Hej.
Piszę do Was bo mam pytanie, chociaż z góry znam odpowiedź. Ciekaw jednak jestem czy znajdziecie jakiekolwiek okoliczności łagodzące. Do tej pory uważałem, że gdy facet żali się kobiecie, a zwłaszcza koleżance, to nie jest facetem, tylko zwykłą miękką fają, chyba większość ludzi tak uważa. I ja do tej pory uważałem, że takie wypłakiwanie się w rękaw jest słabe i meganiedojrzałe, cechuje ludzi słabych. A jednak zdarzyło mi się ... i jestem z tego powodu wściekły, bo zawsze żyłem ze swoimi zasadami i starałem się tłumić emocje mając przekonanie, że trzeba być twardym nawet wtedy, gdy nie idzie. Akurat wracałem z taką koleżanką, z którą już się troche znamy, ale nie powiem że jak stare konie. Tak naprawdę pierwszy raz tak się przed nią otworzyłem, zawsze mnie pociągała, byłem dla niej taki niedostępny, nieokazujący emocji, a teraz w jednej chwili z gościa z jajami zrobiłem z siebie totalną fujarę. Akurat wracając zebrało się nam na szczere wyznania, ale nie o miłości jakby co
tylko o problemach, które okazały się naszymi wspólnymi. A że jej problem zaczepił o mój problem, to powiedziałem jej swoją historię, już nie będę przybliżał, mówiłem tylko na zasadzie mojej walki z pewną chorobą - ale nie żadną śmiertelną, żeby nie było, dla życia niegroźną, choć rozwalającą trochę psychicznie - generalnie wydźwięk to tak miało, że "jak mi przez to było źle, tyle walczyłem, a jednak dalej nie jest lekko". I to w ogóle wyszło komicznie bo najpierw to ja chciałem ją podnosić na duchu a wyszło na to że zacząłem opowiadać jak to mi ciężko jest. Do tego zawsze przy niej byłem taki pozytywny a teraz zrobiłem z siebie taką fajtłapę, nie wiem, ten klimat wieczorny i nagła chwila szczerości tak na mnie wpłynęła, wyszło to totalnie naturalnie a jeszcze na końcu do tego doszło że ona jakby mnie trochę pocieszała, szkoda słów. Brakowało jeszcze bym się normalnie popłakał, masakra. Wróciłem do domu najpierw z taką ulgą i satysfakcją, że można było z kimś tak szczerze i otwarcie pogadać, że ludzie mają podobne problemy, ale z drugiej strony kim ja jestem teraz w jej oczach? Jak oceniacie moje zachowanie - da się je jakoś usprawiedliwić, czy jednak złamałem hardy dekalog faceta i w jej oczach jestem spalony? Wiem, że opinię innych ma się gdzieś, ale na niej jakoś mi naprawdę zależy. Choć nigdy do tej pory się aż tak dobrze nie poznaliśmy, to jednak przez kilka lat czułem do niej tę chemię, mimo że jest związana z naszym wspólnym kolegą. Ale to nie jest pożądanie czy chęć odbicia, po prostu coś mnie do niej ciągnie. A może po prostu wewnątrz jestem mięczakiem i kiedyś musiała wyjść na jaw prawdziwa natura? Oceńcie proszę...
1 2015-04-30 22:13:04 Ostatnio edytowany przez Peacock (2015-04-30 22:14:16)
Podobne tematy
Prawdziwy, twardy facet, wie że nim jest i nie martwi się gdy zdarzy mu się chwila słabości. A już na pewno nie zamartwia się co o nim inni uważają.
Witam.
Jeszcze bym zrozumiała, jakbyś zawsze tak z Nią rozmawiał.
Ale to była tylko jedna rozmowa, którą sama zaczęła, więc najwidoczniej i Jej i Tobie ta rozmowa była potrzebna i tyle.
Przesadzasz w tych swoich domysłach.
Jeśli choć raz się żaliłeś i pokazałeś emocje to przegrałeś życie. Kobieta wydała werdykt.
5 2015-05-01 08:38:15 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-05-01 08:40:14)
A ja jakoś tak mam, że jak komuś bardzo ufam to jestem w stanie mu się zwierzyć jak mam problem. I nie ma znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna. Tyle. Miękką fają jest ten, który udaje kogoś kim nie jest i ukrywa swoje emocje. Szczerzy ludzie cenią sobie szczerość innych i na pewno w ich oczach nie tracą Ci którzy im się zwierzają. Wręcz przeciwnie. Ja spotkałem się z dokładnie odwrotnymi relacjami po zwierzeniu się. Znajomość weszła na wyższy poziom i czasami zdarza mi się usłyszeć, że bardzo dziękuje i czuje się zaszczycona, że tak się zachowałem.
6 2015-05-01 08:44:44 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-05-01 08:47:28)
A ja jakoś tak mam, że jak komuś bardzo ufam to jestem w stanie mu się zwierzyć jak mam problem. I nie ma znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna. Tyle.
Popieram to i uważam, że rozmawianie o problemach nie jest domeną ludzi słabych jak pisze autor. Nie uważam tego za użalanie się. Nikt z nas nie jest robotem i ukrywanie uczuć jest po prostu na dłuższą metę złe. Złe jest też wychowywanie chłopców w duchu, że nie powinni okazywać uczuć, bo to słabość, dla mnie to paranoja. A pewnie tak wychowywani są chłopcy czasem i stąd takie postawy jak autora. Takie duszenie tego w sobie jest dopiero nienaturalne. A jako dziewczyna uznałabym za normalne jakby kolega powiedziałby mi o swoich problemach, mam kolegów i normalnie też piszą mi o problemach, ja im też. Nie widzę w tym nic złego. Nie ma co dzielić tego na płcie, bo każdy z nas czasem chce porozmawiać i dopiero kogoś poznamy, jak nie będzie ukrywał takich rzeczy, bo jakby ukrywał, dusił w sobie, to ja wtedy wiem, że nie mogłabym powiedzieć, że dobrze tę osobę znam. A jak się otwieramy wobec siebie to dopiero można powiedzieć, że się znamy, bo moim zdaniem na tym polega koleżeństwo, że też jak najbardziej można się otworzyć, pogadać, a nie udawać, że zawsze wszystko jest ok, mimo że wiadomo, że tak nie jest. Radzę Ci autorze się nie przejmować, bo ja ani pewnie większość dziewczyn nic złego nie myśli jak facet z nimi rozmawia o swoich problemach, to jest naturalne i nie duś tego wszystkiego w sobie, bo to jest naprawdę niedobre. Jest Twoją koleżanką, to znaczy, że możecie porozmawiać szczerze, więc się nie obawiaj. To, że Ci się podoba nie ma tu znaczenia. Ok, co innego jakby się ciągle narzekało, ale jak czasem się normalnie porozmawia o problemach to naturalne, tak się rozmawia o dobrych rzeczach, tak i o złych, z tego składa się życie i każdy niezależnie od płci generalnie tego potrzebuje.
