Pomocy nie wiem co robic...
W koncu po dlugiej nieudanej samodzielnej walce z depresja postanowilam udac sie o pomoc do specjalisty. I tu wlasnie wplatala sie w cos zupelnie dla mnie nowego....zauwazylam ze zaczelam inaczej spogladac na mojego lekarza. Zaczelam coraz czesciej o nim myslec zaczelo mi brakowac wizyt(nie moge doczekac sie nastepnych) . Za kazdym razem gdy ze mna rozmawia cos we mnie'topnieje' nie potrafie tego opisac..po prostu widze w nim cudownego mezczyzne, z ktorym potrafie porozmawiac o wszystkim.doslownie. I wiem ze zawsze stara sie znalesc dla mnie jakies najlepsze wyjscie.
Powtarza mi za kazdym razem zebym mu zaufala(a powiedzialam mu ze boje sie zaufac-ze zaufalam najblizszym i strasznie cierpie teraz) a dzis kiedy podczas wizyty dostala ataku i byl zemna czekaja na karetke trzymal mnie za reke powtarzal zebym mu zaufala calkowicie i patrzyla tylko w jego oczy..to bylo jak ukojenie
Boze moze mi się tylko wydaje,mozemam jakies urojenie. Bardzo boje sie cos powiedziec. Za duzo ostatnio przeszlam w moim zyciu. Za bardzo zycie ,nie zranilo. Stalamsie strasznie nieufna wobec ludzi..znajomych czy nawet rodzińy....ale w jego przypadku jest inaczej.
Strasznie meczy mnie to ze nie mam z nikim o tymporozmawiac...dlatego pisze tu poniewaz w moim pierszym poscie dostalam bardzo motywujace i pomagajace mi wpisy..
A moze totylko moja'odskocznia' od problemow ktore przezylam pare miesieecy temu... I jak tu wyleczyc sie z depresji jesli zycie podstawia mipod nogi same klody...
Podobne tematy
Moim zdaniem powinnaś zmienić psychologa.
3 2014-11-11 20:52:17 Ostatnio edytowany przez Kropeczek (2014-11-11 20:54:46)
Wlasnie w tym problem ze probowalam, ale z zadnym nie umialam rozmawiac w taki sposob, przed zadnym nie umialam sie otworzyc tak jak przed nim. Nie moge przestac myslec o nim..
Nie umiem sobie poradzic z tym juz...nie mam nikogo..z nikim nie potrafie rozmawiac jak z nim..
Zycie mi tego nie ulatwia...nie wiem co juz z soba robic...nie moge przestac o nim myslec.
Same przeszkody..powoli zaczynam watpic czy bede jeszcze szczesliwa...
Muszę się zgodzić z przedmówcą...Musisz pamiętać po co poszłaś do psychologa i odpowiedzieć sobie czy to dostajesz. Musisz się również przyznać, że przeżywasz zauroczenie. Jeśli jest między Wami coś więcej to szansa na rozwój tego uczucia i tak będzie możliwa dopiero kiedy zmienisz psychologa. Nie chcę Cię ranić, ale pamiętaj, że ten człowiek WYKONUJE SWOJĄ PRACĘ za którą mu PŁACISZ. Głowa do góry, grunt to nie pakować się w kolejne problemy ![]()
5 2014-11-11 20:58:22 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-11-11 21:03:44)
Wlasnie w tym problem ze probowalam, ale z zadnym nie umialam rozmawiac w taki sposob, przed zadnym nie umialam sie otworzyc tak jak przed nim. Nie moge przestac myslec o nim..
Nie umiem sobie poradzic z tym juz...nie mam nikogo..z nikim nie potrafie rozmawiac jak z nim..
Zycie mi tego nie ulatwia...nie wiem co juz z soba robic...nie moge przestac o nim myslec.
Same przeszkody..powoli zaczynam watpic czy bede jeszcze szczesliwa...
Właśnie dlatego powinnaś poszukać kogoś innego, kogoś kto nie będzie tak na Ciebie działał.
Poza tym szklanej kuli brak, przyszłości nie przewidzę, ale zakładanie z góry, że kiedyś tam kiedyś będzie do bani, jest zdecydowanie na wyrost.
6 2014-11-11 21:06:31 Ostatnio edytowany przez Cashmire (2014-11-11 21:09:50)
Moim zdaniem powinnaś zmienić psychologa.
Zdecydowanie. Chociaż trochę mało informacji podałaś, tak prawdę mówiąc... Ale bardzo mi to przypomina pewną sytuację z mojego życia tyle, że to ktoś zakochał się we mnie i skończyło się naprawdę chorą znajomością, którą w końcu musiałam zerwać. A wszystko dlatego, że po prostu... słuchałam i starałam się zrozumieć kolegę i jego problemy.
Jeżeli chcesz - napisz do mnie maila. Opowiem Ci o tej historii. Jeżeli zobaczysz wspólne elementy - naprawdę czym prędzej zmień psychologa, bo możesz poważnie sobie zaszkodzić.
