netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Przyjaciel mojej zony.

109 odpowiedzi10 334 wyświetleniazałożony przez bigos, 04.08.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przyjaciel mojej zony.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 110 ]

1 Ostatnio edytowany przez bigos (2023-08-04 16:52:29)

Temat: Przyjaciel mojej zony.

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak wyglada to z perspektywy kobiet.

Od 8 lat jestesmy razem z zona. Mamy dwojke dzieci ja pracuje caly dzien pozniej zona na 2 godzinki idzie do pracy. Przez dwie godzinki,ktore jest w pracy rozmawia przez telefon ze swoim "Przyajcielem"
Od samego poczatku, bylem przeciwny tej znajomosci, ale ze wzgledu na zone zaakceptowalem to. Przyjaciel nigdy nie przychodzil do nas do domu byl moze z 2 razy, za kazdym razem pojawial sie pod praca mojej zony a gdy ta nie chciala sie spotkac robil jej ananture , ze nie jest dla niej wazny. Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha, ze to tylko przyjaciel, ze tylko ja itd a ja czulem sie oszukiwany.. Zona poprosila mnie, czy moga isc razem na silownie-zgodzilm sie Mimo, ze jej ufam i kocham gdzies ten cien leku zawsze byl z tylu.. Za kazdym razem gdy wychodzila do pracy bylo te uczucie bezsilnosci mimo to trzymalem to w sobie przez ponad rok. Nie ukrywam, ze bylem zazdrosny ale nie wydaje mi sie zeby byla to wielka zazdrosc. Z czasem zona zaczela mnie osadzac, ze loguje sie jej do messengera,emaila,facebooka( nie nie robilem tego). od tej pory ciagle chowa telefon przede mna i nawet do WC zabiera go ze soba. Przyjaciel zony po kilku wizytach na silowni napisal do mnie, ze zakochal sie w mojej zonie i potrzebuje odpoczac od tej relacji.. Po czym stwierdzil na drugi dzien, ze za duzo wypil.Z czasem, zauwazylem, ze zone zaczelo meczyc ta sytuacja z przyjacielem i odkryla, ze przyjaciel zaczol nia manipulowac. Zabronila mu przychodzic pod prace ale on i tak przychodzil i wreczal prezenty, na znak przyjazni.W czasie pracy,gdy do niej zadzwonilem zostalem oskarzony, ze z nami koniec bo non stop ja kontroluje i sprawdzam. Mimo, ze zadzwonilem tylko zapytac o ktorej mam po nia przyjechac by odebrac z pracy, bo zawsze ja odbieram. Nie wiem co robic, prosilem, zone zeby ograniczyla kontakt, bo zle to na mnie wplywa i swiadomosc, ze chlopak , ktory jest w niej zakochany non stop stara sie o jej wzgledy.
Przez ta cala sytuacje zatracilem poczucie wlasnej wartosci a wydaje mi sie, ze nie jestem zla osoba. Chodze do pracy od 10 lat ciagle w jednym miejscu, Dbam o dom, dbam o dzieci, dbam o zone. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestem idealny i tez popelniam bledy, ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Pytanie: Co robie zle? W czym tkwi problem?

2

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak wyglada to z perspektywy kobiet.

Od 8 lat jestesmy razem z zona. Mamy dwojke dzieci ja pracuje caly dzien pozniej zona na 2 godzinki idzie do pracy. Przez dwie godzinki,ktore jest w pracy rozmawia przez telefon ze swoim "Przyajcielem"
Od samego poczatku, bylem przeciwny tej znajomosci, ale ze wzgledu na zone zaakceptowalem to. Przyjaciel nigdy nie przychodzil do nas do domu byl moze z 2 razy, za kazdym razem pojawial sie pod praca mojej zony a gdy ta nie chciala sie spotkac robil jej ananture , ze nie jest dla niej wazny. Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha, ze to tylko przyjaciel, ze tylko ja itd a ja czulem sie oszukiwany.. Zona poprosila mnie, czy moga isc razem na silownie-zgodzilm sie Mimo, ze jej ufam i kocham gdzies ten cien leku zawsze byl z tylu.. Za kazdym razem gdy wychodzila do pracy bylo te uczucie bezsilnosci mimo to trzymalem to w sobie przez ponad rok. Nie ukrywam, ze bylem zazdrosny ale nie wydaje mi sie zeby byla to wielka zazdrosc. Z czasem zona zaczela mnie osadzac, ze loguje sie jej do messengera,emaila,facebooka( nie nie robilem tego). od tej pory ciagle chowa telefon przede mna i nawet do WC zabiera go ze soba. Przyjaciel zony po kilku wizytach na silowni napisal do mnie, ze zakochal sie w mojej zonie i potrzebuje odpoczac od tej relacji.. Po czym stwierdzil na drugi dzien, ze za duzo wypil.Z czasem, zauwazylem, ze zone zaczelo meczyc ta sytuacja z przyjacielem i odkryla, ze przyjaciel zaczol nia manipulowac. Zabronila mu przychodzic pod prace ale on i tak przychodzil i wreczal prezenty, na znak przyjazni.W czasie pracy,gdy do niej zadzwonilem zostalem oskarzony, ze z nami koniec bo non stop ja kontroluje i sprawdzam. Mimo, ze zadzwonilem tylko zapytac o ktorej mam po nia przyjechac by odebrac z pracy, bo zawsze ja odbieram. Nie wiem co robic, prosilem, zone zeby ograniczyla kontakt, bo zle to na mnie wplywa i swiadomosc, ze chlopak , ktory jest w niej zakochany non stop stara sie o jej wzgledy.
Przez ta cala sytuacje zatracilem poczucie wlasnej wartosci a wydaje mi sie, ze nie jestem zla osoba. Chodze do pracy od 10 lat ciagle w jednym miejscu, Dbam o dom, dbam o dzieci, dbam o zone. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestem idealny i tez popelniam bledy, ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Pytanie: Co robie zle? W czym tkwi problem?

w tym, że jesteś pipą z uszami.

3 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-08-04 17:37:12)

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Pewnie Cię zdradza, wszystko na to wskazuje, ale do czego Ci  ta wiedza, jak i tak nic nie zrobisz, bo siedzisz pod pantoflem, ona robi co chce i to się nie zmieni...

Jesteś za dobry, nie masz jaj, kobiety paradoksalnie lekceważą takich facetów.

4

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Nie ma  przyjaźni pomiędzy kobietom a mężczyzną.
Tutaj "przyjaciel" wprost ci napisał, że jest zakochany w twojej żonie.
A co robi twoja zona?
Kontynuuje ta relacje.
Postaw jej warunek.
Albo koniec tej "przyjacielskiej" relacji, albo koniec waszego małżeństwa.
Ta kobieta ma w dupie to co czujesz.
Tu nie ma "toksycznej zazdrości" z twojej strony, sa słuszne obawy o wasze małżeństwo.
Jak zonka dostanie papiery rozwodowe, to może sie ocknie, a jak nie, no to i tak wasze małżeństwo jest skończone.

5

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Pytanie: Co robie zle?

Zgodziłeś się żeby żona miała przydupasa.

bigos napisał/a:

W czym tkwi problem?

W Tobie.

Jak długo oni się znają?
Gdzie się poznali?

6

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:
bigos napisał/a:

Pytanie: Co robie zle?

Zgodziłeś się żeby żona miała przydupasa.

bigos napisał/a:

W czym tkwi problem?

W Tobie.

Jak długo oni się znają?
Gdzie się poznali?

W pracy kilka lat temu ale dopiero od roku sie przyjznia ...

7

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Żonie brakuje emocji i je znalazła. Zapewne nie do końca panuje nad tym co się dzieje, stąd jazda po tobie, bo próbujesz wrócić ją z pięknego świata w jakim się znalazła.
Na chwilę obecną nic nie możesz zrobić. Każda zdrada ma swój przebieg, swoją dynamikę. Dużo się o sobie dowiesz. Sporo wątków podobnych było. Różnie się to kończy. Ze względu na własną godność, wyzwolenie się z tego co jest - powinno dojść do zakończenia związku. Ale kończy się różnie. Niestety zona kompletnie nic do ciebie nie czuje. Tak jak mówiłem, rozmowy z nią na chwile obecną nic nie dadzą. Dla niej najważniejsze na teraz jest to co jest między nią a gachem.

8

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:
maku2 napisał/a:
bigos napisał/a:

Pytanie: Co robie zle?

Zgodziłeś się żeby żona miała przydupasa.

bigos napisał/a:

W czym tkwi problem?

W Tobie.

Jak długo oni się znają?
Gdzie się poznali?

W pracy kilka lat temu ale dopiero od roku sie przyjznia ...

To romans jak nic...

Co masz zamiar z tym fantem zrobić?

9

Odp: Przyjaciel mojej zony.

To romans jak nic...

Co masz zamiar z tym fantem zrobić?

Nie mam zielonego pojecia, chcialbym zeby typ zniknol ale zona dalej w to brnie tlumaczac sie tym ze nie ma zadnych przyjaciol..Mowi, ze kocha, widac  ze sie stara ale jak wychodzi z domu zaraz zapomina o domu i dzwoni do przyjaciela.Nie mialbym nic przeciwko gdyby typ nie powiedzial ze sie zakochal a zona by po mnie nie jezdzila sugerujac ze ja sprawdzam kontroluje i ograniczam..

