Moje doświadczenia życiowe nie najlepsze: mąż zdradzał z mężczyznami. Jeden wielki matriks. Zdaje ci się, że wiesz, co dzieje się w twoim życiu, gdy okazuje się, że nie wiesz nic. Czytam wątki podobne, okazuje się, że bi mężczyźni tak mają. No ok. Przyjmuję do wiadomości. Odchodzę, ale...
Ale rozglądam się i widzę, że to chyba nie tylko problem mężczyzn bi. Ogólnie oszustwa, zdrada jest na porządku dziennym. Tylko hetero oczywiście zdradzają z kobietami.
Kolega od kilku miesięcy tatuś (nieprzypadkowo, od kilku lat związany z tą dziewczyną, chyba nie mieli nic przeciwko, by dziecko pojawiło się na świecie). Kiedyś opowiadał jak to dziewczyna poza nim świata nie widzi, jak to mówi mu, jaki jest wspaniały. A on co? Gnida! I kiedyś i teraz składa mi różne propozycje. Aż mi się niedobrze ostatnio zrobiło, gdy pomyślałam, że jego kobieta siedzi z ich maleństwem w domu, a on chętnie by się ze mną zabawił. Jak to możliwe, że szczęście dwóch osób tak łatwo postawić na szali z chwilą przyjemności? W głowie mi się nie mieści.
Sama mimo że w dość niepewnym i raczkującym związku, staram się być fair. Jestem, kurde, fair. Mimo że sama nie mam pewności co do drugiej strony.
We wczesnej młodości mam momenty, kiedy liczyła się zabawa i nie bardzo obchodziły mnie uczucia drugiej strony.
Doświadczenie - depresja, próba samobójcza bliskiej osoby. Nie, nie, niezwiązanej ze mną, żeby nie było. Wszystko właśnie przez faceta, który bawił się, zdradzał, żył podwójnym życiem.
To doświadczenie bardzo wpłynęło na mnie. Mam wręcz skrajne podejście. Poznaję kogoś i jeśli tylko coś mi w tej osobie nie pasuje, wycofuję się. Słyszę zarzuty, że obchodzę się jak z jajkiem, że nawet nie daję szansy. A ja po prostu boję się, że nie odpowiem uczuciem na uczucia drugiej osoby. Nie chcę by ktoś przeze mnie cierpiał.
Tylko trochę pomału tracę wiarę w ludzi, w mężczyzn. Chwilami żałuję, że nie umiem być zimną s***. Gdy po raz kolejny się zawodzę, gdy po raz kolejny widzę, że facet nie był wobec mnie fair, że kombinuje, że nie do końca jest szczery, czuję się jak idiotka.
Mam takie podejście do relacji, do związków, że wiem, że może się nie udać. Poznaję kogoś, spotykam się... nie mogę wiedzieć, czy to będzie miłość na wieki. Chodzi mi tylko o oszukiwanie, o nieczystą grę... o to, że jak już z kimś jestem, spotykam się, to na ten moment zarzucam poszukiwania itp.
Nie rozumiem podejścia "skoro niczego nie obiecywałem, nie oświadczyłem się, mogę robić co chcę". Obietnice można składać też zachowaniem, spotykaniem się z kimś, tworzeniem mu iluzji, że tworzy się z nim związek.
Czy istnieją mężczyźni, którzy nie kłamią i nie oszukują???