Co do "bycia jeszcze kiedyś szczęśliwą"... Powiem Ci coś, w co większość osób w Twojej sytuacji nie wierzy, a i mnie się to również czasem zdarza - będziesz szczęśliwa. O ile sama sobie na to pozwolisz.
Mozemacie racje ale moze tak bardzo pragne komus zaufac, byc dla kogos kims waznym.
Bardzo przezylam rozstanie i zdrade zestrony moich bliskich.
Nie umiem poprostu z nikim o tym porozmawiac na 'zywo' procz niego.
Wiem zeto lekarz ze tojego zadanie,jego praca..ale takie to ciezkie.. Slyszec jego glos kiedy jestem sama i ufac ze w koncu bedzie wszystko w porzadku..
Muszę się zgodzić z przedmówcą...Musisz pamiętać po co poszłaś do psychologa i odpowiedzieć sobie czy to dostajesz. Musisz się również przyznać, że przeżywasz zauroczenie. Jeśli jest między Wami coś więcej to szansa na rozwój tego uczucia i tak będzie możliwa dopiero kiedy zmienisz psychologa. Nie chcę Cię ranić, ale pamiętaj, że ten człowiek WYKONUJE SWOJĄ PRACĘ za którą mu PŁACISZ. Głowa do góry, grunt to nie pakować się w kolejne problemy
Oh ostatnio to problemy znajduja mnie...nie potrafie sie uporac sie z jednym problemem a drogi juz'rozkwita'....
Mozemacie racje ale moze tak bardzo pragne komus zaufac, byc dla kogos kims waznym.
Bardzo przezylam rozstanie i zdrade zestrony moich bliskich.
Nie umiem poprostu z nikim o tym porozmawiac na 'zywo' procz niego.
Wiem zeto lekarz ze tojego zadanie,jego praca..ale takie to ciezkie.. Slyszec jego glos kiedy jestem sama i ufac ze w koncu bedzie wszystko w porzadku..
W końcu wyjdzie na to, że będziesz musiała się wyleczyć z kogoś, kto miał Ciebie leczyć, o ile już tak nie jest.
Kropeczek napisał/a:Mozemacie racje ale moze tak bardzo pragne komus zaufac, byc dla kogos kims waznym.
Bardzo przezylam rozstanie i zdrade zestrony moich bliskich.
Nie umiem poprostu z nikim o tym porozmawiac na 'zywo' procz niego.
Wiem zeto lekarz ze tojego zadanie,jego praca..ale takie to ciezkie.. Slyszec jego glos kiedy jestem sama i ufac ze w koncu bedzie wszystko w porzadku..W końcu wyjdzie na to, że będziesz musiała się wyleczyć z kogoś, kto miał Ciebie leczyć, o ile już tak nie jest.
Czemu zycie bywa takie okrutne....w jednej chwili z pieknego ulozonego zycia azuca cie w wir problemow i zmartwien...jak tu sie nie zalamywac...
Kropeczek weź się w garść! Taki tok myślenia sam sprowadza problemy. Wiem co mówię, mam ich tonę i tak jak mówiłaś zanim się uporam z jednym, drugi zakwita. Gdybym jednak cały czas się tak tym wszystkim przejmowała to przysięgam: zwariowałabym. Włącz pozytywne myślenie, nie zaczynaj dnia od złych myśli, uwierz że będzie dobrze, to tak będzie!
Co do psychologa..kurczę on między innymi ma Cię wyprowadzić na prostą, sprawić żebyś uwierzyła w siebie, otworzyła na miłość a nie zamykać i tworzyć toksyczną relację (skoro Ty to czujesz on pewnie też)
Na mój gust najlepiej, żeby to była kobieta, mam na myśli psychologa.
Pewnie tak kobieta bylaby najlepszysm wyjsciem.
Proboje, naprawde proboje sie wziasc w garsc ale nadchodza wieczory ibezsenne noce podczas ktorych tysiac mysli przychodzi do glowy-nawet tych glupich.
Dzieki Wam. Sproboje wybic jakos sobie to uczucie z glowy. Mam nadzieje ze dam rade bo nerwowo nie wytrzymam dlugo....
Mam nadzieje napisac niedlugo ze'wyleczylam'sie(chociaz przyznam ze ciezko mi zapomniec jego dotyku,wzroku...)
Pewnie tak kobieta bylaby najlepszysm wyjsciem.
Proboje, naprawde proboje sie wziasc w garsc ale nadchodza wieczory ibezsenne noce podczas ktorych tysiac mysli przychodzi do glowy-nawet tych glupich.
Dzieki Wam. Sproboje wybic jakos sobie to uczucie z glowy. Mam nadzieje ze dam rade bo nerwowo nie wytrzymam dlugo....
