Witam serdecznie... dużo można znaleźć podobnych wątków na forum ale postanowiłem założyć własny ponieważ i historia jest własna ... poza tym pozwoli mi to troszeczkę wygadać się. a więc moja historia .... Ja mam 31 lat a kobieta 28 ... byliśmy w związku od zawsze tzn poznaliśmy się kiedy ona miała 15 lat i tak od tego czasu można powiedzieć że byliśmy parą .... to była nasza pierwsza prawdziwa miłość i wiem że może to banały napiszę ale ona na swoje 15 lat była bardzo dorosłą i świetnie się odnalazła w towarzystwie moich znajomych w wieku 17-20 lat. to takie były początki ... spędzaliśmy od początku sporo ze sobą czasu... następnie ja wyjechałem na studia i widywaliśmy się przez kolejne 3 lata raz w tygodniu kiedy przyjeżdzałem na weekendy do miejscowości rodzinnej, spędzaliśmy wtedy dużo czasu razem, do tego wakacje, święta i ferie ... także nasza miłość powoli rosła ... następnie moja połówka skończyła liceum i zdecydowaliśmy że razem zamieszkamy w innym mieście które ona wybrała nas studia... między czasie ja założyłem firmę i razem ją prowadziliśmy ... także razem mieszkaliśmy, pracowaliśmy i jak to w życiu było były momenty piękne jak i trudne ale dawaliśmy z tym sobie radę... ona skończyła studia ale zaczeliśmy mieć problemy finansowe w firmie, do tego budowa domu, między czasie różne problemy losowe , między innymi pożar mieszkania itp.... w każdym bądź razie wydawało mi się że to wszystko nas do siebie zbliżało bo bardzo na siebie mogliśmy liczyć.... i pewnego dnia kiedy już mieliśmy poważny finansowy dołek postanowiliśmy wyjechać za granicę aby podreperować portfel... ponieważ miałem tetę w ameryce to wybór padł właśnie na amerykę ... pół roku od podjęcia decyzji byliśmy już w USA. Sprzedaliśmy majątek firmowy.... na początku zamieszkaliśmy z moim tatą ponieważ tak było najprościej ... jednak mój tato jest osobą specyficzną która każdego traktuje z góry i jest najmądrzejszy na świecie... natomiast moja kobieta z tym się bardzo źle czuła i często prosiła abyśmy się wyprowadzili bo nie może tego znieść jednak ja z tatą ustaliłem że on się wyprowadzi i tak właśnie było .. po roku się wyprowadził ale co przez ten rok przeszliśmy a zwłaszcza moja kobieta to szkoda gadać.... zwłaszcza że wcześniej przez 7 lat mieszkaliśmy sami i nikt nam się nie wtrącał do naszego życia.... Mojej kobiecie bardzo brakowało rodziny którą zostawiła w polsce i przyjaciół ponieważ dla niej bardzo ważna jest rodzina i przyjaciele ... zresztą jak dla każdej normalnej osoby ... kobieta zaczęła się tutaj źle czuć.... mimo iż miała naprawdę dobrą pracę i mimo iż wiedziała że jest dla mnie najważniejsza to zaczęło się coś dziać... często zaczynała być smutna .. komunikowała mi że ma depresję i że nie potrafi sobie poradzić ... traciła ochotę na miłość, mało co jej przynosiło radość a jak przynosiło to na krótko... zaczęła mieć wachania nastrojów.... w jeden dzień była najszczęśliwszą kobietą na świecie a na drugi dzień potrafiła płakać że mnie nie kocha i nie wie czy będzie ze mną szczęśliwa ( tak było dwukrotnie podczas pobytu w USA że chciała odejść- ale po rozmowie szczerej wracało do normalności ) ... po czym mijało kilka dni i znowu była szczęśliwa i pełna miłości... pozostawiała mi liściki miłosne na biurku abym po powrocie z pracy miał miły wieczór zanim ona wróci z pracy.... między czasie komunikowała mi często że ma depresję ... pokazywała mi wyniki testu w internecie który zrobiła i wyszedł wynik że silna depresja i potrzebna pilna konsultacja ze specjalistą .. zagrożenie życia i zdrowia .... ja w tym czasie co teraz