Witajcie, jestem w związku z chłopakiem od półtora roku. Może mój problem wyda Wam się błahy, i powiecie, że przesadzam ale ja to widzę trochę inaczej...
Od właściwie początku związku umawialiśmy się, że nie będzie żadne z nas oglądać filmów pornograficznych(rani nas to). Mój facet zapewniał mnie, że nic takiego nie będzie robił. Ja wierzyłam, pytałam czy takie rzeczy mają miejsce. A jeśli tak, to niech powie i nie będę zła.
Po ok. roku bycia ze sobą będąc u niego na weekend odkryłam na jego komputerze wiadomo co... Szok, kłótnia itd. On się bronił, że wtedy życie łóżkowe nam nie wychodziło, i musiał sobie jakoś poradzić. Po kilku godzinach nastał spokój. On płakał, mówił, że był głupi, że mnie okłamywał, i że nigdy więcej nic takiego nie będzie miało miejsca. Ok, ja uwierzyłam. Widziałam w nim skruchę, zaufałam na nowo. Związek rozkwitł. Raz była taka sytuacja, że mieliśmy małą sprzeczkę i wtrąciłam "I tak dalej to oglądasz!", on się zapierał i mówił, że nie. W żywe oczy.
Po 4 miesiącach, gdy znów byłam u niego zupełnie przypadkowo znalazłam na jego dysku te filmy... Zaczął mi wmawiać, że to stare bla bla bla. Tak, stare z datą 5 października. Znów był płacz jednej i drugiej strony, przepraszanie, i wmawianie, że już nigdy czegoś takiego nie zrobi.
Aktualnie wciąż jesteśmy razem, ale w jakiejś części jestem inna. On też to zauważa, mówi mi o tym. Cały czas mam chwiejne myśli - w jednym momencie chcę to zakończyć, ale po chwili łudzę się, że może powinnnam dać trzecią szansę. Nie mam zaufania do Niego. Wiem, że to jest błaha sprawa ale popatrzcie na to z tej strony, że dałam mu szansę a on miał, to w d*pie. Wierzyłam mu, byłam jak najlepsza, starałam się. On mi kłamał w żywe oczy. Teraz cały czas mi mówi, że trzyma się swojego postanowienia, że nie będzie oglądał tych filmów. Warto być naiwnym po raz trzeci?