Moi drodzy,
pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny. W efekcie całej gmatwaniny chaotycznej relacji rodziców jestem jedną z tych małych dziewczynek którą mama stale strofowała, nakazywała, porównywała do innych dzieci, jednocześnie wiecznie nie miała dla mnie czasu. Tata natomiast był "niedostępny emocjonalnie", ogólnie to człowiek który chyba nadal nie dojrzał do posiadania własnej rodziny, czego dowodem może być fakt, że nienawidzi mojego przyrodniego brata i nie utrzymuje relacji ze swoimi wnuczkami. Nie rozmawialiśmy o wartościach, o przyszłości. Mój tata ma skłonności erotomańskie (oczywiście nie w moim kierunku), jest generalnie dość socjopatyczny i roszczeniowy.
Moja mama natomiast jest dość nie samodzielną kobietą, mimo, że od lat jest sama, ciągle liczy, że ktoś za nią coś załatwi, bo jej sie należy.
Generalnie dużo kłócimy się między sobą, krytykujemy wzajemnie za swoje zachowania. Czuję się w dużej mierze ofiarą błędów wychowawczych moich rodziców: czuję, że nie dano mi akceptacji i wsparcia, a zamiast tego (przynajmniej mama) stale mnie strofowała, umominała i dawała "dobre rady". Tata często porównywał mnie do mojej przyjaciólki, którą jak sądzę lubił bardziej ode mnie.
Dziś jestem dziewczyną o niskiej samoocenie, która ma dość duży problem ze stworzeniem zdrowego związku z mężczyzną. Chcę jakoś nad tym popracować. Brakuje mi tego, że kiedyś nie zaakcetowano mnie taką jaka jestem, tylko stale próbowano mnie kreować, porównywać. Nauczyłam się od rodziców krytykowania ludzi wokół oraz samej siebie. Oraz krytykowania ich.
Chciałabym zacząc zmianę od siebie od: ZAAKCEPTOWANIA RODZICÓW TAKIMI JACY SĄ.
Bez żadnych wymagań, bez próby wpływania na nich. Zdałam sobie sprawę jakie to jest TRUDNE. Nie nawidzę ich przywar, obawiam się, że sama je w jakiejś mierze posiadam i to martwi mnie najbardziej. Jednak wydaje mi sie, że aby zaakcetować siebie, aby oni mogłi mnie zaaakceptować oraz abym w przyszłości mogła zaakceptować niedoskonałosci mojego przyszłego partnera, powinnam zacząć od siebie.
Co o tym sądzicie??