Mam nadzieje napisac niedlugo ze'wyleczylam'sie(chociaz przyznam ze ciezko mi zapomniec jego dotyku,wzroku...)
Ty już równo popłynęłaś... ehh. Tylko że to jest wyobrażenie o gościu, to do czego wzdychasz, bo prawdę mówiąc wcale go nie znasz.
Wlasnie to problem jest..poplynelam...i to do nieznajomego...
Moze sama sobie go kreuje na ideal...
Znow widze ze...trzeba mi czasu zeby przejsc przez to...
To się nazywa tranferencja. Często pacjenci lekarzy czy terapeutów zauroczają się w nich, ale nie dlatego, że jest to realne uczucie ale dlatego, że czują się samotni, niezrozumiani i jest to pierwsza osoba, która im okazuje zainteresowanie i wsparcie, zapominając o tym, że to wchodzi w opis zawodu.
Radzę zmienić lekarza.
Oh czemu to zycie takie trudne jest...
Kropeczku, powiedz swemu psychologowi o Twoim zauroczeniu.
Jeśli etyka zawodowa coś dla niego znaczy, sam cię wykopie spośród grona swoich klientów.
To jedyne wyjście, bo Ty nie chcesz zmieniać psychologa, a tym samym, nie chcesz wyzdrowieć.
No, to jak będzie?
Zmiana psychologa będzie tu zdecydowanie dobra... Przede wszystkim, Kropeczko, nabierzesz dystansu do tego, co teraz się w Tobie dzieje. A obecnemu psychologowi faktycznie powiedz tak, jak radzi Excop. W tej chwili tylko sobie szkodzisz.
To może być "przeniesienie" - to dość częste w psychoterapii. Dobry terapeuta mógłby nawet zrobić z tego korzyść. Zauroczenie terapeutą wynika z Twoich problemów i potrzeb. Porozmawiaj z terapeutą i podejmijcie decyzję. Możliwe, że on doskonale uświadamia sobie Twoje uczucie.
Jednak nie jest to "prawdziwe" uczucie. Powodzenia.
bedzie dobrze.mam nadzieje. Dowiedzialam sie ze bede mogla za miesiac sie przeprowadzic a co za tym idzie bede musiala zmienic lekarza bo odleglosc bedzie duzo wieksza do pokonania.
Wiec mam motywacje jakas zeby mu wszystko powiedziec ,i ...po prostu odejsc. Mam tylko nadzije ze odwaga mnie nie opusci..bo z reguly wsprawach damsko-meskich jestem raczej tchorzem.zawsze mialam opory zeby mowic otwarcie o tym co czuje,zawsze czekalam az to chlopak zrobi pierwszy krok...
Musze znalesc jakis sposob zeby tyle o nim nie myslec i moze znalesc kogos na kogo mogla bym 'przelac' to uczucie..
Trzymam kciuki ![]()
Dziekuje Cashmire za twojego maila. Naprawde duzo dla mnie to znaczy..
Postanowilam porozmawiacz nim na ostatniej wizycie. I bede sie tego trzymac, niewazne jak sprawy sie potocza przez ten czas.
Dziekuje Wam imam nadzieje zeto ja nie okaze sie tchorzem.
NIe ma za co
Cieszę się, jeżeli pomogłam ![]()
powodzenia.
Etap zauroczenia psychoterapeutą jest dość częsty.
Jakkolwiek będzie to pewnie dla Ciebie trudne, możesz poruszyć ten temat na terapii.
też bym ten temat poruszyła na terapii, powiedziała wprost że ja w Panu jestem zauroczona dlatego muszę terapeutę zmienić i tyle. Po temacie.
28 2014-11-17 15:51:27 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-17 16:07:09)
Albo terapeutyczny seks na psychologicznym biurku.
Jawny dowód, że osoby bardzo nieszczęśliwe wpadają w zauroczenia nawet gdy okaże się im zainteresowanie i to że są ważni w sposób 'fachowy'. Czyli znowu wie się, że to tylko taka praca, a mimo to wysysa dla siebie jedną jedyną prawdę - on widzi we mnie coś, mowi ze bedzie dobrze, jestem ważną osobą. Miło mi, motylki wlatują. Czyli nie tyle że ochłapy wystarczą, a nawet gdy bezpośrednio się wie, że to nie okazanie realnego zainteresowania.
Albo terapeutyczny seks na psychologicznym biurku.
