Założyłam ten wątek, bo z takim myśleniem wśród niektórych mężczyzn - moich kumpli (czasem mam wrażenie, że zakompleksionych i dość prostolinijnych) się spotkałam. Że zawsze występuje ten zestaw cech:
- przystojny
- dobrze ubrany
- wykształcony
- inteligentny
- zamożny
- pewny siebie
- podobający się kobietom
- od razu ZAWSZE nieporządny, nie w porządku wobec kobiet i w ogóle wszystkich dokoła - nawet własnych kumpli.
Skąd się wziął taki stereotyp zwłaszcza wśród mężczyzn, ale i niektórych kobiet?
Jak Wy uważacie?
Podobne tematy
Nie masz nic ciekawszego do roboty niż rozkminianie stereotypów, które z założenia są ogólnikowe i nic nie wnoszą?
Po prostu mnie to zaciekawiło bo słyszałam to wiele razy.
Ciekawi mnie jak inni faceci na to patrzą. Mnie kumple ostrzegali parę razy przed jakimś tam panem X bo na pewno nieporządny (i wymieniali powyższe cechy).
Nie, dzisiaj poświęcam dzień na czyste lenistwo, jeśli to istotne.
To się nazywa myślenie stereotypowe, przecież każdy człowiek jest inny, a do tego każdy jest tajemnicą.
To się nazywa myślenie stereotypowe, przecież każdy człowiek jest inny, a do tego każdy jest tajemnicą.
Wiem że to myślenie stereotypowe i tego nie pochwalam.
Żeby było jasne- chodzi mi tylko o to co myślą inni - panowie i panie.
Ideały nie istnieją Kammiś.
Jak facet jest przystojny,wykształcony i zamożny, to może być bardzo dobrym, uczciwym człowiekiem, szanującym kobiety, jeśli od 26 roku życia jest szczęśliwym mężem jakieś urodziwej wartościowej kobiety,która się z nim związała, kiedy on wcale jeszcze nie był zamożny i tak pewny siebie.
Jeśli facet jest zamożnym,wykształconym, przystojnym singlem(jak jest zamożny to musi być generalnie najwcześniej zaraz przed 30) to ma zwykle poprzewracane w głowie.
Generalnie faceci przystojni mają tendencje narcystyczne, a już przystojny i robiący karierę to zwykle ma ego nadęte niczym balon i uważa, że to kobieta powinna mu wchodzić w tyłek.
Jak dla mnie jest to stereotyp mający bardzo mocne oparcie w rzeczywistości.
Ideały nie istnieją Kammiś.
Jak facet jest przystojny,wykształcony i zamożny, to może być bardzo dobrym, uczciwym człowiekiem, szanującym kobiety, jeśli od 26 roku życia jest szczęśliwym mężem jakieś urodziwej wartościowej kobiety,która się z nim związała, kiedy on wcale jeszcze nie był zamożny i tak pewny siebie.Jeśli facet jest zamożnym,wykształconym, przystojnym singlem(jak jest zamożny to musi być generalnie najwcześniej zaraz przed 30) to ma zwykle poprzewracane w głowie.
Generalnie faceci przystojni mają tendencje narcystyczne, a już przystojny i robiący karierę to zwykle ma ego nadęte niczym balon i uważa, że to kobieta powinna mu wchodzić w tyłek.
Jak dla mnie jest to stereotyp mający bardzo mocne oparcie w rzeczywistości.
Nie ma to jak kolejne stereotypy. Co wg Ciebie znaczy zamożny?
8 2014-09-21 14:08:24 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 14:13:59)
Ideały nie istnieją Kammiś. Jak facet jest przystojny,wykształcony i zamożny, to może być bardzo dobrym, uczciwym człowiekiem, szanującym kobiety, jeśli od 26 roku życia jest szczęśliwym mężem jakieś urodziwej wartościowej kobiety,która się z nim związała, kiedy on wcale jeszcze nie był zamożny i tak pewny siebie. Jeśli facet jest zamożnym,wykształconym, przystojnym singlem(jak jest zamożny to musi być generalnie najwcześniej zaraz przed 30) to ma zwykle poprzewracane w głowie. Generalnie faceci przystojni mają tendencje narcystyczne, a już przystojny i robiący karierę to zwykle ma ego nadęte niczym balon i uważa, że to kobieta powinna mu wchodzić w tyłek.Jak dla mnie jest to stereotyp mający bardzo mocne oparcie w rzeczywistości.
Haha. Się uśmiałam :DMój ojciec - ciężko mi oceniać czy przystojny, bo żywię do niego typowo "dziecięce" uczucia - ożenił się w wieku 35 lat. Wcześniej był zajęty pracą, pracą i jeszcze raz pracą. Na studiach i aplikacji nie w głowie mu były stałe związki - nie oszukujmy się, na pewno z kimś się wcześniej spotykał. Potem musiał pracować żeby wszystko rozkręcić.
Ale matkę zawsze traktował bardzo dobrze.
Naprawdę myślisz, że porządni faceci "hajtają" się zaraz po studiach? Może im po prostu nie wychodziło albo mieli inne priorytety.
Nie uważam, że istnieją ideały. Podałam tylko pewien zestaw cech. Żeby ktoś był ideałem to musi dojść do nich kolejne 100 cech ![]()
Co do zamożności - sama nie wiem. Bardziej mnie ciekawi o co chodzi tamtym moim kolegom. Jeden ma obsesję. Każdego klasyfikuje - czy porządny, czy nieporządny. Większość to oczywiście nieporządni. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak ocenia innych, skoro sam ideałem nie jest. Rozpaczliwie szuka kobiety, bez przerwy zakochuje się w innej (bo poprzednia dała mu kosza) - co nie jest przejawem stabilności i dojrzałości.
A żeby facet był ideałem - jak to ujęłaś, bo wiem, że ideały nie istnieją - to musiałby moim zdaniem mieć w sobie dużo więcej niż tylko wygląd, inteligencję i pieniądze.
9 2014-09-21 14:16:45 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-09-21 14:40:21)
Nie ma to jak kolejne stereotypy. Co wg Ciebie znaczy zamożny?
No to jest faktycznie bardzo subiektywna ocena, kto jest zamożny, a kto nie.
Dla mnie zamożny to ktoś kto zgromadził już jakiś majątek:wszystko jedno czy w postaci nieruchomości, czy odłożonych pieniędzy na koncie.
Kto zarabia powiedzmy powyżej 10 tyś miesięcznie na rękę przez co najmniej kilka lat.
Generalnie najwcześniej taką pozycję mogą osiągnąć radcy prawnicy, ewentualnie jacyś dyrektorzy od spraw marketingu czy handlowi. Niewiele jest branż, w których z niewielkim doświadczeniem można zarabiać tak duże pieniądze,a co za tym idzie, w młodym wieku.
Haha. Się uśmiałam :DMój ojciec - ciężko mi oceniać czy przystojny, bo żywię do niego typowo "dziecięce" uczucia - ożenił się w wieku 35 lat. Wcześniej był zajęty pracą, pracą i jeszcze raz pracą. Na studiach i aplikacji nie w głowie mu były stałe związki - nie oszukujmy się, na pewno z kimś się wcześniej spotykał. Potem musiał pracować żeby wszystko rozkręcić.
Ale matkę zawsze traktował bardzo dobrze.
Naprawdę myślisz, że porządni faceci "hajtają" się zaraz po studiach? Może im po prostu nie wychodziło albo mieli inne priorytety.
Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A to, że twój ojciec jest dobrym mężem i ojcem, nie zmienia faktu, iż najprawdopodobniej jest bufonem. Nie znam żadnego prawnika robiącego karierę,który by bufonem nie był. Nawet mam takowych w rodzinie. Jak twoja matka była od ojca kilkanaście lat młodsza i wpatrzona w niego jak w obrazek, no to się dogadali.
