Pracowałyście może w takich barach jak McDonald, KFC czy inne tego typu?
Macie jakieś doświadczenia? Jeśli tak, to wyraźcie swoje opinie (te pozytywne jak i negatywne).
Czy do takiej pracy łatwo się dostać? Jakie mają wymagania?
Jeśli wiecie podzielcie się tą wiedzą ![]()
Podobne tematy
Ja szczerze mówiąc nigdy nie słyszałam skrajnie pozytywnej opinii o pracy w Macu...
Pracowałam w McD. Duża presja, dużo stresu, ciągły pośpiech.
I ciągły smród oleju. Czułam go nawet po wykąpaniu się, upraniu ciuchów.
Ja szczerze mówiąc nigdy nie słyszałam skrajnie pozytywnej opinii o pracy w Macu...
Skrajnej może nie wygłoszę, ale pozytywną jak najbardziej ![]()
Uważam, że praca w McDonald's powinna być włączona do programu każdego kierunku studiów lub obowiązkowa przed podjęciem innej pracy ![]()
Pracowałam tam przez rok. Owszem, ciężko. Zwłaszcza, jak się łączy z I rokiem dziennych studiów. Ale to była najlepsza szkoła życia jaką mogłam sobie wymyślić. Nieopierzone ludki wkraczające w dorosłość uczy dostosowywania się do zasad, dyscypliny, relacji międzyludzkich w środowisku pracy, szacunku do ciężko zarobionych własnych pieniędzy, a przede wszystkim - pracy.
Tam nie można nie robić nic - nawet przez minutę. Zaraz znajdują jakieś atrakcyjne zajęcie w stylu zmywania czystej podłogi
Po doświadczeniu w McD każda inna praca, którą wykonywałam wydawała się relaksującym wypoczynkiem. I to, z mojego punktu widzenia, jest ogromnym pozytywem. Zwłaszcza kiedy czytam lamenty jakiś bidusiów, którym tu za ciężko, tu za mało płacą, tu każą do pracy przychodzić...
Atmosfera nie była najgorsza. Specyficzna. Były sympatie i antypatie. Trochę gnębienia studentów. To również wspominam jako plus ![]()
Nie zauważyłam stresu i pośpiechu, o którym pisze Cyniczna. Owszem, wszystko trzeba było robić szybko, ale praca nie jest obarczona żadną odpowiedzialnością. Ale fakt, niektórzy się stresowali. Nie wiem czym, ale widziałam nawet zapłakane dziewczyny w szatniach.
Dostać się bardzo łatwo. Trzeba wykazać minimum komunikatywności i powiedzieć, że się planuje dozgonną karierę w McDonald's ![]()
Nie wiem, jak w Polsce, ja akurat przepracowałam prawie rok we francuskim McDonald'sie w dużym mieście, w godzinach szczytu było nie do wytrzymania, uwijaliśmy się jak mrówki. Stąd stres (żeby się ze wszystkim wyrobić) i presja (popędzano nas).
Atmosfera pracy zależy głównie od ludzi i kierownictwa. My mieliśmy pecha, ale to nie znaczy, że wszędzie tak jest.
Ogólnie dobrze wspominam, bo jestem osobą ambitną, jak jest ciężko, to mnie dodatkowo motywuje.
No i to faktycznie szkoła życia ![]()
Ja pracowałam grubo ponad 1,5 roku. Wspominam to różnie, ale nie ukrywam, że trochę choróbek mi się zaczęło po tym. To nie jest praca na jednym stanowisku. Tam pracujesz wszędzie! Nawet szorując mopem chłodnię i zamrażarkę (pomieszczenia w których się przechowuje produkty - jak ktoś pracował to wie). Lecisz z miejsca gorącego (od frytek) do mroźni (-20). Musisz się użerać z klientami, którzy ciągle grymaszą. Jednak gdyby nie to, że miałam kierowniczkę bardzo niefajną i to, że miałam okazję w innej pracy mieć umowę na cały etat a nie na 3/4 to bym może została, a tak? Teraz trochę widzę minusów, na pewno zdrowotnych, ale nie wspominam tego najgorzej
Podoba mi się to, że masz odbębnić swoje 8 czy ileś tam godzin, masz półgodzinną przerwę, żeby spokojnie zjeść i wszystko gra. W niektórych sieciówkach typu DaGrasso (tak, to też sieciówka, ale inna), każdy lokal ma właściciela rządzącego się własnymi prawami i zasadami i przestrzega tylko promocji, cenników, czy niektórych zasad narzuconych odgórnie przez sieć. A cała reszta to... hulaj duszo piekła nie ma!
