Cześć. Jestem kobietą przed 30-stką, z partnerem jestem od kilku dobrych lat. Układało i układa nam się różnie. Ogólnie to dobry chłopak i nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. Kocham go bardzo i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Niestety, bardzo się różnimy w pewnej bardzo ważnej kwestii życiowej. Rozmawiałam z nim wielokrotnie, on mówił mi swoje racje, ja mu swoje. Ogólnie stanęło na tym, że każdy z nas został przy swoim zdaniu. Nie widzę szansy na porozumienie się bo on nie przyjmuje moich argumentów. Ja jego również nie bo nie wyobrażam sobie życia w taki sposób, jak on chce. Od długiego już czasu "toczymy o to bitwę"- bezskutecznie. Na jakiś czas też odpuściłam rozmowy na ten temat bo myślałam, że może sam się przekona i zmieni zdanie- niestety tak się nie stało. Od ok. miesiąca czasu poważnie myślę nad rozstaniem, bo skoro nie możemy się dogadać w tak ważnej dla nas kwestii, to jaki jest sens dalej w to brnąć?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że strasznie go kocham, przeżyłam z nim wiele wspaniałych chwil... i nie wiem jak poradzę sobie po rozstaniu. Jestem słabą psychicznie osobą, mam małą rodzinę i znajomych. Dałam sobie (nam) czas do września z nadzieją na nieoczekiwany zwrot sytuacji i przygotowanie się psychicznie do tego momentu, ale sama siebie oszukuję bo wiem, że takiego nie będzie.
Co mam robić? Te myśli zatruwają mi życie? Nie potrafię cieszyć się, czerpać z życia? Nie potrafię cieszyć się nawet już wspólnie spędzanymi chwilami ![]()
Podobne tematy
Zdradzisz o co chodzi?
Nie lubię uzewnętrzniać się na forum. Jest to naprawdę ważna kwestia, przynajmniej dla mnie i to, że nie potrafimy się w niej dogadać mnie już wykańcza ![]()
Nie lubię uzewnętrzniać się na forum. Jest to naprawdę ważna kwestia, przynajmniej dla mnie i to, że nie potrafimy się w niej dogadać mnie już wykańcza
Więc jak możemy przeanalizować Twój problem? Nie da sie tak... Jesteś tu anonimowa. Pozwól sobie byc może pomóc i wskaż problem. Nie bój się...
Jak nie możesz powiedzieć o co chodzi, to znaczy, że nie mam problemu.
ślub jest dla mnie bardzo ważny, dla niego nie. W ogóle kwestia przyszłości go nie obchodzi, liczy się tu i teraz jeśli chodzi o nas. Chciałabym również w niedalekiej przyszłości mieć dziecko, on nie. Są to problemy nie do przedyskutowania i przeskoczenia.
ślub jest dla mnie bardzo ważny, dla niego nie. W ogóle kwestia przyszłości go nie obchodzi, liczy się tu i teraz jeśli chodzi o nas. Chciałabym również w niedalekiej przyszłości mieć dziecko, on nie. Są to problemy nie do przedyskutowania i przeskoczenia.
Zatem:
1. chcesz zalegalizować związek
2. mieć dzieci
On nie przykłada do tego wagi czy wręcz odżegnuje sie od tego? Czym to tłumaczy?
Brakiem gotowości na ten krok.
Ale ja myślę, że nie o to chodzi... myślę że nie jest pewny czy to ze mną chce się zestarzeć, tylko nie potrafi powiedzieć tego otwarcie a ja nie wiem jak to z niego wyciągnąć.
myślę że nie jest pewny czy to ze mną chce się zestarzeć...
Skąd takie wnioski? Miałaś jakieś sygnały zapewne...
10 2015-04-04 23:25:01 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-04 23:30:32)
motórzystka napisał/a:myślę że nie jest pewny czy to ze mną chce się zestarzeć...
Skąd takie wnioski? Miałaś jakieś sygnały zapewne...
Tak czuję i próbuję postawić się na jego miejscu. Gdybym była mężczyzną i była z kobietą, którą bym kochała i chciała się z nią zestarzeć a dla niej ważny byłby ślub, to starałabym się ją uszczęśliwić. Skoro jego zdaniem ślub nic nie zmienia, to nie rozumiem jego oporu przed nim.
Moim zdaniem to naturalny etap w życiu kochającej się pary.
Edit: najgorszy wybór w moim życiu: rodzina, dziecko albo on ![]()
Zastanawiałaś się dlaczego nie chce tego typu zmian? Bo jak sama piszesz, gdy się ktoś kocha ślub nie jest poświęceniem.
Pomyśl dlaczego tak się wzbrania. Czy było coś w jego przeszlości, co moglo zaważyć na "teraz"?
Może coś z dzieciństwa? Czy może rodzice sie rozeszli? Nie wiem sama co o tym myśleć... W@ waszym przypadku oczywiście. Mam swoje zdanie na okoliczność takiego zachowania jak jego, ale tylko na podstawie własnych przeżyć.
Podziel się jeśli możesz. Każda wskazówka dla mnie jest cenna.
Odpowiadając na Twoje pytania, nic się takiego nie wydarzyło. Kiedyś nawet miałam wrażenie, że chce tego ślubu, że chce mieć dzieci. Teraz, jak go pytam czy w ogóle nie chce zakładać rodziny- odpowiada, że kiedyś tak. Teraz nie.
Sponiewierana napisał/a:motórzystka napisał/a:myślę że nie jest pewny czy to ze mną chce się zestarzeć...
Skąd takie wnioski? Miałaś jakieś sygnały zapewne...
Tak czuję i próbuję postawić się na jego miejscu. Gdybym była mężczyzną i była z kobietą, którą bym kochała i chciała się z nią zestarzeć a dla niej ważny byłby ślub, to starałabym się ją uszczęśliwić. Skoro jego zdaniem ślub nic nie zmienia, to nie rozumiem jego oporu przed nim.
Moim zdaniem to naturalny etap w życiu kochającej się pary.Edit: najgorszy wybór w moim życiu: rodzina, dziecko albo on
wiesz czemu tak jest??? bo dla niego nie jesteś ,,wyborem ostatecznym,, tylko tyle i az tyle
A czy nie jest tak, że on nie uważa Cie za kobietę z którą chcę spędzić resztę życia?
motórzystka napisał/a:Sponiewierana napisał/a:Skąd takie wnioski? Miałaś jakieś sygnały zapewne...
Tak czuję i próbuję postawić się na jego miejscu. Gdybym była mężczyzną i była z kobietą, którą bym kochała i chciała się z nią zestarzeć a dla niej ważny byłby ślub, to starałabym się ją uszczęśliwić. Skoro jego zdaniem ślub nic nie zmienia, to nie rozumiem jego oporu przed nim.
