netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

typowy problem czy jednak nie ?

38 odpowiedzi6 889 wyświetleńzałożony przez miracleman33, 11.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » typowy problem czy jednak nie ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1

Temat: typowy problem czy jednak nie ?

Witam Wszystkich

Na początku mam prośbe o tylko wartosciowe odpowiedzi, choć wiem , że spora część Was pewnie będzie chciała mnie ?zjechać?.

Chciałbym Wam opisac moją sytuacje zyciowa I to co dzieje/działo się od ponad 3 lat...

W 2011 zacząłem sie spotykać , z rok starsza ode mnie mężatka, matka dwójki dzieci. Pracowała razem ze mna w firmie, w sumie to była moja podwładna, choc nie wiem czy to nie za duze słowo, bo mimo ze miałem troche wyzsze stanowisko, to u nas w firmie na luzie sie podchodzi do tych roznic w stanowiskach I panuje dosc miła atmosfera.
Wszystko zaczeło sie na jakies kameralnej firmowej imprezie, na ktorej super sie gadało. W rozmowach z innymi dziewczynami , gdy zeszło na tematy zwiazkow, narzekała na swojego meza ze juz nic do niego nie czuje, nie sypiaja, itp
Po 2 tygodniach była nastepna impreza ( między nimi ni a nic sie nie działo ). po tej drugiej imprezie, wracalismy razem niemal pustym tramwajem ( mieszkalismy wtedy raptem 1 przystanek od siebie, choc wczesniej nie miałem wogole pojęcia o jej istnieniu ). jakoś dziwinie sie wtedy czułem. Gdy byłem juz domu napisała sms ? było mi bardzo miło?, odpisałem ze mi tez. Zwykły sms pomyslałem. Odpisała, ze zawrociłem jej w głowie I ze gdyby nie była mezatką... nie wiem czemu odpisałem, ze ona tez bardzo mi sie podoba, mimo ze wiedziałem o męzu, dzieciach. Wymienilismy potem kilka kolejnych smsów I tyle. Od nastepnego dnia zaczelismy pisac coraz czesciej, spotkalismy sie na miescie. Mowiła ze bedzie nam bardzo ciezko a ja nie wiem czemu stwierdziłem ze warto sprobowac.
W pracy ludzie zaczeli sie domyslac o co chodzi ale chyba w obawie przed utrata pracy ( w ich mniemaniu ) nic nie mowili. Na samym poczatku powiedizała mi ze po komunii starzej corki, od niego odchodzi. A zaczelismy sie spotykac w marcu, wiec zostało jakies 2-3 miesiace czasu.
Uwierzyłem w ot albo staralem sie wierzyc, w koncu nie czuje nic, nie sypiaja, najezdza na niego.
I zaczał sie romans. Nie taki typowy bo widywalismy sie czesto. Ze względu na prace I na to ze mam w niejh ruchomy czas. Nie raz moge wziasc wolne za nad godziny albo isc na pozneijsza zmiane, więc było sporo mozliwosci do spotykania sie. Na poczatku mieszkałem jeszcze z rodzicami, czekajac na obiecywana od dawna w firmie umowe o prace, ktora była dla mnie warunkiem do wyprowadzenia sie, o czym myslalm juz na długo przed jej poznaniem. Spotykalismy sie na miescie a w niektore weekendy na mieszkaniu jej rodziców, gdy dzieci jechała z babcia na wies lub były z ojcem.
Dosc szybko poszlismy do łózka, choc na całość nie poszlismy bo nie chciała tego robic przed komunia. Nie przeszkadzało mi to bo I tak było ekstra I wiedziałem ze to kwestia czasu.
I tak mineła komunia a ona od niego sie nie wyprowadziła, mimo ze mu o tym mowiła. Ale on zawsze odpowiadał ze nie ma szans, to jego mieszkanie, to on ma stala prace a wiec kase na dzieci.
Jakos miesiac po komunii dostałem stała umowe I powiedziałem o wynajmnie mieszkanie. Stwierdziła ze to pomoze jej podjac decyzje ( a przeciez juz ja podjęła, ze po komunii.... ) tak to był pierwszy znak ze cos jest nie tak. Innym razem sie rozpłakała ze nie chce krzywdzic dzieci. Powiedziałem jej ze jest mi z nia fajnie ale jej maz I to ze ciagle z nim mieszka mnie blokuje. Pogadalismy sobie ale zwizek trwał dalej. Nie wiem moze bałem sie zrezygnowac, bo nie chciałem tracic tego zwiazku/namiastki zwiazku, myslałem ze ona potrzebuje czasu I ze jak bede barddziej ja wspierał to bedzie jej łatwiej
zwiazek trwał nadal, mijały miesiace, widywalismy sie czesto. Ale weekendy I weiczory prawie wogole, bo nie miała z kim zostawic dzieci. Wynajełem mieszkanie, wymalowalismy je razem, młodsze dziecko tam bywało z nia. Wekendy I wieczory jakos bardzo mi nie wadziły, bo duza czesc par widuje sie głownie wtedy a my akurat odwrotnie. Po niemal całym tygodniu nawet fajnie było stęskinic sie za soba w weekend. W świeta na jeden dzie była u mnie, potem jechała z rodzicami na wies.

