Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Witam,

przedwczoraj musieliśmy uśpić naszą Maję. Była z nami ponad 14 lat i strasznie chorowała. Zaczęło się od kaszlu i czegoś, co myśleliśmy, że jest tylko spuchniętym gardłem. Pojechaliśmy do weterynarza i okazało się, że narośl jest rakowa, ale daje szansę na przeżycie jeszcze kilku miesięcy bo nie uciska tchawicy, ale do tego doszło jeszcze chore serce. W każdym razie pani doktor dała naszej Majce zastrzyk i tabletki i kazała wrócić po tygodniu. Tylko, że niestety, ale pod koniec zeszłego tygodnia Maja odmówiła jedzenia. Nie chciała nic, leżała tylko sobie gdzieś tam i powoli traciła siły. W poniedziałek poszliśmy znów do lekarza i okazało się, że wyniki morfologii miała koszmarne. Rzuciło jej się na szpik, miała tragicznie mało czerwonych krwinek i za dużo białych. Pani doktor dała jej zastrzyk sterydowy, ale powiedziała, że jeśli on nie pomoże to powinniśmy rozważyć eutanazję.
Majka nie jadła. Jeszcze we wtorek zjadła odrobinę mięsa, ale to był malutki kawałeczek, a potem odwracała głowę. Schudła tak bardzo, że można jej było liczyć żebra i ledwo trzymała się na nogach. Ciężko nam było, ale podjęliśmy decyzję o uśpieniu jej by się nie męczyła.
Mój tato mówił by jeszcze ją potrzymać i oskarżał nas o to, że chcemy się pozbyć psa, ale to nieprawda. Ciężko było widzieć jak nasz ukochany pupilek jest w takim stanie. Nie skarżyła się na nic, ale widać było, że gaśnie w oczach.
Ja i brat zawieźliśmy ją do weterynarza i ja błagałam panią doktor by dała mi chociaż cień nadziei na to, że Majka wydobrzeje. Niestety, ale pani doktor powiedziała, że jeśli po pierwszym zastrzyku by jej się polepszyło to można by próbować czegoś silniejszego. Ale w tym wypadku lepiej jej ulżyć.
Widoku mojego ukochanego pieska w tym worku nie zapomnę do końca życia. Nie byłam w stanie jej wziąć, brat nakrył ją kocem i zabrał.
Mój tato ją chował u nas na podwórku. Rozwinął ją z tego koca i zaczął do niej mówić. Powiedział, że chciał ją jeszcze raz zobaczyć, że takim świetnym pieskiem była i, że mogła pożyć z kilka lat jeszcze.
Ja nigdy, ale to nigdy nie widziałam jak mój ojciec płacze. A tu zanosił się łzami. Ja wyłam, on płakał i staliśmy nad tym wykopanym grobem i jej ciałem i się obejmowaliśmy z żalu.
Do tej pory mam przed oczami jak leży w tym dole i ziemia na nią leci.
Teraz nie umiem sobie z tym poradzić. Może źle zrobiłam, że ją chowałam i widziałam ją martwą. Mam miłe wspomnienia o niej. Jak to jeździła ze mną samochodem, jak ją zamykaliśmy w domu jak jechaliśmy gdzieś, a ona przez balkon skakała, jak władowała mi się do łóżka jak ją kupiliśmy i tak spała ze mną przez tyle lat. Ta radość jak wracaliśmy z miasta po pół godzinie nieobecności, a Majka nas witała. To jak się wkurzaliśmy bo w nocy łaziła by ją na dwór wypuścić i kręciła się milion razy.
To był nasz domowy piesek i naprawdę jak wracam z miasta to się za nią rozglądam. Automatycznie po przebudzeniu się patrze za nią i w te miejsca gdzie ona zawsze wypoczywała. Ale jej nie ma.
Mam nadzieję, że ona nie ma do mnie żalu, że ją zawiozłam na śmierć. Teraz zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam, czy może trzeba było poczekać.
W dzień jeszcze jest mi ok, zajmę się czymś, ale jak kładę się do łóżka to po prostu łzy same mi lecą. Ona jest kilka metrów dalej, pod ziemią, a ja już jej nigdy nie przytulę. Idę na jej grób i tak myślę sobie, że tylko trochę ziemi nas dzieli, a ja nie mogę jej już przytulić.
Mimo, że wiele lat byłam też za granicą i nie widywałam jej codziennie, ale zawsze z mamą na skypie gadałam i pytałam o Majkę, czasem do niej gadałam. Zawsze była ta świadomość, że ona jest, że jak wrócę to się jakoś wszystko ułoży.
Jeszcze jakieś trzy tygodnie temu ona latała ode mnie do mojego taty by ją głaskać. Kilka chwil u mnie, potem do niego potem znów ja i znów on. A teraz jej nie ma. I nigdy nie będzie.
Najgorsze jest to, że wydaje mi się, że ona drapie do drzwi. Chciałabym wiedzieć czy jest jej dobrze, czy nie ma żalu do mnie. Albo już wariuję chyba.
Musiałam to z siebie wyrzucić, bo nie mam z kim pogadać.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Kareena (2014-10-10 13:46:14)