Wątpię, by facet, który ma możliwości, nie korzystałby z nich.
Tak samo kobieta.
Tak samo każdy człowiek. Każdy orze, jak może. ![]()
Kammiś, co rozumiesz pod pojęciem nieporządny? Tzn. co robi?
Prosta sprawa. Facet nieprzeciętny wie że może mieć kobiet na pęczki, dlatego przeważnie nie stara się za bardzo. Jak nie wyjdzie mu z jedną, to na drugi dzień lata za nim kolejna. Po prostu wykorzystuje swoje atuty.
Tak samo jak z ładną kobietą. Od małego wszyscy wchodzą jej w tyłek by się przypodobać, to z czasem uczy się ona manipulować takimi ciotami.
nbm napisał/a:Nie ma to jak kolejne stereotypy. Co wg Ciebie znaczy zamożny?
No to jest faktycznie bardzo subiektywna ocena, kto jest zamożny, a kto nie.Dla mnie zamożny to ktoś kto zgromadził już jakiś majątek:wszystko jedno czy w postaci nieruchomości, czy odłożonych pieniędzy na koncie. Kto zarabia powiedzmy powyżej 10 tyś miesięcznie na rękę przez co najmniej kilka lat. Generalnie najwcześniej taką pozycję mogą osiągnąć radcy prawnicy, ewentualnie jacyś dyrektorzy od spraw marketingu czy handlowi. Niewiele jest branż, w których z niewielkim doświadczeniem można zarabiać tak duże pieniądze,a co za tym idzie, w młodym wieku.
kammiś napisał/a:Haha. Się uśmiałam :DMój ojciec - ciężko mi oceniać czy przystojny, bo żywię do niego typowo "dziecięce" uczucia - ożenił się w wieku 35 lat. Wcześniej był zajęty pracą, pracą i jeszcze raz pracą. Na studiach i aplikacji nie w głowie mu były stałe związki - nie oszukujmy się, na pewno z kimś się wcześniej spotykał. Potem musiał pracować żeby wszystko rozkręcić. Ale matkę zawsze traktował bardzo dobrze. Naprawdę myślisz, że porządni faceci "hajtają" się zaraz po studiach? Może im po prostu nie wychodziło albo mieli inne priorytety.
Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A to, że twój ojciec jest dobrym mężem i ojcem, nie zmienia faktu, iż najprawdopodobniej jest bufonem. Nie znam żadnego prawnika robiącego karierę,który by bufonem nie był. Nawet mam takowych w rodzinie. Jak twoja matka była od ojca kilkanaście lat młodsza i wpatrzona w niego jak w obrazek, no to się dogadali.
I lekarze ![]()
Radcy prawni? Dolicz aplikację. Kończysz studia - 24 lata. Aplikacja - 3 lata. Zaczynasz zarabiać w wieku 27 lat.
Ale mniejsza o to.
Nieporządny wg moich kolegów to krętacz, co "chodzi na panienki" ![]()
Ja nie potępiam jednorazowych przygód w wykonaniu singli. Tak samo nie potępiam tego, że mój facet w czasie studiów (dawno i nieprawda) miał przygody na jedną noc. Ważniejsze jest dla mnie to, że - jak sam mówił - nie zdradził żadnej z partnerek w czasie trwania związku.
Ale nieporządny wg kolegów to taki cwaniak, krętacz, szukający przygód seksualnych.
Potwierdzam plotke, bylam z takim typkiem i byl nadetym dupkiem. Niby skromny, uczuciowy i otwarty, ale ogolnie nadety troche i tak, w kobietach przebieral.
Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Szarlotkanagorąco napisał/a:Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
17 2014-09-21 14:54:49 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-09-21 15:11:21)
I lekarze
Radcy prawni? Dolicz aplikację. Kończysz studia - 24 lata. Aplikacja - 3 lata. Zaczynasz zarabiać w wieku 27 lat.
Ale mniejsza o to.
Moja bliska koleżanka jest po prawie i ona zna facetów, którzy jeszcze przed ukończeniem aplikacji zarabiają bardzo dużo. Tacy co zaczęli pracować jeszcze na studiach. W tym zawodzie jak ktoś jest inteligentny, ambitny i odpowiednio butny, to całkiem szybko może zarabiać duże pieniądze. Wszystko przed Tobą. ![]()
Lekarze zaczynają zarabiać po 30, po specjalizacji. Do 30 to w zwykle w porywach wyciągają półtorej średniej krajowej.
Majki napisał/a:Szarlotkanagorąco napisał/a:Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.
Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle ![]()
19 2014-09-21 15:21:37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 15:28:12)
Majki napisał/a:Szarlotkanagorąco napisał/a:Wszyscy porządni znani mi faceci się pohajtali między 25 a 32 rokiem życia, stąd moje przekonania.
A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Matko, przesadzasz.Są różne powody i różne przypadki.Ja byłam zupełnie sama przez ponad rok - nie chodziłam wcale na żadne randki, przez ponad rok nie byłam na ani jednej.Po prostu nie spotkałam w tym czasie nikogo, z kim miałabym chęć się umówić. I one może miały tak samo. Albo miały inne problemy na głowie - np. zdrowotne. Ja teraz mam i gdybym nie miała faceta już to zapewne bym nie szukała ani się nie spotykała z nikim.
Szarlotka, owszem. Ale trzeba mieć wyrozumiałego patrona, żeby łączyć pracę z aplikacją ![]()
Moim zdaniem czasem się tak układa, że człowiek przez dłuższy czas nie może znaleźć drugiej połówki i tyle.
Ja nie rozumiem kobiet, które nie potrafią być same. I takiej teorii, że atrakcyjna kobieta zawsze będzie kogoś miała - to też tego kolegi od "nieporządnych", bo jego była (piękna dziewczyna) spotykała się już chyba ze wszystkimi znajomymi, co dla mnie jest po prostu żałosne - każdy ją w końcu "namówił" na jakiś tam związek. Bo czasem po prostu można nie mieć nikogo.
Iami napisał/a:Majki napisał/a:A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.
Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle
No Majki, rośniesz w siłę ![]()
Mam to traktować jako komplement czy jako ironie? ![]()
Mam to traktować jako komplement czy jako ironie?
No prosze cię, jaka ironia!
Czysta prawda ![]()
Jak miło hehe ![]()
Iami napisał/a:Majki napisał/a:A co kobietami, które sie nie pohajtały w tym przedziale tylko dalej są singielkami? Są nieporządne i coś z nimi nie tak? A nie, no facetów porządnych już brak.. jasne
![]()
Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.
Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle
Po pierwsze Majki Ty jesteś spoza przedziału zajętego, więc nie ma chyba powody żebyś cokolwiek odnosił do siebie. Po drugie, ja nie narzekam na samotność, bo przez ostatnie kilka lat była ona moim wyborem i było mi samej dobrze.
Na facetów ogólnie też nie narzekam, bo mi żaden od wielu lat nic złego nie uczynił.
Natomiast wracając do tezy Kammiś.
Uroda i sukces psują ludzi. I kobiety i mężczyzn. Osoby, które się wiążą w pary na wcześniejszym etapie życia nie doświadczają takiego zainteresowania płci przeciwnej, a znaczną część energii wydatkują na swoją rodzinę i to pozwala im na zachowanie wysokiej samooceny, bez wpadania w samozachwyt. O urodziwych kobietach mogę powiedzieć to samo, co o mężczyznach: ciepłe, sympatyczne i niezadufane są tylko te, które stosunkowo młodo wchodzą w stałe związki.
Nie spotkałam trzydziestoletniej wolnej, bardzo atrakcyjnej kobiety, która nie byłaby wredna,zimna albo nie do życia.
