Witam
Mam problem,ponieważ nie wiem już co mam dalej robić.Mój związek trwający od 18 lat, przeżywa od pewnego czasu kryzys.Mam dzieci i dlatego o nich cały czas myślę.Oddaliliśmy się z mężem bardzo,u nas brak jest obustronnego zrozumienia,szacunku i uczucia już chyba też.Wiele spraw się wydarzyło,niedobrych,niepotrzebnych,doszło do tego,że wyjechałam na chwilę za granicę do pracy,myślałam,że to pomoże nam pomyśleć na odległość i na chłodno.Napisałam wczoraj do męża zapytanie co dalej?jak on to widzi nasze dalsze,wspólne życie?To co mi odpisał dzisiaj,to mnie zabolało straszliwie.Ja ze swojej strony zaproponowałam ugodę,chciałam się dogadać,że zrobię co chce,tylko co chce,żeby było lepiej,bo ja już sama nie wiem.I wiecie co,napisał mi,że nie ma już do mnie zaufania zarówno w sprawie związku jak i sprawach finansowych tzn. że jestem nieodpowiedzialna,nigdy nie poczuwam się do winy,że nastawiam moja rodzinę przeciw niemu i inne tam.Problem w tym,że inaczej patrzymy na sprawy o których powyżej.Dla przykładu-ja rzekomo nastawiam moich rodziców na niego,a to on nie daje ostatnio powodu,aby dobrze o nim myśleli,nie odwiedza ich,ja za to jego mamę co tydzień bez gadania itd.Takich przykładów można mnożyć,oczywiście nie jestem bez winy,bo nikt nie jest.Chodzi mi o to,że ja nie wiem już czy możemy być razem,skoro jestem takim potworem dla niego,skoro nie szanuje i nie będzie mnie szanował.Wytknął mi wszystko to, jak mnie postrzega i jest to obraz,po którym można sięgnąć po sznur.To są ciągle te same problemy,ciągły brak zrozumienia w tych samych sprawach.Nie możemy się porozumieć,ostatnie zdanie jego mówi,że jest rozdarty,bo rozsądek podpowiada mu,żeby dać sobie spokój,bo i tak nic nie zmieni.
Chciałam ratować ten związek,bo jednak tyle lat razem,mamy dzieci wiek 10-17 lat.Boję się,że jeśli to rozwalimy to dzieci tego nie zniosą lekko,a są dla mnie najważniejsze na świecie.Jak jednak żyć z człowiekiem,który ma mnie za nic?
Podobne tematy
Dlaczego piszesz że ma cię za nic. Napisał ci, co mu się nie podoba w tobie, ty zastanów się jakie masz uwagi do niego. To jest wyjście do dyskusji. Oboje musicie się zastanowić, nad którymi ze swoich"wad" jesteście skłonni pracować, w przypadku których możecie pójść na kompromis. Możecie wyjaśnić sobie kwestie, w których się nie rozumiecie. Jeśli chcecie pracować nad związkiem, to wg mnie jest to dobry punkt wyjścia
Jestem /już nie pierwszy raz/ przed podobnym dylematem. Z tym że w o wiele dłuższym związku. A czy próbowałaś z mężem rozmawiać na spokojnie? Jak zależy Ci na tym małżeństwie, to rozmowa jest podstawą by była szansa na porozumienie. Gorzej jak już nie ma nici porozumienia.. U mnie każda rozmowa kończy się stwierdzeniem że jestem osobą o samych wadach i podnoszeniem na mnie głosu, a czasem ręki. U Ciebie może będzie lepiej, czego Ci życzę!
Uważam, ze zawsze warto walczyć o szacunek jeśli nie o uczucia. Wiele się wydarzyło i wiele zabolało. Ale też decyzje, jak dalej będzie muszą być podejmowane wspólnie. Mąż się zawiódł i o tym opowiedział. Najgorsze, że nie ma już zaufania. Można próbować zmienić nastawienie męża, ale to, takie jest moje zdanie, będzie trwać bardzo długo.
Może warto mu dać po prostu zielone światło?
Po rozwodzie też niektóre decyzje dotyczące dzieci czy majątku trzeba podejmować wspólnie i nie można palić za sobą mostów.
Mam podobne zdanie. JAKIŻ to powód "by wszystko rozwalić"? Niedogadanie?
Nie ma na świecie ideałów - TO co nam nie pasuje powinniśmy mówić otwarcie i szukać linii stycznej. Człowiek czasem się zagubi w biegu dnia powszedniego, ale czy to powód do "rozwalania" czy NAPRAWIANIA?
