Witam !! Jestem tutaj nowa .
Dziś koleny raz rozstałam się z facetem z którym jestem już ponad 20 lat .Boję się , że może nie ostani . I nie wiem co robić . Właściwie to szukam tutaj jakiegoś wsparcia i zrozumienia i siły by w tym wytrwać . Mój partner to model mamisynka wiecznie skrzywdzonego i lamentującego nad swym losem . Tak więc całe nasze zycie dźwigałam na plecach, Jak ślimak jakiś . Wszystko na mojej głowie. A on ??? Wieczne pretensje , że mu żcie zmarnoałam . Ja !!! Mam dość !! Kolejny raz mam dość . Wiem jednak , że on nie ma gdzie iść . Wszystkich na siebie poobrażał i za 2 dni wróci z podkulonym ogonem głodny i brudny a ja go przyjmę . Jak zawsze . Czy ja muszę być za niego odpowiedzialna ??? Do tego mieszkam na odludziu i jestem zupełnie sama . Pozdrawiam . Napiszcie mi coś proszę
Podobne tematy
Witaj.
facet to nie Twoje dziecko ani Twoja utrzymanka.
po drugie jestem pełna podziwu że wytrzymujesz juz 20lat w chorej sytuacji. Jesteś w związku ale tak na prawdę sama z dorosłym " dzieckiem"
Teraz masz okazję zrobić coś co powinnaś już dawno..a mianowicie ZAKOŃCZYĆ to i zająć się sobą. Odzyć, spelnic swoje pragnienia, a xo najważniejsze pozbyć się kogoś kto żeruje na uczuciach innych.
Znalazl u CIEBIE azyl, jesteś kolem zapasowym. Nie daj się kobieto.
Są na tym świecie mężczyźni dla których nie bedziesz matką a zona i ciężar życia bedziecie dźwigać oboje
Glowa do góry i nie wpuszczamy mamisynka juz do naszego życia
Hej dziewczyny, przechodze to samo, jestem z facetem od 5 lat, rozchodzimy sie i powracamy, dzis na nowo rozeszlismy sie. Na poczatku bylo wszystko super...odkad zamieszkalismy razem popsulo sie...wydaje mi sie ze jest duzym dzieckiem, obowiazki domowe przerastaja go...8 miesiecy temu zeszlismy sie na nowo po 9 miesiecznym rozstaniu...ja go caly czas kocham a on ma mnie gdzies, pokazuje mi to swoim zachowaniem...teraz jest na obiadku u swojej mamusi...ostatnio poklocilismy sie, on wine zwala na mnie,cale zycie ja jestem winna, juz nie daje rady ale tez nie potrafie odejsc...
Nie ma go, caly czas jest poza domem, z jednej pracy jedzie do drugiej, jak wroci do domu to pracuje do rana...nie mam znim kiedy porozmawiac, kontroluje go od czasu do czasu bo stracilam do niego zaufanie kiedy mnie zostawil....ostatnio w nocy przegladalam jego telefon i cos mnie zaniepokoilo i go w nocy obudzilam aby sie zapytac (bo nie mam kiedy - calyczas go nie ma) a on ze mu awanture zrobilam, ze go oskarzam i cos wmawiam - mimo ze nie krzyczalam i bylam spokojna bo wiem jaki on jest nerwowy...siedzialam na lozku i go obudzilam i zadalam pytanie a on zrzucil mnie z łózka i krzyczal zebym "spierdalala", spadłam na podloge i uderzylam sie w szafe, dodam jeszcze ze nabawilam sie siniakow na nogach i on wie ze mam problemy z kregoslupem, na jedna noc wyprowadzilam sie do kolezanki ...nie przejal sie tym zupelnie, nawet nie przeprosil...wczoraj mimo tego ze zwala cala wine na mnie to chcialam porozmawiac na spokojnie to nie dalo rady, jak zawsze nerwowy i to ja jestem winna, nienormalna i duzo gorsze slowa ktorych nie bede tu pisala...nie potrafie odejsc
Witaj Anetsien.
potrafisz odejść ale nie chcesz. Liczysz w głębi serca że on się zmieni , że sytuacja po kolejnej szansie będzie lepsza. .a tu okazuje się że. .. jest jeszcze gorzej niż było poprzednio. I wypominanie ,rozgrzebywanie wcześniejszych błędów i kłótni sprawia iż w pewnym momencie bobma juz tykajaca wybuchnie. Wiem o czym mówię bo sama przez to przechodziłam. Jesli daliscie sobie któraś z kolei szansę i jest źle to dobrze juz też nie będzie. Tracicie wzajemny do siebie szacunek a to sprawia że niebawem wkradnie się nienawiść.
Proponuje zakończyć związek. Zakończyć stanowczo.
Dokładnie jest tak jak piszesz Anielica44, łudze sie cały czas ze bedzie lepiej, wszyscy dookoła radza mi aby odejsc i układac sobie zycie na nowo...tylko ze ja nie potrafie, jestem od niego uzalezniona emocjonalnie, zostawilam dla niego swoje marzenia, wrocilam do polski aby znowu razem z nim byc po tym jak mnie zostawil...nie czuje sie zrozumiana, czuje sie samotnie,mieszkam w miescie w ktorym on mieszka, znalazlam tu prace, nie mam wielu znajomych, rodzina moja jest daleko stad, kupil mieszkanie tutaj i w listopadzie jest odbiur kluczy, mielismy zamieszkac razem ale on twierdzi ze to bylaby glupota jakby mial mnie dopisac do kredytu i potem mieszkanie dzielic...(na poczatku mialo byc pieknie, slub, mieszkanie,piekce cudowne zycie,szacuunek), do tego jego matka, ktora mnie nie lubi a udaje wtraca sie do tego mieszkania, typu ze chce byc na pierwszym ogladaniu mieszkania na budowie, przjedzie mu okna po remoncie umyc...(w duchu siem smialam i gotowalam jak to slyszalam co mowi), dodam jeszcze ze na poczatku jak sie zeszlismy zamieszkalismy u jego matki, ktora bo 2 dniach nas wyganiala bo nie mogla wytrzymac z nami(chyba ze mna bo mnie nie akceptuje, mimo tylko ze tam spala i sie do niczego nie wtracalam, nawet na miescie jadlam a nie u niej) a teraz mamusia czuje sie jakby to mieszkanie bylo jej i jej synka gdzie nawet ani grosza nie dołozyla do niczego...zauwazylam tez ze im blizej jest odbiur mieszkania to on traktuje mnie obojetnie i lekcewazaco bo czuje sie pewny ze bedzie juz na swoim (teraz razem wynajmujemy mieszkanie)...
