netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

39 odpowiedzi16 928 wyświetleńzałożony przez O_23, 17.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 40 ]

1

Temat: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Moja historia?.
już nawet nie pamiętam gdzie był początek i co było pierwsze a co drugie. Nie mieszkamy ze sobą od 6 miesięcy prawie (pewnie to wiesz), nie żyjemy jak małżeństwo od prawie 9....teraz na dodatek Aga wróciła do Poznania (gdzie wcześniej mieszkaliśmy)  a ja musiałem się wyprowadzić.. Prawda jest taka, że zespuliśmy nasz związek obydwoje - najchętniej zapadłbym się pod ziemię z tego wszystkiego.
Po kolei - ze względów przeze mnie do dziś nie zgłębionych (nie mówie że jestem bez winy) w 5 rocznicę naszego ślubu Aga stwierdziła że "chyba mnie nie kocha" i "zastanawia się nad wyjazdem do Wawy" . Wiedziałem ze coś jest nie tak ze to słabszy czas, etc. ale myslalem - pojedziemy na wakaje odpocznie od pracy - będzie dobrze. W momencie  jak na mnie to spadło, jej słowa że chyba mnie nie kocha - to miałem różne myśli powiem tak. Nie mogłem spać, jeść, myślałem że to koniec świata. Jedyną odpowiedzią od Agi było "nie wiem" i "daj mi spokój" Stawałem na głowie żeby coś z tym zrobić - jestem zadaniowcem - ok jest akcja - trzeba działać. Ani nie chciała na terapię ani na wakacje ani na nic. Była jak czołg ? jak taran?. Grochem o ściane. Nie pamiętam już jak przeżyłem wrzesień - dużo płakałem to na bank. Psychoterapia wjechała błyskawicznie. 1 pażdziernika Aga wyjechała. DZień w którym zatrzymala się ziemia dla mnie. Koniec miłości mojego życia. Nie rozumiałem czemu, dlaczego, po co. W miedzyczasie szukałem odpowiedzi (brzydzę się sobą) - telefon Agi (zastanawiała się nad swoimi uczuciami do kolegi po weselu na którym byli razem...), spotkania z jej koleżankami. Jakieś odpryski że myśli o kimś innym, że nie może mnie znieść. Z dnia na dzień z najlepszego przyjaciela stałem się wrogiem. Z kolesia który gadał z Agą o wszystkim i konsultował wszystko - człowiekiem który dowiadywał się na końcu (np. o tym, że załatwiła sobie pracę czy mieszkanie w Waw). W ciągu krótkiego czasu z fajnego związku kompletna ruina. Nie poddałem się - telefon/ mail/ spotkania - przecież musi mi coś powiedzieć - przynajmniej czego ode mnie oczekuje. W odpowiedzi - mega agresja i złość jakbym był winien wszystkiemu (może tak było? nie wiem). W każdym razie kolejne próby spotkań kończyły się jakimś koszmarem gdzie dowiadywałem się że jestem taki i owaki, że mam jej dać spokój ? bez nadziei bez żadnej szansy. Na pytanie: czy mnie chociaż kochasz - padała odpowiedź "nie wiem czy cię kocham i nie wiem czy chcę z Tobą być" To trwało sierpień, wrzesień i październik. Bez kontaktu albo z chujowym kontaktem - jedna wielka jazda. No tu wchodzi najgorsze - czyli ja. Wątek opuszczonego mnie i biednego (jak z Hollywood) podłapała dawna (jej) koleżanka. Domyślacie się co będzie dalej...Wspólne bieganie, pomóż mi skręcić szafę, etc. W końcu propozycja wyjazdu z ekipą na krótkie wakacje - zgodziłem się (nie wiem dlaczego do dziś?). Nie wiem co sobie myślałem, że mogę być szczęścliwy, że skoro Aga mnie nie chce wykorzystam szansę, nie wiem co myślałem. Okazałem się słabym człowiekiem MAX......Wyjechałem na te wakacje i jak sami się domyślacie ? romans. Trwał równo 4 tygodnie. Zakończyłem to na początku grudnia definitywnie, bo przestraszyłem się podwójnego życia, kłamania i tego że przecież kocham Agę (wiem jak to brzmi jak to się czyta - ale takie miałem jazdy). W miedzyczasie z Agą coraz lepiej, spotkanie, dotknięcie za rękę, takie tete-a-tete małe. Przyjechała na wknd do Poznania, poszla ze mną na imprezę. Na potrzeby własnej terapii miałem termin - albo aga wróci do mnie (jak to wogole brzmi) do konca roku albo jakas decyzja. W efekcie postawilem jej ultimatum jak bylismy na nartach w swieta razem (tamten ?skok? był już zakończony definitywnie), ktore ona odrzucila. Chcialem pokazac ze jestem silniejszy i jak walne w stol ? sami rozumiecie....że nie będzie tak jak ona chce, że to nie ona teraz dyktuje warunki, tylko ja.  W każdym razie 30 stycznia jechalem do wawy z Poznania "rozstac się z Agą" - chciałem zagrać va bank. Nie wiedziałem jak (mega egoizm - teraz to widzę) mogę Agą wstrząsnąć, żeby wróciła. Nie moglem juz dluzej tego zniesc. nie wiem czy mi wierzycie ale jechalem rozstac sie kochajac ja na maxa. Popaprane. Pierwsza szczera rozmowa od 10 miesiecy - ryczenie przez 3 godziny i jedna mysl w glowie. To sie da uratowac, kocham Age i chce z nia byc. Sylwestra i nastepne dni spedzilismy razem. Bylo dobrze ale bardzo nieufnie...krok po kroku. Ja wycofalem sie z jakiegokolwiek ultimatum nie wiedzac czy ona wroci do Poznania czy nie, ona wycofala sie z mowienia o moim wyjezdzie do Egiptu (powiedzialem jej na samym poczatku z kim jade - uznalem ze tak bedzie fair) Jakos zaczynalo byc dobrze. W dniu w ktorym Aga chciala mi powiedziec o powrocie do Poznania przegrzebala mi telefon i znalazla stara FB'kowa korespondencje z tamta laska (ma-sa-kra). Byly tam slowa o milosci, uczuciu. Dalej tez mozecie zgadnac co sie wydarzylo. Wywalila mnie z chaty. Nie chce mnie znac, spotkaliśmy się dwa razy ? mowi ze chce rozwodu i chce rozstania. Jest mega agresywna. Moje kajanie się nic nie daje, kwiaty, cisza, zejście z drogi. Trudno mi pojac ogrom cierpienia jakie jej zadalem i wiem ze musze to w samotnosci odpokutowac jakos. Z calego szajsu jaki wypowoedzialem do Agi prawdziwe jest to co mowie teraz: bardzo zaluje, chcialbym to wszystko cofnac i naprawde nie potrafie wytlumaczyc wszystkich swinstw ktore zrobilem. A sa zgliszcza, na ktorych ja chce zbudowac cos nowego - a ktore Aga chce zaorac. Ma do tego pelne prawo. Chce zeby byla szczesliwa i jesli taka jest droga do tego to choc nie wyobrazam sobie zycia bez niej - nic na to nie poradze. Bede walczyl do samego konca - nie poddam sie, bo tylko tym teraz zyje, tym oddycham...Aga zgodzila sie pojsc na 3 spotkania terapeutyczne choc na nic innego - trudno mi widziec to jako nadzieja bo wczesniej powoedziala ze jej nie ma, ale byc moze odpowiemy sobie na jakies pytania i byc moze ukoi to troche jej zlosc. Na to licze - nic wiecej. 2 spotkania są za nami?
Spotkanie 1: Ciezko to widze. Aga powiedziała wprost, ze chce sie rozstac na 90% jest tego pewna. Mimo to przejdziemy przez te spotkania do konca (mam nadzieje). Terapeutka mocno sie skupila na Adze i tym ze nie mowi o swoich potrzebach. Byly lzy po obu stronach i duzo emocji, gadamy o etapach naszego kryzysu: Poznan, dziecko (mamy problem z zajściem w ciążę), zdrada. Kolejne spotkanie w poniedziałek, potem w czwartek. Najwazniejsze to co wydarzy sie na koncu chyba - jakie beda ustalenia po tych 3 sesjach. Na koncu wyszedl kwas, bo pani psycholog jest z polecenia mojej psycholożki o czym Aga sie dowiedziala (nie ukrywalem tego ale dzisiejszy meet byl pierwszy i ta laske widzialem pierwszy raz na oczy!!!!) i stwierdzila że wszystko jest ustawione przeze mnie a laska nakrecona negatywnie na Age. - rece opadaja.... Nie mam juz sil na kolejne spiskowe teorie i walke z nimi. Co ma byc to bedzie.
Spotkanie 2: Nie oceniam calosci jeszcze. Aga przyszla mocna i silna ja bylem slaby niestety. Terapeutka pozwolila nam duzo mowic i wyszlo tak, ze znaczna czesc odpowiedzialnosci jest moja. Musze to przyjac. Aga powiedziala ze nie chce zadoscuczynienia w postaci mojego powrotu/bycia z nia i checi udowodnienia ze moze byc lepiej teraz - powiedziała, ze to nic dla niej nie znaczy a sama nie wie czy w ogole mi ma cos zadoscuczyniac. Mocne i bolesne. Aga dzis miala mocna i swoja wersje tego co sie stalo. Nie chce innych spotkan poza ostatnim przelozonym na piatek. Nie wiem co bedzie dalej - przy aucie powtorzyla ze nie teskni za mna, nie chce kontaktu i tego w ogole nie widzi (na dzien dzisiejszy). 99% ze powtorzy to w piatek. Ale: wiem wiecej, wiem co ona o tym mysli wszystkim i to jest na dzis i teraz jedyna pozytywna rzecz z tego wszystkiego.
Spotkanie 3: najbliższy piątek ? Aga nie chce więcej spotkań, jedzie na narty na tydzień. Czekam co to spotkanie przyniesie i mam nadzieję, że jakieś (jakiekolwiek) rozwiązanie. Dla mnie najgorsze jest to zawieszenie ? to jest masakra?.
Co mam powiedzieć jeszcze ? najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że zakończy się to tak ? że Aga powtarza ?nie zostawiłeś mi żadnej opcji? i ?to twoja wina? ? to jej mechanizm obronny. Ma do niego prawo ? nasza historia nie jest jednak 0-1, o tym co było w czerwcu, lipcu czy październiku Aga nie chce rozmawiać. Dałem jej mocny argument do ręki ? zdradę. Tylko to dla niej się liczy i tylko wokół tego zbudowała swoją złość. Mea culpa ? z drugiej strony czuję się tak, jakbym dając jej ten argument pozwolił jej odejść. Ona chciała tego latem i jesienią ? mówiła o tym, ze mnie nie kocha. Wtedy to była sytuacja ? ja ją kocham na maxa, ona mnie nie i wszystko się rozwala (dysproporcja). Teraz jest: ja ją zdradziłem, ona mnie nie kocha ? jest winny. Jest łatwiej tak. Wróciłem do punktu wyjścia ? tego z sierpnia. Jak dawałem Adze prezent na 5-rocznicę ślubu to wypaliła do mnie ?że chyba nie chce ze mną być?. To było OSIEM miesięcy temu. Jestem znowu w tym punkcie, tyle że z bagażem zdradza cza, gnoja, chuja, wstaw tu co chcesz. Właśnie dociera do mnie to, że Aga po prostu nie chciała ze mną być wtedy i teraz. Z tą różnicą, że teraz jej jest dużo łatwiej?.
Moim podstawowym problemem jest to ze ja zepsułem to?., wina jest moja ale nie tylko. Nie jestem zdradzaczem Aga ani żadnym Casanovą. Popełniłem wielki błąd i zrobiłem Adze wielką krzywdę ? w odwecie?nie wiem bo wydawało mi się że ona mnie nie chce?.Usprawiedliwiam się. Tak czy inaczej wygląda na to, że wszystko jest już stracone. Z jednej Aga na spotkaniach mówi mi że to koniec, że nie widzi nas dalej po tym co jej zrobiłem. Ja przyjąłem taktykę zbitego psa i leczę doła już lekami? Aga ma władzę nad wszystkim. Spotkanie ? kiedy ona chce, rozmowa tylko zdawkowa o technicznych tematach ? nie chce mnie znać, nie chce nawet moich przeprosin sluchac. Prosze ja tylko o szanse i nie chce mi jej dac..... Tak zepsułem i chcę to naprawić ale do tego trzeba nas 2 ? ona chyba nie chce już, chyba już jest za późno. Ja uważam, że się da i mam nadzieję?.tylko to mi zostało. W każdym razie będę walczył do końca. To moja subiektywna historia ? raczej w dużym uproszczeniu. Nie muszę mówić ile osób się ode mnie odwrócilo ? łatka zdradzacza żon jest mega łatwa do naklejenia i turbo trudno  trudno schodzi.

