Witam. Piszę w bardzo trudnej chwili, najgorszej. Czy jest w tej chwili ktoś, kto przed chwilą zakończył kłótnię, bądź rozstał się ze swoją ukochaną osobą, tak jak Ja...?
Podobne tematy
2 2014-12-12 22:17:44 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-12 22:18:51)
Witam. Piszę w bardzo trudnej chwili, najgorszej. Czy jest w tej chwili ktoś, kto przed chwilą zakończył kłótnię, bądź rozstał się ze swoją ukochaną osobą, tak jak Ja...?
A to "przed chwilą" to ...ile? Moze i ja tu sie nadam.
Co sie dzieje?
P.S.
Nie pisz, że "w najgorszej", bo zawsze moze byc gorzej ![]()
Ącka napisał/a:Witam. Piszę w bardzo trudnej chwili, najgorszej. Czy jest w tej chwili ktoś, kto przed chwilą zakończył kłótnię, bądź rozstał się ze swoją ukochaną osobą, tak jak Ja...?
A to "przed chwilą" to ...ile? Moze i ja tu sie nadam.
Co sie dzieje?P.S.
Nie pisz, że "w najgorszej", bo zawsze moze byc gorzej
Minęła godzina, od wyjścia Jego z domu... i od tego wszystkiego po raz setny
Minęła godzina, od wyjścia Jego z domu... i od tego wszystkiego po raz setny
Skoro "po raz setny" to wypada mi życzyć, aby to wyjście BYŁO JUZ W JEDNĄ STRONĘ. Szczerze...!
I nie pisz "jego" z dużej litery... Jakis to "pan i władca", ze nawet i w takiej formie bijesz mu pokłony?
Ochłoń...
Dziewczyno...
Jak możesz pisać "Jego" z dużej litery??!!! Gdzie Ty masz rozum??? On Cię wyzywa, poniża i lada chwila Cię uderzy. Bądź silna, dlaczego robisz z siebie szmatę i ofiarę???
6 2014-12-12 22:59:39 Ostatnio edytowany przez Ącka (2014-12-12 23:04:48)
Ącka napisał/a:Minęła godzina, od wyjścia Jego z domu... i od tego wszystkiego po raz setny
Skoro "po raz setny" to wypada mi życzyć, aby to wyjście BYŁO JUZ W JEDNĄ STRONĘ. Szczerze...!
I nie pisz "jego" z dużej litery... Jakis to "pan i władca", ze nawet i w takiej formie bijesz mu pokłony?
Ochłoń...
Wiesz, jesteśmy ze sobą 7 lat. Dlaczego nigdy nie umiałam go ( małą literą )zostawić? Ponieważ, zdołałam pokochać tylko go, a on mnie...przy nim czułam się bezpieczna w każdej chwili..bronił mnie przed każda sprawą, przesuwał mnie na drugą stronę ulicy, gdy tylko byliśmy przy ulicy...i robi tak do teraz. Całuje gdy śpię, gotuje, gdy jestem w pracy..Robi tak do teraz. Planuje dzieci i wspólne życie... Jednakże w tym wszystkim co piękne, wydobywa się druga twarz..twarz człowieka, który nie zasługuje nawet na to, by posiadać laptopa, papugę czy kota, działo się to z 3 razy w miesiącu, przez ostatnie dni codziennie... Mam pustkę w głowie... ale chyba już nie mam sił.
a u Ciebie, jak?
Dziewczyno...
Jak możesz pisać "Jego" z dużej litery??!!! Gdzie Ty masz rozum??? On Cię wyzywa, poniża i lada chwila Cię uderzy. Bądź silna, dlaczego robisz z siebie szmatę i ofiarę???
Widzę na każdym kroku ( oczywiście poza tym wszystkim co mnie zabija), że jest człowiekiem tak wartościowym, że marzyłam o kimś takim...jest moim ideałem - po prostu. Wiedziałam tylko, że ma problem, ale zawsze myślałam, że damy sobie radę, skoro 7 lat dawaliśmy...jednak to co teraz się dzieje...chyba już zaczynam widzieć, że nie udźwignę swoich problemów i jego... Jestem głupia, że pozwoliłam sobie na to, wiem...
