Witam Wszystkich, mam 30 lat, męża (jeszcze) i 3- letniego synka. Piszę, bo poszukuję ludzi, którzy dodadzą mi otuchy i siły, by dalej żyć... Znamy się z mężem od 5 lat, jesteśmy małżeństwem od 3. Wszystko było jak w bajce... do czerwca tego roku. Mąż poznał inną kobietę, nie mam żadnych namacalnych dowodów jego zdrady, tylko to co widzę w jego oczach...jego zachowanie, podekscytowanie gdy ją widzi, ich spojrzenia i jego perfidne kłamstwa. Poznali się na placu zabaw dla dzieci, gdzie przychodził z naszym synkiem, ona z córką, jest samotną matką i wiem to uwiodła go, oczywićsie nie wątpię w jego przy tym winę. Niestety ich przyjaźń, uczucie rozwijało sie na moich oczach, nie potrafię określić bólu i cierpienia jakie znoszę. Najgorsze jest to,że nie przyznaje się do niczego, wypiera, moje próby porozmawiania o tym prowadziły tylk do awantur. Do tego wszystkiego do sprawy włączyła się jego matka (mąż poskarżył się jej że go nękam) moja teściowa która oczywiści nie wątpi w niewinność synka a mnie uważa za psychopatkę, uznała mnie (jak z resztą wszyskich innych którzy się jej nie podporządkują) za osobę chorą psychicznie, która ma urojenia i wysłała do psychiatry. W ten sposób przez ostatnie trzy miesiące poznałam prawdziwe oblicze człowieka, którego uważałam za szlachetnego, uczciwego, dobrego i szczerego, którego kochałam i chyba nadal kocham, choc nie wiem czy chcę z nim dalej żyć. Moja sytuacja jest o tyle trudna, że mieszkam w obcym mieście z dala od rodziny i przyjaciół, gdybym chciała odejść, nie mam dokąd pójść z dzieckiem. W tej chwili ja skończyłam rozmowy na ten temat, staram się robić wrażenie, że zapomniałam o sprawie, robię to również ze względu na synka, widzę jak wpływa na niego atmosfera w domu i moje relacje z mężem.
Mąż uchodzi wśród znajomych za porządnego człowieka, wiem że nie chciałby popsuć swojej reputacji, a jednocześnie czuję, że nie zrezygnuje z tamtej, najwyraźniej odpowiada mu taka sytuacja, żona w domu, która ugotuje i posprząta a do miłości ona...
Nie wiem jak długo wytrzymam, to ponad moje siły, słyszę "dobranoc kochanie", kiedy wychodzi do pracy (pracuje zmianowo), a po godzinie kiedy chcę zadzwonić - cisza, wiem,że rozmawia lub jest z nią, na pytanie czemu nie odbiera, oczywiście słyszę później tysiąc wymówek w które nie wierzę.
Dodam też, że nie jestem zaniedbaną kurą domową, pracuję oraz studiuję, staram się dbac o siebie i wiem, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę. Nie doszukję sie więc w całej historii swojej wyłacznej winy, może tylko tego, że byłam, że jestem dla niego za dobra, nigdy nie miałam wymagań, zawsze więcej dawałm niż brałam, a on to haniebnie wykorzystał i wykorzystuje teraz swoją władzę, swoją przewagę nade mną. Nie potrafię uwierzyć, że tak upokarza, upadla mnie człowiek, który był całym moim światem. Jak dalej żyć??????
Podobne tematy
Witaj - często jest tak ,ze wydaje się nam iż znamy bliską nam osobę na wylot, iż możemy jej ufać bez granic więc kiedy taka osoba nas zawodzi ból jest ogromny i wydaje nam się ,że zawalił nam się cały świat. Często w takiej sytuacji tracimy szacunek nie tylko do ukochanego, ale także do samych siebie obwiniając się, że za późno "wykryliśmy" zdradę ...