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Rozumiem Cię. Mam psa znacznie krócej niż Ty, a przywiązałam się do niej bardzo. Ma ok. 14 lat, choruje na nerki i serce, leczenie jest coraz mniej skuteczne i w ciągu kilku miesięcy pewnie będę musiała ją poddać eutanazji.
Nie miej wyrzutów sumienia bo zaoszczędziłaś jej cierpienia, podtrzymywanie zwierzęcia przy życiu za wszelką cenę jest egoistyczne.
Nic dziwnego, że to przeżywasz, bo zwierzę jest członkiem rodziny, po latach można się do niego przywiązać jak do człowieka. Pamiętaj, że otoczyłaś ją dobrą opieką, zapewniłaś jej dobre życie, nie zrobiłaś jej krzywdy pomagając jej odejść w sposób możliwie pozbawiony bólu.
Daj sobie czas, żeby się z tym pogodzić, masz prawo czuć smutek, po zwierzęciu też można przeżywać żałobę.
Mam do Ciebie wielki szacunek, widziałam sytuacje gdy ludzie na siłę próbują utrzymać zwierzę przy życiu, rozumiem ich, ale wiem też, że dla tego zwierzęcia to jest tylko cierpienie, mam nadzieję, że też będę potrafiła podjąć właściwą decyzję, gdy już będzie źle.
Byłaś z nią do końca i to się liczy. Myślę, że Twój ojciec z czasem zrozumie Waszą decyzję.
Trzymaj się smile

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".
Albert Einstein

3

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Dzięki.
Mój tato pewnie rozumie tą decyzję, naprawdę. Dla niego było to ciężkie i on nawet do Majki nie podchodził, ale nigdy nie widziałam go jak płakał, a wtedy jak ją chowaliśmy we dwójkę wyciągnął ją z tego koca co była zawinięta i mówi, że musiał na nią jeszcze raz popatrzeć i ją przytulił i mówił do niej jakby wciąż żyła, że była cudownym pieskiem i szkoda, że nie pożyła jeszcze kilka lat i będzie za nią tęsknił. I wtedy się rozpłakał w głos. To też mi łamie serce.
Ciężko mi naprawdę bo widzę ją w tym worku u weterynarza. To było koszmarne przeżycie. Wciąż czekam na nią jak gdzieś idę i mam nadzieję, że może wyjdzie nagle taka radosna. Byłam dziś na jej grobie i dzieli nas trochę ziemi i ja już jej nie mogę przytulić i to boli tak strasznie.

4

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Rozumiem Cię. Mój pies choruje na rzadką chorobę autoimmunologiczną. Pchamy w niego sterydy, leki obniżające odporność, krople do oczu, teraz musimy dodatkowo zakupić karmę weterynaryjną. Już tak 1,5 roku walczymy, choć to tylko odwlekanie nieuniknionego. Psy z tym syndromem żyją 2-3 lata, także zegar tyka, a u niego jest gorzej z każdym dniem. Zaczął tracić sierść, na brzuchu robią mu się rany, chudnie, traci wzrok, do tego cierpi na przewlekłe biegunki i wymioty. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz przespałam całą noc, bo co dzień czekają mnie nocne spacery, żeby nie "wybuchł" w domu.

W niedzielę było jakieś apogeum- rzygał i wymiotował na przemian, do 3 w nocy siedzieliśmy na dworze, bo nie było sensu wracać do domu, skoro i tak zaraz musiałabym wyjść. W poniedziałek kolejna wizyta, zastrzyki, antybiotyki, kolejne badania...

Czasami myślę- powinnam mu odpuścić. To jak walka z hydrą- zaleczę jeden problem, wyrastają dwa kolejne. Ale potem myślę, że go nie będzie, że zostanie mi stos obróżek, nieskończony worek karmy i blistry leków, że nie będę miała z kim wyjść na spacer, że żaden mokry nos nie podskoczy na mój widok po powrocie do domu... I tak zdobywam siły na kolejny dzień walki. Dobrze, że on jest dzielny za nas dwoje.

