netkobietyWszystkie działy
Psychologia

strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

10 odpowiedzi2 645 wyświetleńzałożony przez lili8211, 03.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Witam!!!!
Nie wiem po co tu piszę może myślę że poczuję się lepiej iv oby tak było.
Mam lekko ponad 30 lat gdy miałam 27 zmarł mój partner miałam z nimtroje dzieci najmłodsze miało 2 latka ; partner mój zmarł po kilku pobytach w szpitalach; zmarł w jednym z nich. Bardzo to przeżyłam byliśmy ze sobą od kąd skończyłam 15 lat. po Dwóch latach poznałam swojego obecnego partnera z którym jestem już albo tylko 3 lata mamy 1.5 roczną córeczke od wakacji zaczoł chorować ciągle szpitale bezsilność i strach w styczniu ma mieć bardzo niebezpieczną operacje. Bardzo się boję nie wiem jak to się skończy .... czy to możliwe żeby los chciał mnie dwa razy tak samo pokarać.Jestem osobą o bardzo silnej psychice ale dwa razy czegoś takiego nie zniose. Jeszcze mój partner mówi że jak coś się stanie to przynajmiej bedzie miał spokójnie będzie bolało niechce ze mną współpracować jak próbuję mu pomóc nie wiem jak do niego dotrzeć....

2

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

To nie los ale przeznaczenie. Opisuje to Newton w ksiazkach o wspomnieniach dusz. To jest takie spojrzenie ale to co nieracjonalne z naszego punktu widzenia staje sie racjonalne z tamtego punktu widzenia. Wg. tej teorii dusza sama wybiera swoje zycie na ziemi po to zeby czegos doswiadczyc. Skoro twoje zycie mialo jakis cel, to powtarzanie tego samego doswiadczenia moze jedynie byc swpowodowane czyms czego masz sie nauczyc. Jezeli kochasz parnera, jesli pomagasz mu, wspierasz, to moze chodzi o cos innego? cos subtelniejszego? Wiesz obawiam sie ze raczej nikt, lacznie z Toba nie jest w stanie dotrzec do sedna "problemu" jesli nie bedziesz sie obserwowac, rozumiec. To nie jest rozwiazanie Twojego problemu, to oczywiste, zdaje sobie z tego sprawe, ale widzisz, majac te wiedze, o ktorej pisze, patrzac na zycie innych ludzi, te wytlumaczenie sie potwierdza. Widzisz nie wynika to z winy, losu ale wlasnego wyboru kiedys wczesniej. Przeznaczenie to cos czego musimy sie nauczyc bo taki jest plan zycia, tak wybralismy kiedys. Los to pochodna przeznaczenia ale i naszych wyborow tutaj. Te pojecie w rozdzielnosci znaczenia wystepuja juz u Sumerow! Zauwaz ze juz wyrocznie mowily o przeznaczeniu (ktorego nie mozna zmienic) natomiast los wybieraj swoj czlowiek sam. Takze przeznaczenie nie kaze, to byl kiedys Twoj wlasny wybor duszy, ktora sie narodzila ale tego nie pamietasz. Los ksztaltujesz sama, bo Ty okreslasz jak sie w danej chwili zachowasz. Los wiec nie karze. Np. w danej sytuacji, moze uczycie sie nawzajem milosci, oddania, atruizmu przezywajac trudne chwile, dzieci ucza sie milosci rodzicow, patrzac na was, powiela dobre wzorce w swoim przyszlym zyciu (zle rowniez). Wiele wiec zalezy nie od zdarzen bezposrednio ale od postawy jaka wtedy prezentujemy. Jest wiele warstw tego ale my ich nie dostrzegamy. To jak powiedziec ze cierpienie ma sens. Ale rowniez trzeba widziec i wybierac do czego prowadzi. Celem jest np. samorozwoj, nauka pokory, przykad dla innych, zrozumienie, pomoc innym.

"niechce ze mną współpracować jak próbuję mu pomóc nie wiem jak do niego dotrzeć...." - wiele osob chce przezywac swoj bol w samotnosci, odstracajac drugiego lub nie angazujac

mysle ze znaczenie moga tutaj akurat miec wielopoziomowo wasze aspekty wiary, celowo piszac w internecie nie porusza sie otwarcie takich tematow, ale w momencie stawania wobec mozliwosci smierci, takie sprawy jak wiara, w co sie wierzy, modlitwa, oddanie sie (element modlitwy) opatrznosci, zawierzenie, milosc, postepowanie maja zupelnie inne, i tutaj istotne obliczne.