8 2014-12-12 23:10:25 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-12-12 23:11:12)
Jakiez to typowe... taki on wspanialy, ideal prawie. Ma tylko jedna wade.
I ta jedna wada potrafi ci zatruc zycie...
Zlodziej, ktory przeprowadzi staryszke na druga strone ulicy tez jest wartosciowym czliwiekiem.
bela4444 napisał/a:Dziewczyno...
Jak możesz pisać "Jego" z dużej litery??!!! Gdzie Ty masz rozum??? On Cię wyzywa, poniża i lada chwila Cię uderzy. Bądź silna, dlaczego robisz z siebie szmatę i ofiarę???
Widzę na każdym kroku ( oczywiście poza tym wszystkim co mnie zabija), że jest człowiekiem tak wartościowym, że marzyłam o kimś takim...jest moim ideałem - po prostu. Wiedziałam tylko, że ma problem, ale zawsze myślałam, że damy sobie radę, skoro 7 lat dawaliśmy...jednak to co teraz się dzieje...chyba już zaczynam widzieć, że nie udźwignę swoich problemów i jego... Jestem głupia, że pozwoliłam sobie na to, wiem...
To nie kwestia głupoty - jesli już tak rozważać - a braku poczucia własnej wartości (to akurat widać mocno) i braku siły... I z czasem to narasta i narasta... Po siedmiu latach bycia z ...tak "wartościowym" (jezu...) człowiekiem stałas sie już tak wyzbyta samej siebie, że gonisz "w pietkę".
Czas najwyższy już wiecej tego "warrrrrrrrrrrtościowego" nie wpuszczać na powrót do swego życia.
10 2014-12-12 23:14:51 Ostatnio edytowany przez bela4444 (2014-12-12 23:23:35)
Zawsze u poniżanych kobiet pojawia się taki mały paradoks - Poza tym, że jest skur*****em, jest wyjątkowy.
Albo - ma drugą twarz... Nie, to ta sama jedna twarz. To zaburzenia osobowości, psychol, który sięga po coraz więcej i nigdy się nie zatrzyma. Ty możesz tylko jedno - odejść i żyć z kimś innym. Myślisz, że nie można? Można. A nawet jeśli, to wolałabym być sama do końca życia, zachować godność i zdrowie psychiczne, niż swiadomie się niszczyć i mieć pretensje do świata, że taki mój los.
Broń Boże przed dziećmi...! Wydaje mi się, że potrebujesz pomocy psychologa.
Na ile jesteś silna, aby odejśc?
Swoją drogą ciekawie definiujesz miłość.
Ącka napisał/a:bela4444 napisał/a:Dziewczyno...
Jak możesz pisać "Jego" z dużej litery??!!! Gdzie Ty masz rozum??? On Cię wyzywa, poniża i lada chwila Cię uderzy. Bądź silna, dlaczego robisz z siebie szmatę i ofiarę???
Widzę na każdym kroku ( oczywiście poza tym wszystkim co mnie zabija), że jest człowiekiem tak wartościowym, że marzyłam o kimś takim...jest moim ideałem - po prostu. Wiedziałam tylko, że ma problem, ale zawsze myślałam, że damy sobie radę, skoro 7 lat dawaliśmy...jednak to co teraz się dzieje...chyba już zaczynam widzieć, że nie udźwignę swoich problemów i jego... Jestem głupia, że pozwoliłam sobie na to, wiem...
To nie kwestia głupoty - jesli już tak rozważać - a braku poczucia własnej wartości (to akurat widać mocno) i braku siły... I z czasem to narasta i narasta... Po siedmiu latach bycia z ...tak "wartościowym" (jezu...) człowiekiem stałas sie już tak wyzbyta samej siebie, że gonisz "w pietkę".
Czas najwyższy już wiecej tego "warrrrrrrrrrrtościowego" nie wpuszczać na powrót do swego życia.
Dziękuję, że mi pomagacie, przerywam chociaż płacz na chwilę, by poczytać Wasze słowa i brać sobie je głęboko do serca.
