Moja historia?.
już nawet nie pamiętam gdzie był początek i co było pierwsze a co drugie. Nie mieszkamy ze sobą od 6 miesięcy prawie (pewnie to wiesz), nie żyjemy jak małżeństwo od prawie 9....teraz na dodatek Aga wróciła do Poznania (gdzie wcześniej mieszkaliśmy) a ja musiałem się wyprowadzić.. Prawda jest taka, że zespuliśmy nasz związek obydwoje - najchętniej zapadłbym się pod ziemię z tego wszystkiego.
Po kolei - ze względów przeze mnie do dziś nie zgłębionych (nie mówie że jestem bez winy) w 5 rocznicę naszego ślubu Aga stwierdziła że "chyba mnie nie kocha" i "zastanawia się nad wyjazdem do Wawy" . Wiedziałem ze coś jest nie tak ze to słabszy czas, etc. ale myslalem - pojedziemy na wakaje odpocznie od pracy - będzie dobrze. W momencie jak na mnie to spadło, jej słowa że chyba mnie nie kocha - to miałem różne myśli powiem tak. Nie mogłem spać, jeść, myślałem że to koniec świata. Jedyną odpowiedzią od Agi było "nie wiem" i "daj mi spokój" Stawałem na głowie żeby coś z tym zrobić - jestem zadaniowcem - ok jest akcja - trzeba działać. Ani nie chciała na terapię ani na wakacje ani na nic. Była jak czołg ? jak taran?. Grochem o ściane. Nie pamiętam już jak przeżyłem wrzesień - dużo płakałem to na bank. Psychoterapia wjechała błyskawicznie. 1 pażdziernika Aga wyjechała. DZień w którym zatrzymala się ziemia dla mnie. Koniec miłości mojego życia. Nie rozumiałem czemu, dlaczego, po co. W miedzyczasie szukałem odpowiedzi (brzydzę się sobą) - telefon Agi (zastanawiała się nad swoimi uczuciami do kolegi po weselu na którym byli razem...), spotkania z jej koleżankami. Jakieś odpryski że myśli o kimś innym, że nie może mnie znieść. Z dnia na dzień z najlepszego przyjaciela stałem się wrogiem. Z kolesia który gadał z Agą o wszystkim i konsultował wszystko - człowiekiem który dowiadywał się na końcu (np. o tym, że załatwiła sobie pracę czy mieszkanie w Waw). W ciągu krótkiego czasu z fajnego związku kompletna ruina. Nie poddałem się - telefon/ mail/ spotkania - przecież musi mi coś powiedzieć - przynajmniej czego ode mnie oczekuje. W odpowiedzi - mega agresja i złość jakbym był winien wszystkiemu (może tak było? nie wiem). W każdym razie kolejne próby spotkań kończyły się jakimś koszmarem gdzie dowiadywałem się że jestem taki i owaki, że mam jej dać spokój ? bez nadziei bez żadnej szansy. Na pytanie: czy mnie chociaż kochasz - padała odpowiedź "nie wiem czy cię kocham i nie wiem czy chcę z Tobą być" To trwało sierpień, wrzesień i październik. Bez kontaktu albo z chujowym kontaktem - jedna wielka jazda. No tu wchodzi najgorsze - czyli ja. Wątek opuszczonego mnie i biednego (jak z Hollywood) podłapała dawna (jej) koleżanka. Domyślacie się co będzie dalej...Wspólne bieganie, pomóż mi skręcić szafę, etc. W końcu propozycja wyjazdu z ekipą na krótkie wakacje - zgodziłem się (nie wiem dlaczego do dziś?). Nie wiem co sobie myślałem, że mogę być szczęścliwy, że skoro Aga mnie nie chce wykorzystam szansę, nie wiem co myślałem. Okazałem się słabym człowiekiem MAX......Wyjechałem na te wakacje i jak sami się domyślacie ? romans. Trwał równo 4 tygodnie. Zakończyłem to na początku grudnia definitywnie, bo przestraszyłem się podwójnego życia, kłamania i tego że przecież kocham Agę (wiem jak to brzmi jak to się czyta - ale takie miałem jazdy). W miedzyczasie z Agą coraz lepiej, spotkanie, dotknięcie za rękę, takie tete-a-tete małe. Przyjechała na wknd do Poznania, poszla ze mną na imprezę. Na potrzeby własnej terapii miałem termin - albo aga wróci do mnie (jak to wogole brzmi) do konca roku albo jakas decyzja. W efekcie postawilem jej ultimatum jak bylismy na nartach w swieta razem (tamten ?skok? był już zakończony definitywnie), ktore ona odrzucila. Chcialem pokazac ze jestem silniejszy i jak walne w stol ? sami rozumiecie....