10

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

To romans jak nic...

Co masz zamiar z tym fantem zrobić?

Nie mam zielonego pojecia, chcialbym zeby typ zniknol ale zona dalej w to brnie tlumaczac sie tym ze nie ma zadnych przyjaciol..Mowi, ze kocha, widac  ze sie stara ale jak wychodzi z domu zaraz zapomina o domu i dzwoni do przyjaciela.Nie mialbym nic przeciwko gdyby typ nie powiedzial ze sie zakochal a zona by po mnie nie jezdzila sugerujac ze ja sprawdzam kontroluje i ograniczam..

Wiedz, że nie ma zdrowej przyjaźni damsko męskiej.
Dajesz po sobie jeździć to tak masz, a "przyjaciel" nie zniknie...

11 Ostatnio edytowany przez 123Sprawdzam (2023-08-05 00:10:22)

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Zadbaj o swoje męskie jaja, bo jak to czytam to widzę to zapomniałeś, że je masz.

Twojej ślubnej ewidentnie brakuje "emocji" w waszym związku, więc od jutra zapewnij jej ich pod dostatkiem smile

Znasz takie powiedzenie, albo rybki albo akwarium?

To każ jej jutro wybierać i KROPKA smile

12

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Po 1:  Na kogo prawnie jest Wasze mieszkanie? Jesli na Ciebie, miej jaja i honor i kaz zonie wypierdalac. Prawdopodobnie masz juz rogi. To nic ze zona mowi ze kocha. Nie patrz na to co mowi kobieta. Patrz na to co robi. Powiedziec jej  " kocham " to jak splunac.
Po 2: Za chwilke odnajdziesz prawidlowosc, mianowicie: jak facet zdradza to skurw&&&yn, jak kobieta zdradza  : to znaczy facet nie dbal o nia dostatecznie dobrze, czula sie niekochana. Takie malutkie podwojne standardy.
Po 3: W dalszym ciagu uwazam ze to troll smile

13

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak wyglada to z perspektywy kobiet.

Od 8 lat jestesmy razem z zona. Mamy dwojke dzieci ja pracuje caly dzien pozniej zona na 2 godzinki idzie do pracy. Przez dwie godzinki,ktore jest w pracy rozmawia przez telefon ze swoim "Przyajcielem"
Od samego poczatku, bylem przeciwny tej znajomosci, ale ze wzgledu na zone zaakceptowalem to. Przyjaciel nigdy nie przychodzil do nas do domu byl moze z 2 razy, za kazdym razem pojawial sie pod praca mojej zony a gdy ta nie chciala sie spotkac robil jej ananture , ze nie jest dla niej wazny. Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha, ze to tylko przyjaciel, ze tylko ja itd a ja czulem sie oszukiwany.. Zona poprosila mnie, czy moga isc razem na silownie-zgodzilm sie Mimo, ze jej ufam i kocham gdzies ten cien leku zawsze byl z tylu.. Za kazdym razem gdy wychodzila do pracy bylo te uczucie bezsilnosci mimo to trzymalem to w sobie przez ponad rok. Nie ukrywam, ze bylem zazdrosny ale nie wydaje mi sie zeby byla to wielka zazdrosc. Z czasem zona zaczela mnie osadzac, ze loguje sie jej do messengera,emaila,facebooka( nie nie robilem tego). od tej pory ciagle chowa telefon przede mna i nawet do WC zabiera go ze soba. Przyjaciel zony po kilku wizytach na silowni napisal do mnie, ze zakochal sie w mojej zonie i potrzebuje odpoczac od tej relacji.. Po czym stwierdzil na drugi dzien, ze za duzo wypil.Z czasem, zauwazylem, ze zone zaczelo meczyc ta sytuacja z przyjacielem i odkryla, ze przyjaciel zaczol nia manipulowac. Zabronila mu przychodzic pod prace ale on i tak przychodzil i wreczal prezenty, na znak przyjazni.W czasie pracy,gdy do niej zadzwonilem zostalem oskarzony, ze z nami koniec bo non stop ja kontroluje i sprawdzam. Mimo, ze zadzwonilem tylko zapytac o ktorej mam po nia przyjechac by odebrac z pracy, bo zawsze ja odbieram. Nie wiem co robic, prosilem, zone zeby ograniczyla kontakt, bo zle to na mnie wplywa i swiadomosc, ze chlopak , ktory jest w niej zakochany non stop stara sie o jej wzgledy.
Przez ta cala sytuacje zatracilem poczucie wlasnej wartosci a wydaje mi sie, ze nie jestem zla osoba. Chodze do pracy od 10 lat ciagle w jednym miejscu, Dbam o dom, dbam o dzieci, dbam o zone. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestem idealny i tez popelniam bledy, ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Pytanie: Co robie zle? W czym tkwi problem?

Wygląda to tak, jakby Twoją żonę i jej "Przyjaciela" nie łączyła żadna przyjaźń, tylko jakiś niedookreślony lub dookreślony romans. Chowanie telefonu, ten sms od jej "Przyjaciela" to znamiona niewłaściwej relacji w kontekście Twojego małżeństwa.

Masz kilka wyjść:
1.Naciskać dalej na żonę, a ona i tak dalej będzie robić to na co ma ochotę, bo z Twoimi uczuciami przecież się nie liczy
2.Zająć się sobą i obserwować sytuację, w razie czego zbierać dowody, które przydadzą się do rozwodu
3.Spróbować się z nią rozmówić i na spokojnie wyjaśnić jak się z tym czujesz i że nie widzisz dalej kontynuowania małżeństwa w taki sposób - ta metoda raczej nie zadziała, bo ona chyba już jest w amoku

Mentalnie przygotuj się na rozstanie i nie daj z siebie robić wycieraczki. Jeśli tracisz poczucie własnej wartości skonsultuj się z jakimś doradcą albo terapeutą, zadbaj o siebie.

14

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Mariusz 1984 napisał/a:

Po 1:  Na kogo prawnie jest Wasze mieszkanie? Jesli na Ciebie, miej jaja i honor i kaz zonie wypierdalac. Prawdopodobnie masz juz rogi. To nic ze zona mowi ze kocha. Nie patrz na to co mowi kobieta. Patrz na to co robi. Powiedziec jej  " kocham " to jak splunac.
Po 2: Za chwilke odnajdziesz prawidlowosc, mianowicie: jak facet zdradza to skurw&&&yn, jak kobieta zdradza  : to znaczy facet nie dbal o nia dostatecznie dobrze, czula sie niekochana. Takie malutkie podwojne standardy.
Po 3: W dalszym ciagu uwazam ze to troll smile

Ad 2 - to w zasadzie już jest. Wszak nie ma tu jakiegoś wsparcia, bo wszyscy klepią to samo: żeby sobie jaja wyhodował, bo jest miętką fają. wink


Ad 3 - chyba nikt tu nie myśli inaczej smile

15

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Są przecież tacy faceci jak bohater tego wątku, więc nie widzę powodu, dlaczego z góry traktować tę historię jako zmyśloną.

16

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Bo to jest zbyt jednoznaczne. Jeszcze nie spotkałem osoby, która tak by się zachowywała. Do srogich awantur dochodzi na znaczniej wcześniejszych etapach takich sytuacji, albo dają sobie wzajemne, ciche przyzwolenie na romanse, ale nie ma wtedy takiego przeżywania tego.

17

Odp: Przyjaciel mojej zony.

To jest karą za wybranie głupiej żony.
Zlozyc pozew o rozwód, może się ocknie.
Ja rozumiem  bezradność autora wobec ogłupienia żony.
Nie wiemy czy w tym związku są dzieci, jaki układ majatkowy itd  .
Ja spostrzegam to tak: niezbyt inteligentna i niedowartościowany kobieta ma męża za idiotę.
A on akurat do tej kobiety przywiązany nie wie co w tej sytuacji zrobić:

18

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:

Bo to jest zbyt jednoznaczne. Jeszcze nie spotkałem osoby, która tak by się zachowywała.

Co nie znaczy, że nie ma.

Dotyczy to obydwu płci...gdzie jedna strona zdradza na lewo i prawo, a druga cierpi, ale nie ma zamiaru wychodzić z rodziny, pewnie się też przyzwyczaja do sytuacji, tym bardziej jak są dzieci. Tu decyduje strona zdradzająca, czy chce być w rodzinie i robić "na bokach", czy odchodzi... Bo wie, że partner nie zrobi żadnego kroku, jak w przypadku autora wątku.

Jak można się uzależnić od przemocy, to i pewnie od zdrady... dlatego tym zdradzanym jest lepiej w rodzinie niż bez niej.
Trudno to zrozumieć, ale też najedzony nie zrozumie głodnego...

19

Odp: Przyjaciel mojej zony.

W sumie.....tak też może być.

20

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Ja tlumacze to, ze nie ma tu zdrady i wierze jej na slowo ale to co robi zaraz te zaufanie rozwiewa. Tak , jaj u mnie brak... Czas to zmienic i postawic na swoim. Zazwyczaj przytakuje bo nie chce sie klocic i chce zyc w zgodzie..Nie mam z kim o tym pogadac, wiec postanowilem dodac posta tutaj.

