Historia jakich wiele. Kiedys myslalam ze tylko idiotki daja sie wrobic w taka sytuacje i tylko idioci przesiaduja na forum:) Zycie naprawde pisze scenariusze czasem nie do uwierzenia...
Nie bede rozpisywac sie ani zalebiac w szczegoly. Jestem w wieloletnim malzenstwie z dzieckiem, z mezczyzna ktory jest i byl moim przyjacielem, oparciem, razem przezylismy bardzo, naprawde skrajnie trudne chwile i dalismy rade. Mielismy oboje trudne dziecinstwo i pragnelismy jedynie stabilizacji, rodziny, spokoju. Jednak z biegiem lat nasza sytuacja materialna stala sie bardzo dobra i jednoczesnie nasze oczekiwania co do zycia okazaly sie zupelnie odmienne. Szybko okazalo sie ze moj maz nie potrzebuje tyle rozrywki, podrozy, seksu co ja. POniewaz zycie okazalo sie dla nas wreszcie laskawe, mam ochote zaszalec, spedzac aktywnie czas, kochac sie duzo, moze nawet w jakis trojkatach/czwrorokatach/poczuc jeszcze na plecach adrenaline. Moj maz kompletnie tego nie rozumie. Najwiekszym problemem jest seks. Po urodzeniu dziecka moje libido jeszcze wzroslo, a mojego meza zdaje sie jeszcze spadlo. W tej chwili nasze temperamenty sa tak skrajnie rozne, ze chodze wciaz niezaspokojona. Przez ostatni rok doslownie dostalam schizy na punkcie seksu, bo czasem juz o niczym innym nie moge myslec, raz w tygodniu przez kilka minut mi nie starcza i starczac nie bedzie. Maz mowi, ze mnie kocha, i wiem ze jestem jego najlepsza przyjaciolka, ale... on przez te ostatnie kilka lat umarl dla mnie jako mezczyzna. Najpierw staralam sie go rozruszac, wymyslalam rozne rzeczy w sypialni, potem wrecz blagala o czulosc, ale teraz juz przestal mnie pociagac jako facet. Nie czuje zadnej chemii do niego. Jesli sie juz kochamy, jest naprawde kiepsko.
Nie wiem kiedy zaczelam puszczac podswiadome sygnaly naszemu wieloletniemu przyjacielowi, 20lat starszy babiarz i wielki amator seksu. Podchwycil to momentalnie i zaczelismy flirtowac. Wystarczyly dwa tygodnie zeby puscily nam wszelkie hamulce. Fajerwerki to malo powiedziane. Czegos takiego nigdy nie przezylam nigdy ani z mezem ani z poprzednim facetem. Oczywiscie to czysty uklad typu "przyjacielski seks" nie zamierzamy ukladac sobie zycia razem.
Pytanie do Was brzmi tak. Czy takie malzenstwo ma sens. Nie czuje wyrzutow sumienia, nie jest mi przykro, czuje ze zostalam postawiona pod sciana, dluzej bez seksu juz bym nie wytrzymala. Kocham mojego meza jak przyjaciela, czlowieka z ktorym laczy mnie wiele, (jest dobrym ojcem), ale nie jak mezczyzne. Nie podoba mi sie ani go nie pragne. Nawet nie wiem kiedy sokladnie to we mnie umarlo.Wiem ze gdyby sie dowiedzial o zdradzie, zlamaloby to mu serce. Czy jest mozliwe zeby przezyc tak cale zycie? Z mezczyzna ktorego sie nie kocha jak faceta, i romansami na boku? Jest mozliwe ze to sie nie wyda? Moze jest ktos na forum kto tak wlasnie zyje i daje rade w takim ukladzie. Gdyby nie dziecko, nawet bym nie pytala, watpie czy bylibysmy wciaz razem.
