Cześć, mam na imię Klaudia. Miesiąc temu skończyłam 18 lat i prawie przez całe swoje życie mam lęk przed ludźmi. Boję się porozmawiać z kimś nowym, boję się spojrzeń i tego, co ludzie o mnie pomyślą, bo nie chcę wyjść na głupią. Jestem w 3 klasie liceum i mimo, że znam już pozostałe osoby z klasy, nie umiem się przed nimi otworzyć. Nawet jeśli dojdzie to jakiejś krótkiej "rozmowy" to nie skupiam się nad tym co mówię, tylko nad tym, co w tej chwili myśli druga osoba. Wyjście z domu jest dla mnie ciężkie, spojrzenia obcych ludzi tak samo. Kiedy mam załatwić jakąś sprawę w szkole, bądź iść do sklepu, myślę cały czas, co powiedzieć i co będę musiała zrobić - wszystko po to, by się nie potknąć. Nie chodzi tutaj o to, żeby wszystko wyszło idealnie, bezproblemowo, ale raczej o to, że dopada mnie stres i lęk.
Podejrzewam, że to przez moje dzieciństwo. Moi rodzice żyją w konkubinacie i ojciec nie bardzo szanuję moją mamę, która naprawdę jest dobrym człowiekiem. Jest dla mnie jak anioł i zawsze ją bronię, kiedy ojciec się jej o coś czepia. Jak byłam w podstawówce i gimnazjum dochodziło do rękoczynów między nimi. Pamiętam doskonale każdy detal. Teraz on co kilka dni jest wstawiony, a co za tym idzie bardziej agresywny, ale to kończy się kłótnią, jakimiś ostrymi słowami. Chociaż bywają takie dni, kiedy dogadują się ze sobą. Mam wtedy wrażenie, że to co złe, to było przeze mnie (chociaż mama mi mówi, że ja nie mam w niczym winy). Pamiętam, jak mnie tata gonił po całym domu, żeby mi "wlać", jak nie ręką to ścierą, ale uwierzcie mi, u niego ścierą, to tak samo jak pasem. Codziennie mam przed oczami każde jego uderzenie i jak idę i sobie o tym przypomnę, to zwalniam. To nie jest tak, że nie mogę sobie z tym poradzić, ale mam ślad. Taką głęboką ranę.
W podstawówce byłam brzydką dziewczyną. Niska, grubsza, nosiłam okulary, miałam problem z włosami (łuszczyca), śmiano się ze mnie, że mam łupież we włosach, pełno trądziku na twarzy. Ale dobrze się uczyłam, zawsze byłam najlepsza w klasie, a w 4. klasie podstawówki najlepsza z całego rocznika. Rodzice byli ze mnie dumni. Całymi dniami się uczyłam i prosiłam mamę o pomoc, by ją odciągnąć od ojca. Teraz mi tak zostało. Ale wtedy nie miałam przyjaciół, nawet znajomych. (teraz też ich nie mam). Śmiano się ze mnie po kątach. Parę razy przypadkowo słyszałam "patrz, ta to jest dopiero brzydka, nie?". To mnie dobijało.
W gimnazjum, w ostatnim roku zmieniłam klasę, bo nie mogłam znieść tego, że paru chłopców mnie adoruje. Nie umiałam z nimi rozmawiać, po prostu bałam się. Chciałam, żeby mnie lubili i chciałam mieć w końcu jakichś znajomych, ale nie wyszło. I wiem, że z mojej winy. Zmieniłam się z wyglądu bardzo, tak wynika z opinii ludzi, którzy mówią mi, że wyładniałam. To mnie dowartościowuje, ale wygląd nie jest dla mnie najważniejszą rzeczą. Tu nie o to chodzi. Fakt, chcę wyglądać schludnie, bo to dodaje odwagi, ale niestety nie w moim przypadku. Jak byłam młodsza myślałam, że wygląd może zmienić myślenie człowieka. Dodam, że nauczyciele powtarzali mi zawsze, że jestem doroślejsza od swoich rówieśników i że jestem silna. Może dlatego że gdy przychodziłam do domu, dopiero płakałam.