Rozumiem TWÓJ strach przed odejściem. Rozumiem TWOJE poświęcenie dla związku. Dobrze że pojmujesz że jesteś od niego uzależniona bo ewidentnie jesteś.
Tez popełniłam błąd rezygnując ze swojego życia dla męża. On natomist nie zrobil nic by dać mi poczucie bezpieczeństwa,miłości.
Z perspektywy czasu wiem ze nie bylo warto. Wlasnie sie rozwodze.
masz pracę moze pomysl o mieszkaniu na wynajem ale sama dla siebie. Niech pojdzie sam zamieszka niech mamusia mu pomaga niech odczuje calkowity brak Ciebie. Stanowczy brak. Jak to mówią w przyslowiu. Jesli odejdziesz a on wroci byl TWÓJ jeśli nie wroci nigdy nie należał do CIEBIE. Choc bez urazy moja droga jesli na starcie masz takie problemy to co bedzie dalej?a jesli pewnego dnia wyrzuci CIĘ z tamtego mieszkania? A jesli popchnie CIĘ tak ze zrobi CI krzywde na cale zycie? Przemysl z kim i czy warto CI dzielic zycie...
8 2014-08-30 17:37:11 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-08-30 17:37:44)
Anetsien: To co opisujesz to ZGROZA. Ale dużo gorszy nawet od samego scenariusza wydarzeń jest Twój stosunek emocjonalny do nich, tak jakbyś opisywała to wszystko z perspektywy osoby trzeciej, jak film, coś co dzieje się obok i kompletnie Ciebie nie dotyczy.
Nie jestem psychologiem, ale nie miałaś kochających rodziców, prawda?
Tu jest źródło Twojego uwiązania do tego człowieka, bo z miłością to nie ma wiele wspólnego, tylko Ty tego nie umiesz zauważyć, bo masz wypaczone pojęcie miłości.
Zmień swoje "oprogramowanie", uzdrów relacje najpierw ze sobą - polub i pokochaj siebie, wtedy z łatwością pozbędziesz się dupka, bo ten facecik nie jest w tej chwili nawet kandydatem na znajomego, co dopiero mężczyznę, z którym miałabyś dzielić życie.
Ocknij się i zacznij działać!
Bądź pewna- odwlekasz tylko nieuniknione. Praca nad sobą czeka Cię w 100%, Ty decydujesz kiedy się za to zabierzesz - teraz czy za 5 lat, z jeszcze większymi spustoszeniami w głowie, do których on się przyczynia a Ty przyzwalasz.
Weź odpowiedzialność za siebie. Krok po kroku.. W tej chwili Twój strach wynika z braku zaufania do siebie i mylisz go z miłością, żeby sobie bezradność zracjonalizować.
Rada: Pakuj beret, najważniejsze rzeczy i wyjazd na kilka tygodni z daleka od dupka i powolna, mozolna systematyczna praca nad budowaniem poczucia własnej wartości.
Wyjmij język z annusa Pana (nie)Wspaniałego ![]()
Dzięki za posty dziewczyny . Wiedzialam , że nie będę tutaj sama . No to mogę Wam teraz szerzej opowiedzieć o swoim (obecnie 44-letnim ) dziecku . U mnie nie było nigdy rzadnej zdrady . Nie kontrolowalam go nawet . On całkowicie uzależnil się ode mnie .Wiecie co ?Mam dwóch dorosłych synów . Oni dorośli . Mój partner nie . Kiedyś mieszkaliśmy w mieście . Żyła jego matka ( Ja nigdy nie miałam wsparcia w moich rodzicach i rodzeństwie ) Załatwiła mu pracę . Ja urodziłam synka Jakuba . Po 3 miesiącach okazało się , że jest poważnie chory . Kiedy miał rok usunięto mu nerke i wsadzono cewnik , bo operacja się nie udała .Jego ojciec natomiast w tym samym czasie zwolnił się z pracy , bo mu tam ktoś coś powiedział na przekór . Zostaliśmy z dwojgiem dzieci (W tym jednym chorym )bez środków do życia . Poszłam więc do pracy . Pracowalam tak przez 4 lata . On opiekował się dzieckiem . Właściwie jego matka ,ale zawsze twierdziła , że bez niego nie da rady . Po czterech latach umarła gospodyni u której wynajmowaliśmy mieszkanie . Nie stać nas było na inne . Jego matka mieszkala sama ,ale chciała mieć wygodę . Loś chciał , że w tym czasie mój ojciec z którym nie mialam żadngo prawie kontaktu postanowił kupić sobie ziemie na takim odludziu ( 6 hektarów ) Był tam niewielki domek bez wygód , ale to coś . Przeprowadziliśmy się . Mój partner nasłuchał się obietnic mojego ojca ( bądx co bądź fantasty ., któremy tak zależało na córce i wnuczkach jak na zeszłorocznym śniegu)- że będziemy tam bogaci i manna nam z nieba będzie leciała , żenie miał oporów . Pierwsze cztery lata mój partner siedział na zmianę u swojej matki , bo była stara i chora no i potrzebowała opieki na przemian z szukaniem pracy tam (50 km) bo na tym zad...u to nie ma pracy . Nigdy nie przyniósł do domu złotówki . Robiłam co mogłam . Trochę z tego gospodarstwa , trochę z zasiłków , Bieda z nędzą . Ja sama na odludziu z dwojgiem małych dzieci on był gościem . Potem umarła jego matka a siostra zabrała mieszkanie. Wtedy myślałam , że nareszcie będzie spokój,, No i jest spokój . Ja zarzadzam gospodarstwem , którego od 3 lat jestem w końcu właścicielem . W miedzyczasie skończyłam szkołę i zrobiłam prawko za ósmym razem , a on siedzi narzeka tylko na swój los . Obwinia wszystkich o swoje niepowodzenia . Jak nie ma nikogo to wrzeszczy na psa . Biedny człowiek . Pyta mnie o wszystko . Nie wstanie rano jak mu nie karzę . Nie podjął nigdy żadnej decyzji . A ja już nie ma siły . Jedem z moich synów pracuje na siebie i chce być instruktorem fitnesu a drugi studiuje dziennikarstwo . Tylko , ż ja mam małego rozwrzeszczanego podłego dzieciaka w ciele dorosłego facete , którego mama nauczyła , że wszystko mu się z urzędu od zycia należy . Tak więc dziewczyny wszystko cacy - wygoniłam go dziś i znoewu zaczynam się martwić o to co się z ni stanie. Taka moja przypadłość . Jestem głupia i tyle . Pozdrawiam
Autorko życie nie było dla Ciebie łaskawe.
