netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ze związku do friendzone - po co?

36 odpowiedzi9 963 wyświetleniazałożony przez sQuare, 19.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ze związku do friendzone - po co?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-19 21:53:17)

Temat: Ze związku do friendzone - po co?

Witajcie drogie Panie!

Na wstępie zaznaczam, że jestem facetem. Tak, zarejestrowałem się tu, bo to praktycznie moja ostatnia deska ratunku. Chciałbym opisać Wam historię mojego 7-miesięcznego związku, poradzić, co mam dalej robić. Wiem, że każda kobieta jest inna, ale na pewno psychologia Waszego działania może być Wam bliższa niż mi, mogę dzięki temu uratować szansę swojego życia.
Mam 20 lat, pochodzę z "dalekich wschodnich stron", ale obecnie studiuję w Łodzi. W 2013 roku zacząłem pierwszy rok studiów, poznawałem nowych ludzi (syndrom wieśniaka w wielkim mieście). Już w listopadzie moją uwagę skupiła piękna, cudowna dziewczyna. Wiedziałem, że będę o nią walczył. Pisaliśmy długo, nie znając się potrafiliśmy przegadać po kilka godzin dziennie. Widzieliśmy się 2-3h w tygodniu i to było za mało, wiedziałem, że będę chciał czegoś więcej. W międzyczasie (okolice grudnia) pojawiła się inna dziewczyna. Nie ukrywam, że zakręciła mi w głowie, ale w styczniu dowiedziałem się w rozmowie z nią, że ma chłopaka. Odpuściłem, i tak nie łączyło nas nic poza tym, że blisko mieszkamy i czasami rozmawiamy - w lutym przeszło mi już całkowicie, nie spotkałem się z nią nigdy, chociaż rozmawiamy, jeździmy razem autobusem na wydział - traktuję ją jak koleżankę. Od stycznia zacząłem spotykać się z moją byłą/obecną dziewczyną. Tak, to ta piękność, o której wspominałem na wstępie. Pod koniec miesiąca poszliśmy na kawę, następnie kino, herbata, filmy i tak się stało, że w marcu była już moją dziewczyną. Od kwietnia dzień w dzień powtarzałem jej, że ją kocham, że jest dla mnie najważniejsza. Każdego dnia udowadniałem jej, że mi na niej zależy, prosiłem, żebyśmy spędzali razem jak najwięcej czasu. Wytrzymaliśmy 3 miesiące wakacji bez siebie, widząc się jedynie na skajpie. Po wakacjach miało być lepiej, mieliśmy spędzać ze sobą wszystkie możliwe godziny. Zapisaliśmy się na te same zajęcia, a ona od początku października była chora, w dodatku została bez telefonu, więc zaproponowałem, żeby przez tydzień czy dwa mieszkała ze mną. Tak się stało, do środy (15.10) była u mnie. Oddawałem jej wszystko, przynosiłem śniadanie do łóżka, czekałem długimi godzinami aż skończy zajęcia - wszystko. Było naprawdę cudownie, chociaż ona wcześniej nigdy nie była w związku tego typu i miała opory przed wieloma rzeczami (nigdy mi np. nie powiedziała, że coś do mnie czuje, że jestem dla niej ważny). W środę, w luźnej rozmowie, przyznałem, że na początku miałem 2 opcje, ale szybko mi przeszło, nie czuję nic do tamtej dziewczyny, udowadniałem swoją miłość tylko jej. Tak było, wie to każdy, kto mnie zna, nawet nie myślałem, że mógłbym być z kimś innym, niż ona. Zaczęło się czytanie wiadomości, pytania, itp. Przestała mi zupełnie wierzyć, a ja czułem się jak w "Dniu świra", bo nawet nie pomyślałem przez moment, że mógłbym być z kimś innym. Gdyby tak było, po co prosiłbym ją o spędzanie ze mną każdej możliwej chwili? Zapisywał się na te same zajęcia, by z nią być, czekał na nią, poznawał jej rodziców, itp? Po co? Wmówiła sobie coś, nie byłem w stanie jej w żaden sposób przekonać...Powiedziała, że robimy 2 tygodnie przerwy, a po nich najprawdopodobniej to zakończy. Ale uwaga!
Wczoraj wersja się nieco zmieniła. Zaczęła mówić o tym, że nie jest gotowa do związku, że ją to przerasta, że chce wolności, nie chce się angażować...Z jednej strony - dorosła osoba, 20 lat, niektórzy w tym wieku biorą ślub, mają dzieci - a ja tego nawet teraz nie chciałem...Chciałem z nią po prostu być, jako para. Było nam dobrze. Z drugiej strony - nigdy nie była w takim związku, więc może. Nie wiem...
Od 3 nocy nie śpię, nie jem, mam myśli samobójcze. Naprawdę mi na niej zależy, ale to nie jest dziewczyna w typie "kup kwiatka, pojedź i przeproś", a bardzo skomplikowana i delikatna osoba. Kocham ją najmocniej na świecie i nie wiem co będzie, jeśli nie będziemy ze sobą.
Wczoraj padła też propozycja friendzone. Mam być jej kolegą, ale nie całować jej na powitanie, nie siadać koło niej, nie spotykać się z nią. Nic. Kolega z facebooka. Tylko jaki to ma sens, kiedy ja nadal ją kocham, jej też nie jestem obojętny, przez 7 miesięcy było nam bardzo dobrze...jaki?

Liczę, że jakoś mi pomożecie, napiszecie jak wyjść z tego stanu, czy mam się odzywać przez te 2 tygodnie, czy dać jej w spokoju przemyśleć sprawę, wrócić. Przede wszystkim - czy wróci.

Dzięki,
sQuare

2

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Za dużo się starałeś i okazywałeś tą miłość za wcześnie... Jesteście młodzi i pewnie ona zwyczajnie się przestraszyła.

