Hejka kobitki :-) czy któraś z was miała do czynienia z wariatami na drodze? Pytanie do dziewczyn zmotoryzowanych, bo ja tak i nie raz, dziewczyny jak można wytłumaczyć głupią jazdę gdy kierowca włącza migacz informujący skręt w prawo a w rzeczywistości skręca w lewo, mało tego to jeszcze podnosi ręce do góry, podobnych incydentów miałam wiele,zdarzyło mi się również ale to już doszło do kolizji ponieważ jakiś bałwan nie zauważył mnie by najmniej później tak twierdził, skręcił w prawo z lewego pasa,najechał na mnie i uszkodził mi samochód,czy tacy ludzie powinni mieć prawko,bo to jest karygodne,włos na głowie się jeży, a ja miałabym ochotę takich gości złapać za ten głupi łeb, odebrać samochód na zawsze a do domciu na łapach z kopniakiem na rozpęd
1 2014-10-07 19:34:38 Ostatnio edytowany przez odyseja (2014-10-07 20:10:41)
Podobne tematy
Pytanie oczywiste, nie powinni, ale mają i co zrobisz?
3 2014-10-07 21:07:52 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-10-07 21:09:00)
To chyba pytanie retoryczne. ;-) Mąż jeździ samochodem od kilku miesięcy, ale i tak widziałam już chyba wszystko:
- dwa tiry wyprzedzające się przed wzniesieniem,
- BMW siedzące nam na ogonie NA AUTOSTRADZIE,
- tatuśków i mamuśki z nalepką "dziecko na pokładzie", przekraczających prędkość o skromne 20 km/h i trąbiących na nas, bo zwolniliśmy przed przejściem dla pieszych.
Nierespektowanie ograniczenia prędkości do 50 km/h na obszarze zabudowanym to standard.
Szczerze mówiąc, nie wiem, co ci ludzie mają w głowach. Nie dość że sami łamią prawo, to jeszcze próbują zmusić do tego innych. Naprawdę po każdym weekendzie nie mogę uwierzyć w statystyki wypadków. Logicznie rzecz biorąc, powinny być dwa razy GORSZE.
Chlubny wyjątek to kierowcy z Łodzi. (A piszę to jako warszawianka!) Dla nich 20 km/h w niektórych częściach miasta do 20 km/h, a cierpliwość mają nawet jak człowiekowi zgaśnie silnik na światłach.
Jeśli są tu takowi, to pozdrawiam! ![]()
Jedynym wyjściem jest patrzeć, słuchać i myśleć za pozostałych kierowców.
Jakże często mój M mówi mi "uważaj, samochód wyjeżdża", ja na to "widzę, ale ja mam pierwszeństwo", a on "wiem, że ty wiesz, ale on może tego nie wiedzieć/mieć to gdzieś"
Mój M to chyba najwiekszy wypadkowicz, bo ludzie jadący samochodami, po prostu go "nie widzą!"
Jechał na skuterze drogą z pierwszeństwem, a kierowca, który wyjeżdżał z bocznej uliczki, "po prostu go nie zauważył" i wjechał centralnie w niego o.O
Odyseja- ja mam zazwyczaj problemy nie z gościami a z "gościówami". A to pani robi takie numery na rondzie,że wszystkie auta za nią trąbią a pani podnosi ręce do góry i komentuje- zapewne niepochlebnie, a to wpuszczam panią z podporządkowanej a ona zamiast podziękować mija mnie i puka się w głowę.
Kiedy widzę jakiegoś dziwnie zachowującego się kierowcę staram się go wyminąć i to możliwie z jak największym odstępem.
Odyseja- ja mam zazwyczaj problemy nie z gościami a z "gościówami". A to pani robi takie numery na rondzie,że wszystkie auta za nią trąbią a pani podnosi ręce do góry i komentuje- zapewne niepochlebnie, a to wpuszczam panią z podporządkowanej a ona zamiast podziękować mija mnie i puka się w głowę.
Kiedy widzę jakiegoś dziwnie zachowującego się kierowcę staram się go wyminąć i to możliwie z jak największym odstępem.
Kiedyś usłyszałem od doświadczonego policjanta drogówki, że najważniejszym prawidłem drogowym jest prawo "3D". Gdy spytałem co to znaczy? Odpowiedział "Daj dla Durnia Drogę"
Nie sposób z nim się nie zgodzić ![]()
Jedynym wyjściem jest patrzeć, słuchać i myśleć za pozostałych kierowców.
Muszę zgodzić się z tym. Niestety jest dosyć irytujące, szczególnie blisko sytuacji wypadkowych.
8 2014-10-08 12:25:06 Ostatnio edytowany przez odyseja (2014-10-08 13:01:29)
Śliczne dzięki za poradę,ja z reguły uważam gdy prowadzę samochód bo gdybym nie uważała to ten swój samochodzik musiałabym klepac kilka razy w miesiącu,na drogach panuje zupełny chaos i zamęt niczym w buszu,tak to racja jak najzupełniej trzeba myśleć za innych kierowców, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi za kierownicą,ludzie nie zdają sobie sprawy siadając za kółko pod wpływem alkoholu bądź narkotyków a nawet jedno i drugie na raz, to parodia nie przechwalam się bo zdarzyła mi się na samym początku mała stłuczka to wynikło z braku wprawy to było 6 lat temu i od tamtej pory jest ok, uwielbiam jeździć samochodem i nie wyobrażam sobie życia bez samochodu, nie mam punktów karnych,mandatów również nie płaciłam, więc jak widać można jeździć tak jak należy, ja nie znoszę głupoty na drogach i beznadziejnych kierowców, ja jestem i będę tego zdania że takim powinno odbierać się uprawnienia i samochód na zawsze bo poco mają cierpieć inni przez takich nie napiszę jakich,jak nie umieją,nie potrafią się nauczyć jeździć to znaczy że samochód nie dla nich
Niestety nie brakuje kierowców bez wyobraźni. Kierowca motocykla zwanego ścigaczem mknie sobie z dużą prędkością przez centrum miasta, wymijając kolejne samochody. Nie wiem jak to się skończyło. Oby nie tragicznie. Czy tak trudno przewidzieć skutek? A może potrzeba adrenaliny rządzi? Tylko po co narażać innych użytkowników dróg?