3 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-03 11:58:52)

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....
maniek_z_maniek napisał/a:

To nie los ale przeznaczenie. Opisuje to Newton w ksiazkach o wspomnieniach dusz. To jest takie spojrzenie ale to co nieracjonalne z naszego punktu widzenia staje sie racjonalne z tamtego punktu widzenia. Wg. tej teorii dusza sama wybiera swoje zycie na ziemi po to zeby czegos doswiadczyc.

Skoro to teoria, Maniek, czemuż to jesteś taki pewien, że to, co przeżywa, to przeznaczenie Autorki?

"...ale to co nieracjonalne z naszego punktu widzenia staje się racjonalne z tamtego punktu widzenia."
Czym jest to tamte, bo nie napisałeś?

"niechce ze mną współpracować jak próbuję mu pomóc nie wiem jak do niego dotrzeć...." - wiele osob chce przezywac swoj bol w samotnosci, odstracajac drugiego lub nie angazujac

Zgadzam się z tym.

Chciałem rozkawałkować post Mańka i nie udało mi się.
Jak to się robi?

4

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Trzy lata temu przez jakieś dobre pół roku tkwiłam w zawieszeniu. Z powodu choroby. Nie... Nie było mi na umieranie, bo w porę wykryto zagrożenie.
Z nikim nie chciałam się tym dzielić. Z nikim... Po pierwsze nie miałam nikogo, któ mógłby mnie wysłuchać, po drugie przychodziło mi do głowy, że będę dla kogoś uciążliwa i zbyteczna.

Czym kieruje sie Twój mąż? Może brakiem zaufania do Ciebie...

5

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Brakiem zaufania napewno nie wie że jestem w stanie zrobić dla niego wszystko. Może to męska duma ... sama nie wiem ale ja jestem wytrwała choćby nie wiem co mówił i co robił i jak mnie odtrancał stoję twardo obok niego i powtarzam że razem przez to przejdziemy.



Co do przeznaczenia i do losu czy to możliwe żeby dusza sama wybierała sobie cioągłe cierpienie i bół od dzieciństwa aż do tej pory hmmmm
Wychodzi na to że moja dusza jest sadomacho czy jak to się nazywa....

6

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Do Excop

Napisalem teoria poniewaz jesli ktos nie zna tematu to takie okreslene w stosunku do takich rzeczy jak najbardziej pasuje. Jednak ludzie, ktorzy tego doswiadczyli poprzez tzw. hipnoze przedprenatalna, czyli uzyskali dostep do swoich wlasnych wspomnien z przed momentu urodzenia sie i poczecia, dla nich jak to opisuja te wspomnienia sa jaknajbardziej rzeczywiste. Zajmowal sie tym jeden lekarz i nie slyszalem zeby mialo to miejsce w Polsce. Jesl kilka ksiazek na ten temat. Tam sa wyjasnione kwestie przeznaczenia ale nikomu nie chce narzucac swojego swiatopogladu, ktory tez nie jest taki oczywisty w tych sprawach (mimo tego ze przyjmuje tresc tych wydawnictw za wiarygodne bo oparte na relacjach wielu ludzi - jak dowodzenie w sadzie).

Co do racjonalnosci, przeznaczenia. Jesli mowimy o tym swiecie (tu na ziemi, fizycznym) i tamtym swiecie (po smierci) to przeciez instnieja juz, sa obecne informacje, ktore pokazuja ze zasady zycia, sa zupelnie inne, co jest obecne w wielu opisach, np. zona posiadajaca 6 mezow nie ma tam zadnego, bo nie ma malzenstw, itp. To oznacza ze to co racjonalne na Ziemi niekoniecznie musi byc racjonalne po smierci. Np. dusza nie zabiera wartosci materialnych, pieniedzy, domu i posiadanie tego tutaj to posiadanie niczego tam.

Wrocmy do zwiazanego z tym pytania autorki.

"Co do przeznaczenia i do losu czy to możliwe żeby dusza sama wybierała sobie cioągłe cierpienie i bół od dzieciństwa aż do tej pory hmmmm
Wychodzi na to że moja dusza jest sadomacho czy jak to się nazywa...."

