netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Trzeźwy alkoholik

19 odpowiedzi7 525 wyświetleńzałożony przez wyrodna córka, 10.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Trzeźwy alkoholik

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Trzeźwy alkoholik

Moja koleżanka z pracy (osoba bardzo samotna) poznała mężczyznę, jest nim zafascynowana ,wydaje się bardzo szczęśliwa.Wszyscy jej dobrze życzą ale jednocześnie odradzają ta znajomość.Mężczyzna ten jest alkoholikiem który od 7 lat nie pije, jeżdzi na mitingi, spotyka się z psychologiem i wydaje się ,że wiele zrozumiał i nie chce wrócić do tamtego okresu.Nie piszę tego by wtrącać się w jej życie, ale sama się zastanawiam na ile można zaufać byłemu alkoholikowi, na ile ma silną wolę by nigdy nie wrócić do nałogu.Wiem ,że każdy zasługuje na szansę ,ale czy  Wy związałybyście się z kimś takim?

2

Odp: Trzeźwy alkoholik

jeśli ten człowiek naprawdę nie chce pic to warto spróbować . Czemu nie ?
Jam napisałaś każdy zasługuje na druga szanse, i każdy zasługuje na miłość !:)
Możemy życzyć jej tylko powodzenia . Ale uważam ze twoja koleżanka powinna również być dla niego wsparciem smile Skoro 7 lat spotyka się z psychologiem i jeździ na meetingi to znaczy ze zrozumiał błąd smile

3

Odp: Trzeźwy alkoholik

Wiesz, że nie wiem? Z jednej strony bałabym się wchodzić w taką relację, a z drugiej praca nad sobą takiej osoby dawałaby mi pewne nadzieje.

Taki związek to zawsze loteria. Jeśli w niego wchodzić, to z przekonaniem, że da się radę też z niego wyjść. W razie czego.

4

Odp: Trzeźwy alkoholik
Koczilla napisał/a:

Wiesz, że nie wiem? Z jednej strony bałabym się wchodzić w taką relację, a z drugiej praca nad sobą takiej osoby dawałaby mi pewne nadzieje.

Taki związek to zawsze loteria. Jeśli w niego wchodzić, to z przekonaniem, że da się radę też z niego wyjść. W razie czego.

Coitus interruptus w grze uczuć?
Toż to czysty machiawelizm, Koczilla.

5

Odp: Trzeźwy alkoholik

Tak, związałabym się z kimś takim. Z zaznaczeniem, że jeżeli wróci do nałogu, to z nami koniec.
I byłabym konsekwentna.

7 lat to nie 7 dni. To b. długi czas. Widać, że tej osobie zależy i jest zmotywowana.

6 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-11-13 22:37:26)

Odp: Trzeźwy alkoholik
Excop napisał/a:
Koczilla napisał/a:

Wiesz, że nie wiem? Z jednej strony bałabym się wchodzić w taką relację, a z drugiej praca nad sobą takiej osoby dawałaby mi pewne nadzieje.

Taki związek to zawsze loteria. Jeśli w niego wchodzić, to z przekonaniem, że da się radę też z niego wyjść. W razie czego.

Coitus interruptus w grze uczuć?
Toż to czysty machiawelizm, Koczilla.

Jak samo życie. Dlatego ludzkość wynalazła rozwody. Nikomu nie każę na wstępie informować, że nie ufa i w razie czego się pożegna. Uważam jednak, że każdy powinien być szczery ze sobą i jeśli ma obawy, to niech zachowa czujność i wieje co sił w nogach, gdy zaczną się one potwierdzać. To się tyczy zresztą relacji z k a ż d y m człowiekiem. Nie tylko trzeźwym alkoholikiem.

7

Odp: Trzeźwy alkoholik
Koczilla napisał/a:
Excop napisał/a:
Koczilla napisał/a:

Wiesz, że nie wiem? Z jednej strony bałabym się wchodzić w taką relację, a z drugiej praca nad sobą takiej osoby dawałaby mi pewne nadzieje.