25 2014-09-21 16:16:24 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-09-21 16:19:03)
Majki napisał/a:Iami napisał/a:Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.
Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle
Po pierwsze Majki Ty jesteś spoza przedziału zajętego, więc nie ma chyba powody żebyś cokolwiek odnosił do siebie. Po drugie, ja nie narzekam na samotność, bo przez ostatnie kilka lat była ona moim wyborem i było mi samej dobrze.
Na facetów ogólnie też nie narzekam, bo mi żaden od wielu lat nic złego nie uczynił.
Ale ja nie odnosze nic do siebie, ani nie mam Ci nic za złe, czy nie czuje sie urażony czy coś podopnego ![]()
Nic nie pisałem, czy Ci dobrze samej czy nie, tylko sie odniosłem troszke. To Twój wybór
Jak Ci tak było dobrze, to.. dobrze ![]()
Jednak ciągle popierasz sie jakimiś własnymi statystykami, teoriami i opiniami. I bardzo często piszesz, że normalni to już pozajmowani, że o normalnego teraz w tych granicach wiekowych to praktycznie szans nie ma itd. itp. Akurat dużo czytam Twoich postów, niektóre są na prawde mądre i ciekawe. Wiadomo, nie ze wszystkim sie zgadzam, ale to również normalne.
Nie odbieraj tego jako atak w Twoim kierunku, bo to nie miało tego na celu. Ot, zwykła dyskusja i pokazanie innego punktu widzenia, od tej drugiej strony ![]()
Ja napisze tylko tak jest dwoje ludzi w wieku 25 lat powiedzmy i co rozpada im sie zwiazek powiedzmy po 5 latach i nie wazne z czyjej strony i winy, i cowtedy takie 30 letnie osoby sa zle jak sa same. A to kto w jakim wielu chodzi w ziwazek nie ma niuc do rzeczy zreszta to w wiekszosci przypadkow mamy duzo kobiet po 30 wolnych bo ich faceci porzucali jak by spotkaly porzadnego t oby ich zwiazek trwal.
A to jakikto jest zalrzy od charakteru znam osobe w wieku 27 lat kobiete zimna i marudna jak stara panna a po 30 ktora jest fajna i chciala by miec kogos dac te swoje dobre uczucia ale co ma byc na sile z jakimis dupkami. Takie to wszystki przyopadkowe jest jak w totolotku zeby kogos spotkac odpowiedniego i to kto jakie osoby ma w swoim otoczeniu i tak dalej. Temat taki nigdy nie bedzie mial jasnego wytlumaczenia bo tyle ludzi o roznych przezyciach charakterach itp.
Ja napisze tylko tak jest dwoje ludzi w wieku 25 lat powiedzmy i co rozpada im sie zwiazek powiedzmy po 5 latach i nie wazne z czyjej strony i winy, i cowtedy takie 30 letnie osoby sa zle jak sa same.
Takie osoby, jeśli mają realistyczne oczekiwania, są atrakcyjne i chcą autentycznie zacząć nowy związek, zwykle bardzo szybko kogoś poznają. Jak nie w pracy, czy przez znajomych, to właśnie na portalu randkowym.
oczywiscie ale musza trafic na odpowiednia osobe co nie jest latwe i nie zawsze tak szybko kogos poznaja
29 2014-09-21 17:19:31 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 17:24:36)
Majki napisał/a:Iami napisał/a:Pewnie wyżej sr*ły niż dupę miały, a teraz nikt ich nie chce bo się już starzeją.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle
Po pierwsze Majki Ty jesteś spoza przedziału zajętego, więc nie ma chyba powody żebyś cokolwiek odnosił do siebie. Po drugie, ja nie narzekam na samotność, bo przez ostatnie kilka lat była ona moim wyborem i było mi samej dobrze. Na facetów ogólnie też nie narzekam, bo mi żaden od wielu lat nic złego nie uczynił. Natomiast wracając do tezy Kammiś. Uroda i sukces psują ludzi. I kobiety i mężczyzn. Osoby, które się wiążą w pary na wcześniejszym etapie życia nie doświadczają takiego zainteresowania płci przeciwnej, a znaczną część energii wydatkują na swoją rodzinę i to pozwala im na zachowanie wysokiej samooceny, bez wpadania w samozachwyt. O urodziwych kobietach mogę powiedzieć to samo, co o mężczyznach: ciepłe, sympatyczne i niezadufane są tylko te, które stosunkowo młodo wchodzą w stałe związki.Nie spotkałam trzydziestoletniej wolnej, bardzo atrakcyjnej kobiety, która nie byłaby wredna,zimna albo nie do życia.
Oj, co do kobiet to nie jest prawda.Ja dokładnie wiem, kiedy zaczęłam dojrzewać - a kształty zmieniły mi się bardzo szybko i właściwie w wieku 13 lat miałam budowę taką samą jak teraz - mając 14 lat z twarzy wyglądałam na 18-19 latkę. Ubierałam się tak, że wyglądałam starzej, nie zdzirowato, poważniej - sukienka, czarne baleriny, torebka itd., nie lubiłam już wtedy kolorowych ciuchów, bluz, trampek, adidasów. Uwierz mi - jakbym miała się zepsuć, to do 20-stki zdążyłabym 10 razy. A pochlebstwa i zainteresowanie mężczyzn dużo większe wrażenie robiło na mnie wtedy niż teraz. Poza tym jest różnica między wolną a niezamężną.
Ja sama nie uważam, że jestem piękna czy coś w tym stylu, inni uważają mnie za atrakcyjną. Ale muszę przyznać, że w wyborze faceta "wybrzydzałam" - przez to większość swojego życia po ukończeniu osiemnastki spędziłam w większości zupełnie sama, jako singielka.
Poznać kogokolwiek to nie sztuka.
Lepiej poznać kogoś kto będzie do nas pasował.
A pochlebstwa i zainteresowanie mężczyzn dużo większe wrażenie robiło na mnie wtedy niż teraz. Poza tym jest różnica między wolną a niezamężną.
Ja sama nie uważam, że jestem piękna czy coś w tym stylu, inni uważają mnie za atrakcyjną. Ale muszę przyznać, że w wyborze faceta "wybrzydzałam" - przez to większość swojego życia po ukończeniu osiemnastki spędziłam w większości zupełnie sama, jako singielka.
Poznać kogokolwiek to nie sztuka.
Lepiej poznać kogoś kto będzie do nas pasował.
No ale Ty właśnie przecież między innymi dlatego jesteś trochę zadufana, nie?
Ja zresztą też z powodu bycia podobającą się singielką, mam luz w temacie i trochę zadufana jednak też jestem.;)
Dla mnie to jakaś bzdura.
Każdy facet może być dupkiem, bez względu na wygląd, aparycję i te sprawy.
32 2014-09-21 18:33:15 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 18:39:44)
kammiś napisał/a:A pochlebstwa i zainteresowanie mężczyzn dużo większe wrażenie robiło na mnie wtedy niż teraz. Poza tym jest różnica między wolną a niezamężną.Ja sama nie uważam, że jestem piękna czy coś w tym stylu, inni uważają mnie za atrakcyjną. Ale muszę przyznać, że w wyborze faceta "wybrzydzałam" - przez to większość swojego życia po ukończeniu osiemnastki spędziłam w większości zupełnie sama, jako singielka.Poznać kogokolwiek to nie sztuka.Lepiej poznać kogoś kto będzie do nas pasował.
No ale Ty właśnie przecież między innymi dlatego jesteś trochę zadufana, nie?