żałuję nie wiedziałem o depresji nic i cały czas mówiłem sobie że jeszcze chwilka i wracamy do Polski i że damy radę .. teraz się pomęczymy ale nam będzie łatwiej na początku w Polsce..... ( bo plany były że tutaj zostaniemy max 3 lata ).... jednak jej tęsknota do polski była coraz silniejsza i jak wyszliśmy w miarę na prostą finansową i spłaciliśmy długi postanowiliśmy że ona wróci do Polski ( było to dokładnie 2 lata po przyjeździe ).... ponieważ otrzymała propozycję dobrej pracy a ja wrócę po 6 miesiącach i że taka przeprwa nam wyjdzie na dobre ponieważ ona odpocznie a ja jeszcze podreperuję budżet.... chciałem między czasie kupić samochód kamper aby po powrocie wyjechać na długie wakacje we dwoje aby te wszystkie nasze czasy które tutaj się musieliśmy męczyć sobie wynagrodzić... i jeszcze odwożąc ją na lotnisko spieraliśmy się o datę mojego powrotu oraz o inne pierdoły które nie świadczyły by że będzie nie długo jakiś problem... jeszcze z polski z lotniska do mnie dzwoniła że kocha i że już jest itp.... następnie minęło dwa trzy dni i zauważyłem że jej smsy są takie jakieś jałowe i że nie ma ochoty ze mną rozmawiać... napisałem jej czy coś się dzieje a ona napisała że potrzebuje przestrzeni ... następnie prosiłem aby zadzwoniła bo widzę że coś nie tak i ona zadzwoniła i powiedziała że nie chce ze mną być bo przez ostatnie lata była tłamszona i czuła się jak by mnie na barana nosiła... że jestem najwspanialszym człowiekiem na świecie jakiego poznała i wiele mi zawdzięcza i że nie żałuje żadnej chwili i ani słowa złego na mnie nigdy nie powie ale mówi że między czasie straciła do mnie uczucia ponieważ nie potrafiłem jej pomóc jak potrzebowała i ona sobie uświadomiła że chce być sama i nie potrafi być w związku ponieważ chce sama za siebie decydować i ponosić tego konsekwencję... że minie wiele czasu zanim będzie w stanie kogoś pokochać bo najpierw musi sama odnaleźć siebie aby poczuć do kogoś ... i żebym szukał sobie innej miłości bo ona mi nie będzie potrafiła dać miłości, rodziny i domu i przysięga na boga i że nasze drogi się rozchodzą w tym momęcie. Jak zapytałem co z naszymi planami i marzeniami ona powiedziała że to były moje plany i moje marzenia a nie jej... i że teraz jak jest sama z rodziną to się dobrze czuje i nigdy do mnie już nie wróci. Od jej wyjazdu minęło już 3 miesiące... przez 2 miesiące pisałem do niej maile raz na jakiś czas co zauważyłem działało negatywnie gdyż coraz bardziej stanowczo pisała żebym o niej zapomniał i spróbował ułożyć życie z kim innym i że ją ranię jak jej pisze miłosne maile... i teraz ostatnio od 3 tygodni nie odzywam się do niej ponieważ na forach wyczytałem iż należy dać kobiecie spokój aby to wszystko przemyślała i że każdy mail czy próba kontaktu działa na niekorzyść... codziennie o niej myślę... cały czas pragnę aby być z nią razem... całe moje życie i plany niestety stanęły w powietrzu ... jestem zdala od niej i może to i lepiej bo nie nachodzę jej w domu ale za to mam małe możliwości kontaktu czy zbliżenia się do niej.... co najgorsze że wszystko co robiłem to z myślą o niej i o naszej przyszłości... nigdy jej nie zdradziłem , zawsze ją bardzo szanowałem i byłem z niej dumny ... tak samo ona ze mnie... często obdarowywaliśmy się uczuciem i po 13 latach chodziliśmy nadal razem za rękę. ... mieliśmy wspólnych znajomych, wspólne hobby i pasje które razem realizowaliśmy....była moim oczkiem w głowie. Jeśli wrócić do depresji to teraz o niej więcej wiem z internetu ale nie chcę na siłę usprawiedliwiać rozstania z jej stanem depresji ale objawy w wielu