Zgadzam sie z poprzednimi wypowiedziami. Truskaweczko, tez tak mysle. Tez mam kolegow, z ktorymi rozmawiam o wszystkim. Jak cos mnie meczy, to nie ogladam sie na nic, tylko rozmawiam. Oni robia to samo. Na tym polega relacja z bliskimi nam ludzmi. Mozemy sie posmiac i pogadac o problemach. Jesli nie znaliscie sie zbyt dobrze, to teraz poznaliscie sie lepiej. Raczej w jej oczach nie straciles, tylko zyskales. Nie o to chodzi, zeby zawsze zgrywac niedostepnego i twardziela. Nikt nie uwierzy, ze taki jestes. No i po co komu kolega bez odrobiny empatii. Tajemniczy mozesz byc na poczatku, ale jesli chcesz sie z kims blizej kolegowac, to zapomnij o tym. Obie strony musza dawac tyle samo z siebie. Jesli jest rownowaga, jest szansa na fajna znajomosc. ![]()
A ja jakoś tak mam, że jak komuś bardzo ufam to jestem w stanie mu się zwierzyć jak mam problem. I nie ma znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna. Tyle. Miękką fają jest ten, który udaje kogoś kim nie jest i ukrywa swoje emocje. Szczerzy ludzie cenią sobie szczerość innych i na pewno w ich oczach nie tracą Ci którzy im się zwierzają. Wręcz przeciwnie. Ja spotkałem się z dokładnie odwrotnymi relacjami po zwierzeniu się. Znajomość weszła na wyższy poziom i czasami zdarza mi się usłyszeć, że bardzo dziękuje i czuje się zaszczycona, że tak się zachowałem.
powiem wiecej....
wiekszosc fajnych facetow pokazuje jakies emocje kobiecie(wyjasniam)-zwierza sie, zali, ma dystans do siebie, mowi o swoich odczuciach w opisywanych sytuacjach...
np. opisujac/opowiadajac jakas sytuacje wpomina, ze bylo mu przykro, albo ze poczul sie doceniony.
tacy faceci maja duze powodzenie u kobiet.
Zachowałeś się po ludzku, a człowiek ma problemy i czasami czuje potrzebę o nich mówić,
a ona także zachowała się po ludzku, bo Ciebie wysłuchała i pocieszyła.
Jeśli kiedys ona poczuje potrzebę wygadania się to także ją wysłuchaj i doradź
Nic nie straciłeś, a wręcz zyskałeś zaufanie i kogoś, kto Ciebie nie pogoni, jak będzie Ci źle.
W kwestiach damsko męskich takie otwarcie męzczyzny bardzo podoba się kobiecie,
bo w pewnym sensie ją nobilituje, bo przecież każdemu nie mówimy, że nam jest źle.
Mówimy to osobą dla nas szczególnym.
Zdobywcy i wielcy wygrani także miewaja chwile słabości ![]()
Sagi - no to jestem chyba nieprawdziwy. Ale ja nie zamartwiam się tym, co inni pomyślą, tylko co Ona pomyśli. Zdanie i opinia bliskich mi osób jest ważna, w przeciwnym razie chyba świadczyłoby bardziej o empatii i ignoranctwie. Akurat w tym wypadku się nie zgodzę.
Natomiast dalej mi głupio chociaż widzę że trochę mnie usprawiedliwiacie. Może i macie rację, bo to było takie naturalne, nie myślałem czy jak o tym jej powiem to będę twardy czy nie.
Ktoś wyrobił w Tobie jakieś idiotyczne przeświadczenie, że człowiek twardy maskuje swoje uczucia, a to głupota.
12 2015-05-02 14:04:47 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-05-02 14:07:46)
Sagi - no to jestem chyba nieprawdziwy. Ale ja nie zamartwiam się tym, co inni pomyślą, tylko co Ona pomyśli. Zdanie i opinia bliskich mi osób jest ważna, w przeciwnym razie chyba świadczyłoby bardziej o empatii i ignoranctwie. Akurat w tym wypadku się nie zgodzę.
Tak jasne
. Rozumiem, że chodziło Ci o "bardziej o braku empatii i ignorancji". Czy Ty, aby na pewno rozumiesz znaczenie empatii? W jaki sposób chcesz być empatycznym jeśli uważasz okazywanie uczuć za słabość. Coś tutaj jest nie tak...
A co do ignorancji to dość dziwne skojarzenie. Jeśli ktoś Ciebie z rodziny obrazi to MUSISZ brać do Siebie Jego/Jej słowa, bo inaczej będziesz ignorantem
? Z tego co wiem ignorancja w ogóle znaczy co innego i wiąże się szybciej z brakiem wiedzy w pewnej dziedzinie równocześnie myśląc, że tą wiedzę posiada (bynajmniej w szerokim zakresie). Jak Ty połączyłeś to z opinią bliskich osób NIE WIEM...
Natomiast dalej mi głupio chociaż widzę że trochę mnie usprawiedliwiacie. Może i macie rację, bo to było takie naturalne, nie myślałem czy jak o tym jej powiem to będę twardy czy nie.
Masz do wyboru żyć według oczekiwań innych lub żyć jak Ty chcesz pomimo nieprzychylnego zdania innych. Samemu trzeba wybrać kiedy zdanie niektórych osób wnosi wartość w nasze życie, a kiedy wynika z "zakorzenionego" przekonania/chęci "podcięcia" skrzydeł. Rozwijamy się całe życie.
Tak się zastanawiam. Dla Ciebie "wyżalenie się" kobiecie oznacza bycie ciepłą kluchą, a już patrzenie się dookoła co powiedzą ludzie (szczególnie bliscy) to w takim wypadku już nie jest oznaka słabości (bycia ciepłą kluchą)? Ach Ci ludzie
...
Przypominam, że Ona jest dla Ciebie niby bliską osobą to patrząc po Twoim rozumowaniu tych spraw nie powinieneś mieć żadnych problemów z otworzeniem się względem Jej?