Ja zresztą też z powodu bycia podobającą się singielką, mam luz w temacie i trochę zadufana jednak też jestem.;)
Nie. Ja jestem bardziej zakompleksiona - przez matkę.Obiektywnie oceniam siebie dobrze, wewnątrz czuję się często źle.Wiem, że podobam się mężczyznom, ale mały defekt (siniaki, które bez przerwy mam na przykład) potrafi zrujnować moje wyobrażenie o sobie samej do zera. Więc nie ma reguły
Potrafię uznać, że ktoś jest obiektywnie brzydszy ode mnie i jednocześnie zazdrościć mu jak wściekła mu np. niełamliwych paznokci czy skóry bez siniaków. Poza tym już nie jestem singielką. Ale lubię się podobać sama sobie i np. nie mieć pewnych defektów od czasu do czasu (np. posiniaczonych nóg
)
Cyniczna - ja się zgadzam. Tak o chciałam się dowiedzieć jakie są opinie. A widzę że są bardzo różne ![]()
Ja sie wtrace ze ludzi sie nie ocenia po wygladzie zewnetrznym wiadomo sa debile i inteligentni
ale najwazniejsze jest wnetrze tak apropo tematu wygladu ![]()
No ja nie będę ukrywać, że do przystojnych facetów jestem uprzedzona. Jak dla mnie albo są niezbyt błyskotliwi, albo przystojni i
inteligentni , ale koszmarnie zapatrzeni w siebie. Takie mam doświadczenia.
W każdym razie, ja przystojnych omijam szerokim łukiem.
Zresztą oni mnie też, bo się nimi nie zachwycam.
35 2014-09-21 19:08:49 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 19:12:01)
No ja nie będę ukrywać, że do przystojnych facetów jestem uprzedzona. Jak dla mnie albo są niezbyt błyskotliwi, albo przystojni i inteligentni , ale koszmarnie zapatrzeni w siebie. Takie mam doświadczenia. W każdym razie, ja przystojnych omijam szerokim łukiem.
Zresztą oni mnie też, bo się nimi nie zachwycam.
Ja spotykałam właśnie raczej przystojnych błyskotliwych. Takich z pazurem. Może lekko egocentrycznych.Ale mnie facet MUSI od początku pociągać fizycznie - podobać mi się od pierwszego spotkania, od pierwszego zobaczenia. Wygląd, ubiór, ton głosu, spojrzenie, sposób poruszania się, pewność siebie - jak mnie to nie pociąga już w pierwszych 3 minutach to nie ma szansy nawet na 5 minut przy kawie, chyba że w sprawach nieprywatnych. Czy ja się zachwycam? Zachwycałam się swoim obecnych facetem przez jakiś czas. Jeszcze jak się właściwie wcale nie znaliśmy. Teraz już się tak mocno nie zachwycam nikim innym :DJa nie jestem do nich uprzedzona. Lubię ich. Tak samo jak milej patrzy mi się na zadbaną kobietę, tak samo milej patrzy mi się na zadbanego, eleganckiego mężczyznę.
Raz w życiu się sparzyłam na facecie. Przystojny, inteligentny, skończył 2 kierunki studiów, był rzecznikiem prasowym i doradcą jednego z burmistrzów w dosyć dużej gminie. I miał 3 dziewczyny na raz
Na szczęście w porę się dowiedziałam i utemperowałam jego zamiary, do czego nie był przyzwyczajony. Ale do dzisiaj się przyjaźnimy czysto platonicznie - bo jest inteligentny, dowcipny, oczytany, i po prostu piękny
i potrafi każdej umilić czas swoim towarzystwem, a mnie polubił za cięty język ![]()
36 2014-09-21 19:14:26 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-21 19:17:30)
Normalka. Ego szuka ego, a co w środku to juz inna sprawa. Na pewno tacy ludzie mają większą tendencje do bycia płytkimi (i tu szereg cech w ktorych są oni wazniejsi niz swiat), tak samo brzydcy mają szereg cech do bycia nieszczęśliwymi i przejmowania sie bardziej swiatem.
Ale to tylko tendencje. Ogolnie ludzie ktorzy maja ciezej, duzo krzywd przechodza i sami musieli sobie radzic (wyglad czy inne cechy nie dodawały im "ułatwien" - bo dodaje) wg mnie szybciej dojrzewaja i sa mniej egocentryczni wlasnie, czyli lepsza 'współpraca'.
Normalka. Ego szuka ego, a co w środku to juz inna sprawa. Na pewno tacy ludzie mają większą tendencje do bycia płytkimi (i tu szereg cech w ktorych są oni wazniejsi niz swiat), tak samo brzydcy mają szereg cech do bycia nieszczęśliwymi i przejmowania sie bardziej swiatem.
Ale to tylko tendencje. Ogolnie ludzie ktorzy maja ciezej, duzo krzywd przechodza i sami musieli sobie radzic (wyglad czy inne cechy nie dodawały im "ułatwien" - bo dodaje) wg mnie szybciej dojrzewaja i sa mniej egocentryczni wlasnie, czyli lepsza 'współpraca'.
Zależy co rozumiesz przez słowo "płytki". Dla mnie płytkim jest facet myślący tylko o swoim wyglądzie i np. taki koks. A kobieta - barbie, jedyne zainteresowania to tipsy, a inteligencji zero. I wcale nie są to najpiękniejsze osoby - tylko zrobione w pewien charakterystyczny sposób, niekoniecznie estetyczny. Moim zdaniem wykształceni ludzie, którzy mają między uszami coś więcej niż kości płytcy nie są, nawet jeżeli nie przejmują ich "sprawy tego świata". Chyba to normalne, że każdy martwi się najpierw o siebie. Przykład - słyszę o eboli, boję się, żeby nie dotarła do Polski, bo martwię się o swoje 4 litery, a dopiero później mogę sobie pomyśleć o Afryce.
Płytki to taki, który więcej bierze niż daje. Skupiony na sobie. I choc to dodaje mu atrakcyjnosci, bo zbiera dobra dla siebie, eksponuje je, to mimo wszystko w srodku jest pusty, wyczerpujący i krzywdzący. Tyle ,że jak sie dwoje takich ludzi spotka i dogaduja to jaki problem? Ludzie niszczą innych ludzi w rozny sposob. Jednym zanizana jest wartosc, drugim zawyżana. I jednych i drugich mozna nie lubić, ale wyzsza wartosc bedzie miał zawsze ten ktoremu pompuje sie ego przez rozne sukcesy. Mozna przeciez byc i wartosciowym i skromnym, ale szansa ze ktos jednak sie napompuje jak balon jest duza. W koncu daj kazdemu z osobna w tym momencie szansę na odebranie 10 milionow. Lezy w krzaku obok. Widmo bycia bogatym. Kto skorzysta, a kto odda innym?
Płytki to taki, który więcej bierze niż daje. Skupiony na sobie. I choc to dodaje mu atrakcyjnosci, bo zbiera dobra dla siebie, eksponuje je, to mimo wszystko w srodku jest pusty, wyczerpujący i krzywdzący. Tyle ,że jak sie dwoje takich ludzi spotka i dogaduja to jaki problem? Ludzie niszczą innych ludzi w rozny sposob. Jednym zanizana jest wartosc, drugim zawyżana. I jednych i drugich mozna nie lubić, ale wyzsza wartosc bedzie miał zawsze ten ktoremu pompuje sie ego przez rozne sukcesy. Mozna przeciez byc i wartosciowym i skromnym, ale szansa ze ktos jednak sie napompuje jak balon jest duza. W koncu daj kazdemu z osobna w tym momencie szansę na odebranie 10 milionow. Lezy w krzaku obok. Widmo bycia bogatym. Kto skorzysta, a kto odda innym?
Chyba głupi oddałby innym ![]()
A to coś złego że ktoś jest pewny siebie i że wierzy we własne sukcesy?
To nie jest pompowanie ego, jeżeli ktoś własną pracą i zdolnościami coś osiągnął.