Współczuję Ci bardzo. Ale będzie tylko lepiej.

W taki dzień jak ten Marco Polo wyruszył do Chin.
Jakie są Twoje plany na dzisiaj?

5

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Łącze się w bólu
To co ty my przechodziliśmy w czerwcu . Psinka  15 lat, zaropiała macica , rozlana ropa  w jamie brzusznej, nic nie jadła, nikla w oczach, nic w pyski nie miała przez wiele dni, na operacje  już się nie nadawała bo by tego nie przetrwała, fatalny stan  i miała bardzo słabe wyniki. Odchowaliśmy jej odejście bardzo , bardzo  emocjonalnie
W tym ,ze jednak maż  nie brał ją już od weta , zostawił  na stoliku  po  zastrzyku i do kremacji poszła

6

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Mortisha, no właśnie też się zastanawialiśmy czy jej nie zostawić u weterynarza.
W ogóle to był taki cyrk z tym wszystkim bo moja mama była do Majki przywiązana bo to ona głównie ją karmiła, sprzątała po niej i w ogóle. Więc uznała, że kategorycznie koło domu nie chce jej chować bo będzie patrzeć tam i będzie jej ciężko. Fakt, ma rację. Sama patrzę na ten grób i kładę tam kwiatki i mam taką dziką ochotę tego psa odkopać i przytulić. Po weterynarzu brat ją niósł bo ja bym jej nie oddała już.
W każdym razie mama się nie zgodziła, więc z bratem ją do lasku wywieźliśmy i tam zakopaliśmy. Mój brat w ogóle taki ten grób wykopał nijaki i wróciłam i czułam wyrzuty sumienia. Mój tato mówił, że tu jest jej miejsce i drugi brat też i się zbuntował i mówił, że przyjedzie i ją odkopie i mimo wszystko zakopie ją u nas. Mama się w końcu zgodziła, ale to tato wykopał grób i pojechaliśmy po nią i mój tato mówił do niej, że tu jest jej miejsce z rodziną, a nie takie w lesie przy drodze by ją lisy poodkopywały.

Współczuję Wam również tych strat i męczarni. Moja na szczeście długo się nie męczyła bo niecałe dwa tygodnie. Ale się zastanawiam czy dobrze zrobiłam bo co jakby na drugi dzień zaczęła jeść? I mimo, że weterynarz mówił, że nie ma szans na polepszenie to ja wciąż o tym myślę, że może za szybko to zrobiliśmy.

busiu, ciężko jest patrzeć na męki pupila, ale jeśli jeszcze nie jest aż tak źle, że zwierzę aż tak nie cierpi to najlepiej trzymać. Spędzić z nim każdą najmniejszą chwilę. Ja żałuję, że dużo nie siedziałam z Majką. Ale ją kochałam i naprawdę oddałabym wszystko by ją przytulić raz jeszcze.

7

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

RoryMcGarrett nie ma sensu takie samobiczowanie się. Psina cierpiałby z kolejnym dniem,  miała raka, doprawdy  w tym temacie zwierzę cierpi, męczy się,  głódwyniszcza  ,mimo ze nie daje rady  jeść. Nasza tez miała raka  całego układu rozrodczego ,doszło zapalenie, infekcja, ropa  i wierz mi  ,ze im dalej i dłużej się czekało tym   jeszcze bardziej się odchorowywało patrząc na psinkę jak coraz bardziej się męczy i jest niezdolna do prawidłowego funkcjonowania z racji  wieku i choroby

Trzeba w odpowiednim momencie ulżyć psiakowi cierpienia i męk, to jest ciężka decyzja ,ale  naprawdę  dla dobra  psinki
Ja sama identycznie, zab w ząb jak ty miałam myśli tak jak ty teraz, ale z biegiem czasu kiedy już troszeczkę przetrawiło się rozpacz ,człowiek zaczął bardziej trzeźwiej myśleć i doszedł do wniosku ,ze najmniejsze zuuo się wybrało, tylko i wyłącznie dla dobra  mordki podjęło się taki krok ostateczny, kiedy  już nie było szans i ratunku na poprawę a psiak z dnia na dzień co raz bardziej swoje katusze i męki tez  przechodził i gasł w oczach


My nie braliśmy  naszej z powrotem dlatego ,ze  na własnym podwórku mamy jeszcze inne psy, ktore mogłyby wywęszyć i wykopać ją ,a także w lesie  dzika zwierzyna to samo zrobic ,wiec poszła do kremacji
Gdy byłaby "jedynakiem" to spoczelaby  u nas na podwórku, ale z obawy o inne zwierzaki wiedząc, ze by  wywęszyły  i rozkopywały  jednak zostawiliśmy  mordke u weta na kremacje

8

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Mortisha, no tak. To wiadomo, u mnie minęły dopiero 54 godziny i to wciąż jest świeża sprawa. To jest mój pierwszy raz bo tylko jednego pieska mieliśmy. I to w dodatku taki nieoczekiwany bo moja mama przeciwniczka psów ją wzięła za symboliczną złotówkę. Masz rację, lepiej ulżyć było psiakowi niż patrzeć jak się męczy sad Rak to taki koszmarny przypadek.

