No i stało się, od kilku miesięcy jestem samotną mamą cudnej córeczki. Nie będę rozpisywać się o powodach, bo to inne forum, natomiast martwi mnie to czy w tej sytuacji można wychować szczęśliwe dziecko. Mój były partner aktywnie uczestniczy w życiu córeczki, nie opuścił ani jednego dnia spotkania z nią. Mała zawsze wolała tatę, który był głównie do zabawy. Córeczka ma 2 lata, staram się ją świadomie wychowywać, stawiać granice, jestem wymagająca i staram się być konsekwentna. Przy tym jestem zakochana w moim dziecku, bawimy się, przytulamy, wygłupiamy itd. Staram się, żeby jej niczego nie brakowało, ale bywa, że ta sytuacja odbija się na moich nastrojach, do tego brakuje mi cierpliwości. Mój ex jest inny, rozpieszcza Małą. Nie mam niestety wpływu na jego podejście, mimo że próbowałam z nim o tym rozmawiać.
Praktycznie za każdym razem, gdy córka wraca od taty, sprawia wrażenie jakby nie chciała do mnie wracać, marudzi, krzywi się, nie chce dać buziaka itd. Każdy jej powrót to wielki stres dla mnie, bo jest mi bardzo przykro. Później wszystko wraca do normy, tuli się i jest ciągle mama, ale ten moment powrotu jest straszny. Nie wiem co robić, ona zawsze wolała tatę, ale teraz, po naszym rozstaniu, jest to tym bardziej dotkliwe. Nie chcę doprowadzić do rywalizacji między nami o miłość dziecka...
1 2014-09-22 22:49:44 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2014-09-22 23:10:42)
Podobne tematy
Tak, będąc samotna matką można wychować szczęśliwe dziecko. Ja nie widzę przeciwwskazań ![]()
Zachowanie twojej córki wynika na pewno z tego, że bardzo przezywa rozstanie mamy i taty. Tęskni też za tatą. To jest dla niej ogromna zmiana i wielki smutek. Musisz to wziąć pod uwagę i zaakceptować. Dobrze, że masz poprawne stosunki z byłym partnerem, na pewno dzięki temu będzie wam wszystkim łatwiej.
Temat samotnego macierzyństwa bardzo mnie interesuje. Zauważyłam jednak, że wątki zakładane przez samotne mamusie nie są jakoś bardzo popularne
.
Aga, Twoja Córeczka przynajmniej zna swojego tatę. A właśnie zastanawiam się co mam powiedzieć dziecku na temat tatusia, którego nie ma, a o którego moje dziecko zaczyna pytać ? To w tej chwili mój główny problem. Dziecko często rysuje tatusia, czyli chyba o nim jakoś myśli
, natomiast "tatuś" nie utrzymuje i nie chce utrzymywać z nami żadnych kontaktów.
Nie wiem jak się to odbije na moim dziecku. Też daję mu tyle miłości ile się da. Ale widzę, że ten nieobecny "tatuś" będzie się pojawiał w marzeniach dziecka.
Nigdy nie zrozumieć facetów, którzy ot tak rezygnują z dziecka, jak z rzeczy... Przykro mi Kathy, że akurat Ty trafilas na takiego typa. Moim zdaniem lepiej tak niż fundować dziecku codzienne huśtawki emocjonalne w związku z byciem z nieodpowiednią osobą. A jak sobie radzisz finansowo i z całą tą codziennością?
Ja sobie radzę? Dobre pytanie
Radzę sobie, bywa ciężko, nie ukrywam, że na samym początku, po urodzeniu dziecka trochę pomagała mi Mama (głównie chodziło o robienie zakupów zaraz po porodzie i o gotowanie). Teraz wróciłam do pracy, zarabiam tyle, że jestem w stanie zatrudnić nianię do dziecka, poukładałam sobie wszystko i jakoś się kręci. U nas w miejscowości nie ma żłobka, ani prywatnego przedszkola (do państwowego dziecka nie przyjmą, bo jest za małe), więc niania jest niezbędna.
Swego czasu, po urodzeniu dziecka, założyłam konto na które, "tatuś"miał przelewać jakieś pieniążki. Bywa z tym różnie.