Ja bardziej traktuję ją jako bliską, jednak nie wiem czy ja dla nie jest jestem kimś bliskim. Więc wciąż jest dla mnie taką "dobrą koleżanką z rokowaniami". W sensie na taką bliską koleżankę, ale nie wiem czy mogę ją tak nazwać. No ciężko powiedzieć, generalnie. Jednak zależy mi na niej, rozmowa z nią się klei, ciągnie mnie jakoś do niej. Ma chłopaka-mięczaka który najpierw się jej podlizywał, a potem jak weszli w związek to wykorzystuje ją i nie wyskakuje z żadną inicjatywą. Problem w tym, że to także mój znajomy, chociaż daleki, znamy się i tyle. Nie, że mam zamiar komuś odbijać dziewczynę, tylko po prostu dostrzegam pewne zjawiska i nie chcę by się źle czuła i mogła się komuś wyżalić. Nawet podczas tej ostatniej rozmowy jak mi się zwierzała, to można było wywnioskować, że jest z nim tylko dlatego że jest stabilny finansowo i ma niezłą robotę. Wiem, fatalnie brzmi, ale ogólnie nie nazwałbym ją materialistką, po prostu ma trochę problemów już nie będę przybliżał jakich.
No empatia też się wiąże z tuszowaniem uczuć. Dajmy na to jakiejś parze zmarło jakieś zwierzę (już nie chcę na przykładzie człowieka pokazywać). Dziewczyna wiadomo - płacze, ale facet w takiej sytuacji jest twardy, nie może jeszcze bardziej załamywać i pogrążać kobiety nieustannym płaczem, choć wewnątrz też go to strasznie boli bo był ze zwierzęciem wiele lat. Zresztą wrażliwość to największa wada jaką facet może mieć, wiem to na własnym przykładzie niestety.
Generalnie ignorancja znaczy to co napisałaś, ale w tym wypadku miałem na myśli takie po prostu ignorowanie czyichś myśli, zachowań, bliscy w końcu chcą, by Tobie było dobrze, nie można mieć tak całkowicie tego wszystkiego w dupie. Z drugiej jednak strony na niektóre przytyki człowiek się uodparnia, bo bliscy to też nie jakaś wyrocznia i nie zawsze mają rację.
Martainn - w tym coś jest. Wychowywałem się wraz ze starszym bratem, który zawsze mi wmawiał (od najmłodszych lat jak pamiętam), że nie mogę tak łatwo się denerwować, nie mogę pękać, muszę być twardy i tak dalej. Sam rzeczywiście taki jest - płaczącego go pamiętam chyba raz (co ciekawe, w zupełnie błahej i głupiej sytuacji, ale to było za małolata) choć było trochę okazji. Twardy jak głaz, ale na pewno też nie jest złym człowiekiem, w życiu mu się powodzi i cenię sobie jego zdanie. Do tej pory właściwie zgadzam się z jego radami, tylko że chyba nie można uogólniać tą "zasadę bycia twardym" i czasem można sobie pozwolić na pewne odstępstwa.
Ci twardzi na zewnątrz bardzo często w środku są zagubieni, kumulują w sobie uczucia i z reguły nie kończy się to dobrze. Po prostu nie ma ludzi bez uczuć albo jest ich bardzo mało. A takie kumulowanie w sobie dobre nie jest.
Ci twardzi na zewnątrz bardzo często w środku są zagubieni, kumulują w sobie uczucia i z reguły nie kończy się to dobrze. Po prostu nie ma ludzi bez uczuć albo jest ich bardzo mało. A takie kumulowanie w sobie dobre nie jest.
No ale żalenie się potencjalnej dziewczynie też dobre nie jest, bo to jest strzał w stopę.
Co innego jednak mówić o problemach koleżance czy rodzinie choć według mnie facet właśnie powinien być twardy i jak jest problem to powinien go rozwiązywać i tyle.
16 2015-05-03 14:45:49 Ostatnio edytowany przez Peacock (2015-05-03 14:47:11)
No właśnie, chodzi też nawet o to czy przez takie wygadywanie się, nawet jednorazowe, nie trafi się w tak bardzo lubiane przez niektórych określenie "friendzone"? Za to z drugiej strony czy związek (w tym wypadku co najwyżej potencjalny, mówię, nie chcę nikomu rzucać min pod nogi) nie opiera się na wzajemnym zaufaniu i w nim też powinno się robić czasem takie zwierzenia? Sam już nie wiem, ciężka sytuacja ogólnie. Natomiast co do kwestii problemów - są takie, które sam nie rozwiążesz, bo po prostu nie masz na nie większego wpływu.
Martainn no coś w tym jest ten z Ameryki co parę lat temu porozstrzelał ludzi w kinie przykładowo też podobno zamykał w sobie uczucia no i jak to się skończyło ![]()
17 2015-05-03 14:52:16 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-05-03 14:53:18)
M?rtainn napisał/a:Ci twardzi na zewnątrz bardzo często w środku są zagubieni, kumulują w sobie uczucia i z reguły nie kończy się to dobrze. Po prostu nie ma ludzi bez uczuć albo jest ich bardzo mało. A takie kumulowanie w sobie dobre nie jest.
No ale żalenie się potencjalnej dziewczynie też dobre nie jest, bo to jest strzał w stopę.
Ale dlaczego strzał w stopę? Ja się zwierzam jak mam problem którego sam nie potrafię rozwiązać. Bo nie jestem Bogiem żeby wszystkie problemy sam rozwiązać. Więcej. Przy niektórych problemach wręcz wymagane jest żeby spojrzał ktoś z boku, kto nie jest w to totalnie zaangażowany. Samemu nie jesteśmy obiektywnie w rozwiązywaniu swoich problemów przecież. Często widzimy coś nie takie jakie jest, ale takie jak nam się wydaje, że jest. Spojrzenie z boku, może nam pomóc zwrócić uwagę na jakieś szczegóły których sami nie widzimy.
Jeśli jedna osoba ufa drugiej to naprawdę zamykanie się w sobie i duszenie z problemami przynosi więcej szkody niż korzyści. A jeśli ktoś Ciebie po czymś takim odrzuci? Cóż. To tylko znak, że ten ktoś nie był Ciebie warty.
No właśnie, chodzi też nawet o to czy przez takie wygadywanie się, nawet jednorazowe, nie trafi się w tak bardzo lubiane przez niektórych określenie "friendzone"? Za to z drugiej strony czy związek (w tym wypadku co najwyżej potencjalny, mówię, nie chcę nikomu rzucać min pod nogi) nie opiera się na wzajemnym zaufaniu i w nim też powinno się robić czasem takie zwierzenia?
