarty.

23 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2014-12-30 16:46:27)

Odp: Ona odeszła
dantezg napisał/a:

Moja ex tez sie wydawala niewinna, krucha i urocza istota. Tydzien przez zerwaniem płakała mi leżąc na nogach tak, że miałem plame jakbym herbate rozlał, że chce już dziecko, rozmowy o ślubie. Dzień przed zerwaniem przytuliła mnie mówiąc jak bardzo kocha ( chyba było to przytulenie na pożegnanie ), była mi najbliższą osobą na świecie. Spędzałem z nią każdą wolna chwile i noc. Zasypiałem sie i budziłem obok niej, jak jechała do rodzicow na 2 dni pierwszy raz to płakała mi po 2h do słuchawki jak bardzo teskni ( dodam, że to miesiąc przed rozstaniem ). Planowała życie ze mna, mieszkała ze mna.

W takim razie możliwe, że przeżyłeś to samo i pewnie rozumiesz co czuję.

dantezg napisał/a:

Ja w sumie moge zadzwonic czy napisać, ale po co skoro i tak nie odbierze ani nie odpisze.

Podobnie ja mogę do niej napisać czy zadzwonić, ale prawdopodobnie nie odbierze, nie napisze, albo odpisze jej facet lub kolega jak to już bywało. Szkoda tylko, że gdy ona miała problem ja zawsze odbierałem i odpisywałem i tego nie pamięta, ani nie docenia. Szkoda też, że wymagała ode mnie tego abym zawsze był przy niej i abym jeszcze potwierdził to zaręczynami i ślubem, a sama nie dotrzymała nawet ułamka wierności którego domagała się ode mnie.

dantezg napisał/a:

Ciesz sie, że tak jak ja nie usłyszałeś dzień przed wigilią, że jesteś cytuje " frajerem, piz*ą, popierd*lencem, ciotą, niedojdą życiową, błaznem, pośmiewiskiem, że byłem zdradzany i jej z tym dobrze, że mam spie*dalac, odwalic sie, ze mna gardzi, "

Usłyszałem kilka przykrych słów na mój temat i na temat naszego związku, ale fakt nie były tak ostre. Właściwie to bardziej przysporzyły mi wątpliwości. Pisała coś o moim strachu, braku szaleństwa, monotonii. To samo jednak ja mógłbym jej wypomnieć. Sądzę, że były to raczej argumenty na "odczep się". Kilka razy stwierdziła, że zachowuję się jak psychopata, nie potrafiąc jednak podać żadnych sensownych argumentów na poparcie takiej tezy. Pewnego razu napisała mi:

"teraz widze ze naprawde jestem szczesliwa a ty mi szczescia nie dawales widocznie"

I jak czytam to teraz to mnie to nie rusza. Nie ma w tym przekonania i wiary. Ani w to, że jest "naprawdę" szczęśliwa, ani, że nie dawałem jej szczęścia. Widocznie? To powiedzmy sobie jasno dawałem czy nie?

Wiem, że ona wolałaby to wszystko zrobić ze mną. Ślub, dziecko. Byłem zawsze przed tym "przyjacielem" i pozostałbym nadal, gdybym uległ jej zachciankom oraz miał inne zapatrywania na życie w najbliższej przyszłości. Wiem też, że ślub i zajście w ciążę to były prawdopodobnie tylko niemal mechaniczne konsekwencje planów jakie sobie ustaliła. I ona nie będzie z nim długo szczęśliwa.

