Witam wszystkich:)
Zakiełkowała mi dziś myśl aby podzielić sie z Wami moją historią( a raczej histerią w ostatnim czasie).
Poznałam mojego mężczyznę w dość kiepskich okolicznościach...Byłam wcześniej z innym chłopakiem także ok 6 lat. Był to taki związek młodzieńczy ale w sumie poważny. Miał być ślub....Pojawił sie jednak On...Tajemniczy spokojny, bardzo inteligentny. Pomiędzy moim byłym a mną dochodziło niestety do rożnych kłótni i powstawały wciąż to nowe problemy , wiec pan, który się pojawił wniósł do mojego życia pewną harmonie....
Zakochałam sie w nim po uszy. On we mnie także. Zostawiłam tamtego dla niego.( Musze wspomnie ze było to bardzo silne przeżycie i w pewnym momencie stałam jedną nogą po jednej stronie ..drugą po przeciwnej...ale stało sie i już..wybrałam...
Zerwałam ze swoimi znajomymi ale w sumie to oni ze mną..Znalazłam nową pracę i po pewnym czasie zaczęło być pięknie. On zakochany we mnie bez opamiętania przynosił mi do pracy codziennie kwiaty..robił kanapki..obiady...pisał bajki dla mnie...generalnie był zawsze...Po roku sielanki zamieszkaliśmy razem.
I coś zaczęło sie zmieniać..
Wspomnę może tez trochę o nim. Jest to człowiek bardzo zamknięty w sobie.Trudny , z przeszlością. Jego ojciec pił. W wieku 18 lat na przełomie ok 2 lat zmarła mu cała rodzina. Najpierw ojciec, babcia, matka. Został sam i zaczął uczyć sie żyć sam-dla siebie. Kocha psiaki . Pracuje z nimi. Założył fundację i bardzo sie temu poświęca...zbyt mocno:(
Był w jednym dłuższym związku. Potem przelotnie i wreszcie ja sie pojawiłam...Twierdził że to jest to....
Wracając do nas.
Gdy zamieszkaliśmy razem pojawiły sie kłopoty. Ja straciłam prace. On zaczął pracować za dużo. Do tego jego marzenia w związku z jego pracą..fundacją. Ja jakby odeszłam na drugi plan. Nie mogłam znaleść pracy i to mnie przygnębiało i zaczęłam być zazdrosna o jego bujne życie. Wokół niego zawsze były kobiety( ale nie dla tego że z niego babiarz czy jakieś bożyszcze) po prostu miał z nimi dobry kontakt a w pracy i fundacji głównie one były.. Byłam zazdrosna o nie...Zaczął mnie odtrącać aż w końcu wyprowadziłam sie po 3 latach( lecz chyba bardziej z zamiarem pokazania mu czegoś).Powrót trwał z 3 miesiące. To była bardziej moja inicjatywa. On w tym czasie chodził do psychologa i uświadomił sobie wiele kwestii...Powróciliśmy do siebie.
On sie w tedy naprawdę zmienił. Obiecał ze nie będzie juz tyle czasu poświęcał pracy, że wieczory będą nasze nie dla maili i telefonów. I było ok.Ja cały czas nie mogłam odnaleźć sie zawodowo i to tez jakby nie podnosiło mojej samooceny. Po jakimś czasie zaczęły być kolejne problemy..Choć bywało rożnie raz lepiej ..raz gorzej..
Jestem zbyt emocjonalna i było z mojej strony niestety zbyt wiele płaczu. i wyrzutów.
Podobno prawda leży po środku i wiem , że z jego strony brakowało ciągle tych planów związanych z naszym prywatnym życiem. Milion planów na tematy zawodowe a jak mówiłam o nas ..o małżeństwie o dzieciach o rodzinie to jakoś średnio.
Jest to człowiek . który nie przepada za tradycjami i tez mówił mi że nie potrzebujemy ślubu aby żyć razem.. Urodziny, święta ja bardziej inicjowałam...ale to nie był jakiś wielki problem w sumie.
Im bardziej go goniłam tym bardziej uciekał...Zaczęłam sie go czepiać o wiele ważnych i nieważnych kwestii. Zaczęłam być porywcza. Chciałam jednak naprawdę dobrze.
W ostatnim jednak czasie pojawiło sie parę nowych kwestii. Zachorowałam ( stany przedrakowe na szyjce ) i musiałam mieć operacje usuwania kawałek szyjki..:( On był przy mnie cały czas.) Pojawił sie motyw ślubu ( byliśmy nawet na naukach) i wreszcie dziecka....
Temat dziecka był dość istotnym tematem ponieważ bałam sie i nadal sie boję że zmiany mogą powrócić i wtedy usną mi coś jeszcze i nie będę mogła go posiadać. Jestem osobą dość rodzinną i bałam sie że przegapimy ważną kwestię. Mam w ogóle 33 lata , a on 37 wiec chyba to dobry i dojrzały moment.
Po ty szpitalu a był to początek lipca w sumie cały czas mówiłam , że musimy o tym pomyśleć. On, że nie wyobraża sobie np. że będzie pracował jeszcze więcej ...Jakby chciał i nie chciał...
