Opowiem Wam moją historię... Mam 23 lata, w zeszłym roku przez cztery miesiące odbywałam praktyki w jednym z greckich hoteli. Już pierwszego dnia w kraju białych domów z niebieskimi kopułami poznałam wiele osób, innych studentów z Polski, jak i Greków, którzy również pracowali w tym hotelu. Od samego początku załapałam świetny kontakt ze wszystkimi i tak jest do teraz, ale ja nie o tym
Gdy wyznaczono mi miejsce pracy, poznałam tam pewnego chłopaka, który miał na imię Kostas. 26-letni Grek, chudziutki, troszkę wyższy ode mnie, z zawsze idealną fryzurą, głośny i wesoły chłopak. Od razu gadka nam się kleiła, spodobała mu się moja koleżanka, więc szukałam sposobności, żeby się spotkali i tak oto ja i Kostek zbliżyliśmy się do siebie całkowicie. Pracowaliśmy od 12 do 15:30 i od 18 do 23, codziennie na tej samej restauracji, po pracy również spotykaliśmy się, chodziliśmy na imprezy, rozmawialiśmy w gronie przyjaciół i na osobności do godzin porannych. Opowiedział mi prawie całe swoje życie, ja nie byłam dłużna. Był to jedyny chłopak, do którego mogłam się przytulić, on głaskał mnie po ręce, gładził moje włosy, dawaliśmy sobie buzi w policzek na dobranoc, takie dwie papużki - nierozłączki. I to wszystko wyłącznie na stopie przyjacielskiej. Nigdy żadne z nas nie pomyślało, że może być z tego coś więcej. Po prostu piękna przyjaźń. Pamiętam, gdy przyszedł dzień rozstania -29 września 2013 roku. Od kilku dni płakałam, że wracam do Polski (choć przyznam, że w pracy w hotelu na 1600 osób nie zawsze było kolorowo). Cała nasza ekipa płakała. Kilkoro Greków i nas, studentów z Polski naprawdę zżyliśmy się ze sobą. Razem się cieszyliśmy, razem płakaliśmy. Tak naprawdę, jedynym momentem, kiedy człowiek był sam to było korzystanie z toalety. A i tak czasem któraś wparowała "sory, ale muszę wziąć to i to".
Nie wiem już za czym tak tęsknię... Na pewno za Grecją, za słońcem, językiem i muzyką. Na pewno za tymi czterema szalonymi miesiącami. I na pewno tęsknię za Kostasem... Za nim najbardziej. Za naszymi rozmowami, jego uśmiechem, tym, jak ze mnie żartował, że czasami nie wiedziałam już, czy mówi prawdę, czy mnie wkręca. Utrzymujemy kontakt na facebooku, bardzo często ze sobą rozmawiamy, wysyłamy zdjęcia rodzin, tego jak mieszkamy, itp. Żali mi się, że w tym roku również są studenci, ale z żadnym ze studentów nikt nie ma tak dobrego kontaktu, jak z nami rok temu. My nawet z managerem hotelu żartowaliśmy, a swojego koordynatora restauracji przerobiłam na znajomego. Tak bardzo mi brakuje Kostka... Ostatnio płaczę coraz częściej, tak bardzo chciałabym go zobaczyć i przytulić. Chociaż kilka dni z nim i serce aż tak by mi nie pękało.
Zbliżając się do puenty, chciałam tym postem udowodnić, że przyjaźń damsko-męska istnieje i mimo odległości nie poddaje się już rok. I nie ważny tu jest kolor skóry, wyznanie, pochodzenie, tylko to, jakie ktoś ma serce.
A mój dylemat? Nie wiem, czy zaryzykować i pożyczyć od rodziców tak około 2 tysiące na wyjazd tam i jechać zobaczyć się z moim Kostusiem, czy czekać do przyszłego roku aż sama zarobię te pieniądze. Rodzice, szczególnie tata jest skłonny dać mi te pieniądze na wyjazd, bo wie, że staram się, w lipcu obroniłam licencjata, mam kurs pilota wycieczek, znam biegle angielski, uczę się greckiego. Robię wszystko dla edukacji (Grecja mnie tak wyrobiła;)). Od października zaczynam magistra w Gdańsku i znajdę pracę, choćbym miała harować po nocach to odłożę pieniądze by zwrócić rodzicom i po to, żeby w przyszłym roku znów go zobaczyć.
Jeśli ktoś by pytał, czy on nie może mnie odwiedzić to od razu mówię, że od kwietnia do listopada pracuje codziennie, bo hotel jest sezonowy, nie mają dni wolnych. Do tego sporą część zarobionych pieniędzy przekazuje na leczenie swojego taty. Ale nie ukrywa, że wraz z naszym wspólnym kumplem z restauracji myślą o zimowym wypadzie do Polandii.
Cholera, poryczałam się ![]()
Podobne tematy
Takie cos jest straszne jak trzeba na kogoś czekać , czy za kimś tęsknić , ja zakochalam się kiedyś w koledze z klasy (chodzilismy do jednej klasy przez półtora roku) , a potem wyjechal do Dani i juz nie wrócił , oczywiście nie pozegnalismy się i nie oznajmialam mu nigdy ze bardzo go kocham. A jego numer komórki jak kiedyś miałam , to po tym jak będąc w łazience do niego zadzwonilam i jak skończyłam rozmawiać , to komórka mi wpadła do miednicy z woda i jego numeru nie odzyskalam i do tego było po komorce
.