punktach się pokrywają a najgłówniejsze to ... osoby w depresji nie dają po sobie poznać i nie informują otoczenia o tym ... i ja byłem jedyną osobą z którą o tym rozmawiała .. po za tym była zawsze osobą uśmiechniętą i wyglądała na szczęśliwą.... problemy z apetytem to powiem szczerze że mogła by nie jeść nic,.. jak bym nie zrobił śniadania czy obiadu to cały dzień by żyła o listku sałatki i paru orzeszkach, geny ... wiem że w jej rodzinie prababcia i babcia leczyli się na depresję... wachania nastroju o 180 stopni w stosunku dnia do dnia.... nie postrzegała fajnych i wartościowych rzeczy a jeśli dostrzegała to na krótko... natomiast bardzo powiększała drobne problemy... i wiele by tu pisać ale nie chcę książki napisać ... powiem na koniec tylko że to wszystko z depresją zaczęło tutaj w USA w polsce nie było takich problemów... bardzo mi zależy na tej miłości i teraz pytanie do was dziewczyny ... co mam robić ?? ... czy dobrze robię że się do niej nie odzywam aby zatęskniła za mną ? ... czy powienienem mimo wszystko próbować nawiązać jakikolwiek kontakt ? ile czasu myślicie potrzebujemy i czy jest jakaś szansa na powrót ? ... co powinienem robić ? ... z góry dziękuję za pomoc
Podobne tematy
Moim zdaniem nie ma szans na powrót.
Zawiodłeś ja gdy była w złym stanie psychicznym, a tego się nie zapomina (znam z autopsji).
Ps. Proszę, nie używaj tylu wielokropków. Źle się czyta.
włóczykij
Nie słuchałeś jej w ogóle, mówiła Ci i mówiła ale Ty miałeś swoją wizję na was. Myślę, że ma depresję, depresja jest dziedziczna, ale też takie stany potęguje tęsknota.
Dlaczego się nie pobraliście, 13 lat to szmat czasu?
Więc tak jeśli chodzi o to czemu się nie pobraliśmy to odkładaliśmy to w czasie ponieważ jakoś nie zależało nam na tym. Ja czułem że mnie kocha i nie potrzebowałem tego na papierze to samo było z drugiej strony. Jednak wiedzieliśmy że powoli będziemy o tym rozmyślać i może po powrocie z USA, bo wcześniej studia później ten wyjazd i ciągle nie było jak. Mało tego jeszcze zanim wyjechała do Polski to sama powiedziała żebym się nie martwił bo ona mnie kocha i ludzie bez siebie wytrzymują te kilka miesięcy bo wiele ludzi tak pracuje i że jeśli się obawiam to możemy wziąść ślub, jednak ja ją zapewniłem że ma 100% zaufania z mojej strony i nie potrzebuję takiego rozwiązania.
Natomiast jeśli chodzi o to że ją zawiodłem kiedy była w takim stanie to powiem szczerze że dopiero teraz to rozumiem ... i wiem że najlepszym wyjściem był by powrót wcześniejszy do polski ale nie mogliśmy tego zrobić ze względów problemów finansowych. Poza tym robiłem wiele co w mojej mocy . starałem się zapewnić jakieś atrakcje a to narty a to parki rozrywki czy jakieś wycieczki... nie co dzień bo się nie dało ale raz na jakiś czas. wspólne wyjścia do znajomych na imprezy od czasu do czasu, do restauracji czy na piwko. Wydawało mi się że to powinno pomóc ale jak teraz wiem to się myliłem. Bo trzeba było wracać do polski. Jednak ja cały czas wiedziałem że już powoli wracamy i że jeszcze chwilka wytrzymamy i będzie pięknie.
Byliśmy bardzo ze sobą zzyci... wiele razem przechodziliśmy i trudne sytuacje nas do siebie zbliżały... w nocy nawet śpiąc czułem jak bardzo mnie ściska i przytula... każdego ranka wstawała jak wychodziłem do pracy tylko po to aby się przytulić i powiedzieć że mnie kocha... także nie było oznak poza tymi wybuchami nastrojów że mnie nie kocha itp.
Jesteście ze sobą naprawdę długo i mnie również zastanawia, dlaczego nie ma tu małżeństwa? Ona nie chciała? nie była gotowa? czy ty? Czy może nie uznajecie instytucji małżeństwa?