Masz rację i to mówi mi co druga osoba. Nie wierzę w siebie, ani w swoją siłę. Od dziecka nie miałam łatwo... Mimo, że teraz słyszę " Boże dziewczyno...20 ustawi się pod Twoim domem i będzie czekało na chociaż jedno słowo, a Ty kochasz drania". No taaak, ale ja dalej swoje... Jak banalnie myślę - jak ja będę mieszkała sama, żyła, jadła, spała...jak mam sobie poradzić SAMA.
Jak sobie poradzisz SAMA?
Ja mam pytanie do Ciebie:
Jak Ty sobie radzisz z nim???!!!!!!!!!!!!!
Jak wytrzymujesz znęcanie, poniżanie, permanentny stres???
Masz problem z poczuciem wartości, to prawda, ale nawet przy niskiej samoocenie wiesz, że to jedna wielka patologia. Nie tak? Jesteś świadoma, więc teraz włącz chłodne, racjonalne działanie, bez emocji.
13 2014-12-12 23:26:22 Ostatnio edytowany przez Ącka (2014-12-12 23:28:33)
Co do definicji miłości - mogłabym o niej mówić bardzo dużo, jednak wszystko staram się skrócić.
Na ile jestem silna? Hmmm... Szczerze powiedziawszy, w swoim życiu przeżyłam tyle, że sama się dziwie, że tyle siły mam w sobie, jednak z drugiej strony jestem totalnym upadkiem, totalnym załamaniem i totalnie nie mam sił.
Facet, o którym piszę, raz mnie zostawił...ponad rok temu. Po 5 miesiącach stwierdził, że dzięki mnie, trzymał się dobrze, że jak mnie nie ma jest złym człowiekiem i nic nie osiągnie, że kocha mnie tak, że dla mnie jest w stanie zrobić wszystko, że zostawił mnie po to, abym była z kimś innym, bo on nie nadaje się do kochania, że zrobił to DLA MOJEGO DOBRA (i to akurat jest prawda...możecie mi nie wierzyć, jednak w tym całym szaleństwie jedną prawdę widzę). Czekał, aż kogoś sobie znajdę, aby mógł z daleka widzieć mnie szczęśliwą. Jednak nie wytrzymał i wrócił i jak się okazało, dalej ze swoim największym problemem.
Bez niego te 5 miesięcy, żyłam tak, aby żyć..uśmiechałam się czasem, jednakże w nocy płakałam, że chcę do niego, gdy mijałam jego dom potrafiłam beczeć na ulicy... Wiedziałam, że będę żyła dalej...ale czułam, jakbym była tylko połową siebie
Ech... Najnormalniej w swiecie potrzebuje mieć na wyłączność spolegliwą ofiarę, na której moze sobie pouzywać i odreagowywać - dzięki temu jest taki "wartościowy", bo: "że jak mnie nie ma jest złym człowiekiem".
Smutne, ze tego tyle lat nie widzisz...
15 2014-12-12 23:33:45 Ostatnio edytowany przez Ącka (2014-12-12 23:34:25)
Ech... Najnormalniej w swiecie potrzebuje mieć na wyłączność spolegliwą ofiarę, na której moze sobie pouzywać i odreagowywać - dzięki temu jest taki "wartościowy", bo: "że jak mnie nie ma jest złym człowiekiem".
Smutne, ze tego tyle lat nie widzisz...
Jak mnie nie ma jest złym człowiekiem, a jak jestem to przecież każda kłótnia i jego agresja jest moją winą, hehe...:(
ŻADNEGO znaczenia nie ma to WSZYSTKO, co jest dobrą stroną
...ta miłość, że on zna swój problem, że zostawił Cię dla Twojego szczęścia, że jest dobry itp. To się nie liczy. Liczy się sedno sprawy, nie tak?
Wypierdalaj, spierdalaj, zamknij mordę, Ty kurwo, zachowujesz się jak szmata, to wszystko Twoja wina, popierdolona idiotka, zaraz Ci przypierdolę, to wszystko Twoja wina, bo mnie wkurwiasz. Uderzenie w laptop z całej siły tak, że zaczął piszczeć na cały dom, bicie po rękach. ...
Serio? Ze tobie jeszcze zależy? Przecież to jest NIKT ten facet, to jak się zachowuje KOMPLETNE DNO ZERO!!!!! On nie zasługuje NA NIC!!!!!!!