Przez takie żalenie właśnie traci się punkty w atrakcyjności w oczach kobiety.
Faceta powinna cechować owa twardość i to że jak są problemy to on je po prostu rozwiązuje albo stara się rozwiązać.
Powiem ci że jest nawet takie idealne określenie faceta który często się żali i zwierza, mówi się na niego per "ciepła klucha" ![]()
Nie spotkałem się, żeby ktoś mnie nazwał ciepłą kluchą. Wręcz przeciwnie. A dziewczyny, które wiedzą więcej o mnie, którym kiedyś się z czegoś zwierzyłem, same się zwierzają i proszą o pomoc, czy radę.
No właśnie, chodzi też nawet o to czy przez takie wygadywanie się, nawet jednorazowe, nie trafi się w tak bardzo lubiane przez niektórych określenie "friendzone"? Za to z drugiej strony czy związek (w tym wypadku co najwyżej potencjalny, mówię, nie chcę nikomu rzucać min pod nogi) nie opiera się na wzajemnym zaufaniu i w nim też powinno się robić czasem takie zwierzenia? Sam już nie wiem, ciężka sytuacja ogólnie. Natomiast co do kwestii problemów - są takie, które sam nie rozwiążesz, bo po prostu nie masz na nie większego wpływu.
Martainn no coś w tym jest ten z Ameryki co parę lat temu porozstrzelał ludzi w kinie przykładowo też podobno zamykał w sobie uczucia no i jak to się skończyło
No bez przesady. Co innego, gdybyś robił to cały czas, narzekał itp, to może tak, ale tak to normalne, że ma się problemy i czasem się z nich zwierza. Nie wpadniesz przez to, że się zwierzyłeś w łatkę "przyjaciel". Ja też zanim związałam się z moim facetem, to czasem się zwierzyłam i on mi tak samo. Nie uważałam go przez to za mniej atrakcyjnego. Poza tym nie przesadzajmy, ja się zwierzę, też tego czasem potrzebuje, a i tak problemy rozwiązuje. Jestem kobietą, ale tutaj nie widzę większej różnicy. Facet też może zwierzyć się, a to nie oznacza, że tylko narzeka. Po prostu każdy tego czasem potrzebuje, a gdyby właśnie nic nigdy się nie zwierzył, udawał, że nie ma żadnych problemów, to dopiero jak pisałam uznałabym za dziwne. Jak dla mnie nie ma co z tego robić problemu.
Peacock napisał/a:No właśnie, chodzi też nawet o to czy przez takie wygadywanie się, nawet jednorazowe, nie trafi się w tak bardzo lubiane przez niektórych określenie "friendzone"? Za to z drugiej strony czy związek (w tym wypadku co najwyżej potencjalny, mówię, nie chcę nikomu rzucać min pod nogi) nie opiera się na wzajemnym zaufaniu i w nim też powinno się robić czasem takie zwierzenia?
Przez takie żalenie właśnie traci się punkty w atrakcyjności w oczach kobiety.
Faceta powinna cechować owa twardość i to że jak są problemy to on je po prostu rozwiązuje albo stara się rozwiązać.
Powiem ci że jest nawet takie idealne określenie faceta który często się żali i zwierza, mówi się na niego per "ciepła klucha"
Tom z całym szacunkiem, ale dlaczego więc nie zastosujesz tego typu "pewnych" danych odnośnie bycia atrakcyjnym w oczach kobiet? Widzisz chyba nie muszę dawać odpowiedzi. Z Twoją wiedzą to Ty powinieneś być tutaj najbardziej doświadczonym
.
Niestety większości mężczyznom brakuje SPOSTRZEGAWCZOŚCI i INDYWIDUALNEGO PODEJŚCIA (idą na skróty myślowe) w tego typu sprawach. Zapewne są kobiety, które uważają jakąkolwiek łzę za niedorzeczność, ale są i takie które chcą mieć mężczyznę, który ma uczucia, a nie jest tzw. pniakiem takim kiepskim aktorem
.
No i to jak jest nazywany... to Wam bardziej zależy na opinii innych (kumpli, męskiego grona itp.), niż tym co rzeczywiście sądzi o Was kobieta?! Będziecie chodzić z nimi czy kobietą? No ja już nie wiem
. Potrzebujecie namaszczenia?
Peacock napisał/a:No właśnie, chodzi też nawet o to czy przez takie wygadywanie się, nawet jednorazowe, nie trafi się w tak bardzo lubiane przez niektórych określenie "friendzone"? Za to z drugiej strony czy związek (w tym wypadku co najwyżej potencjalny, mówię, nie chcę nikomu rzucać min pod nogi) nie opiera się na wzajemnym zaufaniu i w nim też powinno się robić czasem takie zwierzenia?
Przez takie żalenie właśnie traci się punkty w atrakcyjności w oczach kobiety.
Faceta powinna cechować owa twardość i to że jak są problemy to on je po prostu rozwiązuje albo stara się rozwiązać.
Powiem ci że jest nawet takie idealne określenie faceta który często się żali i zwierza, mówi się na niego per "ciepła klucha"
Po Twoim wpisie "widać", że jesteś jeszcze bardzo młodym Chłopakiem, który patrzy "stereotypowo" na życie.
Po jakimś czasie zweryfikujesz swoje myślenie. Mam nadzieję.
Czyli Twoim zdaniem, facet powinien być macho, nie pokazującym słabości, emocji?
Szczerze, ja za bardzo nie lubię spędzać czasu z ludźmi, którzy się ciągle skarżą, umartwiają i narzekają na swój los, i to nie zależnie czy jest to kobieta czy mężczyzna, bo wydaje mi się, że w życiu nie należy tylko narzekać i umartwiać się. Trzeba patrzeć optymistycznie na życie, cieszyć się z pierdół.
Jasne, że każdy człowiek ma chwilę zwątpienia, przygnębienia i jest wręcz nakazane, żeby się wyżalić komuś, i tak było w przypadku Autora, czyli jest to normalny stan.
Ale dlaczego strzał w stopę?
Post niżej napisałem czemu.
Nie spotkałem się, żeby ktoś mnie nazwał ciepłą kluchą. Wręcz przeciwnie. A dziewczyny, które wiedzą więcej o mnie, którym kiedyś się z czegoś zwierzyłem, same się zwierzają i proszą o pomoc, czy radę.
