Już dawno przekonałem się, że podrywanie na podstawie rad kobiet z gatunku ''co byś zrobiła gdyby?'', ''co byś chciała?'', jest skazane na porażkę.
Jedyny plus, że będzie to porażka łagodna i ''miła''.
Zachowania, które tu sugerujecie są dobre, by zapytać o drogę, albo wycyganić fajkę.
Jak ma być skutecznie, to od pierwszego zdania muszą być iskry.
Moim zdaniem najskuteczniejsze jest zagadywanie ''na bezczelnego''-ciągłe balansowanie na granicy dobrego smaku.
Mój najświeższy przykład.W sumie to nawet nie miał być podryw, tylko żart, ale tak wyszło.
Wchodzę na siłownię.Standardowo witam się z kumplami na zasadach ''męskiej przyjaźni''- krótkie ''przytulenie'' z poklepaniem po plecach; wiecie o co chodzi.
I widzę, że są też jakieś nowe dwie dziewuchy, obie nieprzyzwoicie ładne.No to uderzam do nich i tak samo się witam.Pierwsza widzę, że lekko zakłopotana, to po krótkim smyrnięciu przytulam drugą.Od tej aż bije pewnością siebie, więc ją wyściskałem jakby się okazała zaginioną w dzieciństwie siostrą bliźniaczką:
-Tęskniłaś za mną?
Panna uśmiech od ucha do ucha, coś tam się droczy , ja ją tutułuję ''Brzydulą'' i czuć, że chemia jest.No tylko trzeba mieć wyczucie, żeby nie przekroczyć granicy chamstwa.
A jak ktoś tak nie umie/nie chce , to podchodzić i gadać od pierwszego zdania, jakbyście się znali od stu lat.Reakcja zawsze taka sama: trzy sekundy zwiechy z gatunku ''alle o ssso chodzi?'', a potem już normalnie leci rozmowa.
Żadnych otwieraczy z gatunku ''sorry, czy masz chwilkę?'' ani nie daj Boże komplementów.