21 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-08-05 14:03:04)

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Zawozisz żonę do pracy i odbierasz?
Gdzie i kiedy mogłaby się z nim spotykać?

22

Odp: Przyjaciel mojej zony.

To weź się w garść, i wyhoduj sobie parę jajec, bo będziesz sam jak palec i pomiatany przez wszystkich na około. Na własne życzenie, bo sam stawiasz się w takiej sytuacji.

23

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Agnes76 napisał/a:

Zawozisz żonę do pracy i odbierasz?
Gdzie i kiedy mogłaby się z nim spotykać?

Przylazi pod prace miedzy czasie

24

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Ja tlumacze to, ze nie ma tu zdrady i wierze jej na slowo ale to co robi zaraz te zaufanie rozwiewa. Tak , jaj u mnie brak... Czas to zmienic i postawic na swoim. Zazwyczaj przytakuje bo nie chce sie klocic i chce zyc w zgodzie..Nie mam z kim o tym pogadac, wiec postanowilem dodac posta tutaj.

Jesteś jaki jesteś, więc może lepiej jak dalej jej będziesz wierzył na słowo, nie wierzę, że jesteś w stanie postawić na swoim, więc dalej żyj w zgodzie, choć niekoniecznie ze sobą...
Ale to sam musisz zdecydować jak chcesz żyć.

25 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2023-08-05 14:49:14)

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Przeciez ewidetnie widac, ze oni maja conajmniej romans ze soba,a ten siedzi jak ta ciapa i sie na to godzi. Ja bylam w zwiazku prawie 2 lata, zwiazek myslalam najlepszy, a jak sie dowiedzialam co odje**al za granica to zerwalam zaraz na drugi dzien rano. Ten bedzie sobie marnowal zycie i czas zamiast brac rozwod

26

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

W pracy kilka lat temu ale dopiero od roku sie przyjznia ..

Od roku Ty o tym wiesz, smalenie cholewek zaczęło się wcześniej.

bigos napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Zawozisz żonę do pracy i odbierasz?
Gdzie i kiedy mogłaby się z nim spotykać?

Przylazi pod prace miedzy czasie

Skoro razem pracują to po co ma przychodzić czy czekać pod pracą?

27

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:
bigos napisał/a:

W pracy kilka lat temu ale dopiero od roku sie przyjznia ..

Od roku Ty o tym wiesz, smalenie cholewek zaczęło się wcześniej.

bigos napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Zawozisz żonę do pracy i odbierasz?
Gdzie i kiedy mogłaby się z nim spotykać?

Przylazi pod prace miedzy czasie

Skoro razem pracują to po co ma przychodzić czy czekać pod pracą?

Wszystko co autor pisze jest strasznie pomieszane. Trudno tutaj o jakąkolwiek jednoznaczność.
Raz pisze, że pracują, a drugi raz, że przyłazi pod jej pracę.

W sumie doniosłam wrażenie, że ta dziewczyna jest w matni dwóch facetów - męża i natrętnego przyjaciela.
Jeden i drugi wywiera na nią jakieś naciski, a ona chce być dla każdego z nich dobra, jak to być może zostało jej wpojone, że kobiety takie powinny być. W sumie już nie ma siły na spełnianie ich oczekiwań i walkę z nimi, dlatego obu ma dość.

28

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Delphine2 napisał/a:
bigos napisał/a:

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak wyglada to z perspektywy kobiet.

Od 8 lat jestesmy razem z zona. Mamy dwojke dzieci ja pracuje caly dzien pozniej zona na 2 godzinki idzie do pracy. Przez dwie godzinki,ktore jest w pracy rozmawia przez telefon ze swoim "Przyajcielem"
Od samego poczatku, bylem przeciwny tej znajomosci, ale ze wzgledu na zone zaakceptowalem to. Przyjaciel nigdy nie przychodzil do nas do domu byl moze z 2 razy, za kazdym razem pojawial sie pod praca mojej zony a gdy ta nie chciala sie spotkac robil jej ananture , ze nie jest dla niej wazny. Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha, ze to tylko przyjaciel, ze tylko ja itd a ja czulem sie oszukiwany.. Zona poprosila mnie, czy moga isc razem na silownie-zgodzilm sie Mimo, ze jej ufam i kocham gdzies ten cien leku zawsze byl z tylu.. Za kazdym razem gdy wychodzila do pracy bylo te uczucie bezsilnosci mimo to trzymalem to w sobie przez ponad rok. Nie ukrywam, ze bylem zazdrosny ale nie wydaje mi sie zeby byla to wielka zazdrosc. Z czasem zona zaczela mnie osadzac, ze loguje sie jej do messengera,emaila,facebooka( nie nie robilem tego). od tej pory ciagle chowa telefon przede mna i nawet do WC zabiera go ze soba. Przyjaciel zony po kilku wizytach na silowni napisal do mnie, ze zakochal sie w mojej zonie i potrzebuje odpoczac od tej relacji.. Po czym stwierdzil na drugi dzien, ze za duzo wypil.Z czasem, zauwazylem, ze zone zaczelo meczyc ta sytuacja z przyjacielem i odkryla, ze przyjaciel zaczol nia manipulowac. Zabronila mu przychodzic pod prace ale on i tak przychodzil i wreczal prezenty, na znak przyjazni.W czasie pracy,gdy do niej zadzwonilem zostalem oskarzony, ze z nami koniec bo non stop ja kontroluje i sprawdzam. Mimo, ze zadzwonilem tylko zapytac o ktorej mam po nia przyjechac by odebrac z pracy, bo zawsze ja odbieram. Nie wiem co robic, prosilem, zone zeby ograniczyla kontakt, bo zle to na mnie wplywa i swiadomosc, ze chlopak , ktory jest w niej zakochany non stop stara sie o jej wzgledy.
Przez ta cala sytuacje zatracilem poczucie wlasnej wartosci a wydaje mi sie, ze nie jestem zla osoba. Chodze do pracy od 10 lat ciagle w jednym miejscu, Dbam o dom, dbam o dzieci, dbam o zone. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestem idealny i tez popelniam bledy, ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Pytanie: Co robie zle? W czym tkwi problem?

nic zlego nie robisz .... twoja zona jest nie w porzadku ja na twoim miejscu znalazla bym sobie przyjaciolke .

O wlasnie skoro jego zona moze miec kolege, to on moze miec tez kolezanke.

29

Odp: Przyjaciel mojej zony.
JuliaUK33 napisał/a:
Delphine2 napisał/a:
bigos napisał/a:

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak wyglada to z perspektywy kobiet.

Od 8 lat jestesmy razem z zona. Mamy dwojke dzieci ja pracuje caly dzien pozniej zona na 2 godzinki idzie do pracy. Przez dwie godzinki,ktore jest w pracy rozmawia przez telefon ze swoim "Przyajcielem"
Od samego poczatku, bylem przeciwny tej znajomosci, ale ze wzgledu na zone zaakceptowalem to. Przyjaciel nigdy nie przychodzil do nas do domu byl moze z 2 razy, za kazdym razem pojawial sie pod praca mojej zony a gdy ta nie chciala sie spotkac robil jej ananture , ze nie jest dla niej wazny. Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha, ze to tylko przyjaciel, ze tylko ja itd a ja czulem sie oszukiwany.. Zona poprosila mnie, czy moga isc razem na silownie-zgodzilm sie Mimo, ze jej ufam i kocham gdzies ten cien leku zawsze byl z tylu.. Za kazdym razem gdy wychodzila do pracy bylo te uczucie bezsilnosci mimo to trzymalem to w sobie przez ponad rok. Nie ukrywam, ze bylem zazdrosny ale nie wydaje mi sie zeby byla to wielka zazdrosc. Z czasem zona zaczela mnie osadzac, ze loguje sie jej do messengera,emaila,facebooka( nie nie robilem tego). od tej pory ciagle chowa telefon przede mna i nawet do WC zabiera go ze soba. Przyjaciel zony po kilku wizytach na silowni napisal do mnie, ze zakochal sie w mojej zonie i potrzebuje odpoczac od tej relacji.. Po czym stwierdzil na drugi dzien, ze za duzo wypil.Z czasem, zauwazylem, ze zone zaczelo meczyc ta sytuacja z przyjacielem i odkryla, ze przyjaciel zaczol nia manipulowac. Zabronila mu przychodzic pod prace ale on i tak przychodzil i wreczal prezenty, na znak przyjazni.W czasie pracy,gdy do niej zadzwonilem zostalem oskarzony, ze z nami koniec bo non stop ja kontroluje i sprawdzam. Mimo, ze zadzwonilem tylko zapytac o ktorej mam po nia przyjechac by odebrac z pracy, bo zawsze ja odbieram. Nie wiem co robic, prosilem, zone zeby ograniczyla kontakt, bo zle to na mnie wplywa i swiadomosc, ze chlopak , ktory jest w niej zakochany non stop stara sie o jej wzgledy.
Przez ta cala sytuacje zatracilem poczucie wlasnej wartosci a wydaje mi sie, ze nie jestem zla osoba. Chodze do pracy od 10 lat ciagle w jednym miejscu, Dbam o dom, dbam o dzieci, dbam o zone. Zdaje sobie sprawe, ze nie jestem idealny i tez popelniam bledy, ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Pytanie: Co robie zle? W czym tkwi problem?

nic zlego nie robisz .... twoja zona jest nie w porzadku ja na twoim miejscu znalazla bym sobie przyjaciolke .