No widzisz, a ja ograniczyłem już zwierzania do całkowitego minimum.
Czynie czasem wyjątek ale wówczas doradzam się kogoś bliskiego.
Z doświadczenia mogę powiedzieć że prędzej czy później moje zwierzenia bywały wykorzystywane i to nie przez jedną osobę.
Dlatego uważam że lepiej udać się o pomoc (jeśli już tak koniecznie trzeba) do kogoś z rodziny.
Tom z całym szacunkiem, ale dlaczego więc nie zastosujesz tego typu "pewnych" danych odnośnie bycia atrakcyjnym w oczach kobiet? Widzisz chyba nie muszę dawać odpowiedzi. Z Twoją wiedzą to Ty powinieneś być tutaj najbardziej doświadczonym
Bo tak się składa że my faceci musimy spełniać jeszcze kilka innych cech.
Np. wywoływać iskry/chemię.
Ja tego nie umiem i przez to nie mogę potem zaprezentować moich innych cech i koło się zamyka ![]()
Po Twoim wpisie "widać", że jesteś jeszcze bardzo młodym Chłopakiem, który patrzy "stereotypowo" na życie.
Po jakimś czasie zweryfikujesz swoje myślenie. Mam nadzieję.
Mój obraz na ten świat w dużej mierze bierze się z mojego własnego doświadczenia a czy go zmienię to szczerze wątpię.
Krejzolka82 napisał/a:Po Twoim wpisie "widać", że jesteś jeszcze bardzo młodym Chłopakiem, który patrzy "stereotypowo" na życie.
Po jakimś czasie zweryfikujesz swoje myślenie. Mam nadzieję.Mój obraz na ten świat w dużej mierze bierze się z mojego własnego doświadczenia a czy go zmienię to szczerze wątpię.
Szkoda, że w tak młodym wieku już masz takie doświadczenia.
Uwierz starszej, że życie Cię jeszcze nie raz zaskoczy(oby tylko pozytywnie!:)) i możesz zmienić niejednokrotnie swoje podejście do świata.
Jeśli Tom jesteś z tego rocznika co masz podany w nicku to po części zrozumiem tę niechęć do zwierzania się. Dziewczyny od roczników jakoś tak 1993-1994 wzwyż w większości (nie wszystkie) są takie puste i niegodne zaufania, że masakra. Wiem, bo spotykam takie i łatwo zauważyć jakie są. Zero klasy, zero okiełznania, butne, do tego sztampowe, robią wszystko to co większość, co modne, a udają że są wyjątkowe. Na zewnątrz wymalowane i wyglądające na dwa razy starsze, a w środku mentalnie małe dziewczynki. A te młodsze są jeszcze gorsze. Starsze dziewczyny są znacznie mądrzejsze, choć mówię to na podstawie takich, jakie spotykałem. Zresztą kiedyś znałem taką jedną dziewczynę, 26 lat więc starsza ode mnie o 3 lata, ale znałem ją od małego, dziewczyna wulgarna, lubiła się puszczać. A mimo to pamiętam że kiedyś ją spotkałem i o dziwo można było z nią pogadać na poziomie, o życiu, aż zaskoczyła mnie słusznością uwag. Ale to może kwestia doświadczenia życiowego.
Ale ogólnie to masz chyba na myśli bardziej zasadę, że nie warto się zwierzać dla własnego bezpieczeństwa a nie dlatego, że facet z natury powinien być twardy. Wiadomo jednak, że trzeba mieć wyczucie. Łatwo zauważyć, która kobieta jest w porządku i można jej zaufać choć wiadomo, że to też kwestia czasu. Gorzej jednak jest, jak coś takiej pozornie godnej zaufania się powie, a ona to rozkracze na prawo i lewo.
26 2015-05-03 17:34:54 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2015-05-03 17:44:24)
Tom94 napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Po Twoim wpisie "widać", że jesteś jeszcze bardzo młodym Chłopakiem, który patrzy "stereotypowo" na życie.
Po jakimś czasie zweryfikujesz swoje myślenie. Mam nadzieję.Mój obraz na ten świat w dużej mierze bierze się z mojego własnego doświadczenia a czy go zmienię to szczerze wątpię.
Szkoda, że w tak młodym wieku już masz takie doświadczenia.
Uwierz starszej, że życie Cię jeszcze nie raz zaskoczy(oby tylko pozytywnie!:)) i możesz zmienić niejednokrotnie swoje podejście do świata.
Ano to że zaskoczy to ja dobrze wiem i jestem na to przygotowany ![]()
Jeśli Tom jesteś z tego rocznika co masz podany w nicku to po części zrozumiem tę niechęć do zwierzania się. Dziewczyny od roczników jakoś tak 1993-1994 wzwyż w większości (nie wszystkie) są takie puste i niegodne zaufania, że masakra. Wiem, bo spotykam takie i łatwo zauważyć jakie są. Zero klasy, zero okiełznania, butne, do tego sztampowe, robią wszystko to co większość, co modne, a udają że są wyjątkowe. Na zewnątrz wymalowane i wyglądające na dwa razy starsze, a w środku mentalnie małe dziewczynki. A te młodsze są jeszcze gorsze. Starsze dziewczyny są znacznie mądrzejsze, choć mówię to na podstawie takich, jakie spotykałem. Zresztą kiedyś znałem taką jedną dziewczynę, 26 lat więc starsza ode mnie o 3 lata, ale znałem ją od małego, dziewczyna wulgarna, lubiła się puszczać. A mimo to pamiętam że kiedyś ją spotkałem i o dziwo można było z nią pogadać na poziomie, o życiu, aż zaskoczyła mnie słusznością uwag. Ale to może kwestia doświadczenia życiowego.
Ale ogólnie to masz chyba na myśli bardziej zasadę, że nie warto się zwierzać dla własnego bezpieczeństwa a nie dlatego, że facet z natury powinien być twardy. Wiadomo jednak, że trzeba mieć wyczucie. Łatwo zauważyć, która kobieta jest w porządku i można jej zaufać choć wiadomo, że to też kwestia czasu. Gorzej jednak jest, jak coś takiej pozornie godnej zaufania się powie, a ona to rozkracze na prawo i lewo.
Tak to mój rocznik.
Głównie spotykałem się z rówieśniczkami i młodszymi ale też trafiałem na starsze dziewczyny od siebie.
Te młodsze to wiadomo a z tymi starszymi nie wiele lepiej było.