Tak jak pisałam, teraz jestem w liceum. Nie umiem się odnaleźć wśród pozostałych osób w klasie. Wśród nich nigdy mnie nie widać, jestem jakby w cieniu. Siedzę w ostatniej ławce, a dziewczyny żerują na mnie, bo nie umiem odmawiać i tracę nad tym, bo zawsze to im lepiej się powodzi. Moim kosztem, wiadomo. Boję się wyrazić opinię, a jak nauczyciel mnie o coś zapyta, to serce wali mi jak młot i często mówię "nie wiem", byle by nie odpowiadać dłużej. Często z odpytywania rezygnuję i dostaję 1, by nie wystąpić przed klasą. To mnie niszczy. Nieśmiałość i lęk. Boję się też iść na imprezę, kluby są prawie pod moim domem. Chodzą tam młodzi z całego miasta, a ja mogłabym poznać tyle osób.
Do psychologa chciałabym iść, ale nie mam odwagi powiedzieć mamie o tym całym problemie, mimo że jestem z nią blisko. Chciałabym być jak ona, otwarta, śmiała i walcząca o swoje.
Nie wiem, co mam zrobić. Często chodzę przybita i najchętniej spałabym całymi dniami. Chciałabym posmakować życia, ale nie umiem. Niedługo będę studiować, zakładając, że zdam maturę. Chciałabym się przenieść do Bydgoszczy. W psychice mam zakodowane, że nic się w moim życiu nie zmieni, nawet jak zmienię miasto.
Pozdrawiam wszystkich, którzy czytają moje wypociny. Proszę o odzew. To dla mnie ważne.
1 2014-11-15 18:52:46 Ostatnio edytowany przez yasminaaa (2014-11-15 18:55:00)
Podobne tematy
Natychmiast opowiedz mamie , to wszystko , co tutaj napisałaś . Zobaczysz zaraz się lepiej poczujesz . Jak Mama ma Ci pomoc , skoro nie ma pojecia , Cie gryzie . Pamietaj uczysz sie dla Siebie , a nie dla kolezanek .
Musisz wszystko z Siebie wyrzucić natychmiast życzę powodzenia jak pisze koleżanka opowiedz mamie wszystko
Yasminaaa, wiem co czujesz. Moje corki wychowywaly sie tez w patologicznym domu, moja wina, bo pozwolilam na to. <piszesz , ze Twoj ojciec naduzywa alkoholu i tutaj widze Twoj problem. Ja tez tak , jak Twoja mama staralam sie dac swoim corkom wszystko i chronic je tak, jak potrafilam. Wyrosly juz, maja swoje rodziny, ale pozostaly im skutki uboczne poprzedniego zycia. Nie zwlekaj i idz do psychologa w swojej szkole,, powiedz o wszystkim swojej Mamie.Ci ludzie potrefia Ci pomoc , jesli sie przed nimi otworzysz. Nie boj sie i nie wstydz, walczysz o SIEBIE. Powodzenia.)
Masz rację Klaudio, Twoja dzisiejsza nieśmiałość wynika z tego jak byłaś traktowana przez ojca. Pewnie swój lęk przed nim, przed tym jak zareaguje, podświadomie przenosisz teraz na inne osoby i żyjesz w strachu, że jeśli coś powiesz czy zrobisz niewłaściwie to zostaniesz ukarana. Jeśli sobie to uświadomisz to łatwiej będzie Ci skupić się na swoich myślach i uczuciach, a nie na swoich wyobrażeniach o tym, co w tym momencie mają w głowach inni. Nie bój się być naturalna, po prostu być sobą. Dobrze, że jesteś uczynna, ale możesz oczekiwać tego samego od innych. Zgadzam się z opinią, że warto, żebyś rozmawiała o tym ze swoją mamą, skoro rzeczywiście jest dobrym człowiekiem. Opowiedz jej o swoich lękach, o swojej nieśmiałości, naucz się rozmawiać o swoich uczuciach. Być może te rozmowy przyniosą Ci ulgę i z czasem łatwiej Ci będzie z nią poruszyć temat ewentualnej wizyty u psychologa.