Moim zdaniem to naturalny etap w życiu kochającej się pary.Edit: najgorszy wybór w moim życiu: rodzina, dziecko albo on
wiesz czemu tak jest??? bo dla niego nie jesteś ,,wyborem ostatecznym,, tylko tyle i az tyle
takie mam właśnie podejrzenia. Żałuję, że nie potrafi tego powiedzieć mi prosto w oczy ![]()
16 2015-04-04 23:36:42 Ostatnio edytowany przez ktokogo (2015-04-04 23:40:30)
ślub jest dla mnie bardzo ważny, dla niego nie. W ogóle kwestia przyszłości go nie obchodzi, liczy się tu i teraz jeśli chodzi o nas. Chciałabym również w niedalekiej przyszłości mieć dziecko, on nie. Są to problemy nie do przedyskutowania i przeskoczenia.
No ok - ...że też włączę się do rozmowy - on ma inne priorytety. Ale z tego, co piszesz te akurat sprawy sa raczej ...fundamentalne i róznica w podejsciu do nich raczej nie daje wiekszych szans na wspólna przyszłość. Ślub - od biedy można "odbębnić" jesli drugiej stronie zależy. Ale dziecko? Czy, Autorko, nie bierzesz pod uwagę - znając jego podejscie - że jesli "zajdziesz" a potem urodzisz Wasze dziecko - Twój partner (wówczas moze już "na siłę" mąż) odwróci sie na pięcie, bo "jest na to nie gotowy"? Ja brałbym to pod uwagę...
Czy, skoro w takich sprawach sie tak różnicie, nie ma innych jeszcze różnic? Co sprawiło, ze tkwicie w tym związku "ładnych parę lat"? Dlaczego pomimo odmiennego podejścia (do małżeństwa, do dziecka, do rozwoju, do postrzegania przyszłosci itd. itp.) nadal "przeciągacie" linę miast WSPÓLNIE budować Wasze życie bądź rozejść się i znaleźć partnera o zbieżnych priorytetach?
Czy przypadkiem -Ty moze nie, ale on tak - nie jesteście ze sobą jakoś ...z przypadku? I on nie traktuje tego, z Tobą, zwiazku powaznie i tak jak wypadałoby? Jest juz chyba w wieku, w jakim wypadałoby oczekiwać dojrzałego podejscia do zycia, do związku, a nie takiego ...rodem z wieku *nastu lat. Bo tak odbieram takie zapatrywania u Twego partnera na podstawie opisu...
Teraz, jak go pytam czy w ogóle nie chce zakładać rodziny- odpowiada, że kiedyś tak. Teraz nie.
Mamy zatem jakąś wskazówkę
"Kiedyś tak..." Czy nie przyszło Tobie do głowy, że on może bać sie odpowiedzialności za Ciebie i dziecko? Nie będziesz jakis czas pracować. Wówczas przyjdzie mu was utrzymywać. Przepraszam, że wychodzi na to, że sprowadzam tę sprawę do pieniędzy, ale to akurat się stanie.
Macie jakieś zobowiązania finansowe? Wspólne?
A czy nie jest tak, że on nie uważa Cie za kobietę z którą chcę spędzić resztę życia?
a skąd ja to mogę wiedzieć? Jedynie mogę wierzyć lub nie w jego słowa...
ktokogo, dobre pytania. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Ja na pewno dlatego, że do końca wierzyłam, że zmieni zdanie. Że w końcu "dojrzeje" do tego. No i dlatego, że go kocham. A on? Nie wiem.
I nie, nie boję się o to, że ucieknie kiedy urodzę dziecko a on nie będzie na to gotowy. To porządny mężczyzna. Bierze odpowiedzialność za swoje czyny i nigdy tak by nie zrobił.
A czy wy mężczyźni macie jakiś zegar biologiczny?
Popieram opinię przedmówcy. Nie popieram spojenia związku dzieckiem ani przypieczętowanie związku pieczątką. Liczę jedynie na to, że partner
Autorki nie dojrzał jeszcze do podjęcia takich decyzji. Czy to może oznaczać, że jej nie chce?
20 2015-04-04 23:46:08 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-04 23:48:36)
Nie sądzę, żebyśmy byli ze sobą z przypadku. Jesteśmy razem szmat czasu. Nie 2, 3 czy 5 lat... Nie myślę też, że nie traktuje tego związku poważnie, bo liczy się z moim zdaniem w innych sprawach. No i przez ten czas przecież mógł sobie znaleźć kogoś innego, mógł nawet zdradzić... a nie zrobił tego.
Sponiewierana, przeszło mi to przez myśl ale chyba nie można sprowadzać wszystkiego do pieniędzy? Gdyby wszyscy patrzyli na to przez ten pryzmat, to w ogóle nie byłoby małżeństw i dzieci.
Nie mamy zobowiązań finansowych, prowadzimy jedynie wspólne gospodarstwo domowe z tym, że mamy osobne budżety. Każdy z nas jest niezależny finansowo.
21 2015-04-04 23:49:59 Ostatnio edytowany przez ktokogo (2015-04-04 23:56:27)
...nie boję się o to, że ucieknie kiedy urodzę dziecko a on nie będzie na to gotowy. To porządny mężczyzna. Bierze odpowiedzialność za swoje czyny i nigdy tak by nie zrobił.
Oby... Znasz go trochę, ale bywa - i to często - że wówczas sytuacja ...przerasta faceta.
Piszesz, ze bierze odpowiedzialność za swoje czyny - pięknie... Ale czy taką odpowiedzialnoscią nie byłoby z jego strony też zdeklarowanie się (szczególnie, ze: jest z Tobą ileś tam lat, widzi, ze traktujesz go powaznie, wie o Twoich marzeniach i planach itd) co do małżeństwa i jakiejś śladowej pewności co do niego jako Twego partnera? Jakoś odnosze wrażenie, ze to człowiek - cokolwiek najlepszego nie napiszesz o nim - o trochę egoistycznym podejściu. Bo czyż nie wypadałoby - skoro jest z Tobą i Cię darzy jakimś ciepłym uczuciem - by starał się podchwytywać "w lot" Twoje mysli i być kilka kroków z przodu? Chyba nie "ciągniesz go za uszy" przez te wszystkie wspólne lata by cokolwiek uzyskać? ![]()
Teraz dopiero ...dotarł do mnie sens tematu watku: "Kocham go mocno ale muszę odejść- jak sobie poradzić?"