To nie jest tak. Bol, cierpienie nie jest zle. Podam przyklad. Jesli ktos kogos uderzy to jest zle? Zrobi komus krzywde ze zlosci? Pewnie tak. Ale jesli dzieki temu taka osoba zostanie wytracona z spod nadjezdzajacego pociagu to jest to dobre czy zle z naszego puntu widzenia? Dobre, bo uratowalo komus zycie. Jesli wiec celem zycia duszy jest przeksztalcanie sie ku dobrym cechom to jesli bol, cierpienie wywoluja milosc, poswiecenie, altruizm to sprzyjaja ewolucji duszy w kierunku bycia z podobnymi sobie, dobrymi duszami, ktore te cechy posiadaja (rowniez przez doswiadczenie) i jest celem tej duszy. Opisywal to kiedys czlowiek, ktory poznal swoje wspomnienia po co zyl z niespelnosprawnym bratem przez cale zycie mu pomagajac. Jasno napisal po co mu to bylo.

Czy te cechy zostaly by wyuczone gdyby czlowiek urodzil sie nie musial pracowac i zazywal samych przyjemnosci? Czy sama psychologia nie mowi ze wtedy tworzy sie czlowiek nieczuly, egoistyczny, zapatrzony tylko w siebie, typowy hedonista?

My bol, cierpienie postrzegamy przez pryzmat zla, ze jest zle a to nieprawda. Czy postawa Kolbego byla zla czy dobra? A przeciez okupiona cierpieniem. Czy dziewczyna ktora poniosla bol, przez smierc, okaleczenie w obronie swojej czystosci postapila dobrze zgadzajac sie swiadomie na oddanie swojej czystosci lub cierpienie, wybierajac cierpienie? Chroniac inne, istotne dla niej wartosci?!!!!

Choroba, bol, cierpienie nie sa w sobie zle, ale sklaniaja nas do zajecia okreslonych postaw. Jesli sie nad czyms zastanawiac to nad kontaktem z osoba cierpiaca, ktora musi sie nauczyc tym cierpienim dzielic, wspolodczuwac, oddawac. nie do mnie jednak nalezy ocena tych "warstw" czego kto ma sie nauczyc i w jakim stopniu. Ale czesto spotykam sie z roznymi postawami.

W pracy mam taka sytuacje gdzie kolezanki bliska osoba z rodziny zachorowala na raka. Ona cierpi, widzac jak ta osoba choruje, przebywa w szpitalu, jak bierze chemie. Psioczy na los. Jest to sytuacja godna wspolczucia. Ale wielu ludzi wolaloby swiadomie takie cierpienie zamiast rozpaczy zdrady, ponizenia psychicznego, bolu, ktorego nie zlagodzi zaden lek.

Wiekszosc ludzi, uczy sie przez swoje doswiadczenie. Wiec jesli ktos nie doswiadczyl tego co opisuje, w stylu kontaktu z tamtym swiatem, w taki czy inny sposob, nie przyjmuje relacji innych ludzi za wiarygodne (jesli sa tozsame w duzej ilosci) to dla niego to co napisalem jest pustoslowiem. Bo jak wytlumaczyc cierpienie, niepewnosc, lek, strach?

Albo inne pytanie. Czy lepiej zeby nasze dziecko zylo i bylo gwalcicielem czy lepiej zeby zgninelo smiercia tragiczna ale nigdy nie popelnilo takiego czynu? Jaki bylby nasz wybor, gdybysmy mieli na to wplyw?

7

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Coś w tym jest ale ciężko się pogodzić z taką sytuacją. Bo np. dla mnie liczy się tu i teraz nawet nie wiem czy teoria z duszą jest prawdziwa; nie pamiętam co było z moja duszą przed moimi narodzinami więc czemu mam to znosić. Żemy mojej duszy było lepiej to moja świadomość teraz cierpi w ten sam sposób po raz drugi nadal uważam że to nie sprawiedliwe. Nasza cócia ma dokładnie rok i pięć miesięcy i zastanawiam się czasem czy jak to wszystko się tak kopiuje to czy za pare miesięcy nie zostanę znowu wdową. Potem sama siebie w myślach wyzywam za takie myślenie bo jak mogę jeszcze coś wywołam i tak w koło macieja ....

Przepraszam za ewentualne błędy ale zawsze byłam do niczego jeśli o to chodzi ..

8

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....
maniek_z_maniek napisał/a:

My bol, cierpienie postrzegamy przez pryzmat zla, ze jest zle a to nieprawda. Czy postawa Kolbego byla zla czy dobra? A przeciez okupiona cierpieniem. Czy dziewczyna ktora poniosla bol, przez smierc, okaleczenie w obronie swojej czystosci postapila dobrze zgadzajac sie swiadomie na oddanie swojej czystosci lub cierpienie, wybierajac cierpienie? Chroniac inne, istotne dla niej wartosci?!!!!