Jedynym wyjściem jest patrzeć, słuchać i myśleć za pozostałych kierowców.
Zasada ograniczonego zaufania. Najprościej ujmując: dla własnego dobra nie ufaj innym kierowcom (innym użytkownikom).
Wprowadzono ją nawet do prawa o ruchu drogowym.
Warto pamiętać i stosować. Można uniknąć wielu przykrych sytuacji.
Małpa69 napisał/a:Jedynym wyjściem jest patrzeć, słuchać i myśleć za pozostałych kierowców.
Zasada ograniczonego zaufania. Najprościej ujmując: dla własnego dobra nie ufaj innym kierowcom (innym użytkownikom).
Wprowadzono ją nawet do prawa o ruchu drogowym.
Warto pamiętać i stosować. Można uniknąć wielu przykrych sytuacji.
Nie zawsze ta zasada pomoże. Kiedyś tir zajechał nam drogę, po prostu wjechał na nasz pas, wyprzedazjąc. Pomogło tu raczej, że jechaliśmy z niezbyt dużą prędkością.
luc napisał/a:Małpa69 napisał/a:Jedynym wyjściem jest patrzeć, słuchać i myśleć za pozostałych kierowców.
Zasada ograniczonego zaufania. Najprościej ujmując: dla własnego dobra nie ufaj innym kierowcom (innym użytkownikom).
Wprowadzono ją nawet do prawa o ruchu drogowym.
Warto pamiętać i stosować. Można uniknąć wielu przykrych sytuacji.Nie zawsze ta zasada pomoże. Kiedyś tir zajechał nam drogę, po prostu wjechał na nasz pas, wyprzedazjąc. Pomogło tu raczej, że jechaliśmy z niezbyt dużą prędkością.
no to sytuacja copy paste z naszej ostatniej podrozy po Via Baltica. TIR wyprzedzajacy drugiego TIRa, na jednopasmowej drodze.
Gdyby moj partner nie zahamowal i prawie zatrzymal auta, gdyby ten wyprzedzany TIR nie jechal dosc wolno aby ten debil drugi zdazyl go wyprzedzic, gdyby za nami na naszym pasie jechaly inne auta - mogloby sie skonczyc tragicznie. I tak co roku mamy te "atrakcje" kiedy tylko wyjedziemy poza granice tego kraju. Jak rosyjska ruletka.
Wczoraj szłam z synem na spacer - synek jechał w wózku.
Przechodziliśmy pod mostem, przejeżdżał samochód chyba ze 150km/h i nas obryzgał błotem.
Sobą się nie przejmuję, ale mój syn miał błoto wszędzie. W oczach, w buzi, nosie, ubranie całe, wózek, wsio do prania.
I teraz pytanie - coś by się dupkowi (za przeproszeniem stało), jakby troszkę zwolnił pod tym tunelem? Przecież widział matkę z wózkiem.
Ludzie to egoiści. Najważniejsze, że się Pan śpieszył. A że komuś zniszczył spacer, to już nieważne.
Nie zawsze ta zasada pomoże.
To oczywiste ![]()
Dlatego napisałam, że może pomóc w wielu sytuacjach, nie we wszystkich.
Ja w ogóle nie ufam żadnemu kierowcy, bo widzę że po drogach jeżdżą dziwacy, niepewni swych sił w prowadzeniu samochodu i alkoholicy to ci najgorsi użytkownicy, jest mi trudno zrozumieć jak można wsiąść do samochodu pod wpływem alkoholu, przecież to jest potencjalny morderca, mam na myśli ten tragiczny wypadek w zeszłym roku w kamieniu pomorskim, czubek zabił tylu ludzi. -na to aż krew w żyłach się gotuje
Ja w ogóle nie ufam żadnemu kierowcy, bo widzę że po drogach jeżdżą dziwacy, niepewni swych sił w prowadzeniu samochodu
A co masz przez to na myśli? Ja np. wolę "niepewnego", który nie przekracza 50. niż mistrza szosy, który uważa, że zawsze zdąży, wszędzie się zmieści i wykonuje ryzykowne manewry, prując 100/h.
Mnie ostatnio o mało nie rozjechała jakaś baba, bo ja jechałam na rowerze, a ona wyjeżdżała ze stacji benzynowej. Nic to, że włączała się do ruchu, ja miałam pierwszeństwo itd. Jeszcze coś tam na mnie pokrzykiwała, mimo, że to ja poczułam już na skórze ciepło silnika i to ja miałabym przerąbane, gdyby nie mój refleks i przytomność umysłu.
Akcje w stylu - jadę przepisowo samochodem, a z tyłu siedzi mi jakiś furiat niemal na zderzaku i miota się tam z tyłu jakby miał szajbę, to niestety standard. Wyprzedzanie w stylu kamikaze też. Ja na takich mocno upierdliwych mam zwykle jedną metodę - trójeczka, 40 na liczniku i niech się miota, niech klnie, niech trąbi. Mam to gdzieś. Jest 40, to się jedzie 40, a nie 80.
To taki który nie wie kiedy się włączyć do ruchu i czeka nie wiadomo na co np na krzyżowe robiąc korki, bądź na głównej sterczy i czeka aż go inni klaksonem ruszą a co do rowerzystów to trzeba uważać na nich bo jedni wiedzą jak się zachować natomiast inni jeżdżą drogą tak jak po swoim ogrodzie, miałam dzisiaj taki przypadek jechała sobie pani rowerem prawą stroną tak jak i ja samochodem, widziałam ją dobrze w pewnym momencie skręciła w lewo bez żadnego wcześniejszego zasygnalizowania swojego manewru, jechałam powoli bo to teren zabudowany ale na głównej gdzie się jeździ szybciej to nie wiem czy miałaby szanse, i gdy za kierownicą siedziałby pirat drogowy
To taki który nie wie kiedy się włączyć do ruchu i czeka nie wiadomo na co np na krzyżowe robiąc korki, bądź na głównej sterczy i czeka aż go inni klaksonem ruszą
Akcje w stylu - jadę przepisowo samochodem, a z tyłu siedzi mi jakiś furiat niemal na zderzaku i miota się tam z tyłu jakby miał szajbę, to niestety standard.