O wlasnie skoro jego zona moze miec kolege, to on moze miec tez kolezanke.

Czyli ma zejść do poziomu żony?

30

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Powiedziały co wiedziały big_smile

31

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:

Czyli ma zejść do poziomu żony?

Tak to działa.
Kiedy chcesz się z kimś dogadać, powinieneś używać jego języka.
Z dzieckiem, tłumaczysz prosto i powoli.
Z kobietą, używasz emocji kiedy logika nie działa.

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)

32

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Wlasnie schodze do poziomu zony i postaram sie potraktowac ja z wzajemnoscia. Jesli ona jest wobec mnie taka postaram sie byc taki sam a nie chodzic i sie plaszczyc i probowac zalagodzic sytuacje.
Czas na zmiany, Dobry maz  musi sie przemienic w twardego faceta. Przy okazji tego watku wydarzyl sie hit... Zona stwierdzila, ze znecam sie nad nia psychicznie.... Bo ona nic zlego nie robi...

33 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-08-07 12:34:56)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Zona stwierdzila, ze znecam sie nad nia psychicznie

To początek wojny. Jak pisałem powyżej, dowiesz się o wiele więcej o sobie i zobaczysz prawdziwe oblicze żony. Kobiety są bezwzględne wobec tych, których nie szanują. A tak jest u ciebie.

bigos napisał/a:

Wlasnie schodze do poziomu zony

No to już wszystko przegrałeś.

Warto pamiętać, że możesz być nagrywany. Wiadomo już, że żona wybierze najłatwiejszą drogę dowalenia ci - przemoc domowa.

34 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2023-08-07 12:45:16)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Wlasnie schodze do poziomu zony i postaram sie potraktowac ja z wzajemnoscia.

Wzajemność, słowo klucz.
I trzymaj emocje na wodzy, mogą być ostro testowane.

35

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Wlasnie schodze do poziomu zony i postaram sie potraktowac ja z wzajemnoscia. Jesli ona jest wobec mnie taka postaram sie byc taki sam a nie chodzic i sie plaszczyc i probowac zalagodzic sytuacje.
Czas na zmiany, Dobry maz  musi sie przemienic w twardego faceta. Przy okazji tego watku wydarzyl sie hit... Zona stwierdzila, ze znecam sie nad nia psychicznie.... Bo ona nic zlego nie robi...

I jak myślisz dokąd to was zaprowadzi?
Ty znajdziesz "koleżankę" żona zacznie już oficjalnie z "kolegą" się zadawać bo skoro Ty możesz to i ona może...
Chcesz mieć spokój to zamiast pogrywać zachowaj się jak dorosły.

36

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Skoro żona zarzuca Ci przemoc psychiczna to szykuj sie na niestety być może ostra jazdę. Nagrywanie, powoływanie obcych ludzi na świadków itp. Kobiety są niestety bezwzględne.

37 Ostatnio edytowany przez Reni48 (2023-08-09 09:03:35)

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Chłopie rozwiąż sprawę po męsku.
Jakiś debil zakochał sie w twojej żonie i jeszcze łaskawie cię poinformował.
Zaufaj żonie ona być może czuje się nim osaczona, czasami ciężko zrobić coś z takim pajacem bo nachodzi.
Pogadaj z tym debilem po męsku ( nie siłowo) postrasz i nic żonie nie mów. A Ty siedzisz i gryziesz wszystko w sobie.
Do dzieła.
Przecież ten debil jest nieobliczalny

38

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Reni48 napisał/a:

Chłopie rozwiąż sprawę po męsku.
Jakiś debil zakochał sie w twojej żonie i jeszcze łaskawie cię poinformował.
Zaufaj żonie ona być może czuje się nim osaczona, czasami ciężko zrobić coś z takim pajacem bo nachodzi.
Pogadaj z tym debilem po męsku ( nie siłowo) postrasz i nic żonie nie mów. A Ty siedzisz i gryziesz wszystko w sobie.
Do dzieła.
Przecież ten debil jest nieobliczalny

Taka sytuacja mogłaby by być, gdyby się przespali, on teraz ją szantażuje, że ujawni może nawet film, więc ona dalej to ciągnie...
Wtedy tylko detektyw może wyjaśnić.

W innym przypadku, nie trzymała by się z nim jakby nie chciała.

Tak czy tak warto by było zatrudnić specjalistę od śledzenia, żeby mieć pewność i nie robić zbytecznych ruchów, jak szukanie przyjaciółki na siłę.

39

Odp: Przyjaciel mojej zony.

[quotei=wieka]

Reni48 napisał/a:

Chłopie rozwiąż sprawę po męsku.
Jakiś debil zakochał sie w twojej żonie i jeszcze łaskawie cię poinformował.
Zaufaj żonie ona być może czuje się nim osaczona, czasami ciężko zrobić coś z takim pajacem bo nachodzi.
Pogadaj z tym debilem po męsku ( nie siłowo) postrasz i nic żonie nie mów. A Ty siedzisz i gryziesz wszystko w sobie.
Do dzieła.
Przecież ten debil jest nieobliczalny

Taka sytuacja mogłaby by być, gdyby się przespali, on teraz ją szantażuje, że ujawni może nawet film, więc ona dalej to ciągnie...
Wtedy tylko detektyw może wyjaśnić.

W innym przypadku, nie trzymała by się z nim jakby nie chciała.

Tak czy tak warto by było zatrudnić specjalistę od śledzenia, żeby mieć pewność i nie robić zbytecznych ruchów, jak szukanie przyjaciółki na siłę.

Niekoniecznie musiała z nim spać. Niektórzy są namolni jak muchy. Może mu dała jakąś nadzieje i on źle odebrał jej zamiary a ona nie wie jak sie wyplątać.
Wiadomo scenariusze mogą być różne.

Detektyw kosztuje ale można i tak zrobić. Ewentualnie samemu pobawić sie w detektywa.

40

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Reni48 napisał/a:

Pogadaj z tym debilem po męsku ( nie siłowo) postrasz i nic żonie nie mów. A Ty siedzisz i gryziesz wszystko w sobie.

Kobieta to jakaś niezaradna istota i oczywiście ofiara dziwaków. Skoro ona taka niemota, no to pan mąż ponad jej głową musi pogadać z tym "przyjacielem".
Oczywiście zadowolenie żony gwarantowane. smile

41

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:

Czyli ma zejść do poziomu żony?

Tak to działa.
Kiedy chcesz się z kimś dogadać, powinieneś używać jego języka.
Z dzieckiem, tłumaczysz prosto i powoli.
Z kobietą, używasz emocji kiedy logika nie działa.

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)


Nie, tak to nie działa.
Poza tym to do dorosłych mówi się powoli i wyraźnie, a i tak nic z tego nie rozumieją.


Cóż za dziwna planeta — pomyślał wtedy. — A ludziom brak wyobraźni. Powtarzają to, co się do nich mówi…


Miałem w życiu mnóstwo kontaktów z mnóstwem poważnych ludzi. Zebrałem sporo doświadczeń wśród dorosłych. Obserwowałem ich naprawdę z bliska. To niespecjalnie poprawiło moje zdanie o nich. Kiedy trafiałem wśród nich na kogoś, kto wydawał się w miarę bystry, przeprowadzałem na nim doświadczenie ze swoim rysunkiem numer 1, który zachowałem od dzieciństwa. Chciałem wiedzieć, czy ten ktoś rzeczywiście coś rozumie. Jednak za każdym razem odpowiedź brzmiała: „To jest kapelusz”. Więc nie wspominałem już o wężach boa ani o dżungli, ani o gwiazdach. Dostosowywałem się do poziomu tego dorosłego. Mówiłem z nim o brydżu, o golfie, o polityce i krawatach. A dorosły był bardzo zadowolony, że poznał tak rozsądnego człowieka. Dorośli nigdy niczego sami nie potrafią zrozumieć i wciąż trzeba im coś objaśniać, co dla dzieci jest bardzo męczące.


Dorośli lubią liczby. Jeżeli im mówisz, że masz nowego przyjaciela, nigdy nie interesuje ich to, co istotne. Nigdy nie pytają: „Jak brzmi jego głos? Jakie są jego ulubione gry? Czy zbiera motyle?”. Pytają za to: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?”. Dopiero wtedy wydaje im się, że coś o nim wiedzą. Jeżeli mówisz dorosłym: „Widziałem piękny dom z różowej cegły z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu…”, nie potrafią wyobrazić sobie tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy wołają: „Ach jaki piękny!”.Tacy już są. Nie należy mieć do nich o to pretensji. Dzieci muszą być bardzo pobłażliwe wobec dorosłych.

— Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni, to ich bardzo ogranicza.


— Wśród ludzi też można się poczuć samotnym.