Czyli zakładasz odejscie? Czy uswiadomiłas jakoś delikatnie to partnerowi? Czy zdaje sobie sprawę, ze Twoje oczekiwania są ważne i zlekceważenie tego oznaczać może Wasze rozstanie? W sumie - z drugiej strony patrząc - to troche jak szantaż: albo się żenisz itd, albo odchodzę... Ale to chyba jednak dobre rozwiazanie - ślub jest przypieczętowaniem zwiazku, jakims potwierdzeniem. Dziecko - dopełnieniem... Skoro tak sie od tego on odżegnuje - coś musi "być na rzeczy", przykro mi.
22 2015-04-04 23:52:53 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-04 23:54:36)
ktokogo, powinien.
I dlatego też zaczynam powoli wątpić w jego miłość i zaczynam myśleć tak jak napisałam na początku-że nie jest pewny, że to ja jestem tą jedyną. Tak, to prawda, jest egoistyczny, ale wracając do tego dziecka i jego ucieczki to mogłabym dać sobie rękę uciąć, że nie postąpiłby tak.
Dobre w Tobie jest to, że nie próbujesz planować jakiejś wpadki a dziecka nie traktujesz jako panaceum na wasz jakby nie było zgrzyt.
Zastanawiałaś się jak wygląda wasze zycie razem? Czy oby na pewno nie jest tak, że żyjecie obok siebie?
Czy oby na pewno nie jest tak, że żyjecie obok siebie?
Skąd takie pytanie? Czy to widać na forum? ![]()
Myślę, że trochę tak. Każdy ma oprócz wspólnego życia- swoje własne- pasje, pracę, rodzinę, itp. Nie robimy wszystkiego razem. Nie ograniczamy się. Dajemy sobie wolną przestrzeń również.
Skąd takie pytanie? Czy to widać na forum?
Myślę, że trochę tak. Każdy ma oprócz wspólnego życia- swoje własne- pasje, pracę, rodzinę, itp. Nie robimy wszystkiego razem. Nie ograniczamy się. Dajemy sobie wolną przestrzeń również.
To dobrze brzmi. Czy jednak poza sprawą związaną z decyzjami, o których zdradziłaś, nie wyczuwasz czegoś.... Że coś jest inaczej teraz? Napisałas, że jesteście ze sobą dość długo.
Zadaję pytania, bo próbuję dociec co siedzi w jego głowie. A Ty jesteś furtką do tego. Nie chcę stawiać diagnozy nie poznając symptomów.
Ktokogo, on wie,ze to dla mnie bardzo ważne, wie tez, że mogę przez to odejsc. Nie chce go szantazowac choć moze to tak wygladac... Ja po prostu chcialam byc z nim szczera i powiedzialam o swoich uczuciach i marzeniach.
Sponiewierana, zadajesz bardzo trafne pytania i zaczynam odnosic wrazenie, ze nas znasz...
Tak, od pewnego czasu jest jakby inaczej. Nawet ciezko mi to okreslic...Jak gdyby wycofany. Ciezko sie z nim rozmawia...
Na pewno przez te lata bardzo dojrzal psychicznie. Stwierdzam to po jego zachowaniu.
Sponiewierana, zadajesz bardzo trafne pytania i zaczynam odnosic wrazenie, ze nas znasz...
Zapewniam Ciebie, że nie znam Was ![]()
Tak, od pewnego czasu jest jakby inaczej. Nawet ciezko mi to okreslic...Jak gdyby wycofany. Ciezko sie z nim rozmawia...
To znaczy od kiedy? Zanim zaczęliście prowadzić rozmowy na temat dziecka i ślubu?
Na pewno przez te lata bardzo dojrzal psychicznie. Stwierdzam to po jego zachowaniu.
Co masz na myśli? Może wrócmy do mojego pytania na temat przeżyć z... dzieciństwa chociażby? Czy był kochanym dzieckiem?
Mężczyźni myślą raczej zero jedynkowo:
Chcę z nią spędzić resztę życia => bierzemy ślub
Nie chce z nią spędzić reszty życia/nie jestem pewny => nie chce ślubu
Jak rozumiem, nie ma technicznych przeciwskazań do odraczania decyzji o ślubie, dziecku i zyciu "długo i szczęśliwie"
Dla mnie, podczas "chodzenia" z obecną żoną cel ten nie był oczywisty w wieku 20 lat gdy się poznaliśmy, ale kształtował się w miarę wspólnego życia i stopniowo stał się jedyną opcją w miarę jak dwoje ludzi dopasowywało się do siebie coraz lepiej.
Gdy obecna zona chciała wcześniej formalizować związek - po 3 latach - starałem się jasno wytłumaczyć, dlaczego się nie decyduje i dac jednoznaczna perspektywe: "po studiach, gdy bede zarabial, przed decyzją o dziecku, teraz nie ma to na nic wpływu." Tak się zresztą stało. Realnie jednak główną przyczyną "odraczania" była, jak sądzę, chęc sprawdzenia się z partnerką w możliwie wielu sytuacjach - bo w sumie można było się hajtnąć od razu :-). Tyle, że po pięciu latach wiedziałem dokładnie na kogo się decyduję, wiedziałem, z jasno z kim chce byc, mogłem ta decyzje podjąc ZNACZNIE BARDZIEJ ODPOWIEDZIALNIE i niewiele mnie potem zaskoczyło.
Jeśli przez 5 lat nie pojawia się żadna nielojalność, próba emocjonalnych zdrad, seks się pogłębia i rozwija, ilość wspólnych spraw wzrasta i czuje się za plecami czyjeś wsparcie ma się zdecydowanie mniej wątpliwości, gdy planuje się "związek na całe życie".
Tutaj jak rozumiem nie dostałaś ŻADNEJ perspektywy (np. "za dwa lata gdy nazbieram na większe mieszkanie") tylko słyszysz jakieś ogólne gadki "nie jestem gotowy"... Nie wiadomo czy planuje "związek na całe życie" czy nie.
Wydaje mi się, że brak takiej perspektywy jest niepokojący i może oznaczać, że jego odpowiedzi są jedynie wykrętami. A przecież to problem podstawowy - już dawno powinno być jasne dla obu stron co i dlaczego wybierają. Niechęć do rozmowy na ten temat może oznaczać że wasze cele stały się na tyle rozbieżne, że łatwiej jest o nich nie mówić, a twój partner stosuje niedopowiedzenia i blokowanie komunikacji jako metodę obrony swoich interesów.
Na razie, jak rozumiem partner chce udawać że nie wie, iż "twój czas" na rodzenie pierwszego dziecka z każdym rokiem oddala cię od optymalnego biologicznie okresu, kiedy ciąża i porod niemal nie pozostawiają śladu na ciele i zdrowiu.
.
Może mi to umknęło, ale nie widzę takiej informacji - a czy on wie o tym, że zamierzasz odejść jeśli się nie dogadacie w tych kwestiach?