Jawny dowód, że osoby bardzo nieszczęśliwe wpadają w zauroczenia nawet gdy okaże się im zainteresowanie i to że są ważni w sposób 'fachowy'. Czyli znowu wie się, że to tylko taka praca, a mimo to wysysa dla siebie jedną jedyną prawdę - on widzi we mnie coś, mowi ze bedzie dobrze, jestem ważną osobą. Miło mi, motylki wlatują. Czyli nie tyle że ochłapy wystarczą, a nawet gdy bezpośrednio się wie, że to nie okazanie realnego zainteresowania.
thepass moze z tym biurkiem masz swietny pomysl..rozladuje przynajmniej atmosfere.:-D
Tak Nieszczesliwi ludzie naprawde szybko moga wpadac w zauroczenie jesli tylko ktos okaze im jakiekolwiek zainteresowanie, nie wazne w jaki sposob i w jakiej sytuacji ,wiem o tym ale uwieaz nie umiem z tym walczyc. Za bardzo zostalam skrzywdzona, za bardzo przestalam ufac ludziom i moze to wlasnie dlatego 'cos w nim widze' bo to pierwsza i jedyna osoba z ktora moglam porozmaiac nie kryjac uczuc i calej tej mojej'porazki'.
Gdy ktos siedzi sam wieczorami to duzo mysli..czasem naprawde ciezko jest te mysli kontrolowac..nawet jesli bardzo mocno bym chciala..
Czarna Kotka i slońce1 teraz jeszcze nie dam rady o tym chyba wspomniec ale staram sie to jakos pokonac.Ale wiem ze dlugo tak nie wytrzymam i tak czy inaczej powiem to niewazne na konsekwencje... Moze wtedy zmienie Pana doktora na Pania doktor i nie bedzie podobnych sytuacji..
Oh..myslalam ze bedzie latwiej...bylam wczoraj na wizycie...ojej i zamiast wzias sie w garsc myslalam jakby to bylo byc w jego ramoionach....masakra..sama wiem ze tak jest...ale jak to przemoc..jak znienawidzic.?
Kropeczko, nie popadaj ze skrajności w skrajność! Dlaczego niby miałabyś go znienawidzić? Zrobil komuś krzywdę? Jest w jakiś sposób złym człowiekiem? Na czym miałaby polegać jego wina?
Nie zastępuj na siłę jednego uczucia innym ze skrajnie przeciwnej strony. Nie myśl o tym, jak go znienawidzić. W ogóle o tym nie myśl. Myślenie w stylu "Dlaczego nie mogę go nienawidzić?!" prowadzi do błędnego koła, bo sama siebie nakręcasz w tym, co już jest.
Nie próbuj tutaj robić czegoś na siłę. Jasne - wyjaśniaj sama przed sobą pewne kwestie racjonalnie, ale nie myśl też o samej sobie skrajnie krytycznie. Tak się zdarzyło, że zakochałaś się w swoim terapeucie i wierz mi, nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia i nie Ty jedyna na świecie.
Spróbuj "zmienić perspektywę". To jest takie fajne ćwiczenie, które sama często stosuję w trudnych sytuacjach. Spróbuj postawić się w roli obserwatora (racjonalnego i spokojnego), przeanalizuj sobie relacje Twoje i terapeuty, ale z perspektywy "osoby trzeciej" i pomyśl, co sama sobie byś doradziła w tej sytuacji. Powoli, na spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. Poświęć na to dokładnie tyle czasu, ile będziesz potrzebować.
Kropeczko, nie popadaj ze skrajności w skrajność! Dlaczego niby miałabyś go znienawidzić? Zrobil komuś krzywdę? Jest w jakiś sposób złym człowiekiem? Na czym miałaby polegać jego wina?
Nie zastępuj na siłę jednego uczucia innym ze skrajnie przeciwnej strony. Nie myśl o tym, jak go znienawidzić. W ogóle o tym nie myśl. Myślenie w stylu "Dlaczego nie mogę go nienawidzić?!" prowadzi do błędnego koła, bo sama siebie nakręcasz w tym, co już jest.
Nie próbuj tutaj robić czegoś na siłę. Jasne - wyjaśniaj sama przed sobą pewne kwestie racjonalnie, ale nie myśl też o samej sobie skrajnie krytycznie. Tak się zdarzyło, że zakochałaś się w swoim terapeucie i wierz mi, nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia i nie Ty jedyna na świecie.
Spróbuj "zmienić perspektywę". To jest takie fajne ćwiczenie, które sama często stosuję w trudnych sytuacjach. Spróbuj postawić się w roli obserwatora (racjonalnego i spokojnego), przeanalizuj sobie relacje Twoje i terapeuty, ale z perspektywy "osoby trzeciej" i pomyśl, co sama sobie byś doradziła w tej sytuacji. Powoli, na spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. Poświęć na to dokładnie tyle czasu, ile będziesz potrzebować.
Nie jest zlym czlowiekiem..wrecz przeciwnie..jest naprawde wspanialym..po kazdej nastepnej wizycie zaczynamy ze soba coraz swobodniej rozmawiac.
Myslalam ze gdy go znienawidze latwiej mi bedzie dac sobie z tym spokoj.
Sproboje zrobic tak jak proponujesz. Nastepna wizyte mam za ok2tyg.wiec troszke czasu bym miala na pomyslenie w ten sposob.