3

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Szkoda mi Cie, jakbys byl draniem to pewnie bylo by ok.
Mozliwe ze jest tak jak w poprzedniej odpowiedzi.
Dla mnie tez jest to niezrozumiale bo z tego co widze mamy duzo wspolnego...
Niestety to czeste ze chlopak stara sie, poswieca calego siebie a dziewczyna poprostu odchodzi nic nie tlumaczac lamiac serce zakochanemu po uszy. A potem znajduje drania ktory traktuje ja jak szmate i jest szczesliwa... przerabialem cos takiego.

4

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Nawet nie chodzi o "drania". Będąc ze mną naprawdę miała wiele opcji, przede mną też. Jest śliczną, mądrą dziewczyną i podoba się każdemu normalnemu facetowi, więc gdyby chciała - już dawno by mnie zmieniła (nie mam klaty Pudziana, ani nie biegam setki w 10 sekund, wiem, że jej na tym aż tak nie zależy). Po prostu dziwi mnie to, że przez 7 miesięcy umieliśmy ze sobą być, a nagle pojawia się temat niegotowości do związku, niechęci zaangażowania się, itp. Rozumiem, gdybym ją zdradził, zostawił, cokolwiek...ale naprawdę dawałem jej odczuć, że tylko ona jest ważna.
Może faktycznie tego było za dużo i się przestraszyła...nie wiem. Macie jakieś rady, co mam teraz robić? Pisać, nie pisać? Czekać te 2 tygodnie i dowiedzieć się, że to koniec?

5

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

"Wczoraj padła też propozycja friendzone. Mam być jej kolegą, ale nie całować jej na powitanie, nie siadać koło niej, nie spotykać się z nią. Nic. Kolega z facebooka. Tylko jaki to ma sens, kiedy ja nadal ją kocham, jej też nie jestem obojętny, przez 7 miesięcy było nam bardzo dobrze...jaki?"

Dorn i Sabo nie idźcie tą drogą!! Stary, najgorsza rzecz jaka może Cię teraz jeszcze spotkać to brak spójności Twoich decyzji i zachowań z tym co naprawdę myślisz. Tygodniami, miesiącami będziesz liczył, że a nuż się uda i tkwił w tym friendzone, nawet wtedy gdy ona zakomunikuje Ci że kogoś poznała. Krótka piłka - nie chce Cię jako partnera to żegnacie się, bez żadnego kolegowania. Ona chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Ty co najwyżej będziesz mógł pooglądać ciastko przez szybę i przy okazji szarpał sobie za każdym razem tym nerwy. Powtórzę jeszcze raz - nie idź na to, bo późniejsze "leczenie" może być długotrwałe i bolesne.

6

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

No coz. Stara zasada znana od wieków wpadającym do friendzone. Kobieta ma chcieć Ciebie bardziej niz Ty ją - szczegolnie w kwestii uczuc. Statystycznie to ci bardziej chłodni są odbierani jako bardziej męscy i mają więcej kobiet, plus oczywiście ci którzy mają dużo do zaoferowania poza samymi uczuciami, czekaniem jak piesek za panią. Jesli masz co oferować, to wystarczy, że pokażesz że to masz. Jak to sie jej by spodobało to by tego sama chciała, a Ty bys wyznaczał granice. Tak jak ona w innych rzeczach, w których tez ma coś do zaoferowania. Dlatego za duzo uczuc, zaangazowania, DOGADZANIA, PROSZENIA O SPOTKANIA i robienia z niej bóstwa, na które nie zasłużyła. Tworzysz mur, za duza odpowiedzialnosc która ją dusi i jednocześnie zaniża Tobie wartość. To wbrew jej naturze to raz, a dwa - no coz, nigdy do Ciebie za dużo nie czuła, a Ty jej jak na tacy zakochany po całości. To nie miało prawa się udać, bo musielibyście to wyrównać. Nie umiałeś tym pokierowac, wymagać. Tylko dawać. Że chciała wcześniej cokolwiek, to pewnie masz predyspozycje (moze dobrze wyglądasz, elokwencja?), ale na razie to kompletnie złe podejscie do związku i kobiety. Poza tym nic nie piszesz o waszych kontaktach fizycznych, w jaki sposob Cie traktowała, jak to wyglądało.
Ogolnie przez wiele (skrzydzonych i cierpiących szarych myszek) nazwany byś był ideałem, że każda marzy o takim, skarb itp ale to na chwile też by było. Psychologicznie robisz z siebie gorszego. Twój cel życiowy to dogadzać swojej bogini. Na to wyszło. To nieatrakcyjne i przytłacza. Mozesz nagradzać za jej zaangażowanie swoją "ofertą". Nigdy na odwrót, że "tak trzeba". I nie 20 latce, która chce sie wyszaleć i ma wiele opcji. Często też jest taki problem, że dogadzasz jej po swojemu, a ona ma całkiem inne potrzeby i jej nie słuchasz (lub oczywiscie nie mowi tego, nie pokazuje, co byłoby jej błędem). Czyli było TOBIE dobrze, a jej? Na to wygląda, że zostałeś zdominowany. Co robić? Wystarczy wyciągnąć wnioski.