Tyle w temacie. Jeśli ktoś musi "popędzać klaksonem" kierowcę z przodu, żeby się ten np. na środku skrzyżowania ustawił albo włączył do ruchu "już teraz" to chyba za słabe ma nerwy na jazdę samochodem. Za wymuszanie łamania przepisów i niebezpiecznych manewrów powinno się zabierać prawo jazdy.
To nie nerwy tylko trzeba wiedzieć kiedy ruszyć, ja kobieta ale nie lubię jak ktoś zbyt długo sterczy, z reguły to faceci nie znoszą opieszałości ale ja również. Jeżdżę samochodem sześć lat i nie mam problemów z włączeniem się do ruchu niezależnie czy to krzyżówka czy wyjazd z posesji
To nie nerwy tylko trzeba wiedzieć kiedy ruszyć, ja kobieta ale nie lubię jak ktoś zbyt długo sterczy, z reguły to faceci nie znoszą opieszałości ale ja również. Jeżdżę samochodem sześć lat i nie mam problemów z włączeniem się do ruchu niezależnie czy to krzyżówka czy wyjazd z posesji
Ja też problemu nie mam, jeździłam różnymi samochodami (w tym busami) w różnych warunkach i różnych krajach. Uważam, że w Polsce kultura jazdy jest zerowa i przez to jest więcej wypadków i niepotrzebnych nerwów. Nie lubię opieszałości, ale jak stoi znak "stop" albo jest ograniczenie do 30, czy 40, to ono tam stoi z jakiegoś powodu. Mam gdzieś, czy ktoś się za mną spieszy, czy go ch*j strzela, ja wiem na ile stać mój samochód, wiem kiedy mogę się włączyć, a kiedy muszę poczekać. Moje bezpieczeństwo jest dla mnie ważniejsze niż to, czy ktoś się na mnie z tyłu wkurzy. Na krajówkach to już w ogóle jest jakieś apogeum. Człowiek może ponad 100 jechać, a i tak znajdzie się taki, co chce 140 i będzie siedział na zderzaku, albo trąbił.
Masz rację witch ja tak samo myślę przepisy trzeba przestrzegać po to są aby na drogach panował porządek, ale nie każdy je przestrzega i to jest najgorsze, w większości to faceci nie stosują się do przepisów drogowych to oni jeżdżą pod wpływem alkoholu chociaż sporadycznie zdarza się to również kobietom, ale kto i co na to poradzi tak musi być, na głupotę mówią że nie ma lekarstwa i dlatego są wypadki.
Pelagiaa, Ty może wiesz, kiedy ruszyć, a komuś może się tylko wydaje, że wie. I może czasem nawet to Ty jesteś tym kimś. Na drodze obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Można by ją też nazwać zasadą odpowiedzialności za wszystkich. Jeśli widzisz, że ktoś jedzie niepewnie, to tym bardziej nie ma sensu go popędzać ani wywierać presji, bo taki zestresowany kierowca może popełnić błąd i spowodować poważny wypadek. I argumentowanie, że jego złe decyzje - jego problem - niczego nie zmienia, bo wszyscy uczestnicy ruchu mają w nich cząstkowy udział.
A siedzenie na zderzaku przy >100/h też mnie rozwala. Szczególnie na autostradzie.
...w większości to faceci nie stosują się do przepisów drogowych to oni jeżdżą pod wpływem alkoholu chociaż sporadycznie zdarza się to również kobietom, ale kto i co na to poradzi tak musi być, na głupotę mówią że nie ma lekarstwa i dlatego są wypadki.
U mnie najczęściej to kobiety były najbliżej sytuacji wypadkowej, w zdecydowanej większości. To ja musiałem myśleć za nie. I to nie jest tylko moje zdania, ale też innych kierowców, w tym kobiet. Tak jak słusznie napisała Koczilla, że w różnych sytuacjach nie należy mieć zaufania i takiego też nie mam skoro widzę, że ktoś nie pewnie prowadzi/radzi. Od znajomej policjantki wiem, że coraz częściej łapią nie trzeźwych kobiet za kierownicą, bo to jedno lub dwa, a nawet trzy piwka/drinki nic nie zrobią, a gliniarze to debile i od razu na widok kobiety za kierownicą nie zatrzymają samochodu do kontroli, bo przecież ona ma miłą Buśkę. Dla sprostowania sytuacji, mieszkam na Litwie, więc sytuacja jest trochę inna. Ale kierowca cham nie ważne na kraj, zostanie chamem.
Koczilla ja nic nie mam do opieszałych każda i każdy z nas był tym początkującym, ale prawda jest taka jeżeli się już chwilę jeździ nabiera się wprawy to ci początkujący trochę denerwują i ja jestem takiego zdania kto nie czuje się na siłach to lepiej by było aby jeździł po drogach pobocznych gdzie ruch mały i nie przeszkadzać innym.
26 2014-10-30 12:31:21 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-10-30 12:32:51)
Koczilla ja nic nie mam do opieszałych każda i każdy z nas był tym początkującym, ale prawda jest taka jeżeli się już chwilę jeździ nabiera się wprawy to ci początkujący trochę denerwują i ja jestem takiego zdania kto nie czuje się na siłach to lepiej by było aby jeździł po drogach pobocznych gdzie ruch mały i nie przeszkadzać innym.
Pelagiaa, na takiej zasadzie można komuś powiedzieć: nie umiesz szybko chodzić, to siedź w domu, aż się nauczysz. Często zdarza mi się zresztą słyszeć teksty typu: Jeeesuuu, czemu ci emeryci jeżdżą autobusami, gdy jest największy tłok?! Ot, logika.
Na drodze obowiązują przepisy, a tempo i płynność ruchu regulują znaki i światła. Wszystko inne to widzimisię nerwusa, który stwarza zagrożenie i zachowuje się jak cham. Po prostu.
Nie mówiąc o tym, że pokazuje w gruncie rzeczy swoją bezradność i ograniczone umiejętności. Jeśli bowiem kogoś bierze wścieklizna, że kierowca przed nim "wlecze się" 60/h, co mu szkodzi go wyprzedzić? W miejscu dozwolonym oczywiście. A jeśli miejsce niedozwolone, to znaczy, że albo należy jednak jechać te 60, albo ktoś wcześniej nie oszacował ruchu na drodze, a teraz próbuje "korygować" sytuację, wymuszając zmianę na kimś innym.