że nie będzie tak jak ona chce, że to nie ona teraz dyktuje warunki, tylko ja. W każdym razie 30 stycznia jechalem do wawy z Poznania "rozstac się z Agą" - chciałem zagrać va bank. Nie wiedziałem jak (mega egoizm - teraz to widzę) mogę Agą wstrząsnąć, żeby wróciła. Nie moglem juz dluzej tego zniesc. nie wiem czy mi wierzycie ale jechalem rozstac sie kochajac ja na maxa. Popaprane. Pierwsza szczera rozmowa od 10 miesiecy - ryczenie przez 3 godziny i jedna mysl w glowie. To sie da uratowac, kocham Age i chce z nia byc. Sylwestra i nastepne dni spedzilismy razem. Bylo dobrze ale bardzo nieufnie...krok po kroku. Ja wycofalem sie z jakiegokolwiek ultimatum nie wiedzac czy ona wroci do Poznania czy nie, ona wycofala sie z mowienia o moim wyjezdzie do Egiptu (powiedzialem jej na samym poczatku z kim jade - uznalem ze tak bedzie fair) Jakos zaczynalo byc dobrze. W dniu w ktorym Aga chciala mi powiedziec o powrocie do Poznania przegrzebala mi telefon i znalazla stara FB'kowa korespondencje z tamta laska (ma-sa-kra). Byly tam slowa o milosci, uczuciu. Dalej tez mozecie zgadnac co sie wydarzylo. Wywalila mnie z chaty. Nie chce mnie znac, spotkaliśmy się dwa razy ? mowi ze chce rozwodu i chce rozstania. Jest mega agresywna. Moje kajanie się nic nie daje, kwiaty, cisza, zejście z drogi. Trudno mi pojac ogrom cierpienia jakie jej zadalem i wiem ze musze to w samotnosci odpokutowac jakos. Z calego szajsu jaki wypowoedzialem do Agi prawdziwe jest to co mowie teraz: bardzo zaluje, chcialbym to wszystko cofnac i naprawde nie potrafie wytlumaczyc wszystkich swinstw ktore zrobilem. A sa zgliszcza, na ktorych ja chce zbudowac cos nowego - a ktore Aga chce zaorac. Ma do tego pelne prawo. Chce zeby byla szczesliwa i jesli taka jest droga do tego to choc nie wyobrazam sobie zycia bez niej - nic na to nie poradze. Bede walczyl do samego konca - nie poddam sie, bo tylko tym teraz zyje, tym oddycham...Aga zgodzila sie pojsc na 3 spotkania terapeutyczne choc na nic innego - trudno mi widziec to jako nadzieja bo wczesniej powoedziala ze jej nie ma, ale byc moze odpowiemy sobie na jakies pytania i byc moze ukoi to troche jej zlosc. Na to licze - nic wiecej. 2 spotkania są za nami?
Spotkanie 1: Ciezko to widze. Aga powiedziała wprost, ze chce sie rozstac na 90% jest tego pewna. Mimo to przejdziemy przez te spotkania do konca (mam nadzieje). Terapeutka mocno sie skupila na Adze i tym ze nie mowi o swoich potrzebach. Byly lzy po obu stronach i duzo emocji, gadamy o etapach naszego kryzysu: Poznan, dziecko (mamy problem z zajściem w ciążę), zdrada. Kolejne spotkanie w poniedziałek, potem w czwartek. Najwazniejsze to co wydarzy sie na koncu chyba - jakie beda ustalenia po tych 3 sesjach. Na koncu wyszedl kwas, bo pani psycholog jest z polecenia mojej psycholożki o czym Aga sie dowiedziala (nie ukrywalem tego ale dzisiejszy meet byl pierwszy i ta laske widzialem pierwszy raz na oczy!!!!) i stwierdzila że wszystko jest ustawione przeze mnie a laska nakrecona negatywnie na Age. - rece opadaja.... Nie mam juz sil na kolejne spiskowe teorie i walke z nimi. Co ma byc to bedzie.
