Witam wszystkie użytkowniczki. Borykam się z poważnym problemem, a konkretnie z okropnymi kłamstwami ze strony męża. Wszystko zaczęło się już od samego początku, jednak początkowo wiele kłamstw uchodziło na sucho czyli nie miałam o nich bladego pojęcia. Potem zdarzały się różne, małe kłamstewka, która albo traktowałam z przymrużeniem oka albo los powodował, że wyglądały jak po prostu pomyłki ze strony męża. Na szczęście jeszcze nie mamy dziecka, więc mam szanse odejść ale nie chcę jeszcze tego robić, gdyż kocham mojego męża, ma ładny dom, dobrze zarabia, jest świetnym kochankiem i nie zdradza mnie - chyba, bo póki co nie było żadnych symptomów ale kto wie co się może okazać... dlatego też dmucham na zimne. Sprawa wygląda tak, że mąż krok na kroku zmyśla, kłamie w ten sposób, że przypisuje sobie przykładowo zasługi innych. Ktoś zrobił coś dobrego w pracy, a mąż opowiada mi, że to on. Udaje, że osiągał rzeczy z którymi tak naprawdę nie miał żadnych powiązań. Wymyśla historia, które nie miały miejsca, jak romans z jedną z bardziej znanych dziewczyn, nie żadną światową celebrytką ale w miarę znaną aktorką. Przed kolegami robi to samo, przed rodzicami też. Opowiada im nieraz ile to dla mnie nie zrobił i jak bardzo mi nie pomaga w domu, podczas gdy, tak naprawdę jego obowiązkami jest wynoszenie śmieci, uczesanie psa i nakarmienie swojego ptaszka... resztą zajmuje się Ja. Mąż non stop kłamie, nie potrafi chyba tego nie robić. Co gorsza w wiele swoich kłamstw po prostu wierzy... to mnie martwi i z tego powodu, uważam, że to jakaś choroba... początkowo myślałam, że to schizofrenia ale potem znalazłam ten tekst: http://www.biomedical.pl/psychologia/mitomania-patologiczne-klamstwo-5492.html - wierzę bardziej w te wersję, gdyż mąż nie przejawia objawów agresji, obsesji na punkcie śledzenia mnie i tak dalej. Jest po prostu nałogowym kłamcom, nie dotrzymuje obietnic, wymyśla nie stworzone historie, przeistacza rzeczywistość i tak dalej. Sam w to wierzy, co jak pisałam skłoniło mnie do tej teori. Jestem bardzo zaniepokojona. Rozmawiałam z nim o tym już dwa razy, przyznaje się, że "czasem zdarzy mu się" skłamać ale to tyle.Trzyma nadal wiele swoich wersji jako pryzmat rzeczywistości, mimo tego, że są dowody iż kłamał. Cały czas kłamie, nawet nie wiem, czy ostatnio mówi w czym kolwiek prawdę, to taki chory krąg, który bardzo męczy człowieka a ja chcę spokojnego życia. Jak nakłonić go do psychologa? Da się to jakoś leczyć? Jest chyba zbyt zadufany w sobie, żeby pójść do psychologa... potem by kłamał, że nie chodzi. To jest normalnie szaleństwo! Co o tym myślicie?
1 2014-09-03 12:12:21 Ostatnio edytowany przez przestrazonam (2014-09-03 12:12:34)
Podobne tematy
Żyłam z taką osobą niestety kilka lat - osobowość socjopatyczna, narcyzm. Wymyślał, żeby być lepszym w oczach innych, żeby coś ukryć, uniknąć kosekwencji... nawet w blachych kwestiach, z przyzwyczajenia....
Tak się żyć nie da. Ja na twoim miejscu nie pakowałabym sie w ten związek... bo możesz sama ucierpieć na tym psychicznie...
Cały czas nad tym myślę, żeby tak zrobić ale mimo wszystko chciałam spróbować pomóc, bo moje serducho jest chyba za miękkie. Nie płacze nocami, jestem twarda - chyba, albo obojętna już - sama nie wiem. Jeżeli nie zgodzi się na leczenie i sytuacja w najbliższym czasie ulegnie zmianom, odejdę. Nie mam wyjścia, pieniądze mi szczęścia nie dadzą a miłość tak... więc chyba tak zrobię. Bardzo dziekuje za odpowiedź.
Cały czas nad tym myślę, żeby tak zrobić ale mimo wszystko chciałam spróbować pomóc, bo moje serducho jest chyba za miękkie. Nie płacze nocami, jestem twarda - chyba, albo obojętna już - sama nie wiem. Jeżeli nie zgodzi się na leczenie i sytuacja w najbliższym czasie ulegnie zmianom, odejdę. Nie mam wyjścia, pieniądze mi szczęścia nie dadzą a miłość tak... więc chyba tak zrobię. Bardzo dziekuje za odpowiedź.
Tu też chodzi o Ciebie... chcesz mieć miękkie serce - pomóc... rozumiem, Ja też chciałam, ale w pewnym momencie musisz ratować siebie bo sama zaczynasz wpadać w obłęd... nidy nie jesteś pewna tego co Ci mówi. Nie będziesz miała żadnej pewności na czym stoisz, nigdy nie będziesz w stanie ocenić sytuacji. Zaufać, powierzyć opiekę nad dzieckiem, majątkiem.
Jeżeli chcesz tak życ w imię miłości to twój wybór. Po tym co przeżyłam nigdy więcej związku z kłamcą - jedno kłamstwo i do widzenia... pomimo, że serce też mam czułe...
I chyba tak zrobię, nie będę się męczyć. Nie z patologicznym kłamcą, który w przyszłości może kłamać również dzieci. Masz rację, trzeba coś zmienić a człowiek boi siętych zmian, być może okażą się tylko straszne na początku a potem się ułoży. Dziękuje za słowa motyawcji, to wiele dla mnie znaczy. Teraz czas wziąć się za siebie... coś zmienić i zrobić. Jeszcze raz dziękuje.
znam dwie takie osoby. jedna z nich to moja była przyjaciółka. często opowiadała niestworzone historie, wiecznie zmyslała. drugi przykład to były chłopak mojej przyjaciółki. też zawsze było co to nie on, czego nie zrobił, ile to nie ma pieniędzy, z jaką prędkością to nie jechał.
generalnie obydwoje traktowani byli przeze mnie jak i przez innych na zasadzie 'farmazon, pie*dol, pie*dol ja posłucham". to co mówili jednym uchem wlatywało, drugim wylatywało. nie było to jakoś specjalnie męczące.
ale jak widać jedno i drugie jest już 'byłe", więc na dłuższą metę jest ciężko.