Bez urazy ale TWÓJ mężczyzna to nieudacznik albo rasowy len = pasożyt.
tutaj najlepsza jest terapia szokowa czyli olanie i brak zainteresowania. Choc starych drzew jak to się mówi nie przesadza sie. Takze na jego zmianę i wzięcie sie w garść juz nie ma co liczyć. ..
żeby odzyskać spokój ducha sprzed 20lat proponuje zakonczyc wszystkie formalne sprawy i po ludzku zakończyć ta farse.
Droga Anetsien !!
Ja myślę , żę bicia i poniżania nic nie usprawiedliwia .Tacy ludzie się nie zmieniają .Uciekaj dziewczyno . Nie rób tego co ja . Nie marnuj zycia . Pozdrawiam
Właśnie !! Dziewczyny . Ten dupek nie jest nawet moim mężem . Taki miałam zamiar wiele razy , ale po jakimś czasie opuściłam ten głupi pomysł i wiecie co ?? Myślę , że paradoksalnie gdybym miała z nim ślub łatwiej byłoby zamknąc za sobą drzwi . ROZWODEM . A tak TEN wraca jak do siebie i zawsze szantarz emocjonalny - Synu nie mam dokąd iść . A ja zrobiłam się zupełnie aspołeczna . Nie mam znajomych( kiedyś byłam towarzyska . Może jestem wariatką albi zdziczałam w tym lesie ??? , Rodzina to mi wbije gwóźdź do trumny . To wszystko dzieje się w mojej głowie . Boję się samotności i tyle .
Elle88 miałam i mam bardzo kochajacych rodziców. Moi rodzice maja po 54 lata i do dzisiaj milo do siebie sie zwracaja, nie slyszalam zeby ktores do drugiego powiedziałao cos zlego, zeby sie kłócili, duzo ze soba rozmawiaja i rozmawiaja bardzo spokojnie...taka rodzine jak stworzyli moi rodzice tez chcialabym stworzyc i cieszyc sie szczesciem ale chyba facet nieodpowiedni
Elle88 miałam i mam bardzo kochajacych rodziców. Moi rodzice maja po 54 lata i do dzisiaj milo do siebie sie zwracaja, nie slyszalam zeby ktores do drugiego powiedziałao cos zlego, zeby sie kłócili, duzo ze soba rozmawiaja i rozmawiaja bardzo spokojnie...taka rodzine jak stworzyli moi rodzice tez chcialabym stworzyc i cieszyc sie szczesciem ale chyba facet nieodpowiedni
W takim razie musisz znaleźć prawdziwy powód swojego zaniżonego poczucia wartości, skoro nie w dzieciństwie to na pewno z czegoś innego wynika, ale on JEST, to że go nie rozpoznajesz nie oznacza, że się wziął z sufitu ![]()
Nie poddawaj się tylko i nigdy nie bierz dołujących myśli za prawdę o sobie.
15 2014-08-30 18:10:07 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2014-08-30 18:11:00)
Droga Aniu224, on nigdy mnie nie uderzyl. Zepchnal noga z łozka twierdzac ze nie myslal ze spadne a jak spadlam to nic mi sie nie stalo mimo to uwazam ze kłótnie czy cokolwiek to nie jest powod zeby kogos spychac...tak sie nie robi i to nieodpowiedzialne ale on tego nie rozumie i nie ma nawet wyrzutów sumienia ( i to jest chyba najgorsze), nie okazuje zadnej skruchy...nic a nic...
Zmien klucze w drzwiach i po kłopocie.
Trzeba go puścić na "głęboka wodę" i niech sie nauczy radzić w życiu.
I tak dużo czasu straciłaś na mamisynka.
17 2014-08-30 18:22:04 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2014-08-30 18:23:04)
Elle88, zanim zwiazalam sie z nim i na poczatku zwiazku bylam super usmiechnieta, radosna, zadowolona z zycia i pewna siebie dziewczyna...odkad zaczely sie klotnie, podczas ktorych wine zwalal przewaznie na mnie ,stracilam poczucie wlasnej wartosci i czuje sie zdeptana...to ja zawsze jestem zla i winna według niego i chyba mi to wmowil...
Dziewczyny tak sie ciesze ze jest to forum i ze moge sie wypowiedziec i znalezc w Was wsparcie.
Lece do sklepu i zaniedlugo wracam do Was ![]()
Właśnie. Nie okazuje skruchy czyli nie czuje swojej winy. Jesli by czuł swoja wine staralby się naprawić zwiazek a tak? Spoczywa na TOBIE tylko Tobie zatowanie zwiazku ktory tak na prawdę już nie istnieje. To jest przeciaganie egzystencji. Mu tak wygodnie a TY sie biedna ludzisz. Pokaz ze jestes niezależna i swietnie bez niego zyjesz. Bo skonczysz ze zmarnowanymi latami jak nasza autorka.