Chodzi mi generalnie o głoszone przekonania Szarlotki.
Głoszona przez Nią teoria zakłada, że wartościowi i normalni faceci już dawno są pozajmowani, jest wg mnie nietrafiona i krzywdząca troche. Popatrzmy na Tą teorie od drugiej strony, tej męskiej. Wszystkie wolne dziewczyny/kobiety, poza przedziału, którym operuje (czyli łącznie z Szarlotką), muszą być mega nieatrakcyjne i w ogóle jakieś ostatnie, skoro żaden normalny i wartościowy facet sie nimi nie zainteresował i one same nie były wstanie wzbudzić zainteresowania stąd są singielkami. Zgodzi sie ktoś z tą teorią? Chyba nie. Ja uważam, że to tak samo krzywdzące jak ta Szarlotki. I ja sie nie zgadzam osobiście ani z tą pierwszą, ani drugą. A tłumaczenie sie brakiem wartościowych mężczyzn jest słabe i tyle
Szarlotka ma wiele cennych uwag, które brzmią sensownie, niestety bardziej przypominają teorie na temat cywilizacji pozaziemskich. Z całym szacunkiem dla Szarlotki, ale kobieta po 30-tce, która od kilku lat nie była z związku z mężczyzną, i głosi teorie na temat mężczyzn uzależnioną od ich wieku, jest wg mnie właśnie taką, co wyżej sra, niż dupę ma.
Niemniej jednak racja jest w tym, że faceci z cechami wymienionymi na wstępie będą rozchwytywani przez inne kobiety i jest mało prawdopodobne, że pozostaną wierni. Jakie są statystyki dotyczące osób dopuszczających się zdrady? Nie pamiętam już, ale pewnie z 50% A pozostałe 50% jest takie wierne z zasady? Bzdura - większość z nich po prostu nie ma okazji do zdrady, a inna część będzie się obawiać konsekwencji. Przystojny facet okazji będzie miał mnóstwo, zaś pozostałe cechy sprawią, że nie będzie się obawiał konsekwencji. Oczywiście, wyjątki będą i generalizować nie można. Większość zdrad także nie wyjdzie na jaw, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Jesli własną pracą i zdolnosciami ale tak serio serio, to ok. Niestety wiele razy sie spotkalem, ze ludzie nie odrozniaja ciezkiej pracy od uzyskania samego efektu. Masz coś - znaczy, ze pracowałeś nad tym. Nie, wlasnie nie. Czasem ma sie coś, bo sie ma, bo sie dostało. I jesli ktos taki nie chełpi się tym co osiagnal, ale rozdaje innym to ok. Ktos kto więcej daje od siebie wlasnie, pomaga itp
Ale jak dajmy na to taki lekarz - przychodzi pacjent. Co sie dzieje? Pacjent siedzi cichutko, bo lekarz "wie" i chwali sie dyplomem. Mowi, ze to on sie uczył, ze on jest mądrzejszy blablabla, zacznie jeszcze obrażać, atakować. No po prostu robi się na lepszego człowieka od razu. Takie cos jest płytkie.
Niemniej jednak racja jest w tym, że faceci z cechami wymienionymi na wstępie będą rozchwytywani przez inne kobiety i jest mało prawdopodobne, że pozostaną wierni. Jakie są statystyki dotyczące osób dopuszczających się zdrady? Nie pamiętam już, ale pewnie z 50% A pozostałe 50% jest takie wierne z zasady? Bzdura - większość z nich po prostu nie ma okazji do zdrady, a inna część będzie się obawiać konsekwencji. Przystojny facet okazji będzie miał mnóstwo, zaś pozostałe cechy sprawią, że nie będzie się obawiał konsekwencji. Oczywiście, wyjątki będą i generalizować nie można. Większość zdrad także nie wyjdzie na jaw, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
A z tą teorią to ja się akurat zgodzę.
Faceci o cechach wymienionych przez Kammiś mogą sobie często pozwolić na skoki w bok, między innymi dlatego, że ich kobiety będą skłonne bardziej przymykać oko, na jakieś drobne wyskoki. No bo przecież oni mają tyle zalet....Więc faktycznie konsekwencje mniejsze, a nawet w przypadku ewentualnego rozstania będzie ich stać na kupno drugiego mieszkania i życie na poziomie, więc też tragedii nie ma.
stereotypy nie biorą się znikąd.
Rozważ.
44 2014-09-21 22:25:11 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 22:29:46)
Jesli własną pracą i zdolnosciami ale tak serio serio, to ok. Niestety wiele razy sie spotkalem, ze ludzie nie odrozniaja ciezkiej pracy od uzyskania samego efektu. Masz coś - znaczy, ze pracowałeś nad tym. Nie, wlasnie nie. Czasem ma sie coś, bo sie ma, bo sie dostało. I jesli ktos taki nie chełpi się tym co osiagnal, ale rozdaje innym to ok. Ktos kto więcej daje od siebie wlasnie, pomaga itpAle jak dajmy na to taki lekarz - przychodzi pacjent. Co sie dzieje? Pacjent siedzi cichutko, bo lekarz "wie" i chwali sie dyplomem. Mowi, ze to on sie uczył, ze on jest mądrzejszy blablabla, zacznie jeszcze obrażać, atakować. No po prostu robi się na lepszego człowieka od razu. Takie cos jest płytkie.
Oj nie, coś takiego jest niedopuszczalne, w ramach etyki zawodowej, ale nie o to mi chodzi. Przychodzę do mojego lekarza - oczekuję porady i leczenia - norma. Ale inny przykład - przychodzę do prawnika - on ma obowiązek zająć się klientem.Ale po pracy nie musi pomagać wszystkim ubogim tego świata, tak samo jak nie będzie pracował bez wynagrodzenia.Tak samo lekarz - bez wynagrodzenia pomaga tylko w stanie zagrożenia życia. Mówisz o "rozdawaniu". Ja nie uznaję "rozdawania" za nic. Lekarz wykonuje swoją pracę, ale menelowi na ulicy nie ma obowiązku pomóc - jeżeli nie ma stanu zagrożenia życia. Z jakiej racji mam "rozdawać" swoje umiejętności? Przykład - znam dobrze angielski, mogę kogoś poduczyć, ale tylko jak zapłaci. Wolontariat dla biednych dzieci nie jest obowiązkiem - nie chcę, nie robię. A zadowolona jestem, że znam język naprawdę dobrze, a przecież nikt się go za mnie nie nauczył. Nie mam prawa być z siebie dumna? Mam "rozdawać" swoją umiejętność? Z jakiej racji?Co do lekarza - przyznam rację po części, ale nie w pełni. Wszyscy mówią, że lekarze za dużo zarabiają, ale ja się przyjrzałam pracy wujka - lekarza, a mój były studiował medycynę. To nie jest lekka praca - nawet jeżeli ktoś jest internistą. Pacjenci nie zawsze są kulturalni, nie zawsze umieją się wysłowić, nie raz przychodzą przepoceni - też bym się wkurzyła.Kiedyś, jeszcze jak mieszkałam z rodzicami, mieszkałam w małym miasteczku - obok wioski. Taka gmina miejsko-wiejska. I o ile ludzie z miasteczka w miarę dbali o siebie, wykształcenie dzieci, higienę i czystość, to na wioskach o wiele gorzej. Poszłam raz do mojego lekarza - mężczyzny, koło 50tki, po południu. To był (i jest nadal) sąsiad i bliski znajomy moich rodziców. I powiedział coś takiego, widać że zmęczony: "o, nareszcie moja ulubiona pacjentka". Zdziwiłam się, ale on mi wytłumaczył: przychodzi do niego kilkadziesiąt osób, a tego dnia większością były osoby, które nie znają nawet podstaw anatomii, wręcz nie rozróżniają mięśni od stawów, nie umieją się wysłowić, opisać co im jest, co gorsza nie zachowują podstaw higieny. Mówił jeszcze że tu nie ma żadnych podtekstów, ale naturalne jest że dużo bardziej komfortowo bada się pacjentkę, która ma czyste włosy, zadbane zęby, świeży oddech, ładną bieliznę, jest elokwentna itd., a przychodzą kobiety, które wychodzą prosto np. od karmienia świń, a się nie wykąpią. Ja nie wiem, czy to takie trudne. Miałam 39 stopni gorączki, ale przed wizytą u lekarza wzięłam prysznic, umyłam włosy, spiłowałam paznokcie, użyłam dezodorantu, ba - nawet delikatny makijaż zrobiłam. Jak ktoś nie jest obłożnie chory to chyba nie tak ciężko się umyć? Tak ciężko rozróżnić tchawicę od oskrzeli? Wyrostek robaczkowy od jelita? Używać określeń innych niż: "sikam" (bo u lekarza mówi się inaczej)? Przecież to podstawy z biologii z gimnazjum i podstawa kultury i dobrego wychowania.Także nie demonizowałabym lekarzy i nie wybielałabym pacjentów. Ostatnio sama widziałam, czekając w kolejce na pobieranie krwi, jak przyszedł facet i mówi do pani doktor (żony mojego lekarza prowadzącego, kobiety z klasą, inteligentnej, dobrze ubranej): "przyniosłem kurde ten świstek". Opieprzyła go - i słusznie. Jakie kurde? Jaki świstek? Chyba wyniki badań. Ludzie powinni nauczyć się wysławiać, bo nasz język bardzo świadczy o nas samych.