Dziekuje ci bardzo za rade:) postaram sie w koncu sprobowac wziasc w garsc.(alw on jest taki cudowny,ohhh..jak ciezko przestac mi o nim myslec)
Nie ma za co i powodzenia ![]()
Nienawisc to nadal silna emocja. Jeszcze gorsza niz prawdziwa milosc (dawanie dobrego), bo cos co boli. Jak czlowieka cos boli i jest do tego przywiązany, to chce to uciąć/zmienić. Napędza go to. Tu musi byc zero emocji.
Napisz mu list i wręcz go wychodząc z wizyty. On wtedy spokojnie go przeczyta i nie będzie zaskoczony Twoimi wyznaniami, a Ty nie będziesz musiała się krępować. Napisz wszystko szczerze, ponieważ masz do czynienia z takim człowiekiem, z którym możesz być szczera. Sytuacja się wtedy wyjaśni, a on będzie miał czas, żeby wszystko przemyśleć.
Dziewczyno czemu chcesz robić komuś takie problemy? On jest TYLKO Twoim lekarzem, pomaga jak umie, a Ty mu to utrudniasz. Ja będąc psychologiem nie chciała bym się dowiedzieć, że mój pacjent się zakochał we mnie. Przecież ten psycholog może się zacząć obwiniać, że za duże zainteresowanie Ci okazał, że to on powinien zauważyć u Ciebie takie rzeczy, bo to on Cię leczy. Naprawdę musisz mu to mówić? Kobieto jesteś dorosła i bierz odpowiedzialność wkońcu za siebie, a nie zwalaj wszystkiego na ciężkie życie! "Miałam źle w życiu, to się zauroczę w moim lekarzu, bo mam do tego prawo, a on niech nawet straci prawo (lub chęci) do wykonania zawodu, a co mi tam, ja cierpię i mam w dupie konsekwencje! Patrzysz tylko na siebie, na to, że Ty cierpisz, Ty się zauroczyłaś, Ty masz ciężko... Ale w ogóle nie myślisz o innych. Facet chciał Ci pomóc to mu trzaśniesz problem w postaci Twojego zauroczenia i niech on się tym później martwi no nie? Współczuję mu pacjentki!
Myszeczka, na szczęście nie jesteś psychologiem. Sorry, ale aż się we mnie zagotowało jak przeczytałam Twojego posta. Z takim podejściem swoim pacjentom jedynie byś zaszkodziła. A jeżeli ten terapeuta rzeczywiście zacznie tak myśleć, jak napisałaś, znaczy się, że powinien natychmiast zmienić zawód bo zdecydowanie minał się z powołaniem, a wcześniej sam powinien skorzystać z pomocy terapeuty, bo najwyraźniej ma jakiś problem sam ze sobą.
Powiem więcej - nie miałaś, nie masz i nigdy nie będziesz mieć najmniejszego prawa pisać tego typu postów komukolwiek, ani mówić takich rzeczy komukolwiek zwłaszcza, jeśli tej osoby nie znasz. A zakichanym obowiązkiem tego terapeuty jest w tej sytuacji Kropeczkowi pomóc, bo właśnie w tej chwili tym bardziej potrzebuje pomocy choćby w postaci stwierdzenia, że rzeczywiście powinna zmienić terapeutę, a nawet powinien pomóc przy znalezieniu takowego (choć oczywiście tego robić nie musi).
Jak powiedziałam - nie jesteś psychologiem. Nie wiesz, z jakimi problemami swoich pacjentów terapeuci się borykają. Znam wielu terapeutów, sama prowadzę niejednokrotnie coś w stylu takich sesji, chociaż nie jest to dokładnie terapia, i wiem, jakie dziwne rzeczy mogą się pojawić. I główne, co muszą umieć, to odciąć siebie od problemu, odciąć swoje emocje od terapii. To jet tak, jakby do rozwodzącego się właśnie terapeuty przyszła kobieta, która jest właśnie po rozwodzie i zaczął ją traktować napastliwie. NIE WOLNO!
A ponieważ znam dokładniej historię Kropeczek powiem, że każda osoba, która nie zna tej historii, nie powinna w taki sposób, jak Ty komentować.