Taki związek to zawsze loteria. Jeśli w niego wchodzić, to z przekonaniem, że da się radę też z niego wyjść. W razie czego.

Coitus interruptus w grze uczuć?
Toż to czysty machiawelizm, Koczilla.

Jak samo życie. Dlatego ludzkość wynalazła rozwody. Nikomu nie każę na wstępie informować, że nie ufa i w razie czego się pożegna. Uważam jednak, że każdy powinien być szczery ze sobą i jeśli ma obawy, to niech zachowa czujność i wieje co sił w nogach, gdy zaczną się one potwierdzać. To się tyczy zresztą relacji z k a ż d y m człowiekiem. Nie tylko trzeźwym alkoholikiem.

Oczywiście, zrozumiałem, co chciałaś powiedzieć.
Skomentowałem żartobliwie Twój skrót myślowy, zdając sobie sprawę, że w związkach, w których jeden z partnerów jest uzależniony, na pełne zaufanie, niestety, nie ma miejsca i ten niepokój gdzieś tam zawsze  siedzi.

8

Odp: Trzeźwy alkoholik
Excop napisał/a:

Oczywiście, zrozumiałem, co chciałaś powiedzieć.
Skomentowałem żartobliwie Twój skrót myślowy, zdając sobie sprawę, że w związkach, w których jeden z partnerów jest uzależniony, na pełne zaufanie, niestety, nie ma miejsca i ten niepokój gdzieś tam zawsze  siedzi.

Zastanawiałam się, czy nie porównać opisanej w wątku sytuacji do związku z nosicielem wirusa HIV. W pierwszej chwili wydało mi się, że zestawienie obu chorób byłoby uprawnione. Są zaraźliwe, ale w bardzo ograniczonym stopniu. Wyniszczają organizm. Nieleczone - są śmiertelne. Towarzyszą nosicielowi do końca życia, a na niego samego i partnera/kę nakładają obowiązek czujności.

Z drugiej strony człowiek zarażony HIV ma dość ograniczone możliwości powstrzymania rozwinięcia się nosicielstwa w pełnoobjawową postać AIDS. Obecnie stosowane leki antyretrowirusowe znacząco wydłużają okres "remisji", ale nie eliminują wirusa całkowicie z organizmu.

Tymczasem trzeźwy alkoholik może stać się nietrzeźwy praktycznie wyłącznie na skutek swojej decyzji? Chyba że pomijam jakiś istotny fakt.

W każdym razie i w jednym, i w drugim przypadku osoby zdrowa i chora mogą stworzyć szczęśliwą rodzinę, ale jest to trudne.

9

Odp: Trzeźwy alkoholik

Wyrodna córka, 7 lat to dużo w przypadku trzeźwego alkoholika. Znam trochę to środowisko i powiem ci, że są osoby, które aż do śmierci już nie piły, ale znam także takie, którym zdarzyło się potknięcie. Piszę potknięcie ponieważ dla ludzi, którzy chodzą na terapie, pracują nad sobą i zapiją po latach (jednemu zdarzyło się po 16 latach), to jest już inna sytuacja niż przed laty. Każdy, z których znam, co się potknął, szybko wrócił na prostą drogę. Chcę po prostu dać ci do zrozumienia, że owszem może się zdarzyć nawrót choroby, ale raczej mało prawdopodobne jest, by popłynął całkowicie. Lata pracy nad sobą nie pozwalają na popłynięcie. Ja na miejscu twojej koleżanki, jeśli jej się mężczyzna podoba, spróbowałabym szczęścia. Nie mówiłabym jednak, że daję mu szansę, bo to na starcie pokazuje brak zaufania i lęk przed tą osobą, a w związku dwojga ludzi nie o to przecież chodzi.

Koczilla, co do loterii, to każdy związek jest loterią i różne "przygody" mogą się zdarzyć. Co do porównania Hiv z alkoholizmem to pojechałaś po bandzie. Alkoholizm nie jest zaraźliwy. A trzeźwy alkoholik często jest zrównoważony, szczęśliwy, spokojny.