Tak samo z włączaniem się do ruchu. Jeżeli dla kogoś inny opieszały kierowca to taki wielki problem, to znaczy, że za skrzyżowaniem nie nadrobi tych cennych kilku minut? Jeżeli nie, to jednak nie taki otrzaskany z niego drajwer i powinien pokornie siąść na tyłku, zamiast narzucać innym swój marny styl.
No tak ale mężczyźni inaczej wypowiedzieli by się na temat wleczenia się, na drodze różnie bywa czasem samochód nawali i trzeba powoli jechać, bo nikt z nas nie jest jasnowidzem i nie przewidzi czemu ten przed nami się wlecze, trzeba uzbroić się w cierpliwość a gdy są warunki ku temu i przepisy pozwalają to zawsze można wyprzedzić, bo szczerze mówiąc to gdzie można to jeżdżę szybciej nie lubię się wlec ale stosując się do przepisów, i jest ok bo nie płaciłam mandatów.
No to według waszych kryteriów mi powinni prawo jazdy zabrać ![]()
Czasem jeżdżę za szybko. Czasem zdarza mi się złamać przepisy, aczkolwiek właściwie tylko te dotyczące prędkości. Nie wyprzedzam na ciągłej, na skrzyżowaniach, nie pcham się na trzeciego, nie zajeżdżam i nie wymuszam.
Ogólnie lubię dynamiczną jazdę, myślę w czasie jazdy, patrzę przed siebie (nie tylko przed maskę - a wiele osób tak właśnie jeździ) i nie uważam się za nerwusa, który nie powinien mieć prawa jazdy bo wkurza mnie jak ktoś przed całkowicie pustym rondem zatrzymuje się do zera; gdy korek na 2 km, a Pan czy Pani przed rondem czwartej okazji do wjechania na rondo nie wykorzystała; gdy na drodze dwu-trzypasmowej kierowca jedzie z niższą prędkością niż dopuszczalna lewym pasem mimo, ze prawy wolny, gdy stoi na lewoskręcie i rusza z taką werwą że przejedzie tylko jeden samochód, gdy samochody wjeżdżają na skrzyżowanie/rondo widząc że nie mają możliwości go opuścić.
Ja rozumiem, że komuś się nie śpieszy ale w dzisiejszej dobie zakorkowania miast warto by było czasem pomyśleć tez o innych kierowcach. I na przykład wcześniej wrzucić bieg, a nie dopiero kiedy się zielone światło zaświeci.
Akcje w stylu - jadę przepisowo samochodem, a z tyłu siedzi mi jakiś furiat niemal na zderzaku i miota się tam z tyłu jakby miał szajbę, to niestety standard. Wyprzedzanie w stylu kamikaze też. Ja na takich mocno upierdliwych mam zwykle jedną metodę - trójeczka, 40 na liczniku i niech się miota, niech klnie, niech trąbi. Mam to gdzieś. Jest 40, to się jedzie 40, a nie 80.
Ja mam w takich przypadkach inną metodę - w pewnej chwili daję ostro po hamulcach... oczywiście nie tak żeby we mnie wjechał ale wystarczająco żeby się spocił w gaciach. Inna metoda kiedy jadę z pierwszeństwem, a ktoś mi się na chama wcina z podporządkowanej - nie zmniejszam prędkości i pozwalam delikwentowi podziwiać w lusterku mój szybko zbliżający się samochód. Hamuję w ostatniej chwili
A lubię się tak zabawić. No ale w tamtym roku w kufer wjechała mi pani poprawiająca przed lusterkiem makijaż. Inną panią przy tej czynności widziałem na środku skrzyżowania kiedy czekała na wolny skręt w lewo. Cóż, może każda chwila jest dobra. Tydzień temu jadę z dziećmi rano do szkoły. Wieś pod miastem, teren zabudowany, droga bardzo kręta z zasłoniętym widokiem na to co za zakrętem. Jadę sobie 60 km/h, za mną jakaś młoda pannica. Śpieszyło jej się chyba, bo przed jednym takim zakrętem postanowiła mnie wyprzedzić. Kiedy jechała już równolegle do mnie zza zakrętu wyskoczył bus, na czołówkę... Ja po hamulcach, pannica zmieściła się między mną, a busem bez żadnej przesady na centymetry. Sekunda w jedną lub w drugą stronę i albo ona miałaby czołówkę albo ja rąbnąłbym w nią i w busa albo szukałbym ratunku w stawie po prawej... He, he przynajmniej chwilę później zapiąłem pasy...
No to według waszych kryteriów mi powinni prawo jazdy zabrać
Czasem jeżdżę za szybko. Czasem zdarza mi się złamać przepisy, aczkolwiek właściwie tylko te dotyczące prędkości.
No, powinni.
Nie wyprzedzam na ciągłej, na skrzyżowaniach, nie pcham się na trzeciego, nie zajeżdżam i nie wymuszam.
A za to powinni dać Tobie order.
Ogólnie lubię dynamiczną jazdę, myślę w czasie jazdy, patrzę przed siebie (nie tylko przed maskę - a wiele osób tak właśnie jeździ) i nie uważam się za nerwusa, który nie powinien mieć prawa jazdy bo wkurza mnie jak ktoś przed całkowicie pustym rondem zatrzymuje się do zera;
Nie chcę straszyć, ale na "całkowicie pustym rondzie" też potrafi czasem coś wyskoczyć. Ograniczona widoczność, te sprawy... Ja tam bym zwolniła. Sorrry.
gdy korek na 2 km, a Pan czy Pani przed rondem czwartej okazji do wjechania na rondo nie wykorzystała;
Kilometrowe korki biorą się ze źle ustawionej sygnalizacji świetlnej, a nie od tego, że pani "okazji nie wykorzystała". Zresztą klaksony i wyzwiska rzadko kiedy w tym pomagają. No chyba że Ty najlepiej wykorzystujesz okazję, gdy szef za plecami drze się za Tobą: "ruchy, wuju!" i poklepuje Cię w potylicę. Aha, korki potrafią się też brać z wypadków drogowych.
gdy na drodze dwu-trzypasmowej kierowca jedzie z niższą prędkością niż dopuszczalna lewym pasem mimo, ze prawy wolny,
Co do lewego się zgodzę, ale sama kocham też, gdy na takiej trzypasmowej drodze inni "dynamiczni" wyprzedzają nie tylko z lewej, ale i z prawej. I wygrażają pięścią.
gdy stoi na lewoskręcie i rusza z taką werwą że przejedzie tylko jeden samochód, gdy samochody wjeżdżają na skrzyżowanie/rondo widząc że nie mają możliwości go opuścić.