Tylko Ty trochę źle zrozumiałaś mój post chyba... Mi nie chodziło o to, że ten terapeuta nagle się na nią wkurzy, lub podejdzie do tego nieprofesjonalnie. Nie! On kompletnie nie będzie mógł jej takich rzeczy powiedzieć jak ja tutaj i zdaję sobie całkowicie z tego sprawę! Po prostu terapeuta też człowiek, chce pewnie ten zawód wykonywać najlepiej jak potrafi i może czuć się z tym źle, że pacjentka się w nim zakochała, bo może się zastanawiać czy on czasami się do tego nie przyczynił. Ja po prostu myślę o każdym w danym temacie, nie tylko o autorze, który zakłada dany temat. Jeśli ktoś pisze o problemach w związku, to zanim odpowiem na post zastanawiam się nad tym co może też czuć np partner autora. Tak samo tutaj. zastanawiam się jak się z tym może czuć terapeuta, który ma za zadanie pomagać, a nie szkodzić. I myślę, że po przyjściu do domu może się zastanawiać czy czasami swoim zachowaniem nie skłonił jej do tego, że się zauroczyła, może będzie myślał, że mógł to przewidzieć i zapobiec temu... Tak może być, ale wcale NIE MUSI! Ten terapeuta w pracy może zachowywać się profesjonalnie. Po dowiedzeniu się takich faktów może (tak jak pisałaś) wskazać kropeczkowi rozwiązania tego problemu, pomóc jej np znaleźć innego lekarza itd. Ale ja się zastanawiam nad tym co może się dziać po godzinach jego pracy. Może się od pracy odciąć, ale nie musi, jest tylko człowiekiem, który też ma uczucia i który nie chce mieć takich wpadek w pracy. A kropeczek może tego wszystkiego uniknąć, jeśli tylko zrozmie, że jej zauroczenie wpływa też na innych. Ona kocha faceta, który wykazał się przy nim zrozumieniem i chęcią pomocy. Ale na tym polega jego zawód i nie chciał pewnie dopuścić do zauroczenia w nim Kropeczki. Czy teraz jesteś mniej zbulwersowana Cashmire?
Nie, nie jestem. Byłabym, gdybyś od razu napisała w tym stylu. Tym czasem napisałaś w stylu "Ty głupia, samolubna dziewucha, przestań robić innym problemy!". Mi nie chodzi o tego terapeutę w ogóle. Poza tym to, co napisałaś teraz, czyli co się skąd wzięło i dlaczego to nie jest dobre, zostało ustalone w iluś postach wyżej. Wracanie do punktu wyjścia w kolejnych wypowiedziach nie jest dobre, a wręcz szkodliwe. To tak, jakby kazać dziecko iść do przodu trzymając je na smyczy - kiedy zrobi kilka kroków i w zasadzie jest w stanie kolejne etapy przechodzić w miarę samodzielnie zerkając tylko dla pewności przez ramię, w tym momencie szarpie się za smycz zmuszając do cofnięcia się. Za którymś razem dziecko przestanie w ogóle próbować "robienia kroku naprzód", bo uzna, że to bez sensu, skoro i tak zawsze jest sprowadzane do punktu wyjścia.
Poza tym kolejna rzecz... Kropeczek napisała tutaj o bardzo trudnej sytuacji i musiało ją to sporo kosztować. Sam rozsądek nakazuje tutaj ostrożność. Ktoś, kto korzysta z pomocy psychoterapeuty nie potrzebuje "kopania w cztery litery". To, co napisałaś w poprzednim poście było zbędne, krzywdzące i nierozsądne zwłaszcza, że napisałaś to do osoby, o której nic nie wiesz. Tak samo, jak nie wiesz, czy i Ciebie kiedyś sytuacja nie zmusi do pójścia do terapeuty, czy Ciebie nie spotka podobna historia. Może teraz Ci się wydawać, że nie. Ale skąd wiesz? Pomyśl, czy w tej sytuacji chciałabyś od obcej osoby przeczytać coś takiego gdy prosisz o pomoc w rozwiązaniu problemu? Po prostu spróbuj się postawić na jej miejscu. Zastanów się, w jakim stanie musiałabyś być, żeby pójść do terapeuty i żeby przydarzyła Ci się taka historia. Jak się w takim momencie czujesz? Co się w Tobie dzieje? I uświadamiasz sobie, że pojawiło się coś, co w zasadzie nie powinno, albo co mylnie interpretujesz. Próbujesz sobie z tym poradzić. Jak się w tym momencie czujesz? CO czujesz? Wreszcie decydujesz się poprosić o pomoc, poradę w takim miejscu, jak to. Ludzie odpisują, doradzają, może nawet zaczynasz widzieć coraz więcej możliwych i dobrych rozwiązań, zaczynasz może ogarniać to wszystko - robisz wreszcie krok lub kilka kroków do przodu. I pojawia się post taki, jak Twój. I co czujesz teraz? Jak się w tym momencie czujesz? Może należysz do osób, które takie coś motywuje. Ale jeśli tak jest, to nie zakładaj, że każdego zmotywuje. A jeżeli Ciebie to by nie zmotywowało, ale dobiło i/lub zraniło, to po kiego grzyba piszesz coś takiego komuś innemu?
Bo ja nigdy nie myślę tylko o sobie. Jeśli bym się w kimś zakochała, to najpierw bym się z tysiąc razy zastanowiła, czy nie zrobiła bym tym komuś kłopotu. Czasem można sobie pozwolić na uniesienie i zapomnienie się, ale jeśli moje zachowanie ma komuś zaszkodzić i utrudnić życie, to tego nie robię. A ona weszła w to jak w masło, bo on zrozumiał, bo pomagał, bo wspierał... bo ona była taka nieszczęśliwa... To straszne, że ktoś cierpi, ale to nie jest powód, by komuś innemu robić problemy. Nawet jeśli tym człowiekiem jest terapeuta, który powinien mieć dystans do takich spraw. I nadal będę uważała, że Kropeczek w tym momencie myśli tylko o sobie.