7 2014-09-15 17:35:21 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-15 17:40:30)
Vian napisał/a:Ja szczerze mówiąc nigdy nie słyszałam skrajnie pozytywnej opinii o pracy w Macu...
Skrajnej może nie wygłoszę, ale pozytywną jak najbardziej :)Uważam, że praca w McDonald's powinna być włączona do programu każdego kierunku studiów lub obowiązkowa przed podjęciem innej pracy :)Pracowałam tam przez rok. Owszem, ciężko. Zwłaszcza, jak się łączy z I rokiem dziennych studiów. Ale to była najlepsza szkoła życia jaką mogłam sobie wymyślić. Nieopierzone ludki wkraczające w dorosłość uczy dostosowywania się do zasad, dyscypliny, relacji międzyludzkich w środowisku pracy, szacunku do ciężko zarobionych własnych pieniędzy, a przede wszystkim - pracy. Tam nie można nie robić nic - nawet przez minutę. Zaraz znajdują jakieś atrakcyjne zajęcie w stylu zmywania czystej podłogi
Po doświadczeniu w McD każda inna praca, którą wykonywałam wydawała się relaksującym wypoczynkiem. I to, z mojego punktu widzenia, jest ogromnym pozytywem. Zwłaszcza kiedy czytam lamenty jakiś bidusiów, którym tu za ciężko, tu za mało płacą, tu każą do pracy przychodzić... Atmosfera nie była najgorsza. Specyficzna. Były sympatie i antypatie. Trochę gnębienia studentów. To również wspominam jako plus :PNie zauważyłam stresu i pośpiechu, o którym pisze Cyniczna. Owszem, wszystko trzeba było robić szybko, ale praca nie jest obarczona żadną odpowiedzialnością. Ale fakt, niektórzy się stresowali. Nie wiem czym, ale widziałam nawet zapłakane dziewczyny w szatniach. Dostać się bardzo łatwo. Trzeba wykazać minimum komunikatywności i powiedzieć, że się planuje dozgonną karierę w McDonald's
Wyobraź sobie, że nie każdy musi być przystosowany do pracy w Macu (z całym szacunkiem do ludzi tam pracujacych, bo to żaden wstyd), grubo przesadzasz.Wyobraź sobie, że osoba będąca np. urzędnikiem - jak moja kuzynka zaraz po studiach - skończyła administrację i poszła prosto do urzędu pracy, bez znajomości, w urzędach potrzeba wiele osób - nie musi umieć szorować podłogi, smażyć frytek i włazić do czterech liter klientom albo trzymać tempo, bo się coś przypali, bo wniosek się nie przypali, a następny petent przyjdzie za 20 minut. Pracuje tam i pewnie będzie tam pracować długo, bo jej się podoba, zarobki są dla niej wystarczające i jakoś nie widać żeby dzisiaj 50letnie panie w urzędach narzekały. I, wyobraź sobie, one nie miały praktyk w Macu, nie działają pod presją czasu, narzekają na petentów, a jakoś nic się nie dzieje i wszystko jest ok. Nie każdy musi działać pod presją czasu..
I nie uważam, żeby praktyki w różnych instytucjach mniej przystosowały mnie do wykonywania obowiązków niż praca w Macu. W Macu nie nauczą mnie lepiej niż - na przykład - na praktykach w NBP pełnienia obowiązków służbowych związanych ze studiami ekonomicznymi, bo chyba wydawania reszty nie można do tego zaliczyć. Tak samo co do praktyk w kancelariach, urzędach czy fundacji - nauczyłam się czegoś więcej niż mechanicznego wykonywania tych samych czynności. Nie każdy będzie miał pracę polegającą na mechanicznym wykonywaniu tych samych czynności w kółko.
Nie uważam tego za coś złego, ale z tym obowiązkiem na studiach to palnęłaś jak gołąb o parapet. Takich "praktyk" to uczelnia by nawet nie uznała.