Po części mi jej nawet żal. Że zawiodła się na mnie. Że nie poukładałem wszystkiego tak jak chciała, że być może nie pozostawiłem jej wyboru. Chciałbym wiedzieć czy ona tak naprawdę jest szczęśliwa. I chciałbym wiedzieć, że gdy już nauczy się normalnie żyć i pozbędzie złudzeń ktoś następny kto przy niej będzie będzie kimś takim jak ja, bo na pewno nie będę to już ja. Bo to wiem na pewno, że takiej osoby jak ja potrzebuje i potrzebowała, niezależenie od tego co bredziła w złości po rozstaniu. Reasumując miewam niekiedy nawet poczucie winy za to co się stało, choć to nie ja to skończyłem.

dantezg napisał/a:

wiecej nie pamietam tak z głowy...a teraz sobie jedzie w góry z nową zabawką  i bedzie robila chwile po rozstaniu obieg zamknięty z kimś nowym, a do tej pory robiła to już pewnie dziesiątki razy w "naszym" domu chwile po rozstaniu, gdzie do samego konca wpajala mi ze nie wyobraza sobie jakby mialo mnie nie byc w naszym mieszkaniu, bo wszystko mna pachnie.. To dopiero boli człowieku.

Też pamiętam te teksty o tym, że nawet jej poduszka pachnie mną i, że tęskni za mną. Szkoda tylko, że takie bezmyślne kobiety pozbawiają nas w ten sposób tej romantycznej treści związku, bo nie sądzę, że takie słowa usłyszane kiedyś od innej kobiety będą dla mnie miały jeszcze jakiś emocjonalny ładunek.

Marcjano napisał/a:

To osobny szeroki temat. Nie będę go podejmował w tym wątku, bo nie chcę żeby zdominował dyskusję. Jednak moja niechęć do posiadania dzieci nie ma nic wspólnego z egoizmem ani miłością do kogokolwiek.

Ty nie chcesz podejmować tego wątku, a ten wątek i oświadczyny są jednak chyba kluczem upadku Twojego związku. Kobieta czekała czekała i się nie doczekała. Może myślała, że zmienisz swoje poglądy, ale nie zmieniłeś. Odeszła więc. Tak ja to widzę.

Nie chcę uzasadniać szerzej ani tłumaczyć skąd wzięły się moje poglądy i niechęć do posiadania dzieci. To nastąpi w innym wątku. Natomiast w kontekście rozpadu mojego związku, jak najbardziej wydaje się to istotny temat.

Marcjano napisał/a:

Do ostatnich dni chciała abym jej się oświadczył.

I jak już wyżej napisałem nie doczekała się. A nie da się czekać w nieskończoność

Nie da się też opierać związku i miłości na czekaniu na oświadczyny. A jeżeli ktoś tak właśnie robi to jego miłość jest gówno warta i nie zasługuje na żadne oświadczyny.

Marcjano napisał/a:

A dzisiaj nie mogę do niej nawet napisać smsa czy zadzwonić. Pogadać.

A niby po co? Nie jest już z Tobą. Ma męża i oczekuje dziecka, które Ty jej nie chciałeś dać.

Po to, że łączyło nas coś wyjątkowego i byliśmy najbliższymi sobie osobami na świecie. Po to bo życie to nie jest wymiana handlowa, a uczuć nie wymazuje się gumką. I jak się mówi komuś, że się go kocha to powinna stać za tym jakaś odpowiedzialność? Jakaś deklaracja?

Czy dla Was do cholery liczą się już tylko te pie***one papiery z urzędu stanu cywilnego? I tylko to zobowiązuje do czegokolwiek?

24

Odp: Ona odeszła
osobliwy nick napisał/a:

W takim razie możliwe, że przeżyłeś to samo i pewnie rozumiesz co czuję.

Nie to samo, ale podobna sytuacje. Moja eks jak narazie zachwyciła się nowym chłopakiem. Nie wiem, może to jego auto może to maybelline. Nie wnikam.


osobliwy nick napisał/a:

Podobnie ja mogę do niej napisać czy zadzwonić, ale prawdopodobnie nie odbierze, nie napisze, albo odpisze jej facet lub kolega jak to już bywało. Szkoda tylko, że gdy ona miała problem ja zawsze odbierałem i odpisywałem i tego nie pamięta, ani nie docenia. Szkoda też, że wymagała ode mnie tego abym zawsze był przy niej i abym jeszcze potwierdził to zaręczynami i ślubem, a sama nie dotrzymała nawet ułamka wierności którego domagała się ode mnie.