31 2015-04-05 08:15:40 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-05 08:21:52)
Sponiewierana, zaczelo sie psuc od ok. Konca lutego, kiedy to po raz kolejny rozmawialismy na ten temat. Wczesniej tez byly rozmowy ale wszystkie konczyly sie tak samo i wracalo do normalnosci. Teraz jak gdyby nie wrocilo...
Nie znam do konca faktow z jego przeszlosci, ale wiem ze w dziecinstwie jego rodzice nie poswiecali mu zbyt duzej uwagi, szczegolnie matka,ktora zostawiala go caly dzien samego w domu gdy mial 4 lata, nie dbala o jego bezpieczenstwo itp. Teraz w sumie tez sie nim nie interesuje a mimo to on dba o swoja matke i ja szanuje. A czy to ma jakies znaczenie?
On wie, ze odejde jesli nie zdecyduje sie na slub, z tym, ze mysle iz nie traktuje tego powaznie. Sadze, ze on i tak wie, ze tego nie zrobie...
Tez uwazam, ze to normalny etap w zyciu pary i skoro rzekomo mnie kocha, sprawdzilismy sie jako para w jakims tam stopniu, znamy sie jak lyse konie, to slub nie powinien byc problemem a on bardzo unika tego tematu, w ogole nie przyjmuje do wiadomosci, ze moj czas na dziecko powoli mija... Tak jakby to bylo poza nim kompletnie.
I tak wlasnie, slysze ogolne gadki, zadnych konkretow. Od co najmniej 4 lat slysze tekst, ze juz niedlugo... co jest poparte bezsensownymi argumentami.
Prosze,doradzcie mi co ja mam robic? Jak sie zachowywac?
Znalazlam stary post Olinki z innego watku.Bardzo mi sie jej wypowiedz spodobala, wiec ja pozwole sobie przytoczyc.
Dla mnie szczera, prawdziwa miłość oznacza bezinteresowne ofiarowywanie siebie drugiemu człowiekowi. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to jego dobro stawia się ponad własne, a przy tym odczuwa się radość z samego faktu dbania o tę drugą osobę i sprawiania jej przyjemności. Za kochaną osobą tęsknimy, cieszymy się na jej widok, dobrze i w pełni swobodnie czujemy się w jej towarzystwie, akceptujemy ją, szanujemy, często gości w naszych myślach - jeśli równocześnie jesteśmy kochani, to wszystko działa oczywiście na zasadzie wzajemności.
Szczera i głęboka miłość uskrzydla, nigdy nie krzywdzi, nie doprowadza do łez, zmienia wszystko - w tym nasze nastawienie do życia, a nawet podnosi poczucie własnej wartości. Człowiek, który kocha i jest kochany czuje się potrzebny. Chętnie wraca do domu, bo wie, że czeka w nim ktoś, dla kogo jest po prostu ważny.
http://www.netkobiety.pl/t55632.htm
Motórzystka,co Ty na to ? Zgadzasz sie z tym ? Jesli tak, to jak to sie ma do waszych relacji ?
Bo cos mi sie zdaje, ze to pomiedzy wami to zadna milosc.I z jego strony, i z Twojej tez.
I jeszcze to ultimatum Twoje.Albo do wrzesnia mi sie oswiadczysz, albo to koniec.
Czy to jest milosc ?
34 2015-04-05 09:39:26 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-05 09:40:23)
Zle mnie zrozumialas z tym wrzesniem. To nie jest ultimatum postawione jemu tylko sobie. Owszem, on wie, ze tak sie moze stac z powodu braku deklaracj z jego strony ale chyba nie spodziewa sie tego w najblizszym czasie albo nie dopuszcza takiej mozliwosci do siebie.
Z mojej strony to milosc a z jego... zaczynam watpic i dopatrywac sie rzeczy, ktore to potwierdzaja.
Mam podobny problem cieżko jest odejsc od kogoś kogo się kocha , chciałabym żeby on sam zniknął na jakis czas żeby dał mi czas ale ciągle tak sie nie da moge odejsc i wrócić bo boje sie ze nie dam rady , tak sie nie da zyc niby jest dobrze kochasz go a masz dosc wszystkiego co sie w twoim zyciu dzieje .
Chciałabym mieć odwage żeby odejść
Czarna200, dokladnie tak. Trzeba miec spora odwage, by odejsc.
Mozna wiedziec w jakim wieku jestescie i ile czasu jestescie razem?
ja 20 a chłopak 23 , jesteśmy razem trzy lata . On mnie zdradził a ja nawet po tym nie umiem odejść
Zatem bardzo Ci się dziwię, że chcesz z nim ślubu. Niby niektórzy twierdzą, że zdradę można a nawet trzeba wybaczyć ale musi to być okropnie trudne. Zresztą wydaje mi się, że jesteście jeszcze za młodzi na tak ważne decyzje.
Szanowna Autorko,
poruszyła mnie Twoja historia, bo... to przeżyłam. I długo trwało, nim zdecydowałam się odejść. Nigdy nie bałam się być sama, po prostu kochałam tego człowieka, nadal kocham, uważam, że jest wspaniały.
Jednak "od zawsze" chciałam mieć dziecko. On zresztą też, tyle że na początku związku, mniej więcej przez rok. Potem zaczął mówić: "kiedyś", następnie: "za 5-10 lat", aż w końcu obudziłam się i zaczęłam rozumieć, że nie proponuje żadnych konkretów. Mimo to potrzebowałam pewności, dużo rozmów temu poświęciliśmy, im bardziej dopytywałam, tym bardziej rozumiałam, że pozostając w tym związku spędzę lata czekając na coś, co nigdy nie nastąpi. A jeśli się zdarzy, to dla mnie może być wtedy za późno na dzieci. Dotarło do mnie, że partnerowi jest wygodnie spotykać się ze mną i... nic więcej.
Wiesz, ja nawet nie chciałam mieć dziecka już, teraz, tylko chciałam, żeby ten związek się pogłębiał, rozwijał. A mijały lata i nic się nie zmieniało, dosłownie nic. Zaczęłam to dostrzegać jakby etapami, na pewno nie od razu. I to było tak naprawdę bardzo przykre.
Zdecydowałam się odejść na początku tego roku. I ciężko mi z tym. Dałam sobie czas na ten smutek, nie chciałabym od razu się związać z nową osobą, bo jeszcze mam takie dziwne poczucie żalu, zaskoczenia, że partner tak naprawdę mnie nie kochał, nie planował ze mną być na poważnie mimo płynących lat. Wcale nie stało się tak, że tydzień lub miesiąc po rozstaniu spotkałam miłość życia i męża swoich przyszłych dzieci. Po długim związku samotność mnie wręcz uderzyła. Myślę, że może nawet lata miną, zanim znów będę w związku.
Ale wiem, że tylko odważenie się na ten krok daje mi szansę na założenie rodziny, posiadanie dzieci. A to moje wielkie marzenie.