Ostatnio sama widziałam, czekając w kolejce na pobieranie krwi, jak przyszedł facet i mówi do pani doktor (żony mojego lekarza prowadzącego, kobiety z klasą, inteligentnej, dobrze ubranej): "przyniosłem kurde ten świstek". Opieprzyła go - i słusznie. Jakie kurde? Jaki świstek? Chyba wyniki badań. Ludzie powinni nauczyć się wysławiać, bo nasz język bardzo świadczy o nas samych.
A dla mnie to małostkowość. W całej procedurze istotne było przyniesienie tego dokumentu. A jak go facet nazwał i czy użył słowa "kurde", czy nie, to w tym wszystkim jest zupełnie nie istotne. Dla mnie kobieta robiąca problem z takiej pierdoły byłaby od razu skreślona.Opieprzanie kogokolwiek jest BRAKIEM klasy i inteligencji. Gdyby kobieta posiadała te dwie cechy, to by powiedziało głośno, tak żeby wszyscy słyszeli "no to klawo, facet" albo coś w tym stylu.
46 2014-09-21 22:44:54 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 22:52:02)
kammiś napisał/a:Ostatnio sama widziałam, czekając w kolejce na pobieranie krwi, jak przyszedł facet i mówi do pani doktor (żony mojego lekarza prowadzącego, kobiety z klasą, inteligentnej, dobrze ubranej): "przyniosłem kurde ten świstek". Opieprzyła go - i słusznie. Jakie kurde? Jaki świstek? Chyba wyniki badań. Ludzie powinni nauczyć się wysławiać, bo nasz język bardzo świadczy o nas samych.
A dla mnie to małostkowość. W całej procedurze istotne było przyniesienie tego dokumentu. A jak go facet nazwał i czy użył słowa "kurde", czy nie, to w tym wszystkim jest zupełnie nie istotne. Dla mnie kobieta robiąca problem z takiej pierdoły byłaby od razu skreślona.Opieprzanie kogokolwiek jest BRAKIEM klasy i inteligencji. Gdyby kobieta posiadała te dwie cechy, to by powiedziało głośno, tak żeby wszyscy słyszeli "no to klawo, facet" albo coś w tym stylu.
Kurde do lekarki i to niezbyt młodej, eleganckiej, wykształconej, wręcz dystyngowanej? Nie jest ważna tylko treść, ważna jest też forma wypowiedzi.... Niektórych ludzi trzeba wychować, nawet w późniejszym wieku.
Ja osobiście tej pani doktor nie lubię i dlatego chodzę do jej męża - ale to już inna kwestia, aczkolwiek facet się nie zachował poprawnie i tutaj przyznałabym jej rację. Jej mąż jest łagodniejszy, aczkolwiek podobnie reaguje na brak kultury. Raz zwrócił mi uwagę na terminologię medyczną. I nie mam o to żadnych pretensji - lubię się nauczyć czegoś nowego i być bardziej elokwentna i mieć większą wiedzę - jaka by to dziedzina nie była. A niektórzy ludzie to chyba mają jakąś nieuzasadnioną awersję do tego, że ktoś ich poprawi. Ja też poprawiam, także osoby starsze ode mnie (oczywiście nie obce) - nawet swojego promotora, który powiedział "lubieć". Jak ktoś mnie poprawi - nie mam pretensji. Człowiek powinien doskonalić sam siebie, a nie tkwić na jednym poziomie - zwłaszcza jeśli tkwi na poziomie głupoty i braku jakiejkolwiek elokwencji.
Nic "nie trzeba". Kompletnie nikt na tym stwierdzeniu faceta nie ucierpiał. A pani doktor jest od leczenia ludzi, a nie od purystyki językowej. Opieprzaniem też jeszcze nikt nikogo nie wychował.
Nic "nie trzeba". Kompletnie nikt na tym stwierdzeniu faceta nie ucierpiał. A pani doktor jest od leczenia ludzi, a nie od purystyki językowej. Opieprzaniem też jeszcze nikt nikogo nie wychował.
Tak samo można powiedzieć, że np. student nie jest od poprawiania promotora.
Oczywiście, jak ktoś rzuca "k" co drugie słowo to też nikt na tym nie cierpi. A ja jakoś zawsze ucinam rozmowę z taką osobą. Jak ktoś przeklnie w nerwach - ok. Ale jak to dla niego przerywnik, to do widzenia.
Kammiś, zejdź na ziemię...
A odnośnie tematu, żaden stereotyp nie bierze się z powietrza.
50 2014-09-21 23:12:13 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-21 23:14:06)
Kammiś, zejdź na ziemię...A odnośnie tematu, żaden stereotyp nie bierze się z powietrza.
Bez przesady. Co w tym złego że nie lubię (zresztą nie tylko ja) tego że ktoś się nie umie wysłowić? Jak muszę to słucham. jak nie muszę - nie słucham. Myśleć sobie dobrze o takiej osobie nie muszę. Co myślę - moja sprawa.
Ja nie wiem, skąd się bierze tyle tolerancji dla ludzi, którzy nie mają krzty ogłady. Na szczęście na uczelniach jeszcze się to nie rozpanoszyło. I wśród starszych, wykształconych osób.
Z jakiej racji mam "rozdawać" swoje umiejętności? Przykład - znam dobrze angielski, mogę kogoś poduczyć, ale tylko jak zapłaci. Wolontariat dla biednych dzieci nie jest obowiązkiem - nie chcę, nie robię. A zadowolona jestem, że znam język naprawdę dobrze, a przecież nikt się go za mnie nie nauczył. Nie mam prawa być z siebie dumna? Mam "rozdawać" swoją umiejętność? Z jakiej racji?Co do lekarza - przyznam rację po części, ale nie w pełni. Wszyscy mówią, że lekarze za dużo zarabiają(...)
Kammiś Ty nie lubisz rozdawać i bardzo dobrze, bo gdybyś była ciepłą empatyczną osobą, nastawioną na innych to byś mierne szanse miała na karierę w zawodzie, który sobie obrałaś. Ja uważam, że każdy ma prawo do własnych zasad i wartości, lub ich braku dopóki nie robi krzywdy innym.