No właśnie problem w tym, że to nie tak wygląda, ale nie jestem upoważniona do tego, żeby mówić, jak. Musisz mi więc wierzyć na słowo, że to wcale nie jest takie proste.
Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji wydać osąd o drugiej osobie. To jest bardzo paskudna cecha u wszystkich ludzi bez wyjątku i nazywana jest ogólnie błędem atrybucji. (powiem szczerze, że uwielbiam obserwować ludzi pod tym kątem... arcyciekawe zjawisko) Cecha paskudna, ale... naturalna. A paskudna dlatego, że można się bardzo pomylić co do drugiej osoby tak na plus, jak na minus. W sumie nie wiem, co gorsze.
W każdym razie popatrz, co teraz się stało:
napisałam Ci, w jakiej sytuacji mogłabyś się znaleźć. Innymi słowy przedstawiłam Ci pewne etapy, które na miejscu autorki wątku mogłabyś przejść z finałem takim, jak u niej. Mówiąc krócej wskazałam Ci, żebyś spróbowała postawić się na jej miejscu. Dokładnie na jej miejscu na tyle, na ile owa dokładność w obecnej sytuacji jest możliwa. Prawdopodobnie coś sformułowałam w niewłaściwy sposób, bo przeszłaś do ofensywy w postaci "bo ja mam taką i taką cechę, a autorka wątku...". W sumie naturalny odruch. Proszę jednak, tym razem w prost, żebyś postawiła się na miejscu autorki wątku (zdaj się na to, że mam więcej informacji niż Ty na temat całej sytuacji). Pomyśl, dlaczego mogło stać się tak, a nie inaczej. Innymi słowy - nie oceniaj, tylko spróbuj zrozumieć. Postaw się w innej roli, na innym miejscu - zmień perspektywę innymi słowy.
Ale ja ją rozumiem. Miała ogromnie ciężko w życiu, źle, wiele osób ją bardzo skrzywdziło, pewnie zaufała wielu osobom, którzy ją też skrzywdzili. Może nawet ją ktoś w paskudny sposób zdradził, nikt nie próbował zrozumieć i nagle znalazł się ktoś, kto potrafił to zrobić. Jedyna osoba, która potrafiła wysłuchać, zrozumieć, pomóc i dać oparcie, którego ona tak bardzo w życiu oczekiwała. Problemy z chorobą też były, z tego co wyczytałam. Może była nawet wyśmiewana, wytykana palcami jak jakaś trędowata, a on jeden się nie odsuwał, był blisko, gdy tej bliskości potrzebowała. I nagle zapragnęła więcej. Zapragnęła właśnie takiego człowieka obok i na co dzień. Stąd właśnie to zauroczenie. Tylko ja nie patrzę wyłącznie na punkt widzenia autorki, bo przytakiwanie jej i mówienie, że ma racje, że faktycznie miała ciężki los itd może nic nie pomóc, bo ona już to wie. Ale mogła w ogóle nie pomyśleć o tym jak ten terapeuta się z tym będzie czuł i to jej chciałam uświadomić.
Czekaj, czekaj, bo czegoś tu nie rozumiem... wychodzi na to, że ona idąc do terapeuty nie powinna mu dać znać, że pojawił się nowy problem, bo ON może się z tym źle czuć? Ale to jest jego zarąbany obowiązek, żeby jej pomóc i to, jak on się z tym będzie czuł nie ma tu znaczenia. To jest lekarz. Prokuratora nikt nie pyta o to, jak się czuje ze świadomością, że może skazać niewinną osobę, a adwokata, że wybronił mordercę. Psycholog, psychiatra, mentor czy podobna osoba też ponosi pewne ryzyko zawodowe - ma zrobić swoje, a jak się z tym czuje, nie ma tu znaczenia. A co, jeżeli Kropeczek nowy problem przed terapeutą przemilczy i to tylko pogorszy jej sytuację? Jak się z tym terapeuta poczuje?