A ty jeszcze masz wątpliwości....ehhhh
ŻADNEGO znaczenia nie ma to WSZYSTKO, co jest dobrą stroną
...ta miłość, że on zna swój problem, że zostawił Cię dla Twojego szczęścia, że jest dobry itp. To się nie liczy. Liczy się sedno sprawy, nie tak?
Tak ... ![]()
Ącka napisał/a:Wypierdalaj, spierdalaj, zamknij mordę, Ty kurwo, zachowujesz się jak szmata, to wszystko Twoja wina, popierdolona idiotka, zaraz Ci przypierdolę, to wszystko Twoja wina, bo mnie wkurwiasz. Uderzenie w laptop z całej siły tak, że zaczął piszczeć na cały dom, bicie po rękach. ...
Serio? Ze tobie jeszcze zależy? Przecież to jest NIKT ten facet, to jak się zachowuje KOMPLETNE DNO ZERO!!!!! On nie zasługuje NA NIC!!!!!!!
A ty jeszcze masz wątpliwości....ehhhh
Czekam, aż one miną i mam nadzieję, że szybko się tego doczekam
20 2014-12-12 23:49:09 Ostatnio edytowany przez Ącka (2014-12-12 23:51:32)
Najbardziej wkurwia mnie fakt, wkurwia najbardziej na świecie!!! że wie o moich małych problemach z sercem, gdy się denerwuję, tętno robi się trochę dobijające i czasem ciężko oddychać i robi mi się słabo, a on od tak potraktował mnie jak gówno i wyszedł z domu gdy leżałam i ledwo dychałam, aż mi serce się uspokoi i nawet nie zadzwoni, nie napisze ( siedzi sobie na fb kij wie gdzie ), nie wróci póki tu mieszka jeszcze, żeby zamknąć "mordę" - jak on to mówi, ale żeby po tych 7 latach chociażby być ze mną gdybym tak walnęła o ziemie...
Po prostu nie wiem, dlaczego człowiek, aż tak może potraktować kogoś z kim był połowę swojego życia.
Jesteś niereformowalna... Wątpliwości Ci miną i będzie jak dotychczas...
Wybacz, ja umywam ręce - sensu pisania tu juz nie widzę...
![]()
Matko i córko... lol
Ale jazdy....
To jest jego problem, że jest 'taki'. Nie Twój, Kochana. Jeśli byłoby mu z tym źle ( jak twierdzi), zrobiłby wszystko, żeby to zmienić. A on zamiast się poprawić, albo chociaż łaskawie pozostać na tym samym etapie rozwoju, zmienia się na gorsze. Brawa dla jegomości.
Myślisz, że będzie lepiej?
Jesteś niereformowalna... Wątpliwości Ci miną i będzie jak dotychczas...
Wybacz, ja umywam ręce - sensu pisania tu juz nie widzę...
Czarny kot ma rację.
Wątpliwości szybko miną. Pragniesz tego uczucia szczęścia, gdy jesteś z nim jak jest dobrze między Wami ( rzecz jasna, to iluzja) i zamkniesz temat w sobie do następnej akcji...i tak w kółko do końca życia.
Nerwicę serca już masz, jesteś jeszcze młoda, masz ogrrrooooomną szansę na normalne życie bez patologii. Jeśli nie znajdziesz siły w sobie i nic się nie zmieni, idź do psychologa, bo przegrasz swoje życie.
Jesteś niereformowalna... Wątpliwości Ci miną i będzie jak dotychczas...
Wybacz, ja umywam ręce - sensu pisania tu juz nie widzę...
Miałam na myśli miną i nie będą to już tylko wątpliwości tylko zrozumiem wszystko co zrobił mi złego i będę dumna jak paw, żyjąc swoim życiem...
Matko i córko... lol
Ale jazdy....
To jest jego problem, że jest 'taki'. Nie Twój, Kochana. Jeśli byłoby mu z tym źle ( jak twierdzi), zrobiłby wszystko, żeby to zmienić. A on zamiast się poprawić, albo chociaż łaskawie pozostać na tym samym etapie rozwoju, zmienia się na gorsze. Brawa dla jegomości.
Myślisz, że będzie lepiej?