Moja też ode mnie tego wymagała i być może przez to właśnie, że im to dawaliśmy na każdym kroku nie musiały więcej nic osiągać w związku. Były ponad wszystko, ponad swoje życie itd...jak sie odpłaciły wiemy obydwoje

osobliwy nick napisał/a:

Usłyszałem kilka przykrych słów na mój temat i na temat naszego związku, ale fakt nie były tak ostre. Właściwie to bardziej przysporzyły mi wątpliwości. Pisała coś o moim strachu, braku szaleństwa, monotonii. To samo jednak ja mógłbym jej wypomnieć. Sądzę, że były to raczej argumenty na "odczep się". Kilka razy stwierdziła, że zachowuję się jak psychopata, nie potrafiąc jednak podać żadnych sensownych argumentów na poparcie takiej tezy. Pewnego razu napisała mi:

"teraz widze ze naprawde jestem szczesliwa a ty mi szczescia nie dawales widocznie"

I jak czytam to teraz to mnie to nie rusza. Nie ma w tym przekonania i wiary. Ani w to, że jest "naprawdę" szczęśliwa, ani, że nie dawałem jej szczęścia. Widocznie? To powiedzmy sobie jasno dawałem czy nie?

No widzisz. Moja ex ma charakterek i nawet bedac w zwiazku czesto używała takich w miare wulgarnych słow, ale to nei odnosnie mnie. Mowila tak na codzien. Jak pokazywalem po zerwaniu ze mi zalezy, to zjechała mnie z gleba po całości, uwazam ze zachowala sie nieludzko. Bo raz, ze wiedziala dobrze jak mnie skrzywdzila, dwa ze jednak bylismy ze soba x czasu i "kochalismy sie" i ja jej w zyciu nic zlego nie zrobilem.

25 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-12-30 18:44:20)

Odp: Ona odeszła

Nie da się też opierać związku i miłości na czekaniu na oświadczyny. A jeżeli ktoś tak właśnie robi to jego miłość jest gówno warta i nie zasługuje na żadne oświadczyny.

Widzisz. To jest Twoje podejście. Ale weź pod uwagę, że inna osoba może mieć inne. Odwrotne. I wcale nie będzie się chciała dostosować. To, że tak myślisz o miłości nie oznacza, że jest to prawdą objawioną i każdy ma tak postępować. A wyobrażasz sobie co by się stało, gdybyś np. uległ wypadkowi a dziewczyna chciała Ciebie odwiedzić np. na OIOMIE. Nie odwiedziłaby bo by jej nie wpuścili. Takie coś jest wygodne, ale tylko do czasu jak nie ma problemów.

Czy dla Was do cholery liczą się już tylko te pie***one papiery z urzędu stanu cywilnego? I tylko to zobowiązuje do czegokolwiek?

Póki co w tym kraju jeśli chce się żyć na poważnie taki papier niestety jest konieczny, a jego brak w sytuacjach trudnych powoduje jeszcze tylko większe problemy.

26 Ostatnio edytowany przez ruffi83 (2014-12-30 23:24:24)

Odp: Ona odeszła

tak sobie czytam Wasze historie chłopaki i myślę że czasem jest tak, że kobieta poznając innego faceta, który jest lepszy od Was dajmy na to w łóżku, potrafi ją doprowadzić do niesamowitej rozkoszy, ofiarowując jej nieziemski seks - ona wtedy nawet nieświadomie porównuje swojego nowego faceta z obecnym, a w zasadzie już byłym... następuje nieodwracalny proces, podczas którego niejako automatycznie jej wszystkie uczucia po prostu zostają przelane na nowy obiekt pożądania... a dla obecnego(de facto już byłego) partnera pozostaje jedynie niechęć i ''złość'' w stylu: dlaczego on mi nie potrafił tego dać? dlaczego zmarnowałam z nim tyle czasu? nie doznała takich rozkoszy z panem X a tu pojawia się pan Y i dopiero pokazał jej co znaczy boski seks, niesamowita rozkosz, wielokrotny orgazm... itp itd... inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć takiego zachowania kobiety, która dzisiaj mówi że Cię kocha, że jesteś dla niej całym światem a jutro wyzywa Cię od ... nie będę już cytował określeń które przytoczył kolega Dante bo nie w tym rzecz:) wiem że to brzmi brutalnie, ale być może taka jest natura... natura ludzka również, jej prawa wydają się okrutne dla słabszych, mniej atrakcyjnych... ale takie są
oczywiście jest na to rada, wiele można zmienić, ale trzeba zacząć od siebie a nie od pani ex