Jako przechodzień punktu Mc-a/ Kfc czy to w C.H czy gdzie indziej widziałam jaki zapieprz mają tam i musze przyznać , ze praca na akord , do tego stres gigantyczny malował się na twarzach pracowników, zwłaszcza jak kolejka az za wyjście się ustawiała ,mimo bardzo szybkiego tempa ,nie ma spacerku, tam biegają bez chwili zwolnienia - to są moje wnioski obserwatora , no ale w większości punktów gastr. tak wygląda praca, lecz ja jako konsument ( ale nie Mca ani KFc) cenie sobie szybką obsługę i zapewne to się berze pod uwagę
Ja już się nauczyłam zawsze przed zamówieniem posiłku pytam się ile będę musiała czekać na jakiś tam upatrzony posiłek ,jeśli czas mi odpowiada to czekam, jak nie to wychodzę bez złożenia zamówienia
Wyobraź sobie, że nie każdy musi być przystosowany do pracy w Macu
Wyobrażam sobie, Kammiś, wyobrażam.Tak samo jak wyobrażam sobie, że są na tym świecie ludzie dokumentnie bez poczucia humoru, którzy wszystko biorą dosłownie i jeszcze uważają, że każda ogólna uwaga jest bezpośrednio w nich wymierzona ![]()
kammiś napisał/a:Wyobraź sobie, że nie każdy musi być przystosowany do pracy w Macu
Wyobrażam sobie, Kammiś, wyobrażam.Tak samo jak wyobrażam sobie, że są na tym świecie ludzie dokumentnie bez poczucia humoru, którzy wszystko biorą dosłownie i jeszcze uważają, że każda ogólna uwaga jest bezpośrednio w nich wymierzona
To samo miałam właśnie pisać..
Kammiś, co z Twoim poczuciem humoru? ![]()
Nie uważam tego za coś złego, ale z tym obowiązkiem na studiach to palnęłaś jak gołąb o parapet. Takich "praktyk" to uczelnia by nawet nie uznała.
No ale przecież nikt nie mówi żeby praca w McDonaldzie była ZAMIAST zwykłych praktyk. Po prostu to jest dobra szkoła życia i tyle. No i gdyby każdy człowiek chociaż chwilę popracował w usługach (czy to w fast-foodzie, czy na kasie w markecie) to nabrałby pokory i wyrozumiałości i zastanowiłby się 5 razy zanim zbluzgałby kasjerkę bo np. śmiała zauważyć że klient nie zważył pomidorów. Ktoś kto nie pracował z klientem na takich warunkach jak w restauracjach albo marketach, nigdy nie zrozumie jak ciężka jest to praca.
Poza tym kammiś, z twojej wypowiedzi strasznie bije po oczach pogarda dla pracowników takich restauracji.
Swoją drogą- orientuje się ktoś ile obecnie zarabia się w sieciowych restauracjach? ![]()
12 2014-09-15 18:59:56 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-09-15 19:20:17)
Ja jestem ciekawa czy w Mcu/ KFC i tego typu sieciowkowych fasciaków na każdej zmianie jest stanowisko kierownika- szefa ,który rządzi brygadą, czy każdy robi caly dzień to co wcześniej ma ustalone i każdy na równych prawach jedzie , bez nadzoru kierownika /szefa na zmianie ??
U nas było dwóch kierowników, a właściwie kierowniczka i jej zastępca. Na zmianę pracowali.