I tak leciało, grzyło mnie w srodku to ze nie odchodzi od niego a mimo to nie potrafiłem postawic sprwy na ostrzu noza. Do tego dochodził fakt ze ona jest bardzo chorowita , dzieci tez. Nie raz gdy bywała u mnie miała zawroty głowy, słabosci, czesto łapała grype, jak I dzieci. No I gdy chorowała to sie automatycznie duzo rzadziej widywalsmy. Miała tez duze problemy z libido, hormonami I tak jakos zostało ze kochalismy sie po francusku I to głownie z mojej inicjatywy, choc jak ja juz rozgrzałem to dawała duzo z siebie. Podobno ma taki typ bo z mezem przez kilkanascie lat moze ze 2 razy sie na niego rzuciła, taka twirdziła. Raz na kilka miesiecy mowila ze nie wie co robic I ze dobrze ze jestem, zebym był cierpliwy, itp. A ja w tym trwałem nie wiem, biorac pod uwage chyba dzieci, jej zdrowie I wszystko inne pod uwage. Wp racy juz sie do nas przyzwyczaili I do tego ze czasem jej długo w pracy nie ma, znajomych moich poznała u mnie na imprezie. Choc nikomu nigdy nie powiedzielismy ze mieszka z mezem nadal...
Na wiosne 2013 dziewczynki I sama ona zaczeły czesto chorowaci to powanie, do tego doszła u niej opieka nad ponad 90 letnia babcia, bo jako jedyna z dzieci I wnuczat nie ma stałej pracy. Do tego problemy starszej corki w szkole. Nałozyło sie jej mnostwo rzeczy. Naszym kosztem rzecz jasna.
Ostania normalna rozmowa miała miejsce tuz przed moimi urodzianmi gdy mowiła ze wpadnie bedzie najwyzej do babki nie pojedzie, czesto mowiac do mnie kochanie w tej rozmowie.
Na urodziny nie przyszła, po kilku tygodniach napisała ze ma depresje nie moze dojsc do siebie
I od lata 2013 choruje, pisze gdy ma lepsze dni , gdy prochy troche jej odpuszcza
a ja nie wiem co mam robic....jestem w stanie wszystko zrozumieć ale tego jak depresja działa na człowieka chyba nie.
Albo sie komus mowi spadaj I tyle. Albo sie wogole nie odzywa nic a nic. A ona raz na czas pisze smsy co I jak uniej. W boze narodzenie 2013 pisała co chwile, a potem cisza I sms ze nie chce jej sie zyc, potem ze jest troche lepiej ale potrzebuje czasu na swoje zdrowie I znowu cisza itd.
To albo sie kogos kasuje albo nie. Po kilku miesiacach nie widzenia sie przyszła do mnie, zachowywała sie tak jakby nie było jej kilka dni. Powiedziała ze sobie musi wszystzko przemyslec ( nie raz w trakcie to powtarzała w czasie naszego spotykania sie ), ze nie ma wogole czsu dla siebie I ze bym sie nie martwił niczym.

A ja nie wiem o co chodzi w tym. Wiem ze wczesniejszych chorob ani tym bardziej depresji nie udaje. Wiem tez ze depresja moze trwac latami, miec nagłe zroty, nawroty, itp.
Ale albo sie kogos usuwa z zycia albo nie. A tu z jednej strony sie nie widujemy a z d rugiej jak poczuje sie lepiej to pisze co I jak u niej.

To juz nawet nie chodzi czy cos z tego bedzie ( choc jakas czesc mnie w to wierzy ) tylko ze przez forme tego ja nie potrafie tego wymazac, ogarnac. Gdyby było nagłe ciecie to bym to sobie poukładał.

Nie wiem, dlaczego nigdy nie powiedziałem albo w lewo albo w prawo. Okazji nie brakowało. Wyrzucam sobie to teraz, tyle bym jej chciał wykrzyczec. Z drugiej strony jestem osoba ktora duzo zawsze analizuje I gdybym powiedział stop to teraz bym sobie pewnie to wyrzucał.

Nie wiem dokładnie dlaczego w to wdepnałem mimo ze od poczatku wiedizałem co I jak. Chyba brak kogos w zyciu , strach przed samotnoscia. Na pewno tez jej deklaracji ze po komuni odchodzi, ze czuje ze to ze mna spedzie reszte zycia, itp

kazdy niemal obecny sms konczy sie potrzebuje czasu, mam pare problemow, odezwe sie itp.
A umowienie sie na rozmowe nierealne. Pod jej blok nie bede chodził, to nie w moim stylu

wiem tez ze to nie jest zimna suka, wiem ze byc moze ja to przerosło. Narosło obowiazkow w pierwszym zyciu I na drugie nie ma czasu ? Nie wiem moze ona dalej chciałaby by było jak wczesniej ale choroba jej nie pozwala...

2

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Może ona się boi być sama? Boi się tego co będzie, jeżeli odejdzie od męża a z Tobą się jej nie ułoży?
Jeżeli ma problemy ze zdrowiem, wcale się nie dziwię.
Czy Ty kiedykolwiek proponowałeś jej małżeństwo? Nie wiem co, miłość "po grób"?

Może jednak postaw sprawę na ostrzu noża.

Mogę trochę Cię "zjechać": po co ładujesz się w związek z kobietą, która ma rodzinę? Tak się to potem kończy sad .

