Cześć
Mam ostatnio pewien kłopot z dziewczyną. Jestem w związku na odległość, mieszkamy w innych miastach. Mianowicie pokłóciliśmy się - a w zasadzie to ja zacząłem, powodem była moja natarczywość i narzucanie pewnych zasad funkcjonowania w związku - doszło do przeprosin, wysłałem list z czekoladkami, przeprosiłem jak mogłem. Najwidoczniej pomogło, ale cały układ jakby się zresetował. Wszystko jakby zaczęło się od nowa, mniej telefonów, bez całusów czy serduszek przy wiadomościach. Minęło już 11 dni od "rozpoczęcia na nowo" ale muszę przyznać, że wszystko idzie bardzo powoli.Przy ostatniej wizycie podarowałem jej łańcuszek. Do momentu kłótni nosiła go codziennie, lecz potem go zdjęła i do teraz leży w szufladzie. Wczoraj powiedziałem, że byłbym szczęśliwy gdyby go znowu założyła ona na to uśmiechnęła i się zaczerwieniła. Po jej twarzy widziałem, że jest do tego chętna. Po dzisiejszej rozmowie jednak zauważyłem, że go wciąż nie nosi. To tylko przykład. Delikatnie prawie jej komplementy bez "kocham Cie", bo wiem że nie jest gotowa odpowiedzieć to samo. Powiedziała mi niedawno, że podobam jej się moja zmiana. Rozmawia ze mną coraz częściej, chce dzwonić, zgodziła się na wieczór "razem". Problem w tym, że nie możemy spotykać się na co dzień, nawet co tydzień. Najbliższą okazją byłby sylwester, co zaproponowałem przed kłotnią, jednak teraz boje się jej o to zapytać, szczególnie że jeszcze nie "odpowiedziała" na prośbę założenia łańcuszka. Dobrze wie, że czekam z tym pytaniem i pamięta, że je zadałem. Uff. Pytanie(a) brzmi(ą): ile kobieta potrzebuje aby wszystko wróciło do normy? Kiedy mogę zaproponować wyjazd i ile mam czekać? Czy jest w ogóle nań szansa?
Sorry za spam, ale ciężko streścić jest fragment życia w poście ![]()
Pozdrawiam