Co do depresji, to naprawdę, wyglądało to nieciekawie, myślę też, że samo ot tak, jej nie przejdzie, i że warto by było, aby skonsultowała się z lekarzem, nawet jeśli teraz uważa, że wszystko jest w porządku.
Dlaczego po tym wszystkim, nie ma u ciebie impulsu, aby rzucić stany w diabły i wrócić do ukochanej? Chyba za bardzo zależy ci na pieniądzach, nie na niej. Cały czas piszesz, że jeszcze na to musisz zarobić, czy na tamto. 3 miesiace temu się rozstaliście, a ty mimo wszytsko trwasz przy postanowieniu "zarobić na kampera".
Marne szanse z twoim podejściem na odzyskanie dziewczyny.
6 2014-08-24 18:18:02 Ostatnio edytowany przez muminkowywloczykij (2014-08-24 18:29:58)
Jesteście ze sobą naprawdę długo i mnie również zastanawia, dlaczego nie ma tu małżeństwa? Ona nie chciała? nie była gotowa? czy ty? Czy może nie uznajecie instytucji małżeństwa?
Co do depresji, to naprawdę, wyglądało to nieciekawie, myślę też, że samo ot tak, jej nie przejdzie, i że warto by było, aby skonsultowała się z lekarzem, nawet jeśli teraz uważa, że wszystko jest w porządku.
Dlaczego po tym wszystkim, nie ma u ciebie impulsu, aby rzucić stany w diabły i wrócić do ukochanej? Chyba za bardzo zależy ci na pieniądzach, nie na niej. Cały czas piszesz, że jeszcze na to musisz zarobić, czy na tamto. 3 miesiace temu się rozstaliście, a ty mimo wszytsko trwasz przy postanowieniu "zarobić na kampera".
Marne szanse z twoim podejściem na odzyskanie dziewczyny.
Więc tak temat małżeństwa opisałem post powyżej... dodatkowo napiszę że rzeczywiście nie miała dla nas takiego znaczenia instytucja małżeństwa....
co do konsultacji z lekarzem to proponowałem jej i pisałem do jej mamy w tym temacie ... jednak zarówno moja połówka mnie zapewniła że z nią jest wszystko okej jak i jej mama że teraz jest szczęśliwa i żebym jej nie ranił i nie pisał do niej maili bo ona strasznie roztrzęsiona jest po moich mailach... i że nie ma żadnej depresji.... natomiast moja dziewczyna początkowo w mailach mi odpisywała że rzeczywiście nie czuje radości mimo iż jest wśród przyjaciół i rodziny ale na razie nie skorzysta z pomocy specjalisty i zastosuje bardziej konwencjonalne metody co oznaczało że wybrała się ze znajomymi na openair festiwal . Wróciła z openair festiwalu po 4 dniach i napisała że już jest okej i że nie ma depresji i żebym ja poszedł do lekarza bo może ja potrzebuję pomocy.
Jeśli chodzi o impuls z mojej strony to wygląda tak że oczywiście bym wszystko rzucił i poleciał ale tutaj i na rozsądek musi być miejsce, i tak ... po pierwsze rozmyślam że jak stąd wyjadę to mogę się znaleźć w takiej sytuacji że do niej zajdę i zostanę zaatakowany przez jej rodzinę że nie daje jej spokoju, po drugie ona pisała że jak ją kocham to żebym dał jej odejść, kolejna sprawa że jeśli jej miłość wygasła to nie chcę aby ze mną była na siłę... a myślę że jeśli naprawdę kocha to czas powinien jej dać do zrozumienia że rzeczywiście jej na mnie zależy albo wręcz odrwotnie... no i ostatnia sprawa to rzeczywiście kasa... nie jest tak że mi zależy na kasie bo mimo iż jestem tutaj od 2 lat to dopiero co spłaciliśmy długi a po wyjeździe stąd nie mam tutaj powrotu.
Dodam jeszcze że jeśli by padło zainteresowanie z jej strony to natychmiast pakuje się si wracam do Polski... bez zwłoki.
generalnie jak sądzicie czy czas leczy rany ? ... czy to powiedzenie może mieć szanse w moim przypadku ? czy będąc z rodziną jest w stanie zatęsknić i przypomnić sobie te radosne wspólne chwile a zmniejszyć wartość tych złych >? zrozumieć że może być tak jak kiedyś pięknie ? że możemy z tego wyciągnąć nauczkę i odtworzyć wspólne życie na bagażu doświadczeń ?