Jeżeli SAMI nie potraficie się dogadać i znaleźć konsensusu to SIĘGNĄĆ po pomoc sugeruję. Teraz takich możliwości jak mrówków... Tylko na Boga - nie mamuśki widzę w tej roli (bo te nawet nieświadomie dolewają oliwy do ognia - co i TU widać) a fachowców. Terapeutów czy mediatorów.
Oczywiście, rozmawiać! Dobrze tak komuś radzić. Ale jeżeli druga strona nie chce? Jeżeli widzi tylko same wady? Owszem, rozmowa też może coś dać, ale jeśli podczas niej nie dochodzi do krzyków, wytykania samych błędów i wracanie do przeszłości. To nie jest widzimisię autorki, że mężuś jej się znudził i nic więcej. Chcieć zgody muszą obie strony. Ja wielu rzeczy żałuję i chętnie bym cofnęła czas, ale myślę że jeszcze nie jest za późno na zmiany!
Uważam, ze zawsze warto walczyć o szacunek jeśli nie o uczucia. Wiele się wydarzyło i wiele zabolało. Ale też decyzje, jak dalej będzie muszą być podejmowane wspólnie. Mąż się zawiódł i o tym opowiedział. Najgorsze, że nie ma już zaufania. Można próbować zmienić nastawienie męża, ale to, takie jest moje zdanie, będzie trwać bardzo długo.
Może warto mu dać po prostu zielone światło?
Po rozwodzie też niektóre decyzje dotyczące dzieci czy majątku trzeba podejmować wspólnie i nie można palić za sobą mostów.
masz racje,najgorszy jest ten brak zaufania do mnie,to jest to,czego nie da się odbudować,on nie umie mi już zaufać,dlatego boje się,że jak wrócę,to dojdzie do najgorszego.Żal mi dzieci,rodziny,jeśli doszłoby do tego,to najlepiej rozstać się w zgodzie,kultura to podstawa,zwłaszcza,gdy mamy dzieci i one zawsze będą nas łączyć.Spróbuję jeszcze powalczyć,ale nie widzę szansy na zmianę tego stanu.Czuję się winna i nie umiem już tego skleić,może jeszcze jakaś terapia faktycznie może pomóc.Nie wiem.
Dlaczego piszesz że ma cię za nic. Napisał ci, co mu się nie podoba w tobie, ty zastanów się jakie masz uwagi do niego. To jest wyjście do dyskusji. Oboje musicie się zastanowić, nad którymi ze swoich"wad" jesteście skłonni pracować, w przypadku których możecie pójść na kompromis. Możecie wyjaśnić sobie kwestie, w których się nie rozumiecie. Jeśli chcecie pracować nad związkiem, to wg mnie jest to dobry punkt wyjścia
wiesz,mam mnie za nic,w wielu sprawach ciągle mówi jedno a ja drugie,nie rozumiemy się,dyskutowaliśmy już wiele razy na pewne tematy i zawsze się różnimy,nie możemy dojść do kompromisu,ja wiem jedno on drugie.Ja zaproponowałam teraz,że mogę spróbować zawalczyć nad swoimi wadami,ale najgorszy jest,jak pisałam ten brak zaufania.Wiem,że zapracowałam sobie na to,chciałam to teraz naprawić,ale on zwyczajnie mówi mi,że nie zapomni,nie wybaczy,nie zaufa i wie,że rozsądek podpowiada mu,żeby nie pchał się w to znowu,bo się sparzy.
A ja już mam istny mętlik w głowie i zwyczajnie nie wiem co robić.
Mam podobne zdanie. JAKIŻ to powód "by wszystko rozwalić"? Niedogadanie?
Nie ma na świecie ideałów - TO co nam nie pasuje powinniśmy mówić otwarcie i szukać linii stycznej. Człowiek czasem się zagubi w biegu dnia powszedniego, ale czy to powód do "rozwalania" czy NAPRAWIANIA?
Jeżeli SAMI nie potraficie się dogadać i znaleźć konsensusu to SIĘGNĄĆ po pomoc sugeruję. Teraz takich możliwości jak mrówków... Tylko na Boga - nie mamuśki widzę w tej roli (bo te nawet nieświadomie dolewają oliwy do ognia - co i TU widać) a fachowców. Terapeutów czy mediatorów.
tak,może trzeba iść do terapeuty,jeśli się zgodzi.Zaproponuję,choć boje się,że znowu usłyszę- a po co,przecież ty i tak się nie zmienisz.