Wyrodna córka może poradź swojej koleżance, aby wybrała się ze swoim przyjacielem na jakiś mitting otwarty, czy na imprezę organizowaną przez stowarzyszenia abstyneckie. Kiedy zobaczy jak ci ludzie potrafią się bawić bez alko, jacy są uśmiechnięci, serdeczni, to może przestanie się bać. Alkoholizm to nie wyrok.
Koleżanka musi patrzeć na jego charakter, osobowość, bo to jest ważne. A tak na marginesie dodam, że z trzeźwym alkoholikiem lżej się żyje niż z osobą z nerwicą, rozchwianiem emocjonalnym, z tendencją do depresji, czy innymi tego typu zaburzeniami. Ja wiem, że jak się nie siedzi w tym temacie, to przeważa stereotypowe myślenie, strach i pewnie nieufność. Uwierz jednak Wyrodna córko, że da się mieć szczęśliwe życie u boku trzeźwego alkoholika. Znam takie przypadki i nigdy, by ci pewnie nie przyszło do głowy, że pewne osoby kiedyś mogły "chlać".
Życzę twojej koleżance aby była szczęśliwa z tym mężczyzną jeśli się z nim zwiąże, oczywiście

10

Odp: Trzeźwy alkoholik

Szpileczka, jeśli wziąć pod uwagę takie zjawiska jak współuzależnienie rodziny oraz podwyższone ryzyko wystąpienia alkoholizmu u potomstwa alkoholika, przypadki FAS u dziecka urodzonego przez alkoholiczkę, to myślę, że w pewnym sensie jest on "zaraźliwy". Nie tak jak ospa, czy grypa, ale może tak jak AIDS. Trzeba się trochę postarać o to, by mieć problem, to prawda. Można żyć z chorym całymi latami i nie doświadczyć komplikacji wynikających z jego stanu. Gdy jednak sytuacja wymknie się spod kontroli, cierpi nie tylko chory, lecz i jego rodzina. Dzieci i partnerzy alkoholików znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka.

11

Odp: Trzeźwy alkoholik

Koczilla wszystkie zjawiska jakie wymieniłaś występują, kiedy alkoholik jest "czynny". Tutaj jest mowa o człowieku, który nie tylko 7 lat nie pije, ale również chodzi na terapię, na mittingi. Gdyby teraz urodziło im się dziecko, wcale nie byłoby w grupie podwyższonego ryzyka. Chodzi mi o to, aby nie stawiać na równi czynnego alkoholika z trzeźwiejącym. Najwięcej zależy od człowieka chorego. Czy poważnie podchodzi do swej choroby, czy nie.

12

Odp: Trzeźwy alkoholik

A o jakim przypadku ja pisałam? Jeśli alkoholik/zarażony HIV jest świadomy i uważny - istnieje szansa na szczęśliwie życie. Jeśli nie - choroba może się rozprzestrzenić. Zdaniem wielu alkoholizm to właśnie choroba - nieuleczalna i często śmiertelna.

Nie stawiam na równi alkoholika czynnego i trzeźwego, ale też nie zakładałabym optymistycznie, że to dwa całkowicie odrębne stany. Łatwo przy takim podejściu ulec złudzeniu, że problem zniknął. Wspomniałaś, że znasz ludzi, którzy odeszli od trzeźwości i powrócili do niej. Otóż ja znałam człowieka, który odstawił alkohol na 10 lat, a potem już pił na umór. Wspomniałam o nim w wątku "decyzja o rozwodzie" Katarzyny 3. Przed śmiercią zdążył żonie zrobić z życia piekło. Ona się nie rozwiodła - raz ze względu na swoje współuzależnienie, a dwa, że wierzyła w ponowne otrzeźwienie męża.