Teraz to do mnie dociera, bo widzę po sobie, że ja dla miłości byłabym w stanie panować nad sobą..bo kocham to kocham, nie ma żadnego "ale"
Ok, a to będzie niby kiedy ??
kosmiczny nick napisał/a:Jesteś niereformowalna... Wątpliwości Ci miną i będzie jak dotychczas...
Wybacz, ja umywam ręce - sensu pisania tu juz nie widzę...Czarny kot ma rację.
Wątpliwości szybko miną. Pragniesz tego uczucia szczęścia, gdy jesteś z nim jak jest dobrze między Wami ( rzecz jasna, to iluzja) i zamkniesz temat w sobie do następnej akcji...i tak w kółko do końca życia.Nerwicę serca już masz, jesteś jeszcze młoda, masz ogrrrooooomną szansę na normalne życie bez patologii. Jeśli nie znajdziesz siły w sobie i nic się nie zmieni, idź do psychologa, bo przegrasz swoje życie.
Wiem, że trochę źle to ujęłam, jedynie musicie, a raczej możecie mnie zrozumieć, że piszę to w szoku, smutku, płaczu i ciężko mi trochę układać tak zdania, aby wszystko było zrozumiałe i dokładne.
Masz absolutną rację ![]()
Ok, a to będzie niby kiedy ??
Mam nadzieję i dam z siebie wszystko, aby już od teraz wziąć się w garść, jednakże wiem i znam siebie, że będzie mi tak ciężko, że w danej chwili wolałabym nie żyć niż widzieć to, jak np. zabiera z domu swoje rzeczy, bądź codziennie przejeżdżać obok jego domu do pracy. Wiem, że to co piszę jest straszne, jednak piszę szczerzę, nie robię Was w balona
IsaBella77 napisał/a:Ok, a to będzie niby kiedy ??
Mam nadzieję i dam z siebie wszystko, aby już od teraz wziąć się w garść, jednakże wiem i znam siebie, że będzie mi tak ciężko, że w danej chwili wolałabym nie żyć niż widzieć to, jak np. zabiera z domu swoje rzeczy, bądź codziennie przejeżdżać obok jego domu do pracy. Wiem, że to co piszę jest straszne, jednak piszę szczerzę, nie robię Was w balona
Ale wiesz jak to dalej idzie???
Oni zaczynają mówić o dzieciach, o małżeństwie ( to jest egoistyczna realizacja ich planów, nie myl z miłością) i co wtedy???? On zacznie nalegać, Ty powiesz : jaki on dojrzały, chce mnie na zawsze, będzie lepiej. Wtedy zaczyna się koszmar... dla dzieci. Będziesz mogła patrzeć na ich cierpienie? Teraz to tylko odejście " ukochanego" frajera. Będziesz w stanie patrzeć na cierpienie dzieci? Na swoje cierpienie i patologię jaką stworzyłaś?? Ty sama wszystko kreujesz...
30 2014-12-13 00:21:29 Ostatnio edytowany przez Ącka (2014-12-13 00:21:45)
Ącka napisał/a:IsaBella77 napisał/a:Ok, a to będzie niby kiedy ??
Mam nadzieję i dam z siebie wszystko, aby już od teraz wziąć się w garść, jednakże wiem i znam siebie, że będzie mi tak ciężko, że w danej chwili wolałabym nie żyć niż widzieć to, jak np. zabiera z domu swoje rzeczy, bądź codziennie przejeżdżać obok jego domu do pracy. Wiem, że to co piszę jest straszne, jednak piszę szczerzę, nie robię Was w balona
Ale wiesz jak to dalej idzie???
Oni zaczynają mówić o dzieciach, o małżeństwie ( to jest egoistyczna realizacja ich planów, nie myl z miłością) i co wtedy???? On zacznie nalegać, Ty powiesz : jaki on dojrzały, chce mnie na zawsze, będzie lepiej. Wtedy zaczyna się koszmar... dla dzieci. Będziesz mogła patrzeć na ich cierpienie? Teraz to tylko odejście " ukochanego" frajera. Będziesz w stanie patrzeć na cierpienie dzieci? Na swoje cierpienie i patologię jaką stworzyłaś?? Ty sama wszystko kreujesz...