Droga Anetesien !!
Myślę , że obydwie tkwimy w podobnym bagnie . Mój facet tez mnie nigdy nie uderzył . A wiesz , że w prawie karnym istnieje pojęcie znęcania psychicznego a w psychologi pojęcie socjopaty . A my o tym wiemy wszystkie . A zachowujemy się jak byśmy nie miały nóg , żeby uciekać i rąk zeby się bronić . Brak nam siły do działania , do przeciwstawienia się rzeczywistości . I tego Wam wszystkim czyli kobietom , które trafiły na dupków i sobie zyczę .
Wiem tylko , że muszę wyjść do ludzi . Sama nie dam rady
Kurcze ,czuję się jak kiedyś gdy rzucałam papierosy .
To dobrze czujesz bo jedno i drugie to uzaleznienie...
Jesli pragniesz wyjsc do ludzi to ruszaj. Odbuduj stracone relacje , zacznij jakas pasje ktora zawsze pragnelas robic, po prostu zacznij zuc dla siebie. Piszesz ze masz doroslych synow ktorzy ida w dobrym kierunku. Nie potrzebuja TWojego nianczenia wiec... CZAS DLA CIEBIE DROGA AUTORKO.
23 2014-08-30 19:00:53 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-30 19:02:59)
... w prawie karnym istnieje pojęcie znęcania psychicznego a w psychologi pojęcie socjopaty . A my o tym wiemy wszystkie . A zachowujemy się jak byśmy nie miały nóg , żeby uciekać i rąk zeby się bronić . Brak nam siły do działania , do przeciwstawienia się rzeczywistości . I tego Wam wszystkim czyli kobietom , które trafiły na dupków i sobie zyczę .
![]()
Drogie panie - aby mówić o znęcaniu psychicznym to trzeba jeszcze UDOWODNIĆ zła wolę sprawcy,... To, że ktoś za wszelka cenę chce być WYKORZYSTYWANY (krzywdzony) RACZEJ nie spowoduje uznania tego pierwszego za przestępcę...
Chciałabym spytać gdzie się podział WASZ zdrowy instynkt samozachowawczy... żeby nie rzec pomyślunek.
jeżeli ktoś lub jakieś środowisko ewidentnie robi krzywdę bądź wykorzystuje - to się je opuszcza, ZMIENIA, w dobrze rozumianym, własnym interesie. W KAŻDEJ innej dziedzinie życia byście pewnie przyznały mi rację.
TU zaś, czuję coś, że zostanę "zakrakana"... ale spójrzcie na to Z BOKU. "dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane"... a TU to nawet i tych chęci brak ![]()
ILE razy można dawać szansę?
Moj facet/były facet twierdzi ze to ja jestem nienormalna i wykancam go psychicznie, ze go terroryzuje...zwykle, spokojne grzeczne pytanie on odbiera jako atak...zastanawiam sie czy tego nie wyniósł z domu, gdzie ojciec byl wojskowym i to wojsko pokazywal mu w domu za dzieciaka...
Wszystko to co piszecie zgadza sie i jestem na etapie ze tez jestem tego całego zła swiadoma i zastanawiam sie dlaczego nie odchodze...
Tak sobie mysle ze boje sie samotnosci i ze chyba jestem zazdrosna o to ze on moglby byc z inna kobieta bo to moj pierwszy powazny facet inarzeczony...i dlatego boje sie odejsc ale znowu jak sobie pomysle z innej strony to czego mialabym tej innej kobiecie zazdroscic...tego ze na poczatku bedzie super grzeczny a potem pokarze swoje rogi jak kobieta nie bedzie chciala mu sie podporzadkowac?
On czulby sie w zwiazku i bylby ok gdyby mial kobiete calkowicie podporzadkowana sobie i by robila to co on by chcial i nic by nie mowiła...
Teraz jest u swojej mamusi na obiadku i opowiada jej jaka to ja zła jestem i sie nad nim znecam, terroryzuje go i wogole i dzisiaj biedny (pierwszy raz) musial zrobic sam pranie ...a matka mu pewnie mowi zeby mnie zostawil i ze ostrzegala go ze nie wchodzi sie 2 razy do tej samej rzeki...na bank...
26 2014-08-30 19:18:10 Ostatnio edytowany przez Anielica44 (2014-08-30 19:28:48)
Moj facet/były facet twierdzi ze to ja jestem nienormalna i wykancam go psychicznie, ze go terroryzuje...zwykle, spokojne grzeczne pytanie on odbiera jako atak...zastanawiam sie czy tego nie wyniósł z domu, gdzie ojciec byl wojskowym i to wojsko pokazywal mu w domu za dzieciaka...
Wszystko to co piszecie zgadza sie i jestem na etapie ze tez jestem tego całego zła swiadoma i zastanawiam sie dlaczego nie odchodze...
Tak sobie mysle ze boje sie samotnosci i ze chyba jestem zazdrosna o to ze on moglby byc z inna kobieta bo to moj pierwszy powazny facet inarzeczony...i dlatego boje sie odejsc ale znowu jak sobie pomysle z innej strony to czego mialabym tej innej kobiecie zazdroscic...tego ze na poczatku bedzie super grzeczny a potem pokarze swoje rogi jak kobieta nie bedzie chciala mu sie podporzadkowac?
On czulby sie w zwiazku i bylby ok gdyby mial kobiete calkowicie podporzadkowana sobie i by robila to co on by chcial i nic by nie mowiła...