Poradźcie - czuję się z tym bardzo samotny....

2 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-03-18 17:04:02)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

... jej słowa że chyba mnie nie kocha .... Nie rozumiałem czemu, dlaczego, po co. ... telefon Agi (zastanawiała się nad swoimi uczuciami do kolegi po weselu na którym byli razem)....

Ona miała z nim romans, czy ja dobrze rozumiem ?

O_23 napisał/a:

... mega agresja i złość jakbym był winien wszystkiemu (może tak było? nie wiem). W każdym razie kolejne próby spotkań kończyły się jakimś koszmarem gdzie dowiadywałem się że jestem taki i owaki, że mam jej dać spokój? bez nadziei bez żadnej szansy. Na pytanie: czy mnie chociaż kochasz - padała odpowiedź [color=red]"nie wiem czy cię kocham i nie wiem czy chcę z Tobą być" ...

Wg mnie wtedy jej przeszkadzałeś bo był ktoś inny

O_23 napisał/a:

...Wywalila mnie z chaty. Nie chce mnie znac, spotkaliśmy się dwa razy ? mowi ze chce rozwodu i chce rozstania. ....

Sadzę, że to prawda

O_23 napisał/a:

...Aga chciala mi powiedziec o powrocie do Poznania przegrzebala mi telefon i znalazla stara FB'kowa korespondencje ...

Czy jesteś pewien, że chciała wracać ?
Wg mnie Pani na usprawiedliwienie swoich czynów szukała czegoś na Ciebie i znalazła.

3

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Nie wiem tego czy kogoś miała na 100 % czy tylko się zastanawiała nad kimś.....

Z najlepszej kumpeli - zostałem odsunięty na sam koniec łańcucha i do dziś nie znam prawdy. Tak - dociera to do mnie, że mnie nie chce powtarza w kółko, ze nie zostawiłem jej wyjśćia, że nie ma wyboru.

Kwestia zepchniętej odpowiedzialności za wszystko. Nie liczy sie nic co było wczesniej, tylko fakt że "szukałem pocieszenia". Kończą mi się opcje - wykorzystałem już chyba wszystkie. A czekanie nie jest tutaj żadną opcją wg mnie bo przez to nie funkcjonuję normalnie...


Cięzko jest.....

Dzięki że przeczytałeś/aś ten długi elaborat.

4

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

strasznie wszystko się powaliło, najpierw Ona Cię odtrąca później Ty kochasz ale idziesz do łóżka z inną...ludzie za łatwo ze wszystkiego rezygnują zamiast zwyczajnie próbować naprawić. No cóż jedno wydaje mi się "pewne" mianowicie to, ze wtedy gdy Ona mówiła, że nie wie czy kocha to ktoś w jej życiu był (może ten kolega). Wiem na pewno bo mój mąż w chwili gdy poznał kogoś fascynującego zaczął mieć wątpliwości i od tej chwili nie wiedział czy kocha, raz kochał, raz nie wiedział, do czasu gdy nie było nikogo na horyzoncie wiedział co czuje. Reasumując...może Ona badała jak się sytuacja rozwinie, może i wtedy Ty dałeś Jej niezaprzeczalny (dla Niej) powód do zakończenia tego wszystkiego...czy walczyć dalej o to nie wiem, jeśli myślisz, że wykorzystałeś wszystkie możliwości może to znak, że trzeba odpuścić. Myślę tak ponieważ ja próbowałam wszystkiego żeby otworzył oczy dopóki mnie nie zdradził fizycznie ale po tym już nie byłam taka pewna aż w końcu powiedziałam, że może spadać, droga wolna ale On (już ponoć tuż po wszystkim z tą laską) wiedział, że to błąd i zaczął "walczyć o nas", tyle, że ja chyba teraz żałuję, że tak długo próbowałam starałam się i mi się udało ale chyba tego nie chcę...myślę, że możesz się czuć podobnie. Chodzi o to, że za dużo starania, za dużo wszystkiego, za dużo żalu i krzywd z każdej strony...dasz radę później to udźwignąć za Was oboje...bo będzie ciężko...

5

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

teraz żyję w świecie iluzji, tego że mogę zrobić wszystko żeby to uratować że jestem inny, że dam radę.

Ale ona jest nieprzejednana - twarda i stanowcza. To jej mechanizm obronny. Zaczyna docierać do mnie to, ze każdy musi pójść w swoją stronę i po prostu zacząć żyć. Mam jeszcze wolę walki, ale jeśli nie ma żadnego sygnału co do jakiejkolwiek najmniejszej szansy....nic - nie ma po prostu nic.

Nie wiem - cały czas obija mi się po głowie jej zdanie "skoro ja na chwilę odeszłam a ty byłeś zdolny zrobić to, to i to - znaczy że nic nie było, że to TY dokonałeś wyboru za nas..." w środku, w sercu nie zgadzam się z tym bardzo. Nie potrafię jej wytłumaczyć jak bardzo mnie zraniła tym że nie chciała tego ratować - że nie chciała nic z tym zrobić, że planowała życie beze mnie.