Ludzie nie mają czasu na poznawanie czegokolwiek. Kupują gotowe rzeczy w sklepach. Ponieważ jednak nie istnieją sklepy z przyjaciółmi, ludzie nie mają już przyjaciół.


Ludzie zajmują na Ziemi bardzo niewiele miejsca. Gdyby dwa miliardy jej mieszkańców stanęło obok siebie, nieco się ścieśniając, jak na wiecu, bez trudu pomieściliby się na placu długim na dwadzieścia mil i szerokim na dwadzieścia mil. Całą ludzkość można by stłoczyć na którejś z małych wysepek na Pacyfiku. Oczywiście dorośli wam nie uwierzą. Wyobrażają sobie, że zajmują dużo miejsca. W swoich oczach są wielcy jak baobaby. Poradźcie im, żeby sobie wszystko przeliczyli.


— Sortuję podróżnych na pakiety po tysiąc osób — powiedział dróżnik. — Wysyłam pociągi, które ich wywożą raz na prawo, raz na lewo.
— Bardzo się im spieszy — zauważył Mały Książę. — Nie podobało im się tam, gdzie byli?
— Nikomu nie podoba się tam, gdzie jest — powiedział dróżnik.

42 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2023-08-10 15:47:33)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Pozorymylą napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:

Czyli ma zejść do poziomu żony?

Tak to działa.
Kiedy chcesz się z kimś dogadać, powinieneś używać jego języka.
Z dzieckiem, tłumaczysz prosto i powoli.
Z kobietą, używasz emocji kiedy logika nie działa.

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)


Nie, tak to nie działa.
Poza tym to do dorosłych mówi się powoli i wyraźnie, a i tak nic z tego nie rozumieją.

Heh.
Jeszcze raz- tak to działa.
Pisałem o komunikacji z poziomu emocjonalnego. Ty niby się do tego odnosisz, a piszesz o czymś innym.
.

43

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:

Czyli ma zejść do poziomu żony?

Tak to działa.
Kiedy chcesz się z kimś dogadać, powinieneś używać jego języka.
Z dzieckiem, tłumaczysz prosto i powoli.
Z kobietą, używasz emocji kiedy logika nie działa.

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)

Nie, to tak nie działa.
Proponujesz autorowi zdradę. A to rodzi problemy.
Jeżeli jego baba jest kumata - bo przecież on nie ma ukrywać tego romansu - i postanowi to wykorzystać to wygra w sądzie z dowodami a on pozostanie jedynie z domysłami.
I nie wiemy jakimi emocjami kieruje się teraz żona wobec męża.

44 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2023-08-10 20:02:01)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:

Czyli ma zejść do poziomu żony?

Tak to działa.
Kiedy chcesz się z kimś dogadać, powinieneś używać jego języka.
Z dzieckiem, tłumaczysz prosto i powoli.
Z kobietą, używasz emocji kiedy logika nie działa.

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)

Nie, to tak nie działa.
Proponujesz autorowi zdradę. A to rodzi problemy.
Jeżeli jego baba jest kumata - bo przecież on nie ma ukrywać tego romansu - i postanowi to wykorzystać to wygra w sądzie z dowodami a on pozostanie jedynie z domysłami.
I nie wiemy jakimi emocjami kieruje się teraz żona wobec męża.

Nie mam pojęcia jak skąd Ci się wzięło to proponowanie zdrady, ale widzę że nie rozumiesz nic z tego co napisałem.
Nie chodzi o emocje żony, którymi ta kieruje się teraz wobec męża.

Chodzi o jego emocje, które czuje w związku z sytuacją, a które przekazuje na język logiki w komunikacji, chcąc sytuację zmienić.
Co nie działa.
Zaserwowanie ich wprost, zasadą wzajemności, pozwoli kobiecie poczuć o co chodzi.

Więc, jeśli tłumaczenie nie pomaga i nie zanosi się by pomogło, najwyższy czas odnaleźć trochę swojej niezależności.
Nie piszę o zdradzie.

Wtedy albo kobieta się obudzi, albo się okaże że niespecjalnie jej zależy. Tak czy owak, pokaże się coś więcej niż obecnie.

45

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie mam pojęcia jak skąd Ci się wzięło to proponowanie zdrady, ale widzę że nie rozumiesz nic z tego co napisałem.

Stąd

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wzajemność, słowo klucz.

Jeżeli autor pójdzie drogą żony żeby ona poczuła to co on to on nie może ukrywać "koleżanki" a że nie wiemy co żona czuje do autora to ta wzajemność jest ryzykowna.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie chodzi o emocje żony, którymi ta kieruje się teraz wobec męża.

Chodzi. Lubi nie lubi. Kocha nie kocha. Poważa czy też ma go w doopie.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Chodzi o jego emocje, które czuje w związku z sytuacją, a które przekazuje na język logiki w komunikacji, chcąc sytuację zmienić.
Co nie działa.
Zaserwowanie ich wprost, zasadą wzajemności, pozwoli kobiecie poczuć o co chodzi.

Tak, chodzi o autora.
Ale "koleżanka" jest ryzykiem bo nie wiemy czy żona tego nie wykorzysta przeciwko mężowi.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Więc, jeśli tłumaczenie nie pomaga i nie zanosi się by pomogło, najwyższy czas odnaleźć trochę swojej niezależności.

Tak, tu masz racje.
Ale koleżanka w tym momencie jest ryzykiem.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie piszę o zdradzie.

Naprawdę myślisz że "kolega" żony zakochał się bez...wcześniejszych "korzyści"?
Że autor ma wk.rw bo myśli że tam były tylko rozmowy o pogodzie?
"Wzajemność" oznaczać może zdradę.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wtedy albo kobieta się obudzi, albo się okaże że niespecjalnie jej zależy. Tak czy owak, pokaże się coś więcej niż obecnie.

Tylko to można osiągnąć bez koleżanki. Zachowując czyste konto bez żadnego podejrzenia co do własnych intencji.

46

Odp: Przyjaciel mojej zony.
bigos napisał/a:

Wlasnie schodze do poziomu zony i postaram sie potraktowac ja z wzajemnoscia. Jesli ona jest wobec mnie taka postaram sie byc taki sam a nie chodzic i sie plaszczyc i probowac zalagodzic sytuacje.
Czas na zmiany, Dobry maz  musi sie przemienic w twardego faceta. Przy okazji tego watku wydarzyl sie hit... Zona stwierdzila, ze znecam sie nad nia psychicznie.... Bo ona nic zlego nie robi...

Wiesz gdzie ten koles mieszka? Podnajmij jakiegos typa. Niech podejdzie do niego i powie ze ma sie odpierdolic od twojej zony bo skonczy 2m pod ziemia. Sam nie jedz bo ci zdjecie zrobi. Pewnie sie poskarzy twojej. Wtedy tnij glupa ze jakis chory psychicznie. Jebnij reka w stol powiedz, ze tolerowales tego typa chodz od początku to bylo dziwne. Powiedz ze nikt go nie straszyl ale skoro ufa jemu a nie tobie mimo ze cie zna tyle lat, to chyba pora na rozwod i niech uklada sobie zycie z przyjacielem skoro tak mu ufa i jest taki wazny. Obserwoj reakcje. To jedna z opcji. Druga to warto by bylo dowiedziec sie co ich laczy, o czym pisza, co robia na spotkaniach, czy cie zdradza. Nalezy miec dowody bo moze ci zalozyc nawet niebieska karte za nic. Wystarczy ze dobrze zagra. Przyjazni damsko meskiej nie ma bo zle sie to konczy

47

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie mam pojęcia jak skąd Ci się wzięło to proponowanie zdrady, ale widzę że nie rozumiesz nic z tego co napisałem.

Stąd

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wzajemność, słowo klucz.

Jeżeli autor pójdzie drogą żony żeby ona poczuła to co on to on nie może ukrywać "koleżanki" a że nie wiemy co żona czuje do autora to ta wzajemność jest ryzykowna.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie chodzi o emocje żony, którymi ta kieruje się teraz wobec męża.

Chodzi. Lubi nie lubi. Kocha nie kocha. Poważa czy też ma go w doopie.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Chodzi o jego emocje, które czuje w związku z sytuacją, a które przekazuje na język logiki w komunikacji, chcąc sytuację zmienić.
Co nie działa.
Zaserwowanie ich wprost, zasadą wzajemności, pozwoli kobiecie poczuć o co chodzi.

Tak, chodzi o autora.
Ale "koleżanka" jest ryzykiem bo nie wiemy czy żona tego nie wykorzysta przeciwko mężowi.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Więc, jeśli tłumaczenie nie pomaga i nie zanosi się by pomogło, najwyższy czas odnaleźć trochę swojej niezależności.

Tak, tu masz racje.
Ale koleżanka w tym momencie jest ryzykiem.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie piszę o zdradzie.

Naprawdę myślisz że "kolega" żony zakochał się bez...wcześniejszych "korzyści"?
Że autor ma wk.rw bo myśli że tam były tylko rozmowy o pogodzie?
"Wzajemność" oznaczać może zdradę.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wtedy albo kobieta się obudzi, albo się okaże że niespecjalnie jej zależy. Tak czy owak, pokaże się coś więcej niż obecnie.