Z opisu wynika że Twoja mama jest wspaniałą osobą. I coś Ci powiem że Twoja mama może być dla Ciebie lepszym psychologiem niż 10 zebranych naraz, ponieważ nie dość że Twoja mama ma dobre serce to w dodatku dobrze Cię zna. Jeżeli ona nie usłyszy Twojego problemu, to nie będzie w stanie Ci pomóc bo ona normalnie na świecie nie wie o Twoim problemie. Idealnie było by wydrukować Twój post i dać go Twojej mamie z dopiskiem "mamo proszę o pomoc". Jeżeli ja który Ciebie nie znam rozumiem Twoją sytuacje, to jak kochająca matka Ciebie nie zrozumie ? Polecam, bo Twoja mama naprawdę może pomóc Ci w tym wszystkim.
Witaj! tez nie mialam fajnego dziecinstwa, w moim domu przemoc byla na porzadku dziennym wiec dobrze cie rozumiem i wspolczuje. ale twoj lek przed ludzmi (aczkolwiek ja nazwalabym to raczej ogromna niesmialoscia) nie koniecznie jest spowodowany wydarzeniami z dziecinstwa, a raczej tym ze nie potrafisz sie pogodzic z przeszloscia. zycie nie jest fair, ale musisz isc do przodu, zaczac myslec o przyszlosci. caly czas to rozpamietujesz `codziennie mam przed oczami kazde jego uderzenie`- ja wiem ze to boli i ze ciezko jest zapomniec bol i upokorzenia, ale troche czasu minelo i Musisz zamknac za soba ten rozdzial. nie da sie tego wymazac z pamieci wiem dobrze o tym, ale mozna zamknac te drzwi i przestac to rozpamietywac. porozmawiaj z mama, potrzebujesz wsparcia! ale mysle ze powinnas pojsc do psychologa. on nie rozwiaze twojego problemu ale nakieruje cie tak, zebys mogla pozbyc sie zlych emocji, strachu. moze czas wybaczyc ojcu? sprobuj to zrobic dla siebie. bedzie ci lepiej, zobaczysz. co do znajomych to byc moze nie umiesz sie przelamac przed ludzmi w klasie bo boisz sie ze jesli zaliczysz wpadke to jutro znowu bedziesz musiala sluchac upokorzen, glupich teksow. moze warto poszukac sobie znajomych gdzies indziej? jesli spotkasz kogos kogo nie znasz, to nawet jesli cos pojdzie nie tak, to zawsze mozesz sie wycofac i wiesz ze tej osoby juz wiecej nie spotkasz
Ja mieszkam w Anglii juz pare lat, ucze sie i do teraz nie umiem zlapac kontaktu z anglikami, mam bardzo duzo znajomych Polakow spoza szkoly, a na lekcjach co prawda siedze sama ale nie rusza mnie to bo to moja decyzja a do szkoly chodze sie uczyc a nie na pogaduchy
troche wiary w siebie kochana ! cale zycie przed toba
musisz popracowac nad samoocena bo w tej chwili jestes bardzo nieszczesliwa. zycze ci wszystkiego dobrzego ![]()
Pogadaj z mamą, idź koniecznie do psychologa
, czasami trzeba się umieć rzucić na głęboką wodę, spróbować pogadać z kimś obcym, potrenować na ludziach których zupełnie nie znasz i wtedy łatwiej Ci będzie się ośmielić do tych z klasy, może spróbuj melisy albo jakiś ziolowych środków na uspokojenie, powinny Cię trochę rozluźnić