3

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

ktoś się jeszcze wypowie ?

4

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Sytuacja jakich tysiące.Kobieta ani przez moment nie zakłada na poważnie opcji odejścia od męża.Gra na czas i tyle.
Co tu analizować.

5 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2014-11-25 20:25:46)

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

a choroba ? depresja to powazna sprawa, moze ja to wszystko w pewnym momencie przerosło ?

6

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Dlaczego oczekujesz inicjatywy od tej kobiety? Kobiety, która ma depresję, a jej decyzje mogą być nieracjonalne? Dlaczego ciągle wymagasz, by to ona się określiła? Sam nie możesz tego zrobić?

7

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

nie wymagam , martwie sie i to bardzo o nią

tymbardziej, ze nie ma zadnego kontaktu niemal po za nr tel jej mamy na ktory moge tylko pisac smsy a na ktory ona odpisuje baaardzo rzadko, piszac ze potrzebuje czasu, odezwie sie jak bedzie lepiej itp i td


tylko ze takie smsy w tym roku były........2


sto razy bardziej bym wolał szybkie ciecie, kawa na ławe albo w lewo albo w prawo

chciałbym ja wspierac ale jak wspierac osobe w depresji,  gdy co gorsza nikt z jej strony o mnie nie wie.....

8

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

A tak się z ciekawości już zapytam. W jaki sposób pomagasz Jej w walce z depresją i jaki jest w ogóle powód wystąpienia depresji?

9 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2014-11-25 21:02:05)

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

pisze ze chciałbym jej pomagac ale nie mam jak po za tymi sms....


powod ? ja mysle ze to wszystko ja przerosło, gdy nawarstwiły sie choroby dzieci opieka nad babka, taka a nie inna sytuacja w zyciu osobistym


ostatni raz "przed" rozmawialismy jak zawsze, duzo czułosci w słowach itp miała byc u mnie na moje urodziny a tu nagle cisza i przez 2 miesiace smsy ze ma duzo problemow i odezwie sie jak da rade, potem miesiac ciszy i wiadomosc od niej ze ma depresje i nie moze dojsc do siebie ...ze wie ze zachowała sie okropnie az tyle nie piszac co sie dieje....

i tak to trwa od wrzesnia 2013 co jakis czas sms, jak była w zeszłym listopadzie u mnie ( jedyny raz co ja widziałem od ponad roku ) to mowiła to co opisałem w pierwszym poscie....i znowu to samo

a w tym roku to jak mowie 2-3 smsy były bym sie nie martwił i ze potrzebuje czasu

tyle ze to juz prawie połtora roku

nie wiem albo sie kogos chce albo nie chce i urywa kontakt i wogole nie pisze co u niego itp

a ona pisze , wiem o chorobie, mam sie nie martwic, czekac az minie potrzebny jej czas a z drugiej strony juz tyle minelo i nie widzimy sie ponad rok


przeciez ja nie pójde pod jej dom ani sledził jej nie bede, nie jestem popaprany

zupełnie nie wiem co robic by jakis kontakt był, po za sms

10

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
miracleman33 napisał/a:

pisze ze chciałbym jej pomagac ale nie mam jak po za tymi sms....


powod ? ja mysle ze to wszystko ja przerosło, gdy nawarstwiły sie choroby dzieci opieka nad babka, taka a nie inna sytuacja w zyciu osobistym


ostatni raz "przed" rozmawialismy jak zawsze, duzo czułosci w słowach itp miała byc u mnie na moje urodziny a tu nagle cisza i przez 2 miesiace smsy ze ma duzo problemow i odezwie sie jak da rade, potem miesiac ciszy i wiadomosc od niej ze ma depresje i nie moze dojsc do siebie ...ze wie ze zachowała sie okropnie az tyle nie piszac co sie dieje....

i tak to trwa od wrzesnia 2013 co jakis czas sms, jak była w zeszłym listopadzie u mnie ( jedyny raz co ja widziałem od ponad roku ) to mowiła to co opisałem w pierwszym poscie....i znowu to samo

a w tym roku to jak mowie 2-3 smsy były bym sie nie martwił i ze potrzebuje czasu

tyle ze to juz prawie połtora roku

nie wiem albo sie kogos chce albo nie chce i urywa kontakt i wogole nie pisze co u niego itp

a ona pisze , wiem o chorobie, mam sie nie martwic, czekac az minie potrzebny jej czas a z drugiej strony juz tyle minelo i nie widzimy sie ponad rok


przeciez ja nie pójde pod jej dom ani sledził jej nie bede, nie jestem popaprany

zupełnie nie wiem co robic by jakis kontakt był, po za sms

masz sobie dac spokoj....sobie i jej..............ROK SIE NIE WIDZIELISCIE,ROK dociera to do ciebie

11

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Czy ja dobrze rozumiem? Ty czekasz ponad rok na odzew ze strony mężatki z dwójką dzieci?

12

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

na odzew to 5 miesiecy

martwie sie o jej chorobe to az tak dziwne ?

13

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
miracleman33 napisał/a:

na odzew to 5 miesiecy

martwie sie o jej chorobe to az tak dziwne ?