7 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-19 22:02:55)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Właśnie problem polega na tym, że nie wiem, co jej się we mnie na początku podobało. Przyjechałem z drugiego końca Polski, nie miałem "fejmu", nie znałem prawie nikogo, mega majętny, ani przystojny też nie jestem. Ot taki średniak. Ona też była bardzo cicha, nieśmiała, nie znała ludzi, też nie jest z Łodzi - może po prostu to nas połączyło?
Co do kontaktów fizycznych - cóż, tu chyba najlepiej przemawia zdanie o "wytyczaniu granic w kwestiach, w których ma się coś do zaoferowania". Ona nigdy nikogo nie miała w sensie seksualnym, ja byłem po dwóch związkach, więc miałem trochę większe doświadczenie. Bała się tego, przesuwała w czasie. Przez te 7 miesięcy nie uprawialiśmy seksu, ale jak tak spojrzę z perspektywy czasu, to przestałem nawet o to walczyć - po prostu przyjąłem, że jeśli ze sobą jesteśmy, to kiedyś i tak przecież przyjdzie. Czy za miesiąc, czy za rok - było mi wszystko jedno, bo to nie jest najważniejsza rzecz, jakiej szukam. Nie chciałem żeby moje wymagania doprowadziły do rozstania. Wymagałem od niej wyznań, seksu, tego wszystkiego, co w normalnym związku jednak jest, ale ona zawsze mówiła, że to przyjdzie, że będzie za miesiąc, dwa, trzy. Myślę, że trochę aż za mocno wyznaczyła te granice, ciężko było o konsensus.
Teraz, kiedy "rozmawiamy", słyszę tylko, że ona nie jest gotowa, że chce wolności, lepiej jej, gdy jest sama. Nie wiedziałem, że liczba komplementów może doprowadzić do rozstania...teraz wiem. No nic, pozostaje mi chyba tylko czekać te 2 tygodnie, pokazać, że ona też powinna zawalczyć, jeśli jej zależy. A jeśli nie, to będzie coś strasznego, bo było i jest mi z nią naprawdę bardzo dobrze, ale trzeba będzie z tym jakoś żyć...

8

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

pamiętaj -> "Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw która jest rzeczą bezcenną. Tą rzeczą jest honor".
Po prostu dla niej to narzucanie się wyglądało jakbyś się nie szanował i przymilał, ot wszystko

9

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

square na moje oko to niestety przykro mi, ale juz ten zwiazek jest przegrany. A i to co ona Ci proponuje to nie jest friendzone to jest duzo mniej. Twoja sytuacja bardzo przypomina moja tylko ze wasz zwiazek byl sporo krotszy.

10 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-20 13:20:34)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Będę o nią walczył. Będę, bo to wspaniała osoba. Nie powiedziałem jej o tym, że na samym początku miałem dwie opcje, ani o tym, że traktowałem tamtą dziewczynę jak koleżankę. Nie powiedziałem, że umawialiśmy się na kawę, rozmawialiśmy, itp. - bo po prostu nic w tym nie było...jeśli jestem z kimś, to jestem, po co mam szukać wtedy innych opcji, snuć plany "ucieczki", itp? Jestem normalnym, rozsądnym człowiekiem, a ona uważa, że poświęcałem jej czas cały czas czując coś do tamtej - to jest jakiś nonsens...Jak mam sprawić, żeby mi w końcu uwierzyła, żeby popatrzyła na to, że oddawałem wszystko jej i gdybym nie chciał, nie robiłbym tego? Jak? Przecież to ją prosiłem o to, żebyśmy spędzali więcej czasu. Nikogo innego...
Do tego faktycznie, jak tak przeanalizowałem, to tego było za dużo. Mówiłem jej wszystko, ona niewiele. To ja wychodziłem zawsze z inicjatywą, czekałem na najdrobniejszy gest czy słowo, może ją to po prostu znudziło, albo przestraszyło?
Zdaję sobie sprawę z tego, że ten typ friendzone jest najgorszy z możliwych, bo to nie friendzone, a po prostu odepchnięcie mnie jak najdalej. Nie mam zamiaru się na to godzić, będę walczył o ten związek tak długo, jak się da.

Bardzo dziękuję za odpowiedzi smile

11

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Square, powiem tak, nie tyle ze swoich doświadczeń, co z obserwacji swoich różnych znajomych. Podobne sytuacje już widywałam nie raz: jedna strona zaangażowana bardzo, druga nieznacznie lub niemalże wcale, ale ta jedna nadrabiała za ich dwoje. Tak, to działa... ale zawsze do czasu. To zawsze zmierzało do samozagłady, szybszej lub wolniejszej, ale niestety - samozagłady. I zawsze wtedy ta starająca strona jest bardzo zdziwiona, bo jak to, "starałem/am się i to nie wyszło?" Jedna osoba nie jest w stanie "pociągnąć" całego związku. No ni cholery. Warto się starać, ale czasem trzeba też dać pole do popisu dla drugiej osoby. To nie może być tak, że tylko Ty inicjujesz, Ty się starasz, Ty nadskakujesz, oddajesz całego siebie. A ona przyjmie lub nie przyjmie, zależny jak jej się w danej chwili zachce. Tkwiąc w takiej relacji nigdy nie będziesz usatysfakcjonowany, bo zawsze będzie ta dysproporcja - ty dajesz dużo, ona mało. To zawsze będzie frustrować. Jak nie w sferze emocjonalnej, to w seksualnej czy jeszcze innej.

By jakaś relacja mogła się kręcić musi być ochota obustronna. Obojętnie jaka to relacja, choćby nawet zwykłe koleżeństwo - wyobrażasz sobie kumplować się z jakimś kumplem i żeby było tak, że to tylko ty proponujesz spotkania, tylko ty coś mu opowiadasz, a on przytakuje? Każdy by zgłupiał i szybko miał dosyć, bo by coś się kręciło ktoś musi obijać piłeczkę. A z twojej opowieści wnioskuje, że ty grasz w sqasha... Obijasz piłeczkę od ściany. Wykazujesz inicjatywę, próbujesz - ale napotykasz na ścianę ze strony tej dziewczyny.

Niby jesteśmy bezinteresowni, ale to tylko slogan... Zawsze oczekujemy, że jeśli damy komuś coś od siebie, to ktoś to zauważy, doceni, odwzajemni. Zwłaszcza w sferze uczuć. A jeśli tego nie robi, to zawsze jest przykro. Tak jak Tobie teraz.