Tylko to można osiągnąć bez koleżanki. Zachowując czyste konto bez żadnego podejrzenia co do własnych intencji.


Pomijając, że wciąż nie rozumiesz o co mi chodzi, co pokazuje że jakoś się mocno rozmijamy w "falach", to kilka razy wymieniasz słowo "ryzyko" jako coś niepożądanego, negatywnego.
Ktoś, kto się boi ryzyka, daje sobą powodować innym.

Wydaje mi się że masz spory problem w obiektywnym patrzeniu na tę sytuację.
Odwróć rolę i zastanów się czy wtedy oceniałbyś podobnie.

48

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Pomijając, że wciąż nie rozumiesz o co mi chodzi, co pokazuje że jakoś się mocno rozmijamy w "falach"

Doskonale zrozumiałem o czym piszesz. Problem że Ty nie chcesz zrozumieć że metoda jaką zaproponowałeś może więcej zaszkodzić autorowi niż pomóc.
Autor nie ma żadnych dowodów na jej zdradę, jest przydupas ale czy żona poszła w tango?
Proponujesz żeby autor znalazł koleżankę żeby żona poczuła to co autor i w cudowny sposób ma to naprawić ich relacje/sytuacje lub się rozstaną.
Pytanie czy autor chce się rozstać?
Czy autor ma się podłożyć i umożliwić znalezienie jego śladów zdrady - nawet jeśli nie zdradzi?
Już o tym pisałem ale nie rozumiesz o co mi chodzi, faktycznie nie te fale.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

to kilka razy wymieniasz słowo "ryzyko" jako coś niepożądanego, negatywnego.

Ryzyko jest dobre w sportach ekstremalnych, w związku dwojga ludzi nie ma miejsca na ryzyko gdyż to właśnie może zniszczyć związek.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ktoś, kto się boi ryzyka, daje sobą powodować innym.

I dlatego on ma znaleźć sobie koleżankę? I tym sposobem przestanie sobą powodować?
Są łatwiejsze sposoby.
Jesteś w związku czy tylko tak to sobie wyobrażasz?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wydaje mi się że masz spory problem w obiektywnym patrzeniu na tę sytuację.

To samo mógłbym napisać do Ciebie tylko co to by wniosło?
Ja patrzę obiektywnie a Ty upierasz się żeby autor podjął ryzyko rozpirzenia małżeństwa przy okazji narażając się na oskarżenia o zdradę żony...super rada.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Odwróć rolę i zastanów się czy wtedy oceniałbyś podobnie.

Czyli gdyby autor miał przydupaskę?
Oczywiście że tak.

49 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2023-08-13 09:54:50)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:

Ryzyko jest dobre w sportach ekstremalnych, w związku dwojga ludzi nie ma miejsca na ryzyko gdyż to właśnie może zniszczyć związek.

I kiedy podejmuje je kobieta, w tym przypadku, to jest ok?
A jej mąż ma przytakiwać, bojąc się je podjąć;)
Nice

Człowieku, tu jest mowa o elementarnej zasadzie wzajemności a nie o zdradzie, którą sobie utkałeś w głowie i non stop o tym powtarzasz, przypisując mi nawoływanie do niej.
Tak wygląda Twoje zrozumienie tego co piszę.


maku2 napisał/a:

Ja patrzę obiektywnie a Ty upierasz się żeby autor podjął ryzyko rozpirzenia małżeństwa przy okazji narażając się na oskarżenia o zdradę żony...super rada.

Łohoho. Zrozumienie level master..;).

50

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:

Ryzyko jest dobre w sportach ekstremalnych, w związku dwojga ludzi nie ma miejsca na ryzyko gdyż to właśnie może zniszczyć związek.

I kiedy podejmuje je kobieta, w tym przypadku, to jest ok?
A jej mąż ma przytakiwać, bojąc się je podjąć;)
Nice




maku2 napisał/a:

Ja patrzę obiektywnie a Ty upierasz się żeby autor podjął ryzyko rozpirzenia małżeństwa przy okazji narażając się na oskarżenia o zdradę żony...super rada.

Łohoho. Zrozumienie level master..;).

Czyli metoda oko za oko ząb za ząb? I kto tutaj nie jest obiektywny?
Nie, nie jest ok gdy któraś ze stron idzie w znajomość podwójnego znaczenia/odbioru. Płeć nie ma tu nic do rzeczy.
Może i mąż bał się/boi pójść w zwarcie z żoną ale to nie powód by mu doradzać "koleżankę" gdyż tym sobie zaszkodzi. Pamiętaj - żeby żona poczuła się jak autor to musi się dowiedzieć o tej "koleżance" a to da jej argument w zarzuceniu mężowi zdrady. A znając nasze sądy może tym tam oberwać.
Teraz autor powinien zastosować inne metody bardziej "mądre" niż "siłowe".
Niestety autor nie potrafi być stanowczy i żadna laska mu w tym nie pomorze.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Człowieku, tu jest mowa o elementarnej zasadzie wzajemności a nie o zdradzie, którą sobie utkałeś w głowie i non stop o tym powtarzasz, przypisując mi nawoływanie do niej.
Tak wygląda Twoje zrozumienie tego co piszę.

Człowieku - on nie musi zdradzić żony żeby być o zdradę posądzonym. Tak jak autor myśli w kwestii "kolegi" żony a dowodów nie ma.
Nakręcanie siebie "kolegami" czy "koleżankami" nic tu nie da a jedynie może powiększyć problemy o czym już pisałem.
Czy masz takie osobiste doświadczenie czy domniemujesz że Twój pomysł pomoże?
Masz problem ze zrozumieniem tego co piszę  smile
Ciekawe skąd pewność że to co piszesz jest w  100% słuszne.
I zauważ że w pewnych wypowiedziach autor sam sobie zaprzecza.

51

Odp: Przyjaciel mojej zony.

"dlatego on ma znaleźć sobie koleżankę? I tym sposobem przestanie sobą powodować?
Są łatwiejsze sposoby.
Jesteś w związku czy tylko tak to sobie wyobrażasz?"

Raczej wyobraźnia big_smile  Trudno to komuś wytłumaczyć, że to tak nie działa jak myśli...

52 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2023-08-13 11:08:08)

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:

Może i mąż bał się/boi pójść w zwarcie z żoną ale to nie powód by mu doradzać "koleżankę" gdyż tym sobie zaszkodzi. Pamiętaj - żeby żona poczuła się jak autor to musi się dowiedzieć o tej "koleżance" a to da jej argument w zarzuceniu mężowi zdrady. A znając nasze sądy może tym tam oberwać.

Wciąż nie rozumiesz o czym piszę.
Mam gdzieś jego żonę. Ona robi co chce, coś co obiektywnie jest dyskusyjnie. On nie ma na to wpływu, szuka sposobu by to zmienić.

Autor musi zrozumieć, że dotychczasowe metody nie działają i to się nie zmieni.
Albo trzeba żoną wstrząsnąć, albo zmienić własną postawę. Drugie wiąże się z pierwszym.
Facet jest słaby i ona to widzi. Robi co chce, bo nie spodziewa się konsekwencji.

Zmiana własnej postawy to albo pogodzenie się z sytuacją i dalsze ustępstwa, albo odbudowanie sobie jaj.
Luźne relacje towarzyskie z kobietami mogą mu w tym pomóc i nie piszę o seksie. Gość poczuje że może wzbudzać zainteresowanie, plus inne wzmocnienia na płaszczyźnie psychiki i trochę niezależności emocjonalnej.
A najwyraźniej coś tam nie gra, skoro dopuścił do takiej sytuacji i w niej tkwi.

Mając trochę tej niezależności, jego postawa się zmieni. O niego tu chodzi, to on się boi.
Plus, żona odczuje że jej się koleś wymyka z rąk. Zimny prysznic jest zdrowy.


maku2 napisał/a:

Teraz autor powinien zastosować inne metody bardziej "mądre" niż "siłowe".

Tiaa..

Przestańcie traktować tę sytuację jako coś, gdzie on nie ma prawa walnąć pięścią w stół. Ma do tego pełne prawo, tyle że się boi to ryzyko podjąć.
I dlatego ona robi co chce.
Kolejny przykład gdzie kobieta robi co jej się podoba, a gość ma stawać na głowie i szukać 'mądrych' sposobów.
Ani ona upośledzona, ani on nie jest jej poddanym. Może czas się zacząć traktować jak dwójka dorosłych osób?

maku2 napisał/a:

Człowieku - on nie musi zdradzić żony żeby być o zdradę posądzonym.

Jasne. A Ty wcale nie patrzysz na sytuację subiektywnie. Wcale;)


maku2 napisał/a:

Ciekawe skąd pewność że to co piszesz jest w  100% słuszne.

A skąd Twoją założenie o mojej pewności?

Ja sobie tu zaglądam w wolnym czasie i dzielę się swoją opinią, jak inni.
Autor sobie sam wybierze co lepiej z nim rezonuje i co ew. może mu pomóc w tej sytuacji.
Rozmawiam z Tobą, bo nie rozumiesz o co mi chodzi, przekręcasz znaczenie tego co piszę i (co jest ciekawe w kontekście przypisywanej mi pewności;) wyrażasz pewność że moje propozycje będą nieskuteczne.

