Historia zaczyna się dość zwyczajnie. Cztery lata temu poznałam przez Internet pewnego mężczyznę. Zaczęliśmy ze sobą pisać, poznawać się. Przez te lata staliśmy się sobie naprawdę bliscy, a nasza znajomość zamieniła się w przyjaźń. Nigdy jednak nie wyszliśmy poza ramy kontaktu w sieci. Związane to było z odległością między nami, tym, że on także pracował za granicą, a trochę chyba też nam wtedy to pasowało. Były również momenty, że z kimś się spotykaliśmy. Mimo wszystko nie burzyło to relacji, którą mieliśmy. Ostatnio więzi między nami zacieśniły się jeszcze bardziej. Rozmawialiśmy o spotkaniu. Stwierdził, że lubi, gdy jestem gdzieś tam i może ze mną pisać, a po bezpośrednim kontakcie mogę już nie być. Porzuciliśmy zatem na jakiś czas ten temat, aż znienacka poinformował mnie, że przyjeżdża i żebym zastanowiła się czy chcę się z nim zobaczyć. Oczywiście się zgodziłam. Byłam pełna obaw, bardzo nie chciałam go rozczarować (wiedzieliśmy, jak wyglądamy bo wymienialiśmy zdjęcia, ale zdjęcia to jednak tylko zdjęcia). Kazał mi się nie stresować i nie martwić jego oczekiwaniami, bo uważa po prostu, że skoro tyle lat trwa nasza znajomość, to już czas by się wybrać razem na kawę.
Kiedy doszło do spotkania, to odnoszę wrażenie, że było miło i fajnie. Z jego strony padły nawet pewne różowe komentarze
. Jednakże kiedy zasugerowałam, że powinien jeszcze do mnie przyjechać, otrzymałam ciszę w odpowiedzi. Na drugi dzień podziękował mi za miły wieczór i miał nadzieję, że nie jestem rozczarowana. Żałowałam tylko, że nie spędziliśmy ze sobą więcej czasu. Na tę wypowiedź odpowiedzi nie otrzymałam. Ponieważ lubię klarowne sytuacje zapytałam czy dalej chce kontynuować naszą znajomość. Odparł, że tak i że nie jest mną rozczarowany. Po czym nastała cisza z jego strony. Biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu rozmawialiśmy codziennie, dziwnie się z tym czułam. Po tygodniu nie wytrzymałam i zapytałam czy popełniłam jakiś błąd. Odpowiedział, że wina leży po jego stronie, że nie jest odpowiednią osobą dla mnie i, że bardzo by mnie skrzywdził. Moja ostatnia wiadomość, że rozumiem, że najwyraźniej nie jestem dziewczyną w jego typie, ale nadal przecież możemy być znajomymi, pozostała bez odpowiedzi. I tak teraz trwa we mnie walka rozsądku z uczuciami. Rozsądek: nie zależy mu na tobie. Daj sobie spokój. Idź do przodu, nie stój w miejscu. Jeśli będzie chciał, to wróci. Nic na siłę. Uczucia: wszystko moja wina. Gdybym była ładniejsza/mądrzejsza/bardziej interesująca itd., to na pewno by się tak nie zachował i chciał się ze mną spotykać. A tak przekreślił nawet naszą przyjaźń.
Okropnie się winię za to, co się stało. I nie potrafię sobie z tym poradzić. Wydaje mi się, że w ten jeden dzień zniszczyłam wszystkie lata naszej znajomości. Zdaję sobie sprawę, że w porównaniu z problemami innych ludzi, to jest to drobnostka. Mimo wszystko jednak zjada mnie to od środka.
Podobne tematy
Możliwe że on jest Gejem, i stąd nie chce bardzo bliski relacji. Albo jest innej maści. Zresztą pisać 4 lata, dla mnie to dziwne. Rozumiem, pisać przez pół roku i nie dążyć do spotkania. Coś ukrywa.
Gejem nie jest. Wiem o jego poprzednich dziewczynach
. W sumie przez ten czas, jak rozmawialiśmy nie przeszkadzało mi, że głownie na tym opiera się nasza znajomość i nie spotykamy się w rzeczywistości. Ale wiadomo wszystko jest do czasu. Może po prostu pasuje mu takie życie, jakie ma. Jest sam, sam mieszka, ma dobrą pracę, ale poza tym robi, co chce. A tu ja się wtrącam. Tyle tylko, że jednak boli, że zrezygnował z naszej znajomości.
Nie zabiega się o czyjąś sympatię czy uczucia. Jeśli ktos ma Cię lubic to bedzie lubił za to jaka jesteś a nie za to jaka mogłabyś być.
Po prostu żyj i nie nastawiaj się ani negatywnie ani pozytywnie. Rozsądek mądrze ci podpowiada ![]()
Staram się myśleć pozytywnie, ale jednak czasem czarne myśli się pojawiają. Ale to przejdzie za jakiś czas, bynajmniej taką mam nadzieję
.
Sprawa zakończona. Wszystko się wyjaśniło. Dziękuję za odpowiedzi.