Witam szukajac po internecie co zrobic ze swoim zwiazkiem malzenskim natrafilem na te strone i pomoslalem ze moze ktos da mi jakas rade(byle dobra) ale moze od poczatku.
Z zona jestemy po slubie 8 lat i mamy tez wspaniala corke 8 letnia, bylismy naprawde wzorowym malzenstwem bez wiekszych klotni ( male zdazaja sie w kazdym malzenstwie) nigdy nie zrobilismy sobie krzywdy !! ktos by pomyslal ze moze ja udezyl lub zdradzil nic z tych rzeczy !! jak i ze strony mojej zony tez tego nie bylo....wpaniale mazenstwo...
Zona niedawno oznajmila mi ze mnie nie kocha ,ze chce odejsc i zostawi mi dziecko,lewey nie jestem wiec wiem ,ze dam sobie rade lecz ja naprawde JA KOCHAM!!
kiedy mi powiedziala ze mnie nie kocha postanowila sie wyprowadzic oczywiscie napiecie w domu bylo baardzo wysokie wiec powiedzialem zeby ochlonela zanim cokolwiek zrobi lub powie i ja zatrzymalem przed wyjsciem (zadnej przemocy).
Wieczorem przy rozmowie powiedzialem jej ,ze ja bardzo kocham i nie moge jej stracic , odpowiedziala ze daje nam 2 dni ,ze moze jej uczucia sie zmienia.
Nastepnego dnia postanowilem pojsc po kwiaty i pokazac , ze jeszcze moze byc szczesliwa .... lecz to tez nie pomoglo procz tego , ze dala nam szanse powalczenia o jej milosc do mnie o pare dni dluzej.
Po rozmowie z moja siostra , ktorej opowiedzialem cala te historie zauwazyla , ze moja zona moze miec depresje bo ostatnimi czasy spala 20/24h, glowa ja bolala caly czas, 1 zemdlala i 2 razy byla bliska zemdleniu poprostu wszystkie oznaki depresji!!
Postanowilem z nia porozmawiac na ten temat i namowic ja na lekarza , wiec badanie krwi jedno lekarz stwierdzil ze musza pobrac krew raz jeszcze ale to nie ciaza, ok 2 raz pobranie krwi i ma isc do lekarza na rozmowe bo cos jest nie tak jak powinnno(wiec czeka na wizyte)...
Oczywiscie moja reakcja musimy isc do psychologa odpowiedz "nie rob ze mnie psychicznej" wiec postanowilem zagrac inaczej i powiedzialem , ze to ja potrzebuje psychologa zeby sie pogodzic z tym wszystkim , ze prosze tylko o to by ze mna poszla, po dlugoch namowach jest udalo sie pojdzie dla ratowania naszego zwiazku!!
Oczywiscie ciagle twierdzi , ze mnie nie kocha ale postara sie to zmienic, lecz nie obiecuje ,ze sie uda.
Twierdzi , ze narazie nie czuje potrzeby , zeby sie przytulac , dawac buzi ...itp.
lecz robi to bo moze sie w niej cos obudzi.
Bardzo Ja kocham i bede walczyc o jej milosc "bo najwiekszym dowodem milosci do dziecka jest kochac jego matke".
Sam niewiem czy uda mi sie to uratowac ,lecz bede walczyl do konca ....
Moze bedzie ktos kto byl na takiej terapii rodzinnej i czy pomogla.
bardzo prosze o zrozumienie i normalne komentarze....
dziekuje