Jak dla mnie, Twoja postawa jest ulgowa dla tej kobiety i nakłada odpowiedzialność na nim by to bezboleśnie rozwiązać. To nie jest obiektywne.
Ta postawa się tam nie sprawdza, już próbował.



wieka napisał/a:

"dlatego on ma znaleźć sobie koleżankę? I tym sposobem przestanie sobą powodować?
Są łatwiejsze sposoby.
Jesteś w związku czy tylko tak to sobie wyobrażasz?"

Raczej wyobraźnia big_smile  Trudno to komuś wytłumaczyć, że to tak nie działa jak myśli...

Działa, działa wink

Tyle, że jest to cholernie dla Was niewygodne. Konsekwencje.

53

Odp: Przyjaciel mojej zony.

Jak dla mnie, Twoja postawa jest ulgowa dla tej kobiety i nakłada odpowiedzialność na nim by to bezboleśnie rozwiązać. To nie jest obiektywne.
Ta postawa się tam nie sprawdza, już próbował.

Też tak to widzę.

Działa, działa wink

Tyle, że jest to cholernie dla Was niewygodne. Konsekwencje.

Ponownie - też tak to widzę. Choćby na przykładzie mojej byłej. Póki próbowałem po dobroci, póki próbowałem mądrze, polubownie i dojrzale, to otrzymywałem kłamstwa. Sprawa się rozwiązała dopiero jak gruchnąłem przysłowiową pięścią w stół mówiąc 'dość'.

54

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Wciąż nie rozumiesz o czym piszę.

Ale ja rozumiem co piszesz, po prostu z tym się nie zgadzam.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Mam gdzieś jego żonę.

Ty, ja, wszyscy tu mogą mieć ją gdzieś ale najważniejsza tu osoba jej nie ma.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ona robi co chce, coś co obiektywnie jest dyskusyjnie. On nie ma na to wpływu, szuka sposobu by to zmienić.

Tak, szuka. I dlatego ma pójść od razu na całość?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Autor musi zrozumieć, że dotychczasowe metody nie działają i to się nie zmieni.

A jesteś wstanie wymienić jakie do tej pory metody autor zastosował? Bo w tym co napisał ja nie widzę żadnej.
I tak, postawa jaką autor prezentuje nic nie zmieni.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Albo trzeba żoną wstrząsnąć, albo zmienić własną postawę. Drugie wiąże się z pierwszym.
Facet jest słaby i ona to widzi. Robi co chce, bo nie spodziewa się konsekwencji.

Na wszystko - tak.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Luźne relacje towarzyskie z kobietami mogą mu w tym pomóc i nie piszę o seksie.Gość poczuje że może wzbudzać zainteresowanie, plus inne wzmocnienia na płaszczyźnie psychiki i trochę niezależności emocjonalnej.

W domu ma problem i po za domem ma szukać kolejnego/kolejnych?
Nie mamy pojęcia z kim się zada, co to będzie za kobieta/kobiety.
Nie wiemy czy one nie będą dążyły do seksu.
Nie wiemy czy nie pójdą w emocje - czyli autor może skrzywdzić jakąś babkę.
Nawet luźne relacje z kobietami mogą być podstawą do oskarżeń.
Nie tak powinien odbudowywać siebie.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

A najwyraźniej coś tam nie gra, skoro dopuścił do takiej sytuacji i w niej tkwi.

Pozwolił zburzyć równowagę w małżeństwie i nic z tym nie zrobił.
Niestety część tak ma że na żonę/męża patrzy idealistycznie.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Mając trochę tej niezależności, jego postawa się zmieni. O niego tu chodzi, to on się boi.
Plus, żona odczuje że jej się koleś wymyka z rąk. Zimny prysznic jest zdrowy.

Zakładasz że wiesz jak żona zareaguje - a tak naprawdę nie wiesz jak ona zareaguje i jak odbierze kontakty męża z inną kobietą/kobietami. On nie jest samotny - ma dwoje dzieci.
A Ty chcesz go wrzucić na głęboką wodą i każesz tam pływać jak on z wodą do kolan ma problem.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Przestańcie traktować tę sytuację jako coś, gdzie on nie ma prawa walnąć pięścią w stół.

Oczywiście że on ma takie prawo i powinien to zrobić.
I pytanie dlaczego tego nie zrobił?
Dlaczego toleruje postawę żony?
Czego autor się boi?
Powinien trzepnąć pięścią w stół a nie szukać koleżanek do pogadania/flirtu/zdrady - czy jak tam zwał.
Gdzie wyczytałeś w tym co piszę że on ma być spolegliwy?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Kolejny przykład gdzie kobieta robi co jej się podoba, a gość ma stawać na głowie i szukać 'mądrych' sposobów.

Czyli ma iść w "głupie" sposoby i brać się za inne babki?
Załóżmy że tak zrobi, załóżmy że żona powie zdradzasz mnie - rozwód, załóżmy że sąd da rozwód z orzeczeniem o jego winie, załóżmy że po całej rodzinie pójdzie że on zdradził - tak może się to skończyć jeżeli pójdzie po Twojej radzie.
A może zastosuje jakiś "mądrzejszy" sposób - postara się czegoś dowiedzieć, sprawdzić jak prawdziwe są słowa żony np. czy chodzą na siłownie, czy nie spotykają się bez jego wiedzy - a zakładam że coś ich łączy i nie jest to miłość platoniczna - postara się zdobyć jakieś dowody?
A jeśli w jakimś sensownym czasookresie nie znajdzie dowodów zagrozi końcem małżeństwa?
Po co ma się zniżać do jej poziomu?
Ponawiam pytanie -co przez ten rok zrobił autor żeby to przerwać?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ani ona upośledzona, ani on nie jest jej poddanym. Może czas się zacząć traktować jak dwójka dorosłych osób?

Dokładnie.
Tylko po co ma zacząć bawić się w podchody zwane - koleżanka?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Jasne. A Ty wcale nie patrzysz na sytuację subiektywnie. Wcale;)

Ciekawy jestem gdzie Ty widzisz moją stronniczość?
I jak to się ma do tego co napisałem?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

A skąd Twoją założenie o mojej pewności?

Po sposobie jak to piszesz?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ja sobie tu zaglądam w wolnym czasie i dzielę się swoją opinią, jak inni.
Autor sobie sam wybierze co lepiej z nim rezonuje i co ew. może mu pomóc w tej sytuacji.

Jak większość tutaj.
Z tego co napisał to już sobie wybrał. Ale czy mu to pomoże? śmiem wątpić - może jeszcze napisze.
Autor sam sobie bardzo zaprzecza raz pisze

bigos napisał/a:

...ale nigdy nie pozwole by zona mogla sie martwic i czuc sie zagrozona ze strony innej kobiety.

Mija trzy dni i nagle

bigos napisał/a:

Wlasnie schodze do poziomu zony i postaram sie potraktowac ja z wzajemnoscia.

Autor zaczyna się miotać - a to źle wróży.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Rozmawiam z Tobą, bo nie rozumiesz o co mi chodzi, przekręcasz znaczenie tego co piszę i (co jest ciekawe w kontekście przypisywanej mi pewności;) wyrażasz pewność że moje propozycje będą nieskuteczne.

Ponownie - rozumiem o co Ci chodzi ale z tym się nie zgadzam. Autor nie nadaje się do takich akcji bo jest za miękki i zamiast sobie pomóc to spieprzy sobie małżeństwo a jak sam pisze

bigos napisał/a:

...Zona w stosunku do mnie zachowywala sie wporzadku, mowila, ze kocha...

Idąc w wątpliwe znajomości może skopać związek a nie o to mu chyba chodzi.
Nie wiem o jakie przekręcanie chodzi.
Wyrażam pewność że niosą wysokie ryzyko zniszczenia małżeństwa.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Jak dla mnie, Twoja postawa jest ulgowa dla tej kobiety i nakłada odpowiedzialność na nim by to bezboleśnie rozwiązać.

Czyli sobie dopisujesz. Nie przypominam sobie żebym ją bronił czy tłumaczył jak również namawiał autora do bycia spolegliwym.
Niczego nie nakładam - jak Ty zaglądam, piszę, proponuję a ktoś inny korzysta lub odrzuca.
Nie ma bezbolesnego rozwiązania sytuacji jest tylko siłowy sposób do którego autor nie jest przekonany a właściwie boi się go zastosować.
Jest za słaby a Ty proponujesz mu pogrywanie z żoną.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

To nie jest obiektywne

Jest obiektywne gdyż autor pisał że nie podejrzewa żony o zdradę - prawda?
Ja mam wątpliwości czy ona nie zdradza i dlatego mu proponuję żeby to sprawdził - o czym pisałem.
Gdzie tu brak obiektywizmu?

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ta postawa się tam nie sprawdza, już próbował.

Wskaż mi gdzie autor o tym pisał bo chyba mi umknęło.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Działa, działa wink

Tyle, że jest to cholernie dla Was niewygodne. Konsekwencje.

Pytałem czy sam tę metodę stosowałeś czy nie.