Może nie będę tutaj przytaczać konkretnie w jakich sytuacjach moje zwierzania były wykorzystywane ale jednak nie zmienia to faktu że lepiej pewne rzeczy zachować dla siebie i mówić ewentualnie komuś z rodziny.
Tak czy siak, nadal też uważam że facet z natury powinien być twardy.
Problemy nikt za nas nie rozwiąże.
Zgadza się. Ale też weźmy pod uwagę skalę problemu, gdy na przykład rozmawiamy o chorobie - dajmy na to przewlekłej - to raczej ciężko w pojedynkę coś takiego rozwiązać, a nawet nie jest to do rozwiązania. Aczkolwiek z taką filozofią się zgadzam. Mam przykładowo kumpla, który jest niesamowitą marudą. Ma to po prostu we krwi, a to narzeka na pogodę że to za ciepło to za zimno, a to narzeka że jak to źle w kraju, wszędzie widzi problemy. To już jest cholernie słabe.
I myślisz, że kobieta pomoże ci w chorobie? Co najwyżej uraczy cię tekstami "dasz radę" lub "będzie dobrze".
Marudzenie to co innego. Marudzenia nikt nie lubi. Chyba, że druga maruda bo wtedy mogą sobie pomarudzić razem:)
Ja właśnie jestem raczej uważany za osobę wyważoną, spokojną i opanowaną, ale jednocześnie stanowczą i nieugiętą. Dlatego np. koleżanka z którą wtedy rozmawiałem zdziwiła się kiedy jej opowiedziałem co opowiedziałem, ale zaczęło się od tego, że to ona zaczęła poruszać ten problem, a że ja sam przez to przechodziłem to czułem się w obowiązku poinformować jakie mam doświadczenia i co moim zdaniem należałoby zrobić. Od tego czasu nasze kontakty są dużo lepsze niż były wcześniej.
I myślisz, że kobieta pomoże ci w chorobie? Co najwyżej uraczy cię tekstami "dasz radę" lub "będzie dobrze".
Z autopsji znam przypadek pewnego sąsiada z bloku obok mojego.
On zachorował bodajże na białaczkę.
Miał żonę i ona oczywiście mocno przeżywała tę tragedię.
Po jego śmierci pół roku później widziałem ją z jakimś kolesiem trzymających się za rączki.
Jaki jest z tego wniosek?
Że w takich przypadkach powinno tylko się poinformować kobietę o chorobie a szukać wsparcia u rodziny.
Bo i tak jej pocieszenia będę co najwyżej sztuczne.
Pocieszała go bo tak trzeba. Może nawet było jej go szkoda, ale jedyne na co mógł liczyć to kilka słów. A słowa ile znaczą? Ile pomagają?
A co miała mu tę białaczkę wyssać czy jak?
Chodzi mi że to sztuczne wszystko było.
Nie wiem ile byli razem ze sobą ale na pewno kilka lat to było bo od małego ich pamiętam.
Ciało faceta jeszcze nie ostygnęło a ona już znalazła sobie innego.
No dla mnie to taki trochę brak szacunku był.
Co innego po paru latach a co innego jak sytuacja była jeszcze świeża.
A ja to samo obserwowałem u sąsiada i sąsiad spotykał się z inną kobietą, jak żona jeszcze chorowała. Więc w przykładach mamy 1 do 1. Raz kobieta, raz facet.
A ja to samo obserwowałem u sąsiada i sąsiad spotykał się z inną kobietą, jak żona jeszcze chorowała. Więc w przykładach mamy 1 do 1. Raz kobieta, raz facet.
Nie chce mi się licytować tutaj, wierz mi że gdybym miał sypać przykładami to mógłbym tutaj stworzyć książkę.
Cóż tak jest jak człowiek ciekawski ![]()
I myślisz, że kobieta pomoże ci w chorobie? Co najwyżej uraczy cię tekstami "dasz radę" lub "będzie dobrze".
Czasem nawet takie proste, błahe teksty potrafią pomóc.
Tom94 - no sytuacja strasznie słaba. Ta moja koleżanka co ciekawe postąpiła kiedyś podobnie - to znaczy historia mniej tragiczna, rzuciła najpierw swojego chłopaka (niby z jego winy), a już za 2 miesiące później w związku z tym kolesiem (poprzednio się przyjaźnili). Trochę słabe, że niektóre kobiety dadzą sobie innym "świrować na boku". To też taki brak szacunku dlatego nie mam zbyt dobrego zdania o tym jej koledze. Ją bym nie winił bo jak mówiłem, ciężka sytuacja materialna, jej poprzedni partner podobno ją zdradzał, trzymali się na dystansie itp
To jest akurat dość logiczne, bo najczęściej się rzuca jak ktoś inny pojawia się w pobliżu. I dotyczy to po równo chłopów jak i babki.
TKZ napisał/a:I myślisz, że kobieta pomoże ci w chorobie? Co najwyżej uraczy cię tekstami "dasz radę" lub "będzie dobrze".
Z autopsji znam przypadek pewnego sąsiada z bloku obok mojego.
On zachorował bodajże na białaczkę.
Miał żonę i ona oczywiście mocno przeżywała tę tragedię.
Po jego śmierci pół roku później widziałem ją z jakimś kolesiem trzymających się za rączki.
Jaki jest z tego wniosek?
Że w takich przypadkach powinno tylko się poinformować kobietę o chorobie a szukać wsparcia u rodziny.
Bo i tak jej pocieszenia będę co najwyżej sztuczne.
Co z tego?
Pol roku to jest i duzo i malo.
Skad wiesz, co ona myslala? Skad wiesz co przezywala? Skad wiesz jak ona mysli i czuje?
Kazdy sobie inaczej radzi ze smiercia bliskiej osoby, moze jej byl potrzebny po pol roku ktos inny, towarzystwo ktore pozwoliloby bol ukoic?
Takie ocenianie zabija mnie, smierc bliskiej osoby generuje ogromne emocje i kazdy sobie z nia inaczej radzi. A Ty jakie prawo masz oceniac poziom jej milosci czy sztucznosc jej pocieszen? Zadnego. Nawet jesli sam bys to przezyl to bys nie mial, bo ona nie jest Toba.
Czasami kazdy moze miec dosyc i chciec sie swoimi problemami po prostu podzielic, czasami kazdy chce tylko pocieszenia i to jest normalne. U faceta takze. Nie jestem fanka panow, ktorzy nigdy nie potrzebuja wsparcia i zawsze sa twardzi.