27

Odp: Ona odeszła
ruffi83 napisał/a:

tak sobie czytam Wasze historie chłopaki i myślę że czasem jest tak, że kobieta poznając innego faceta, który jest lepszy od Was dajmy na to w łóżku, potrafi ją doprowadzić do niesamowitej rozkoszy, ofiarowując jej nieziemski seks - ona wtedy nawet nieświadomie porównuje swojego nowego faceta z obecnym, a w zasadzie już byłym... następuje nieodwracalny proces, podczas którego niejako automatycznie jej wszystkie uczucia po prostu zostają przelane na nowy obiekt pożądania... a dla obecnego(de facto już byłego) partnera pozostaje jedynie niechęć i ''złość'' w stylu: dlaczego on mi nie potrafił tego dać? dlaczego zmarnowałam z nim tyle czasu? nie doznała takich rozkoszy z panem X a tu pojawia się pan Y i dopiero pokazał jej co znaczy boski seks, niesamowita rozkosz, wielokrotny orgazm... itp itd... inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć takiego zachowania kobiety, która dzisiaj mówi że Cię kocha, że jesteś dla niej całym światem a jutro wyzywa Cię od ... nie będę już cytował określeń które przytoczył kolega Dante bo nie w tym rzecz:) wiem że to brzmi brutalnie, ale być może taka jest natura... natura ludzka również, jej prawa wydają się okrutne dla słabszych, mniej atrakcyjnych... ale takie są

Sex w związku jest ważny ale nie najważniejszy. Nie odchodzi się bo ktoś daje ci nie wiadomo jaką rozkosz w łóżku. Owszem doznania są ważne, ale dla kobiet sama bliskość z mężczyzna jest doznaniem. Czy miało się ten orgazm czy nie.
Odchodzi się bo ten ktoś jest inny lepszy. Otrzymuje się więcej miłości, zrozumienia, poświęcenia. Wiele czynników składa się na odejście do innego partnera. Kobiety myślą inaczej mimo wszystko niż faceci.

28

Odp: Ona odeszła

''Odchodzi się bo ten ktoś jest inny lepszy.''
wydźwięk tego co napisałaś jest właśnie taki... odchodzisz do innej osoby, ponieważ postrzegasz ją jako ''lepszą''... seks to tylko przykład, ale i często powód nr 1

29 Ostatnio edytowany przez starr (2014-12-31 01:06:43)

Odp: Ona odeszła

osobliwy nick
Moi przedpiścy zawarli w swoich wypowiedziach więcej niż sam bym napisał w kwestii Twojej ex...
Pozostaje Tobie teraz zająć się sobą. Jeżeli w dochodzeniu do równowagi emocjonalnej pomaga Ci pisanie, pisz do niej listy prozą, wierszem, jak Ci najbardziej pomaga, mogą być grafiki... Pisz zwykłym ołówkiem na papierze. Nie wysyłaj ich i nie czytaj - listy i ołówek spal.
Jak dalej sobie radzić ze skutkami rozstania jest opisane w tym wątku: http://www.netkobiety.pl/t67911.html
Czytaj, rób notatki, układaj plan dla siebie i go realizuj.