Tu ponownie nie chcę straszyć (chociaż widzę coraz wyraźniej, że sama powinnam się bać) ale zdarza się, że za lewoskrętem jest przejście dla pieszych... Ja np. codziennie przechodzę przez skrzyżowanie Waszyngtona z Grenadierów (Warszawa) i nie zliczę, ile razy kierowca niemalże zdołał mi zrobić z d*py garaż. Skręcał w lewo rozpędzony i skoro nie zauważył pasów, to tym bardziej, że akurat piesi mają zielone. ;]
Kolega, z którym przed chwilą omówiłam Twą frustrację, poradził, żebyś na drugi raz wyprzedził na lewoskrętnym tego nieszczęsnego "żółwia" i wjechał już na pełnym gazie. Najwyżej trafisz w ciężarówkę.
Ja rozumiem, że komuś się nie śpieszy ale w dzisiejszej dobie zakorkowania miast warto by było czasem pomyśleć tez o innych kierowcach.
Wiesz, generalnie nikt nie ma obowiązku pamiętać, że Tobie się spieszy. Ma obowiązek jechać przepisowo i ewentualnie udzielić Ci pierwszej pomocy, jeśli ulegniesz wypadkowi. Czego, rzecz jasna, nie życzę.
Swoją drogą (nomen omen) Ty każesz myśleć komuś o innych kierowcach, a sam nie pomyślisz, że może ktoś się dopiero uczy, ma problem z samochodem albo właśnie gorzej się poczuł i jeśli zrobi coś w pośpiechu/stresie, to straci kontrolę nad pojazdem?
I na przykład wcześniej wrzucić bieg, a nie dopiero kiedy się zielone światło zaświeci.
Niewiarygodne, ile w życiu potrafią zmienić sekundy... No dobra! Przyznaj się: jeździsz karetką! ![]()
Na drodze myśl za innych, czyli zasada ograniczonego zaufania :-) Tak mnie zawsze uczył mój instruktor :-) Zasada ograniczonego zaufania dotyczy wszystkich: kierowców, rowerzystów i pieszych. Jest prosta - dla własnego bezpieczeństwa nigdy nie wierz innym uczestnikom ruchu. A więc zasada ograniczonego zaufania doczekała się nawet definicji w kodeksie drogowym - art. 4 Prawa o Ruchu Drogowym mówi, że każdy jego uczestnik oraz każda osoba znajdująca się w pobliżu drogi ma prawo liczyć, że wszyscy uczestnicy ruchu przestrzegają przepisów, chyba że aktualne zachowanie któregoś z nich stwarza uzasadnione podejrzenie, że jest inaczej. ;-)
Mnie kiedys ciezarowka wjechala w tyl na swiatlach. Stalam na tych swiatlach dobra chwile. Najgorsze bylo to, ze ubezpieczenie mial w firmie-krzak i nie udalo mi sie odzyskac pieniedzy za naprawe. Gdy sie zorientowalam ze nie mam szans na pieniadze z OC to firma transportowa- wlasciel ciezarowki przestala istniec. Od kierowcy tez nie bylo mozliwosci.
Policja nie była wzywana do zdarzenia? Ja miałam podobnie dwa lata temu, z tym że pan kierowca postanowił sobie skręcić z lewego pasa w prawo, źle się ustawił i chciał błąd poprawić i wjechał na mnie,ja stałam na pasie prawym z możliwością jazdy na prawo i na prost, on chciał jechać w prawo więc powinien ustawić się za mną, , spieszyło się mu nie zauważył mnie i skasował mi samochód.
34 2014-10-30 16:32:58 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2014-10-30 16:53:34)
Koczilla dzięki za dokładną analizę. Dzięki niej wiem z kim mam do czynienia, więc się nie dogadamy.
Widać Ty masz w nosie innych kierowców. Ważne, że ty przejedziesz na skrzyżowaniu.
Tacy kierowcy są właśnie najlepsi. Nie ma to jak widzieć tylko własny czubek nosa.
A no i na marginesie. Ja nie klnę, nie trąbię i nie wygrażam na innych kierowców. Za to Tobie, "żółwiowi drogowemu" zajadliwości nie brak. Ciekawe tylko skąd. Co Ci przeszkadza, że ktoś jedzie szybciej?
Co do lewego się zgodzę, ale sama kocham też, gdy na takiej trzypasmowej drodze inni "dynamiczni" wyprzedzają nie tylko z lewej, ale i z prawej. I wygrażają pięścią.
No ale powiedz mi po co jedziesz lewym skoro prawy wolny i zmuszasz kierowców do wyprzedzania prawym (co swoją drogą jest dopuszczalne w pewnych warunkach). U nas za taką jazdę sypią się mandaty na potęgę.
Tu ponownie nie chcę straszyć (chociaż widzę coraz wyraźniej, że sama powinnam się bać) ale zdarza się, że za lewoskrętem jest przejście dla pieszych
Nie mów. Za lewoskrętami są przejścia na pieszych???? Że w ogóle na skrzyżowaniach są przejścia dla pieszych??
Kolega, z którym przed chwilą omówiłam Twą frustrację, poradził, żebyś na drugi raz wyprzedził na lewoskrętnym tego nieszczęsnego "żółwia" i wjechał już na pełnym gazie. Najwyżej trafisz w ciężarówkę.
Och jak mi miło, że stałam się obiektem do szerszej dyskusji. Poza tym pisałam, że nie wyprzedzam na skrzyżowaniach. Sama przyznałaś że order mi się za to należy.