Oczywiście, wiem, że i tak nie odpuścisz, ale warto mieć świadomość, że być może, mówiąc metaforycznie - próbujesz robić odwiert w miejscu w którym nie ma ropy. Włożysz w to wiele wysiłku, a potem może być srogie rozczarowanie. Ale taka już domena ludzi zakochanych, że myślą nie mózgiem, a sercem. l dlatego potępiać Cię nie będę, bo też bym pewnie zrobiła tak samo. Choć mając wiadomość, że prawdopodobnie zmierzam do "samozagłady". Ważne byś i Ty miał tą świadomość.

12 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-20 15:46:29)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Już nawet nie chodzi o to, co kto komu daje. Naprawdę, mogę się obyć nie słysząc codziennie jaki to jestem zajebisty, mogę też dawać tego mniej od siebie - nie uważam, żeby to był powód jakiegokolwiek zakończenia związku, bo można się przecież dogadać.
Chodzi o to, że Ona wmówiła sobie, że jest czyimś zastępstwem. Że gdyby tamta dziewczyna nie miała chłopaka, wybrałbym ją. Nie widzi tego wszystkiego, co włożyłem w nasz związek, jest zaślepiona ciągłym snuciem jakichś dziwnych teorii, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Właśnie po to dawałem tyle z siebie, żeby jej pokazać, że to ona jest najważniejsza, że to o nią w tym wszystkim chodzi. A teraz słyszę w każdej "rozmowie", że tak naprawdę to nie ma sensu, że myślałem ciągle o kimś innym, itp...
Nikt nie widzi w tym nic złego. Ani tamta dziewczyna, ani jej facet, ani nawet mój współlokator, z którym mieszkam od początku studiów i znam mnie tak, jak ja sam. Każdy wie, jak wyglądają nasze relacje, że jakimś nonsensem jest myśleć, że kiedykolwiek chciałbym odejść, a jednak moja dziewczyna nie przyjmuje tego do wiadomości...
Strasznie mnie to denerwuje, bo z dnia na dzień straciłem w jej oczach całe zaufanie. Coś, na co pracowałem 7 miesięcy padło z jakiegoś irracjonalnego powodu.

13

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

square a jestes pewny ze to chodzi o tamta dziewczyne? Skad wiesz ze to nie pretekst albo ze twojej dziewczynie podswiadomie chodzi o cos innego.

14

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Ale co padło, jak uczuć nie było? Może rzeczywiście czuła, że czcisz ją jak boga, a nie doceniasz i chcesz ją tą prawdziwą?
Niestety nie ma powrotu za prędko z friendzone. Albo fascynujesz na nowo... a raczej pierwszy raz.

15

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Chwila. Po pierwsze nie bagatelizuj - granie na 2 fronty (niezależnie od tego, która wybrałeś) jest nie fair i to nie podlega żadnej dyskusji.
To, że ostatecznie twoja dziewczyna bardziej ci przypasowała nie zmienia faktu, że to co jej powiedziałeś mogło być szokiem - dla mnie tez by było, choć pewnie dziś inaczej bym do tego podeszła, biorąc pod uwagę głównie to czy czułabym twoje zaangażowanie i miłość, a z tamtym bym starała się uporać.

Tak czy inaczej, nie rozumiem na cholerę po takim czasie jej o tym powiedziałeś.
Wyrzuty sumienia? Czy co chciałeś tym osiągnąć?

Ja też zostałam kiedyś tak wspaniałomyślnie poinformowana przez osobę, która się o mnie rzekomo starała.. ale wszystko zostało powiedziane w niewłaściwym momencie i w rezultacie dobiło resztki zaufania.

Jeszcze raz pytam PO CO jej o tamtej dziewczynie opowiadałeś?

16 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-21 13:29:18)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
Jacenty89 napisał/a:

square a jestes pewny ze to chodzi o tamta dziewczyne? Skad wiesz ze to nie pretekst albo ze twojej dziewczynie podswiadomie chodzi o cos innego.

Tak, domyślam się, że to był tylko jeden z powodów. Też ją denerwowało to, że ja angażuję wiele, a ona nie może odpowiedzieć tym samym, że o nią dbam, staram się. Nigdy bym nie pomyślał, że przez to może się rozpaść, a jednak.

Elle88 napisał/a:

Jeszcze raz pytam PO CO jej o tamtej dziewczynie opowiadałeś?

Cóż...po prostu zostałem zapytany. Ona wie, że tamta dziewczyna jest moją najbliższą koleżanką w Łodzi, w dodatku mieszka blisko - nie znam po prostu nawet zbytnio innych dziewczyn, niż moja i tamta, bo raczej nie biegam po klubach, nie szukam na siłę znajomości. Wie, że z tamtą dziewczyną rozmawiam o wielu rzeczach i po prostu zapytała, jaki mam i miałem do niej stosunek. Chciałem być w zgodzie ze sobą i z prawdą, więc powiedziałem, że na początku mi się spodobała, ale to był stan trwający kilka tygodni, podjąłem decyzję i tyle (szczególnie, że do marca widywaliśmy się naprawdę mało, byłem raczej odpychany, zniechęcany, niż zachęcany, więc takie wątpliwości na samym początku nie są zbrodnią; są błędem, ale nie zbrodnią...). Naprawdę nie spodziewałem się takiego shitstormu w moją stronę, bo zawsze dawałem jej odczuć, że jest najważniejsza. Jak już słyszałem zdania typu "Było Ci ze mną wygodnie, bo wracam na weekendy do domu i możesz w tym czasie się umawiać z innymi" (podczas, gdy sam ją z 10x prosiłem, żeby nie wracała na wszystkie weekendy do domu, czasem została w Łodzi), nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek walki, bo byłem bezsilny. Są chyba jakieś granice irracjonalności.

Stanęło na tym, że przez miesiąc mam być jej "przyjacielem", żeby mogła się nacieszyć tym czasem, w którym nikt i nic jej nie ogranicza. Za około miesiąc mamy spróbować od nowa zbudować cokolwiek...

