hej wszystkim,
postanowiłam tutaj opisać swoją beznadziejną sytuację życiową. Pewnie niektórzy z Was stwierdzą eee tam dziewczyno mam gorzej i pewnie tak będzie to jednak sytuacja, w której tkwię tak mnie męczy, że dla mnie jest ona bez wyjścia.
Czytając to proszę doczytać do końca zanim zostanie przeniesiony wątek bo on tyczy się w 100% samotności chociaż będzie poruszał różne kwestie mojego życia. Po prostu muszę to z siebie wyrzucić a nie mam z kim pogadać.
Więc może od początku nazwijmy mnie Kasią (to tylko przypadkowe imię) mieszkam na śląsku mam 24 lata. Moja historia zaczyna się jak skończyłam 14 lat (obecnie mam 24) wtedy to umiera najważniejsza osoba w moim życiu babcia to ona mnie wszystkiego uczyła wpajała zasady i pokazywała życie... Nagle jej śmierć było to dla mnie jak grom z jasnego nieba... Co dalej dwa lata później koniec gimnazjum i koniec bezpiecznej znanej strefy... Idę do liceum niby super, ale tylko na początku pełno koleżanek ciekawe zajęcia, bardzo dobre oceny, krótko mówiąc beztroskie życie. niczego mi nie brakowało. koniec 1 klasy matka traci prace... na wszystko zaczyna brakować kasy. Zaczynam kuć jeszcze bardziej dostaje stypendium naukowe super jest dodatkowa kasa, ale od rodziców słyszę ciągle że stać mnie na więcej, że powinnam iść do pracy na weekendy jak mój brat (ciagle słyszę że on to pomaga i jest taki cudowny a ja beznadziejna pyskata i w ogole ps. to ja mam super oceny, to ja sprzątam, gotuje) poza tym nikt nie patrzy na to ze on jest ode mnie 8 lat starszy. ok zgadzam się i idę, coraz częściej jestem zmęczona, ale robię wszystko żeby byli zadowoleni. jednak to ciągle mało... Dzięki temu straciłam koleżanki bo nie miałam dla nich czasu... Zostałam sama ze swoimi problemami... Idąc dalej tak mijały w ciągłych obelgach kłótniach i awanturach (ojciec zaczyna popijać w pracy a matka chla w samotności w zaciszu domu)dni aż do mojej matury nadszedł dzień odebrania wyników pomyślałam wtedy teraz sie to skończy bo będą ze mnie dumni otóż przeliczyłam sie... powiedzieli mi to tylko wyniki mogłaś mieć ze wszystkiego 100% ta matma na 75% to słabo... (nikt nie widział pozostałych wyników które były znacznie lepsze) no trudno kolejne awantury kolejne obelgi jak każdego dnia wychodzę z płaczem w domu i siedzę na placu zabaw do późnych godzin nocnych. Wracam kiedy pijani śpią... sprzątam gotuje na niestety dzień. Przychodzą wakacje jadę do pracy chwila ulgi, potem wracam i koszmar wraca... później rok mam staż wszyscy zadowoleni poza moim rodzicami ciągle chcą ode mnie więcej. wiec ok idę na studia wyprowadzam się, ale za to pracuje na dwa etaty do tego mam dzienne studia ciągle czegoś brakuje siły kasy albo po prostu snu. niestety 3 lata szybko się skończyły... teraz jestem właśnie w tym momencie skończyłam studia, mam próbną umowę o prace, ale znowu jestem u rodziców bo nie starczy mi żeby się utrzymać... Kolejny raz cierpię tylko tyle że teraz niby nie sama bo jest ktoś kto na dobrą sprawę powinien mnie wspierać , ale nie jest tak pięknie bo ważniejszy jest obiadek u jego mamusi niż załamana dziewczyna.
dlaczego dzisiaj postanowiłam o tym wszystkim napisać ??
Bo dzisiaj czara się przelała bo znowu pokłóciłam się z matką tylko że tym razem tego kompletnie nie rozumiem bo powiedziałam tylko że czuję się odtrącona i mniej kochana niż brat. a poza tym że nie chce iść na studia mgr chodź dostałam się na jedną z najlepszych uczelni w Polsce bo nie jest mi to potrzebne ale że dla niej pójdę żeby była ze mnie dumna a ona zaczęła na mnie o to jechać jak bym jej ojca gazetą zabiła... Kompletnie tego nie rozumiem, kolejny raz dostaję mnóstwo obelg wyzwisk i bolesnych słów a nawet nie mam z kim o tym pogadać i komu się wypłakać bo nie mam żądnej koleżanki a nie wspominając już przyjaciółki. A facet no cóż widać są w życiu inne priorytety.
to co WAM napisałam to telegraficzny skrót bo większość nie nadaje się do publikacji... Ale jak by ktoś wiedział co czuje albo chciałby się wypowiedzieć to chętnie poczytam widząc jakiekolwiek zainteresowanie moją osobą...
pozdrawiam i mam nadzieję, że ktoś dojdzie do końca nie usypiając i odpisze...