Dziekuje Ci za Twoja historie. Bardzo mi przykro, ze Ciebie to spotkalo rowniez...
Mozesz powiedziec jak dlugo razem byliscie i jk Twoj ex chlopak zareagowal na rozstanie? Nie walczyl? Nue probowal Cie zatrzymac? Jak sobie radzisz?
Zatem bardzo Ci się dziwię, że chcesz z nim ślubu. Niby niektórzy twierdzą, że zdradę można a nawet trzeba wybaczyć ale musi to być okropnie trudne. Zresztą wydaje mi się, że jesteście jeszcze za młodzi na tak ważne decyzje.
Wiem że jesteśmy za młodzi , to on o tym wspomina ja nie , nawet już nie czuje tego co kiedyś do niego , a nie umiem go zostawić nie rozumiem siebie .
Droga Autorko i Czarna200
Wiem doskonale, jak ciezko jest odejsc od kogos, kogo sie kocha. Wydaje sie, ze nic nigdy nie zapelni tej pustki. Ale przeciez obie chcecie bys szczesliwe, prawda. To chyba podstawowe pytanie, ktore musicie sobie zadac: Czy jestem szczesliwa?
Maturzystko - Czy jestes szczesliwa z mezczyzna, ktory nie chce zwiazac sie z Toba na cale zycie, czy zalozyc rodziny - to tak, makby myslal, ze za rogiem moze czekac cos lepszego. Wiem, przykro tego sluchac. Kazdy mezczyzna wie, co dla kobiety znaczy slub. Jesli sie przed tym tak wzbrania, nie wyglada to najlepiej. Wiem, ze z tym wrzesniem, to nie jest ultimatum, ale powiedzmy, ze jest, ze mu je dajesz - i to dziala. On dla swietego spokoju zgadza sie na slub i dziecka. Czy bylabys szczesliwa wiedzac, ze on to robi nie z milosci, nie dlatego, ze tak poczul i chce tego - tylko tak na odczepne? Chyba nie, prawda? A czy takie malzenstwo ma szanse powodzenia? Moim zdaniem, powinnas z nim porozmawiac. Powiedziec, ze myslisz o rozstaniu, bo wyglada na to, ze nie chcecie tych samych rzeczy od zycia. Ty chcesz - tak, moze to glupie, moze dla innych to tylko papierek, ale Ty chcesz slubu - kobieta lubi wiedziec, ze do kogos nalezy. To daje nam poczucie bezpieczenstwa. Daje nam swiadomosc, ze mezczyzna kocha nas na tyle, ze nie boi sie tego przyznac przed rodzina, przyjaciolmi i Bogiem. No a rodzina? Przeciez my zostalysmy stworzone, aby byc matkami! Instynkt maciezynski jest czym pierwotnym i niespelnienie go poddaje w watpliwosc sens naszej egzystecji. Po takiej rozmowie moga byc dwa scenariusze:
1. Rozstaniecie sie i kazde pojdzie w swoja strone, bycmoze spotkacie kogos z kim naprawde mozecie byc szczesliwi
2. Rozstaniecie sie na jakis czas, ktory bedzie mu potrzebny, by zrozumiec, ze jestes kobieta jego zycia i sam nie bedzie pamietal czemu nie chcial slubu i rodziny. ,,Jesli kogos - pusc go wolno. Jesli wroci - jest Twoj. Jesli nie - nigdy nie byl'' Czasem musimy stracic cos, zeby zrozumiec ile dla nas znaczylo
Odnosnie Twojej historii Czarna200 - czy potrafisz mu wybaczyc? Ale tak naprawde, doglebnie wybaczyc? W jakich okolicznosciach on Cie zdradzi? Czy to bylo chwilowe zacmienie, moment, ktorego on teraz szczerze zaluje i wie, ze nigdy by juz tego nie zrobil? Jesli uwazasz, ze to sie juz nigdy nie powtorzy - wybacz mu, zapomnij i zyjcie szczesliwie. Kazdy popelnia bledy, zwlaszcza w mlodosci. Jezeli zas nie potrafisz zapomniec i wybaczyc - musisz odejsc, bo bedzie to zjadac Cie od srodka i sabotazowac Twoj zwiazek. Nie bedziecie szczesliwi, wiec po co. Gleboko sie nad tym zastanow. Kazdy zasluguje na druga szanse i czasem trzeba popelnic blad, zeby sie czegos nauczyc.
43 2015-04-06 15:25:12 Ostatnio edytowany przez motórzystka (2015-04-06 15:27:21)
monia1920, porozmawiałam z nim wczoraj. Rozmowa była bardzo krótka ale rzeczowa i spokojna. To, co od niego usłyszałam dalej nic mi nie wyjaśniło. Powiedział, że musimy któregoś razu usiąść, spokojnie o tym porozmawiać i pomyśleć, i żebym nie robiła nic pochopnie. Widziałam po jego minie, że dotarło do niego, chyba po raz pierwszy, że naprawdę chcę odejść.
To co teraz planuję, to przyzwyczajanie się powoli do jego nieobecności. Nie mogę odejść z dnia na dzień. Potrzebuję czasu, by przygotować się na to, pogodzić choć trochę... by po rozstaniu jakoś w miarę normalnie funkcjonować. Nie zamierzam też nigdy więcej z nim rozmawiać na ten temat, chyba, że to będzie z jego inicjatywy.
Uważam, że w dalszym ciągu cokolwiek on by postanowił, to będzie to tylko jego decyzja, bo nie jest człowiekiem, który łatwo ulega wpływom innych, nie jest osobą, która robi coś wbrew sobie lub dla świętego spokoju.
I dziękuję Monia za przypomnienie mi tego cytatu. Znam go, ale za każdym razem, gdy go czytam czy słyszę nabiera dla mnie nowego, mocnego znaczenia.
Dobrze, że rozmawialiście. Trzeba czasem odważyć się na stuprocentową szczerość, przestać się bawić w zamiatanie własnych pragnień pod dywan lub kolejne rozmowy i obietnice, po których nic się nie zmienia.
Oczywiście: nie wszystkie dziewczyny chcą mieć rodzinę i dziecko, nie wszystkie prawie-trzydziestolatki czekają na oświadczyny i stabilizację. Ale ja chcę i czekam. Tak naprawdę, to długo spychałam te pragnienia na dalszy plan, nie chciałam nigdy niczego na mężczyźnie wymuszać. Przecież ślub i dziecko powinny być skutkiem fajnego, dobranego związku, a nie sugestii, próśb i gderania, prawda?
Tylko: kiedy mijają LATA, a my zauważamy, że partnerowi jest wygodnie "mieć" związek, ale nie "być" w związku, trzeba wziąć się w garść i realnie ocenić sytuację. Ja długo o tym myślałam, długo rozmawiałam z partnerem, naprawdę szczerze... Musiałam dowiedzieć się, na czym stoję. To bolało, wcale nie było proste i nie zajęło jednego wieczoru.