17

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

To jaki masz plan? Jak chcesz zrobić, by sie nie poczuła ograniczona, a mimo to się spotykać? Czy moze nawet nie spotykać, tylko będzie Ci zdawkowo odpisywać na smsy, bys wreszcie uzmysłowił sobie że nie jestescie razem?

18

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
thepass napisał/a:

To jaki masz plan? Jak chcesz zrobić, by sie nie poczuła ograniczona, a mimo to się spotykać? Czy moze nawet nie spotykać, tylko będzie Ci zdawkowo odpisywać na smsy, bys wreszcie uzmysłowił sobie że nie jestescie razem?

Przede wszystkim, na początku nie ustaliliśmy pewnych zasad. Na forum znalazłem temat "kodeksu związkowego", który jest swego rodzaju podpowiedzią, by pewne pryncypia ustalać na początku - kto, co i komu może dać.
U nas tego zabrakło - może przez to, że oboje byliśmy dość samotni w nowym miejscu i po prostu szukaliśmy kogoś bliskiego, nie wchodziliśmy w szczegóły typu: ja nie mówię o uczuciach, nie robię tego, tego i tego. W tej chwili chcemy jakiegoś czasu, by odpocząć po tym wszystkim. Za około miesiąc mamy spróbować być razem na nowo, ale z ustaleniem pewnych zasad. Zdecydowanie chcę (albo nie tyle chcę, co muszę) zmienić podejście, by jej nie osaczać. Nie chcę, by znowu wychodziło na to, że ja daję wiele, ona nie, bo to krępuje obie strony. Uważam, że danie sobie takiej szansy nie jest złe, a może naprawdę uratować wszystko.

19

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Tylko tak wiesz, te słowa czego ona chce to bierz z dystansem. Za duzo poznasz sytuacji, gdzie spełnisz wszystkie wymagania, ktore mowi, a i tak coś jej nie będzie pasowało.

20 Ostatnio edytowany przez KrzysiekB (2014-10-29 21:34:00)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
sQuare napisał/a:

...
Liczę, że jakoś mi pomożecie, napiszecie jak wyjść z tego stanu, czy mam się odzywać przez te 2 tygodnie, czy dać jej w spokoju przemyśleć sprawę, wrócić. Przede wszystkim - czy wróci.

specjalnie zarejestrowałem sie na tym forum (pierwotnie inny cel/temat przyświecał mi), aby opowiedzieĆ Ci "mój" przypadek a to dlatego, że dość sporego podobieństwa dopatrzyłem się. Otóż! Pierwsza taka moja kobita (mówię cały czas o okresie studiów ) z I roku wrzuciła mnie do friendzone (niekomfortowe dla faceta) - no ale sam się prosiłem o to. Trudno. Przeżyłem, długo się zbierałem(psychicznie), ale przeżyłem big_smile. Druga moja kobita (mój II rok) nota bene poznana w pierwszym dniu rozpoczęcia jej I roku, też miała po jakimś czasie "identycznego focha" - dokładnie takiego jak opisałeś (muszę odetchnąć, odpocząć, przemyśleć, zostańmy może przyjaciółmi ...) W przeciwieństwie do poprzedniego przypadku przyjąłem diametralnie odmienną strategię. ("-Tak ?? Chcesz żebym został przyjacielem ??", "-Nie. Niestety tak nie będziemy się bawić" (znaczy czytaj między wierszami: "idź sobie stąd"). Brak kontaktu (ale to żadnego, może nawet na zasadzie hamstwa to wyglądało), zero odpowiedzi nawet na "proste" >>cześć<<, żadnych okazji nawet do mijania się w drodze akademik-uczelnia, a jeśli już dochodziło to "traktowanie jak powietrze". Czy było mi trudno ?? Trudno. Cholernie trudno, trudno znaleźć słowa. Sytuacja ignorowania nie trwała dwa tygodnie. TrwaŁo to 2 miesiące.... Po latach dopiero dowidziałem się, że było i jej wtedy tak trudno i tak przeżywała całą sytuację, że ... okres przesunął jej się o 3 tygodnie (i nie wynikało to z uprawiania seksu, bo nie robiliśmy tego aż do nocy poślubnej big_smile:D - 7 lat po opisywanej sytuacji). Ale to "wyszło" po latach ... Dziś jest moją przewspaniałą żoną (od 12 lat), z którą się i przekomarzam, i (bardzo delikatnie rzecz ujmując) "robimy to" gdzie i kiedy tylko najdzie ochota z którą mam przecudownego potomka.
Gdybym miał Ci coś doradzić, to:
jeśli między wami "zaistniała chemia" i masz w stosunku do wybranki poważne zamiary i zależy Ci na niej, to niestety (mimo całej Twojej uprzejmości) w kilku sytuacjach w życiu trzeba pokazać się, że jest się kolokwialnie rzecz ujmując skończonym "draniem". "Nie ma żadnych znajomości na fejsie, nk czy na jakimkolwiek innym portalu(swoją drogą to kiedy zdarza mi się tam zajrzeć i widzę jak w ilości znajomych przewija się ilość 300..400 znajomych w większości obcych facetów to myślę sobie: dzisiejsi młodzi faceci to jaj jednak nie maja, a lolitki tylko się cieszą z pokaźnej kolekcji "frendzone"), nawet w kontaktach w telefonie". Jakikolwiek wynik nie wyjdzie zawsze będziesz wygranym (to Ty wygrywasz) - wróci to znak że jest Wam coś pisane na przyszłość, nie wróci - jest Ci pisane coś dużo bardziej lepszego. Będziesz musiał tylko nabrać dystansu. Pamiętaj! Cierpliwość i wstrzemięźliwość jest cnotą.
P.S żeby było ciekawie jedyna dziewczyna na roku - polibuda big_smile

21

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Jeśli tak jak pisałeś, dziewczyna jest inteligentna i rozsądna, powinieneś dać jej czas. Tak jak napisał KrzysiekB, nie masz pojęcia, co może zdarzyć się po czasie. Nie wszyscy od razu przyzwyczają się do drugiej osoby, niezależnie od uczuć, które w nich drzemią.
Zależy Ci? Mieliście problemy? Może nie tylko jej przyda się chwila oddechu? Może i Tobie to wyjdzie na dobre?

