Hej.
Właśnie doznałam wielkiego oświecenia. To nie jest pozytywne oświecenie. Spędzam ten wieczór sama, jak zwykle, bo nie mam znajomych, z którymi mogę wyjść, ani chłopaka - jestem sobie takim samotnym dziwakiem. Przeglądałam profile moich dawnych i obecnych znajomych na facebooku. To zaprowadziło mnie do poznania brutalnej prawdy - moje życie stoi w miejscu. Jestem nudziarą bez perspektyw. Moi znajomi zakochują się, podróżują po świecie, spełniają swoje pasje, zdobywają świat. Niby wiem, że profil na facebooku o niczym nie świadczy i często jest podkolorowany, ale niektóre rzeczy widać jak na dłoni. Przez ostatnie 2 lata nie zrobiłam nic - nigdzie nie pojechałam, nie zapisałam się na żaden ciekawy kurs, nic.. A najgorsze, że czasami marzę, że moje życie się zmieni i stanę się jak ci ludzie na profilach, które przeglądam - będę wszędzie, gdzie chcę pojechać, zakocham się w super chłopaku, zdobędę szczęście.. A tu nagle budzę się w swoim ciemnym pokoju w blasku światła laptopa. To jest jakiś koszmar. I na dodatek sama z siebie drwię, że jasne, już to widzę jak nastepuje jakaś rewolucja w mojej nudnawej, badziewnej, tasiemcowatej egzystencji.. Dlatego chyba nie mam żadnych szans. Mam 21 lat, więc zostało mi jeszcze sporo lat do wynudzenia się przed kompem w towarzystwie latającej po pokoju muchy. Nawet moja jedyna przyjaciółka, która mnie ubóstwia(a ja ją) nie ma już dla mnie czasu, bo lata po imprezach ze swoim chłopakiem i angażuje się w różne kółka zainteresowań. A czemu ja tego nie robię? Jestem samotna, grubawa, raczej nieatrakcyjna, nie mam parcia na szkło. Ciekawe, czy jest jakaś szansa, żeby zmienić te stan rzeczy? A może radą dla mnie jest zjedzenie dziś na kolację tabletek i popicie ich czymś mocniejszym? No dobra, może pooglądam jakieś głupie filmiki na YouTube, bez przesady. Nie wiem. A może Wy wiecie? Bo ja już się poddaję z tym wszystkim..