Czy ja się zemściłem - raczej nie. Okazałem się po prostu słaby - trafił się ktoś kto mnie wysłuchał, powiedział że jestem wartościowym facetem, że może być inaczej. I było - na chwilę ale było. Ból wrócił bardzo szybko - bo nie da się zapomnieć prawdziwej miłości + do tego doszło poczucie krzywdy jakie jej zrobiłem zdradzając. Nie jest wytłumaczeniem że to był niecały miesiąc, że to zakończyłem, że wiedziałem że chcę być tylko z Agą.....

Alea iacta est  -  stało się. Nie ma miejsca na wybaczenie u niej. Wróciiśmy do punktu wyjścia - do 14 sierpnia (naszej rocznicy) kiedy powiedziała mi że mnie nie kocha...przepraszam, że "nie wie czy mnie kocha".

Jeśli nie ma miejsca na wybaczenie - znaczy że nie ma miłości żadnej. Jest złość, żal i smutek. Nie da się już wydobyć nic więcej z tego. Jest to bardzo smutne i przykre ale walczę do końca, chyba dla samego siebie już. Nie jestem z tych co się poddają jak mi zależy.

Walka ta jest z góry przegrana - wiem o tym i staram się z tym faktem oswoić jakoś. Jest to mega trudne i nadzieja zawsze umiera ostatnia. Wszyscy moi przyjaciele którzy zostali mówią mi, że nawet gdyby to z jej charakterem nie uniesiesz tego - nie dasz rady i to tylko przedłużanie agonii.....

Wiem, ze mają rację. Ale miłość - ta prawdziwa - jest naprawdę ślepa. Poza tym miłość wybacza i jest łaskawa - pamiętajcie o tym...

O.

6 Ostatnio edytowany przez vinnga (2015-03-18 10:13:10)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Na forum nie ma obowiązku wypowiadania się. Jak się nie ma nic do powiedzenia, to nie należy zabierać głosu. Mod. Vinnga

7

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Jojczenia?


Życie mi się zawaliło - odważyłem się i opisałem swoją sprawę, swoje rozterki a zamiast tego dostaję anonimowo (bo przecież internet taki jest) kopa własnie w jaja że dziecka nie moge spłodzić. Ciekawe czy powiedziałabyś mi to w twarz czy bezpieczniej jest to zrobić za pomocą klawiatury.

Zawsze jest ryzyko, że znajdą się tacy ludzie którzy chcą jeszcze kopnąć leżącego - no i proszę mam. Czy jesteście wstanie mi przez to dokopać, pogrążyć - nie. Wystawiacie sobie wizytówkę i to wszystko.

Podzieliłem się problemem najważniejszym dla mnie w życiu a nie jojczeniem. Przelałem swoje myśli na papier/na klawiaturę - zamiast tego dostałem tekst że nie mam jaj.

Dzięki - to na pewno rozwiązuje mój problem. Gdziekolwiek jesteś - nie życzę Tobie, żebyś miała (żebyście miały) takie problemy jak ja i żeby zawaliło Wam się życie. Po prostu nie życzę wam tego.

Dziękuję natomiast za słowo wsparcia i rodzaj obrony mnie. Są ludzie, którzy rozumieją co to znaczy jak wali ci się życie na głowę.

Pozdrawiam serdecznie

O.

8

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

O_23, z Twojego opisu sytuacji wynika, ze ta zdrada to taka nie-zdrada. Formalnie - zdrada, ale gdyby nie łączył was ślub - żadnej zdrady by nie było. Bo Aga związek wcześniej zakończyła - w dziwny, nieuczciwy, niedojrzały sposób.
Niestety, ta Twoja "zdrada" sprawiła, że z ofiary stałeś się winnym. To świetny motyw na usprawiedliwienie jest wstrętnego zachowania wcześniej. Gdzieś się przewinęło, że "myślała o kimś innym". Jej można, a Tobie nie? Ona była pierwsza smile

Wiem, że nie to chcesz usłyszeć, ale wątpię czy to można uratować. Aga postanowiła związek zakończyć (nieprawda, że po "zdradzie" - ona postanowiła już wcześniej). Wyprowadziła się, pozostawiła Cię bez informacji, bez wyjaśnień, bez przyszłości. Ot - siedź sobie i czekaj nie wiadomo na co? Z boku jej zachowanie wydaje się być zdecydowanie bardziej podłe niż Twoja "zdrada" w czasie, kiedy ona ewidentnie się z Tobą rozstała. Ale Twoje zachowanie jest dla niej świetną wymówką - czymś, wokół czego zbuduje całą ideologię rozstania, do którego doszło znacznie wcześniej i z jej decyzji.

9 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-03-18 11:09:20)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
vinnga napisał/a:

... Aga związek wcześniej zakończyła - w dziwny, nieuczciwy, niedojrzały sposób. ... Twoja "zdrada" sprawiła, że z ofiary stałeś się winnym. To świetny motyw na usprawiedliwienie jest wstrętnego zachowania wcześniej. .....

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

10

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

I taka jest prawda. Byłam z facetem 10 lat, zostawił mnie w listopadzie, dwa tygodnie temu kiedy mieliśmy to naprawic okazało się że w międzyczasie spał z inną. Na początku wpadłam w ferie, cierpiałam z tego powodu niesamowicie,  powiedziałam że nie wybacze. Później uspokoiłam się i stwierdziłam, że przecież faktycznie my ze sobą nie byliśmy. Powiedziałam mu że mogę to wybaczyć, on sam nazywa to zdrad...  Tylko ze co śmieszne on sam nie wie czego chce. Być ze mną czy być z nią. To boli co zrobił, ale ja już sama wien że zdrada to nie jest.

11 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-03-18 15:45:01)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
EeeTam napisał/a:

Na forum nie ma obowiązku wypowiadania się. Jak się nie ma nic do powiedzenia, to nie należy zabierać głosu. Mod. Vinnga

Wbrew temu co Tobie się wydaje to był bardzo merytoryczny wpis mający skłonić faceta do spojrzenia na siebie z boku. Bo jaka jest sytuacja? Kobieta go zostawiła, był wolnym człowiekiem, przespał się z inną - jego prawo, a teraz jojczy, że zdradził - dał sobie wcisnąć poczucie winy. Do tego lata jak kot z pęcherzem za panią niestabilną emocjonalnie, zamiast zwyczajnie iść swoją drogą. Po prostu - on nie umie postawić jej i sobie granicy, tej granicy, której przekroczenie oznacza koniec związku. Zapomniał, że jak człowiek sam się nie szanuje, to nikt go szanował nie będzie...

O_23 napisał/a:

Zawsze jest ryzyko, że znajdą się tacy ludzie którzy chcą jeszcze kopnąć leżącego - no i proszę mam. Czy jesteście wstanie mi przez to dokopać, pogrążyć - nie.

I tu masz rację - nie jestem w stanie Cię skopać, bo sam zrobiłeś to już tak dokładnie, że nie bardzo jest do czego but przykładać. Tak, skopałeś sam siebie doszczętnie.
I nie jestem kobietą.

12

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Tak zgadza się - Aga zakończyła ten związek wcześniej.

Nie - Twój post stary nie był kubłem wody, tylko ocierającym się o podłość zagraniem, które miało co wg Ciebie - przywrócić mnie do pionu?
Nawet jeśli jesteś psychologiem to wiesz, że tak to nie działa. Po prostu słabe.

Masz rację - dałem sobie wcisnąć poczucie winy, ale nie jest tak że się nie szanuję wcale...

Piszę już to wszystko z perspektywy czasu - po wyjściu z tego doła i potrafię wszystko ocenić dość trzeźwo. Może potrzebuję też oceny z zewnątrz - ale na pewno nie tak brutalnej.

Wszyscy macie rację - ten związek nie istnieje i w piątek będzie jego ostatni akord - ostatnie spotkanie z terapeutą, które mam nadzieję przyniesie rozstrzygnięcie.

Póki co chcę się z Wami podzielić moim przygotowaniem do niego. Mam listę winy/pretensji, którą chcę wygłosić - mam do tego prawo - jest to mój rachunek sumienia za wszystko.

Ostatnie spotkanie/podsumowanie

- czego się dowiedziałem od Agi?

1. Aga została przeze mnie bardzo skrzywdzona ? nie widzi możliwości bycia razem,
2. Mój powrót i pokazanie jej nowego ?ja? nie będzie dla niej żadnym zadośćuczynieniem,
3. Aga mi nie ufa absolutnie ? uważa mnie za kłamcę i twierdzi że mnie nie zna,
4. Aga uważa, że nie pozostawiłem jej wyboru ? że nie ma żadnego innego wyjścia z tej sytuacji poza rozstaniem,
5. Aga uważa, że nie byłem dobrym mężem ? nie spełniałem jej oczekiwań nie będąc dla niej wystarczającym oparciem ?  oraz nie rozumiałem jej potrzeb.
6. Aga uważa, że sprawy Poznania, dziecka, jej wyprowadzki należy traktować oddzielnie w stosunku do mojej zdrady w listopadzie ? ?tamto już przegadaliśmy?.
7. Aga uważa, że nie słuchałem jej ? nie robiłem tego przed czym mnie ostrzegała lub czego ode mnie oczekiwała
8. Aga uważa, że rozstałem się z nią definitywnie 30 grudnia ze względu na nowy związek.
9. Aga uważa, że dysponuje faktami które wskazują na to że zaangażowałem się uczuciowo w nowy związek.
10. Aga uważa, że taki stan ?zawieszenia? nie jest dla nas dobry w żadnym aspekcie.
11. Aga nie chce mojego kontaktu, spotkań, telefonów, wiadomości, kolejnych spotkań na terapii ? odczytuje to jako brak chęci na ratowanie tego związku.
12. Że wybacza mi sex i fizyczność, ale nie wybacza mi uczuć i zaangażowania (których nigdy nie było - mój przypis).