Związek z trzeźwym alkoholikiem to zawsze spore ryzyko i naprawdę uważam, że należy przyjąć założenie, że wchodzimy w relację z osobą chorą. Jasne, nikt nie chce być postrzegany głównie przez pryzmat swej choroby/niepełnosprawności. Alkoholizm to jednak ten przypadek, w którym za minione błędy płaci się już zawsze i do końca życia. Nie jest to przestępstwo i "odsiadka" na odwyku nie czyści karty.

13

Odp: Trzeźwy alkoholik

Koczilla po pierwsze Hiv, grypa, opryszczka itp choroby, są zaraźliwe. Alkoholizm nie. Owszem rodzina alkoholika choruje, ale nie na alkoholizm. To, że mój ojciec byłby alkoholikiem, to nie znaczy, że ja, moje rodzeństwo, czy moja mama też byśmy się stali alkoholikami. Nie wiesz chyba na czym polegają choroby zakaźne.
Po drugie historia twojej sąsiadki. Nie pisałaś, czy ten jej mąż po prostu przestał pić, czy trzeźwiał. To jest niebagatelna różnica. Zresztą jeśli piszesz, że 10 lat nie pił a potem pił na umór, to znaczy, że nie był "trzeźwym alkoholikiem" tylko "suchym alkoholikiem".
Nie jest sztuką wypowiadać się na każdy temat, jak leci. Brakiem informacji o np. chorobie można komuś tylko krzywdę zrobić.
Co do błędów, za które płaci alkoholik, to zdziwiłabyś się ilu jest trzeźwiejących alkoholików, którzy są podziwiani, szanowani i nikt im błędów nie wypomina. Zdażają się tacy, którzy mówią z pogardą: o ten to chlał nawet denaturat, a teraz wielki pan się zrobił. Jednak takie słowa słyszy się tylko od takich, co sami nic w sobie nie zmieniają i uważają, że skoro, ktoś popełnił błąd w życiu, ma być pogardzany do końca swoich dni.

14

Odp: Trzeźwy alkoholik
Szpileczka napisał/a:

Koczilla po pierwsze Hiv, grypa, opryszczka itp choroby, są zaraźliwe. Alkoholizm nie. Owszem rodzina alkoholika choruje, ale nie na alkoholizm. To, że mój ojciec byłby alkoholikiem, to nie znaczy, że ja, moje rodzeństwo, czy moja mama też byśmy się stali alkoholikami. Nie wiesz chyba na czym polegają choroby zakaźne.

Szpileczka, napisałam w jaki sposób postrzegam zaraźliwość alkoholizmu. Nie zamierzam się powtarzać. Grypą i opryszczką też nie tak łatwo się zarazić, a jednak to się zdarza. Wy - jako potomkowie alkoholika - nie musicie powtórzyć  scenariusza z jego życia, ale wiecie, że jest to możliwe i musicie się pilnować. Jeśli to Wam się nie uda, "zawleczecie chorobę" do swoich nowych związków. I swojego nowego życia.

Jeśli termin "zarażenie" Ci nie leży, zamień go na "skutki uboczne". Współuzależnienie, FAS, DDA, podwyższone ryzyko zostania alkoholikiem lub wejścia w związek z "czynnym" alkoholikiem. Alkoholizm nie jest wyłączną sprawą chorego, ale też całej jego rodziny.

Szpileczka napisał/a:

Po drugie historia twojej sąsiadki. Nie pisałaś, czy ten jej mąż po prostu przestał pić, czy trzeźwiał. To jest niebagatelna różnica. Zresztą jeśli piszesz, że 10 lat nie pił a potem pił na umór, to znaczy, że nie był "trzeźwym alkoholikiem" tylko "suchym alkoholikiem".