U mnie wystąpiła podobna sytuacja, tyle, że ja jestem tą drugą stroną. Wsparcie, dla osoby w depresji jest absolutną koniecznością. Rozumiem, że jeśli wcześniej nie miałeś styczności z chorobą to mogłeś to zbagatelizować. Powiem Ci z doświadczenia, że miłością i przede wszystkim rozmowami i akceptacją można to naprawić. Chwila przerwy może być zbawienna, może pomóc stanąć jej na nogach.
Powodzenia i życzę wytrwałości.
U mnie wystąpiła podobna sytuacja, tyle, że ja jestem tą drugą stroną. Wsparcie, dla osoby w depresji jest absolutną koniecznością. Rozumiem, że jeśli wcześniej nie miałeś styczności z chorobą to mogłeś to zbagatelizować. Powiem Ci z doświadczenia, że miłością i przede wszystkim rozmowami i akceptacją można to naprawić. Chwila przerwy może być zbawienna, może pomóc stanąć jej na nogach.
Powodzenia i życzę wytrwałości.
Dziękuję za twoje wsparcie ... czy mogła byś napisać nieco dokładniej co proponujesz ? czy na razie jej nie męczyć i dać jej poczuć wolność i szczęście z rodziną aby miała czas na uspokojenie i przemyślenie wszystkiego ? czy próbować nawiązać kontakt a jeśli tak to na jakie tematy bo rozumiem że rozdrapywać ran z przeszłości nie ma sensu. ja jestem w stanie wiele znieść i wytrwale dążyć do celu a wiem że to banalnie zabrzmi ale moim celem było jej, moje i nasze wspólne szczęscie. I mimo iź od 3 miesięcy nie jesteśmy razem to te cele dla mnie się nie zmieniły. Wierzę że mogę jej te szczęście dać tylko teraz kwestia tego czy jest szansa aby ona kiedyś w to uwierzyła bo na tę chwilę wyraźnie mi zaznaczyła że takiej nadzieji nie ma. Jak jej pisałem że ją kocham i same komplementy to napisała mi że ona nie jest żadną księżniczką i że to ja sobie w swojej głowie taki jej obraz zbudowałem i że ona jest zupełnie inną osobą niż ja jej pisze. rozumiem że to odpisała pod chwilą impulsu gdyż po zerwaniu próbowałem za wszelką cenę jakoś ją przekonać że było pięknie a to jak opisałem działało w odwrotny sposób.
Jeśli możesz mi akinoma podpowiedzieć co mogę robić ? ... tzn czy brak kontaktu jest z mojej strony dobrym rozwiązaniem i powinienem czekać aż ona pierwsza się odezwie ?
dziękuję
9 2014-08-24 20:42:47 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-08-24 20:43:30)
Brak komunikacji nad tym popracuj koniecznie, zanim wyślesz dziewczynę do specjalisty pójdź sam i opowiedz to wszystko.
Sposób wypowiadania Twoich pragnień,Twoje marzenia mogły różnić się od oczekiwań, jednocześnie Twoja silna osobowość przygasiła ją mocno na tyle, że walczyła sama ze sobą i swymi dążeniami.
Tęsknota za rodziną, ojczyzną, wszystko to oddziałuje mocno. Zostałeś jej jedynym kołem ratunkowym a ona nie chciała uwieszając się na Tobie utopić i Ciebie.( Myślę że nie udawała uczuć do Ciebie?)
I co z Twoim ojcem, może ten rok razem jakoś ją wystraszył, zafałszował obraz, zniechęcił....?
Tak czy inaczej przedyskutowałabym to z psychologiem, wtedy i Ty poczujesz się lepiej kiedy ktoś to z Tobą przeanalizuje.
To tylko mój punkt widzenia, ale wiem czym jest depresja...
Jeśli dasz radę się powstrzymać od pisania do niej, to tak-ja bym poczekała. Może ona była zbyt młoda na tak powazny związek na całe zycie? Miala w końcu tylko 15 lat i zamiast szaleć, umawiać się na randki, zakochiwać się i płakac po rozstaniach, pozała od razu ciebie. Może ma wrażenie, że ominęło ją coś w życiu, że wszystko jest takie nijakie. Niech się wyszaleje, odetchnie, widocznie potrzebne jej jest to. Z tym że takie życie bez ciebie może jej się za badzo spodobać, a ty już powrotu nie będziesz miał.