30

Odp: Ona odeszła
ruffi83 napisał/a:

tak sobie czytam Wasze historie chłopaki i myślę że czasem jest tak, że kobieta poznając innego faceta, który jest lepszy od Was dajmy na to w łóżku, potrafi ją doprowadzić do niesamowitej rozkoszy, ofiarowując jej nieziemski seks - ona wtedy nawet nieświadomie porównuje swojego nowego faceta z obecnym, a w zasadzie już byłym... następuje nieodwracalny proces, podczas którego niejako automatycznie jej wszystkie uczucia po prostu zostają przelane na nowy obiekt pożądania... a dla obecnego(de facto już byłego) partnera pozostaje jedynie niechęć i ''złość'' w stylu: dlaczego on mi nie potrafił tego dać? dlaczego zmarnowałam z nim tyle czasu? nie doznała takich rozkoszy z panem X a tu pojawia się pan Y i dopiero pokazał jej co znaczy boski seks, niesamowita rozkosz, wielokrotny orgazm... itp itd... inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć takiego zachowania kobiety, która dzisiaj mówi że Cię kocha, że jesteś dla niej całym światem a jutro wyzywa Cię od ... nie będę już cytował określeń które przytoczył kolega Dante bo nie w tym rzecz:) wiem że to brzmi brutalnie, ale być może taka jest natura... natura ludzka również, jej prawa wydają się okrutne dla słabszych, mniej atrakcyjnych... ale takie są
oczywiście jest na to rada, wiele można zmienić, ale trzeba zacząć od siebie a nie od pani ex

Jezeli chodzi o sex to szczerze watpie, ze moja ex miala nawet możliwosc ( chodzi oczywiscie o jakis fizyczny kontakt ), poniewaz raczej do samego końca wiedzieliśmy o każdym swoim ruchu. Nie bylo zadnego wychodzenia bez siebie, spotkan z kolezankami itp...emocjonalna zdrada jak najbardziej. ( to tylko moje domysly, ale wiem jak wygladal moj zwiazek i naprawde watpie, zeby miala do tego okazje i nie staram sie jej wybielac, poniewaz juz po tych akcjach z wyzywaniem przeszedl mi stan idealizowania jej ). Sexu u nas pod koniec bylo malo to fakt, z racji ze malo to jak juz do niego dochodzilo to nie byl WOW, kolejny fakt...po prostu zabraklo emocji i postanowila chyba sprobowac czegos innego...tzn ktos z boku zbajerowal. Jak dla mnie wystarczyla jedna powazna rozmowa miedzy nami nt "problemow" i temat bylby zalatwiony...dostalem czerwona kartke, bez ostrzezenia.

31

Odp: Ona odeszła

Nie odpisywałem jakiś czas, bo musiałem sobie zrobić przerwę od tego wątku.

Marcjano napisał/a:

Nie da się też opierać związku i miłości na czekaniu na oświadczyny. A jeżeli ktoś tak właśnie robi to jego miłość jest gówno warta i nie zasługuje na żadne oświadczyny.

Widzisz. To jest Twoje podejście. Ale weź pod uwagę, że inna osoba może mieć inne. Odwrotne. I wcale nie będzie się chciała dostosować.

To jasne.

ruffi83 napisał/a:

tak sobie czytam Wasze historie chłopaki i myślę że czasem jest tak, że kobieta poznając innego faceta, który jest lepszy od Was dajmy na to w łóżku, potrafi ją doprowadzić do niesamowitej rozkoszy, ofiarowując jej nieziemski seks - ona wtedy nawet nieświadomie porównuje swojego nowego faceta z obecnym, a w zasadzie już byłym... następuje nieodwracalny proces, podczas którego niejako automatycznie jej wszystkie uczucia po prostu zostają przelane na nowy obiekt pożądania... a dla obecnego(de facto już byłego) partnera pozostaje jedynie niechęć i ''złość'' w stylu: dlaczego on mi nie potrafił tego dać? dlaczego zmarnowałam z nim tyle czasu? nie doznała takich rozkoszy z panem X a tu pojawia się pan Y i dopiero pokazał jej co znaczy boski seks, niesamowita rozkosz, wielokrotny orgazm... itp itd... inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć takiego zachowania kobiety, która dzisiaj mówi że Cię kocha, że jesteś dla niej całym światem a jutro wyzywa Cię od ... nie będę już cytował określeń które przytoczył kolega Dante bo nie w tym rzecz:) wiem że to brzmi brutalnie, ale być może taka jest natura... natura ludzka również, jej prawa wydają się okrutne dla słabszych, mniej atrakcyjnych... ale takie są
oczywiście jest na to rada, wiele można zmienić, ale trzeba zacząć od siebie a nie od pani ex