Generalnie widzę, że jesteś człowiekiem bardzo niezdecydowanym. Z jednej strony kochasz, ale jakbyś miał "zaryzykować" to już nie. Dziwne jest też to, że POMIMO JEJ CHOROBY gdyby jednak powiedziała NIE to deklarujesz, że byś się odsunął od Niej natychmiast. Ale, gdy Ona "podbija" znajomość to tłumaczysz utrzymywanie przez Siebie kontaktu jako troskę o Nią. Hmm...
Niestety Ona ma depresję, bo sobie w życiu nie radzi, więc Jej zapewnienia, że Sobie poradzi są chyba mało wiarygodne. Podczas depresji trzeba działać i to szybko.
A pokazywała Ci jakikolwiek papier, że ma rozpoznaną depresję?

14

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
miracleman33 napisał/a:

na odzew to 5 miesiecy

martwie sie o jej chorobe to az tak dziwne ?

tobie co??? POMROCZNOŚC JASNA CIE OGARNEŁA,kobieta się opamietala,do meza ze skrucha wrocila,sciemnia ci od czasu do czasu,bo ja nekasz,ona kontaktu nie szuka,daj jej zyc............
zrozumiala ze spaprala sobie zycie,wziela się w garść,moze brak jej odwagi na radykalne-,,odpier...się,, ale jak będziesz ja dreczyl to niewykluczone ze się odwazy

15

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
LUSILJU napisał/a:
miracleman33 napisał/a:

na odzew to 5 miesiecy

martwie sie o jej chorobe to az tak dziwne ?

tobie co??? POMROCZNOŚC JASNA CIE OGARNEŁA,kobieta się opamietala,do meza ze skrucha wrocila,sciemnia ci od czasu do czasu,bo ja nekasz,ona kontaktu nie szuka,daj jej zyc............
zrozumiala ze spaprala sobie zycie,wziela się w garść,moze brak jej odwagi na radykalne-,,odpier...się,, ale jak będziesz ja dreczyl to niewykluczone ze się odwazy

Również może to być prawda. Może mąż pomagał Jej w walce z depresją i teraz wychodzi na prostą. Generalnie chyba najczęstszym powodem depresji jest mocne zaniżenie poczucia własnej wartości. Czyli mogła Tobą sobie tą wartość podnieść. Ale w 100% nie jest to pewne.
Zastanawia mnie, czy mąż wie o Tobie. Przecież spotkałeś się już z Ich dziećmi. Jako kogo Ciebie Im przedstawiła?

16

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

I ty caly czas na nia czekasz?

17

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Jak dla mnie układa sobie zycie z mezem , a tłumaczenia z depresja sa po to abys mimo wszystko miał w głowie jej dobry obraz a nie ze cie oszukała . Nie powie ci wprost ze to koniec bo ma nadzieje ze sam zrezygnujesz z tego związku .

18

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

"Nektarynka53
Generalnie widzę, że jesteś człowiekiem bardzo niezdecydowanym. Z jednej strony kochasz, ale jakbyś miał "zaryzykować" to już nie. Dziwne jest też to, że POMIMO JEJ CHOROBY gdyby jednak powiedziała NIE to deklarujesz, że byś się odsunął od Niej natychmiast. Ale, gdy Ona "podbija" znajomość to tłumaczysz utrzymywanie przez Siebie kontaktu jako troskę o Nią. Hmm...
Niestety Ona ma depresję, bo sobie w życiu nie radzi, więc Jej zapewnienia, że Sobie poradzi są chyba mało wiarygodne. Podczas depresji trzeba działać i to szybko.
A pokazywała Ci jakikolwiek papier, że ma rozpoznaną depresję?"


a gdzie napisalem ze bym nie chciał zaryzykowac ?
chcialbym i to mocno. ona o tym wie, od zawsze wiedziała pragne tylko szczerej rozmowy bym wiedzał co i jak. i jak by powiedziala nie, to bym nie latal za nia. ale problem jest taki ze ona mowi tylko bede, przyjade, zadzwonie, odezwe sie , potrzebuje czasu itp
jak mam działac w czasie jej depresji jak nikt z jej rodziny o mnie nie wie no jak ?
widziałem tylko leki nawet wtedy jak byla u mnie zazywała



"lusiljutobie co??? POMROCZNOŚC JASNA CIE OGARNEŁA,kobieta się opamietala,do meza ze skrucha wrocila,sciemnia ci od czasu do czasu,bo ja nekasz,ona kontaktu nie szuka,daj jej zyc............
zrozumiala ze spaprala sobie zycie,wziela się w garść,moze brak jej odwagi na radykalne-,,odpier...się,, ale jak będziesz ja dreczyl to niewykluczone ze się odwazy"

nic jej do meza nie wrociło, oni zyja jak pies z kotem juz od pierwszej ciazy tj od ponad 10 lat, kilka razy zabierala dzieci do rodzicow ale po jego namowach wracala. ona sie boi odejsc tylko ze zwgledu na dzieci, tym bardziej ze starsze jest baaardzo za ojcem
chodzi tez o to ze czasme sama szuka kontaktu, dlatego to tak dziwne


