Witam dziewczyny. Zalogowałam się tu specjalnie, żeby o tym napisać. Nie daje już sobie rady, a nie wiem kogo mam się poradzić. To co napiszę, będzie długie, ale BŁAGAM, przeczytajcie to i pomóżcie mi.
Otóż mam (miałam) chłopaka...Niedawno minęły dwa lata jak jesteśmy razem. Zaczęłam z nim być jak miałam 15 lat a on 18. Jest moim pierwszym chłopakiem i drugą osobą, którą w życiu pocałowałam. Nie miałam przed nim szalonej przeszłości. On natomiast miał przede mną wiele dziewczyn, choć związek ze mną to jego jak i mój najdłuższy staż.
Przejdę do sedna. Zaczęło się wszystko w te wakacje, w lipcu.
Pojechaliśmy na koncert na którym, posprzeczaliśmy się o totalną głupotę.
Sprzeczka była nieuzasadniona. To on zrobił mi okropną awanturę z błahego powodu. Przestał sie do mnie odzywać, pchnął mnie i mówił do mnie coś na zasadzie: ''zamknij pysk''.
Ten koncert był w zupełnie innym miescie, 200 km od domu. Byłam pod jego opieką, a on traktował mnie w taki sposób. Bałam się. Tym bardziej, że nie wiedziałam o co mu w ogóle chodzi.
Na drugi dzień wróciliśmy, jesteśmy z innych miast. Miałam jeszcze zostać u niego tak jak wcześniej planowaliśmy lecz atmosfera była okropna, zero słów, nic... Dlatego on wysiadł a ja pojechałam do siebie.
Wróciłam do domu i tylko zastanawiałam się: ''O co mu chodzi?!''.
Ale zdenerwował mnie niesamowicie wiec w przypływie emocji napisałam do niego na fb: '' na ten czas nic do ciebie nie czuje'' - oczywiscie to bylo na chwile, pod wplywem nerwów.
Ale w odpowiedzi od niego przeczytałam: '' mam podobnie''.
No i co ja moge sobie myśleć? Ja po tym jak mnie wtedy potraktował, miałam prawo byc na niego wkurzona...Ale z jakiej racji on zrobił taką awanture i w dodatku NIC DO MNIE NIE CZUJE.
Uznałam to jako pretekst zerwania z jego strony. No bo jak to wyjaśnić?
W dalszej rozmowie, napisałam, że musze od niego odpocząć, on potwierdził nie ze musi zrobic to samo.
No i tak tydzien mijał, nie odzywalismy sie do siebie... Gdzie zazwyczaj pisalismy codziennie.
Ja spotykałam sie ze znajomymi, starałam sie bawic ale mimo tego co do niego pisałam, strasznie za nim tęsknilam, brakowalo mi go i wcale nie chcialam od niego odpoczywac. Bylam jednak honorowa i czekalam na przeprosiny z jego strony.
Do mojej przyjaciółki przyjechał jej brat z Kanady. Starszy ode mnie o dwa lata... Przyjezdza praktycznie co roku i znam go od dziecka... To głównie z nim i z przyjaciółmi spedzałam czas wolny.
Wraz z moim chłopakiem mielismy isc razem na osiemnastke...On jednak napisał, ze na nia nie idze....Nie napisał tego mi, tylko mojemu koledze od którego sie dowiedziałam..
Zasmuciło mnie to i uznałam to za kolejny impuls z jego strony i traktowałam to jako droga do zerwania z jego strony. Czułam sie fatalnie, ryczałam. Nie mogłam wystawic kumpla, poszlam wiec na 18-tke z przyjacielem i przyjaciółką.
No i ciagle słyszałam tylko: '' nie płacz, to twój dzien'' - wiec chciałam zeby był mój. Napiłam się porządnie. Nie chciałam wracac w takim stanie do domu wiec poszłam do przyjaciółki... Jej nie było, ale był jej brat z Kanady. Zaczełam mu się żalić z moich problemów a on chyba wykorzystał chwile mojej słabości i tego, że wypiłam. Pocałował mnie...Pocałunek trwał 3 sekundy a ja wyleciałam z płaczem i pobiegłam do domu. Czułam sie potwornie. Miałam okropne wyrzuty sumienia, rozwalały mnie od środka... Od razu otworzylam komputer i napisałam mu o tym co zrobiłam.....No i cóż....Był to szok dla niego.. Dla mnie zresza tez... Czekałam tydzien na jego decyzje, w koncu z głupiej sprzeczki którą on zaczął, to ja wyszłam na najgorszą i to ja czekałam na jego WYBACZENIE. Rozmawialismy razem z moimi rodzicami i w koncu zdecydował mi sie wybaczyc. Bo jestem młoda, bo mialam prawo popelnic błąd (tym bardziej ze nie bylo to nic wielkiego), byłam pijana, on mnie skrzywdził wcześniej, chwila słabości. Po za tym od razu mu się do tego przyznałam, nie bałam się tego.
I było całkiem dobrze, nawet zaczełam o tym zapominać. Ale on nie...Tydzien temu mówi, że jest mu ciężko, że musi ode mnie odpoczać.
Nie pisze, nie dzwoni. Nie chce mnie widzieć. Nie przyjeżdża.
Czuje sie okropnie, nie moge z tym żyć. Kocham go nad życie, mimo ze z jego strony tez mialam wiele przykrości natomiast on z mojej ma PIERWSZY RAZ.
Nie wyobażam sobie życia bez niego. Jest dla mnie całym światem. Codziennie płacze. Męcze się z samą sobą, mam okopne wyrzuty sumienia, nie mogę sobie z tym poradzić...Wiem, że za błędy trzeba płacić, ale jak ja zapłacę utratą jego, to nie podaruje sobie tego....Nabawiłam się nerwicy Od 3 tygodni ciągam sie po lekarzach, biore leki na uspokojenie. Jestem wrakiem człowieka.
Czy on tego nie widzi? Nie widzi jak wyrzuty sumienia mnie niszczą? Nie wiem jak mam mu udowodnic ze go kocham....Nie odzywa sie do mnie, boje sie, że po tym odpoczynku on juz za mną nie zatęskni.... Nie wiem co mam robić.
Byliśmy cudowną parą a w przeciągu tygodnia jego impulsywne zachowanie i moje.......rozwaliło wszystko co budowaliśmy 2 lata....Myślicie, że mamy szanse przetrwać ten kryzys?