Przyznam, że byłam wręcz zaskoczona jego nieodpowiedzialnością, niezdecydowaniem. Kiedy usłyszałam, że snując nasze wspólne plany na przyszłość "tylko tak mówił", "chciał mnie zdobyć" - ręce mi opadały. Jakaś zasłona opadła po latach bycia razem i zrozumiałam, że jeśli nic nie zrobię, kolejne lata spędzę w związku pełnym wyznań i deklaracji, tylko że będę mieszkała sama, spędzała życie sama, a dziecko i ew. ślub pozostaną moim wielkim, niespełnionym marzeniem.
Autorko, ja odeszłam w styczniu tego roku, choć zaczęłam odchodzić chyba 2-3 miesiące wcześniej. Tzn. mówiłam chłopakowi, o czym marzę, czego bym chciała, proponowałam zmiany. On oczywiście "walczył", czyli powtarzał w kółko, że jestem kobietą jego życia, że wszystko zmieni. Tyle że mówił o tym przez telefon, mówił naszym wspólnym znajomym, jak mnie kocha... ale nie zrobił nic.
Nic.
I to strasznie bolało.
W styczniu zerwałam z nim ostatecznie kontakt. Hmm... Jeszcze do końca marca dzwonił, ale nie odbierałam, żeby nie uwierzyć kolejny raz w obietnice i puste słowa. Straciłam na to tak wiele lat...
Cały czas szukam teraz nowej pracy, żeby odciąć się, wyleczyć z tego, zapomnieć. To pewnie strasznie słabe, ale gdy widzę gdzieś byłego partnera, odwracam głowę i idę dalej. Robię teraz wszystko dla siebie: mnóstwo snu, zdrowe jedzenie, codziennie składam CV, odgrzewam stare, zaniedbane znajomości z przyjaciółmi sprzed związku.
Kiedy myślę o ex, staram się od razu zabrać do pracy, a w domu obejrzeć film, napisać do koleżanki, wyjść na spacer. Byle natychmiast przestać o nim myśleć.
Nie jest różowo, ale kiedy za rok, dwa lub pięć, choćby dziesięć, będę żyć z kimś, kto założy ze mną rodzinę, gorąco podziękuję sobie za to, że nie utknęłam w relacji z kimś, kto tak naprawdę nie chciał ze mną żyć.
Utwierdza mnie to w przekonaniu, ze dobrze robie bo czasami nachodza mnie watpliwosci... Przeciez nie powinno sie zostawiac osoby, ktora sie kocha z powodu braku papierka, ale problem lezy glebiej...nie o papierek chodzi, tylko o brak zdecydowania, pewnosci z jego strony. Nie wiem jak naucze sie zyc sama, bez niego. Bedzie to bardzo ciezkie.
Kobietka, czujesz jeszcze ten bol i pustke, jaka sie czuje tracac ukochana osobe? Czy moze ten bol jest mniejszy po tych 4 miesiacach?
Kobietka85 piszesz wiele lat, lata mijały itp. Jak myślisz czy Twój były wie o Twoim epizodzie z przed dwóch lat? Średnio rozgarnięty facet takie życzy czuje z daleka, ale nie powie wprost, tak jak toś tu wcześniej wspomniał zero-jedynkowo.
47 2015-04-06 20:16:44 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-04-06 20:17:31)
Motórzystko,
Wg chyba najbardziej znanej teorii autorstwa Sternberga, miłość kompletna to kompilacja 3 składników: ntymności, namiętności i zaangaźowania. W przypadku Twojego partnera dostrzegasz i piszesz o braku jednego z nich: ZAANGAŻOWANIA, czyli pewności, że on chce być z Tobą teraz i w przyszłości, bez względu na to, jaka ta przyszłość będzie. A przynajmniej brakuje z jego strony troski i dbałości o Twoje potrzeby.
Może Wasz związek stał się przechodzonym. Wówczas w takim związku tkwi się z przyzwyczajenia i wygody lub strachu przed samotnością, mimo że pomiędzy partnerami jest słaba więź emocjonalna i intelektualna a w sypaialni często żar zastąpiła nuda i rutyna.
Raczej trudno wskrzesić w takim związku na nowo ogień i warto go zakończyć, tym bardziej jeśli jedna ze stron nie czuje ani takiej potrzeby, ani ochoty.
Ja to widze troche z innej strony a wiec: Twoj mezczyzna nie jest jeszcze gotowy aby wziac slub i miec dzieci. Znam sporo mezczyzn w wieku 30 lat ktorzy nie sa po prostu gotowi, czy jest gdzies napisane ze w tym wieku trzeba juz zakladac rodzine? U niektorych trwa to dluzej i po co sie zmuszac do czegos a potem partner Ci wypomni ze to TY chcialas slubu i dzieci. Nie zdziwilabym sie jak bys go zostawila a za kilka lat zobaczylabys go z wozkiem i zona, bo akurat za kilka lat on moze dojzec do tej decyzji. Nie wszyscy sa gotowi na ten krok w tym samym wieku i wydaje mi sie to natuwalne. W Polsce sie tak przyjelo ze slub dzieci w mlodym wieku a w innych krajach ludzie sie tak z tym nie spiesza.
Moja siostra byla w podobnej sytuacji z tym ze jej partner chcial dziecka ale nie spieszno mu bylo do slubu, i tez sie denerwowala bo byla w podobnym wieku co Ty, niedawno jednak wzieli slub
Pamietaj, ze decyzja o slubie i dzieciach to jest POWAZNA decyzja i dla Twojego mezczyzny podjecie takiego kroku bedzie oznaczac ze beda nowe zobowiazania, ODPOW|EDZIALNOSC za DRUGA osobe a nie wszyscy sa na to JUZ gotowi. Mam nadzieje, ze sprubujesz spojzec na to z tej strony, i zaczekasz z rozstaniem, cierpliwosc czasem poplaca, bo chyba smutno by Ci sie zrobilo gdybys go kiedys zobaczyla w parku z ZONA I DZIECKIEM tym bardziej ze mowisz iz on jest pozadnym mezczyzna a o takiego trudno..
motórzystka
A czy za nim zaczęliście być w związku, Twój obecny partner mówił/opowiadał jaki ma stosunek do dzieci i ślubu? Czy w ogóle się nad tym kiedyś porządniej zastanawiał? Ja to widzę jako niegotowość do bycia w małżeństwie i wzięcia odpowiedzialności za bycie Tatą, po prostu się boi się, że temu nie sprosta albo nie chce? Sama powinnaś o tym z nim porozmawiać, nie należy bać się rozmów w związku, bo takie dialogi mają pomagać i łączyć ludzi a nie odsuwać od siebie.
saffari, zauważyłam, że tak się zazwyczaj dzieje. Pary będące ileś lat w związku rozstają się a po roku czy dwóch biorą śluby z nowymi partnerami. Zawsze zastanawiałam się dlaczego tak jest... i doszłam do trochę innego wniosku niż Ty, mianowicie, że w poprzednich związkach nie byli pewni swoich partnerów.
