Dzień Dobry wszystkim,
Kieruję swoje pytanie głównie do mężczyzn, bo swój babski ogląd sprawy znam, stworzyłam miliard scenariuszy w głowie i powiedziałam sobie basta.
Po swoim pierwszym związku, który trwał kilka lat, lizałam rany przez rok. I nagle BUM! 4 miesiące temu poznałam fajnego człowieka. No cud, miód, maliny, istna bajka. Starał się tak jak nikt nigdy dotąd tego nie robił. Pomyślałam, że jednak może los się odwrócił i trafiłam na fajnego faceta, który wie czego kobieta potrzebuje, co należy jej dać.
Poznaliśmy swoich znajomych, ja poznałam część jego rodziny. Później wspólny wyjazd, super i nagle...klapa
Postanowił kupić mieszkanie. Odkąd taka decyzja w nim zakiełkowała - ja zniknęłam. W ciągu miesiąca widzieliśmy się dwa razy z kilkugodzinnych rozmów i miliona wiadomości zaczęłam dostawać jeden telefon dziennie. Taki zdawkowy i głównie o tym jak to nie ma dużo na głowie, jak wielu spraw nie musi załatwić, jak jest mu ciężko itp. W ostatni weekend pierwszy raz kompletna cisza. Zadzwoniłam i powiedziałam, że chciałabym porozmawiać. Co usłyszałam? Że teraz kompletnie nie da rady porozmawiać poważnie, bo ma za dużo na głowie z czym sobie nie radzi. Zostawię bez komentarza. Milczy do dzisiaj.
W ten sposób z faceta, który zachowywał się tak cudnie, nasza znajomość zakończyła się milczeniem z jego strony.
Z jednej strony, nie jestem na tyle naiwna, żeby nie wiedzieć co to znaczy - ma mnie głęboko w poważaniu. Ale jeden ze znajomych zasiał we mnie ziarno niepewności. Mężczyźni podobno czasem tak mają. Pojawia się problem, zamykają się w sobie, a od swojej kobiety potrzebują wsparcia, bo pretensje sprawiają, że wycofują się jeszcze bardziej.
Dlatego zgłupiałam, nie wiem co mam zrobić. Nie mam problemów z zakończeniem tego, chociaż w jakiś sposób jest mi szkoda.
Czy powinnam znowu zadzwonić, na spokojnie zapytać o co chodzi? Czy właśnie kompletnie zniknąć? Wiem, że lepsze dla mnie jest zakończenie, niż niepewność.
Dzięki za odpowiedzi