"Nektarynka53
Również może to być prawda. Może mąż pomagał Jej w walce z depresją i teraz wychodzi na prostą. Generalnie chyba najczęstszym powodem depresji jest mocne zaniżenie poczucia własnej wartości. Czyli mogła Tobą sobie tą wartość podnieść. Ale w 100% nie jest to pewne.
Zastanawia mnie, czy mąż wie o Tobie. Przecież spotkałeś się już z Ich dziećmi. Jako kogo Ciebie Im przedstawiła?"

on jej nie pomagał niemal nigdy, ma ja gdzies, ide do pracy na cały dzien a ona ma wszystko na glowie. pare razy mu mowiła ze chce odejsc to mowil ze jest matka jego dzieci i  on jej dziecie zabierze jak to zrobi, no bo jego mieszkanie i on ma stała prace.
zaczeła sie ze mna spotykac bo miala go dosc. sama zainicjowala ten romans. niestety nie potrafiła podjac decyzji i wszystko sie przeciagalo w czasie az do depresji. oboje nie potrafilismy podjac decyzji tu i teraz.
jej maz o mnie nie wie, starsze dziecko tez nie. wie mlodsze, bylo z nia u mnie kilkanascie razy nim troche podrosło



wszystko jest tak popolątane ze moze rzeczywiscie depresja jest jedynym wytłumaczeniem.
jestem niemal pewny ze jej zycie wyglada jak przedtem , tylko zamiast czasu spedzanego ze mna, siedzi w domu, mysli, bierze leki i uczy sie z dziecmi....
a ja bym tylko chciał powaznej rozmowy, na ktora nie mam jak liczyc od ponad roku...

19

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Zrozum, wszystko co wiesz o jej sytuacji wyszlo z jej ust. Slepo, naiwnie i dziecinnie zaufales kobiecie ktora wymaga od ciebie niedorzecznych rzeczy!. Depresja to stan w ktorym nie chce się zyc, jezeli ja ma to jestes na szarym koncu jej pragnień i marzeń. Marnujesz swoj czas i swoje zycie czekajac na jej znak. Przebudz sie i zacznij zyc swoim zyciem a nie zyciem innej rodziny.
ROK zyjesz iluzja, jesteś totalnie odrealniony, karmisz nadzieja, w tym samym czasie zamykasz na wszystkie inne potencjalne znajomosci.
Zrozum ze ona nigdy nie będzie z tobą. Zacznij w koncu ŻYĆ.

20 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2014-11-26 18:37:04)

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

nie raz mowiła ze tylko ja i dzieci ja ciesza, ze dobrze ze jestem, miewała pojedyncze gorsze dni ale one szybko mijały. nie podejrzewałem wtedy ze skonczy suie taka choroba ( jezeli to prawda ). ale wyszło jak wyszło

to nie był zwykły romans bo widywalismy sie czesciej niz wiele oficjalnych par

gdyby nie jej deklaracja na samym poczatku ze po komuni starszej corki odchodzi od niego i to ze nie raz słyszałem ( gdy sie nikomu nawet jeszcze nie sniło ze bedziemy razem , tymbardziej ze nie mowiła tego do mnie ) jak mowiła ze ma juz dosc tego małzenstwa, to bym sie nigdy w to nie władował
tak wiem ze moze sie Wam wydawac naiwne

no a jak minał termin komuni to kilka razy rozmawialismy co i jak ale zadne z nas nie potrafiło podjac konkretnej decyzji i pewnie gdyby nie depresja to do dzis byłoby jak wczesniej


bardzo załuje ze nie postawiłem nigdy sprawy na ostrzu noza tylko dalej ja wspierałem. widocznie wtedy tak czułem, zreszta czasu nie cofne. buyc moze zreszta gdybym tak zrobił to teraz załowałbym w odwrotna stronę



dlatego tak potrzebuje zwykłej ludzkiej rozmowy by ruszyc albo w lewo albo w prawo

bo tu nic do niczego nie pasuje

zeby sie tylko nie okazało ze "szykuje sie" sytuacja w stylu ze ona dopoki choruje to postanowiła nie podejmowac decyzji i dlatego "przeciaga" to nie wiadomo ile, liczac ze jak porozwiazuje te swoje "pare spraw i problemów" to ja ciągle będe

21

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Przeciez romans u mezatki nie leczy depresji tylko ja poglebia. Moze tez byc glowna przyczyna tej depresji. Ogolnie jesli mezatka sie nie okreslila ze chce odejsc od meza to nalezalo by dac jej spokoj. Widocznie jest za slaba zeby sama przerwac w 100% kontakt. Jesli ma zasady (co sugeruje opis przed komunia) to oznacza ze romans wywolal u niej depresje lub ja poglebial. To czego potrzebuje to poprawy relacji w domu a nie kochanka. Skoro tego nie robi (musialaby isc z mezem na terapi i wszystko wyznac) to moze tkwi w punkcie wyjscia, czego romas nie zmienil, nie zmieni, wrecz pogorszyl te sytuacje. W gre wchodza tez dzieci, wychowanie w rodzinie. Autorze nie masz wyrzutow sumienia ze zrobiles jej krzywde?