(...)

W pracy mam taka sytuacje gdzie kolezanki bliska osoba z rodziny zachorowala na raka. Ona cierpi, widzac jak ta osoba choruje, przebywa w szpitalu, jak bierze chemie. Psioczy na los. Jest to sytuacja godna wspolczucia. Ale wielu ludzi wolaloby swiadomie takie cierpienie zamiast rozpaczy zdrady, ponizenia psychicznego, bolu, ktorego nie zlagodzi zaden lek.

Sam sobie odpowiedziałeś dlaczego dziewczyna wybrała "czystość" - wybrała jeden rodzaj cierpienia od innego (psychicznego), który wydawał jej sie gorszy.
Swoją drogą, zawsze mnie dziwiło to skojarzenie: czystość=brak seksu, seks=brud, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety.

Piszesz o postawie Kolbego, a jak Ci się podoba postawa Matki Teresy z Kalkuty, która chorym osobom w prowadzonych przez swoją organizację ośrodkach (m. in, spośród innych zaniedbań) odmawiała podawania leków przeciwbólowych, nie z braku środków finansowych, bo tych miała aż nadto, ale dlatego, bo uważała, że cierpienie zbliża do Boga?
Tym bardziej, że kiedy sama zachorowała, nie leczyła się we własnej placówce, tylko w nowoczesnym, amerykańskim szpitalu.

9

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

"Żemy mojej duszy było lepiej to moja świadomość teraz cierpi w ten sam sposób po raz drugi nadal uważam że to nie sprawiedliwe"

Uwazasz ze cierpienie nie jest sprawiedliwe? Dlaczego? Idealem ma byc hedoistyczny swiat przyjemnosci (bez cierpienia?).

A Nawet jesli cos nie jest wyborem duszy, to wynika z natury swiata. Choroby to wirusy, bakterie, brak odporonosci. To co nas spotyka to dzialania innych ludzi lub nasze wlasne. Wiec w takim rozumieniu pojecie sprawiedliwosci wogole nie ma sensu. Jest tylko przyczyna i skutek.

Dlatego to na co mamy wplyw to nasze wybory i nasz stosunek do rzeczy, nasze dzialanie lub jego brak, nasze bycie lub jego brak.



"jak Ci się podoba postawa Matki Teresy z Kalkuty" - nie do konca sie podoba ale jak oceniac kogos kto zrobil - w naszym mniemaniu - 10000 rzeczy dobrych i 1 rzecz zla - a i tak to jest tylko nasza subietkywna ocena i to pokretna bo jesli ktos postepowal wg. swoich zasad, ktore opisalas "bo uważała, że cierpienie zbliża do Boga" a oceniasz ja wg. wlasnych zasad, czyli w domysle, ze powinna je odejmowac, to jest to nielogiczne w swoim sposobie oceny, i tak sie zastanawialem czy Ty, czy ja bylibysmi lepsi od niej, bo jesli jej postawa (przez brak jakiejs konsekwnecji) odrzuca w Tobie ten przyklad altruizmu, to smutne ale taki jest mechanizm, heros musi byc w 100% zgodny z tym co robi z roznych stron, zeby moc byc herosem, natomiast wytlumaczen na Twoj zarzut moze byc setki tak jak sa setki ludzi i kazdy mysli inaczej, od egozimu, leku o wlasny los, do koniecznosci rozdzialania srodkow pienieznych, od pojmowania roli cierpienia w oczyszczaniu duszy, poprzez stosunek do samych lekow, itd., a przeciez sami rowniez jestesmy takimi samymi ludzmi, nie lepszymi? nie gorszymi? tak? czyzby?

10 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-12-03 18:10:30)

Odp: strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....
maniek_z_maniek napisał/a:

a i tak to jest tylko nasza subietkywna ocena i to pokretna bo jesli ktos postepowal wg. swoich zasad, ktore opisalas "bo uważała, że cierpienie zbliża do Boga" a oceniasz ja wg. wlasnych zasad

Wiesz, Hitler tez postępował wg własnych zasad, że np. naród żydowski oraz polski powinny zniknąć z powierzchni Ziemi.
Jak już uprawiać tę względność poglądów, to wobec wszystkich.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » strach przed stratą.... czy los może być tak okrutny....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026