- z czym się nie mogę (trudno mi) pogodzić?

1. Z tym, że ?nie wie czy mnie kocha? i ?nie wie czy chce ze mną być? (nie wiedziała, nie chciała)
2. Z tym, że nie chciała ratować/naprawiać związku na miejscu ? razem i zamiast tego podjęła (egoistyczną) decyzję o wyjeździe
3. Z tym, że nie była wobec mnie szczera ? że nie wiedziałem o niczym co się dzieje w jej głowie, jej planach ? jej przemyśleniach i jej staraniach o pracę w Warszawie/mieszkanie/ucieczkę
4. Że wg mnie myślała o kimś innym i były inne czynniki poza ?nami?, które zadecydowały o jej wyjeździe.
5. Że nie wyjaśniła mi tego, że mówiła nie wiem i daj mi spokój/zostaw mnie.
6. Że nie chciała kontaktu ? była zła i agresywna jak się spotykaliśmy, mówiła mi jaki ja jestem ? była pełna nienawiści do mnie. Nienawiści, której nie rozumiałem.
7. Z tym, że znaleźli się w jej życiu inni ludzie ? ważniejsi z którymi dzieliła wszystko a ja nie wiedziałem nic ? nie poradziłem sobie z zazdrością,
8. Z tym, że zostałem sam ? dla mnie nagle. Z pustką i samotnością ? z tym, że wszystko miało być tak jak Aga tego chce. (tu użalam się nad sobą ale tak było - zostałem nagle sam i nie chodzi o jojczenie, po prostu było trudno).
11. Z tym, że Aga wypisała się z małżeństwa ? z czegoś od czego się nie ucieka chyba że się nie kocha (to nie są zajęcia z rytmiki że się wypisujesz),
10. Z sobą samym i tym co zrobiłem/co mną motywowało a także z tym, że zgodziłem się na jej wyjazd (nigdy się nie zgodziłem na wyjazd - mówiłem to milion razy, że jeśli chce niech jedzie - nie mam wyjścia, ale nie chcę tego),
11. Z tym, że to się kończy/rozpada i że Aga wyjdzie z tego ze ?swoją wizją? całej sytuacji i tego co się stało.
12. Że już jej nie będzie w moim życiu nigdy, że nie będziemy się razem śmiali, planowali, cieszyli się sobą, kochali się, rozmawiali o wszystkim.

- co ja myślę o przyczynach?
1. Brak komunikacji,
2. Brak uczucia/zaangażowania,
3. Egoizm i zbyt silne/trudne charaktery,
4. Przeciąganie liny ? rozdawanie kart,
5. 3-cia osoba (fizycznie, mentalnie),
6. Poznań, praca, dziecko,
7. Brak wsparcia,
8. Brak szczerości,
9. Separacja,
10. Przerzucanie odpowiedzialności ? strach przed odpowiedzialnością,
11. Upór,
12. Kłamstwo.

13 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-03-19 09:25:38)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Przestań z tą Agą ! Aga to ... Aga tamto bo zbiera się na wymioty.
Krótko:
Ona ma Ciebie "tam gdzie Pan może Pana majstra w dupę pocałować".
Otrząśnij się wreszcie. Panna świadomie pojechała po bandzie, ona prawdopodobnie od dłuższego czasu miała kochanka, zanim się wyprowadziła. Odeszła ale tak nie do końca, trzymała Cię na dystans ale na tyle blisko byś miał bielmo na oczach, byś to odbierał, że daje nadzieję.
Tak naprawdę potrzebowała swobody, chaty na spotkania z kochankiem, byś nie kontrolował jej. Mieszkając z Tobą nie mogła nieskrępowanie i w dowolnym czasie z nim się spotykać. Nie, nie na grę w Piotrusia !
Później prwdopodobnie miała kryzys z gachem, więc połasiła się do awaryjnego modelu czyli Ciebie, a Ty jak młody rekin łyknąłeś.
Potem gdy prawdopodobnie z gachem się pogodziła szukała haka na Ciebie i znalazła bo Ty w międzyczasie poszedłeś w relację z inną Panną. Tym zrelatywizowałes jej zdradę więc z czystym (wg niej) sumieniem, mogła Ciebie "pogonić". To nie ważne co się stało, ważne, ze pomogłeś jej samej się oczyścić we własnych oczach. Zdradzacze tego potrzebują i Twoja Pani to dostała. Tylko tyle i aż tyle.

To od początku jest gra, tu nie było przypadków.

Wyjaśnij mi jak chłop chłopu bo nie mogę skumać: po ch.j trzymałeś te smsiki i wiadomości od Panny ? Chciałeś coś komuś udowodnić ?

14 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-03-19 09:46:58)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

O_23
Niestety zgadzam się z Vingą i z Bulletem.
Ja nie widzę w Twojej osobie winnego faceta.
Ja widzę w Tobie ofiarę.
Twoja żona szukała pretekstu do rozstania, do zwalenia winy na Ciebie aby siebie wybielić.
Masz potwierdzenie na to w jej obecnym zachowaniu.
Wiesz, tak się zastanawiam co ona robiła jak się wyniosła do Wawy.
Pewnie zamieszkala w klasztorze i na msze chodziła.
Nie ona wreszczcie spuściła się ze smyczy i uwolniła od Ciebie bo Ty taki niedobry byłeś.
Szczerze Ci wspólczuję takiej żony.
Bo uważam, że jeżeli w małżeństwie jest coś nie tak to się o tym mówi i dopiero po tym odchodzi.
A ona pieprzyła, że nie wie czy Ciebie kocha.
Dlaczego? Bo ktoś inny był w jej zainteresowaniu.
To jest masakra.
Ja na Twoim miejscu zagrałbym vabank i przy okazji powiedziałbym, że wiem co i z kim robiła w Wawie, że masz świadków i dowody.
Nie masz nic do stracenia.

15

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

"Tak naprawdę potrzebowała swobody, chaty na spotkania z kochankiem, byś nie kontrolował jej. Mieszkając z Tobą nie mogła nieskrępowanie i w dowolnym czasie z nim się spotykać. Nie, nie na grę w Piotrusia !"


Tego nie wiem i zapewne nigdy się nie dowiem - nie chcę się tym zadręczać, bo chcę iść do przodu. Wiem, że miała też problem ze sobą i korzystała z pomocy psychologa w czasie, kiedy się nie widzieliśmy/ separacji


"Wiadomości od Panny" - przypadek, szczerze. Wyczyściłem wszystko poza Messangerem FB i włamała się do tel/ sprawdziła wszystko. Mea Culpa - to już tak od strony technicznej jakkolwiek by to nie brzmiało.


Macie rację wszyscy - zrobiłem z siebie ofiarę. Ale wiecie co to mi dało? Jedną rzecz - jako ofiara zrobiłem wszystko co było w mojej mocy, żeby to jakoś naprawić. Teraz wiem, że zrobiłem już wszystko i nie ma żadnej innej opcji. Po co/dlaczego - zapytacie się? Żeby nigdy w życiu nie mieć do siebie wyrzutów. To była miłość mojego życia - bez względu na to co zrobiła i co ja jej zrobiłem. Inaczej - co sobie zrobiliśmy. Nie wiem czy tak było w drugą stronę - raczej nie....Ale nie zawsze tak jest że ktoś kogo się kocha nad życie odwzajemnia to w 100%. Trzeba się z tym jakoś pogodzić i nauczyć żyć.

Każdy ma tutaj swój kawałek tortu jeśli idzie o winę - wiem to. Przeholowałem i z winnego przybrałem postać ofiary bo myślałem że takim działaniem ona do mnie wróci. Teraz wiem, że to był błąd - że nie powinienem tak robić. Człowiek uczy się całe życie.

"Bo uważam, że jeżeli w małżeństwie jest coś nie tak to się o tym mówi i dopiero po tym odchodzi.
A ona pieprzyła, że nie wie czy Ciebie kocha.
Dlaczego? Bo ktoś inny był w jej zainteresowaniu."
To jest masakra.

Tak - to jest największa masakra dla mnie. Szkoda, że ona wyjdzie z tego nieświadoma swoich błędów. Nie widzę tego żeby jednostronne cięcie/ egoizm - jakim był wyjazd bez pogadania ze mną uważała za swój błąd. Po prostu kolejny raz w życiu zrobiła co uważała - sama. Bez oglądania się na innych, w tym na mnie. To boli najbardziej - ale wiecie co? WYBACZYŁEM jej - sam też nie jestem bez winy i nie robię z siebie anioła. Nie chcę do wartości chrześcijańskich się odwoływać czy coś - ale wybaczyłem jej ten ból, to cierpienie, ten brak zrozumienia i jednostronność jej decyzji. Szkoda że ona wszystko chowa do worka "ale przecież zgodziłeś się"..... po prostu mechanizm obronny. Życie...

