Witam was serdecznie, to mój pierwszy post na tym forum, nigdy nie lubiłam się uzewnętrzniać, ale wiem,że są tu kobiety w podobnej sytuacji i może podpowiecie mi co co mam robić, bo jestem kompletnie zagubiona:(
Może zacznę od tego,że nasze małżeństwo trwało 12 lat, raz bylo lepiej raz gorzej, chyba tak jak wszędzie. Mamy dwójkę dzieci w wieku szkolnym. Mój mąż był zawsze typem domatora i tu chyba byl najgorszy zgrzyt, bo ja wręcz przeciwnie, ale na przestrzeni lat nawet udało nam się wypracować jakiś kompromis. Szczerze mówiąc nigdy nie wyobrażałam sobie,że on zrobi coś takiego. Poznaliśmy sie jako właściwie jako dzieci, był zawsze moim najlepszym przyjacielem.
Od kwietnia tego roku zauważyłam,że jest coś nie tak, jakoś zaczął oddalać się ode mnie, izolować, zmieniać swoje różne nawyki. Jak szliśmy z dziecmi na spacer to zaczął chodzić po prostu z tyłu. Pokasował swoje wszystkie konta w internecie. W maju juz było tylko gorzej i w końcu pewnego wieczoru wyrzucił z siebie,że chce ode mnie odejść. Powiedział,że nasze małżeństwo od dawna już nie ma sensu i ,że uważa,że każde z nas powinno ułozyć sobie życie na nowo bo już nigdy nie będziemy szczęśliwi. Wpadłam wtedy w straszną rozpacz, przytulał mnie i wtedy i pocieszał tak jakby dawał mi nadzieję...myślałam,że już będzie dobrze, nawet spał wtedy ze mną, ale po tygodniu powiedział to samo i znów to samo..ale nadal był, więc żyłam z myślą,ze odejdzie będąc jednocześnie obok niego i do konca nie wierzyłam,że to zrobi. Jednak przyszedł ten dzień, w czerwcu nasz syn miał mały wypadek i zranił sobię nogę, pojechaliśmy do szpitala i spędziliśmy tam całą noc, nie zapomnę jak został pod wejściem i kazał mi samej z dzieckiem tam wejść, bo muszę sobie już sama radzić. Rano po prostu się spakował, błagałam go,żeby nie odchodził a on wykrzyczał mi,żebym zrozumiała,że już mnie nie kocha
Te słowa mnie po prostu zabiły i cały czas mi dudnią w głowie.
Obiecał,że jak się wyprowadzi, będzie mi nadal pomagał przy dzieciach,że będzie obok. Jednak stało się zupelnie odwrotnie. Stał się strasznym i bezwględnym człowiekiem. W ogóle nie interesuje się dziećmi, każdy kontakt z nimi był właściwie "wymuszony" przeze mnie. Dziecko mialo urodziny i nawet do niego nie zadzwonił. Nie interesuje się tym czy mamy co jeść, czy dzieci mają wszystko do szkoły..kompletnie niczym. W sierpniu wyjechałam z dziecmi na wakacje i po powrocie napisałam mu sms-a czy w ogóle ma zamiar się z nimi zobaczyć to uslyszałam,że jestem złośliwa bo to ja się nie odzywam ! oraz ze wyjechał na ryby ( a cały czas twierdzi że nie ma pieniędzy). Od czerwca tego roku, nie dostaliśmy od niego grosza.
Oczywiście każdy się pyta, czy kogoś ma...i właśnie najgorsze chyba jest to,że ja nic nie wiem. Okłamał mnie bo mówił,że mieszka u swoich rodziców, po czym ja złożyłam tam niezapowiedzianą wizytę i okazało się,że jego rodzice w ogóle o niczym nie wiedzieli, nie wiedzieli że się rozstaliśmy.
Próbowałam dowiedzieć się gdzie mieszka i tylko tyle się od niego dowiedziałam,że wynajął pokój a mi nie powiedział prawy, bo nie chce,żebym za nim jeździła, nachodziła ludzi u ktorych mieszka itp.
Minęło 2,5 miesiąca od jego wyprowadzki, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciaglę zadaje sobie pytanie, dlaczego tak się stało, co mogłam zrobić,żeby go zatrzymać a czego nie zrobiłam i najważniejsze jak człowiek mógł się tak nagle zmienić ??? Czy on rzeczywiście nie ma już zadnych uczuć, jesli nie ma ich do mnie, to dlaczego unika tez dzieci ? One bardzo go kochają i bardzo za nim tęsknią. Sama nie daje rady już sobie ze sobą, a muszę być jeszcze oparciem dla nich.
Każdy dzień jest okropny, gdy budzę się rano czuje na sobie ogromny głaz, a muszę wstac do pracy. Jestem w tej pracy, ale tak jakby mnie nie było, moje myśli są ciągle gdzie indziej. Najgorsze są noce, nie mogę spać, a jak już zasnę to mam koszmary i za chwilę koniec spania. Żyję w takim zawieszeniu - nie wiem gdzie on jest, z kim, nie wiem co będzie dalej ? Czy ja się kiedyś pozbieram ? Kocham go, a za chwile nienawidzę..a potem ryczę.
Przepraszam że tak sie rozpisałam, ale czuję się okropnie samotna, tych uczuć jest tak wiele,ze mogłabym pisać i pisać.