Witam serdecznie.Fajnie , że jest takie forum gdzie można wyrzucić wszystko co się czuje.Moja historia to walka o kobietę którą kocham nad życie , jej dziecko to dla mnie radość , a problem leży w jej przeszłości.Spędziliśmy 5 lat ze sobą było różnie jak to w związku ale z mojej strony zawsze była ogromna miłość do niej i jej dziecka.Cieszyłem się każdą chwilą , wyjazdami , spotkaniami z rodziną itd.Ale zawsze był ktoś trzeci jej Ex.Rozwiedli się po 10 latach znajomości i 2 latach małżeństwa i to trwa do dnia dzisiejszego.Nadal go chyba kocha jest ze mną mówi mi jak jej jest dobrze widzi jak kocham jej córkę ale nie potrafi mnie pokochać.Tyle bólu , strachu , sprzeczek , poniżania mnie jest czymś czego nie rozumiem.Kiedy miał problemy ze zdrowiem to ona była jego pocieszycielką chociaż on ma partnerkę od 4 lat.Potrafiła rozmawiać z nim nawet w mojej obecności dobrze wiedząc jak mnie to rani.Przychodząc z pracy mogę na palcach policzyć miłe momenty choćby uśmiech.Zawsze coś nie tak kłóciliśmy się o takie drobnostki , że aż śmiech ale gdy jej coś nie wyszło to było ok.Kochaliśmy się raz może dwa razy w miesiącu pózniej już z prezerwatywą.Najwidoczniej boi się zajść w ciąże i zmarnować sobie życie.Prosiłem się o bliskość co bardzo mnie bolało i dawało mi poczucie , że jestem beznadziejnym facetem.Zawsze go broni gdy coś robi nie tak choć potrafi nazwać mnie palantem , frajerem przy swoim dziecku.Ciężko mi pisać bo wiem , że to ja jestem słaby i pozwalam wejść na głowę.Teraz jestem dzięki Bogu na urlopie oczywiście zmarnowanym.Wczoraj wracając do domu musiałem jeszcze spakować rzeczy na nasz planowany urlop i nikogo nie zastałem w domu więc znosiłem rzeczy do samochodu.Podjechała taksówką zapłakana i oznajmiła mi , że rezygnuje z wyjazdu bo nie może tak dalej mnie ranić.Zawalił mi się świat.Rozmawialiśmy długo przepraszała , mówiła , że nie wie czy robi dobrze.Dziś jedzie do niego by z nim porozmawiać co czuje i czy warto odbudować to co ich łączyło.Ja zostałem z niczym i współczuję tylko tej kobiecie która jest z nim.Muszę podjąć najważniejszą decyzję mojego życia i znów dylemat co potem.... Pozdrawiam
Podobne tematy
Muszę podjąć najważniejszą decyzję mojego życia
Jaką niby?Przecież o niczym nie decydujesz.
Rozumiem, ze ciężko jest Ci się pogodzić z ta sytuacja, ale z tego to piszesz wynika, ze od dawna czułeś, ze coś jest nie tak i nie jesteś na pierwszym miejscu (nie chodzi mi tutaj o dziecko bo to inna miłość i inna relacja). Prosisz o rade, ale niestety wydaje mi się, ze Ty sam nic nie wskorasz. Twoja kobieta albo wroci do byłego, a jeżeli im się nie uda, może da Tobie "szanse". Ale czy potrafił byś wtedy zaufać, wiedząc ze jesteś kołem zapasowym? Teraz pewnie nie wyobrażasz sobie życia bez niej, ale być może kiedy juz Twoja kobieta definitywnie zakończy wasz związek( a raczej juz to zrobiła) zrozumiesz ze nie tak powinna wyglądać zdrowa relacja pelna wsparcia, akceptacji i troski. U Ciebie dominowały raczej strach i niepewność. Pewnie jesteś fajnym facetem i wiele kobiet czeka by ktoś tak je pokochał, lecz z wzajemnością
. PS A tekst o tym ze nie może więcej Cię ranic, jest co najmniej dziecinny.
4 2014-08-09 21:22:56 Ostatnio edytowany przez pinokiooo (2014-08-09 21:25:10)
Przede wszystkim bardzo Ci współczuję ponieważ wyobrażam sobie jak musisz się czuc w momencie gdy potwierdza się to, co właściwie już od dłuższego czasu podejrzewałeś.