To prawda, nie wiem tego. Bywa, że osoba wchodząca w relację z niepijącym alkoholikiem też tego nie wie. Może jej się wydawać, że trafiła na trzeźwego, a trafiła na "suchego". I co wtedy? Jeśli uznajesz tylko przykłady z życia alkoholików, którzy próbowali odwyku, to też znam jeden. Póki co, jest chyba ok. Ale żonę porzucał kilkukrotnie na wiele miesięcy (w tym czasie gził się z kochanką - drugą alkoholiczką) i za każdym razem zbierała go z meliny w opłakanym stanie. Takie atrakcje w związku z trzeźwiejącym alkoholikiem też się zdarzają. I nie ma co tego negować.

Szpileczka napisał/a:

Nie jest sztuką wypowiadać się na każdy temat, jak leci. Brakiem informacji o np. chorobie można komuś tylko krzywdę zrobić.

Wiesz, nie jest również sztuką zarażać swoim hurraoptymizmem na forum, na którym nie bierze się żadnej odpowiedzialności za własne porady. Ty uważasz, że 7 lat w trzeźwości to dużo. Ja uważam, że to żadna gwarancja. I zastanowiłabym się tak z 10 razy, zanim bym komuś napisała, że warto wchodzić w związek, bo "trochę znam środowisko" i myślę, że jak ktoś się nawet potknął, to i wstanie. Czasem wstanie, czasem nie. A proces podnoszenia się z kolan to straszna rzeźnia. Tak dla alkoholika jak i jego partnerki.

W Polsce alkoholizm to problem społeczny. Do pewnego stopnia każdy obywatel "zna środowisko" - ja też. I owoce mego poznania nie skłaniają mnie do mówienia, że będzie dobrze.

Szpileczka napisał/a:

Co do błędów, za które płaci alkoholik, to zdziwiłabyś się ilu jest trzeźwiejących alkoholików, którzy są podziwiani, szanowani i nikt im błędów nie wypomina. Zdażają się tacy, którzy mówią z pogardą: o ten to chlał nawet denaturat, a teraz wielki pan się zrobił. Jednak takie słowa słyszy się tylko od takich, co sami nic w sobie nie zmieniają i uważają, że skoro, ktoś popełnił błąd w życiu, ma być pogardzany do końca swoich dni.

Nie jestem pewna, czy się dobrze zrozumiałyśmy. Pisząc o płaceniu za błąd nie miałam na myśli oceny opinii publicznej, ale tak podstawowe sprawy jak codzienna walka z pokusami (a one się pojawiają), być może konieczność przeorganizowania wspólnego życia tak, by nie mieć styczności z alkoholem (zero alkoholowych imprez, zero alkoholu w domu), wyniszczenie organizmu. Znajomy opowiadał mi o swoim dobrym koledze, który przez 3 lata ostrego chlania tak załatwił sobie wątrobę, że konieczny był przeszczep. W tej chwili nie jest zdrowym człowiekiem. Pod żadnym względem.

Z w/w powodów alkoholizm nazywany jest chorobą, z której się n i e wychodzi i która bywa śmiertelna.

A podejścia "było - minęło" osobiście nie szanuję, bo - jak już wcześniej napisałam - osłabia ono czujność i często skłania alkoholika do myślenia, że problem jego nie dotyczy. A więc może jednak wypić. Od czasu do czasu. Jak n o r m a l n y człowiek. Jak zechce, to przestanie. W każdej chwili. Przecież j u ż mu się to kiedyś udało.

15

Odp: Trzeźwy alkoholik
Koczilla napisał/a:

A o jakim przypadku ja pisałam? Jeśli alkoholik/zarażony HIV jest świadomy i uważny - istnieje szansa na szczęśliwie życie. Jeśli nie - choroba może się rozprzestrzenić.

Ale zdajesz sobie sprawe z tego, ze glupoty piszesz prawda?
Znasz jakis sposob na zarazenie sie alkoholizmem?

16 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-11-14 19:09:51)

Odp: Trzeźwy alkoholik
Jozefina napisał/a:
Koczilla napisał/a:

A o jakim przypadku ja pisałam? Jeśli alkoholik/zarażony HIV jest świadomy i uważny - istnieje szansa na szczęśliwie życie. Jeśli nie - choroba może się rozprzestrzenić.