Relacje z domu rodzinnego na pewno przenosza sie na nasze dalsze zycie. Ale nie ma zadnego usprawiedliwienia na zle traktowanie kobiety. Tym bardziej ze nie czuje skruchy.
sama sobie odpowiadasz ze nie ma czego żałować bo współczuc tylko innej zakorzenionej dyktatury za tata wojskowym. Jesli chcesz byc poddanym cale zycie albo dopoki nie znajdzie jeszcze bardziej uleglej swoim rzadom to mozesz tylko dalej sie meczyc..
i jeszcze fakt ze zamiast konflikty wyjasniac z TOBĄ ucieka na obiadek wyzalic sie mamusi. To nie jest tak jak powinno wygladac w zdrowej rwlacji
27 2014-08-30 19:33:53 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-30 19:36:09)
ostatnio w nocy przegladalam jego telefon i cos mnie zaniepokoilo i go w nocy obudzilam aby sie zapytac (bo nie mam kiedy - calyczas go nie ma) a on ze mu awanture zrobilam, ze go oskarzam i cos wmawiam - mimo ze nie krzyczalam i bylam spokojna
No szczyt szczęścia - facet pracujący praktycznie na 3 etaty o niczym innym nie marzy, tylko o nocnej pobudce, bo coś się Księżniczce ubzdrało, po uprzednim naruszeniu jego prawa do prywatności...
facet twierdzi ze to ja jestem nienormalna i wykancam go psychicznie, ze go terroryzuje
i ma rację.
Anetsien napisał/a:ostatnio w nocy przegladalam jego telefon i cos mnie zaniepokoilo i go w nocy obudzilam aby sie zapytac (bo nie mam kiedy - calyczas go nie ma) a on ze mu awanture zrobilam, ze go oskarzam i cos wmawiam - mimo ze nie krzyczalam i bylam spokojna
No szczyt szczęścia - facet pracujący praktycznie na 3 etaty o niczym innym nie marzy, tylko o nocnej pobudce, bo coś się Księżniczce ubzdrało...
facet twierdzi ze to ja jestem nienormalna i wykancam go psychicznie, ze go terroryzuje
i ma rację.
Tego nie wiemy czy sie ubzduralo...
29 2014-08-30 19:36:47 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-30 19:37:33)
Anielica44
Gdyby coś było, to na pewno by nas o tym poinformowała.
A jakim prawem w ogóle po nocach szpera mu w telefonie? Niezły toksyk z niej jest.
Anielica44
Gdyby coś było, to na pewno by nas o tym poinformowała.
A jakim prawem w ogóle po nocach szpera mu w telefonie? Niezły toksyk z niej jest.
Ale nie ja jestem autorka szperania w tel. Najpierw sprawdz nick osoby a pozniej do niego kieruj odpowiedz
Anielica44
Ale nie ja jestem autorka szperania w tel. Najpierw sprawdz nick osoby a pozniej do niego kieruj odpowiedz
Zauważyłem zanim odpowiedziałaś i edytowałem. Swoją drogą nie wiem czemu bawisz się w adwokata, skoro autorka jest na forum...
Widze ze poprawiony wpis.
to mozna spekulowac. Nie popieram sprawdzania tel ale ludzie maja rozne sposoby na odkrywanie prawd o swoich partnerach.
EeeTam, mam powody o których nie bede Ci opowiadac...i nic mi sie nie ubzdurało...jest bodziec jest reakcja...
Połozył sie spac o 3.00 nad ranem, budzac mnie tym samym i przy okazji sprawdziałam jedna rzecz ktora mnie nie pokoila...
Mamy taka zasade ze nie mamy nic do ukrycia i onmmoze brac moj tel a ja jego
Anielica44
Ale nie ja jestem autorka szperania w tel. Najpierw sprawdz nick osoby a pozniej do niego kieruj odpowiedzZauważyłem zanim odpowiedziałaś i edytowałem. Swoją drogą nie wiem czemu bawisz się w adwokata, skoro autorka jest na forum...
Nie uznalabym tego za role adwokata. Ewidentnie widac ze dziewczyna jest na skraju wytrzymalosci i stanowczo sobie nie radzi to forum jest po to by pomoc a nie dobijac
35 2014-08-30 19:42:41 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-30 19:45:58)
Widze ze poprawiony wpis.
to mozna spekulowac. Nie popieram sprawdzania tel ale ludzie maja rozne sposoby na odkrywanie prawd o swoich partnerach.
I budzą ich robiąc grandę po nocy z powodu jakichś bzdur?
Nie uznalabym tego za role adwokata. Ewidentnie widac ze dziewczyna jest na skraju wytrzymalosci i stanowczo sobie nie radzi to forum jest po to by pomoc a nie dobijac
Że jest na skraju wytrzymałości, to wierzę. Są różne odmiany toksyków, niektórzy wykańczając partnera, wykańczają i siebie. Ale to psycholog się kłania. I nie sądzę, żeby głaskanie na forum w takich przypadkach stanowiło jakąkolwiek pomoc.
Anetsien
To co takiego odkryłaś, skoro się nie ubzdrało? Bo jakoś nie widzę, żeby to co przeczytałaś w fonie było wielkim problemem.
Dokładnie Anielica44, tak, poprzez telefon dowiedziałąm sie wiele roznych rzeczy na temat mojego partnera, o ktorych nie mialam pojecia i zylam w nieswiadomosci. Nie powiedzialabym nigdy nic złego i ufałam mu w 1000% do czasu.
Nie spodziewalabym sie pewnych rzeczy po nim...wiec mam powody
a wiemy czy na pewno byl krzyk? Z opisu autorki wiemy ze nie lecz z jej zeznac tak odebral jej partner jako atak.na jego prywatnosc.jesli autorka twietdzi ze nie maja tajemnic i telefony sa ogolno dostepne miedzy nimi nie powinien reagowac zrzucajac ja z lozka.
a wiemy czy na pewno byl krzyk?
A czy awantury robi się tylko krzycząc?
Poza tym pozbawianie snu/wypoczynku człowieka harującego jak wół, jest dla mnie formą przemocy i to fizycznej.
Anielica44 napisał/a:Widze ze poprawiony wpis.
to mozna spekulowac. Nie popieram sprawdzania tel ale ludzie maja rozne sposoby na odkrywanie prawd o swoich partnerach.
I budzą ich robiąc grandę po nocy z powodu jakichś bzdur?