Masz prawo do bólu, do negatywnych emocji - bowiem doświadczyłaś wielkiego zawodu ze strony mężczyzny , którego kochałaś. Masz też jak najbardziej prawo wymagać od niego, aby wyjaśnił Ci całą sytuację i zerwał kontakt z tą kobietą dla dobra waszego małżeństwa. To bardzo okrutne ,że on wykorzystując Twoją miłość i samotność w obcym mieście nie pragnie wyjaśnić tej sytuacji i zakończyć romansu tylko udaje , że nic się nie stało. To nie jest w porządku wobec Ciebie i powinnaś żądać wyjaśnień nawet za cenę kłótni w domu ... Spytaj jak widzi przyszłość waszego związku, powiedz mu o swoich odczuciach związanych z tymi niejasnymi relacjami z tą obca kobietą bo nie możesz udawać ,ze nic się nie stało ... Czasem trzeba walczyć - nawet jeżeli nie mamy duszy wojowniczki ... Ale myślę, że nie brak Ci odwagi, dlatego nie bój się konfrontacji ! Najważniejsze jest to żebyś wiedziała na czym stoisz i na co możesz liczyć. Często gdy unikamy ostrej konfrontacji w momencie kiedy powinniśmy do niej dążyć i zamiatamy sprawy pod przysłowiowy "dywan" okazuje się ,że owszem na jakiś czas znikają one z zasięgu naszego wzroku , ale jest to działanie na krótką metę - wyjdą na wierzch w najmniej spodziewanym momencie. Do tego dużo bardziej "nabrzmiałe", silniejsze, bardziej bolesne ... Musisz z nim rozmawiać , musisz zażądać od niego zdecydowanych działań i deklaracji. Nazwij swoje uczucia - powiedz a nawet wykrzycz mu jak bardzo Cię rani, spytaj co on by zrobił na Twoim miejscu, spytaj co by zrobił gdybyś ty go zdradziła... - być może "wczuwając" sie w rolę dotrze do niego to co robi ... Pamiętaj ,ze czas działa tutaj na Twoją niekorzyść... Musisz działać zdecydowanie i szybko !
Niech to będzie wasza wspólna walka o to małżeństwo. Spróbuj uratować tyle ile się da ... A może uda się jeszcze uratować wszystko- czego Ci życzę.
Nazwij swoje uczucia - powiedz a nawet wykrzycz mu jak bardzo Cię rani, spytaj co on by zrobił na Twoim miejscu, spytaj co by zrobił gdybyś ty go zdradziła... - być może "wczuwając" sie w rolę dotrze do niego to co robi ...
To co napisałać jest jak najbardziej właściwą radą, ale mam jedno małe ale - wynikające z mojego doswiadczenia zyciowego: ja spytałam swojego męża, czy rozumie jak ja się czuję, powiedziałam mu o tym, że jestem zła, wściekła za to, że mnie zdradził, spytałam jak mam go traktować po tym wszystkim i jak on czułby się, gdybym to ja całowała się z innym, przytulała sie do innego, pokochała innego mężczyznę (on powiedził mi, że "tylko ją całował, przytulał i pokochał, ale nie było miedzy nimi uczucia")... Wiesz, co mi odpowiedział? "Potraktuj to jako było minęło - ja tez bym tak podchodził i uznał temat za zamknięty". Szczerze przyznam, że to co usłyszałam zabolało jeszcze bardziej.
Witam, dziękuję za dobre słowa i rady, są dla mnie bardzo cenne, pokazują inny punkt widzenia, co jest mi potrzebne. Niestety, dziś miałam kolejna rozmowę z mężem, moje pytanie czy kogoś ma doprowadziło go do furii, nie widziałam go jeszcze w takim stanie, nadal upiera się, że mnie nie zdradza, usłyszałam, że jestem wariatką i idiotką i wiele innych przykrych słów (a rozmow ata tylo po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest ktoś inny). To bardzo boli, ale w tej chwili jestem skłonna uwierzyć, że nie tylko mnie juz nie kocha (o ile kiedykolwiek tak było), ale wręcz nienawidzi, ponieważ stoję na drodze do jego szczęścia z tamtą. Obawiam się, że będzie starał sie nadal pogarszać ze mną stosunki, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla siebie i dla świata, że trudno mu żyć z taką wiedźmą, wiec poszukał sobie innej (jego matka z pewnością w to uwierzy).Ta druga ma na niego ogromny wpływ, jest po prostu totalnie zaślepiony, podejrzewam, że to ona nim kieruje i maniupuluje. Teraz widzę jak wrednym jest typem, unika podjęcia jakiejś decyzji, aby móc być czystym, gdy decyzję podejmie za niego ktoś inny, i będzie to zła decyzja. Tak więc nadal jestem w punkcie wyjścia, ja nie