Jak będzie dalej? W jakiejś mierze pokaże to czas. Z własnego smutnego doświadczenia wiem, że nie ma co robić wielkich planów na przyszłość, bo ŻYCIE potrafi mocno te plany zweryfikować. Nie wszystkie sprawy można przewidzieć i nie wszystko od nas zależy.
6 2014-09-24 22:41:46 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2014-09-24 22:54:15)
My też mamy nianię, ale za rok córka pójdzie do przedszkola. Do tego czasu muszę kupić auto. Dodatkowo mieszkamy teraz w wynajętym mieszkaniu, on został w naszym wspólnym, ze wspólnym kredytem. Próbuje doprowadzić do przeniesienia kredytu na niego, wtedy będę mogła coś dla mnie i dla córki kupić, ale on nie ma czasu skompletować dokumentów. Funkcjonujemy jakoś, trochę pomaga to, że on zabiera córkę w określone dni, więc mam czas, by ogarnąć dom, siebie i nawet się wyspać. Inna sprawa, że ostatnio interesuje mnie tylko spanie, dół mnie dopadł.
Od kilku dni zastanawia mnie jedna rzecz. Córka bardzo kocha tatę, wręcz preferuje jego. Myślę sobie o takim przerażającym scenariuszu, że np. za rok, jak Mała będzie starsza, on złoży pozew o to, by córka mieszkała z nim. Wówczas będzie już można zapytać ją o zdanie i ona powie, że chce mieszkać z tatą, bo jest fajnie, jest permanentna zabawa itd. Myślicie, że to możliwe i powinnam to jakoś sądownie uregulować?
Mnie interesuje spanie, nie dlatego, że mam od czasu do czasu doły, ale dlatego, że jestem w ogóle permanentnie niewyspana. To jest jeden z minusów samotnego macierzyństwa
.
Aga, na jakiej podstawie sądzisz, że on może wystąpić o to, żeby córka mieszkała z nim?
Co innego zajmowanie się dzieckiem od czasu do czasu, a co innego całodobowe, pełnoetatowe rodzicielstwo.
Ale może zadaj takie pytanie w dziale prawnym tego forum. Na pewno ktoś wie czy taka rzecz może mieć w ogóle miejsce z prawnego punktu widzenia i czy ojciec dziecka miałby jakieś szanse w sądzie.
Natomiast z przeniesieniem kredytu może być ciężko. Banki po prostu wolą mieć dwóch spłacających. No chyba, że Twój ex ma już kogoś kogo możnaby wpisać jako kredytobiorcy zamiast Ciebie.
To zupełnie normalne,że dziecko reaguje tak żywo na kontakt z ojcem,bo ma go zwyczajnie mniej.
Również jestem samotną mamą, od ponad 2 lat i przechodziłam przez różne etapy, moja córka najwyraźniej też. Na początku wręcz płakała, dopytywała, a miała wówczas niespełna 3 latka. Jej ojciec zostawił nas z niespłaconym kredytem, ja nie pracowałam, byłam bardzo młoda, a córka chodziła do przedszkola. Pewnego pięknego dnia jak już zdecydowaliśmy, że nie będziemy razem,mój exmąż powiedział po odwiezieniu dziecka do przedszkola, że wróci do niej jak będzie dorosła. Sic!
Odbierałam ją ja, opowiedziała mi o tym, płakałysmy obie w szatni. Jego bezczelność wtedy nie miała granic, zwłaszcza, że wrócił po roku do kraju. Chyba nawet nie wie jak ją skrzywdził W tym czasie zmagałam się z poszukiwaniem pracy, brakiem alimentów no i wychowywaniem córki. Czasem miałam do dyspozycji 300 zł/mies i brak opieki dla niej, ponieważ rodziców i tesciów mam bardzo daleko.