22

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

jasne ze mam wyrzuty , gdybym nie miał to bym tu nie pisał

nie wiem czy romans pogłąbiał depresje bo przez 2 lata zyła tak jakby sie tym nie przejmowała, my naprawde zylismy czesto i bliko razem jak na romans oczywiscie

krachn nastapił gdy nasiliły sie choroby dzieci i doszła opieka nad babcia, wtedy to jak tweirdzi ktoregos dnianie wytrzymała, rozwaliła telefon i kazała wszystkim isc do diabła. nie mnie bo ja o tym zdarzeniu to sie dowiedziałem długo potem. w nerwach poszła do lekarza i po roznych badaniach stwierdzono co stwierdzono. to ocywiscie wiem z jej opowiesci

ja cały czas odnosze wrazenie ze gdyby nie to to dalej byłoby jak wczesniej. nie wiem moze dobrze sie stało ze los to przerwał, dobrze dla nas obojga
ale ich małzenstwo to porazka od lat, wielu lat. to agresywny typ goscia, ona sie go boi po prostu i boi sie o dzieci bo starsza corka jest bardzo za nim. to jak ona ma to zrobic dzieciom zwłaszcza gdy zaczeły czesciej chorowac a ona nie ma stałej pracy ani mieszkania

ja wiem ze z boku to mogłoby wygladac na jej gre ale naprawde dochodziło do takich sytuacji ktore ciezko udawac
dla kogos nie znajacego sprawy, to my z boku moglismy wygladac jak powazny zwiazek dlatego sie zaangazowałismy oboje i mamy teraz jak mamy. a ze nie mam mozliwosci rozmowy to mnie to gryzie.

jakby przyszła wczesniej i powiedziała " to koniec , nie odejde bo np dzieci itp " to ok, nie narzucąłbym sie jej gdyby to była ostateczna decyzja
a tak to jest tak ze ona ma depresje, pisze ze bedzie, przyjdzie zadzwonie, odezwie ( sama z siebie to pisze !!! )
po czym jest długie milczenie
a ja siedze i sie autentycznie martwie o jej zdrowie i nic nie moge zrobic, nic

23

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Moim zdaniem ma trudna sytuacje w domu (nie do pozazdroszczenia) ale rowniez romans ja rozwalil. Widzis moja zona jak miala romans to miala takie "trudne" chwile ze lezala i nie mogla sie podniesc co przypisywala wobec mnie zmieczeniem i problemami z dziecmi a wynikalo to z wyrzutow sumienia. To ze jakis kontakt jest to swiadczy o tym ze jest to osoba slaba oraz ze trzyma sie Ciebie jak kola ratunkowego nie wiedzac ze jest to w rzeczywistosci kamien mlynski. To co bylo miedzy wami to sie zakonczylo i lepiej zdac sobie z tego sprawe zeby zyc dalej. Zawsze relacje z kims innym zaburzaja relacje malzenskie i sa przyczyna sytuacji rowniez. My nie wiemy czy toksycxzny maz to tylko toskyczny maz czy nie czasem jest i toksyczna zona w jakis sposob bo jak pisza niektorzy, dla niektorych nawet zbyt mala dbalosc o parnera, nie okazywania milosci, czulosci jest juz toksyczne. Wchodzac w czyjes malzenstwo trzeba zdawac sobie sprawe z tego ze sie je zaburza oprocz tego ze jest to moralnie naganne. Trzeba tez dorosna i nie brac odpowiedzialnosci za inne dorosle osoby. Zobacz w Afryce, na bliskim wschodzie ludzie, dzieci gina ale tym sie jakos nie przejmujesz. Moze nie mozesz im juz w zaden sposob pomoc a na pewnoe nie przez lozko. Moim zadaniem kobieta zrozumiela ze nie tedy biegnie jej droga zyciowa. Ty tego nie zaakcpetowales. To ty masz z tym problem nie ona. Ona ma problem ze soba i swoja rodzina a Ty nie jestes terapeuta tej rodziny, chociaz mylnie Ci sie tak wydaje. Czas wydoroslec i choc z bolem to jednak pogodzic sie z tym ze inni dorosli biora sami konsekwnecje za swoje wybory i nam nic do tego. Mozemy ubolewac ale wolna wola i wolnosc drugiego czlowieka w wyborach nakazuje nam pogodzenie sie z ich wyborami. Ty tego nie robisz wiec to nie jest chyba sluszna droga.

24 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2014-11-26 19:46:24)

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

ja sie moze pogodziłem z tym ze jest jak jest natomiast nie moge sie pogodzić z formą, w jakiej się to odbywa.

dlatego tak zalezy mi na normalnej rozmowie, dlatego to mnie tak gryzie.

jak tak dalej bedzie to zdecyduje sie na bezposrednia konfrontacje i pojde pod jej dom i bede tam chodził az do skutku.

zobaczymy jak po mojej rozmowie z nim beda sie sprawy miały

no chyba ze ma gdzies i jego i mnie

25

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Gdyby był taki zły to NA PEWNO córka nie byłaby tak za Nim hmm. Dzieci są bardzo inteligentne i dobrze wyczuwają atmosferę w domu.
Ja sądzę, że mąż po prostu dowiedział się o wszystkim i Wasz romans zwalił na Jej depresję (ale nie musi tak być, nie wiem jak głęboką ma depresję).
A wyjścia z sytuacji nie widzę, bo nikt z Was nie chce przejąć inicjatywy. Albo Ona już ją podjęła i nie chcąc Ciebie skrzywdzić nie odzywa się. Ty myślisz podobnie "nie będę naciskać, bo ją skrzywdzę", a może Jej o to chodziło, bo mąż nie zabiegał o Nią?
Nie wiem nie znam Jej, ale przypuszczam, że ty widzisz Ją taką, jaką Ona chce abyś widział.