Gdyby moja miała tylko raka to jeszcze można Majkę leczyć zastrzykami, ale ona i serce chore i przesuniętą krtań bo narośl wyskoczyła tam i w brzuchu woda się zbierała. Więc lekarz rozłożył ręce i moje błagania o cud niestety nie spełniły się.

To moja Majka jeszcze jak była w miarę zdrowa https hmm/fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xaf1/v/t1.0-9/10451794_10153050971308452_6529060725271784711_n.jpg?oh=bc7ec9799b8e320dfe0d035ec57ee962&oe=54C2C870&__gda__=1422592196_cd8c0bea18ab5068e87876f6f5dda6b8

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa
RoryMcGarrett napisał/a:

Witam,

przedwczoraj musieliśmy uśpić naszą Maję. Była z nami ponad 14 lat i strasznie chorowała. Zaczęło się od kaszlu i czegoś, co myśleliśmy, że jest tylko spuchniętym gardłem. Pojechaliśmy do weterynarza i okazało się, że narośl jest rakowa, ale daje szansę na przeżycie jeszcze kilku miesięcy bo nie uciska tchawicy, ale do tego doszło jeszcze chore serce. W każdym razie pani doktor dała naszej Majce zastrzyk i tabletki i kazała wrócić po tygodniu. Tylko, że niestety, ale pod koniec zeszłego tygodnia Maja odmówiła jedzenia. Nie chciała nic, leżała tylko sobie gdzieś tam i powoli traciła siły. W poniedziałek poszliśmy znów do lekarza i okazało się, że wyniki morfologii miała koszmarne. Rzuciło jej się na szpik, miała tragicznie mało czerwonych krwinek i za dużo białych. Pani doktor dała jej zastrzyk sterydowy, ale powiedziała, że jeśli on nie pomoże to powinniśmy rozważyć eutanazję.
Majka nie jadła. Jeszcze we wtorek zjadła odrobinę mięsa, ale to był malutki kawałeczek, a potem odwracała głowę. Schudła tak bardzo, że można jej było liczyć żebra i ledwo trzymała się na nogach. Ciężko nam było, ale podjęliśmy decyzję o uśpieniu jej by się nie męczyła.
Mój tato mówił by jeszcze ją potrzymać i oskarżał nas o to, że chcemy się pozbyć psa, ale to nieprawda. Ciężko było widzieć jak nasz ukochany pupilek jest w takim stanie. Nie skarżyła się na nic, ale widać było, że gaśnie w oczach.
Ja i brat zawieźliśmy ją do weterynarza i ja błagałam panią doktor by dała mi chociaż cień nadziei na to, że Majka wydobrzeje. Niestety, ale pani doktor powiedziała, że jeśli po pierwszym zastrzyku by jej się polepszyło to można by próbować czegoś silniejszego. Ale w tym wypadku lepiej jej ulżyć.
Widoku mojego ukochanego pieska w tym worku nie zapomnę do końca życia. Nie byłam w stanie jej wziąć, brat nakrył ją kocem i zabrał.
Mój tato ją chował u nas na podwórku. Rozwinął ją z tego koca i zaczął do niej mówić. Powiedział, że chciał ją jeszcze raz zobaczyć, że takim świetnym pieskiem była i, że mogła pożyć z kilka lat jeszcze.
Ja nigdy, ale to nigdy nie widziałam jak mój ojciec płacze. A tu zanosił się łzami. Ja wyłam, on płakał i staliśmy nad tym wykopanym grobem i jej ciałem i się obejmowaliśmy z żalu.
Do tej pory mam przed oczami jak leży w tym dole i ziemia na nią leci.
Teraz nie umiem sobie z tym poradzić. Może źle zrobiłam, że ją chowałam i widziałam ją martwą. Mam miłe wspomnienia o niej. Jak to jeździła ze mną samochodem, jak ją zamykaliśmy w domu jak jechaliśmy gdzieś, a ona przez balkon skakała, jak władowała mi się do łóżka jak ją kupiliśmy i tak spała ze mną przez tyle lat. Ta radość jak wracaliśmy z miasta po pół godzinie nieobecności, a Majka nas witała. To jak się wkurzaliśmy bo w nocy łaziła by ją na dwór wypuścić i kręciła się milion razy.
To był nasz domowy piesek i naprawdę jak wracam z miasta to się za nią rozglądam. Automatycznie po przebudzeniu się patrze za nią i w te miejsca gdzie ona zawsze wypoczywała. Ale jej nie ma.
Mam nadzieję, że ona nie ma do mnie żalu, że ją zawiozłam na śmierć. Teraz zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam, czy może trzeba było poczekać.
W dzień jeszcze jest mi ok, zajmę się czymś, ale jak kładę się do łóżka to po prostu łzy same mi lecą. Ona jest kilka metrów dalej, pod ziemią, a ja już jej nigdy nie przytulę. Idę na jej grób i tak myślę sobie, że tylko trochę ziemi nas dzieli, a ja nie mogę jej już przytulić.
Mimo, że wiele lat byłam też za granicą i nie widywałam jej codziennie, ale zawsze z mamą na skypie gadałam i pytałam o Majkę, czasem do niej gadałam. Zawsze była ta świadomość, że ona jest, że jak wrócę to się jakoś wszystko ułoży.
Jeszcze jakieś trzy tygodnie temu ona latała ode mnie do mojego taty by ją głaskać. Kilka chwil u mnie, potem do niego potem znów ja i znów on. A teraz jej nie ma. I nigdy nie będzie.
Najgorsze jest to, że wydaje mi się, że ona drapie do drzwi. Chciałabym wiedzieć czy jest jej dobrze, czy nie ma żalu do mnie. Albo już wariuję chyba.
Musiałam to z siebie wyrzucić, bo nie mam z kim pogadać.