mam dowodu, on sie do niczego nie przyznaje, tylko po mału wypala sie wszystko co dobre w naszym związku, a ja cierpię i patrzy na to nasz 2,5 letni synek, który dużo rozumie i czuje, przez co cierpię jeszcze bardziej.... Jestem zagubiona i nie widzę już wyjścia z całej sytuacji, boję się, że będzie coraz gorzej... A najbardziej chyba boję się jednak samotności i jego odrzucenia, a on to wykorzystuje i tu kółko sie zamyka...Na koniec zapytam czy znacie może jakieś instutucje, organizacje, które mogły by mi tutaj pomóc (chodzi mi o pomoc psychologiczną, ew, prawną), z góry dziękuję za informacje i zainteresowanie
Witaj Nieszek! Przede wszystkim zgłos sie do psychologa - sprawdź, czy jest w pobliżu twojego miejsca zamieszkania jakas poradnia psychologiczna i umów sie na wizytę. Od razu powiem ci, że prawdopodobnie po paru spotkaniach psycholog poprosi, żebyście przyszli razem - będzie sugerował terapię małżeńską choćby dlatego, ze macie malutkie dziecko. Co do męża to musisz sama ocenieć, czy lepiej teraz zacisnąć zęby i na razie skończyć rozmowy na ten temat (przynajmniej do czasu wizyty u psychologa - możesz go spytać czy masz rozmawiać czy nie) czy przeciwnie. drążyć temat. Choć z tego co piszesz wynika, że im bardziej chcesz rozmawiać, tym bardziej twój maż ma tego dość. Tak mi przyszło do głowy: a może spróbuj np. przez kilka dni nie wracać do tego tematu, może wykombinuj jakieś zajęcia domowe, do których zaangażujesz męża (nie wiem, może remont albo jakieś imprezy z przyjaciółmi - chodzi o to, żeby spędzał z toba i dzieckiem maksimum czasu i widział, że odpusciłas ten temat) i zobaczysz, jak on bedzie się zachowywał... I na pewno przestań gadać o tym z teściową: cokolwiek sie stanie, to zawsze będzie jego matka i zawsze usłyszysz, że wina w połowie jest twoja (one tak juz mają). Jeśli chodzi o porady prawne, to udzieli ci ich każdy prawnik - tylko, że w twojej sytuacji chyba jeszcze za wczesnie na prawnika,bo przecież żadne z was nie mówi, że to koniec... Doskonale rozumiem jak się czujesz, ale choć ja mam za sobą rozwód (i próby terapii małżeńskiej, i rozmowy z tesciami, i nawet próby ułożenia po rozwodzie wszystkiego od nowa z moim byłym - znudziło mu się jednak po tygodniu) to nie wiem, co ci doradzić, bo to strasznie trudne... Mi mówili, że mam czekać, aż będę pewna swoich decyzji. Ja myślałam, że trzeba działać szybko, walczyć. Żadna z tych metod nie zdała u mnie egzaminu - efekt jest jaki jest.Trzymaj się i pisz, jak sobie radzisz!
Miła dziewczyno ,radzę Ci szczerze porozmawiac z mężem ,jeśli nie zechce, zamilcz i to na długo ,wychodz z domu i nie mów gdzie ,zacznij go ignorowac a zobaczysz jak go to ruszy . Wiem ,co czujesz ,wspolczuje,daj znac co dalej...
Niestety nic na niego nie działa, próbowałam już chyba wszystkiego. W tej chwili prawie ze sobą nie rozmawiamy, jemu jest chyba z tym dobrze, widzę te jego ukryte uśmieszki i nieobecną minę, z telefonem się nie rozstaje, nawet kiedy śpi. Kiedy udaję, że o wszystkim zapomniałam, on wykorzystuje moje zaufanie, kiedy znowu próbuję rozmawiać, on wpada w furię. Nadal uważa,że jest zupełnie w porządku wobec mnie jako mąż, ponieważ wykonuje swoje obowiązki, pracuje, zajmuje się dzieckiem, ja natomiast jestem złą żoną, ponieważ nie okazuję mu zaufania i szacunku poprzez ciągłe oskarżenia (to jego słowa). Na moje pytanie co dalej, on odpowiada, że powinnam to pytanie zadać sobie, kiedy proponuję terapię małżeńską, odmawia. Myślałam nawet o krótkim rozstaniu, jednak ja nie mam dokąd pójść z dzieckiem, jestem od niego przez to uzależniona, on z kolei nie chce wyprowadzić się na jakiś czas. W tej chwili jego zachowanie odbieram jako "myśl sobie co chcesz, i tak nie masz dowodów, ja jestem w porządku jako mąż, a jak Ci się nie podoba, to jeszcze Ci pokażę". On i teściowa zagrozili, że jeżeli zechcę odejść zabiorą mi dziecko. Są w stałym kontakcie, przy czym ona jako ofiara moich urojeń, ona jako troskliwa ale i przedsiębiorcza mamusia.