Ciężko sie z nim komunikować bo on w ogóle nie umie rozmawiać i mało mówi o emocjach i uczuciach.....
tego głównie brakowało.
Nie wiem co sie wydarzyło w ciągu tego miesiąca ale zaczęliśmy sie strasznie kłócić. On sie bardzo odsunął ode mnie. Przestał mnie w ogóle słuchać. Przestał ze mną spędzać czas...Już wcześniej zauważyłam takie objawy..jeszcze przed szpitalem. Teraz natomiast stało sie to bardzo wyraźne. Im bardziej sie oddalał tym bardziej go goniłam i dochodziło do w sumie nie wiem czego bo on uciekał za każdym razem przed taką konfrontacją...
Mieliśmy jechać na wakacje. Załatwiłam , zapłaciłam ze swoich pieniędzy a on jakby sie nawet tym nie interesował. Po prostu powiedział , że nie chce jechać....:(
Pewnego dnia po kłótni ja sie wyprowadziłam ale oczywiście zbyt spontanicznie.
Podkreśle , że kochałam i kocham go bardzo mocno i to były jakby próby zadziałania na niego.On zadzwonił do mnie jednak po paru dnaich i powiedział , że przmyślał sobie wszytko i ma odwagę mi powiedzieć że nie mozemy być już razem. Ze on nie chce tak życ? i że jest nieszczęśliwy i nie chce być ze mną...tyle.
Wróciłam do domu. Mieszkałam z nim przez tydz. On natomiast stał sie tak obcy i zimny jak nigdy. Nie poznawałam go! Stał sie innym już człwiekiem- jak sam zakomunikował z resztą. Nie chce być z Tobą słyszałam wiele razy. W tym czasie będąc w naszym jeszcze domu popadłam w straszne stany. Histerie , a on jakby stał z boku i sie na to patrzył. Nie wierzyłam, że to jest w ogóle możliwe.
Uważałam i uważam, że jest to człowiek b. wartościowy, z którym łączy mie dużo elementów. Zwierzęta, natura, wspólne rozmowy, dobre jedzenie. On jednak jakby zafiksował sie na coś...coś nie zrozumiałego mi.
Wyprowadziłam sie po tyg., Nie wytrzymałam psychicznie jego lodowatości. Wyglądał tak jakby mnie nienawidził..tak z dnia na dzień powiedzmy...
Minął już drugi miesiąc odkąd mieszkam u moich rodziców. W tym czasie był płacz ..proszenie go ale nie takie nachalne. Wysyłam mu wiersze, maile. smsy i nic..Spotykałam sie z nim ale zawsze inicjatywa była po mojej stronie:(
Zostawiłam połowę rzeczy w tamtym mieszkaniu( powiedział ,że mu nie przeszkadzają i mam klucze no i jest jeszcze wazy element. Pies
Owczarek , który ma teraz 12 lat i polowe tego czasu spędził ze mna. Ja sie niem opiekowałam, kochałam, karmiłam, chodziłam z nim codziennie na długie spacery i jeszcze z moim innym psiaczkiem. Było cudownie.Jak jechaliśmy na wakacje to oczywiście tylko z naszymi psiakami:)
Musiałam go zostawić. On do mnie mówi, że mam po niego przychodzić i zabierać go na spacer ale czy on nie rozumie , że tak boli. Musze pójść tam do mieszkania...to mega przykre:((((ale tęsknie za nim strasznie...za nimi:((((
Mówi do mnie, że moje rzeczy mu nie przeszkadzają że nie muszę oddawać klucza. Powiedział, ze narzazie nie chce być ze mną i chce być sam....i nie wie co będzie i jak....Mówi, że możemy sie spotykać na spacery tak po prostu nie poruszając tego tematu ..:(a to tak ciężko udawać ze nic sie nie stało po takim czasie bycia razem, Nie przytulając sie do siebie itp.:((
Rozumiem , że można sie kłócić ale czy nie można powiedzieć sobie wszystkiego kawe na ławe. Ja mam wrażenie , że on uciekł przed problemami..a może przed decyzją o dziecku???
Wiem, że nabroiłam, że zabrałam mu spokój i harmonie , której pragnął ale przez te 2 miesiące przeprosiłam go chyba z milon razy...Powiedziała, że wiem co dokładnie spieprzyłam. Ze nie okazywałam mu szacunku, że wypowiadałam słowa , których nie powinnam( że nie chce byc z nim), że byłam zazdrosna i zawistna i wiem tak że , że nie wpierałam go w jego działaniach. Powiedziałam to wszytko....
Wiem, że straciłam bardzo ważną osobę i nie wiem czy mogę coś jeszcze zrobić..Powiedziałam mu już chyba wszytko ..że go kocham i że chce miec z nim rodzine...stworzyć mu dom jakiego nie miał...ale co dalej...? Byłam z nim dwa dni temu na urodzinowej pizzy( traktuje mnie jak koleżankę) i mówiłam mu o wszytkich św. czy nie chciałby pójść do swoich rodziców na grób..on że ok.
Nie wiem sama. Jak ja sie nie odezwę to on milczy...co ja mam robić zeby go odzyskać? Przeszliśmy naprawdę wiele i wiem , że mozna to wszytko naprawić. Co myślicie?