Ja akurat mam wysoka skale wyrozumiałości do pracowników w lok. gastr, czy marketach i nawet jeśli widze ,ze kasjerka ma kiepski humor niezbyt kulturalnie do mnie cos burcząc tłumacze sobie ,ze jest to spowodowane ciężkim dniem ,ktoś inny jej nerwy nastrzępił , nie zbawi mnie 15 sekund przemilczeć i odejść ( choć jakby ekstremalnie przekroczyła granice, to język przez zaciśnięte zęby by mi uciekł), lub kelnerka ewidentnie zmęczona na koniec dnia nie cisne ją ,aby każdy posiłek mi omawiała widniejący w karcie .Ale kiedyś pamiętam jak byłam z Pchlą w restauracji na lotnisku, po długim locie ,specjalnie głośno i wyraźnie kelnerce dziecko powiedziało ,ze chce frytki BEZ SOLI, bez przypraw , ja jeszcze powtórzyłam ,aby NIE SOLILI bo dziecko przyprawionych frytek nie je , a tu przynieśli tak doprawione z przyprawą do frytek ,pikantne i słone ze ja dorosła baba próbując tego dostałam wytrzeszczu oczu , mimo ze lubie czasem zjeść cos mocniej doprawionego, to było przegecie
Na zwrócenie uwagi kelnerce jakie zamówienie złożyliśmy bezczelnie tłumaczyła się ,ze kucharz takie robi i na to wpływu niema , bo to jest w jego wykonaniu potrawa, ona w to nie ingeruje- mimo ,ze dwu krotnie zaznaczyliśmy aby nie były doprawiane w ogóle . Oczywiście zażądałam podania takiego zamówienia jakie zostało złożone, tamto oddalam w rece kelnerki , przyniesione za 5 min już tradycyjne frytki bez soli i jakiejkolwiek przyprawy . Trzeba było tak od razu a nie głupkowato się wykłócać
Cisnienie mi skoczylo nie dlatego ,ze ktoś mógł się pomylić itd ( ludzka rzecz). ,tylko chamsko i gburowato to zostało rozegrane z strony pracowników
15 2014-09-15 20:17:04 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-09-15 20:23:00)
Myślałam, że vinnga tak całkiem na poważnie zachwala pracę w Macu i uważa, że każdy powinien pracować w takich warunkach. A nie każdy powinien, bo (każdy pracodawca tak powie) ceni się zdobywanie doświadczenia w pewnym kierunku, a nie: raz sobie popracuję w Macu, raz w telemarketingu, a raz w biurze. A szkołą życia dla każdego będzie co innego. Ostatnio ojciec dostał praktykantkę (ze studiów) dla której szkołą życia było radzenie sobie z dokumentacją i korespondencją, bo sobie z tym nie radziła i to ją stresowało. Ja znam dziewczynę, dla której katorgą były zajęcia na wfie na uczelni (na stepie), bo nie potrafiła się ruszyć z miejsca a musiała. Dla każdego inne obowiązki będą szkołą życia.I nie warczę i nie pogardzam takimi pracownikami. Po 1. - nie jadam w Macu, KFC i innych fast foodach z zasady (nie jem śmieciowego jedzenia, wolę cały dzień głodna chodzić albo kupić sobie owoce i jogurt), więc nawet okazji nie mam. W ogóle nie warczę na nikogo. Jak mi się coś nie podoba, to traktuję kogoś chłodno, ale pozostawiam coś bez komentarza, chyba że mój komentarz miałby wpływ na coś dla mnie istotnego. W ogóle jestem raczej chłodna więc żadna nowość. Raczej nie uśmiecham się do obcych niezależnie od tego czy ktoś jest kasjerką czy prezesem banku. Uśmiech zostawiam dla osób które znam i lubię. Aczkolwiek jestem dla wszystkich uprzejma i kulturalna.
Kammiś... TY chyba nigdy nie zasmakowałaś biedy, serio.
Wtedy się idzie byle gdzie pracować.
Osobiście nie widzę nic złego w takiej robocie. Doświadczenie jakieś tam i tyle.
Kammiś... TY chyba nigdy nie zasmakowałaś biedy, serio.Wtedy się idzie byle gdzie pracować.Osobiście nie widzę nic złego w takiej robocie. Doświadczenie jakieś tam i tyle.
Czy ja powiedziałam gdziekolwiek, że to coś złego?
odniosłam się tylko do rzekomego kształtowania charakteru przez taką pracę. A ja uważam, że jednemu ukształtuje, drugiemu nie i że praca "siedząca" wcale nie musi oznaczać pracy lżejszej.
Osobiście uważam, że o wiele cięższe jest pracowanie nawet po 12 godzin dziennie i branie roboty do domu. Tam wychodzisz po 8 godzinach i masz wszystko gdzieś, więc po prostu nie demonizowałabym tego.
Cynicznahipo napisał/a:Kammiś... TY chyba nigdy nie zasmakowałaś biedy, serio.Wtedy się idzie byle gdzie pracować.Osobiście nie widzę nic złego w takiej robocie. Doświadczenie jakieś tam i tyle.
Czy ja powiedziałam gdziekolwiek, że to coś złego?
odniosłam się tylko do rzekomego kształtowania charakteru przez taką pracę. A ja uważam, że jednemu ukształtuje, drugiemu nie i że praca "siedząca" wcale nie musi oznaczać pracy lżejszej.