Mnie nie przeszkadza, że lekarze dużo zarabiają, bo to zarabianie jest poprzedzona wieloletnią harówką i zakuwaniem, począwszy od 16 roku życia. Dużo bardziej mnie mierzi jak koszmarne kwoty płaci się jakimś specom od marketingu, którzy nic ciekawego sobą nie reprezentują, a ich główną zaletą jest robienia dobrego wrażenia i wciskanie kitu innym ludziom.
Z żadnym prawnikiem też bym się na pewno nie związała, gdyż uczciwość plasuje się wysoko na mojej liście rankingowej cech u potencjalnego partnera, więc ktoś z zawodem prawniczym u mnie z góry byłby skreślony(uprzedzeń ciąg dalszy).
A jeśli chodzi o prymitywne słownictwo, to jestem pewna, że za 10 lat jak przyjdzie do Ciebie po usługę prawną jakiś prymitywny burak, mający kupę kasy, to wcale nie będzie Cię razić tak bardzo jego język. Życie bardzo weryfikuje poglądy.
A w ogóle to jak byłam w twoim wieku, to też wygłaszałam podobne poglądy oceniające inne osoby, co oczywiście jest wyrazem tego, że się jest jeszcze pod silnym wpływem swoich rodziców(bo to ich głos przemawia przez Ciebie). Może kiedyś dojdziesz do pewniej niezależności w ty aspekcie, mi to sporo zajęło, ale jednak się udało.
52 2014-09-21 23:24:24 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-09-21 23:26:54)
Kammiś ktoś Cię ogłady w domu nauczył, bo nie w szkole... więc masz fart i nie musisz jechać po innych... A o klasie takie podejście bynajmniej nie świadczy, prawda??
Kammiś ktoś Cię ogłady w domu nauczył, bo nie w szkole... więc masz fart i nie musisz jechać po innych... A o klasie takie podejście bynajmniej nie świadczy, prawda??
Ale ja nie jadę po innych... wyłącznie w swoich myślach. Ewentualnie w rozmowach z najbliższymi - facetem, przyjaciółkami, ojcem. Chyba nikogo tym nie ranię ani nie upokarzam? Inni są gorsi, uwierz mi - obgadują ludzi na prawo i lewo, śmieją się z osób otyłych (tak, moi koledzy ze studiów) - ja tego nie robię. Jeśli komentuję, to w swojej własnej głowie. Albo przyjaciółce, albo facetowi. Albo na forum. Nikt się nie dowie i nikogo nie ranię.
Uprzedzona jesteś do prawników, nie ma co
Ale ja wiem z własnego doświadczenia - ojciec jest prawnikiem, mój facet też. Oni są tacy tylko w życiu zawodowym. Pragmatyczni do bólu
Prywatnie są zupełnie normalni. Aczkolwiek łatwiej się z nimi dogadać jeśli też sie jest prawnikiem. Trzeba ich po prostu zrozumieć - np. branie pracy do domu.
Ależ to nie tak działa - owszem, pewnie nie zwrócę mu uwagi. Pomyślę swoje. Dzisiaj jak np. mijam na ulicy przeklinającego koksa to też nie zwracam mu uwagi (szanuję własne zdrowie i życie
), ale myślę swoje.
Moi rodzice jacy byli, tacy byli (to się tyczy głównie matki, bo ojciec obdarzył mnie bezwarunkową miłością i dalej to robi), ale za niektóre rzeczy jestem im wdzięczna.
Co do pomocy innym - lubię pomagać zwierzętom. Bezinteresownie. Mam do nich lepsze podejście niż do ludzi - bo wiem jacy są ludzie i ufam tylko najbliższym.
A co do pracy i tolerowania ludzi, których normalnie by się nie tolerowało, zacytuję swojego faceta: "ignorantia iuris nocet. najlepszy jest klient durny i bogaty. boi się konsekwencji prawnych i płaci pełnomocnikowi"
Ale to widać na pierwszy rzut oka - świadomość prawna społeczeństwa jest bardzo niska - nie mówię o wykształceniu kierunkowym, ale o podstawach - nawet takich co na WoSie w LO były - większość ludzi nie wie nawet tego. A za niewiedzę się płaci. Właściwie z tego żyjemy
(ja też, bo utrzymywana byłam i jestem z pieniędzy tak zarobionych przez ojca i ze stypendiów na prawie). Więc niewiedza ludzka nas cieszy. Podobnie jak lekarzy - więcej pacjentów, którzy sami nie potrafią podstaw zdiagnozować
Specjaliści od marketingu to żadni specjaliści - oni nie posiadają fachowej wiedzy w żadnej konkretnej dziedzinie, w tym rzecz.
I jeszcze jedno - nie ranię innych. Miałabym okropne wyrzuty sumienia. Aczkolwiek w domu obserwując zaangażowanie polityczne ojca i pracując w biurze poselskim i na stażu w PE nauczyłam się że ludzie nie mają litości (nie licząc rodziny i najbliższych) więc nie ma co się i nad niektórymi litować. Są oczywiście wyjątki - np. chore dzieci. Aczkolwiek uważam, że dla ludzi jest pomoc, nie ma jej dla zwierząt, więc tam przelewam pieniądze i tam pomagam.
Specjaliści od marketingu to żadni specjaliści - oni nie posiadają fachowej wiedzy w żadnej konkretnej dziedzinie, w tym rzecz.
.
Wybacz Słońce, ale prawnicy również nie posiadają żadnej obiektywnie sensownej wiedzy.Każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek mógłby pełnić funkcje prawnika, bo wszystko ogranicza się do umiejętności czytania.
Nie powiesz mi chyba, że ''profesor'' prawa jest równy np. profesorowi medycyny, który potrafi przeszczepić serce albo pierwszemu z brzegu inżynierowi, potrafiącemu zaprojektować most czy strop.
Kamis a tak z ciekawości to jakiego innego bardziej elokwentnego wyrażenia niż " sikac " używasz? I co z tym wyrażeniem jest nie tak? Wybacz dziewczę ale jak Cię tak czytam to zdecydowany przerost formy nad treścią.
56 2014-09-22 11:44:54 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-22 11:49:11)
kammiś napisał/a:Specjaliści od marketingu to żadni specjaliści - oni nie posiadają fachowej wiedzy w żadnej konkretnej dziedzinie, w tym rzecz. .
Wybacz Słońce, ale prawnicy również nie posiadają żadnej obiektywnie sensownej wiedzy.Każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek mógłby pełnić funkcje prawnika, bo wszystko ogranicza się do umiejętności czytania.Nie powiesz mi chyba, że ''profesor'' prawa jest równy np. profesorowi medycyny, który potrafi przeszczepić serce albo pierwszemu z brzegu inżynierowi, potrafiącemu zaprojektować most czy strop.
Nie, nie uważam, że jest równy. Ja mam do lekarzy i studentów medycyny ogromny szacunek - ich wiedzę podziwiam i szanuję najbardziej. To bardzo wymagające studia. Naprawdę. Lekarze to ludzie, których wiedzę szanuję najbardziej. W ogóle podziwiam przedstawicieli tego zawodu. Zresztą - tak pół żartem, pół serio - medycyna i prawo żyją w przyjaźni. Lekarze szanują prawników - spotkałam się z tym dwa razy (u swojego obecnego i byłego lekarza) - uważają, że obok medycyny to jedne z nielicznych sensownych studiów. No i same uczelnie (wydział medyczny i wydział prawa) organizują dla studentów wspólne imprezy
W sumie to ciekawe, że nie bawimy się np. z administracją a na imprezy z medycyną większość zawsze chodzi
Aczkolwiek nie uważaj, że każdy mógłby pełnić funkcje prawnika. Mówiąc, że prawnik nie posiada wiedzy mijasz się z prawdą, bo na tych studiach głównie zdobywa się wiedzę - nie kształci się np. umiejętności miękkich.