Anielica44 napisał/a:Nie uznalabym tego za role adwokata. Ewidentnie widac ze dziewczyna jest na skraju wytrzymalosci i stanowczo sobie nie radzi to forum jest po to by pomoc a nie dobijac
Że jest na skraju wytrzymałości, to wierzę. Są różne odmiany toksyków, niektórzy wykańczając partnera, wykańczają i siebie. Ale to psycholog się kłania. I nie sądzę, żeby głaskanie na forum w takich przypadkach stanowiło jakąkolwiek pomoc.
Anetsien
To co takiego odkryłaś, skoro się nie ubzdrało? Bo jakoś nie widzę, żeby to co przeczytałaś w fonie było wielkim problemem.
autorka twierdzi ze mowi ze spokojem wiec dlaczego mam nie wierzyc? Bardziej bym sie skupila na traktowaniu ja przez partnera to to chyba gorsza sprawa niz zagladanie do telefonu po nocach
Nie możesz tak żyć! Życie masz tylko jedno i musisz być w nim szczęśliwa. Sama je sobie budujesz, jak poślesz, tak się wyśpisz. Przy mężczyźnie maminsynku żadna kobieta nie będzie miała życia.
Mam tylko 19lat, interesuję się psychologią i dużo o niej czytam naukowych książek i jeszcze tak naprawdę niewiele wiem o życiu. Ale bardzo wiele tłumaczyła mi babcia, mądra kobieta, wykształcona, skończyła 3kierunki studiów w tym pedagogikę i całe życie wychowywała dzieci i kształciła w szkolnictwie młode umysły.
Uwierz mi-życie z maminsynkiem nie ma sensu. Sama mam taki związek za sobą. Na początku cieszyłam się,że mężczyzna ceni rodzinę, ma dobry kontakt z rodzicami, matką, będzie mnie tak samo szanował. Potem, jak było coś nie tak przymykałam oko, wierzyłam,że to się zmieni, ale tak nigdy nie jest! W życiu i związku trzeba być szczęśliwym, jak na początku jest coś nie tak później będzie już tylko gorzej. A my nigdy nie mamy prawa zmieniać drugiej osoby. Związek z maminsynkiem był jednym z moich pierwszych poważnych relacji z mężczyzną. Doświadczyłam tego i się nauczyłam,że nigdy więcej się z takim nie zejdę. Nie brał mnie pod uwagę, nie był dojrzały, patrzył tylko na siebie, był na sobie skupiony i cokolwiek mu się nie udawało to leciał od razu do mamusi. Mówił jej wszystko co ja mu powiedziałam, wszystko co mu się przytrafiło, nasze sprawy, problemy naszego związku, a nawet nasze życie seksualne! Rozumiesz? I nie ważne co ja mu powiedziałam on robił co chciał i dalej o wszystkim opowiadał swoim rodzicom. Jak ja miałam im po tym wszystkim spojrzeć w oczy? Obcy ludzie, rodzice mego mężczyzny. Zależało,by mnie polubili, ale mnie nie znali,a znali każdy szczegół z mego życia seksualnego! A mężczyzna, w którym szukałam partnera szukał we mnie swoją matkę i bez przerwy nie przestawał o niej mówić. Był najszczęśliwszy na świecie, gdy byłam do niej podobna, albo coś podobnego mówiłam. Miałam wrażenie, że tylko przez to ze mną jest.
Gdy mu to powiedziałam odpowiedział mi,że pewnie nieświadomie tak jest. Żałuję,że byłam z nim prawie rok,ale wiele mnie to nauczyło.
Jeśli twój mężczyzna, o którym piszesz nie ma nikogo to jest znak,że coś robi nie tak, zraża od siebie ludzi. Nie marnuj przy nim sobie życia. Siła przyzwyczajenia to jakby druga miłość, a wy jesteście/byliście ze sobą 20lat. To dużo. Ale to wcale nie oznaka, że powinnaś z nim być dłużej nieszczęśliwa. Czas coś zmienić ze swoim życiem i wziąć za nie odpowiedzialność. Postaraj się być szczęśliwa. Może idź do psychologa. Stanowczo musisz wyjść z tego toksycznego związku. A jak jesteś samotna i nikogo nie masz to zmień okolicę, albo poszukaj nowych przyjaciół i nowego partnera. Musisz pokochać siebie i budować swoje życie tak,byś była w nim szczęśliwa.
EeeTam, nic nie dzieje sie bez powodu.
Jesli dalej masz kwestionowac moje postepowanie nie znajac szczegółów to daruj sobie prosze wpisy.
42 2014-08-30 19:48:59 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-30 19:51:42)
autorka twierdzi ze mowi ze spokojem wiec dlaczego mam nie wierzyc? Bardziej bym sie skupila na traktowaniu ja przez partnera to to chyba gorsza sprawa niz zagladanie do telefonu po nocach
Muszę się powtarzać? To proszę:
A czy awantury robi się tylko krzycząc?
Poza tym pozbawianie snu/wypoczynku człowieka harującego jak wół, jest dla mnie formą przemocy i to fizycznej.
EeeTam, nic nie dzieje sie bez powodu.
Jesli dalej masz kwestionowac moje postepowanie nie znajac szczegółów to daruj sobie prosze wpisy.
Oceniam to co nam przedstawiasz, nie mogę się odnieść do niewiadomych.
A do czego mogę się odnieść? A no np.:
jest duzym dzieckiem, obowiazki domowe przerastaja go
vs
z jednej pracy jedzie do drugiej, jak wroci do domu to pracuje do rana
Już choćby tu widzę pospolite czepiactwo.
Anielica44 napisał/a:a wiemy czy na pewno byl krzyk?
A czy awantury robi się tylko krzycząc?
Poza tym pozbawianie snu/wypoczynku człowieka harującego jak wół, jest dla mnie formą przemocy i to fizycznej.
Anielica44 napisał/a:autorka twierdzi ze mowi ze spokojem wiec dlaczego mam nie wierzyc? Bardziej bym sie skupila na traktowaniu ja przez partnera to to chyba gorsza sprawa niz zagladanie do telefonu po nocach
Muszę się powtarzać? To proszę:
A czy awantury robi się tylko krzycząc?