Dziękuję za odpowiedzi, i proszę piszcie do mnie to w pewnym stopniu mi pomaga, pozdrawiam.
Strasznie to skomplikowane, nie wiem co moge powiedziec...
Osobiscie, nie chcialbym wychowywac moje dziecko z kims, kto zachowuje sie tak jak twoj maz...
Lepiej chyba nie miec w ogole ojca i meza niz miec kogos takiego...
Jakim przykladem bedzie swiecil?
Czy bedziesz w stanie mu jeszcze kiedykolwiek zaufac, nawet gdyby z dnia na dzien wszystko sie zmienilo na najlepsze?
Zreszta to chyba juz nigdy nie bedzie tak samo, niezaleznie od terapii i innych zabiegow - zawsze bedziesz na niego patrzyla przez pryzmat tego, co sie wydarzylo... Dobrze wiesz, ze Wy kobiety, jestescie pamietliwymi istotami i bardzo latwo mozna stracic wasze zaufanie.
Jedyne chyba co mozesz zrobic to pokazac mu, ze realne jest, iz moze Cie stracic. Moze calkowicie zignoruj go, wyjedz gdzies na jakis czas. Przewaznie jest tak, ze docenia sie pewne rzeczy najbardziej, jak sie je straci.
Pytanie tylko, czy jesli zacznie mu Ciebie brakowac i zrozumie jaki popelnil blad, to czy bedzie warto takiego kundla z podkulonym ogonem z powrotem przyjac... ![]()
Jestescie dorosli, macie dziecko. Troche za pozno juz na wychowywanie meza, jesli Twoj mezczyzna woli zaprzepascic to co was laczy/laczylo z powodu kilku chwil ekscytacji z jakas glupia dupa - jego strata.
Nas da sie wychowac do pewnego stopnia, i wielu kobietom to sie udaje, pytanie tylko, czy zawsze warto na to tracic czas, sily i zdrowie...
Droga dziewczyno,proszę badz cierpliwa,w dalszym ciągu go ignoruj. Skup się wyłącznie na sobie i dziecku. Nie oskarżaj go nic,nie rób mu żadnych wymówek! Czas pracuje na Twoją korzyść ,przekonasz się,że długo tego nie wytrzyma i cały ten jego romans wyjdzie na jaw ... Aha,bądz miła ,uśmiechnięta Proszę wytrzymaj to..., ja to przerabiałam !
Dzięki Animozja 4, ale zdaje się, że on właśnie na to czeka. Z ostatniej naszej rozmowy zrozumiałam, że byłby szczęśliwy, gdybym potwiedziła mu,że jestem wariatką, która ma urojenia i stąd te posądzenia i pytania. Mam jeszcze pytanie, czy powinnam sprawiać wrażenie, że zapomniałam o sprawie, lub czy uznałam, że to rzeczywiście moja chora wyobraźnia? Lub może dawać mu odczuć, że wiem, tylko czekam na rozwój wydarzeń? I czy mogę zapytać jak u Ciebie zakończyła się ta historia?
Droga Dziewczyna, przede wszystkim,proszę Cię o cierpliwość, poza tym musisz zadac sobie pytanie,czy chcesz o niego walczyc? Ja jestem radykalna ,zbyt..,potrafię cierpieć,zapewne na Twoim miejscu pierwsza bym mu powiedziała,że dalszy związek nie ma sensu i chcę natychmiast separacji...Domyślam się,że na to się nie zdecydujesz,wiec dalej bądz dla niego miła i zachowuj się ,jak gdyby nigdy nic...,albo mu tamta baba wyparuje z głowy ,albo sam w końcu powie Ci prawdę. Wypłacz się do poduszki ,a przy nim głowa do góry, według wskazowek j.w. A co do mnie,to porzuciłam drania,nie żałuję!
pruba rozmowy i atak znam to mówi że jesteś szlona że ta zazdrośc jest nie na miejscu lub że ma dośc fałszywych oskarżeń że sobie coś ubzdurałas.