26

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

zły w stosunku do niej a nie do dzieci.

ale ja chce przejac inicjatywe tylko jak mam to zrobic ?

rzeczywiscie isc pod jej dom i robic sceny ?

co ja moge po za czekaniem na telefon / sms ?

mam ja porwac z domu ?

27

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
miracleman33 napisał/a:

zły w stosunku do niej a nie do dzieci.

ale ja chce przejac inicjatywe tylko jak mam to zrobic ?

rzeczywiscie isc pod jej dom i robic sceny ?

co ja moge po za czekaniem na telefon / sms ?

mam ja porwac z domu ?

Na serio uważasz, że da się ukryć przemoc przed dziećmi (nie leżą przecież tylko w łóżeczku? Serio. Może Ona jest źródłem tej agresji, a mąż też ma Swoje problemy i nad wyraz na to reaguje. Nie możesz przecież tego wykluczyć.
Trudne pytanie. Tak naprawdę: nie znasz Jej znajomych, nie znasz Jej męża, nie wiesz co teraz robi. Sam doprowadziłeś do sytuacji, że za wyjątkiem telefonu Ona nie ma z Tobą styczności. Przypadek nie sądzę. Coś czuję, że gdybyś naciskał na włączenie się bardziej w Jej życie byłoby pa pa. Radzę, Ci iść dalej przez życie. Czekać na kontakt z Jej strony, ale nie żeby odnowić znajomość, a ją definitywnie zakończyć i dowiedzieć się o co chodzi.

28

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Miaracle, faktycznie, liczysz na CUD!
Zakoncz to! Rusz w swiat! Imprezuj! Poznawaj nowe kobiety! Otworz sie na nowosci! ZYJ a nie WEGETUJ w amoku naiwnych nadziei!

29

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Nektarynka53

jasne ze nie tylko on jest żródłem ich problemów. oni oboje zyja od lat ze soba jak pies z kotem. widocznie ona pierwsza miała dość i zainicjowała romans ze mną. nie spodziewała sie chyba tylko ze sie zakocha i to z wzajemnoscia.
przemocy fizycznej nie było, zawsze powtarzała ze on by jej nigdy nie uderzył, natomiast nie raz sie wyzywali.
kiedys powiedziała ze pierwsza ciaza go chyba przerosła i zamiast radzic sobie z zyciem on uciekał w wyjazdy na mecze, kolegów itp. ona jakos z tym walczyła, po chyba 7 latach druga ciaza a po niej jeszcze gorzej.
wiele opowiadała o nich, czy szczerze ? nie wiem, wydaje mi sie ze tak..

w koncu miała dosc, otn trzymał ja jak w klatce. przyszła do nas do pracy , takiej dorywczej. po 4-5 miesiacach po jednej z imprez ( to chyba za duze słowo , powiedzmy kiluosobowej posiadowy ) zainicjowała kontakt prywatny , z ktorego wyszło co wyszło.
w pełni swiadomy wszystkiego wszedłem w to z powodow jakie opisałem powyzej...

byc moze masz racje ze gdybym w ktoryms momencie postawił sprawe na ostrzu noza to byłby szybki koniec, bo ona dla swych dzieci gotowa na wszystko i wiem ze tylko ze wzgledu na nie dopoki sie dało zyła na dwa domy ( to jej własne okreslenie ) a jak obowiazkoww i chorob dzieci narosło to w odstawke poszła dorywcza praca i moja osoba.
czy wtedy tak stawiajac sprawe a to oznaczałoby koniec, poczułbym sie lepiej ? nie bo analizowałbym to tak jak teraz tylko od drugiej strony. tylko ze krocej bo w takiej sytuacji i zwiazek trwałby krocej

natomiast nie zgodze sie ze to ja sam doprowadziłem do sytuacji ze jest tylko telefon. podczas ostatniej normalnej rozmowy nic nie zapowiadało depresji i reszty spraw. wrecz przeciwnie, zapowiadała sie na moje urodziny i pytala co chce na prezent
więc co rozumiesz pod tym okresleniem ?



Sienna
bez konretnej rozmowy nie rusze psychicznie ani w ta ani w tamta. wiem to, bo probowałem. nic z tego. to nie takie proste.

30

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

ok, przenosze wątek "mężatka, depresja a może nie depresja" tutaj , jako ,że była to kontynuacji tego wątku


"zastanawiało mnie, co spowodowało, ze młody mężczyzna, z ustabilizowaną sytuacją materialną daje się złapać na zaloty mężatki.
Dlaczego, wystarczyłoby żeby ta skonfliktowana wewnętrznie kobieta okazała cień zainteresowania, żebyś wpadł po uszy w uczucie ?