Ale zdajesz sobie sprawe z tego, ze glupoty piszesz prawda?
Znasz jakis sposob na zarazenie sie alkoholizmem?

Droga Józefino, mniej emocji - więcej skupienia na temacie i wcześniejszych postach. W nich wszystko jest wyjaśnione.

A jeśli chodzi o Twoje ostatnie pytanie: znam historię rodziny, w której pili wszyscy oprócz matki starającej się ze wszystkich sił utrzymać wszystko w kupie. Gotowała, ogarniała dom, z którego synowie i mąż próbowali zrobić sobie metę, zarabiała na życie. W którymś momencie chyba się poddała, bo yebła tym wszystkim i... zaczęła pić razem z nimi. Oczywiście, nie napiszę, że miazmat chlejusa przeszedł na nią z oparami. Niemniej końcowy efekt jest taki, że polskie społeczeństwo ma jedną alkoholiczkę więcej. A ileż to historii produkuje się o tym, że ktoś sam z siebie to nigdy nie pił, ale wpadł w złe towarzystwo? Na pewne schorzenia trzeba być oczywiście podatnym, ale problem nie bierze się znikąd...

W tym sensie alkoholizm jest chorobą (z tym to chyba nikt nie dyskutuje?) która dotyka nie tylko samego alkoholika, ale i jego najbliższe otoczenie. Rodzina pijącego alkoholika różni się często od rodziny, w której alkoholizm nie wystąpił. Gdyby tak nie było, nie opracowano by tych wszystkich syndromów i nie ułożono dedykowanej nim ścieżki terapii. Co więcej, problem może nie zniknąć po opuszczeniu towarzystwa alkoholika. Osoba, która doświadczyła kontaktu z nim, może sama wpaść w alkoholizm, związać się z innym alkoholikiem albo żyć z obciążeniami charakterystycznymi dla ludzi, którzy z alkoholikiem się wychowali. W tym sensie alkoholizm j e s t potencjalnie zaraźliwy.

17 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2014-11-14 19:31:27)

Odp: Trzeźwy alkoholik

Widzisz Koczilla, ale z twoich postów wynika, że alkoholik to człowiek wyniszczony, chlający na umór itd. Nie wiemy jakim człowiekiem jest przyjaciel koleżanki Wyrodnej córki, ale uwierz mi, że nie każdy alkoholik, to wrak człowieka. Nie wiemy również w jaki sposób pił.
Mitem jest także, że trzeźwiejący alkoholik ciągle czuje pokusy. Nieprawda.
Wyrodna córko, jak jeszcze tu wejdziesz, to radziłabym ci jeszcze, by twoja koleżanka, jeśli jest zainteresowana tym mężczyzną, niech poczyta o tej chorobie. Poczyta o ludziach, którzy trzeźwieją, pozna środowisko. No i przede wszystkim jak pisałam wcześniej niech zobaczy jaki ma charakter, osobowość, czy ma pasję.

Koczilla ty znowu swoje. Jeśli alkoholizm jest zaraźliwy, to w sumie wszyscy Polacy byliby chorzy. Alkoholizm to choroba emocji. Ta twoja znajoma zaczęła pić, bo wybrała taką drogę zamiast odejść i nie potępiam jej, ale nikt jej na siłę nie zmuszał do picia.
Mówi się, że ktoś wpadł w złe towarzystwo, ale tak mówią ci którzy uważają, że człowiek jest jakąś istotą bezwolną. Ile to ja słyszałam w życiu, że synio sąsiadki stoczył się, bo koledzy go namawiali. Nieprawda! Sam sobie wybierał takie towarzystwo, gdzie mógł pić, bo sobie z życiem nie radził. Takie zwalanie winy na innych jest często stosowane przez osoby współuzależnione. Owszem znam przypadek, że mężczyzna pił od 12 roku życia razem z ojcem, który go namawiał. W takim przypadku, tak ojciec ponosi winę, ale takie rzeczy zdarzają się rzadko.
Ja wiem o co ci chodzi z tym zarażeniem, tylko, że mylisz pojęcia. Przy alkoholiku choruje rodzina, to fakt. Jest wiele bardzo złych konsekwecji, to prawda. Jednakże nie używajmy sobie słów jak nam się podoba.