Jeden tylko zasadniczy błąd wam się wkradł. Bo ja nie jestem z tego powodu sfrustrowana.
No i dziękuję za złowrogie życzenia. Ja Ci wjazdu pod ciężarówkę nigdy życzyć nie będę. Ani Tobie ani Twoje rodzinie. Ani nikomu innemu.
Swoją drogą (nomen omen) Ty każesz myśleć komuś o innych kierowcach, a sam nie pomyślisz, że może ktoś się dopiero uczy, ma problem z samochodem albo właśnie gorzej się poczuł i jeśli zrobi coś w pośpiechu/stresie, to straci kontrolę nad pojazdem?
Ja nikomu nic nie każę bo i takiej władzy nie mam. Chodzi mi tylko o to, że jakby każdy widział coś więcej nic tylko swój czubek nosa to byłoby milej. Ja myślę o innych kierowcach np. nie parkując na dwóch miejscach parkingowych.
Jak ktoś się uczy to jeździ "L" i jak najbardziej ma prawo do błędów, a jeśli ktoś poczuł się źle to powinien się zatrzymać i w żadnym wypadku nie kontynuować jazdy bo może stworzyć zagrożenie dla siebie i innych.
Niewiarygodne, ile w życiu potrafią zmienić sekundy...
Tu po raz kolejny widzę z kim wymieniam zdania. Po co ma przyjechać 5 aut jak mogą 2.
A co do pojazdów widmo na rondach to właśnie tu się kłania patrzenie trochę dalej niż tylko za maskę swojego samochodu. Wtedy takie niespodzianki rzadko się zdarzają. A po drugie zwolnić (i tu cię zaskoczenie: co i ja czynię) a zatrzymać się do zera jest różnica.
Jeszcze jedno. Między jazda dynamiczną a szybką jest zasadnicza różnica. nie trzeba jechać szybko żeby jechać dynamicznie
35 2014-10-30 17:26:53 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-10-30 17:35:32)
Koczilla dzięki za dokładną analizę.
Nie ma za co. Polecam się ![]()
Dzięki niej wiem z kim mam do czynienia, więc się nie dogadamy.
Grunt, żebyśmy się nigdy nie spotkały na drodze. ![]()
Widać Ty masz w nosie innych kierowców. Ważne, że ty przejedziesz na skrzyżowaniu.
I pozostali kierowcy, i rowerzyści... I piesi przejdą... Dzięki mnie mają taką szansę, bo nie nikogo nie potrącę i nie zrobię karambolu.
Tacy kierowcy są właśnie najlepsi. Nie ma to jak widzieć tylko własny czubek nosa.
No co ja poradzę, że na drodze widzę głównie przepisy, światła, znaki i potencjalne przeszkody? Nic nie poradzę, że na "spieszę się, k...a na dobranockęęęę!"... nie zważam już. ![]()
A no i na marginesie. Ja nie klnę, nie trąbię i nie wygrażam na innych kierowców. Za to Tobie, "żółwiowi drogowemu" zajadliwości nie brak. Ciekawe tylko skąd. Co Ci przeszkadza, że ktoś jedzie szybciej?
Yyyy... Bo może mi wjechać w d*pę? Albo kogoś potrącić. I gdyby tylko s a m jechał szybciej. Ale on usiłuje zmusić do tego także m n i e.
No ale powiedz mi po co jedziesz lewym skoro prawy wolny i zmuszasz kierowców do wyprzedzania prawym (co swoją drogą jest dopuszczalne w pewnych warunkach). U nas za taką jazdę sypią się mandaty na potęgę.
Nie wiem, czy to u Ciebie ciężko z czytaniem, czy u mnie z pisaniem, ale było, zdaje się, o trzypasmówce. I nie jeżdżę lewym.
Koczilla napisał/a:Tu ponownie nie chcę straszyć (chociaż widzę coraz wyraźniej, że sama powinnam się bać) ale zdarza się, że za lewoskrętem jest przejście dla pieszych
Nie mów. Za lewoskrętami są przejścia na pieszych????
Podałam nawet konkretną lokalizację. Widzę, że to jednak z czytaniem ciężko.
Że w ogóle na skrzyżowaniach są przejścia dla pieszych??
A to był żart, prawda? Widziałaś skrzyżowanie, przy którym nie było przejścia dla pieszych? W m i e ś c i e? I nie dopuszczasz takiej sytuacji jak wtargnięcie pieszego na jezdnię?
Och jak mi miło, że stałam się obiektem do szerszej dyskusji.
U mnie w pracy piraci drogowi to w przerwie na kawę dość częsty temat. Na pewno znasz to z autopsji. W każdym razie pozdrawiamy.
Poza tym pisałam, że nie wyprzedzam na skrzyżowaniach. Sama przyznałaś że order mi się za to należy.
Tym lepiej dla Ciebie. I dla ciężarówki. Wniosek o order podtrzymuję, bo szanuję, że odmawiasz sobie pełnego wykorzystania swego destrukcyjnego potencjału.
Jeden tylko zasadniczy błąd wam się wkradł. Bo ja nie jestem z tego powodu sfrustrowana.
Pewnie, że nie. Ciebie tylko drażnią "ślamazarni" kierowcy.
No i dziękuję za złowrogie życzenia. Ja Ci wjazdu pod ciężarówkę nigdy życzyć nie będę. Ani Tobie ani Twoje rodzinie. Ani nikomu innemu.
To nie było życzenie, to było ostrzeżenie. Wyobrażasz sobie chyba, że za lewoskrętem znaleźć możesz najwyżej polanę pustego asfaltu, a możesz przejechać się od razu na drugą stronę tęczy.
Ja nikomu nic nie każę bo i takiej władzy nie mam. Chodzi mi tylko o to, że jakby każdy widział coś więcej nic tylko swój czubek nosa to byłoby milej. Ja myślę o innych kierowcach np. nie parkując na dwóch miejscach parkingowych.
A za benzynę płacisz?? Czy ruszasz ze stacji z piskiem opon? Za zastawienie samochodu, bądź za utrudnianie wjazdu/wyjazdu jest mandat. Ale niech Ci będzie, że to wyczyn. Brawo!
