Witam,
przeczytałam watki na forum dotyczące toksycznych osób i relacji w rodzinie ale żaden z nich nie dał mi odpowiedzi na moje pytanie. Mój partner ma obecnie spory problem. Zamierzamy ze sobą wkrótce zamieszkać, najwyraźniej jego mama już to wyczuła bądź powiedział jej o tym. Ma totalny sajgon w domu. Od momentu śmierci jego taty gdy był nastolatkiem traktuje go jak swojego partnera. Mój TŻ strasznie się o to na nią denerwuje, próbuje sie od niej uwolnić ale nic nie skutkuje. Żadne racjonalne argumenty. Ona robi z siebie ofiarę, w ostatnim czasie histerie o wszystko, o to że go w ogóle nie ma w domu, że nie jest na każde jej zawołanie. Wzbudza w nim koszmarne poczucie winy. CHłopak nie jest w stanie podzielić sobie życia tak by być moim partenrem, matki partnerem, kolegą dla znajomych i pracownikiem w pracy. Zawala prace bo ten czas próbuje dzielić. Strasznie jej pyskuje, wrzeszczy do tego dochodzi babcia która zachowuje sie w dokładnie taki sam sposob jak mama. Obie potrafia mowic ze jest beznadziejny albo kłócic sie miedzy sobą czy powinien obciąć włosy czy nie, pytajac jeszcze w miedzyczasie mnie o zdanie. On to ignoruje. Byłam nawet świadkiem niemal rękoczynów pomiędzy nimi. Powiedział, że tak było całe życie....
Nie jest to obraz klasycznego maminsynka. Nie robi co mu mama każe, nie wyobraza sobie mieszkac z nia dłuzej, w momentach kryzysowych nawet sie mi rozpłakał w ramię że jest zmęczony ciągłym tłumaczeniem się. Że potrzebuje troche spokoju. ALe ona nie odpuszcza, mam wrazenie że jest coraz gorzej. Zresztą ona to sam zauważył, mówi że to chore a jednoczesnie widze ze jest tak zastraszony że boi się podjąć radykalną decyzję.
Co robić? Jak powinniśmy się zachować?
Nie chcę się z nim rozstawać, między nami jest naprawdę fajnie. A gdy jestesmy razem potrafimy się dogadać w każdej sprawie, nawet jak mamy bardzo odmienne zdania na jakiś temat.
Błagam niech ktoś coś doradzi, bo po jej wczorajszej akcji i załamaniu mojego partenera ja tez jestem załamana.