18

Odp: Trzeźwy alkoholik
Szpileczka napisał/a:

Widzisz Koczilla, ale z twoich postów wynika, że alkoholik to człowiek wyniszczony

Zgadza się. I nikt mi nie wmówi, że po latach picia organizm działa jak ta lala.

Szpileczka napisał/a:

chlający na umór itd.

Nie zgadza się. Natomiast jest jeszcze jedna kwestia, o której nikt tu dotychczas nie wspomniał: zastępowanie jednego nałogu drugim, a także podwyższona drażliwość (bo ograniczenia, bo organizm się domaga). Nie u każdego i nie zawsze, ale zdarza się. To trzeba sobie uczciwie powiedzieć.

Szpileczka napisał/a:

Nie wiemy jakim człowiekiem jest przyjaciel koleżanki Wyrodnej córki, ale uwierz mi, że nie każdy alkoholik, to wrak człowieka. Nie wiemy również w jaki sposób pił.

Zaczynam podejrzewać, że Ty wierzysz, że alkoholikiem można być "trochę bardziej" albo "trochę mniej". A zresztą jeśli pił wyłącznie Chardonnay i tylko co tydzień, to będzie miało to jakieś znaczenie dla jego partnerki, jeśli do tego wróci?

Szpileczka napisał/a:

Mitem jest także, że trzeźwiejący alkoholik ciągle czuje pokusy. Nieprawda.

Pewnie, że nie. Np. słynny na całą Polskę Krzysztof-Alkoholik nie przyjmuje nawet czekoladek z alkoholem nie dlatego, że obawia się pokus, ale dlatego, że po latach trzeźwości jakoś przestały mu smakować. To oczywiście nieprawda. Może i faktycznie części trzeźwych alkoholików "procenty" wydają się obrzydliwe, ale dla pozostałej części w dalszym ciągu "wódeczka to pyszotka" (cytat za panem Krzysztofem) i zupełnie świadomie m u sz ą jej unikać. A wraz z nimi ich rodziny.

Szpileczka napisał/a:

Wyrodna córko, jak jeszcze tu wejdziesz, to radziłabym ci jeszcze, by twoja koleżanka, jeśli jest zainteresowana tym mężczyzną, niech poczyta o tej chorobie. Poczyta o ludziach, którzy trzeźwieją, pozna środowisko. No i przede wszystkim jak pisałam wcześniej niech zobaczy jaki ma charakter, osobowość, czy ma pasję.

Słuszna uwaga. Tylko niech przy poznawaniu tego środowiska nie pomija w słuchaniu o tym, co bywa niefajne. Na forum jest do poczytania wątek założony przez Zamoszcz: "Chcę się rozwieść z alkoholikiem". Tytułowy alkoholik oczywiście nie chce się leczyć i uważa, że nie ma żadnego problemu. Sęk w tym, że jeśli do tej pory trzeźwy alkoholik wraca do nałogu, też często nie chce się leczyć i uważa, że nie ma żadnego problemu.

19

Odp: Trzeźwy alkoholik
Szpileczka napisał/a:

Koczilla ty znowu swoje. Jeśli alkoholizm jest zaraźliwy, to w sumie wszyscy Polacy byliby chorzy.

A nie są? Czy to tylko moja chora wyobraźnia, że w Polsce alkoholizm to problem społeczny?

Szpileczka napisał/a:

Alkoholizm to choroba emocji. Ta twoja znajoma zaczęła pić, bo wybrała taką drogę zamiast odejść i nie potępiam jej, ale nikt jej na siłę nie zmuszał do picia.