Dziwię się rodzinie, która nie reaguje na jej zmienne nastroje i zachowania depresyjne, tym bardziej, że jak pisałeś miała w rodzinie takie przypadki.
Jeśli dasz radę się powstrzymać od pisania do niej, to tak-ja bym poczekała. Może ona była zbyt młoda na tak powazny związek na całe zycie? Miala w końcu tylko 15 lat i zamiast szaleć, umawiać się na randki, zakochiwać się i płakac po rozstaniach, pozała od razu ciebie. Może ma wrażenie, że ominęło ją coś w życiu, że wszystko jest takie nijakie. Niech się wyszaleje, odetchnie, widocznie potrzebne jej jest to. Z tym że takie życie bez ciebie może jej się za badzo spodobać, a ty już powrotu nie będziesz miał.
Dziwię się rodzinie, która nie reaguje na jej zmienne nastroje i zachowania depresyjne, tym bardziej, że jak pisałeś miała w rodzinie takie przypadki.
więc tak ... rodzina nie reaguje na jej nastrój gdyż to ja ostatnie lata z nią mieszkałem i tylko ja widziałem co się z nią dzieje... ona na zewnątrz jest bardzo uśmiechniętą i wyglądającą na szczęśliwą kobietę, nawet jej mama (przded tym jak mnie zostawiła) mówiła że ona jest taka szczęśliwa że jesteśmy taką super parą bo takie pary jak my to trudno znaleźć że tacy szczęśliwi... czyli nawet mamie nie komunikowała że coś jest nie tak. Do depresji jedyne co mi nie pasuję to z tego co wyczytałem w depresji ma się niską ocenę siebie samego natomiast z tego co ja czułem Ona miała wysoką ocenę samej siebie przynajmniej takie sprawiała wrażenie... w pracy osiągała sukcesy, była doceniana ale niejednokrotnie wracając z pracy prawie płakała że już nie może w niej wytrzymać bo ją wqrzają pracownicy ( była menadzerem restauracji ) i klienci. a już dzień później przynosiła wino i mówiła że taka fajna ta praca że ma taki fajny zespół ludzi i że się jej tak dobrze z nimi pracuje. ... w mailach po rozstaniu napisała mi że w pracy była taka doceniana bo dużo z siebie dawała a dawała dlatego że była ze mną nieszczęśliwa i to jej pomagało o tym nie myśleć.
Przed wylotem tutaj w USA kilkakrotnie mi mówiła że czuje się tutaj najsamotniejsza na świecie i że tęskni za rodziną. Że jak by mogła tylko chociaż na święta polecieć to by się lepiej poczuła ale ze względów formalnych nie było takiej możliwości. Nigdy nie oglądała seriali a tutaj w USA często potrafiła oglądnąć nawet 3 odcinki... jak pytałem czemu ogląda to mówiła że ma depresję.I tak jak wspomniałem nie zdawałem sobie sprawy że to taka poważna rzecz. też czasami wspominała mi że się budzi w nocy i nie może zasnąć , albo że nie ma snów, często ją bolało serce, głowa. Raz mi powiedziała że jej życie jest takie bez sensu, że jak by teraz umarła to by miała pretensje do siebie że nic dobrego w życiu nie zrobiła itp... to wszystko w czasie tych stanów słabszych dni....
dopisuję tutaj wszystko co mi się podczas naszej rozmowy przypomina
sprawdz maila.
pozdrawiam
depresja to smutek, ale nie odbiera ludziom świadomości czy też nie zmienia światopoglądu. Wiem, bo w ubiegłym roku zmagałam się z tą chorobą. Moim zdaniem, nawet jeśli dziewczyna choruje, co jest przykre, i ogólnie na pewno potrzebuje wspracia, leków czy terapii, to nie podważaj tego co mówi i myśli. Bo depresja to nie jest "haj" ![]()
Swoją drogą moja depresja też zakończyła się rozwodem. Zresztą może nie, w sensie może nie była przyczyną, może to strach przed rozstaniem, odcięcie od uczucia było przyczyną depresji?
Powodzenia.