Jeżeli idziesz do lekarza i lekarz przepisuje Ci leki, po których czujesz się źle, to milczysz, bo nie wiadomo, jak lekarz się z tym poczuje? Bo może poczuć się z tym źle? I co z tego? Sorry, taka parszywa robota. Mówię to z doświadczenia. Kropeczek jest w o tyle komfortowej sytuacji, że chce dać sobie pomóc. Ja miałam przypadek, który nie chciał dać sobie pomóc i "radośnie" fiksował się na tak naprawdę swoim własnym punkcie. I powiem Ci z doświadczenia, że nie ma gorszej porażki od tej, gdy widzisz, że z klientem/pacjentem coś się dzieje niedobrego, ale nie wiesz co, bo on nie chce powiedzieć. Jak lekarz ma móc zrobić cokolwiek, jeżeli pacjent nie mówi wszystkiego? Jak poprawnie zdiagnozować problem, jeżeli nie zna się wszystkich objawów? I jak terapeuta ma pomóc komuś, kto nagle okazuje mu brak zaufania? Wkrada się nieszczerość, niedomówienia, nie wiadomo o co chodzi. To jest szkodliwe dla obu stron. Dla terapeuty, bo poddaje w wątpliwość jego wiedzę i doświadczenie, oraz dla pacjenta, bo wpędza go w poczucie winy co pogłębia zły stan.
Co do tego, co Kropeczek czuje, dlaczego i o co w tym chodzi - jak dokładnie poczytasz wcześniejsze posty, to zobaczysz, że to zostało już wyjaśnione. Rzecz nawet została nazwana po imieniu:
To się nazywa tranferencja. Często pacjenci lekarzy czy terapeutów zauroczają się w nich, ale nie dlatego, że jest to realne uczucie ale dlatego, że czują się samotni, niezrozumiani i jest to pierwsza osoba, która im okazuje zainteresowanie i wsparcie, zapominając o tym, że to wchodzi w opis zawodu.
Radzę zmienić lekarza.
Dlaczego próbujesz więc komuś uświadamiać coś, co było już uświadomione, a do kompletu uświadomić w czymś co jest bez znaczenia w roli terapeuty/psychologa/psychiatry/mentora/w life coachingu etc?
No dobrze, to niech się zakochuje w nim coraz bardziej, bo ma do tego prawo, a terapeuta niech jej pomaga odkochać się i niech jej znajdzie innego. Tylko ja chcę podkreślić, że takich rzeczy można uniknąć, ale ok. Niech będzie, że kropeczek miała prawo się zakochać, to wcale nie jest jej wina, mogła nad tym nie panować, bo ma w życiu bardzo ciężko i niech konsekwencje za to jak kieruje swoim życiem ponosi terapeuta. A kropeczek niech tylko tej pomocy wiecznie od kogoś oczekuje, bo też ma do tego prawo. A najbardziej mi się podobał post w stylu: "może on też się w Tobie zakocha, ale żeby mógł być z Tobą to i tak musisz zmienić lekarza". Ja już nic nie napiszę w tym temacie, bo naprawdę szkoda mi mojego czasu na to. Nie moje życie. Ja za swoje biorę odpowiedzialność i nie oczekuje, że ktoś mi powie: "miałaś prawo do..." gdy zrobię coś niewłaściwego. Myślę nad konsekwencjami danego czynu. Życzę wam byście naprawdę pomogli autorce, bo ja widocznie nie potrafię, trudno się mówi.:)
Dziekuje wam za to co napisaliscie.,
Ja naperawde nie chce uzalac sie nad soba, jakie to okrutne rzeczy mnie spotkaly. Chciala bym po prostu odzyskac odwage i wiare w siebie. Bardzo dlugo dusilam to w sobie, ale wzielam sie w garsc i poszlam do lekarza..zrozumialam ze zle ze mna. Pozniej zajazalam na forum, co mimo wszystko wymagalo odemnie osobiscie duzej odwagi. Nigdy nie rozmawialam z nikim co i jak ja sie czuje.
Dzieki temu forum zaczelam patrzec na rozne rzeczy inaczej, staram sie wzias sobie wiele 'wskazowek' do serca i je realizowac.
Ale tylko tu naprawde moge zaczac byc soba(procz gabinetu lekarza) a wlasnie tego zaczyna mi brakowac-byc soba.
Bardzo duzo o tej swojej sytuacji myslalam...ale jeszcze taki metlik wglowie mi sie robi. Wiem ze chciala bym to w koncu z siebie 'wyrzucic'.. Mysle o tym jak bedzie przy ostatniej wizycie.. ![]()
Kaszmiro Ty wredna dziewczyno
Uczysz ludzi szeroko pojętej empatii? Serio
? Walcz walcz ![]()
Kropeczek, karteczka i od razu na wejściu rzuć to w impulsie
Niech sie dzieją gromy i błyskawice. Niech rozstąpią się...
Wiesz, tak liczę po cichu, że trafię w końcu na podatny grunt
Łatwo ni ma
Diabli nie uradzili, to mnie to zlecili
W końcu gdzie diabeł nie może...
Ponad to zachęcająco wyglądało to "nie myślenie tylko o sobie" ![]()
Kropeczek, w którymś momencie się przełamiesz ![]()
Kurcze prawda.. Nie chce ukrywac tego co czuje..za duzo czasu ukrywalam i udawalam ze jest ok.
Niech sie dzieja gromy i blyskawice... I w koncu sie przelamie......