Poza tym to byla by strata, bo zrozumienie i rozwiazywanie problemow to jest cos w czym jestem dobra wiec szkoda by bylo gdyby facet z tego nigdy nie korzystal.
Kazdy sobie inaczej radzi ze smiercia bliskiej osoby, moze jej byl potrzebny po pol roku ktos inny, towarzystwo ktore pozwoliloby bol ukoic?
Nie no spoko, choć dla mnie z miłością to za wiele nie ma wspólnego.
Zawsze można pójść do rodziny, do znajomych, przyjaciół i oni dadzą wsparcie w trudnych chwilach.
A załatwienie sobie nowego gacha podczas gdy zwłoki męża nadal są świeże no to sorry, nie podoba mi się to.
Ty jakie prawo masz oceniac poziom jej milosci czy sztucznosc jej pocieszen? Zadnego.
Każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii a ja już taki jestem że zawsze mówię to co myślę ![]()
40 2015-05-03 21:30:25 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-05-03 21:36:29)
NinaLafairy napisał/a:Kazdy sobie inaczej radzi ze smiercia bliskiej osoby, moze jej byl potrzebny po pol roku ktos inny, towarzystwo ktore pozwoliloby bol ukoic?
Nie no spoko, choć dla mnie z miłością to za wiele nie ma wspólnego.
Zawsze można pójść do rodziny, do znajomych, przyjaciół i oni dadzą wsparcie w trudnych chwilach.
A załatwienie sobie nowego gacha podczas gdy zwłoki męża nadal są świeże no to sorry, nie podoba mi się to.NinaLafairy napisał/a:Ty jakie prawo masz oceniac poziom jej milosci czy sztucznosc jej pocieszen? Zadnego.
Każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii a ja już taki jestem że zawsze mówię to co myślę
No, ale za duzo nie myslisz widocznie nad tym co mowisz.
Nie wiem, moze jestes za mlody, a moze masz za mala wiedze.
No tak, bo milosc to ubrac sie na czarno i ryczec dzien i noc i byc sama przez piec lat
Tylko takie zachowanie oznacza milosc. Bo przeciez zyjemy wiecznie.
Widziales kiedys jak wygladaja 'swieze' zwloki po pol roku?
To jest wlasnie to przeromantyzowane i dziecinne myslenie o swiecie. Nigdy nie zapomne jak moj znajomy zostal porzucony przez kobiete. I on sie napil i histeryzowal i byl zalamany i zrobil cyrk na ulicy nawet. I tak baby z naszego otoczenia mowily 'ale milosc' ...a ja myslalam - idiotki. Takie zachowanie nie swiadczy o sile jego uczucia.
Kobieta o ktorej mowisz, mogla rzucic meza jak zachorowal. A Ty wtykasz nos w nie swoje sprawy i oceniasz kogos kto przezyl chorobe i smierc meza. Co za ignorancja. I to od kogos kto jest jeszcze taki mlody i chorej zony nigdy nie mial nawet.
Podsumowując:
:P
42 2015-05-03 23:00:53 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-05-03 23:04:17)
Oj ludzie, ludzie a ze mnie chłop, bo dbam o męża przy każdej chorobie. Coś jestem za mało kobieca
. Kurcze, ale tutaj Panowie są dziwni (w większości w tym temacie). Uważacie, że mężczyzna musi być twardy to chyba pomoc w chorobie potrzebują tylko "ciepłe kluchy", czyż nie tak? To w konkretnych przypadkach mężczyzna ma być twardy, a w innym ma prawdo być miękki (jest to w 100% usprawiedliwione). Wy macie jakiś niepisany kodeks
?
Zwierzać się kobiecie nie można, ale jak złamie nogę to jęczeć może?
43 2015-05-04 07:21:30 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-05-04 07:55:18)
Oj ludzie, ludzie a ze mnie chłop, bo dbam o męża przy każdej chorobie. Coś jestem za mało kobieca
. Kurcze, ale tutaj Panowie są dziwni (w większości w tym temacie). Uważacie, że mężczyzna musi być twardy to chyba pomoc w chorobie potrzebują tylko "ciepłe kluchy", czyż nie tak? To w konkretnych przypadkach mężczyzna ma być twardy, a w innym ma prawdo być miękki (jest to w 100% usprawiedliwione). Wy macie jakiś niepisany kodeks
?
Zwierzać się kobiecie nie można, ale jak złamie nogę to jęczeć może?
Bo niektórzy, Nektarynko uważają, że okazanie emocji "zarezerwowanych" niejako dla kobiety, jest niegodne mężczyzny.
Choć jeden z drugim wyżaliłby się chętnie na kobiecym ramieniu, nie robi tego, bo to "niegodne" mężczyzny.
Świadczy to wyłącznie o powielaniu stereotypów rodem z westernów z udziałem Johna Wayne'a.
Jeśli ja nie zwierzałem się lub nie wyżalałem kobietom, to nie z powodu hołdowania stereotypom, lecz dlatego, że nie potrafiłem tego robić, choć niekiedy próbowałem się otworzyć.. Byłem za to i jestem dotąd dobrym słuchaczem moich partnerek życiowych i innych znajomych Pań I dzięki temu jakoś to się równoważy.:)
A Tom94 zdziwiłby się, jak rola "twardziela" potrafi zdezorientować kobietę i usztywniać relacje z jej strony.
To samo dedykuję Autorowi.
No, ale za duzo nie myslisz widocznie nad tym co mowisz.
Nie wiem, moze jestes za mlody, a moze masz za mala wiedze.
Ewidentnie widać że brakuje ci otwartości na opinie/poglądy innych osób.
Wobec czego uważam że dyskusja z tobą jest pozbawiona sensu.
A Tom94 zdziwiłby się, jak rola "twardziela" potrafi zdezorientować kobietę i usztywniać relacje z jej strony.
Za twoich czasów drogi Excop-ie może i tak było lecz teraz jest zupełnie inaczej.
Może i jest coś na "rzeczy", że w dzisiejszych czasach młode kobiety(dziewczyny) w wieku Tom'a94 inaczej postrzegają facetów.
Teraz jak obserwuję dziewczyny z gimnazjum to one są bardziej męskie od facetów, chodzi o wulgaryzmy, bijatyki i takie tam.
Więc kobiety 30+ szanują facetów, którym zdarzy się "słabszy dzień"a dla młodszych to jest totalna porażka i słabizna(to nie facet a "ciepła klucha").
Różnica pokoleniowa:)
Może i jest coś na "rzeczy", że w dzisiejszych czasach młode kobiety(dziewczyny) w wieku Tom'a94 inaczej postrzegają facetów.