Wiem, że było uczucie do innego kolesia - nie mam dowodów i nie potrzebuję ich. Wiem, że się w nim zakochała/zadurzyła. A wesele na którym była z nim przyspieszyło jej decyzję - było dla niej katalizatorem tego co chciała zrobić. To też wybaczam - jesteśmy tylko ludźmi....Naprawdę szkoda tego związku/ nic więcej nie mogę zrobić.

Napiszę jak wyglądał koniec - który nastąpi jutro na ostatnim spotkaniu...

O.

16

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

po wszystkim. koniec. ona nie chce mnie znać/widzieć. Czuję smutek i ulgę zarazem - dziwne....

17

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

po wszystkim. koniec. ona nie chce mnie znać/widzieć. Czuję smutek i ulgę zarazem - dziwne....

A życzyłeś jej dobrego pożycia z nowym partnerem ????.
Ona perfidnie wykorzystała Twój błąd.
Teraz to ona czuje się tą pokrzywdzoną, a Ty jesteś tym który zniszczył wasz związek.
Jestem przekonany, że od dawna miała to zaplanowane i prędzej czy później odeszłaby od Ciebie.
Głowa do góry.
Nikt nikogo nie zmusi do miłości, a ona Ciebie już nie kocha.

18

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

No tak, temat napisał facet i męskie towarzystwo już klepie go po ramieniu jaki to O_23 biedny i pokrzywdzony.
Czy dla was zawsze świat jest czarno-biały?
Nikt nie zauważył, że O_23 zdradził? Nikt mu nie napisze, że zachował się jak ostatnia swi..? Serio?

O_23 przykro mi, że tak się stało. Choć ja widzę, że wina jest po obu stronach. Nie masz dowodu na zdradę. A może pojechała, bo faktycznie przestała cie kochać? Choć może nie do końca uczucie zgasło, bo jednak wróciła? Może chciała ratować? Może chciała przemyśleć?
Dziwne, że przetrzepała ci telefon, jakby już ktoś ją poinformował, że zrobiłeś skok w bok.
Wszystko to dziwne co piszesz.
Skąd ta ulga u ciebie? Podobno to miłość twojego życia? Gdybyś kochał nie zdradziłbyś. I żaden powód tego co zrobiłeś nie tłumaczy. Nawet to, że ona sama mogła zdradzić. Bo gdyby to uznać za odwet, to dla mnie to bardzo płytkie, dziecinne i małostkowe.

19

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
Aniaa34 napisał/a:

Nikt nie zauważył, że O_23 zdradził? Nikt mu nie napisze, że zachował się jak ostatnia swi..? Serio?

Nie, bo aż takiego świństwa to ja tu nie widzę. A nie należę do męskiego towarzystwa. Jak napisałam wcześniej - zdrady też za bardzo nie widać.

Aniaa34 napisał/a:

Nie masz dowodu na zdradę.

Bo nie przetrzepał jej telefonu, jak to zrobiła szanowna małżonka?
Zresztą zauważ, że on się znowu tej domniemanej zdrady praktycznie nie czepia. Ot, drobne podejrzenia, bez wielkiego wpływu na rozwój wydarzeń.

Aniaa34 napisał/a:

A może pojechała, bo faktycznie przestała cie kochać? Choć może nie do końca uczucie zgasło, bo jednak wróciła? Może chciała ratować? Może chciała przemyśleć?

Ona nie wróciła. Ona przyjechała na weekend...

Aniaa34 napisał/a:

Skąd ta ulga u ciebie? Podobno to miłość twojego życia?

Po kilku miesiącach szarpaniny i rozmyślania o jakiejś sprawie zawsze czuje się ulgę, że problem został zamknięty. Niezależnie od tego jak wygląda rozwiązanie. Po prostu człowiek, który miał dość psychicznych tortur odzyskuje jakiś element spokoju.

Aniaa34 napisał/a:

Gdybyś kochał nie zdradziłbyś. I żaden powód tego co zrobiłeś nie tłumaczy. Nawet to, że ona sama mogła zdradzić. Bo gdyby to uznać za odwet, to dla mnie to bardzo płytkie, dziecinne i małostkowe.

Bo on nie zdradził. I nie ma słowa o odwecie.
Jego żona 3 miesiące wcześniej się wyprowadziła bez wyjaśnień, wszelkie próby rozmowy zbywała słowami "daj mi spokój". Ona nie wyjechała na tydzień do przyjaciółki - ona znalazła sobie mieszkanie i pracę 300km od męża, bez poinformowania go o tym, nie mówiąc o jakichkolwiek ustaleniach tego faktu z nim. Wyprowadziła się na stałe i miesiącami kazała mu się odczepić. Ewidentnie go porzuciła, więc gdzie tu zdrada?

Czy fakt, że facet przespał się z inną przesłania niektórym obiektywne spojrzenie?
Kobieta mogła sobie wyjechać bez słowa, zamieszkać w innym mieście, męża spławiać - i to jest ok?
A jak on, po miesiącach odbijania się od ściany, zbliżył się do innej kobiety to zrobił jej straszne świństwo? No tak, przecież powinien czekać do starości aż szanowna małżonka zaszczyci go jakimś wyjaśnieniem i może raczy powiedzieć coś na temat jego przyszłości

20

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
Aniaa34 napisał/a:

Nikt nie zauważył, że O_23 zdradził?

Ja nie zauważyłem. Wytłumacz mi jak można zdradzić nie będąc w związku, a O_23 nie był, bo żona go porzuciła?

21

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Hej wszystkim.

To nie tak, że nie widzę swojej winy, że jej wyjazd spowodowany był tylko i wyłącznie jej postawą. Jasne, że popełniłem błedy i to wiele. Przyznaję się do nich  i  potrafię je nazwać. Pewnie po części też usprawiedliwiam jakoś tą zdradę (czy to można nazwać zdradą czy nie to już oddzielny temat) - bo taka jest natura ludzka, żeby się usprawiedliwiać.

Ważne jest to co jest tu i teraz. Zadałem jej konkretne pytania
1. Czy mnie jeszcze kochasz
2. Czy uważasz że to co się stało to tylko moja wina
3. Czego ode mnie oczekujesz na tu i teraz
4. Czy możesz dać nam jeszcze jedną szansę
5. Czy myślałaś o kimś innym jak razem byliśmy


Wczoraj dostałem odpowiedzi - nie spodziewałem się żadnego przełomu i zanim je dostałem miałem jedno mocne postanowienie - zdystansować się od tego jakoś.

Oto jej odpowiedzi
1. Czuję jeszcze coś do Ciebie - kocham Cie, ale nie wiem jak (i czy to możliwe) mielibyśmy stworzyć rodzinę znowu
2. Nie - wina jest nasza, wspólna i obydwoje za to odpowiadamy
3. Niczego od Ciebie nie oczekuję
4. Nie wiem czy mogę Tobie zaufać - bardzo mnie to boli ale nie wydaje mi się że mogę to zrobić
5. Od roku zastanawiałam się czy jesteś dla mnie odpowiednim facetem a ja dla Ciebie odpowiednią kobietą

Dla mnie najtrudniejszy jest punkt 4 - na tu i teraz zamyka/wyklucza on szansę powrotu/ czegokolwiek.

Uprzedzając - wiem co pomyślą lub napiszą niektórzy - "i ty jeszcze chcesz" lub "przecież wasz związek nie istnieje, etc" "nie bądź mięczakiem"

Wszystko wiem, przyjmuję i rozumiem. Koniec z rolą ofiary - wierzcie mi - przepracowałem to. Ale nie dam zamordować tego małżeństwa swoimi rękoma. Jestem sam, mieszkam i żyję sam i na razie jest tak mi ok. Dlaczego to ja mam decydować się na ten krok  (złożenie pozwu). Po to, żeby dostała do ręki ostatni argument "i jeszcze na to wszystko się ze mną rozwiódł". Mój plan to wyciszyć się - nie pisać do niej, nie CZEKAĆ - bo to jest bez sensu. Chcę żyć i dać sobie tyle czasu, ile będę potrzebował.
Nie wiem jako oceniacie jej odpowiedzi - dla mnie są pełne sprzeczności. Kocham Cie, ale nie mogę z tobą być - zaufać....Na pewno są tam jeszcze jakieś uczucia. Osobiście uważam że jest 5% szans, że to pójdzie w kierunku zejścia się razem (a to co mogłoby być później jest jeszcze trudniejsze) ale nie dla 5% będę czekał. Nie chcę czekać - chcę żyć. Dam jej czas/przestrzeń/ciszę i spokój. Chciałbym żeby ona się nad wszystkim zastanowiła - przemyślała.

Jak przyjdzie taki moment, że będe miał dość - złożę papiery sam. Zawsze to można zrobić.

Złośliwi powiedzą pewnie że próbuję reanimować trupa - ale póki co ja nie widzę innej opcji niż dać sprawie jeszcze trochę czasu.