Poza tym pozbawianie snu/wypoczynku człowieka harującego jak wół, jest dla mnie formą przemocy i to fizycznej.Anetsien napisał/a:EeeTam, nic nie dzieje sie bez powodu.
Jesli dalej masz kwestionowac moje postepowanie nie znajac szczegółów to daruj sobie prosze wpisy.Oceniam to co nam przedstawiasz, nie mogę się odnieść do niewiadomych.
Spokojnie nie musisz powtarzac nie zdążyłam przeczytać TWOJEGO wpisu. Rozumiem co masz na mysli bo takie pieklo z kontrola zafundowal mi moj maz wiec wiem co to znaczy od srodka.
Uwazam ogolem że zwiazek autorki postu nie ma szans pozycie i tyle a rostrzasanie po kolei szczegolow zwiazku jest bezsensu.
Sorki !! Ćwiczyłam cytowanie
Chodzi o to ze nawet za dnia jak zdazy mu sie byc w domu i sie o cos spokojnie zapytam to on odbiera wszystko jako atak...niedługo jakbym mu powiedziala ze go kocham to tez odbierze jako atak...a ja chce tylko spokojnie porozmawiac, bez krzyku,awantur i wyjasnic jesli cos jest nie jasne. Czy to takie trudne?
Anetsien
Albo facet nie umie rozmawiać, albo naprawdę dajesz mu ostro popalić. Obstawiam to drugie, bo widzę postawę kontrolersko-roszczeniową u Ciebie.
Jak kiedys sie go cos zapytalam przed praca to mi sie oberwalo ze sie pytam przed praca...wiec sie juz nie pytam.
Po pracy jedzie do innej pray, wraca pozno i siedzi przy kompie do rana wiecy tylko wtedy moge z nim porozmawiac i pewne rzeczy wyjasnic
Ja uwazam ze on nie umie mnie słuchac jak juz dojdzie do rozmowy.
Moi rodzice tez to zauwazyli zde ja mowie co innnego , a on co innego nie na temat...
Brak porozumienia i słuchania ze zrozumieniem
Anetsien
Nic więcej Ci nie napiszę, bo dajesz za mało informacji, więc trudno mi wyrobić sobie zdanie. W każdym razie w sytuacji opisanej przez Ciebie chyba też dostałbym szału.
Czemu Twój facet tyle pracuje?
A czy potrzebne jest by pracowal praktycznie 24h?
Facet moze jest tak zmeczony zyciem ze odbija to na zwiazku
Chociaz w czyms mamy podobme zdanie ;)do eetam
53 2014-08-30 20:02:39 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2014-08-30 20:06:05)
Nie, nie potrzeba zeby tak pracowal ale to jego wybór.
Wolałąbym aby po 16.00 byl juz w domu ze mna, spokojny, zeby odpoczywal i zachowywał sie normalnie.
Anetsien
To ten sam facet, o którym pisałaś rok temu w wątku " Rozstanie po 4 latach"?
Nie możesz tak żyć! Życie masz tylko jedno i musisz być w nim szczęśliwa. Sama je sobie budujesz, jak poślesz, tak się wyśpisz. Przy mężczyźnie maminsynku żadna kobieta nie będzie miała życia.
Mam tylko 19lat, interesuję się psychologią i dużo o niej czytam naukowych książek i jeszcze tak naprawdę niewiele wiem o życiu. Ale bardzo wiele tłumaczyła mi babcia, mądra kobieta, wykształcona, skończyła 3kierunki studiów w tym pedagogikę i całe życie wychowywała dzieci i kształciła w szkolnictwie młode umysły.
Uwierz mi-życie z maminsynkiem nie ma sensu. Sama mam taki związek za sobą. Na początku cieszyłam się,że mężczyzna ceni rodzinę, ma dobry kontakt z rodzicami, matką, będzie mnie tak samo szanował. Potem, jak było coś nie tak przymykałam oko, wierzyłam,że to się zmieni, ale tak nigdy nie jest! W życiu i związku trzeba być szczęśliwym, jak na początku jest coś nie tak później będzie już tylko gorzej. A my nigdy nie mamy prawa zmieniać drugiej osoby. Związek z maminsynkiem był jednym z moich pierwszych poważnych relacji z mężczyzną. Doświadczyłam tego i się nauczyłam,że nigdy więcej się z takim nie zejdę. Nie brał mnie pod uwagę, nie był dojrzały, patrzył tylko na siebie, był na sobie skupiony i cokolwiek mu się nie udawało to leciał od razu do mamusi. Mówił jej wszystko co ja mu powiedziałam, wszystko co mu się przytrafiło, nasze sprawy, problemy naszego związku, a nawet nasze życie seksualne! Rozumiesz? I nie ważne co ja mu powiedziałam on robił co chciał i dalej o wszystkim opowiadał swoim rodzicom. Jak ja miałam im po tym wszystkim spojrzeć w oczy? Obcy ludzie, rodzice mego mężczyzny. Zależało,by mnie polubili, ale mnie nie znali,a znali każdy szczegół z mego życia seksualnego! A mężczyzna, w którym szukałam partnera szukał we mnie swoją matkę i bez przerwy nie przestawał o niej mówić. Był najszczęśliwszy na świecie, gdy byłam do niej podobna, albo coś podobnego mówiłam. Miałam wrażenie, że tylko przez to ze mną jest.
Gdy mu to powiedziałam odpowiedział mi,że pewnie nieświadomie tak jest. Żałuję,że byłam z nim prawie rok,ale wiele mnie to nauczyło.Jeśli twój mężczyzna, o którym piszesz nie ma nikogo to jest znak,że coś robi nie tak, zraża od siebie ludzi. Nie marnuj przy nim sobie życia. Siła przyzwyczajenia to jakby druga miłość, a wy jesteście/byliście ze sobą 20lat. To dużo. Ale to wcale nie oznaka, że powinnaś z nim być dłużej nieszczęśliwa. Czas coś zmienić ze swoim życiem i wziąć za nie odpowiedzialność. Postaraj się być szczęśliwa. Może idź do psychologa. Stanowczo musisz wyjść z tego toksycznego związku. A jak jesteś samotna i nikogo nie masz to zmień okolicę, albo poszukaj nowych przyjaciół i nowego partnera. Musisz pokochać siebie i budować swoje życie tak,byś była w nim szczęśliwa.