Teraz jak obserwuję dziewczyny z gimnazjum to one są bardziej męskie od facetów, chodzi o wulgaryzmy, bijatyki i takie tam.
Więc kobiety 30+ szanują facetów, którym zdarzy się "słabszy dzień"a dla młodszych to jest totalna porażka i słabizna(to nie facet a "ciepła klucha").Różnica pokoleniowa:)
Możliwe, że postępuje, ale niewieścienie współczesnych młodych mężczyzn. Jakieś mody, metroseksualizm a'la Jacyków itp.
Zachowania dziewcząt, które przytoczyłaś, to jednak nie znak nowych czasów zmieniających kobiety, lecz brak wychowania ocierający się o patologię. Przecież te dziewczyny nie leją wszystkie i wszystkich, prawda?
Podobnie można mówić, że dziewczęta 13-15-letnie sprzedają się za kosmetyki i "kieszonkowe" w centrach handlowych.
Choć jest takie zjawisko, to nie można przecież mówić, że dotyczy to ogółu dziewcząt z gimnazjum, lecz pewnego, niewielkiego odsetka.
Poza tym wątek dotyczy "wypadnięcia z roli" twardziela kogoś, kto jest normalnym, młodym mężczyzną o jakiejś wrażliwości.
Chodzi mi o to, że coś, co wydaje się, że może wystarczyć na podryw, na dłuższą metę obnaża prawdziwy charakter, niekoniecznie na niekorzyść chłopaka.
Krejzolka82 napisał/a:Może i jest coś na "rzeczy", że w dzisiejszych czasach młode kobiety(dziewczyny) w wieku Tom'a94 inaczej postrzegają facetów.
Teraz jak obserwuję dziewczyny z gimnazjum to one są bardziej męskie od facetów, chodzi o wulgaryzmy, bijatyki i takie tam.
Więc kobiety 30+ szanują facetów, którym zdarzy się "słabszy dzień"a dla młodszych to jest totalna porażka i słabizna(to nie facet a "ciepła klucha").Różnica pokoleniowa:)
Możliwe, że postępuje, ale niewieścienie współczesnych młodych mężczyzn. Jakieś mody, metroseksualizm a'la Jacyków itp.
Zachowania dziewcząt, które przytoczyłaś, to jednak nie znak nowych czasów zmieniających kobiety, lecz brak wychowania ocierający się o patologię. Przecież te dziewczyny nie leją wszystkie i wszystkich, prawda?
Podobnie można mówić, że dziewczęta 13-15-letnie sprzedają się za kosmetyki i "kieszonkowe" w centrach handlowych.
Choć jest takie zjawisko, to nie można przecież mówić, że dotyczy to ogółu dziewcząt z gimnazjum, lecz pewnego, niewielkiego odsetka.Poza tym wątek dotyczy "wypadnięcia z roli" twardziela kogoś, kto jest normalnym, młodym mężczyzną o jakiejś wrażliwości.
Chodzi mi o to, że coś, co wydaje się, że może wystarczyć na podryw, na dłuższą metę obnaża prawdziwy charakter, niekoniecznie na niekorzyść chłopaka.
Bez przesady. Logiczne, że nie chodziło mi,że każda gimnazjalistka jest zła.
Po prostu piszę o swoich obserwacjach.
A przepraszam a skąd wiesz, że to nie znak nowych czasów?
Mamy już swoje lata, więc inaczej odbieramy niektóre zachowania niż młodzi ludzie. Byliśmy wychowywani inaczej.
Excop napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Bez przesady. Logiczne, że nie chodziło mi,że każda gimnazjalistka jest zła.
Po prostu piszę o swoich obserwacjach.
A przepraszam a skąd wiesz, że to nie znak nowych czasów?
Mamy już swoje lata, więc inaczej odbieramy niektóre zachowania niż młodzi ludzie. Byliśmy wychowywani inaczej.
To prawda, że byliśmy wychowywani inaczej.
Inna była również sytuacja w naszym kraju.
Przynajmniej, jeśli chodzi o moje pokolenie.
Oczywiście, nie mam monopolu na rację Krejzolko.
Zapomniałem umieścić w odpowiednim miejscu polemiczne, nieśmiertelne "moim zdaniem" i tym samym wyszedłem na buca.:)
Myślę jednak, że kobieta, która potrzebuje partnera, czy to wczoraj, czy dziś, nie wytrzyma długo z kimś, kto nie potrafi rozmawiać o uczuciach. I wcale nie mam na myśli jedynie prawienia komplementów lub wygłaszania tyrad o miłości, ale także rozmowy o rozterkach, obawach, nadziejach i zawodach.
Według mnie, prawdziwy twardziel to mężczyzna, który bierze się za bary z problemami, ale jednocześnie potrafi powiedzieć bliskiej osobie, ile walka ta go kosztuje.
Krejzolka82 napisał/a:Excop napisał/a:Bez przesady. Logiczne, że nie chodziło mi,że każda gimnazjalistka jest zła.
Po prostu piszę o swoich obserwacjach.
A przepraszam a skąd wiesz, że to nie znak nowych czasów?
Mamy już swoje lata, więc inaczej odbieramy niektóre zachowania niż młodzi ludzie. Byliśmy wychowywani inaczej.To prawda, że byliśmy wychowywani inaczej.
Inna była również sytuacja w naszym kraju.
Przynajmniej, jeśli chodzi o moje pokolenie.
Oczywiście, nie mam monopolu na rację Krejzolko.
Zapomniałem umieścić w odpowiednim miejscu polemiczne, nieśmiertelne "moim zdaniem" i tym samym wyszedłem na buca.:)
Myślę jednak, że kobieta, która potrzebuje partnera, czy to wczoraj, czy dziś, nie wytrzyma długo z kimś, kto nie potrafi rozmawiać o uczuciach. I wcale nie mam na myśli jedynie prawienia komplementów lub wygłaszania tyrad o miłości, ale także rozmowy o rozterkach, obawach, nadziejach i zawodach.
Według mnie, prawdziwy twardziel to mężczyzna, który bierze się za bary z problemami, ale jednocześnie potrafi powiedzieć bliskiej osobie, ile walka ta go kosztuje.
Zgadzam się Tobą! Świetnie napisane i mam nadzieję, że Autor wątku też zrozumie, że bycie "męskim" oznacza też pokazanie od czasu do czasu swoich "słabości".
Nie wyszedłeś na buca:)