Poza tym- nie wiem na ile to co mówił mój partner jest prawdą- że przenigdy nie ożeniłby się z kobietą, którą by znał rok czy 2. On rzekomo potrzebuje więcej czasu na poznanie się dobrze z drugą osobą.
kerk, on zawsze chciał mieć rodzinę. Mówił kiedyś, że najlepszym do tego wiekiem wg. niego jest 30 lat.
Chyba mój problem rozwiąże się szybciej niż myślałam... Nie spodziewałam się tego zupełnie. Mój partner nie szuka ze mną kontaktu, nie chce mojego towarzystwa, a nawet mam wrażenie, że coś ukrywa. Zupełnie nie wiem co robić w takiej sytuacji.
Chyba mój problem rozwiąże się szybciej niż myślałam... Nie spodziewałam się tego zupełnie. Mój partner nie szuka ze mną kontaktu, nie chce mojego towarzystwa, a nawet mam wrażenie, że coś ukrywa. Zupełnie nie wiem co robić w takiej sytuacji.
Przykro mi z tego powodu... Może on się nie deklarował, bo po prostu nie chciał. Czasem szukamy nie wiadomo jakich powodów, nie wiadomo jak tłumaczymy - traumą z dzieciństwa itp. a rozwiązanie jest proste. Nie chce się deklarować na całe życie, a wygodnie mu tak jak jest. Teraz ma wszystko od Ciebie, a sam zbytnio nie musi się angażować.
Może mu jest na rękę, że się nie odzywasz, bo sam nie wiedzial jak to zakończyć....
Mój dobry znajomy był z dziewczyną 6 lat, nie deklarując się, bo tak naprawdę czekał na kogoś lepszego. Oczywiście głośno sam się nie przyznał do tego. Ale po rozstaniu za miesiąc czy 2 spotkał miłość swojego życia, po miesiącu się oświadczył. Teraz są 5 lat małżeństwem z 2 dzieci. Tamtą tylko wpędził w lata, mógłby być z nią i 10 lat i też by nic z tego nie wyszło.
Najgorsze sa osoby ktore sa z kims zeby byc tylko a w miedzy czasie szukaja dalej. Do autorki wiem ze ciezko jest samemu odejsc jak sie kocha latwiej jak ktos nas rzuci bo tak jak kocham i musze to sam sama odejsc tak samo jak si kocha a druga strona nas krzywdzi np, a my dalej znia bo ochamyi wybaczamy, dziwne to wszystko ale tak bywa bo to ciezkie dezycje ale czasamo trzba jednak je podjac. Tez kiedtys mialem punkt krytyczny kazdy przy swoim byl i nie dalo sie dijsc do porozumienia szkoda tylko ze nie na poczatku zwiazku. Wogole zaczynam swierdzac ze partnera trzeba chyba w pierwszym roku przetestowac na wszystkie mozliwici zeby po kilku latach nie miec nie spidzianki i rozchodzic sie i miec zmarnowane lata.
Matórzystka...mam w zasadzie identyczny problem. Poruszałam go na forum. Mój facet też mnie "zbywa", najczęściej unika tematu. Nie otworzylam sie przed nim na 100 % - nie powiedziałam jak bardzo mnie to boli, że wszyscy nasi znajomi biorą śluby, maja dzieci a ja jestem przyszywaną ciocią i swoim szczęściu na tym polu mogę tylko pomarzyć.
Postanowiłam to zakończyć, póki mam jeszcze szansę poznać kogoś i urodzić zdrowe dziecko. Znam kobietę, która czekała na to aż jej facet dojrzeje do założenia rodziny 10 lat. Gdy miała 36 lat postanowiła to zakończyć, 2 lata później poznała swojego obecnego ukochanego, z którym jest szczęśliwa ..niestety dziecka juz mieć nie mogła.
Oby dodało nam to odwagi. Ale ja coraz bardziej myśle, że jednak w związku jest czarno / biało. Albo jest dobrze, kochamy się i nie mamy wątpliwosci, decydujemy się na ślub i wspólne życie razem, na dziecko, albo zwodzenie sie i oszukiwanie. Powodzenia !
znajoma na zakonczenie związku usłyszała "przecież ci nic nie obiecywałem". dobra wymówka, on wrócił do kobiety z którą był 15 lat wcześniej, wzieli ślub i tamtej obiecał.
bycie przez kilka lat w związku pozwala na poznanie się tak dogłębnie, że można stwierdzić chcę z tą kobietą spędzić resztę życia i mieć dzieci lub nie.
wygodne jest po prostu takie trwanie dla kolesia, albo całkowicie się angażuje w związek łacznie ze ślubem, albo tak lawiruje.
Nie wiem czy moge sie podpiac pod ten temat, bo w sumie mam ten sam problem z tym ze ja juz jestem kobieta po 35 roku zycia i jeszcze trudniej zwyczajnie odejsc mimo ze mam swiadomosc ze moj zwiazek to slepa uliczka nieprowadzaca do niczego.Z moim partnerem jestem okolo 6 lat, na poczatku nie zastanawialam sie co doalej gdyz wydawalo mi sie wszcstko swieze, tlumaczylam sobie, ze wszystko przyjdzie w swoim czasie, jakos naturalnie sie rozwinie.Lata mijaly,poczatkowo mieszkalismy wspolnie przez weekendy, potem juz wspolnie tak wogole.
Byl momet ze sytuacja zawodowa sie nam ustabilizowala, on byl i jest zawsze raczej dobry, szarmancki, troskliwy, jednak nie jest typem domatora, uwielbia sport i temu poswieca wiele wolnego czasu, ja odwrotnie lubie czas spedzac w domu jego zdaniem jest to zbyt malo ambitnie.Gdy doszlam wtedy do wnoisku ze nic nie stoi na przeszkodzie sformalizowac nasz zwiazek, bedac prewie pewna, ze sie ucieszy na to pytanie. Zapytalam wprost co ze slubem dalszymi wspolnymi planami na przyszlosc.Odpowiedz byla zaskakujaca:on mi niczego nie obiecywal, nie ma zamiaru sie ze mna zenic.Szok i niedowierzanie po tym co uslyszalam,jak ochlonelam powiedzialam ze dalsze nasze wspolne zycie nie ma sensu. W sumie na to nie zareagowal, rekcja nastapila po tygodniu z jego strny, slubu ze mna nie che ale zawsze marzyl o dziecku ze mna.