22 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-10-29 22:51:15)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
niepoprawna napisał/a:

Jeśli tak jak pisałeś, dziewczyna jest inteligentna i rozsądna, powinieneś dać jej czas. Tak jak napisał KrzysiekB, nie masz pojęcia, co może zdarzyć się po czasie. Nie wszyscy od razu przyzwyczają się do drugiej osoby, niezależnie od uczuć, które w nich drzemią.
Zależy Ci? Mieliście problemy? Może nie tylko jej przyda się chwila oddechu? Może i Tobie to wyjdzie na dobre?

Rozsądna była może do tego miesiąca, teraz jej zachowanie wiele wspólnego z rozsądkiem niestety nie ma, ale mniejsza o to. To nie ja podjąłem decyzję o tej przerwie, ona dobrze wie, że jestem temu dalece przeciwny. Moim zdaniem nie ma sensu takie przekładanie tego wszystkiego, ale cóż, zaczekam.

KrzysiekB - piękne dzięki za odpowiedź. Nawet nie wiesz jak mi pomogła! Dobrze jest widzieć, że podobne przypadki mogą się jednak kończyć szczęśliwie i można po czymś takim tworzyć przez długie lata udany związek. Dużo szczęścia!
Ja może nie mam tyle jaj i nigdy bym nie umiał tak sam z siebie zlewać drugiej osoby przez 2 miesiące, ale "inicjatywa" (a w tym wypadku raczej jej brak, hehe) w tym zakresie wyszła od ukochanej, więc wypada się dostosować - jeśli ona umie w ten sposób żyć, to ja też się postaram.
Jeśli to ma jej coś dać, to chyba tylko wyjdzie na dobre, w tym czasie faktycznie będzie lepiej, jak nie będziemy rozmawiali, nawet o pierdołach, może dzięki temu uda się to jakoś przyspieszyć. Jestem o nią cholernie zazdrosny, ale pozostaje mi wierzyć, że przez ten czas nie znajdzie nikogo na moje miejsce po prostu. Jeszcze raz dzięki, bardzo mi pomogłeś i podniosłeś na duchu.

23 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-11-16 17:39:28)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Z góry przepraszam za post pod postem, ale zależy mi jednak na "podbiciu" tematu, bowiem od ostatniego wpisu minęło już trochę czasu.

Sytuacja się nieco zmieniła. Moja luba co prawda nadal uważa, że mamy przerwę, że w tym czasie ze sobą nie jesteśmy, itp, ale znalazła inny powód. Tak jak myślałem, chodziło o coś głębszego.
Kilka dni temu powiedziała mi, że się we mnie po prostu nie zakochała i była ze mną, bo było dobrze, ot tak - z przywiązania. Chciałaby poczuć coś magicznego, motyle w brzuchu i te sprawy, ale tego zwyczajnie nie było i nie wie, czy to nie kwestia tego, że ja jestem nieodpowiednią osobą.
Pociesza mnie to, że z tego co widzę, stara się. Nie zniszczyła wszystkiego z dnia na dzień, spędzamy nadal ze sobą czas na uczelni, czasem także poza nią (np. 2 dni temu towarzyszyłem jej na imprezie rodzinnej). Powiedziała mi, że rozmawiała z koleżanką, która miała ten sam problem, jak i czytała wiele wpisów w internecie. Myśli, że to może być kwestia tego, że została już raz oszukana, skrzywdzona przez poprzednią osobę i teraz się boi. Podobno widzi dla nas szansę, chce spróbować od nowa (umownie od stycznia), chce się dowiedzieć, czy faktycznie musi się zakochać, czy da radę żyć bez tego. To mnie pociesza, bo mnie nie skreśliła. Denerwuje mnie po prostu, że przez ten czas jestem "kolegą", do pogadania, do zakupów, itp., ale na coś więcej mogę liczyć dopiero od stycznia. A jeśli wtedy jej się odwidzi i po miesiącu, dwóch czy dziesięciu powie mi, że jednak potrzebuje się zakochać? Zostawi mnie wtedy, nawet jeśli do tego czasu będzie dobrze?
Miał ktoś z Was podobny problem i wie, jak kończą się takie sprawy? Wydaje mi się, że jeśli rok temu nie poczuła nic więcej, to teraz też raczej już lepiej nie będzie - może się do tej myśli najwyżej przyzwyczaić i być ze mną, bo jest okej. Ale to mój chłopski rozum, nie mam takich doświadczeń.
Jeśli mówi, że teraz potrzebuje po prostu przyjaciela, nikogo więcej, to okej - nie ma sprawy. Ale jeśli spróbujemy na nowo i dojdzie do wniosku, że dalej nic? Jak mnie wtedy potraktuje? Dobija mnie to, że może być okej, a za rok czy dwa i tak się dowiem, że to jednak nie ja...Mogę coś zrobić, by pomóc jej się "zakochać"?