A propos seksu. Ten temat też mnie nieco trapi pomimo, że mój seks z nią był udany. Mam jednak podstawy sądzić, że jej aktualny mąż robi to lepiej ode mnie sad Emilia twierdziła, że jestem pierwszym facetem od czasu jej pierwszego chłopaka z którym w ogóle ma orgazmy. I co więcej miała ich zawsze po kilka gdy to robiliśmy. Ale wdałem się kiedyś w głupią dyskusję smsową z tym jej aktualnym facetem i on stwierdził, że ona ma z nim w łóżku nie tylko orgazmy, ale i wytryski. A wiem, że była to jedna z tych nielicznych kobiet które mają wytryski. Tymczasem ze mną prawie ich nie miała. Wspominała mi kiedyś, że czasami przerywa, bo nie chce żeby to nastąpiło i się tego wstydzi. Czasami informowała mnie, że może mieć wytrysk, ale ostatecznie miała wytrysk podczas seksu ze mną zaledwie kilka razy. A z nim jak się dowiedziałem ma na porządku dziennym. Niby nic i rozkładam niepotrzebnie to wszystko na czynniki pierwsze, ale faceci do takich rzeczy podchodzą bardzo ambicjonalnie i siedzi mi to w głowie sad

starr napisał/a:

osobliwy nick
Moi przedpiścy zawarli w swoich wypowiedziach więcej niż sam bym napisał w kwestii Twojej ex...
Pozostaje Tobie teraz zająć się sobą. Jeżeli w dochodzeniu do równowagi emocjonalnej pomaga Ci pisanie, pisz do niej listy prozą, wierszem, jak Ci najbardziej pomaga, mogą być grafiki... Pisz zwykłym ołówkiem na papierze. Nie wysyłaj ich i nie czytaj - listy i ołówek spal.

Pisałem do niej listy a czasami wiersze spory okres czasu i już przestałem. U mnie to nie działało. Planowałem na początku pisać i tak jak radzisz - nie wysyłać. Sęk w tym, że nie potrafiłem tego nie robić. Gdy już do niej napisałem dokładnie zawsze to wysłałem, nawet jeżeli odczekałem jakiś czas. Przestałem do niej wysyłać listy, maile, wiersze dopiero gdy przestałem je pisać. Obawiam się, że gdybym znów zaczął je pisać, to i zacząłbym wysyłać.

starr napisał/a:

Jak dalej sobie radzić ze skutkami rozstania jest opisane w tym wątku: http://www.netkobiety.pl/t67911.html

Na której stronie? Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie przedrze się przez te 146 stron.

32

Odp: Ona odeszła
osobliwy nick napisał/a:

/.../
Na której stronie? Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie przedrze się przez te 146 stron.

Możesz mnie uważać za pozbawionego zdrowych zmysłów... :-)
Zacznij od początku... po prostu zacznij, sam się przekonasz...

33

Odp: Ona odeszła
Sponiewierana napisał/a:

Dalej nie czytałam... Gdybym podała w odpowiedzi na Twój post już na poczatku taka ewentualność, spalilibyście mnie na stosie.

Sponiewierana OK, już rozpalam ognisko Obrazek dodany przez użytkowniczkę

34

Odp: Ona odeszła
Lexpar napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:

Dalej nie czytałam... Gdybym podała w odpowiedzi na Twój post już na poczatku taka ewentualność, spalilibyście mnie na stosie.

Sponiewierana OK, już rozpalam ognisko http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech2.gif

Ty możesz smile Obrazek dodany przez użytkowniczkę Dawaj smile Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Jak ja Ciebie liubliu Obrazek dodany przez użytkowniczkę za tę poduszke! Pamiętasz? Ja też chcę taką podusię i takiego Kochanego sad

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026