Osobiście uważam, że o wiele cięższe jest pracowanie nawet po 12 godzin dziennie i branie roboty do domu. Tam wychodzisz po 8 godzinach i masz wszystko gdzieś, więc po prostu nie demonizowałabym tego.
Nie, nie powiedziałaś, ale wypowiadasz się o takiej pracy z dużym brakiem szacunku, a to mówi samo za siebie..
Kammiś... TY chyba nigdy nie zasmakowałaś biedy, serio.
To nawet nie jest kwestia biedy.
Zgadzam się z Vinngą (jakkolwiek w sieciówkach na studiach nie pracowałam), że jest to po prostu dobra szkoła.
Moje studiujące dzieci chociaż ze względów finansowych pracować nie muszą, to czasem podejmują jakąś dorywczą pracę (zupełnie niezwiązaną z kierunkiem studiów), co gorąco popieram. Dobra szkoła ![]()
Siostrzeniec mojego męża w czasie studiów pracował w McD (rodzice stomatolodzy, więc wielkiej potrzeby finansowej nie miał
) i do dziś bardzo sobie to chwali.
Stwierdzenie o "obowiązku" było żartobliwe.
Cynicznahipo napisał/a:Kammiś... TY chyba nigdy nie zasmakowałaś biedy, serio.
To nawet nie jest kwestia biedy.
Zgadzam się z Vinngą (jakkolwiek w sieciówkach na studiach nie pracowałam), że jest to po prostu dobra szkoła.
Moje studiujące dzieci chociaż ze względów finansowych pracować nie muszą, to czasem podejmują jakąś dorywczą pracę (zupełnie niezwiązaną z kierunkiem studiów), co gorąco popieram. Dobra szkoła
Siostrzeniec mojego męża w czasie studiów pracował w McD (rodzice stomatolodzy, więc wielkiej potrzeby finansowej nie miał) i do dziś bardzo sobie to chwali.
Stwierdzenie o "obowiązku" było żartobliwe.
Chodziło mi o to, że Kammiś dość gardzi taką pracą, ale może gdyby potrzebowała pieniędzy od zaraz, to złapałaby się takiej roboty i jeszcze by dziękowała losowi...
Kammiś, nie, nie oczekuję, że wejdzie ustawa nakazująca pracę w sieciówkach
Ale akurat przytoczonym przez Ciebie paniom urzędniczkom by się takie doświadczenie przydało ![]()
Bo tu zupełnie nie chodzi o umiejętność smażenia frytek, mycia podłogi czy nawet o punkt w CV. Tu chodzi o ukształtowanie podejścia do pracy. Akurat wspomniane urzędniczki bardzo często mają to podejście ukształtowane w niezbyt dobrą stronę. Chyba każdemu zdarzyło się odnieść wrażenie, że w urzędzie zajmuje paniom cenny czas przeznaczony na ich osobisty relaks... Kiedy pani urzędniczka dostaje 3 papierki zamiast dwóch to popada w czarną rozpacz, że jest zawalona robotą i warczy na każdego innego delikwenta, który ośmiela się mieć jakąś sprawę.
Kiedy praca w McD jest Twoją pierwszą pracą to ma ona ogromny wpływ na kształtowanie całego dalszego stosunku do pracy. W sieciówkach wymagana jest miła obsługa klienta, szybkie i sprawne wykonywanie obowiązków, nie można się obijać, są wyznaczone godziny przerw - poza nimi się wyłącznie pracuje. Nie można sobie wyjść w czasie pracy do fryzjera, z 5 minut spóźnienia trzeba się ostro tłumaczyć. To wyrabia pewną POSTAWĘ, która jest później dużym atutem, niezależnie od stanowiska. Każda praca posiada pewną specyfikę, czegoś uczy, wyrabia pewne nawyki. I właśnie uważam, że sieciówki mogą mieć pozytywny wpływ na kształtowanie przyszłego pracownika innej firmy, w dodatku w szerokim zakresie.
Swoją drogą- orientuje się ktoś ile obecnie zarabia się w sieciowych restauracjach?
Nie wiem, jak to jest z innymi, ale w średniej wielkości mieście (powiat) w McD to jest to od 10,30 zł za godzinę w górę. Zależy od stażu pracy i stanowiska. Dodatkowo tam studenci w roku akademickim mają jakoś 400 zł dodatku na miesiąc na szkołę (nie wiem, czy dotyczy wyłącznie zaocznych, czy dziennych też, bo wszyscy moi znajomi, którzy tam pracują, to studiują zaocznie).