Teraz daddy odwiedza córkę raz na miesiąc/pare mies., nadal mieszka za granicą, ale już nie pare tys km stąd. Jak przyjeżdża- córka jest wniebowzięta, dostaje mnóstwo niezdrowych słodyczy. Ale jakiegoś wielkiego zaangażowania u niego nie widzę- potrafi przy niej spać lub oglądać TV (w MOIM już mieszkaniu (kredyt pomagają mi spłacać rodzice, mąż ma w nosie gdzie z córką się podziejemy)- mąż czuje się jak u siebie. Notorycznie prawi mi morały jak mam wychowywać córkę, ciągle coś robię nie tak, za to on jest cacy ideał, bo czasem weźmie ją na basen i kupi coś nowego. Z tego co wiem, zarabia nieźle za granicą, specjalnie na jego prośbę postarałam się o europejski akt urodzenia dziecka, ponieważ była szansa na duży rodzinny dodatek na dziecko w kraju w którym żyje, ale tę kwotę (równą alimentom) bierze dla siebie. Ba, był moment, że sam przebywając za granicą zabronił mi wyjeżdżac z PL, a taką możliwość brałam pod uwagę bo mam dość życia na zasadzie liczenia każdego grosza. Stany depresyjne mam odkąd pamiętam,ale dla dobra dziecka staram się ich nie pokazywać. Kupuję jej wszystko co najlepsze, chcę żeby się dobrze rozwijała i była zdrowa. Niekiedy szlag mnie trafia,że szkoła, choroby, wydatki- o wszystkim myślę ja, a on przyjedzie raz na jakis czas i jeszcze dostaję burę, że to i tamto jest nie tak. Corka z kolei po każdej jego wizycie ryczy, oczywiście pocieszaniem muszę zajmować się ja. Dzwoni do niej max 1x w tyg, moim zdaniem to bardzo mało.
Też się zastanawiam jaka kiedyś będzie moja kochana córka. Widzę u siebie pewien rodzaj perfekcjonizmu, chyba chciałabym zastąpić jej ojca, byc obojgiem rodziców na raz,a wiem,że tak się nie da. Podobno to częsty błąd matek samotnie wychowujących dzieci. Ciągle się zastanawiam, czy sposób w jaki ją wychowuję jest normalny, i czy moje starania cokolwiek dadzą, skoro wkraczając w dorosłość może stwierdzić, że ją skrzywdziliśmy. Tak naprawdę pytam ją wprost czy jest szczęśliwa, mówi że tak,ale myślę, że takiego pełnego szczescia jak w pełnej rodzinie może nigdy nie osiagnąć. Jest we mnie tyle obaw, z drugiej strony staram się edukowac i wsłuchiwać w nią. Bycie czułą a zarazem wymagającą matką jest dla mnie jakimś rodzajem schizofrenii, a taka właśnie jestem. Taka ''rozdwojona'' czuję się również wtedy, gdy widzę jak olewa ją jej ojciec, a ona się jeszcze cieszy, zwyczajnie dlatego, że przyjechał...
Właśnie sobie uświadomiłam,że jestem bardzo samotna w moim macierzyństwie.
9 2014-10-02 20:57:35 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2014-10-02 20:59:08)
Kocurek, mój ex jest w zasadzie dobrym tata, ale głownie do zabawy. Myślę, ze dlatego Mała tak go uwielbia, bo on się bardzo w te zabawę angażuje. Do tego nie opuścił ani jednego spotkania z nią.
Poza tym jest strasznym sknera, nie kupił jej ani jednej zabawki, nie mówiąc o bardziej potrzebnych rzeczach, typu np. ubrania.
Ostatnio traktuje mnie przy niej strasznie. Burczy pod nosem, komentuje moje zachowanie. Dziś byliśmy razem z Mala u lekarza i zachowywał się tak przy ludziach. Jak chciałam wyjąć córkę z auta, to prawie mnie odepchnął, zeby wziąć ja na ręce. Ale ona i tak chciała do mnie. Poryczalam się.
Poza tym mam problem, ze wynajmuje mieszkanie - mamy wspólne mieszkanie i kredyt, który spłaca on.
Ze nie mam auta i to mnie tez w jakimś sensie ogranicza.
Ze nie pojade juz na wakacje, bo nie będzie mnie stać.
Prace mam dobra, ale to za malo, by żyć na takim poziomie jak wczesniej.
Kathy, Kocurek, a jak z facetami? Jesteście same? Ja boje się, ze moje życie uczuciowe juz się zakończyło...
Bycie matką po rozwodzie kiedy ojciec utrzymuje stały kontakt z dzueckiem to nie jest samotne macierzyństwo i bardzo daleko mu do takiego.
Nie ma co sobie wkładać na głowę aureoli z tego powodu. Prawdziwe wyzwanie to być naprawdę samotną matką. I takim kobietom należy się wsparcie podwójne.