Niestety dopuki nie masz namacalnego dowodu to on jest górą a nawet jak masz to i tak się wyperze.
Ja u swojego znalazłam 3 razy w jednym tygodniu nowe prezerwatywy i co i nic (dodam że my nie używamy gum bo mam wkładke) wymówki ale że mu szperam po rzeczach i kłutnie .
Finał rozmowy nie pomagały związek się sypał więc po wielu prubach zrobiłam tak :solarium, nowe ciuchy,fryzjer dziecko do babci i sobota wyjście z koleżankami niedziela też w tygodniu na kawe i co zaczoł mnie sprawdzac pomogło od ręki zostawił swoją lalunie żeby pilnowac żony radze podobnie.
Nikogo nie zmusisz do miłości. Dopiero dając mężowi prawo wyboru poprzez kategoryczne postawienie ultimatum zobaczysz, czy jemu zależy na Tobie. Musisz być przy tym przygotowana na jego odejście. Kłótnie, mówienie o swoim bólu, jaki ci zafundował, nie pomogą. Dają odwrotny efekt. Popatrz na wszystko z tej strony, że jeśli wybierze Ciebie, wówczas raczej nie szybko spróbuje podobnych wojaży, a przede wszystkim zobaczy, że w takich sprawach nie ma z Tobą żartów. Natomiast, jeśli odejdzie, to możesz być pewna, że nawet przez minutę nie był warty Ciebie i dziecka, które mu dałaś i wcześniej czy później odszedłby od Was. Po prostu coś nie zagrało w jego wychowaniu, jego rodzice musieli popełnić jakiś błąd wychowawczy, którego ty nie dasz rady u dorosłego człowieka naprawić. Idź do psychologa. Nie ciągnij tej sytuacji dłużej, bo Twój mąż na to liczy. I na koniec pamiętaj, że co nie zabije to wzmocni.
Witaj Nieszek,
Trudno znaleźć słowa pocieszenia dla Ciebie. I jeśli istnieje ta druga kobieta w życiu twego męża po tak krótkim okresie waszego małżeństwa, to bardzo źle o nim świadczy. Nie jest Ciebie wart i nie kocha cię dostatecznie mocno. Ale zastanawiające jest to, kiedy on znajduje czas na spotkania z inną kobietą? Nie mogłam się doczytać szczegółów, na jakiej podstawie wyciągnęłaś takie wnioski. Napewno warto go poobserwować byś zdobyła jakiś chociażby cień dowodu na to, że spotyka się z inną. Powinnaś wzbudzić w nim zazdrośc, zrobić się na bóstwo, wyjść z przyjaciółkami gdzieś wieczorkiem, a jemu tak organizować wasz wspólny czas, aby nie miał nawet sposobności spotykać się z inną . Może wyparuje mu ona z głowy. A może warto pomyśleć również o wspólnym wyjeździe z nim tylko we dwoje by wasze relacje poprawiły się. Skoro twierdzi iż nikogo nie ma to powinien być szczęśliwy, że spędzicie czułe chwile tylko we dwoje, a jego mamusia niech zoopiekuje się przez weekend waszym dzieckiem. Powinna się na to zgodzić skoro wie iż relacje wasze są nieco oziębłe ostatnimi czasy. Wiem z własnego doświadczenia że gdy małe dziecko pojawia się na świecie, to kobieta zazwyczaj pochłonięta zajęciami przy dziecku, ma mniej czasu dla męża. Poza tym kobiece libido znacznie słabnie. Czasem i faceta przytłacza taka nowa sytuacja.......
Trzymaj się mocno i nie daj się zwariować. Trzymamy za Ciebie kciuki. Nie ma sensu szarpać sobie zdrowia. Im bardziej będziesz natarczywa, tym bardziej on będzie się od Ciebie oddalał. Pozdrowionka ![]()
Nieszek zaglądasz tu jeszcze? Co u Ciebie?