A co do sieciówek - ja sama tam nie pracowałam, ale znam i to bardzo dobrze, kilkadziesiąt osób, które w takich miejscach pracują - średnie miasto, z którego pochodzę, więc właściwie poza McD i Burger Kingiem to nie ma takich miejsc na tymczasowe zaczepienie studentów, jeśli nie wyjeżdżają na studia gdzieś dalej. Większość z nich pracuje tam od lat, nie narzekają. Jeśli już to nie na samą pracę, tylko np. na kierowniczkę czy niesympatycznego pracownika - czyli coś, co z samą restauracją nie jest związane.
Owszem, czasem mówią o natłoku roboty, ale najczęściej wtedy, kiedy zjawia się jakaś wycieczka, poza tym nie marudzą, kwestia przyzwyczajenia chyba. Co do porównania do innych prac - mają na kilku miejscach dużą rotację, ale większość tam pracuje od kilku lat, w sumie od powstania McD. Moja przyjaciółka zrezygnowała dla Maca ze spokojnej pracy na stoisku w galerii, gdzie przez większość dnia mogła czytać coś albo siedzieć z laptopem, na rzecz właśnie ganiania z burgerami i nie żałuje, bo tak jej czas szybciej leci, młody zespół - dużo znajomych, nie nudzi jej się. Więc myślę, że to też zależy od człowieka, jednemu będzie to odpowiadało, innym nie.
23 2014-09-16 14:41:12 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-09-16 14:58:35)
Pracowałam w trakcie studiów dziennych jako manager trainee w McD, póżniej jako II asystent (nie wiem czy nadal są takie stanowiska).
Niemniej, pracę wspominam bardzo dobrze.Nie ukrywam, że dobrze płacili, była to stała pensja - kontrakt, która w czasie studiów bardzo się przydawała
Po studiach odeszłam, ale szczerze powiem, iż dostałam bardzo dobrą ofertę pracy właśnie dzięki doświadczeniu w McD - bo tak jak Vinnga napisała umiejętności tam nabyte okazały się pomocne i stanowiły świetną bazę do następnej pracy. Mój nowy pracodawca dał mi kierownicze stanowisko właśnie dzięki doświadczeniu w McD. Zasady pracy w McD są (albo powinny być) takie same w każdej restauracji ale pamiętajmy też o tym, ze chociażby atmosferę pracy zawsze tworzymy my, pracownicy - i to bez wględu czy jest to biuro, budowa czy McD ![]()
Ja w Macu czy innym KFC nie pracowałem ale z tego co słyszałem od osób tam kiedyś pracujących to ... było stosunkowo ciężko i może nie jakoś wybitnie źle ale też jakoś bardzo pozytywnej opinii to nie słyszałem.
I szczerze mówiąc trochę nie rozumiem słów innych, głównie vinngi.
A to ciekawostka nieprawdaż?
No bo te wprawianie się w nowe sytuacje, nowe zadania, zetknięcie się z różnymi ludźmi, szacunek do kasy - przecież to na dobrą sprawę jest w każdej pracy, zwłaszcza tej pierwszej. I nie wiem czy wiesz vinnga ale w innych firmach też robi się akcje w stylu mycie czystej już podłogi. ![]()
Nie wiem, powiecie że się nie znam bo nie pracowałem - to prawda ale taki Mac ma u mnie jedną zasadniczą wadę - pracę w pośpiechu. Nie lubię tego a obecnie nawet bardzo tego nie lubię, głównie przez byłą pracę. Nie jestem też osobą która lubi takie żółwie tempo, lubię pracować względnie szybko ale wtedy gdy są ku temu warunki, aż się przypomina pewne babcine przysłowie jak o tym myślę ... No a po drugie bardzo nie lubię pracować w nerwach, na szybko, idąc na ilość / jakość ( lub na jedno i drugie naraz ) w momencie gdy z nadwyżkowych sił nie zostaję chociaż minimalnie wynagrodzony. Czymkolwiek. A mam wrażenie że Polacy w zagranicznych firmach które mają filie w naszym kraju wręcz są stworzeni do tego by gnoić i gonić swoich, samemu zbierać śmietankę a ludziom rzucić marne ochłapy. Gardzę takimi osobami. Trochę odbiegłem od tematu ...