Moi drodzy, tak mnie coś tknęło i postanowiłam zapytać o opinię i Wasze zdanie.
Czy może ktoś z Was zauważył u siebie "opóźnioną reakcję"? Czyli moment, kiedy po jakimś wydarzeniu orientujecie się za jakiś czas, że sytuacja wyglądała nieco inaczej i dochodzą do Was szczegóły, na które nie zwróciliście uwagi?
Przykład: Kłótnia z przyjaciółką/facetem/kimś bliskim. Nastąpiła jakaś sytuacja niejednoznaczna i nawiązuje się dyskusja. Strony wymieniają argumenty na poczekaniu, jedna strona się tłumaczy, druga słucha, po krótkim czasie argumenty zostają zaakceptowane i dyskusja się kończy. Obie strony są przekonane, że wszystko zostało załatwione i wyjaśnione i sprawa odchodzi w niepamięć. Ale po jakimś czasie, już na spokojnie, do jednej ze stron zaczynają dochodzić inne szczegóły tamtego zdarzenia i po przemyśleniu tego na spokojnie, to już wcale nie wygląda tak dobrze, jakby się wydawało na początku. I teraz pytanie, co robić? Czy wracać do tematu i przerabiać go na nowo? Czy dać sobie spokój, bo w sumie sprawa została wyjaśniona i druga strona już nic nie pamięta, a my zwyczajnie "drążymy temat"? Co robić, właściwie? Oczywiście nie mówię tutaj o sytuacjach, kiedy wykryliśmy coś niecnego jak zdrada, romans, czy niecne knucie drugiej osoby. Chodzi mi raczej o sytuacje mniej szkodliwe, ale psujące trochę atmosferę i samopoczucie.
Więc co? Rozmawiać? Wracać do tematu? Czy dać sobie spokój i go nie drążyć, ale kolejnym razem starać się nie dać ponieść emocjom?