24 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-16 18:24:25)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Problem wygląda w ten sposób, że Ty sie przywiązałeś, ona nie. To determinuje już atrakcyjność. U niej może być blokada bo czuje że musi odwzajemnić i czekasz, nie masz innych opcji, nie ma luzu, nie moze nawet zobaczyć tych lepszych cech. Tak samo jest w sytuacji gdy sie ktos zakocha - specjalnie nie widzi wad, byleby tylko być zakochaną. Dlatego to częściej wygląda jak taka relacja z braku laku, a nawet litości, a i tak koniec koncow bedzie poczucie winy, skrzywdzenie i nikomu na dobre to nie wyjdzie. Moze byc milion powodów tego, że czegoś nie poczuła. Może żyje przeszłością i tak naprawde nikt w tym stanie nie moglby jej "zakrecic". Musisz sie przestawić na traktowanie ją tak samo jak ona Ciebie, bo inaczej i tak poczujesz sie oszukany, kiedy ona nagle pryśnie do kogos kogo poznała 3 minuty wcześniej i od razu bedzie po uszy zakochana. Jedna zasada - nie mozesz robic ciagle tego samego i oczekiwać innego efektu. Zatem najpierw popatrz co sam robisz, co mozesz zmienic, a od niej nie wymagaj. Staraj sie byc luzny i miec opcje. Bo tak naprawde w kazdym związku najgorsze jest uzaleznienie. Nie mozesz sie bac że coś stracisz i pozniej siedzisz jak kołek bez tego. I spytaj sam siebie czy warto robić z tego cel życiowy, czy masz jakiekolwiek korzyści z tego, czy raczej jesteś tylko wykorzystywany.

Nigdy nie mozesz byc pewny ze ktos sie zakocha - ale tez jak juz "to" masz to jednak moze sie odkochać i to w najmniej spodziewanym momencie. Nigdy nie wiesz. Najwazniejszy i tak jest ten luz, a nie dobijanie się. Nie jest to łatwe, dlatego pytanie czy warto, gdy nie ma zainteresowania takiego z jakim radzisz sobie na tym etapie dobrze.

25 Ostatnio edytowany przez ruffi83 (2014-11-16 18:29:17)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

możesz...
a nawet musisz jeśli chcesz, jak to ująłeś pomóc jej się "zakochać"
jest tylko jedno wyjście... musisz odejść, urwać z nią kontakt, odciąć się - przestać być miły, a nawet stać się niemiły wobec niej
zresztą nie traktuj tego emocjonalnie bo de facto i tak nie jesteście ze sobą
tylko w ten sposób możesz wygrać ją dla siebie i pamiętaj, jeśli chcesz zatrzymać przy sobie kobietę musisz być gotów ją stracić i ona musi to widzieć
nie ma innej drogi jeśli chcesz o nią walczyć
pozdrawiam

26

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Na Twoim miejscu czym prędzej bym się ewakuował z tego układu. Trzymasz się strasznie niepewnego układu, który Ci nic nie daje i jeszcze robisz to wbrew sobie. Sa dwie mozliwosci. Albo ona w nieskonczonosc bedzie Cie trzymac jako przyjaciela albo zwolni ze sluzby jak trafi sie ktos kto ja zauroczy.

27

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Mam dokładnie to samo, drugi raz i współczuję. Ludzie tu słusznie piszą, trzeba się odciąć... jest to bardzo trudne, bo wszystko się kojarzy, te sentymenty, ta nadzieja, to wyczekiwanie sygnału ... ale tak na prawdę to jest najlepsze co można zrobić. Trzeba przecież zadbać też o siebie, odpuścić nerwy, zregenerować siły, docenić swoją wartość. Czasem ktoś musi dostać manto, aby docenić to, co stracił bądź z czego sam zrezygnował. Dodam tylko na koniec, że trzeba być cholernie konsekwentnym... życzę powodzenia!

28

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Wydaje mi się, że jeśli rok temu nie poczuła nic więcej, to teraz też raczej już lepiej nie będzie - może się do tej myśli najwyżej przyzwyczaić i być ze mną, bo jest okej.

Dokładnie.

Mogę coś zrobić, by pomóc jej się "zakochać"?

Tak, przystaw jej rewolwer do skroni big_smile


ZERO szans.
Ona wie doskonale, że ma cię na wyciągnięcie ręki -gorzej! , podałeś się jej na tacy i jeszcze trzymasz w rączkach nóż i widelczyk, ale ona nie chce cię schrupać ..
Jeszcze walnęła tekstem, że się w tobie nie zakochała i nie wie czy się zakocha.
Chłopie! Na co ty liczysz? smile
Za dużo filmów stanowczo.


Tu nie chodzi o to, że TRZEBA się zakochać od pierwszego czy 10-go spotkania, chodzi o to, że akurat ona tego chce i potrzebuje i..let it be.
Choćbyś stawał na rzęsach nie przebijesz kolesia, który w krótkim czasie wywoła u niej motyle. Dlatego, że ona własnie tego chce i oczekuje.
A inne oczekiwania już na wstępie = katastrofa.

29

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Cóż...linia odpowiedzi jest raczej jedna, więc dziękuję. Trochę mnie pocieszało jak mówię to, że widzę, że jej też chyba zależy. Mówi, że "może nie będzie musiała się zakochiwać, może to uczucie jest po prostu nie dla niej", ale też boję się po prostu, że znowu dam od siebie wszystko, co mogę, a pewnego dnia dowiem się, że zakochała się w innym gościu i finito (a podobną sytuację już miałem kiedyś, więc jednak wolałbym tego uniknąć...). Muszę to przemyśleć. Czekam na dobrą sprawę już ponad miesiąc, mam czekać jeszcze miesiąc z kawałkiem, a potem mamy zaczynać od nowa - od spotkań typu kino, kolacja. Gdybym wiedział, że się nie przejadę na tym wszystkim, to nie miałbym wątpliwości. Ale w każdej rozmowie ona się bardzo na mnie denerwuje, mówi, że nie wie, że może się zakocha, a może nie, że może tego potrzebuje, a może nie, że może nam się uda - ale jest też ryzyko, że nie. I tak w kółko. Sam już nie wiem...Na pewno teraz trochę odetnę kontakt na ten czas, i tak w międzyczasie są święta, więc będzie łatwiej. A potem zobaczę jak się rozwinie sytuacja, chociaż chyba raczej się zwinie...
Dlaczego normalny, niegłupi (sorry za zbędny narcyzm) chłop musi się zawsze tak przejechać? Nie zrozumiem tego już chyba nigdy...