Zrobiłaś bardzo dobrze, innego wyjścia nie było. Dalsze czekanie przedłużałoby jedynie cierpienie Majki. 7 lat temu podjąłem z Rodzicami taką samą decyzję. O uśpieniu mojego największego zwierzęcego przyjaciela. Teraz nad grobem rottweilera Mohra dumnie rozrasta się rododendron. W tym roku obsypał się bujnie kwiatami. Twoja Majka z pewnością w podziękowaniu za skrócenie bólu, macha do Ciebie ogonem znad Tęczowego Mostu.
Nie zdajesz sobie sprawy, jak doskonale Cię rozumiem. Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się ciepło smile

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

10

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

To ogromna strata 14 lat razem...rozumiem. Straciłam już dwa ukochane psiaki, co prawda odeszły same , nie musiałam podejmowac decyzji o uśpieniu ale jakby sie miłay męczyć pewnie wolałabym im tego zaoszczędzic.Dobra decyzja, wiem cięzak ale jak najbardziej słuszna...Człowiek się przywiązuje jak do członka rodziny, obcy mi sa ludzie którzy śmierć psa traktują obojetnie, nie ten następny...długo nie umiałam zdecydowac się na kolejnego psiaka, w końcu jednak dla dziecka wzięliśmy psinke. W domu znów zagościła radośc, tamte pieski na zawsze będą w seru, dziecko ich nie znało ale opowiadam im o nich, pokazuje zdjęcia. To cześc mojego zycia i pozostaną w nim na zawsze...

11 Ostatnio edytowany przez Berika (2014-10-11 20:53:24)

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

1,5 roku temu zmarł na moich rękach mój ukochany królik w wieku 10-ciu lat. Walczyłam o niego przez niespełna 2 tygodnie - codziennie jeździłam do weterynarza, dostawał sterydy i odżywki wzmacniające, karmiłam go ze strzykawki słoiczkami dla niemowląt, bo nie chciał już nic innego chrupać, zakładałam pieluchę, bo nie mógł już stanąć na łapkach i robił pod siebie... Wydawało mi się, że postępuję słusznie, obserwowałam go wnikliwie i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że maciupeńkimi kroczkami wychodzimy na prostą, aż pewnego dnia, tuż po powrocie z gabinetu weterynaryjnego, poddał się i zaczął odchodzić na drugi brzeg... Paraliż brał go od tylnych łapek w stronę główki - to była trauma, bo gdy serce przestało już bić, a on wydał ostatnie tchnienie patrząc na mnie tymi wielkimi, brązowymi, ufnymi oczami, wiedziałam że jego mózg wciąż jeszcze funkcjonuje, i tak siedziałam z kruchym, zesztywniałym ciałkiem na kolanach, pomagając przejść mu za tęczowy most... Ryczałam tak, jakby świat mi się zawalił, moja psychika przypominała Tupolewa po katastrofie, całą noc budziłam się ze świadomością, że muszę wstać, nakarmić go i zmienić pieluchę, wszędzie go widziałam...