Jak ktoś się uczy to jeździ "L" i jak najbardziej ma prawo do błędów
To, o czym piszę, to nie są "błędy", ale spoko. Rozumiem od dziś, że jak ktoś nie ma "L", to musi mieć szybkość i zwrotność Kubicy.
a jeśli ktoś poczuł się źle to powinien się zatrzymać i w żadnym wypadku nie kontynuować jazdy bo może stworzyć zagrożenie dla siebie i innych.
Tyle że przed tym zatrzymaniem się to też czasem trzeba chwilę miejsca poszukać, zwolnić, awaryjne włączyć... Wiesz, takie tam "niepewne" czynności, które polska szosa niechętnie wybacza.
A co do pojazdów widmo na rondach to właśnie tu się kłania patrzenie trochę dalej niż tylko za maskę swojego samochodu. Wtedy takie niespodzianki rzadko się zdarzają
Widzisz, Ty przy 100/h wzrok masz sokoli, ale ja jestem taką lamą, że żeby dostrzec "poza maską", to przed wjazdem na rondo prędkość muszę zredukować. Inaczej to się chyba nie da w sumie, ale wiem, że na pewno ktoś kiedyś próbował, bo raz na rondzie mignął mi przed nosem wan z wgniecionym całym bokiem.
Tu po raz kolejny widzę z kim wymieniam zdania. Po co ma przyjechać 5 aut jak mogą 2.
Po co mieć jedne gacie za 50zł, jak można mieć 5 za 10? Takie myślenie prezentujesz. A najśmieszniejsze jest to, że nieraz taki "pośpiech" przeleci jedno skrzyżowanie 120/h, obtrąbi wszystkie ramoty, żeby dać po heblach na kolejnych czerwonych światłach. Reszta się w tym czasie i tak spokojnie doturla, ale on ma satysfakcję, bo był wcześniej o całe 5 minut.
Szerokiej drogi życzę!
LeeBee napisał/a:Tacy kierowcy są właśnie najlepsi. Nie ma to jak widzieć tylko własny czubek nosa.
No co ja poradzę, że na drodze widzę głównie przepisy, światła, znaki i potencjalne przeszkody? Nic nie poradzę, że na "spieszę się, k...a na dobranockęęęę!"... nie zważam już.
Nie rozumiemy się
Ale on usiłuje zmusić do tego także m n i e.
Ale w jaki sposób ktoś może cię zmusić do szybszej jazdy?
Nie wiem, czy to u Ciebie ciężko z czytaniem, czy u mnie z pisaniem, ale było, zdaje się, o trzypasmówce. I nie jeżdżę lewym.
A na trzypasmówce nie ma lewego pasa?
LeeBee napisał/a:Koczilla napisał/a:Tu ponownie nie chcę straszyć (chociaż widzę coraz wyraźniej, że sama powinnam się bać) ale zdarza się, że za lewoskrętem jest przejście dla pieszych
Nie mów. Za lewoskrętami są przejścia na pieszych????
Podałam nawet konkretną lokalizację. Widzę, że to jednak z czytaniem ciężko.
Z czytaniem u mnie bardzo dobrze tylko wyobraź sobie, że nie każdy jest z Warszawy i Twoje wskazanie lokalizacji kompletnie nic mi nie mówi
LeeBee napisał/a:Że w ogóle na skrzyżowaniach są przejścia dla pieszych??
A to był żart, prawda? Widziałaś skrzyżowanie, przy którym nie było przejścia dla pieszych? W m i e ś c i e? I nie dopuszczasz takiej sytuacji jak wtargnięcie pieszego na jezdnię?
TAKKKKK, to był żart.
LeeBee napisał/a:Och jak mi miło, że stałam się obiektem do szerszej dyskusji.
U mnie w pracy piraci drogowi to w przerwie na kawę dość częsty temat. Na pewno znasz to z autopsji. W każdym razie pozdrawiamy.
Ach to stąd wątek na forum, żeby było o czym w pracy gadać ![]()
LeeBee napisał/a:Poza tym pisałam, że nie wyprzedzam na skrzyżowaniach. Sama przyznałaś że order mi się za to należy.
Tym lepiej dla Ciebie. I dla ciężarówki. Wniosek o order podtrzymuję, bo szanuję, że odmawiasz sobie pełnego wykorzystania swego destrukcyjnego potencjału.
LeeBee napisał/a:Jeden tylko zasadniczy błąd wam się wkradł. Bo ja nie jestem z tego powodu sfrustrowana.
Pewnie, że nie. Ciebie tylko drażnią "ślamazarni" kierowcy.
LeeBee napisał/a:No i dziękuję za złowrogie życzenia. Ja Ci wjazdu pod ciężarówkę nigdy życzyć nie będę. Ani Tobie ani Twoje rodzinie. Ani nikomu innemu.
To nie było życzenie, to było ostrzeżenie. Wyobrażasz sobie chyba, że za lewoskrętem znaleźć możesz najwyżej polanę pustego asfaltu, a możesz przejechać się od razu na drugą stronę tęczy.
Wiesz co trochę za daleko poszłaś w analizie mojej osoby. Nie wiem w ogóle skąd Ci się wzięło, że jestem jakimś oszołomem. Napisałam, że czasem przekraczam prędkość, a nie że jeżdżę 100h na rondach i skrzyżowaniach, rozjeżdżając pieszych itp. Trochę się zapędziłaś.
[
LeeBee napisał/a:Ja nikomu nic nie każę bo i takiej władzy nie mam. Chodzi mi tylko o to, że jakby każdy widział coś więcej nic tylko swój czubek nosa to byłoby milej. Ja myślę o innych kierowcach np. nie parkując na dwóch miejscach parkingowych.
A za benzynę płacisz?? Czy ruszasz ze stacji z piskiem opon? Za zastawienie samochodu, bądź za utrudnianie wjazdu/wyjazdu jest mandat. Ale niech Ci będzie, że to wyczyn. Brawo!
NIGDY nie zdarzyło mi się ruszyć z piskiem opon. Preferuję ekonomiczną, ale DYMANICZNĄ jazdę.
A pokaż mi przepis, który każe za zajęcie dwóch miejsc parkingowych
Rozumiem od dziś, że jak ktoś nie ma "L", to musi mieć szybkość i zwrotność Kubicy.