55

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:

Jak dla mnie, Twoja postawa jest ulgowa dla tej kobiety i nakłada odpowiedzialność na nim by to bezboleśnie rozwiązać. To nie jest obiektywne.
Ta postawa się tam nie sprawdza, już próbował.

Też tak to widzę.

Działa, działa wink

Tyle, że jest to cholernie dla Was niewygodne. Konsekwencje.

Ponownie - też tak to widzę. Choćby na przykładzie mojej byłej. Póki próbowałem po dobroci, póki próbowałem mądrze, polubownie i dojrzale, to otrzymywałem kłamstwa. Sprawa się rozwiązała dopiero jak gruchnąłem przysłowiową pięścią w stół mówiąc 'dość'.

A bawiłeś się w gierki typu - koleżanki?

56

Odp: Przyjaciel mojej zony.

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

57

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

W tym coś jest, ale trzeba mieć jaja...
Ale tu żona dokładnie zna autora i wie do czego on jest "zdolny", a raczej niezdolny... więc będzie miała w tyle jego koleżanki na niby,...
A wy chcecie na siłę wciskać mu koleżankę... on nawet udawać nie da rady.

58

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

Nie odpowiedziałeś na pytanie...bo wiesz czemu pytałem.
Rozrabiaka nie napisał żeby wyszedł do ludzi tylko żeby zaczął spotykać się z koleżanką a to jest różnica.
Co do żony nie wiemy jak zareaguje.
Co do reszty zgoda.

59

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

Nie odpowiedziałeś na pytanie...bo wiesz czemu pytałem.
Rozrabiaka nie napisał żeby wyszedł do ludzi tylko żeby zaczął spotykać się z koleżanką a to jest różnica.
Co do żony nie wiemy jak zareaguje.
Co do reszty zgoda.

Chodzi dokładnie o to, co napisał Jack Sparrow. On zrozumiał od razu, co chcę przekazać. Ty, nie.

Chyba muszę tu czasem korzystać z usług tłumacza. Na codzień nie posługuję się językiem ojczystym, biorę konsekwencje na klatę;)

60

Odp: Przyjaciel mojej zony.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
maku2 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

Nie odpowiedziałeś na pytanie...bo wiesz czemu pytałem.
Rozrabiaka nie napisał żeby wyszedł do ludzi tylko żeby zaczął spotykać się z koleżanką a to jest różnica.
Co do żony nie wiemy jak zareaguje.
Co do reszty zgoda.

Chodzi dokładnie o to, co napisał Jack Sparrow. On zrozumiał od razu, co chcę przekazać. Ty, nie.

Chyba muszę tu czasem korzystać z usług tłumacza. Na codzień nie posługuję się językiem ojczystym, biorę konsekwencje na klatę;)

Ile razy mam Ci tłumaczyć że zrozumiałem o co Tobie chodzi tylko uważam że to zły pomysł.
Ale faktycznie może masz problemy ze zrozumieniem języka ojczystego...spoko.

61

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:

Ile razy mam Ci tłumaczyć że zrozumiałem o co Tobie chodzi tylko uważam że to zły pomysł.
Ale faktycznie może masz problemy ze zrozumieniem języka ojczystego...spoko.

Nie zrozumiałeś nie tylko jego, ale i mnie. A na twoje pytanie odpowiedziałem jak najbardziej.

62

Odp: Przyjaciel mojej zony.
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

W tym coś jest, ale trzeba mieć jaja...
Ale tu żona dokładnie zna autora i wie do czego on jest "zdolny", a raczej niezdolny... więc będzie miała w tyle jego koleżanki na niby,...
A wy chcecie na siłę wciskać mu koleżankę... on nawet udawać nie da rady.

Nie, nikt mu nie chce wciskać koleżanki na siłę. Mówimy jedynie, żeby wyszedł do ludzi, żeby mu z powrotem jądra zstąpiły i żeby odbudował swoje poczucie atrakcyjności i wartości. Co albo będzie zimnym prysznicem dla jego żony i albo sama się opamięta, albo facet się z nią jednak pożegna.

63

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:
maku2 napisał/a:

Ile razy mam Ci tłumaczyć że zrozumiałem o co Tobie chodzi tylko uważam że to zły pomysł.
Ale faktycznie może masz problemy ze zrozumieniem języka ojczystego...spoko.

Nie zrozumiałeś nie tylko jego, ale i mnie. A na twoje pytanie odpowiedziałem jak najbardziej.

Odpowiedziałeś? A w którym miejscu? Wskaz je bo jak dla mnie jej nie podałeś - oczywiście możesz mi zarzucić nie zrozumienie ale w takim razie napisz tak lub nie ale tego nie zrobisz bo pewnie nie zrobiłeś tego co proponuje Rozrabiaka.
I wskaż mi gdzie nie zrozumiałem Twojej czy Rozrabiaki wypowiedzi - zarzucacie mi to chociaż nie wskazaliście na czym to polega.
Może jeszcze raz - może tym razem Wy zrozumiecie co piszę.
JuliaUK33 zaproponowała żeby autor znalazł sobie koleżankę, Rozrabiaka temu przyklasnął bo to podobno działa.
Na pytanie czy sam to zastosował w praktyce - milczy podobnie jak Ty zarzucając mi niezrozumienie tego o czym pisze/piszecie.
Rozrabiaka napisał

RozrabiakaWmalinowy napisał/a:

Kiedy gość zacznie się spotykać z koleżanką, co pozwoli kobiecie odczuć emocjonalnie jego obecny stan, przyjdzie przełom w sytuacji.
Albo się pozabijają, albo się naprostuje;)

Postawienie w ten sposób sprawy na ostrzu noża może przynieść autorowi więcej problemów niż korzyści.
Piszesz że to nie są gierki - a przecież to jest gra jaką proponuje Rozrabiaka - zrób jak żona, może się żona naprostuje a może się pozabijacie/weźmiecie rozwód. I niby ok ale z koleżanką to on może byś oskarżony o zdradę. Potrzebne mu to?
I z tym się nie zgadzam bo autor jest za słaby do tej gry.
Ty zaproponowałeś wyjście do ludzi i to jest coś co powinien autor zrobić bez pchania się w "koleżanki".
Ponawiam - gdzie w mojej wypowiedzi znalazłeś niezrozumienie tego co napisałem
- "Co do żony nie wiemy jak zareaguje. Co do reszty zgoda."
Jestem ciekaw.

64

Odp: Przyjaciel mojej zony.
Jack Sparrow napisał/a:
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

To nie są gierki. To nie są manipulacje. Bo nie o tym Rozrabiaka pisze. Chodzi po prostu o aktywniejsze wyjście do ludzi. O poznanie innych, o nabranie perspektywy i odbudowanie poczucia własnej atrakcyjności i pewności siebie w tym względzie. I jak tylko to następuje, to nagle ta druga strona budzi się, że nie jesteś podnóżkiem. Że podobasz się też innym, że jednak jesteś coś wart. I zamiast traktować cię jak koło zapasowe, które zawsze czeka w domu, to stajesz się osobą pożądaną, o którą warto jednak się starać. Tylko ty masz wtedy nową perspektywę i nową energię. I to ty nadajesz bieg rzece, a nie że tylko poddajesz się jej nurtowi.

W tym coś jest, ale trzeba mieć jaja...
Ale tu żona dokładnie zna autora i wie do czego on jest "zdolny", a raczej niezdolny... więc będzie miała w tyle jego koleżanki na niby,...
A wy chcecie na siłę wciskać mu koleżankę... on nawet udawać nie da rady.

Nie, nikt mu nie chce wciskać koleżanki na siłę. Mówimy jedynie, żeby wyszedł do ludzi, żeby mu z powrotem jądra zstąpiły i żeby odbudował swoje poczucie atrakcyjności i wartości. Co albo będzie zimnym prysznicem dla jego żony i albo sama się opamięta, albo facet się z nią jednak pożegna.

Jesteś w błędzie, były takie propozycje odnośnie koleżanek(JuliaUK33, RozrabiakaWmalino)  - chyba nie przeczytałeś całości.
Ty proponowałeś wyjście do ludzi oni znalezienie koleżanki.
Tak, koleżanka może ruszyć sprawę w tą czy inną stronę ale czy ewentualny zarzut zdrady z jego strony jest mu potrzebny?
Dlatego pytałem po co te gierki jak można to zrobić inaczej.

65

Odp: Przyjaciel mojej zony.
maku2 napisał/a:

Jesteś w błędzie, były takie propozycje odnośnie koleżanek(JuliaUK33, RozrabiakaWmalino)  - chyba nie przeczytałeś całości.
Ty proponowałeś wyjście do ludzi oni znalezienie koleżanki.
Tak, koleżanka może ruszyć sprawę w tą czy inną stronę ale czy ewentualny zarzut zdrady z jego strony jest mu potrzebny?
Dlatego pytałem po co te gierki jak można to zrobić inaczej.

Czytałem, ale Julkę można zlać ciepłym moczem, a Rozrabiaka sam wyżej napisał, że dobrze go zrozumiałem.

Zdrada to nie zarzut. To fakt. Utrzymywanie tak bliskiej relacji z podkochującym się fagasem wbrew mężowi już sam w sobie jest zdradą.

Posty [ 1 do 65 z 110 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przyjaciel mojej zony.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026