No nie... po drugie - to nie będzie życie... ![]()
IsaBella77 napisał/a:Ok, a to będzie niby kiedy ??
Mam nadzieję i dam z siebie wszystko, aby już od teraz wziąć się w garść, jednakże wiem i znam siebie, że będzie mi tak ciężko, że w danej chwili wolałabym nie żyć niż widzieć to, jak np. zabiera z domu swoje rzeczy, bądź codziennie przejeżdżać obok jego domu do pracy. Wiem, że to co piszę jest straszne, jednak piszę szczerzę, nie robię Was w balona
Większość z tu piszących takie "straszne" rzeczy, a moze i jeszcze bardziej straszne przezywało i wciąż żyje ![]()
Skoro masz w obecnej chwili takie emocje i taką świadomość swojego "związku" - to nie pozostaje nic innego jak ZAPAMIĘTAĆ i nie pozwolić, by to gdzieś wyparowało. Skończ z tą toksyną, jaką sączył Ci ten "wartościowy" facet, zmień spojrzenie na niego: dojrzyj jakim był i jest gn..., i walcz o swoje normalne zycie, w którym z pewnością poznasz kogoś może bardziej ...wartościowego, ale w tym lepszym tego słowa znaczeniu. I wówczas zrozumiesz może, co znaczy być w związku i ...być szczęśliwą.
Najbardziej wkurwia mnie fakt, wkurwia najbardziej na świecie!!! że wie o moich małych problemach z sercem, gdy się denerwuję, tętno robi się trochę dobijające i czasem ciężko oddychać i robi mi się słabo, a on od tak potraktował mnie jak gówno i wyszedł z domu gdy leżałam i ledwo dychałam, aż mi serce się uspokoi i nawet nie zadzwoni, nie napisze ( siedzi sobie na fb kij wie gdzie ), nie wróci póki tu mieszka jeszcze, żeby zamknąć "mordę" - jak on to mówi, ale żeby po tych 7 latach chociażby być ze mną gdybym tak walnęła o ziemie...
Po prostu nie wiem, dlaczego człowiek, aż tak może potraktować kogoś z kim był połowę swojego życia.
Mnie to przeraża. Ale nie aż tak bardzo. Miewałam gorzej. Jestem bezwartościowa, ale reformowalna. Pogódź się z bólem. Wtedy ból pomyśli, że Ciebie pokonał a wtedy zadziałasz z zaskoczenia. I powiesz bólowi: "wynocha z mojego życia łajzo..."
Witam...
A ja się zastanawiam jaką granice czlowieczeństwa musi przekroczyc ktoś tak toksyczny, żeby autorka zrozumiala , ze to nie zadna milośc... Bo milośc to "motylki w brzuchu" a nie gorycz.. i lzy..?..
Ącka, ciesz się, że to się skończyło! On nie zasługuje nawet na wielkie ZERO! Nie zniżaj się do jego poziomy, toż to śmieć! Kropka! On nie zasługuje by nawet na Ciebie spojrzeć!
35 2014-12-15 14:11:00 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-15 14:13:56)
Najbardziej wkurwia mnie fakt, wkurwia najbardziej na świecie!!! że wie o moich małych problemach z sercem, gdy się denerwuję, tętno robi się trochę dobijające i czasem ciężko oddychać i robi mi się słabo, a on od tak potraktował mnie jak gówno i wyszedł z domu gdy leżałam i ledwo dychałam, aż mi serce się uspokoi i nawet nie zadzwoni, nie napisze ( siedzi sobie na fb kij wie gdzie ), nie wróci póki tu mieszka jeszcze, żeby zamknąć "mordę" - jak on to mówi, ale żeby po tych 7 latach chociażby być ze mną gdybym tak walnęła o ziemie...
Po prostu nie wiem, dlaczego człowiek, aż tak może potraktować kogoś z kim był połowę swojego życia.