22 Ostatnio edytowany przez Morrissey (2015-03-22 17:04:09)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

1. Czuję jeszcze coś do Ciebie - kocham Cie, ale nie wiem jak (i czy to możliwe) mielibyśmy stworzyć rodzinę znowu
2. Nie - wina jest nasza, wspólna i obydwoje za to odpowiadamy
3. Niczego od Ciebie nie oczekuję
4. Nie wiem czy mogę Tobie zaufać - bardzo mnie to boli ale nie wydaje mi się że mogę to zrobić
5. Od roku zastanawiałam się czy jesteś dla mnie odpowiednim facetem a ja dla Ciebie odpowiednią kobietą

Wybacz, ale jej odpowiedzi odebrałeś prawidłowo: jako odpisanie by odpisać - wszak nie sa spójne i zawierają sprzeczności...
I tak, jak tu wczesniej Ci pisano: teraz Twoje "potkniecie" (rzekoma zdrada) jest dla niej wystarczajacym argumentem do scedowania całej winy na Ciebie...
Wracajac do tych "odpowiedzi", które miast wyjasniać watpliwosci - gromadzą nowe...
Punkt, który Toba poruszył - zaufanie... Wyjątkowa perfidia z jej strony - jak na moje, ponad czterdziestoletnie oko smile Co jak co, ale jakos ta panna zapomina, ze porzucanie związku bez większych powodów też jest mocnym ...nadwyrężeniem zaufania u partnera (Ciebie), bo jak mozesz sie czuc pewnie tego związku, jej, jej uczucia i więzi jeśli spotyka Cie cos takiego z jej strony? A tak marginelizowany epizod z jakimś innym facetem? Dla mnie to jest wystarczającym punktem zaczepienia, by zakończyć to małżeństwo z krestesem, bez wątpliwości... Inny facet, jakieś ukryte kontakty, odejscie... Każdemu mężczyźnie by to wystarczyło, by przejrzeć na oczy. Dlaczego Tobie to nie wystarczy? Kochasz ją? Ok, inni też kochają, ale mają też poczucie własnej wartosci. Odszukaj to też w sobie...
Jedyna formą "dania czasu" w Twoim przypadku to całkowite odcięcie sie od niej, zerwanie jakiegokolwiek kontaktu. Bez wiadomosci, smsów, telefonów... I tylko w takiej formie ..."czekanie" na jej ruch. Wątpię, aby coś się tu zmieniło, ale przynajmniej bedziesz mieć poczucie - za np pół roku, rok - składajac pozew rozwodowy, ze nie skreśliłes tego związku tak z dnia na dzień, bez refleksji, bez prób ratowania, bez dania szansy na wyprostowanie z jej strony... Raz - wówczas juz okrzepniesz i bedziesz widziec wszystko z innej perspektywy, dwa - wyzbyty bedziesz wówczas juz tych czarnych emocji, jakie Tobą obecnie szargają, trzy - potraktujesz rozwód juz tylko jako czystą foormalność kończącą oficjalnie coś, co juz dawno umarło... Piszę to wszystko, bo ja byłem w podobnej trochę sytuacji, ale juz ten swój stracony "czas czekania, czas olśnienia" (posłuchaj tego nagrania Budki Suflera...) mam za sobą...

23

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Daj sobie spokój z ta znajomością masz chyba obsesje na punkcie tej Agi.

24

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

Kocham Cie, ale nie mogę z tobą być - zaufać....Na pewno są tam jeszcze jakieś uczucia.

Wiesz ja tak kiedyś miałam. Kochałam kogoś, ale czułam, że On to wykorzystuje i powiedziałam do widzenia smile. Nie łącz mojej wypowiedzi z Twoją sytuacją, tak dodałam od Siebie. Miłość to jednak jeden z kilku fundamentów, które powinny wystąpić w związku.

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i rozmyślać. Jak oceniam Jej wypowiedzi? Sama nie wiem, znam całą historię z Twojej strony (oprę się na niej). Jednak "zdradą" pokazałeś, że nie walczysz do końca o związek jak wcześniej nas zapewniłeś. Miałeś chwilę słabości no i szybciej, czy wcześniej za nią zapłacisz - niestety życie nie zna litości. O Jej postępowaniu nawet nie chcę pisać, wolę skupić się na Tobie, abyś Ty wyciągnął dobre wnioski z tego wszystkiego.

Nie uważasz, że TROCHĘ dużo krytyki z Jej strony w związku z Twoim zachowaniem m.in. w związku? Albo na serio było tak źle, albo od pewnego czasu zaczęła być "wyczulona" na każde kłótnie, niedomówienia itp. Jak to się mówi "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie", chyba szukała pretekstów do odejścia, abyś nie chciał już walczyć - dał Jej spokój hmm.
Uważam, że Sam powinieneś dojść do wniosku, czy chcesz z Nią dalej być, nie Ona. Chcesz, aby wszystko przemyślała. Jak dla mnie Ona JUŻ ZDECYDOWAŁA to Ty masz nadzieję. Czyli składając pozew nie "zamordujesz małżeństwa własnymi rękoma", bo jak dla mnie GO NIE MA - papier nic nie znaczy! Czyny i uczucia o wiele więcej mówią o małżeństwie niż cokolwiek innego. Papier jest formalizacją związku małżeńskiego dla społeczeństwa i prawa , nic nie mówi o jego jakości.
Właśnie po co zwalasz na Nią decyzję (co dalej) o Waszym małżeństwie, jak zdecydowanie Tobie bardziej na nim zależy?

25 Ostatnio edytowany przez O_23 (2015-03-23 11:39:16)

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Jedyna formą "dania czasu" w Twoim przypadku to całkowite odcięcie sie od niej, zerwanie jakiegokolwiek kontaktu. Bez wiadomosci, smsów, telefonów... I tylko w takiej formie ..."czekanie" na jej ruch. Wątpię, aby coś się tu zmieniło, ale przynajmniej bedziesz mieć poczucie - za np pół roku, rok - składajac pozew rozwodowy, ze nie skreśliłes tego związku tak z dnia na dzień, bez refleksji, bez prób ratowania, bez dania szansy na wyprostowanie z jej strony... Raz - wówczas juz okrzepniesz i bedziesz widziec wszystko z innej perspektywy, dwa - wyzbyty bedziesz wówczas juz tych czarnych emocji, jakie Tobą obecnie szargają, trzy - potraktujesz rozwód juz tylko jako czystą foormalność kończącą oficjalnie coś, co juz dawno umarło... Piszę to wszystko, bo ja byłem w podobnej trochę sytuacji, ale juz ten swój stracony "czas czekania, czas olśnienia" (posłuchaj tego nagrania Budki Suflera...) mam za sobą..
Hej dzięki - trafiłeś w sedno. na 100%! Dokładnie to mam zamiar zrobić. 0 kontaktu, 0 wiadomości, 0 telefonów. Nie chcę tego skreślac z dnia na dzień - może to moja słabość, ale nie chcę mieć wyrzutów za pół roku czy za rok. Chcę wiedzieć/czuć że walczyłem ....

Widzę i czuję że nią targają emocje - nie mam na jej punkcie żadnej obsesji, nic a nic. Po prostu była miłością mojego życia i zepsuliśmy to obydwoje. Oceniam swoją winę dokładnie na 50% patrząc na wszystko co się zdarzyło.

Chcę okrzepnąć, chcę zacząć normalnie żyć - nie czekać więcej już, bo nie ma to żadnego sensu. Ruch po jej stronie.

To prawda - jeśli rozstać to bez złych emocji, pójść do sądu i po prostu przez to przejść. Czysta formalność. Póki co jej komunikaty są sprzeczne: nie wiem czy, kocham ale, może nie mogę może mogę.
Ten czas teraz jestem winien sobie - nie chcę robić rzeczy na już/na teraz. Nic mnie nie pogania przecież.

Dzięki że piszecie takie mądre rzeczy.

O.

26

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Wczoraj spotkałem na mojej drodze osobę, która zadała mi jedno ważne pytanie, które trochę otworzyło mi oczy.

"Za co kochasz A.?" - Opdpowiedziałem, że za spędzone chwile, za szczęście, za radość, za to że potrafiliśmy się sobą cieszyć, spędzać czas razem, być szczerzy, etc.
"Nie pytałem o to za co kochałeś Agę - pytam o to za co ją kochasz teraz, dziś..."

Wmurowało/wbiło mnie w ziemię. Dziś nie mam za co jej kochać. Odeszła, zdradziłem, ona mnie nie chce. Dziś nie mam za co jej kochać. Nagle sobie to uświadomiłem. Idealizuję, popadam w jakąś nirwanę przemyśleń o tym co było. Ważniejsze jest to co jest przecież. Nie ma nic.

Nie dostałem od niej żadnej szansy. Napisała do mnie, że nie ma żadnych oczekiwań. Jak można nie oczekiwać niczego od osoby z którą się było 7 lat. Ani tego żebym spier....ał z jej życia ani tego żebym się o nią starał. Od krzesła na którym się siada oczekuje się że będzie wygodne. A tutaj - nic, 0, żadnych oczekiwań....Strasznie to bolesne.