Dziękuję Olgo . Wiem , że masz rację
Tak, to ten sam
Nie, nie potrzeba zeby tak pracowal ale to jego wybór.
Wolałąbym aby po 16.00 byl juz w domu ze mna, spokojny, zeby odpoczywal i zachowywał sie normalnie.
Moze porozmawiaj z nim jeszcze raz o kwestii pracy. Ciezko tworzyc z kims zwiazek kogo praktycznie nie ma przy TOBIE
Tak, to ten sam
To muszę Cię przeprosić. Tam dałaś więcej informacji. Facet ewidentnie ma problem ze sobą.
Anetsien napisał/a:Nie, nie potrzeba zeby tak pracowal ale to jego wybór.
Wolałąbym aby po 16.00 byl juz w domu ze mna, spokojny, zeby odpoczywal i zachowywał sie normalnie.Moze porozmawiaj z nim jeszcze raz o kwestii pracy. Ciezko tworzyc z kims zwiazek kogo praktycznie nie ma przy TOBIE
Rozmawiałam.Po pracy rozkreca wlasny interes i twierdzi ze tak bedzie przez najblizszy rok.
Bylismy teraz na urlopie zeby odpoczal troche od pracy ale sie nie dalo bo nawet w gorach w lesie odbieral telefony z pracy...
Wolalabym zyc biedniej ale szczesliwiej...juz mu o tym mowilam ale to nie działa...chcialabym miec przy sobie osobe ktora faktycznie jest przy mnie, wysłucha mnie i zrozumie i nato samo moze liczyc z mojej strony...
Anetsien napisał/a:Tak, to ten sam
To muszę Cię przeprosić. Tam dałaś więcej informacji. Facet ewidentnie ma problem ze sobą.
On twierdzi ze to ja mam problem ze soba ![]()
Po rozstaniu rok temu chodzilam do psychologa, opowiadalam mu wszystko i jakospsycholog nie stwierdzil ze ze mna jest cos nie tak
Anielica44 napisał/a:Anetsien napisał/a:Nie, nie potrzeba zeby tak pracowal ale to jego wybór.
Wolałąbym aby po 16.00 byl juz w domu ze mna, spokojny, zeby odpoczywal i zachowywał sie normalnie.Moze porozmawiaj z nim jeszcze raz o kwestii pracy. Ciezko tworzyc z kims zwiazek kogo praktycznie nie ma przy TOBIE
Rozmawiałam.Po pracy rozkreca wlasny interes i twierdzi ze tak bedzie przez najblizszy rok.
Bylismy teraz na urlopie zeby odpoczal troche od pracy ale sie nie dalo bo nawet w gorach w lesie odbieral telefony z pracy...Wolalabym zyc biedniej ale szczesliwiej...juz mu o tym mowilam ale to nie działa...chcialabym miec przy sobie osobe ktora faktycznie jest przy mnie, wysłucha mnie i zrozumie i nato samo moze liczyc z mojej strony...
albo facet wciagnal sie w wir zarabiania pieniedzy jak najwiekszej ilosci ze zapomnial co tak na prawde w zyciu jest najwazniejsze. Pieniadz rzecz nabyta a jego pracoholizm mozna juz uznac za uzaleznienie...
lecz nadal uwazam ze jego zachowanie podłóg CIEBIE nie usprawiedliwia nic. Zaproponuj mu pomoc w formie psychologa albo uciekaj gdzie pieprz rośnie bo nie wygrasz
Anielica44, problem jest w tym ze on uwaza ze z nim wszystko jest w porzadku i ze nie potrzebny mu psycholog...
czytalam tez artykuły o człowieku "narcyzie" i wszystko sie potwierdza, identyczne zachowanie...narcyzm uwaza takze ze jemu potrzebny psycholog? po co? z nim jest wszystko ok.
Moze jemu potrzeba opini o jego zachowaniu z zewnatrz, od innych obcych osób...
On twierdzi ze to ja mam problem ze soba
Po rozstaniu rok temu chodzilam do psychologa, opowiadalam mu wszystko i jakospsycholog nie stwierdzil ze ze mna jest cos nie tak
Z tamtego wątku wnoszę tylko, że za bardzo się starasz, a z tego wątku, że nie masz do niego zaufania. Z tym staraniem, niestety, chyba odbijasz się od ściany...
Nie, nie potrzeba zeby tak pracowal ale to jego wybór.
Wolałąbym aby po 16.00 byl juz w domu ze mna, spokojny, zeby odpoczywal i zachowywał sie normalnie.
Oj kochana . Ciekawe co byś powiedziała gdyby on w ogóle nie pracował . Przynajmniej jesteś zabezpieczona finansowo . Myślę , że to akurat wielki atut . Ja miałam pasozyta 24 godziny na głowie, nie wertowałam mu teletonu i uwierz mi wiem co piszę . TO JEST TRAGEDIA DOPIERO !!!
Anielica44, problem jest w tym ze on uwaza ze z nim wszystko jest w porzadku i ze nie potrzebny mu psycholog...
czytalam tez artykuły o człowieku "narcyzie" i wszystko sie potwierdza, identyczne zachowanie...narcyzm uwaza takze ze jemu potrzebny psycholog? po co? z nim jest wszystko ok.
Moze jemu potrzeba opini o jego zachowaniu z zewnatrz, od innych obcych osób...
Jesli nawet wyraza opinie inni ludzie on stwierdzi tak samo jak o TOBIE ze to oni sa chorzy. Poniekad osoba zaburzona nie widzi wlasnego problemu. Narcyz to socjopata to tez odmiania psychofaga. Przeczytaj sobie blog "moje dwie glowy". Dzieki temu zrozumialam z kim zylam przez prawie 3 lata. I przede wszystkim pojelam ze jesli chce ratowac siebie musze przestac ratować i zmieniac meza.