... ale do czego zmierzam:

Gdybym mogła cofnąć czas, oszczędziłabym mu i sobie cierpienia, i pozwoliłabym odejść spokojnie z pomocą zastrzyku... Bez strachu z powodu niewytłumaczonego uczucia sztywniejących kończyn, bez panicznych haustów powietrza, bez histerycznego krzyku (tak, strasznie krzyczał momentami, może z bólu...)... Dlatego uważam, że dobrze zrobiliście, usypiając sunię. W ten sposób ochroniliście ją i siebie od wielu niepotrzebnych cierpień.

Dobrze też, że pochowaliście ją w ogródku. Spoczęła przy rodzinie, w miejscu, w którym spędziła całe swoje życie - tak powinno być, a i wam będzie lepiej wiedząc, że jej zwłoki nie są bezczeszczone.

Okres żałobny trochę trwa i wbrew pozorom jest potrzebny, ale czas goi rany... Śmierć mojego królisia bardzo mnie uwrażliwiła i uczuliła na krzywdę naszych młodszych braci, i w ten sposób dorobiłam się przez te 1,5 roku dwóch psów i pięciu kotów. wink 
Od dwóch miesięcy mam u siebie cudownego kocura, którego przygarnęłam z ulicy w stanie - delikatnie mówiąc - ciężkim. Zjadł trutkę - ma popalone wnętrzności, wyniki krwi wykazały, że ma głęboką anemię i cudem przeżył koronowirusa, jesteśmy w trakcie łagodzenia kociego kataru z nadżerkami na języku, a na dokładkę cierpi na immunologiczne zapalenie dziąseł, i kiedy jego stan choć trochę się ustabilizuje, będzie trzeba pod narkozą powyrywać wszystkie ząbki. sad Mam nadzieję, że wydobrzeje i mimo sędziwego wieku będzie mu dane przeżyć z nami jeszcze kilka pięknych, długich lat, ale wiem też, że jeśli jego stan zdrowia - tfu, tfu ! - skrajnie się pogorszy, nie pozwolę mu na takie cierpienie, jak pozwoliłam w przypadku królisia...

Trzymaj się !

12

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Najzabawniejsze jest to, że Majka przeżyła wiele. Kiedyś wyjadła trutkę na szczury z piwnicy, potem ją na wylot przegryzł ogromny pies i myśleliśmy, że się nie wyliże, ale udało się. A takie coś ją pokonało sad Jest ciężko jeszcze. Moi rodzice nie rozmawiają o niej, mój tato przeżywa. Dziś wrócili z wizyty u ciotki i to odczuli, że jej nie ma bo biegła zawsze do bramy i się cieszyła. A dziś mój tato tylko powiedział "Nie ma Majki..." i koniec tematu. Wciąż mu ciężko i mojej mamie też. Udało mi się zasnąć wczoraj bez płakania, ale wciąż jest mi smutno. Może to jakoś tak dziwnie zabrzmi, ale moja mama powiedziała, ze mój tato tak nie płakał na pogrzebie własnej matki jak płakał za psem. Ale to byli przyjaciele, na rybki, na grzyby, na boisko. Kiedyś mu Majka wbiegła podczas meczu na murawę i ukradła piłkę i musieli przerwę robić. Ma się te wspomnienia. Dziś w albumach znalazłam kilka jej zdjęć i tak miło się patrzy, ale też by się chciało uścisnąć i pogłaskać.

Minessota, ja mojemu znajomemu opowiedziałam o Majce i on mówi, że jego pies też zdechł ostatnio, ale tylko wzruszyli ramionami i go zakopali. A on się jeszcze chwalił, że kota swojego przejechał, ale to tylko zwierzę. Jak tak można? Jeśli ma się psa czy inne zwierzę w ogóle to jak można tak bez serca to potraktować? Facet jasne, może ukrywać uczucia, ale kurcze bez przesady. Tacy ludzie i dla mnie są obcy. Nie chcę się zadawać z takimi.

Berika, przykro mi z powodu króliczka. Ciężko zapewne było patrzeć jak umiera sad Mam nadzieję, że kotek też wyzdrowieje szybko i będzie mu dobrze.