Może trochę cię to pocieszy, jeśli powiem, że wiem dokładnie jak się czujesz. Rozumiem ciebie, twoje myślenie, twoją wciąż odżywającą nadzieję, trwanie u boku oprawcy i kochanie go... Rozumiem to wszystko, bo przechodzę dokładnie przez to samo. Wiele razy słyszałam od mojego męża, że mnie kocha, że nie chce mnie stracić, że jestem dla niego najważniejsza na świecie. Widziałam łzy w jego oczach, kiedy mówiłam, że chcę odejść. A mimo to nie ma w nim współczucia, gdy coś mnie boli, gdy jest mi źle. Potrafi zamknąć mnie w pokoju płaczącą, ledwo łapiącą oddech. Tuż przed ślubem, kiedy po kolejnej awanturze powiedziałam, że ślubu nie będzie i odmówiłam wyjścia z auta (staliśmy pod plebanią, mieliśmy tego dnia ustalić termin), spoliczkował mnie, a potem przez ponad godzinę trzymał zamkniętą i zapłakaną w aucie przepraszając, błagając, przysięgając, że się zmieni. I co? I uległam. Jak zawsze. Też w życiu nie miałam lekko, wiem, że robię z siebie ofiarę, że pozwalam na złe traktowanie, ale nie znajduję w sobie siły, by to przerwać. By po prostu odejść. Dlaczego? Bo wciąż staram się dostrzegać w nim pozytywy i przymykać oko na to, co złe. Wiem, że nie tędy droga, ale ta wiedza donikąd mnie nie prowadzi. Żyję z dnia na dzień ciesząc się z dni, które są spokojne i dobre, zapominając szybko o dniach, w których było źle. Byłam u psychologa. Prawdopodobnie zdecyduję się na terapię. Próbowałam namówić męża, ale nic z tego. On uważa, że jesteśmy w stanie sami rozwiązać swoje problemy. To nic, że próbowaliśmy już tyle razy... Nie zmienię go. Po 12 latach już to wiem. Teraz muszę po prostu zacząć coś zmieniać w sobie. Życzę ci powodzenia, a jeżeli będziesz chciała pogadać, wyżalić się, to pisz śmiało na priv lub email. Pożalimy się wspólnie, razem zawsze raźniej...
...trwanie u boku oprawcy i kochanie go...Potrafi zamknąć mnie w pokoju płaczącą, ledwo łapiącą oddech...spoliczkował mnie, a potem przez ponad godzinę trzymał zamkniętą i zapłakaną...pozwalam na złe traktowanie...wciąż staram się dostrzegać w nim pozytywy i przymykać oko na to, co złe...
Jak czytam takie historie, to za każdym razem ...zachodzę w głowę gdzie tu jakieś wytłumaczenie, że tacy gn...je mają wciąż obok siebie KOCHAJĄCĄ ponad- i mimo wszystko kobietę, a tzw. "dobrzy" faceci często są porzucani, zdradzani i niszczeni...
Gdzie tu jakaś logika? Podejrzewam, że do grobu to pytanie ze sobą zabiorę ![]()
Alice13 napisał/a:...trwanie u boku oprawcy i kochanie go...Potrafi zamknąć mnie w pokoju płaczącą, ledwo łapiącą oddech...spoliczkował mnie, a potem przez ponad godzinę trzymał zamkniętą i zapłakaną...pozwalam na złe traktowanie...wciąż staram się dostrzegać w nim pozytywy i przymykać oko na to, co złe...
Jak czytam takie historie, to za każdym razem ...zachodzę w głowę gdzie tu jakieś wytłumaczenie, że tacy gn...je mają wciąż obok siebie KOCHAJĄCĄ ponad- i mimo wszystko kobietę, a tzw. "dobrzy" faceci często są porzucani, zdradzani i niszczeni...
Gdzie tu jakaś logika? Podejrzewam, że do grobu to pytanie ze sobą zabiorę
Obawiam się, że na próżno szukać tu logiki. Mojemu mężowi wszyscy dookoła (rodzina, przyjaciele) wciąż powtarzają, że szczęściarz z niego i że powinien szanować to, co ma, bo może to pewnego dnia stracić. On na to zawsze odpowiada: "Tak, wiem", po czym przytula mnie, całuje, a jak przychodzi co do czego, to dalej robi swoje... Przydałby mu się taki porządny kopniak od życia, ot co. Znam przypadki, kiedy mężczyźni nagle stali się samowystarczalni, uczynni i pracowici, ale dopiero PO TYM, jak zahukana i zarobiona żona od nich odeszła.
witam też rozstałam sie z facetem tylko niecałe 2 tygodnie noce przebeczane,spać nie idzie na sama myśl o nim smutek i żal
do Ącka.dziewczyno pomyśl logicznie czy warto być z kimś kto cię poniża i upokarza-nie warto.nie zasługuje na ciebie.zostaw drania.