Myślę, ze to jest podstawowe pytanie na które powinieneś sobie sam, a moze z pomocą psychoterapeuty odpowiedzieć sobie,
żeby na przyszłość uniknąć relacji podobnych to obecnej.
Nie myślę tu o podobieństwie co do osoby zajętej, mężatki ale co do typu, toksyczności."

brak doświadczenia z kobietami, tylko 1 znajomosc, kliku miesieczny zwiazek na odległość zresztą.
po prostu brak kobiet w zyciu , mimo ze podobno wesoły, przystojny, z własnym M, itp
a dodatkowo od zakończenia tej znajomosci na odległosć, włączyła mi sie chęć bycia z kimś ( mimo, ze do tamtej dziewczyny specjalnie mnie nie ciagło )
ja bardzo długo byłem w zyciu sam, owszem , były jakieś zauroczenia, flirty ale pierwszą dziewczynę miałem dopiero w weiku 28 lat, mimo, ze nic mi nie brakuje

ja już z tym sie w duzej mierze pogodziłem, ze ona nie odejdzie, ze koniec , itp

po prostu wolałbym by przyszła i powiedziała," to koniec, nie odejde od meza, nie zrobie tego dzieciom"
a nie zachowywała sie jak gdyby nic i nagle przestała odzywcac, piszac tylko te smsy

a najgorsze w tym jest to, ze na tych moich urodzinach, co bylismy umowieni miałem powiedziec jej to, ze juz nie daje rady i co bedzie dalej...

nie zdązyłem i nie mam od tamtej pory okazji by to wyrzucic z siebie, wszystko wyrzucic

31

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Wątek na temat tego "związku" założyłeś rok temu. Rok temu wszyscy, bez wyjątku, napisali jedno: daj spokój kobiecie, daj spokój z myśleniem o niej, zdecydowała się być z mężem i jest z nim. Przez rok nic się nie zmieniło, ona utrzymuje z Tobą sporadyczne kontakty.

A Ty po roku zastanawiasz się:

(...) czy coś z tego jeszcze bedzie ?
jasne ze nie , po prostu chciałbym wiedziec co sie dzieje, czy ona w ogole zyje..... (...)

Jak sam napisałeś, nic z tego nie będzie.
Chciałbyś wiedzieć co się z nią dzieje? Ale ona nie ma ochoty, byś był - nawet - jej znajomym.

32

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

napisałem wyrażnie, ze potrzebuje się z nią spotkać , by wyrzucic z siebie to co powinienem juz dawno

33

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Rzecz w tym, że Twoje potrzeby są dla niej nieistotne.

34

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

i to jest dla mnie problemem

35

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Jest takie powiedzenie:

Albo się z tym pogodzisz, albo się będziesz męczył.

Jeśli nie masz na coś wpływu, lepiej jest to - dla własnego zdrowia psychicznego - odpuścić.

36

Odp: typowy problem czy jednak nie ?
miracleman33 napisał/a:

napisałem wyrażnie, ze potrzebuje się z nią spotkać , by wyrzucic z siebie to co powinienem juz dawno

Masz taką potrzebę wyrzucić z siebie, to zrób to.
W sensie wyrzucić - pozbyć sie.
Nie potrzebujesz do tego spotykać się z nią.
Wypisz co Ci leży na sercu, wygadaj się przed kimś. Ale nie spotykają się z nią, bo to tylko pogorszy możliwość powrotu do normalności.
Odradzam spotkanie.
Wyrzucenie z siebie pozbycie się nagromadzonych emocji, jak najbardziej.


Co do odpowiedzi, na pytanie co Cię skłoniło do związku z kobietą która okazała zainteresowanie Tobą - chyba mylisz skutek z przyczyną.
Przyczyną jest, że nie miałeś doświadczeń z kobietami, nie skutkiem.
Co jest przyczyną że nie miałeś wcześniej związków?
Że celem taki glód uczuć, że polegles, za pierwszym skinieniem palcem?
Coś z dzieciństwa, niska samoocena , jakaś obawa, niechęć?
Odpowiedź na to pytanie, są Ci szansę na ułożenie udanego związku, w którym będziesz czuł się dobrze.
Teraz, nie dość że naraziles na szwank jej rodzinę (z jej inicjatywy, ale jednak), to sam pogrążyłeś się psychicznie.

Wg mnie poszukaj przyczyn w dzieciństwie.
Niepełna rodzina, brak okazywania uczuć (skutkują deficytem milosci), DDA, DDD.

Jesteś pedantem?

37

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

pisanie tutaj, co mi leży na sercu nie skutkuje
potrzebuje jej to wszystko powiedzieć

pedantem nie jestem, rodzice okazywali uczucia w dziecinstwie, choc moze bez przesadnej wylewnosci

nie wiem, moze to dlatego ze dosc długo nie wierzyłem w siebie to i kobiet było brak.
gdy zaczałem w siebie wierzyc to i kobiety sie pojawiły
ale nic takiego szczególnego po za tym, sie nie działo

38

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

Powiesz jej wszystko i co, myślisz, że od razu, momentalnie poczujesz się wolny? Na jaką reakcję z jej strony liczysz? Powrót, łzy, poczucie winy, wyznanie miłości. Stoisz w miejscu i zadręczasz się tym co było ( a zapewne ja u wszystkich:kosmiczny sex). Myślisz o niej zamiast skupić się na sobie. Wmówiłeś sobie,że TA rozmowa rozwiąże wszystkie problemy.

39

Odp: typowy problem czy jednak nie ?

myślę, że bardzo mi to pomoże.
jej reakcja - że to usłyszy, jak zareaguje to mnie nie obchodzi

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » typowy problem czy jednak nie ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026