Wielbiciel Lidiji Bacic, my pewnie coś zasadzimy tam koło jej grobu. Na razie ja kładę takie polne kwiatki póki są jeszcze. Ale powinna mieć taki mały zakątek przyjemny.

13

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Witaj doskonale cie rozumiem tez nie dawno bylam w podobnej sytuacji a mianowicie musiałam uspic krolika był z nami krotko ale przywiazałam sie do niego ;( wieczorem bawiłam sie z nim a nastepnego dnia juz nie było z nim kontaktu była to dla mnie trudna decyzja ale wiem ze postapiłam słusznie poniewaz by cierpiał ;( pochowałam go nie daleko domu i chodze do niego aby sprawdzic czy jest wszystko ok.

14

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Wykrakałam. Wczoraj z rana uśpiłam Nanę.
Byłam pewna, że to słuszna decyzja, wtedy, ale im więcej czasu mija tym gorzej, tym bardziej sie zastanawiam, czy to była dobra decyzja.
Nie potrafię sobie wyobrazić, co się czuje po śmierci bliskiego członka rodziny, gdy odejście ukochanego zwierzaka tak bardzo boli sad

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".
Albert Einstein

15

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Opiszę swoją sytuację. Przeprowadziłem się z rodzicami z miasta do wioseczki. Akurat tak się trafiło, że odkupilismy dom od Pani, która miała psa. Owczarek niemiecki długowłosy. Max, tak się ZWIE. Pies szkolony przez policję. Był ze mną przez kilkanaście dni. Dokładnie był to poniedziałek, drugi pies Jenna tak strzaszliwie szczekal w nocy, że zasnąć nie mogłem. Budząc się rano i gotowy do wyjścia do szkoły zobaczyłem, że nie odprowadza mnie do bramki. Okazało się, że leży w swoim ulubionym miejscu kolo okna, gdy go zobaczyłem nie umiałem powstrzymać łez. Leżał, z nosa wypłynęła mu już krew. Fakt był chory na serce i zdawałem sobie sprawę, że go już jutro może nie być. Nie miał sił, ale i tak biegł za piłką, dlatego gdy pobiegł biegiem z nim i glaskalem go smile Wiem, że pierwsze dni były najgorsze, ale rodzice przychodzili i uważnie nas szpiegowali czy nic. Głupiego z siostrą nie zrobimy. Smutek był, ale przeglądam co jakiś czas i jest tylko radość i duma jak razem z nim odbieram medal za występ psów smile pozdrawiam

16

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Kochani, mój piesek dzięki Bogu jeszcze żyje - ma ponad 15ście lat - ale o włos wykończyła go jakaś straszna infekcja...tak naprawdę to nie wiemy co to było, w każdym razie wymiotowł cała noc i dzień z krwią..co jakieś 15minut...strasznie przy tym piszczał...
Lekarz dał mu zastrzyk który zahamował te wymioty, jednak pies straszliwie schudł i nie chciał już nic jeść...parę dni nic nie jadł i z psa stał się cień. Okazało się także że serce jest bardzo słabe..infekcja bardzo pogorszyła jego stan.

W każdym razie do czego zmierzam...

Lekarz dał nam jakąś gęstą substancję poprawiającą apetyt, którą mieliśmy mu podawać do pyska za pomocą plastikowej strzykawki - rzecz jasna bez igły (otwierać mu pysk i wciskać na siłę żeby połykał).
Wpadłam wtedy na pomysł, że skoro da się tak podawać tę substancję to i jedzenie można zacząć mu tak podawać...

Ugotowałysmy z mamą rosól z sercami i nożkami z kurczaka.
Mikserem zmiksowałyśmy ten rosół i te serca, ostudziłyśmy całość, i taką zmiksowaną papkę zaczęłyśmy mu podawać za pomocą tej strzykawki przez zęby z boku do pyska. Część wypluwaał, część połykał. I powtarzałyśmy to co parę godzin. Tak przez parę dni. Raz serek wstrzykiwałyśmy. Raz zmiksowany gulasz z sosem. Znów zmiksowaną kaszę gryczaną z rosołkiem. Wątróbki.

Pies zaczął przybierać na wadze, więc zaczął wracać powoli do sił. Zaczął znów powoli o własnych siłach chodzić. Zaczął się interesować tym co robimy. Po prostu odzyskał chęć życia. A było już tak źle. Po 3-4 dniach miał już swoją wagę. Zaczął znów normalnie sikać. Zaczął się nawet z nami bawić.

Strzykawką zaczęłyśmy mu podawać bardzo dobre tabletki na serce (Vetmedin http://www.lekowet.pl/?option=products_details&id=4661 - podobno najlepsze co może być, ratujące naprawdę życie) wymieszane z serkiem homogenizowanym.

