Skoro miłość jest tylko iluzją wynikającą z naszego owadziego zaprogramowanego ducha, którego nie ma jako , że dusza nie istnieje, to dlaczego mielibyśmy nie wiedzieć czym ona jest?
My żyjemy w rzeczywistości , która jest przez nas stworzona. Jeśli miłość pochodzi z naszego owadziego ducha i nawet jest kiczowata to jednak wciąż jest ona jak najbardziej prawdziwa w naszej rzeczywistości.
Dlatego, że funkcjonuje i dlatego, że w nią wierzymy.
Jeśli odczuwamy emocje, jakkolwiek one są fałszywe i przez nas zmyślone to odczuwając je czynimy je rzeczywistymi. Bo są już częścią naszego świata. Nie są już pozorami, zewnętrznym udawaniem.
Taka jest natura ludzka. Jesteśmy tacy , że wypieramy się bycia zwierzętami, jesteśmy tacy, że sprzeciwiamy się własnym instynktom (ja np nie mam potomstwa) jesteśmy tacy, że poświęcamy za kogoś życie z miłości w którą święcie wierzymy i tacy , że zabijamy za rzeczy które są dla nas prawdą.
Odczuwamy cierpienie i jest ono tak naprawdę dla nas prawdziwe, i jesteśmy śmieszni ale tego nie widzimy.
Owadzia natura i zaprogramowanie to jedno, jednak w tej samej naturze, tej samej istoty jaką jest człowiek leży też to całe zaprzeczanie i te całe emocje, które nazywasz iluzją. I lepiej z tego korzystać, bo nie korzystanie z tego zwykle przynosi tylko więcej cierpienia. Oczywiście jeśli mówimy o życiu, a nie o pięknych słowach poezji.
Nie mamy pewnie żadnego ducha (chociaż znam badania na ten temat) i nie stoimy pomiędzy żadnym bogiem a zwierzęciem, bo Bóg to być może twór który stworzyliśmy na swoje podobieństwo.