Dobra - znowu analizuję. W każdym razie - dotarło do mnie, że jedyne za co mogę ją kochać to fakt, że jest. Po prostu. Co będzie dalej - wiadomo. To tylko kwestia czasu.

Poczekam żeby się wyciszyć, zrozumieć lepiej, nie podejmować żadnej decyzji w emocjach. Zakładam, że ona też tego potrzebuje skoro pisze mnie "że chyba mnie jeszcze kocha". Potem - jeśli z jej strony nic się nie zmieni ja będę musiał to zakończyć i przyjąć po prostu jak facet tą odpowiedzialność.

Jezu, jak to wszystko jeszcze boli....

O.

27

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Dziś sa jej urodziny....biję się z myślami czy składać życzenia.

Ona nie chce kontaktu, ja muszę to uszanować - daję sobie czas jak pisałem, ale pomyśłałem że jak złożę życzenia to będzie to w miarę neutralne.

To jest niesamowite jak taka "oczywistość", błaha sprawa rośnie do rangi czegoś trudnego, olbrzymiego....

Mam nadzieję, że szybko się pozbieram jakoś.

O.

28

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

Dziś sa jej urodziny....biję się z myślami czy składać życzenia. ....

Oczywiście ale krótko i na temat

"Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin" nic więcej, nie podpisuj się bo nie ma potrzeby, wie od kogo

29

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

dokładnie tak zrobię!

Dzięki

O.

30

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

Odeszła, zdradziłem, ona mnie nie chce. Dziś nie mam za co jej kochać. Nagle sobie to uświadomiłem. Idealizuję, popadam w jakąś nirwanę przemyśleń o tym co było. Ważniejsze jest to co jest przecież. Nie ma nic.

Nie dostałem od niej żadnej szansy.

Owszem, idealizujesz ją. Nie rozumiem, dlaczego ciągle powtarzasz: ZDRADZIŁEM
Nie jestem pierwszą osobą, która próbuje uświadomić Ci, że Twoja żona nie była wobec Ciebie lojalna. Miałeś do niej zaufanie i nie przyjrzałeś się jej relacjom z "kolegą".
Myślę, że ta historia jest kluczem do Waszych problemów. Twój krótki romans był efektem jej odtrącenia Ciebie i odejścia. Uważam, że jej zarzuty są po prostu próbą przerzucenia winy na Ciebie - banał.
Problem w tym, że chyba jej się udało, zmanipulowała Cię, a Ty posypujesz głowę popiołem.

31

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

True - powoli sobie to uświadamiam. Jakaś logika się wkrada.

Popełniłem błędy (jak każdy) - różne, wg A. niewybaczalne (?) - w każdym razie z różnych względów od roku "zastanawiała się czy ja jestem właściwym facetem dla niej a ona kobietą dla mnie".

Miała wątpliwości i kropka. One narastały w jej głowie - być może jakoś przyczyniałem się do ich podsycania - nie wiem....Koniec końców doszło do sytuacji w której powiedziała że mnie nie kocha i nie wie czy chce ze mną być (nie wiem czy cie kocham = nie kocham cię dla mnie).

Od tego momentu ruszyła lawina wyrzutów wobec mnie. Masakra. W rezultacie jej wyjazd do Wawy - bezterminowy bez komentarza z "nie wiem" jako jedyną informacją. To BYŁ koniec tego związku. Wtedy, tam.

Brak miłości, ucieczka.... Wszyscy piszą, że był ktoś. Może. Był na pewno flirt i zauroczenie. Nie mam dowodów i nigdy się tego nie dowiem. Nie wiem też czy ma to znaczenie - czy była to przyczyna czy już skutek.

Powiem Wam forumowicze tak - ja naprawdę pomimo tego co przeszedłem myślałem, że będzie lepiej że ona wróci. Każde kolejne spotkanie odbierało mi tą nadzieję. I tu odpowiedzialność biorę ja za to co zrobiłem. Sypię głowę popiołem od tego momentu.

Patrząc na to wszystko logicznie - to nie kochała mnie jak wyjeżdzała/uciekała. Nie kochała mnie jak prosiłem o powrót/walczyłem. Raczej moja zdrada tej miłości nie wróci - bo niby jak.

Muszę to sobie powtarzać - A. mnie nie kochała. Osoba która kocha nie wypisuje się z małżeństwa, nie wyjeżdza bez słowa, nie porzuca, nie zrywa kontaktu. Osoba która kocha chce walczyć, chce naprawiać, chce wyjaśnić a dopiero później odchodzi.

Czy A. chciała od pewnego momentu o to walczyć? Wydaje mi się, że tak - że były takie sygnały, słowa, uczucie. Tylko, że wtedy ja byłem dalej od niej przez zdradę, starałem się jakoś wyleczyć z tego bólu i cierpienia.
Opamiętanie przyszło zbyt późno a brak zaufania między nami doprowadził do tego, że ona wszystko odkryła.

Nie ma już nic. Zgliszcza - łudziłem się, że da się na nich coś odbudować. Logika wskazuje, że nie jest to już możliwe. No właśnie....logika.

Pozdrawiam Was serdecznie,

O.

32

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

update:

Wyjechała na narty z jakąś ekipą. Oczywiście mocno to przeżywam, bo wyobrażam sobie nie wiadomo co....
Wiem, że nie jesteśmy razem i jest wolną osobą ale z drugiej strony powiem Wam, że te uczucia są jeszcze bardzo silne we mnie i tego się obawiam.

Odezwałem się w sprawie technicznej po jej powrocie (+ życzenia jak miała urodziny za które mi podziękowała). Bardzo szorstka odpowiedź że świetnie się bawiła, etc.

Postanowiłem chociaż spróbować i zaproponować zjedzenie śniadania wielkanocnego razem. Niestety w odpowiedzi napisała, że nie chce. To taki kolejny element tego rozkładu i końca tej historii....

Teraz napisała, że chce się spotkać pogadać o czymś  ważnym. W najbliższy czwartek - czuję, że to będzie rozmowa o rozwodzie. Boję się (jak to brzmi po tym co ja jej zrobiłem) że ktoś jest i że może postanowiła po prostu to zakończyć.
A może powód jest inny - ale rezultat ten sam.

W ogóle nie żyjemy ze sobą, nie mamy kontaktu a mimo wszystko ona mnie strasznie rani i nie wiem ile to jeszcze potrwa, ile jeszcze mam wytrzymać.

Wiadomo - pewnie tyle ile mam sił, choć najłatwiej byłoby już odpuścić i iść w swoją stronę po prostu. Czekam na to spotkanie jak na jakiś sąd ostateczny. Boże, wiem co zrobiłem i tak bardzo tego żałuję ale ja też strasznie cierpię.....

Ciężko mi mega. Wiem, że muszę przestać użalać się nad sobą.

O.

33

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Już pisałem tu parę postów wcześniej...
Wybacz, ale jesteś na dobrej drodze do bycia pacjentem jakiegoś psychologa...
Po co Ci to wszystko wiedzieć o niej? Jej wyjazdy, jej sprawy, jej życie? Jakoś - wiem, mało przyjemnie to zabrzmi - dotychczas, będąc w regularnym małżeństwie z nią ...obojetnie traktowałes kwestie jakiegoś gacha, który się kręcił za Twoimi plecami. Skoro wówczas marginelizowałeś ten ...zastanawiający" fakt, opisując tutaj - ledwo sie przesliznąłeś po zagadnieniu - a teraz tak Cie to wszystko rusza? Tym bardziej teraz wypadałoby odciąć sie od tego. Moim zdaniem szkoda, ze wykorzystałeś (bo inaczej tego nie odbieram, a i Twoja zona też inaczej tego nie odebrała) pretekst jej święta by przypomnieć się i złożyć życzenia. Niby "wypadałoby" ...ale w takiej sytuacji? Na marginesie: ja całkowicie takie okazje lekceważyłem będąc w podobnej sytuacji (wspominałem wcześniej), tym bardziej, ze ani na jotę - czy wcześniej, czy po rozstaniu - nie zrobiłem niczego kwestionującego sens dalszego związku, a widziałem jednocześnie "brylowanie" partnerki (po rozstaniu) na portalu randkowym. Odciąłem się od niej całkowicie (co trudne nie było zważywszy jej stosunek do mnie) i zerwałem jakikolwiek kontakt dla własnego zdrowia psychicznego. Fakt, czeka mnie jeszcze jedno "urzędowe" spotkanie, ale to już będzie czysta formalność...
Zastanów sie nad swoją postawą w związku, nad powodami rozpadu i odejścia małżonki. Może dostrzeżesz w końcu coś, co dotychczas przesłania Ci widmo Twojej niby-zdrady. "Niby" bo w zasadzie trudno zdradzić kogoś, kto nie kocha, nie chce być z Tobą i nie potrzebuje Cię w swoim życiu...
Jak uświadomisz sobie, ze teraz wciskana jest Ci na siłę wina rozpadu i obarczanie odpowiedzialnoscią za wszystko ...na zasadzie pretekstu dla polepszenia własnego samopoczucia - zaczniesz inaczej tu w końcu pisać...