11 2014-10-02 21:16:56 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2014-10-02 21:36:01)
Iceni, wiem, ze pewnie inni maja gorzej. Ale ja opisalam swój problem, mam do tego prawo.
Pytanie do moderatorek, czy można ten wątek przenieść do sekcji Samotność?
Tak można wychować ``szczęśliwe`` dziecko....ale to pozory.........dzieci chowają uczucia i to wszystko wychodzi potem,mają też zrąbane życie pod wieloma względami.....mimo że nam się wydaje że jest cacy.Zostałam sama z synem jak miał 3 latka.....mój tata był wtedy jak ojciec dla niego.............syn zawsze dobrze się uczył.....dziła w Caritasie.......studiuje prawo..............jest lubiany, mądry i wydaje się ze to cud............bo ojciec zapomniał nim i nawet alimentów nie zapłacił nigdy..ALE.............mój syn ma 20 lat........od 5 lat jest z t samą dziewczyną ....prawie mieszka tam u niej.......nie chce studiować w innym miescie.....nie walczy o stypendia ...ogólnie...to dl amnie żyje jak stary malutki..............bo to daje mu stabilizację.....proste....tej której nigdy nie miał.Dziewczyna ma teraz 17 lat.......łatwo policzyć miała 12 jak się poznali..........Ale okay, ja akceptuje jego zycie,nie jest niefajne,ale pokazuje jak człowiek zamyka się w sobie i boi się potem zmian i być może kupuje fałszywe dla siebie wizje byle mieć świety spokój.
Nie wierzę też w rodziny patchworkowe....to fikcja i udawanie i tyle,a teraz najprościej jest się rozwieść mieć inne dzieci..łączyć te dzieci....i w ogóle to jest straszne co się teraz dzieje.......dziecka bez biologicznej rodziny,która funkcjonuje normanie nie da się wychować na takie bez skazy.Jesli ktoś w to wierzy to dla mnie sam siebie oszukuje.Można starać się wychować ale rana zostaje...i takie dziecko niekoniecznie musi o tym mówić ani to pokazać.
Rana zostaje tez, gdy dziecko wychowuje się w rodzinie pełnej, ale nieszczęśliwej...
Witaj Aga30, dawno nie wchodziłam na forum- ponad rok, pamiętam Twój post, w którym napisałaś, że jesteś w ciąży i spotkałaś fajnego faceta. Ucieszyłam się Twoim szczęściem- kolejna, której się udało i dlatego bardzo przykro i się zrobiło, gdy dziś przeczytałam Twoje najnowsze posty.
Nie umiem ci dordzić w tej konkretnej sprawie, ale emocjonalnie jestem z tobą i córeczką i będe wierzyła w happy end, nie ważne czy z facetem czy bez, ja funkcjonuje bez i funkcjonuje bdb!!!!
Trzymam mocne kciuki za was
Niobe, dochodzie do wniosku, ze to cos w rodzaju karmy. Jednym się udaje, a innym nie. Mi się udało tylko dziecko i za to jestem wdzięczna, czuje sie spełniona i pierwszy raz w życiu nie tesknie za facetem. Ale chciałabym mimo to, żeby nam się udało ze wzgledu na dziecko...
Kocurek, mój ex jest w zasadzie dobrym tata, ale głownie do zabawy. Myślę, ze dlatego Mała tak go uwielbia, bo on się bardzo w te zabawę angażuje. Do tego nie opuścił ani jednego spotkania z nią.
Poza tym jest strasznym sknera, nie kupił jej ani jednej zabawki, nie mówiąc o bardziej potrzebnych rzeczach, typu np. ubrania.
Ostatnio traktuje mnie przy niej strasznie. Burczy pod nosem, komentuje moje zachowanie. Dziś byliśmy razem z Mala u lekarza i zachowywał się tak przy ludziach. Jak chciałam wyjąć córkę z auta, to prawie mnie odepchnął, zeby wziąć ja na ręce. Ale ona i tak chciała do mnie. Poryczalam się.Poza tym mam problem, ze wynajmuje mieszkanie - mamy wspólne mieszkanie i kredyt, który spłaca on.
Ze nie mam auta i to mnie tez w jakimś sensie ogranicza.