Potem byly uniki zebym jednak nie zaszla w ciaze, a potem to juz zycie samo napisalo scenariusz powaznie zachorowalam, on stracil prace.Dalej trwamy wspolnie, po chorobie doszlam do siebie, on znalazl nowa intrygujaca dla niego prace, ktora wiaze sie z wyjazdami w przerozne czesci swiata, jest swiezo zafascynowany , skupiony na pracy, dopinaniu kontraktow nas jako tako nie ma w tematach rozmow,Nie powiem podczas choroby nie odszedl, troskliwie sie mna zajmowal, wspieral.
Sytuacja sie normuje nie wiem ale co dalej, z wdziecznosci ze przymnie byl w chorobie mam juz nic nie wymagac, moze czekac az po ktores sluzpowej podrozy powie ze ma kogos i sie zakochal?Mam wrocic do tematu dziecka?Juz nic nie wiem?
Witajcie mam problem mam 24 lata bylem ze swoją ex ponad dwa lata ona ma innego juz od paru miesięcy caly czas o niej myślę biorę leki nasenne smutas.gif co robię czy czytam czy piszę gdzie kolwiek nie idę widzę ją. Tęsknię jak mówiła do mnie kichanie jak głaskała mnie pogłowie bawiła sie moimi włosami onan tak bardzo mnie dopełniała ja Ją nadal kocham chodź runiała mnie uciekl bym z nią jak naj dalej zablokowała mnie na fb jak widzę fotki nasze z wakacji smutas.gif to serce sie mi łamie zostały mi tylko fotki o pniej na poczcie e mail smutas.gif niby pokazuję że jestem silny oddal bym za nią wszystko smutas.gif Kocham Cię Danusia nie zależnie ze masz innego i nic już do mnie nie czujesz smutas.gif
Belindajana prosze skontaktuj sie ze mna na priv, chcialabym z Toba porozmawiac bo czuje z Toba pewnego rodzaju porozumienie i jestesmy w podobnej sytuacji. Wiem, ze tak naprawde osoba, ktora to przezywa lub przezyla rozumie to najlepiej.
Ciesze sie, ze mu o tym powiedziala nawet jesli sie oddali po tym na tyle, ze sie rozpadnie. Zapytalam go wczoraj czy mnie kocha bo tak rzadko mi to mowi. Zapytal "a kogo mam kochac jak nie Ciebie? To ze nie mowie, nie znaczy, ze nie kocham, powinnas to wiedziec". Chcialabym wierzyc w jego slowa...ale mam przeczucie, ze jednak przestraszy sie malzenstwa i ucieknie
czy jest w ogole czas czekac te kilka miesiecy? Czy jest sens dawac nam jeszcze szanse?
Wiem doskonale co przechodzisz bo jestem w podobnej sytuacji Co Ty też Bardzo Kocham i świat poza nim nie istnieje Nie chce odchodzić bo szczerze nie chce ale też nie mogę tkwić w takim układzie bo zresztą...
Jeżeli się naprawdę kochacie spróbujcie jeszcze raz ze sobą porozmawiać, dobrze zrobiłaś że daliście sobie czas emocje opadną i oboje na spokojnie przemyslicie sobie wszystko. Bądź dobrej myśli prawdziwa miłość szczera zwycięży wszystko jeśli jednak okaże się jednak że Twój mężczyzna nadal podtrzymuje swoje zdanie to będzie to bolesne ale najwidoczniej nie jest dla Ciebie.
Bo jeśli się kocha całą sobą i szczerze to jest się w stanie i zrobisz absolutnie wszystko dla tej drugiej osoby.
Ja jednak Wam życzę żeby wasza miłość wyszła zwycięsko z Tej próby.
59 2020-04-03 12:47:17 Ostatnio edytowany przez Meliska21 (2020-04-03 12:48:03)
Wiem doskonale co przechodzisz bo jestem w podobnej sytuacji Co Ty też Bardzo Kocham i świat poza nim nie istnieje Nie chce odchodzić bo szczerze nie chce ale też nie mogę tkwić w takim układzie bo zresztą...
Jeżeli się naprawdę kochacie spróbujcie jeszcze raz ze sobą porozmawiać, dobrze zrobiłaś że daliście sobie czas emocje opadną i oboje na spokojnie przemyslicie sobie wszystko. Bądź dobrej myśli prawdziwa miłość szczera zwycięży wszystko jeśli jednak okaże się jednak że Twój mężczyzna nadal podtrzymuje swoje zdanie to będzie to bolesne ale najwidoczniej nie jest dla Ciebie.
Bo jeśli się kocha całą sobą i szczerze to jest się w stanie i zrobisz absolutnie wszystko dla tej drugiej osoby.
Ja jednak Wam życzę żeby wasza miłość wyszła zwycięsko z Tej próby.
Wątek jest z 2015 roku, bo może nie zwróciłaś uwagi
Cześć. Jestem kobietą przed 30-stką, z partnerem jestem od kilku dobrych lat. Układało i układa nam się różnie. Ogólnie to dobry chłopak i nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. Kocham go bardzo i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Niestety, bardzo się różnimy w pewnej bardzo ważnej kwestii życiowej. Rozmawiałam z nim wielokrotnie, on mówił mi swoje racje, ja mu swoje. Ogólnie stanęło na tym, że każdy z nas został przy swoim zdaniu. Nie widzę szansy na porozumienie się bo on nie przyjmuje moich argumentów. Ja jego również nie bo nie wyobrażam sobie życia w taki sposób, jak on chce. Od długiego już czasu "toczymy o to bitwę"- bezskutecznie. Na jakiś czas też odpuściłam rozmowy na ten temat bo myślałam, że może sam się przekona i zmieni zdanie- niestety tak się nie stało. Od ok. miesiąca czasu poważnie myślę nad rozstaniem, bo skoro nie możemy się dogadać w tak ważnej dla nas kwestii, to jaki jest sens dalej w to brnąć?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że strasznie go kocham, przeżyłam z nim wiele wspaniałych chwil... i nie wiem jak poradzę sobie po rozstaniu. Jestem słabą psychicznie osobą, mam małą rodzinę i znajomych. Dałam sobie (nam) czas do września z nadzieją na nieoczekiwany zwrot sytuacji i przygotowanie się psychicznie do tego momentu, ale sama siebie oszukuję bo wiem, że takiego nie będzie.
Co mam robić? Te myśli zatruwają mi życie? Nie potrafię cieszyć się, czerpać z życia? Nie potrafię cieszyć się nawet już wspólnie spędzanymi chwilami
Zajmij się soba, praca, poznawaniem ludzi, hobby. Pomaga.