Na te studia trzeba się najpierw dostać - a nie jest to łatwe z uwagi na dużą ilość chętnych - to najbardziej oblegane studia z kierunków nauk społecznych. Potem czeka Cię od 7 do 9 lat kształcenia (w zależności od wyboru aplikacji). Nie, nie wystarczy czytać. Przeciętna osoba nie wie nawet gdzie szukać - co jest dla mnie (i nie tylko dla mnie) bardzo rażące. Nie rozróżnia nawet gałęzi prawa i nie wie gdzie przyporządkować daną instytucję. Jak jesteś taki pewny siebie, to proszę, wyprowadź jedną normę z drugiej i stań przed sądem. Zadecyduj, czy w danej sprawie lepiej oprzeć się na k.k. czy k.c. Przeprowadź wnioskowanie. Poza tym mylisz wiedzę ze studiów z samym wykonywaniem zawodu. Napisz pozew. Ale nie najprostszy, o zapłatę. Tego nie wyczytasz w żadnej ustawie. Albo prosty przykład - stosowanie prawa łaski. Instytucja w dużej mierze nieuregulowana w Konstytucji i k.p.c., oparta na prawie zwyczajowym. Będziesz szukał w podręcznikach? Przy kliencie? Poza tym wypadałoby wiedzieć, o czym inni mówią - np. na rozprawie. I nie szukać pierwszej lepszej podstawowej rzeczy w kodeksie. Nie wiem dlaczego słowa "profesor" użyłeś w cudzysłowie. Jakaś niechęć do profesorów prawa? Sam zrób jakiegokolwiek profesora. Mam zasadę - szanuję osoby wysoko wykształcone.
Józefina, u lekarza się mówi, że się "oddaje mocz", a nie że się "sika".
Tak samo jak nie mówi się, że się ma "sraczkę" tylko biegunkę, dziewczę drogie
Jak sobie ktoś mówi na co dzień - jego sprawa. Ale u lekarza to u lekarza. I wcale mnie nie razi to, że są lekarze, którzy upominają pacjentów w tych kwestiach.
kammiś, zjedz snickersa. ![]()
kammiś - jak by nie było prawników świat by się nie zawalił..... jakby zabrakło inżynierów wrócilibyśmy do jaskiń... chociaż żeby zamieszkać w jaskini tez trzeba ocenić czy się strop na łeb nie zawali.... ![]()
![]()
- jak by nie było prawników świat by się nie zawalił..... jakby zabrakło inżynierów wrócilibyśmy do jaskiń... chociaż żeby zamieszkać w jaskini tez trzeba ocenić czy się strop na łeb nie zawali ....
I właśnie wtedy przyda się prawnik gdy potrzebne będzie odszkodowanie za zawalony strop ![]()
Pitagoras - rozumiem, że nie korzystasz z usług prawników i ze wszystkimi problemami prawnymi radzisz sobie sam?
Stereotypy co do prawników są z dawna zakorzenione. Jednak jakoś każdy biegnie do prawnika gdy napotka trudny (nie jakiś bagatelny) problem
I nie dotyczy to tylko ludzi prostych.
Można prawa za naukę nie uważać, ale ktoś kto pisze, że każdy mógłby ten zawód wykonywać, po prostu nie ma o nim pojęcia.
A tak w ogóle, to strasznie odbiegliście od wątku, w części za sprawą samej Autorki.
bbasia napisał/a:- jak by nie było prawników świat by się nie zawalił..... jakby zabrakło inżynierów wrócilibyśmy do jaskiń... chociaż żeby zamieszkać w jaskini tez trzeba ocenić czy się strop na łeb nie zawali ....
I właśnie wtedy przyda się prawnik gdy potrzebne będzie odszkodowanie za zawalony strop
.
Od kogo odszkodowanie? Od matki natury????? ![]()
luc napisał/a:bbasia napisał/a:- jak by nie było prawników świat by się nie zawalił..... jakby zabrakło inżynierów wrócilibyśmy do jaskiń... chociaż żeby zamieszkać w jaskini tez trzeba ocenić czy się strop na łeb nie zawali ....
I właśnie wtedy przyda się prawnik gdy potrzebne będzie odszkodowanie za zawalony strop
.Od kogo odszkodowanie? Od matki natury?????
Prawnik zawsze coś wymyśli ![]()
Założyłam ten wątek, bo z takim myśleniem wśród niektórych mężczyzn - moich kumpli (czasem mam wrażenie, że zakompleksionych i dość prostolinijnych) się spotkałam. Że zawsze występuje ten zestaw cech:
- przystojny
- dobrze ubrany
- wykształcony
- inteligentny
- zamożny
- pewny siebie
- podobający się kobietom
- od razu ZAWSZE nieporządny, nie w porządku wobec kobiet i w ogóle wszystkich dokoła - nawet własnych kumpli.
Skąd się wziął taki stereotyp zwłaszcza wśród mężczyzn, ale i niektórych kobiet?
Jak Wy uważacie?
Pojecia nie mam...pierwsze slysze...
Czemu niby jak inteligentny, przystojny i pewny siebie, to nie w porzadku?
Noo, chyba, ze inaczej:
Cwaniak, lanser, i zarozumialy....
Nie wiem, ale niektórzy mężczyźni tacy są a inni nie są, to wszystko zależy od człowieka.
64 2014-09-22 15:07:18 Ostatnio edytowany przez Maciejewski (2014-09-22 15:08:56)
Kammiś,popracuj najpierw nad sobą i się zastanów nad czym to nasze życie polega.Jeżeli dla Ciebie nie istnieje pojęcie bezinteresownej pomocy,a żądania za wszystko pieniędzy to wybacz,ale nie jesteś żadnym wzorem do naśladowania.Zauważyłem,że na taką się kreujesz.
I nie przesadzaj z tymi wykształconymi lekarzami,bo znam wielu,którzy pomylili zawody i powinni mieć zakaz wykonywania zawodu.Specjalistów jest niewielu w Polsce.Specjaliści wyjechali na Zachód lub polecieli do Stanów.
P.S.Tatuś załatwił przyszłemu zięciowi pracę?
65 2014-09-22 16:53:54 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-22 17:03:29)
luc napisał/a:bbasia napisał/a:- jak by nie było prawników świat by się nie zawalił..... jakby zabrakło inżynierów wrócilibyśmy do jaskiń... chociaż żeby zamieszkać w jaskini tez trzeba ocenić czy się strop na łeb nie zawali ....
I właśnie wtedy przyda się prawnik gdy potrzebne będzie odszkodowanie za zawalony strop
.Od kogo odszkodowanie? Od matki natury?????
No i właśnie widać, że NIE KAŻDY nadaje się na prawnika.
Odszkodowanie od zdarzeń losowych. Ubezpieczenie nieruchomości.
I zaraz ktoś powie, jaki to niepotrzebny zawód...
Ale sam tego nie wymyśli.
Maciejewski (ciekawe, czy się znamy...). Nie, mój ojciec nie załatwiał mojemu facetowi pracy. F. od 3 lat prowadzi kancelarię doradztwa prawnego, teraz przekształcił ją w radcowską. Nikt mu nie musi nic załatwiać, poza tym sam pochodzi z rodziny prawniczej. Nie wiem skąd podejrzenia, że ktoś miałby mojemu facetowi załatwiać pracę.
Potrafię pomóc bezinteresownie - dać pieniądze, kupić jedzenie, być wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. Mówiłam o dzieleniu się umiejętnościami. Tym się nie dzielę. Chyba że z najbliższymi.