Do chorowania nikt nikogo nigdy nie zmusza. Po prostu przekazuje mu czynnik chorobotwórczy. Znajoma była współuzależniona i choć mogła odejść albo i nawet się powiesić, to postanowiła, że od któregoś momentu stanie się u z a l e ż n i o n a.

Szpileczka napisał/a:

Mówi się, że ktoś wpadł w złe towarzystwo, ale tak mówią ci którzy uważają, że człowiek jest jakąś istotą bezwolną. Ile to ja słyszałam w życiu, że synio sąsiadki stoczył się, bo koledzy go namawiali. Nieprawda! Sam sobie wybierał takie towarzystwo, gdzie mógł pić, bo sobie z życiem nie radził. Takie zwalanie winy na innych jest często stosowane przez osoby współuzależnione. Owszem znam przypadek, że mężczyzna pił od 12 roku życia razem z ojcem, który go namawiał. W takim przypadku, tak ojciec ponosi winę, ale takie rzeczy zdarzają się rzadko.

Oczywiście nic nie zwalnia osoby uzależnionej od odpowiedzialności za jej nałóg. Dlatego wszelkiego rodzaju "holizmy" są w społeczeństwie piętnem. Niemniej wszystkie wymienione przez Ciebie osoby postanowiły, że nie poradzą sobie z życiem w j e d e n  k o n k r e t n y  s p o s ó b. Skąd go wzięły?

Wierzę, że osoby silne psychicznie są bardziej odporne na manipulacje, traumy i nałogi niż osoby słabe. A jednak je same skutki czyjegoś alkoholizmu dotykają i mogą w nich przetrwać.

Szpileczka napisał/a:

Ja wiem o co ci chodzi z tym zarażeniem, tylko, że mylisz pojęcia. Przy alkoholiku choruje rodzina, to fakt. Jest wiele bardzo złych konsekwecji, to prawda. Jednakże nie używajmy sobie słów jak nam się podoba.

Ja zaś wiem, dlaczego moja metafora Ci nie odpowiada. Czytasz: "alkoholizm jest zaraźliwy" i myślisz: "ona pisze, że jak ktoś obok mnie choruje, to ja też". Nie doczytujesz jednak, że dla mnie alkoholizm nie jest zaraźliwy tak jak grypa, czy opryszczka. Nie wystarczy stać obok, by mieć problem. Nie wierzę jednak, że nie będzie się miało problemu w kontakcie z alkoholikiem, u którego cofnęła się "remisja" i zaczął znowu pić. Pod tym względem alkoholizm jest zaraźliwy. Jak najbardziej.

Może są rodziny, w których  życie z osobą z nawrotami czynnego alkoholizmu nie pozostawia żadnych śladów. Ja takich nie znam. Z tego względu uważam metaforę zarażenia za uprawnioną i podoba mi się ona o tyle, że stanowi  polemikę z podejściem kobiet, które odmawiają np. terapii dla współuzależnionych albo ewakuowania dzieci z domu, w którym szaleje pijany ojciec. Gdy wierzysz, że coś jest wyłącznie czyimś problemem, nie dostrzegasz, że jego skutki też mogą Cię dotknąć.

Kiedyś na Dworcu Wileńskim usłyszałam, jak pewna dziewczyna z wózkiem opowiadała koledze o swych uczuciowych perypetiach: No, powiem Ci, że straciłam parę lat, nie wyszło nic z tego, ale nie mogę go za nic winić, bo był chory. W końcu alkoholizm to choroba, prawda?

Odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie interpretują alkoholizm jako chorobę, by zdjąć z siebie odpowiedzialność za to, co przez nią wyrabiali i obniżyć oczekiwania na przyszłość.

Zastanawiam się, czy gdyby partnerzy alkoholików mieli podejście, że jest to choroba d o  p e w n e g o   s t o p n i a zaraźliwa i trzeba w kontakcie z nią zachować pełną ostrożność, nie reagowaliby szybciej na jej objawy i nie walczyliby bardziej konsekwentnie o swój dobrostan.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Trzeźwy alkoholik

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026