Spotkanie 2: Nie oceniam calosci jeszcze. Aga przyszla mocna i silna ja bylem slaby niestety. Terapeutka pozwolila nam duzo mowic i wyszlo tak, ze znaczna czesc odpowiedzialnosci jest moja. Musze to przyjac. Aga powiedziala ze nie chce zadoscuczynienia w postaci mojego powrotu/bycia z nia i checi udowodnienia ze moze byc lepiej teraz - powiedziała, ze to nic dla niej nie znaczy a sama nie wie czy w ogole mi ma cos zadoscuczyniac. Mocne i bolesne. Aga dzis miala mocna i swoja wersje tego co sie stalo. Nie chce innych spotkan poza ostatnim przelozonym na piatek. Nie wiem co bedzie dalej - przy aucie powtorzyla ze nie teskni za mna, nie chce kontaktu i tego w ogole nie widzi (na dzien dzisiejszy). 99% ze powtorzy to w piatek. Ale: wiem wiecej, wiem co ona o tym mysli wszystkim i to jest na dzis i teraz jedyna pozytywna rzecz z tego wszystkiego.
Spotkanie 3: najbliższy piątek ? Aga nie chce więcej spotkań, jedzie na narty na tydzień. Czekam co to spotkanie przyniesie i mam nadzieję, że jakieś (jakiekolwiek) rozwiązanie. Dla mnie najgorsze jest to zawieszenie ? to jest masakra?.
Co mam powiedzieć jeszcze ? najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że zakończy się to tak ? że Aga powtarza ?nie zostawiłeś mi żadnej opcji? i ?to twoja wina? ? to jej mechanizm obronny. Ma do niego prawo ? nasza historia nie jest jednak 0-1, o tym co było w czerwcu, lipcu czy październiku Aga nie chce rozmawiać. Dałem jej mocny argument do ręki ? zdradę. Tylko to dla niej się liczy i tylko wokół tego zbudowała swoją złość. Mea culpa ? z drugiej strony czuję się tak, jakbym dając jej ten argument pozwolił jej odejść. Ona chciała tego latem i jesienią ? mówiła o tym, ze mnie nie kocha. Wtedy to była sytuacja ? ja ją kocham na maxa, ona mnie nie i wszystko się rozwala (dysproporcja). Teraz jest: ja ją zdradziłem, ona mnie nie kocha ? jest winny. Jest łatwiej tak. Wróciłem do punktu wyjścia ? tego z sierpnia. Jak dawałem Adze prezent na 5-rocznicę ślubu to wypaliła do mnie ?że chyba nie chce ze mną być?. To było OSIEM miesięcy temu. Jestem znowu w tym punkcie, tyle że z bagażem zdradza cza, gnoja, chuja, wstaw tu co chcesz. Właśnie dociera do mnie to, że Aga po prostu nie chciała ze mną być wtedy i teraz. Z tą różnicą, że teraz jej jest dużo łatwiej?.
Moim podstawowym problemem jest to ze ja zepsułem to?., wina jest moja ale nie tylko. Nie jestem zdradzaczem Aga ani żadnym Casanovą. Popełniłem wielki błąd i zrobiłem Adze wielką krzywdę ? w odwecie?nie wiem bo wydawało mi się że ona mnie nie chce?.Usprawiedliwiam się. Tak czy inaczej wygląda na to, że wszystko jest już stracone. Z jednej Aga na spotkaniach mówi mi że to koniec, że nie widzi nas dalej po tym co jej zrobiłem. Ja przyjąłem taktykę zbitego psa i leczę doła już lekami? Aga ma władzę nad wszystkim. Spotkanie ? kiedy ona chce, rozmowa tylko zdawkowa o technicznych tematach ? nie chce mnie znać, nie chce nawet moich przeprosin sluchac. Prosze ja tylko o szanse i nie chce mi jej dac..... Tak zepsułem i chcę to naprawić ale do tego trzeba nas 2 ? ona chyba nie chce już, chyba już jest za późno. Ja uważam, że się da i mam nadzieję?.tylko to mi zostało. W każdym razie będę walczył do końca. To moja subiektywna historia ? raczej w dużym uproszczeniu. Nie muszę mówić ile osób się ode mnie odwrócilo ? łatka zdradzacza żon jest mega łatwa do naklejenia i turbo trudno trudno schodzi.
Poradźcie - czuję się z tym bardzo samotny....