34

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Dzięki za radę

Powiem tak - może trudno to zobaczyć na przekroju tych postów które do tej pory popełniłem, ale prawda jest taka że jest ze mną już trochę lepiej. To oczywiście subiektywne.

Co do psychologa - to pierwszą fazę mam już za sobą smile ale fakt faktem, że rolę ofiary wkręciłem sobie maxymalnie. Wiem, że ona to wykorzystuje mega głównie poprzez fakt że mnie dobrze zna.

Ja ekstrawertyk mówiący o wszystkim o czym myśle, piszący długie sms-y zapewniający i obiecujący - ona mocno zamknięta, nie zdradzająca swoich myśli tylko twardo realizująca swoje wizje. Właśnie - tu też chodzi trochę o ten egoizm, który tak bardzo mi zarzuca. Z perspektywy czasu myślę, że albo obydwoje jesteśmy egoistami albo stało się tak że ona bardziej wie czego chce dla siebie i tylko to dla niej się liczy.

Patrząc trochę z zewnątrz - sam się z siebie (czasami) śmieję. Z faceta twardo stąpającego po ziemi - który miał jedną zasadę: decyzja i realizacja. Który wiedział czego chce, w karierze w życiu prywatnym, który kochał na zabój swoją żonę i uważał że jest spełniony - został mymek. Koleś, którego znajomi już nie mogą słuchać (chyba), który przeżywa reklamy ubezpieczeń w TV bo nagle stał się wrażliwy. Mocno dostałem po dupie ale na pewno wiele mnie to nauczyło i sądzę, że będę lepszym człowiekiem - wyciągnąłem dużo wniosków z tego. Brakuje jeszcze tylko perspektywy na to wszystko - to kwestia czasu.

Co do "gacha"- może faktycznie gdzieś tam był jakiś błąd. Ale ja nigdy nie byłem zaborczy, nie ograniczałem, nie zakazywałem. Wierzyłem w miłość, w przywiązanie i szczerość przede wszystkim. Miłość znaczyła dla mnie wolność - na wyjazdy z koleżankami, imprezy, cokolwiek. Taki byłem - bo czułem wtedy że jest to zupełnie inny związek niż miałem wcześniej. Dla mnie to była wtedy taka wartość dodana - coś co wyróżnia naszą relację...

Zerwanie kontaktu? Jasne - wiem, że mnie to czeka. Zresztą ona już to zrobiła. Nie zmuszę nikogo do miłości czy nawet szacunku, którego ona mi nie okazuje. Tego też się nauczyłem. Nie wszystko zależy od nas - nie na wszystko mamy wpływ i nie zawsze możemy kształtować rzeczywistość. TO niby takie proste i naturalne, ale widać trzeba mi było przejść przez taką masakrę żeby to wszystko zrozumieć.

Nie wiem jak to wyjaśnić w temacie "odpuszczenia", może to moja wkrętka - ale wiem/czuję że ona nie jest obojętna. Wiem, że targają A. wewnętrzne emocje, tyle że to wszystko jest ukryte pod skorupą. Oczywiście ona może nigdy nie pęknie, ale dla mnie (i nie jest to żadna nadzieja czy coś) ona wysyła na maxa sprzeczne sygnały. Kocham, ale nie mogę z Tobą być. Chciałabym bardzo ale nie mogę Tobi zaufać....etc.

Albo szykuje się do rozstania albo jest tak wewnętrznie pogubiona (i ma tylko jeden argument, który przywraca ją do pionu - ten o mojej zdradzie) że nie wie co dalej. Tak czy inaczej nie mam na to wpływu. Zrobiłem już wszystko chyba. Zostaje mi tylko poczekać tyle ile ja będę chciał i mógł, żeeby właśnie te emocje opadły i wtedy liczę, że będzie to jak u Ciebie - tylko urzędowa formalność. Póki co - nie byłaby, bo ją wciąż kocham.

Wina jest mi wciskana i prawie jej się udało to zrobić. Ale prawda jest taka, że "wróciliśmy" do punktu wyjścia, w którym ona kocha, ale.... a ja ciągle wierzę w jakieś opamiętanie.
Czym innym byłaby ulga, że jest już jakaś decyzja - nawet ta najgorsza, choć i to trudno tak określić czy byłaby ona właśnie najgorsza...

Zobaczymy co będzie jutro.

Dzięki za czytanie i pisanie mądrych rzeczy.

O.

35

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Ciut podobnie jak u mnie. Po 10 latach nie wie czy mnie kocha (bo myśli ciągle o mnie raczej nie z powodu przyzwyczajenia, jestem dla niego ważna itp.) ale... Nie chce być ze mną bo jest ONA. I wie, że może żałować ale boi się ze gdyby wrócił do mnie to zastanawiał by się czy z nią nie było by lepiej. Śmieszne prawda? Myślę że Twoja A. Też ma kogoś i nie jest pewna czy z nim jej wyjdzie, czy on okaże się tym kogo chce. A jeśli nie to wtedy będzie pewna, że Cię kocha i chce z Tobą być.

36

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Może tak być a może tylko się zastanawiać.

Zadałem jej pytanie wprost na terapii - czy jest / był ktoś inny w czasie kiedy mieszkaliśmy/żyliśmy ze sobą - odpowiedź:

Od blisko roku zastanawiam się czy jesteś odpowiednim facetem dla mnie a ja kobietą dla Ciebie.

Czy ona coś wnosi? Znowu misz - masz niby tak/niby nie - "0" konkretów jak dla mnie.....Pewnie i tak się kiedyś o tym dowiem i mam nadzieję, że mnie to wtedy nie zaboli już po prostu.

A propos bólu - pomimo mojej krzywdy jaką jej wyrządziłem, to jest parę spraw których ja też nigdy nie zapomnę - pomijając sam jej wyjazd i szał w jaki ja wtedy wpadłem to najbardziej zabolało mnie to, że

- na pytanie co wynosisz z 7 lat związku dobrego ode mnie - odparła, że podróżowanie.....jakbym dostał kijem w głowę.....
- czego nauczyłaś się od O. dobrego przez czas trwania małżeństwa - tego, że nie wszystko należy planować..


Wychodzi, że jestem roztrzepanym przewodnikiem turystycznym....

Ma czy nie ma - miała czy nie miała, właściwie to teraz bez znaczenia chyba - tak sobie przynajmniej wmawiam.

37

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

koniec końców dziś spotkanie (kolejne) na którym spodziewam się info o rozwodzie od niej.

Jak się do tego przygotować po tym wszystkim? Jak to godnie znieść? Jak się nie rozkleić kiedy to takie emocje są - taki ból który ja jej zadalem i ona mnie.

Strasznie się boję, ale wiem że nie mogę prosić, kajać się, przepraszać, błagać.

Z silnego faceta jestem kompletnym emocjonalnym wrakiem....


Jak ktoś z Wami kończył tak fizycznie - mówiąc to - jak reagowaliście?

Pls, help....

38

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce
O_23 napisał/a:

Jak ktoś z Wami kończył tak fizycznie - mówiąc to - jak reagowaliście?

Pls, help....

gdy smażyłem sobie jajecznicę podeszła do mnie (bż) i poprosiła bym usiadł bo chce pogadać. Powiedziała, że złożyła pozew, że na dniach się wyprowadza.

Nie zdążyłem się przygotować na taki komunikat.

39

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

....no tak. nie da się chyba na to przygotować po prostu.

jakąś skorupę muszę sobie zbudować na to spotkanie - bo nie chcę wyjść na frajera

.

40

Odp: Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

update: mieliśmy rozmowę - A. chce rozwodu. Nie potrafi mi wybaczyć i pójść do przodu - razem. Nie kocha mnie, nie chce być razem.
Rozmowa z szacunkiem (pierwsza od dawna) - ustaliliśmy wszystkie rzeczy związane z podziałem i technicznymi sprawami. Bez kłótni, bez wyrzutów, bez kwasów.

Bardzo ją kocham - cały czas i zawsze będzie ważna w moim życiu. Dziś już nie ma żadnych niedomówień, żadnego czekania...dziś jest tylko pustka po tym co się stało.

Chcę żeby ona była szczęśliwa - naprawdę i wiem, ze nie jest to możliwe ze mną już. Nigdy. Potrzebuję teraz trochę czasu...

Fajnie byłoby wyciągnąć z tego jakąś lekcję, żebyśmy się nauczyli czegoś. Zawsze będę ją kochał i nie wstydzę się tego. To nie znaczy, że mamy być razem.

Nie da się zmusić kogoś do miłości, nie da się, żeby wywołać w kimś uczucie na siłę. Nie da się mieć kontroli nad wszystkim niestety.

Bardzo to boli, bardzo jest mi przykro i smutno - walczyłem (pomimo tego co zrobiłem) do końca - tak mi się przynajmniej wydaje. Niestety nic już nie zostało z "nas".

Poczekam i rozpocznę nowe życie.

O.

Posty [ 40 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odeszła, zdradziłem, chcę wrócić, ona mnie nie chce

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026