Nie, ale musi już umieć jeździć,. A ty pisałaś o osobie uczącej się.
Widzisz, Ty przy 100/h wzrok masz sokoli, ale ja jestem taką lamą, że żeby dostrzec "poza maską", to przed wjazdem na rondo prędkość muszę zredukować. Inaczej to się chyba nie da w sumie, ale wiem, że na pewno ktoś kiedyś próbował, bo raz na rondzie mignął mi przed nosem wan z wgniecionym całym bokiem.
Nie wiem jak na Waszych warszawskich rondach, ale na naszych fizyka nie pozwoliłaby Ci wjechać z taką prędkością na rondo, a raczej zjechać z niego
LeeBee napisał/a:Tu po raz kolejny widzę z kim wymieniam zdania. Po co ma przyjechać 5 aut jak mogą 2.
Po co mieć jedne gacie za 50zł, jak można mieć 5 za 10? Takie myślenie prezentujesz. A najśmieszniejsze jest to, że nieraz taki "pośpiech" przeleci jedno skrzyżowanie 120/h, obtrąbi wszystkie ramoty, żeby dać po heblach na kolejnych czerwonych światłach. Reszta się w tym czasie i tak spokojnie doturla, ale on ma satysfakcję, bo był wcześniej o całe 5 minut.
Porównania do spodni nie rozumiem.
Co do tych pędzących a potem stających na następnych światłach to się z Tobą zgadzam i sama się z takich śmieję.
Powtórzę raz jeszcze. Ja czasem przekraczam prędkość, ale nie jeżdżę jak wariat i to jeszcze w mieście. Natomiast dalej podtrzymuje, że osoby, które ruszają wolniej od rowerzysty tą dla mnie zawalidrogami. I nie mowa tu o początkujących kierowcach.
Ale w jaki sposób ktoś może cię zmusić do szybszej jazdy?
Siedząc na ogonie, trąbiąc, wymachując łapami. Ściślej biorąc, może u s i ł o w a ć.
A na trzypasmówce nie ma lewego pasa?
A ja pisałam coś o lewym? Tylko on służy do szybkiej jazdy. Wyprzedzanie z prawej na środkowym to dla mnie zwykłe chamstwo.
Z czytaniem u mnie bardzo dobrze tylko wyobraź sobie, że nie każdy jest z Warszawy i Twoje wskazanie lokalizacji kompletnie nic mi nie mówi.
Jest jeszcze parę innych miast w Polsce. Jeśli w żadnym z nich nie byłaś, to uwierz mi na słowo, ale za "zieloną strzałką" pasy tam występują.
TAKKKKK, to był żart.
Głupia ja. Nie poznałam się na dowcipie.
Ach to stąd wątek na forum, żeby było o czym w pracy gadać
Pracujemy w drogówce.
A tak na serio miło mi, że dostarczyłam Ci z kolegami tyle pozytywnych emocji.
Wiesz co trochę za daleko poszłaś w analizie mojej osoby. Nie wiem w ogóle skąd Ci się wzięło, że jestem jakimś oszołomem.
A stąd:
JNapisałam, że czasem przekraczam prędkość
NIGDY nie zdarzyło mi się ruszyć z piskiem opon. Preferuję ekonomiczną, ale DYMANICZNĄ jazdę.
A pokaż mi przepis, który każe za zajęcie dwóch miejsc parkingowych
A napisz mi, co to jest mało dynamiczna jazda? Stop przed znakiem STOP? 50/h w terenie zabudowanym? Zwalnianie przed rondem? Niewjeżdżanie na skrzyżowanie przed zmianą świateł?
Nie, ale musi już umieć jeździć,. A ty pisałaś o osobie uczącej się.
Nie. Pisałam o każdej osobie, która nie wykorzystuje okazji, by się gdzieś wcisnąć, przyspieszyć, nie przejeżdża świateł "na różowym" nie przekracza dozwolonej prędkości nawet o 10/h.
Nie wiem jak na Waszych warszawskich rondach, ale na naszych fizyka nie pozwoliłaby Ci wjechać z taką prędkością na rondo, a raczej zjechać z niego.
Nie wiem, jak jest na Twoim niewarszawskim rondzie, ale na moim nikt nie zwalnia przed wjazdem do zera. Chyba że "do zera" = "do 40", "do 50". To moich stronach faktycznie fizyka działa inaczej i pozwala na wiele więcej.
Powtórzę raz jeszcze. Ja czasem przekraczam prędkość, ale nie jeżdżę jak wariat i to jeszcze w mieście. Natomiast dalej podtrzymuje, że osoby, które ruszają wolniej od rowerzysty tą dla mnie zawalidrogami. I nie mowa tu o początkujących kierowcach.
Do prędkości > 40/h rozpędzają się jedynie kolarze szosowi. A i to w dogodnych warunkach.
Wątpię więc, byś kiedykolwiek widziała wolniejszego od nich kierowcę. No chyba że szukał miejsca na parkingu.
Nawiasem mówiąc, nie jest dobrze, gdy kierowca - mając obok rowerzystę właśnie - usiłuje rozpędzić się jednocześnie z nim. Potrącenie człowieka to straszna lipa w papierach.
Ja tam podtrzymuję, że wolniej jedziesz - dalej będziesz.
Pozdrawiam.
Koczilla napisze jedno. Masz problem z czytaniem ze zrozumieniem a mi sie nie chce tłumaczyć dlatego już się tu nie odezwę. Żegnam.
Ps
Zmień tytuł wątku bo temat miał dotyczyć braku wyobraźni kierowców, której nie mają również jeżdżący powoli. Ty natomiast skupiasz sie tylko tych za szybko jeżdżących jakby tylko oni popełniali błędy i łamali przepisy.
"Nie jeżdżę jak wariat - jeżdżę dynamicznie" to właśnie najczęstszy przykład braku wyobraźni. I prawdą jest, że ten, co jeździ za szybko, popełnia znacznie więcej błędów i łamie więcej przepisów niż ten, co jeździ za wolno. Ten ostatni przynajmniej nikogo nie zabije.
Na pożegnanie: zwalniaj częściej, niż Ci się wydaje, że powinnaś. Pozdrawiam.