I nie chcę nic zapeszać ale odzyskałyśmy tym sposobem naszego kochanego pieska.

Naprawdę wraz z lekarzem myśleliśmy już o najgorszym ale się udało.

TO TAKA MOJA PODPOWIDŹ DLA OSÓB KTÓRE MAJĄ PROBLEM Z PIESKAMI NIECHCĄCYMI JEŚĆ PO JAKIŚ POWAŻNIEJSZYCH CHOROBACH

Pies potrafi się zagłodzić sam na śmierć po przejściu takich bóli, ale nie musimy na to pozwalać jest sposób, który ratuje życie.     

No i bardzo rekomenduję te tabletki bo są fantastyczne. Przepisał nam je bardzo dobry weterynarz w Niemczech, ale w Polsce też są znane.

A autorce bardzo współczuję:( ale z takim rakiem w tym wieku to naprawdę słuszna decyzja...wiem że potwornie bolesna bo ja na samą myśl źe miałabym podjąć taką decyzję u mojego nie mogłam przestać płakać, no ale niestety są choroby gdie już nic nie pomoże i naprawdę lepiej oszczędzić cierpienia:(((((

17 Ostatnio edytowany przez Natalia1818R (2019-10-25 07:41:41)

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Witam, wczoraj ja musiałam uśpić mojego wiernego przyjaciela. Miał tylko 11 lat ale był chory na epilepsję do tego doszedł Katar kenelowy. Od wtorku do środy miał aż 16 ataków to jest bardzo dużo zważywszy na to że co miesiąc miał tylko 4. Nie wiemy co miało taki wpływ na to. Wczoraj pies już nie kontaktował sikał pod siebie wydaje mi się że tracił świadomość gdzie się znajduje. Chodził po domu i piszczał, rozglądał się jakby nie wiedział gdzie jest. Tata zadzwonił do weterynarza, po rozmowie z nim tata oznajmił że trzeba go uspić. Cios prosto w serce płacz i żegnanie się z moim przyjacielem, ale musieliśmy jechać, musieliśmy ulżyć mu w cierpieniu. Nigdy nie zapomnę tego gdy dostał narkozę i czułam że jeszcze oddycha, pożegnałam się z nim powiedziałam że bardzo go kocham i bardzo będę za nim tęsknić. Najgorszy widok jaki widziałam to moment kiedy weterynarz wbił mu igłę między żebra i powiedział że nadszedł czas na pożegnanie. Przytulałam go czułam jeszcze jego oddech po paru sekundach nie czułam już nic. Przestał oddychać to był koniec. Jego ciało rozlało mi się w rękach. Jest to dla mnie traumatyczna sytuacja. Nie potrafię żyć ze świadomością że mój piesek odszedł, że nigdy to nie przytulę, nigdy już nie będzie spał ze mną czuwał w kuchni jak coś robię, że już nigdy nie zobaczę jak się cieszy na mój widok i jak śpi uśmiechnięty przez sen. Wiem że jest kawałek dalej że mogę iść postać na jego grobem ale nigdy go już nie zobaczę nie dotkne nie usłyszę. Cały czas mam wrażenie jakby był ze mną, mam wrażenie że słyszę jego pazurki uderzające o kafelki, łapie się na tym że jak idę do toalety to spoglądam pod schody czy tam śpi i czy podniósł głowę, w nocy kilka razy sprawdzałam czy śpi ze mną. Rodzice łapią się na tym że sprawdzające czy ma wodę w misce. Dom jest pusty i cichy bez niego. Moje serce pękło na pół i nie mogę pogodzić się z tym wszystkim. Bardzo tęsknię za moim synkiem

18

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

sad

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

19

Odp: Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Natalia bardzo ci współczuję, uczucie po śmierci zwierzątka z którym się żyło kilkanaście lat jest nie do opisania, też 3 lata temu straciłam suczkę, serce pękało mi każdego dnia i na samo wspomnienie teraz ryczę. po kilku tygodniach od jej śmierci adoptowałam z fundacji kolejnego pieska bo nie potrafiłam żyć tak sama bez psa w domu. nowy członek rodziny załagodził ból i teraz jest nowym oczkiem w głowie. jak masz możliwość to adoptuj pieska, nie musi być szczeniak, ja wzięłam 8 latkę  po przejściach i jest cudownym pieskiem. daj jakiemuś samotnemu kilkuletniemu pieskowi dom.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie umiem pogodzić się ze śmiercią psa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018