Ze nie pojade juz na wakacje, bo nie będzie mnie stać.Prace mam dobra, ale to za malo, by żyć na takim poziomie jak wczesniej.
Kathy, Kocurek, a jak z facetami? Jesteście same? Ja boje się, ze moje życie uczuciowe juz się zakończyło...
Problem w tym, że zarówno macierzyństwo jak i ojcostwo to nie tylko zabawa. Bawić z dziećmi potrafią się przez chwilę nawet osoby, które ich właściwie nie znoszą, a codzienne życie jest nieco trudniejsze... . Oczywiscie lepsze to niż kompletny brak kontaktu. W pewnym sensie cieszę się, że nie widuję swojego ex co tydzień, dla mnie to akurat swego rodzaju ''ulga'', dla dziecka- wręcz odwrotnie.
Zdaję sobie też sprawę, że nawet najlepsza zabawka nie zastąpi małej ojca, to wszystko jest tak strasznie oczywiste.
Co do partnera- mam nowego, ale jego zainteresowanie córką jest na minimalnym poziomie. Żartuje, czasem coś jej kupi. Ale nie czuje żadnej odpowiedzialności, także w tym momencie jest bardzo kryzysowo i nie wiem jak będzie dalej. Biorę niestety pod uwagę rozstanie, tylko zaczynanie wszystkiego od początku jest ponad moje siły. Uważam, że to cholernie nie fair ciągle trafiać/wybierać? sobie facetów, którzy tym tematem są niespecjalnie zainteresowani.
Pocieszam się, że moja córa dobrze sęe rozwija. Na co dzień coś powie o tacie, ale bez jakiegoś specjalnego przejęcia. Staram się byc dobrą mamą, choć wielu rzeczy również nam brakuje, bez wielu musimy sobie radzić.
Mam nadzieję, że córka widzi moje starania i czuje się kochana.
17 2014-10-25 12:35:02 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2014-10-25 13:04:27)
Ja zawsze miałam problem z stworzeniem i utrzymaniem związków, wiec nie widzę juz dla siebie szansy w tej sferze życia i w tej sytuacji.
Ostatnio mialam chwile, ze chciałam wrócić, zaproponowałam mu spotkanie, a on zapytał się skąd ta odmiana i gdzie tu jest podstęp. Także sami widzicie...
Poza tym wcale nie czuje, ze powinnam chcieć być z takim człowiekiem. Płaci mi marne grosze, sama utrzymuje nianię, kupuje ubrania, zabawki itd. Poprosilam go czy dołoży się do zakupu butów zimowych dla Malej. Niestety ze wzgledu na ryzyko plaskostopia nie mogły to być jakiekolwiek buty. Niestety usłyszałam, ze przecież mam alimenty, wiec jeśli mi nie starcza to powinnam lepiej gospodarować pieniędzmi. On kocha córkę, ale w czym przejawia się ta miłość?
Kathy, Kocurek, a jak z facetami? Jesteście same? Ja boje się, ze moje życie uczuciowe juz się zakończyło...
Aga, ja może jestem pesymistką, ale mam jakieś takie przeczucie, że moje życie uczuciowe też się zakończyło. Tak jak napisała Kocurek - macierzyństwo to nie zabawa.
Jedno wiem na pewno - nie zwiążę się pochopnie z żadnym facetem, ponieważ nie chcę, żeby moje dziecko przywiązało się do gościa, któremu po jakimś czasie znudzi się "zabawa" i odejdzie. Moje dziecko i tak cierpi z powodu braku ojca, nie dołożę mu dodatkowej traumy typu "znikający wujek". W moim otoczeniu nie widzę facetów chętnych do wiązania się z kobietą z dzieckiem, a tym bardziej chętnych do stworzenia poważnego związku.
Pomijam już fakt, że zasadniczo nie mam czasu na randki. Pracuję długo, potem muszę zrobić jakieś zakupy, posprzątać, ugotować, no i oczywiście zająć się dzieckiem, które nie widzi Mamy przez dobre 10 godzin i po prostu tęskni. Ciągle zresztą mam wyrzuty sumienia, że zbyt mało czasu spędzam z dzieckiem.
Cóż, przykro mi, ale z mojej perspektywy tak to wygląda.