30

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Dlaczego normalny, niegłupi (sorry za zbędny narcyzm) chłop musi się zawsze tak przejechać?

Nic nie musi, nic nie musi, tylko CHCE. smile
Sam wybierasz sobie takie a nie inne doświadczenie, widocznie do czegoś Ci to potrzebne.

Najwidoczniej w okręgu kilku mil z każdej strony nie ma kobiety, która odwzajemniłaby Twoje zainteresowanie, dlatego musisz poświęcać czas, energię i emocje tym, które mają cię w tyłku i "niczego nie mogą obiecać".
Każdy ma to na co się godzi wink

31

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Bo nie masz prosic o uczucia, gadac o tym, mielić, a zainteresować wszystkim co poza tym. I to w dwie strony działa. Kazdego zainteresuje cos innego. Poza tym więź sie uzyskuje przede wszystkim otwartością na siebie, a nie przytłaczaniem. Komfort jest dobry na przyjazn, ale musi byc jeszcze to zainteresowanie, by było cos wiecej. No i pożądanie, ale to juz sie wywołuje blizszymi sytuacjami, niz dalszymi. Jak bedziecie na dystans to jedynie wyobraznia moze ją popchąć w Twoje ramiona, niepewnosc, zazdrosc itp inaczej sam musisz ją rozochocić. Stety niestety. I nawet jak jestes 'fajny', to zainteresowanie mozna zabic chocby desperacją, ukazaniem sie jako ktos gorszy niz ona. Jest masa takich zachowan ktore dyskredytuja. Jesli juz tak miales to moze dzialasz schematycznie i tak naprawde nic nie zmieniasz, tylko zmienia sie kobieta i liczysz na akceptacje.

32

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
thepass napisał/a:

Jesli juz tak miales to moze dzialasz schematycznie i tak naprawde nic nie zmieniasz, tylko zmienia sie kobieta i liczysz na akceptacje.

Poprzednia dziewczyna po dwóch latach przyszła do mnie i powiedziała mi wprost, że znalazła sobie bogatszego faceta. Gdyby mnie kochała, zapewne by tak nie było, więc całkiem możliwe, że sytuacja się po prostu powtórzyła. Ale ona nie dawała nam żadnej przerwy, nie mówiła, że zaczynamy od nowa za miesiąc czy dwa, tylko rozmowa trwała 3 minuty - przyszła i poszła. Tu jest trochę inaczej i tej myśli się trzymałem, ale widzę, że jednak chyba bezskutecznie - nie ma sensu oczekiwać, że ktoś, kto chce się zakochać, będzie ze mną bez tego. Mogę się tylko jeszcze bardziej przejechać...

33

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Dokładnie, gadanie o uczuciach, których w dodatku nie ma smile, nic nie daje.
Jeszcze tekst o tym, że chciałaby się zakochać.. Innymi słowy: "Zrób tak żebyś był inny i żebym się zakochała, bo już mnie to zaczyna wk..iać." -taki miły dialog w myślach wink

Ja też coś takiego kiedyś usłyszałam, straciłam potem jeszcze jakieś 3 m-ce, po drodze były różne melodramatyczne sytuacje i piękna katastrofa na koniec big_smile
Nie polecam.

34 Ostatnio edytowany przez sQuare (2014-11-18 19:56:52)

Odp: Ze związku do friendzone - po co?
Elle88 napisał/a:

Ja też coś takiego kiedyś usłyszałam, straciłam potem jeszcze jakieś 3 m-ce, po drodze były różne melodramatyczne sytuacje i piękna katastrofa na koniec big_smile
Nie polecam.

Nie no, mam co prawda ledwo 20 lat, ale nie pozwolę sobie zagrać na nosie po raz drugi. Oddałem jej wszystko co mogłem, może nawet zbyt wiele, a w zamian usłyszałem, że nie możemy być teraz razem, bo ona nie czuła "motyli w brzuchu" i nie wie, czy to na pewno ja. Jakby od tego tylko zależało istnienie związków, to przyrost naturalny mielibyśmy na poziomie jeszcze niższym, niż dzisiejszy...
Poraża mnie czasami taki brak empatii, a wręcz bezduszność (i to u naprawdę inteligentnej osoby). Nie wiem po co się tak bawić, brać przez 8 miesięcy, a potem mówić, że teraz jednak nie, ale za 2 miesiące możemy zacząć od nowa i może się wtedy uda. Jak pies oddany do schroniska na czas wakacji z obietnicą "będziesz grzeczny, to weźmiemy Cię znowu". Teksty w stylu "Byłeś świetny, było nam naprawdę bardzo dobrze, dawałeś mi wszystko, ale nie zakochałam się. Zaczniemy od nowa za jakiś czas i zobaczymy, może jednak nie muszę...". Żenujące.
Macie rację, nie będę za nią biegał, szukał kontaktu. Jeśli ktoś nie umie docenić tego, co ma, musi dostać po tyłku i wtedy może przejrzy na oczy. Jeszcze raz dzięki za wszystkie rady w czasie miesiąca tego wątku. Naprawdę bardzo mi pomogliście.

35

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Dziewczyna chciala sprawdzic przez te 2 miesiace czy bedzie w stanie zyc sama (ewentualnie znajdzie zastepstwo) czy sie odzwyczai od Ciebie. Jesli nie da rady to przygarnie Cie spowrotem dla zabicia czasu, ssmotnosci. Masz rację. Nie daj się. Zaslugujesz na wiecej.

36

Odp: Ze związku do friendzone - po co?

Nie oceniałabym jej źle. Może potrzebuje pobyć bardziej sama ze sobą, ludzie mają takie momenty w zyciu. Jesteście młodzi, macie czas po co pospiech.

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ze związku do friendzone - po co?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026