Ącka napisał/a:Najbardziej wkurwia mnie fakt, wkurwia najbardziej na świecie!!! że wie o moich małych problemach z sercem, gdy się denerwuję, tętno robi się trochę dobijające i czasem ciężko oddychać i robi mi się słabo, a on od tak potraktował mnie jak gówno i wyszedł z domu gdy leżałam i ledwo dychałam, aż mi serce się uspokoi i nawet nie zadzwoni, nie napisze ( siedzi sobie na fb kij wie gdzie ), nie wróci póki tu mieszka jeszcze, żeby zamknąć "mordę" - jak on to mówi, ale żeby po tych 7 latach chociażby być ze mną gdybym tak walnęła o ziemie...
Po prostu nie wiem, dlaczego człowiek, aż tak może potraktować kogoś z kim był połowę swojego życia.Może trochę cię to pocieszy, jeśli powiem, że wiem dokładnie jak się czujesz. Rozumiem ciebie, twoje myślenie, twoją wciąż odżywającą nadzieję, trwanie u boku oprawcy i kochanie go... Rozumiem to wszystko, bo przechodzę dokładnie przez to samo. Wiele razy słyszałam od mojego męża, że mnie kocha, że nie chce mnie stracić, że jestem dla niego najważniejsza na świecie. Widziałam łzy w jego oczach, kiedy mówiłam, że chcę odejść. A mimo to nie ma w nim współczucia, gdy coś mnie boli, gdy jest mi źle. Potrafi zamknąć mnie w pokoju płaczącą, ledwo łapiącą oddech. Tuż przed ślubem, kiedy po kolejnej awanturze powiedziałam, że ślubu nie będzie i odmówiłam wyjścia z auta (staliśmy pod plebanią, mieliśmy tego dnia ustalić termin), spoliczkował mnie, a potem przez ponad godzinę trzymał zamkniętą i zapłakaną w aucie przepraszając, błagając, przysięgając, że się zmieni. I co? I uległam. Jak zawsze. Też w życiu nie miałam lekko, wiem, że robię z siebie ofiarę, że pozwalam na złe traktowanie, ale nie znajduję w sobie siły, by to przerwać. By po prostu odejść. Dlaczego? Bo wciąż staram się dostrzegać w nim pozytywy i przymykać oko na to, co złe. Wiem, że nie tędy droga, ale ta wiedza donikąd mnie nie prowadzi. Żyję z dnia na dzień ciesząc się z dni, które są spokojne i dobre, zapominając szybko o dniach, w których było źle. Byłam u psychologa. Prawdopodobnie zdecyduję się na terapię. Próbowałam namówić męża, ale nic z tego. On uważa, że jesteśmy w stanie sami rozwiązać swoje problemy. To nic, że próbowaliśmy już tyle razy... Nie zmienię go. Po 12 latach już to wiem. Teraz muszę po prostu zacząć coś zmieniać w sobie. Życzę ci powodzenia, a jeżeli będziesz chciała pogadać, wyżalić się, to pisz śmiało na priv lub email. Pożalimy się wspólnie, razem zawsze raźniej...
Napisałaś to dokładnie moimi słowami... ![]()
Odzew z mojej strony dość długi, ale musiałam się odciąć... więc nie wiem czy jeszcze tu jesteś?
kosmiczny nick napisał/a:Ech... Najnormalniej w swiecie potrzebuje mieć na wyłączność spolegliwą ofiarę, na której moze sobie pouzywać i odreagowywać - dzięki temu jest taki "wartościowy", bo: "że jak mnie nie ma jest złym człowiekiem".
Smutne, ze tego tyle lat nie widzisz...Jak mnie nie ma jest złym człowiekiem, a jak jestem to przecież każda kłótnia i jego agresja jest moją winą, hehe...:(
I jak Ci sie ulozylo? Koniec tamtego zwiazku? Zaczelas nowy zwiazek?