Z tego co piszesz to tak naprawdę dla NIEJ związek z Tobą był tylko "poczekalnią" aby zyskac czas i przekonac się czy z NIM coś ich jeszcze łączy. Wiem, że to brutalne ale obawiam się, że tego nie uda sie Wam już posklejac. Myślę, że w NIEJ uczucie do NIEGO nigdy nie umarło, a czekała tylko na jego znak, zawołanie.
A najbardziej uderza mnie to, że z Twoich słów można wyczytac jakim dobrym i wrażliwym człowiekiem jesteś. Szkoda tylko, że ONA nie umie tego docenic, choc właściwie nie do końca ją można za to winic, bo przecież częśto nasze uczucia nie sią zależne od nas.
kris da sobie spokoj i może to boli ale odejdz. zacznij żyć sam a w koncu znajdzie sie kobieta ktora pokocha Ciebie ze wzajemnościa.
nie daj sobą manipulować. ona robi tobie caly czas nadzieje a Ty wmawiasz sobie ze jest dobrze. Nie jestr dobrze.
to ze jestescie razem, spedzacie jakos czas, jestescie blisko wcle nie oznacza ze jest dobrze. jest wręcz zle.
daj juz temu spokoj ile jeszcze chcesz to ciągnać?
Też tak sądzę, że powinieneś z nią definitywnie skończyć znajomość, nawet jeśli ona nie zejdzie się ze swoim byłym. Znajdź sobie kogoś kto odwzajemni Twoje uczucia, a nie będziesz tylko ''kołem zapasowym''.
Pozdrawiam serdecznie ![]()
A ja Wam opowiem teraz swoją historię... jak usłyszę od obcych mi ludzi "DAJ SOBIE SPOKÓJ" to dopiero pewnie sobie dam...
Poznaliśmy się w listopadzie przez naszych wspólnych znajomych. On od razu wpadł mi w oko, czy ja jemu ? podobno też. Ale nie od razu zaczelismy sie kontaktowac... trochę to trwało zanim on się odezwał. Najpierw oczywiscie facebook, potem dopiero tel. Najpierw spotykalismy sie razem z naszymi znajomymi (mamy wspolną ekipę i do dzisiaj wszyscy razem sie spotykamy i spedzamy wolny czas). Po kilku takich grupowych spotkaniach dopiero, zaprosił mnie do siebie. Było miło, rozmawialismy duzo, pilismy herbatę, i tyle. Codziennie pisalismy do siebie, zaczelismy flirtowac. Potem kolejne spotkanie... i wtedy już nie wytrzymalismy i zaczelismy sie całować... juz wtedy zaczelam czuc motyle... i tak juz coraz czesciej. Aż doszło do sexu... który był acchh..... powiem tak, nigdy nie bylo mi tak dobrze
) Codziennie juz pisalismy, dzwonilismy, spotykalismy sie i za kazdym razem byl sex...
Pamietam jak ktoregos razu rozmawialismy tak leżac i on powiedzial, zebym sie nie zakochiwała... ze on teraz nie ma na to odpowiedniego momentu. (To fakt, do dzisiaj ma te same problemy co wtedy). Nie wiedzialam co mam wtedy myslec, czy spotyka sie ze mna tylko dla sexu jak to dzisiaj niestety jest, czy on rzeczywiscie nie chce teraz sie wiązac... mialam tysiace mysli w glowie. I zamast to przerwac to ja chcialam więcej i więcej... i nie zalowalismy sobie spotkan, romantycznych chwil itd. Czyli to było wszystko jak by nie patrzeć, niezobowiązujące. Ok, teraz powiem coś co jest chyba ważne... Między nami jest 15 lat różnicy. On jest mega przystojny (naprawde może mieć każdą kobietę, i ma powodzenie), do momentu rozpoczecia jego problemów, żył jak w bajce. Ma przepiękne nowoczesne mieszkanie, miał piekny drogi samochod, zwiedził pół świata, obracał się w towarzystwie pięknych kobiet ;p Dzisiaj ma prawie 40 lat, ale patrząc na niego nikt mu tyle nie daje. Góra 35. Jak sie poznalismy, stracił wszystko. Wpadł w ogromne długi, sprzedał samochod, wynajał duuzo mniejsze i normalniejsze mieszkanie, nie podrużuje, z nikim nie wiąże się. Nawet unikał już wtedy wspolnych spotkan z przyjaciolmi. Dzisiaj zyje skromnie, ale sie tego nie wstydzi. Pomalutku wstaje na nogi, spotyka sie z nami, mimo tego nadal jest (bo był) skromny, normalny, kulturalny, uczciwy i nadal romantyczny oraz uczuciowy:) do dzisiaj po kazdej jakiejs wspolnej imprezie ląduje u niego i spedzamy przecudowną noc. Czasem tak po prostu w ciagu dnia umawiamy sie na wino i tez zostaje u niego do rana, potem wspolne sniadanie, lezenie do 11
i nadal niezobowiązująco
z jednej strony mam wrazenie, ze moze faktycznie nie chce sie wiazac z nikim bo jak do tej pory tyle miał, a teraz zyje jak kazdy z nas czyli normalnie ;p to wydaje mu sie, ze nie ma nic do zaoferowania kobiecie. No i on tak twierdzi. Ze najpierw musi wyjsc z problemow. Głupio mu pewnie zaprosic kobiete do kawalerki, nie ma samochodu... A czasami tez mysle, ze on to robi ze mna tylko dla sexu
ale wiadomo... serce swoje, rozum swoje.
W między czasie jeszcze, miałam przelotną przygodę z jego jednym z lepszych kolegów... Doszło do tego, że sie z nim przespałam... Łukasz (bo tak ma na imie), jak sie o tym dowiedział (ode mnie) ale wczesniej widzial, jak z imprezy wychodze z tamtym, do dzisiaj mi to wypomina. Niby zartem, ale doslownie ciagle. A jak mu powiedzialam, ze sie wtedy przespalam, to zachowywal sie jakby go to zabolało. Ale ja byłam i jestem sama i nie mam sobie nic do zarzucenia. Za kazdym razem wypomina mi tamtą noc.
Do tego zawsze jak gdzies jestesmy wszyscy na imprezie i on jest troche podpity, to zawsze powie cos w stylu "zaczekaj na mnie" albo jeszcze inaczej... tak jak ostatnio "bardzo Cie lubie, i niech tak zostanie" a potem i tak razem spalismy.... A on rano jest taki czuły i kochany. Uwielbiam sie budzic obok niego, bo to jest typ mężczyzny przy ktorym czuje sie bezpiecznie i taka malutka, niewinna;)
Pomimo tego jak żył wcześniej, dzisiaj jest taki normalny, taki jaki bym chciala zeby był
Nie wiem czy on chcialby być ze mną czy też nie... ale jego przyjaciołka a moja kolezanka kiedys mi powiedziala, ze podobam sie jemu i to bardzo, ale nie jestem kobietą z ktorą mógłby się związać.
no tak, pomyslalam... nie jestem miss. Mimo, ze powodzenia nigdy mi nie brakowalo ech... juz 2 lata jestem sama, po ostatnim rozstaniu bardzo cierpialam i tez balam sie zwiazku. Ale tak... po pierwsze jego wiek... czasami naprawde nie wiem czy bym umialal zwiazac sie z tyle starszym mezczyzna... mimo ze jest mi z nim rewelacyjnie. Po drugie nie wiem nawet czy on by chcial sie ze mna zwiazac (ale tak jak mowil naszej znajomej to pewnie nie
) Nawet nie chce go o to pytac bo jestem prawie pewna, ze powie nie a wtedy trzeba bedzie to juz zakonczyc
w dodatku calutki czas twierdzil, ze nie chce sie teraz wiazac... a dzisiaj nagle wyskoczyl, kiedy sie go zapytalam, jakie ma plany na weekend, to odpowiedzial "Zakochać się".... zatkało mnie.... ale zeby udac ze mnie to nie ruszylo, to napisalam tylko "powodzenia"
i cisza. Ostatnio wgl mało się odzywa, ale wiem, ze jakas tam słabość do mnie ma...
I co ? teraz pewnie uslysze jaka to jestem głupia i naiwna itd itp...
a znajomi tylko w kolko mowia, ze my predzej czy pozniej bedziemy razem. Dupa jasiu ![]()