Mam wrażenie, że Ty nie słuchasz męża. On Ci mówi, co mu się nie podoba i jakie ma odczucia, a Ty jak mantre powtarzasz, że się nie możecie dogadać... Czyli nie przyjmujesz do wiadomości tego, co mówi i próbujesz mu po swojemu wytłumaczyć jego uczucia.
Chcesz się zmieniać, to się zmieniaj dla siebie, a nie jak mąż kiwnie palcem, to w ogień skoczysz, a jak nie, to nic nie zrobisz. Na razie to tylko słowa, ciągle słowa, że Ty byś popracowała nad sobą, zmieniła się, zawalczyła o zaufanie. Po co gadać? Działaj, a nie zapowiadaj.
Wiesz doskonale w czym zawiniłaś, więc zamiast się starać to naprawić, to zwyczajnie to napraw.
Mam wrażenie, że Ty nie słuchasz męża. On Ci mówi, co mu się nie podoba i jakie ma odczucia, a Ty jak mantre powtarzasz, że się nie możecie dogadać... Czyli nie przyjmujesz do wiadomości tego, co mówi i próbujesz mu po swojemu wytłumaczyć jego uczucia.
tak,mówi mi,ale sam nie próbuje zmienić swojego myślenia,dlaczego ciągle zrzuca wszystko na moje barki,sam nie jest bez winy,też nie słucha mnie jak mówię do niego co mnie się nie podoba.Żyjemy od 20 lat razem,a wczoraj wyrzucił mi wszystko jak na tacy.Całą chce mnie zmienić?Dlatego czuję odrzucenie z jego strony,wszystko mu przeszkadza,owszem ja mogę chcieć coś zmienić,jeśli i on będzie chciał to zrobić.Tu jest problem,ja zacznę się zmieniać pod niego a i tak będzie wiecznie niezadowolony,zmęczył mnie tym wszystkim.Z drugiej strony mamy dzieci i to dla nich powinniśmy obydwoje walczyć,a nie tylko ja.
Chcesz się zmieniać, to się zmieniaj dla siebie, a nie jak mąż kiwnie palcem, to w ogień skoczysz, a jak nie, to nic nie zrobisz. Na razie to tylko słowa, ciągle słowa, że Ty byś popracowała nad sobą, zmieniła się, zawalczyła o zaufanie. Po co gadać? Działaj, a nie zapowiadaj.
Wiesz doskonale w czym zawiniłaś, więc zamiast się starać to naprawić, to zwyczajnie to napraw.
tak,wiem w czym zawiniłam,ale czemu mam ja za wszystko co złe brać odpowiedzialność w tym związku?Tego mój mąż nie może pojąć,że sam od siebie musi coś zrobić,a może musi mnie pokochać na nowo a ja jego...bo naprawdę nie wiem chwilami co czuję do niego i od niego też nie ma tego,co bardzo dawno temu.
Teo napisał/a:Mam wrażenie, że Ty nie słuchasz męża. On Ci mówi, co mu się nie podoba i jakie ma odczucia, a Ty jak mantre powtarzasz, że się nie możecie dogadać... Czyli nie przyjmujesz do wiadomości tego, co mówi i próbujesz mu po swojemu wytłumaczyć jego uczucia.
tak,mówi mi,ale sam nie próbuje zmienić swojego myślenia,dlaczego ciągle zrzuca wszystko na moje barki,sam nie jest bez winy,też nie słucha mnie jak mówię do niego co mnie się nie podoba.Żyjemy od 20 lat razem,a wczoraj wyrzucił mi wszystko jak na tacy.Całą chce mnie zmienić?Dlatego czuję odrzucenie z jego strony,wszystko mu przeszkadza,owszem ja mogę chcieć coś zmienić,jeśli i on będzie chciał to zrobić.Tu jest problem,ja zacznę się zmieniać pod niego a i tak będzie wiecznie niezadowolony,zmęczył mnie tym wszystkim.Z drugiej strony mamy dzieci i to dla nich powinniśmy obydwoje walczyć,a nie tylko ja.
Chcesz się zmieniać, to się zmieniaj dla siebie, a nie jak mąż kiwnie palcem, to w ogień skoczysz, a jak nie, to nic nie zrobisz. Na razie to tylko słowa, ciągle słowa, że Ty byś popracowała nad sobą, zmieniła się, zawalczyła o zaufanie. Po co gadać? Działaj, a nie zapowiadaj.
Wiesz doskonale w czym zawiniłaś, więc zamiast się starać to naprawić, to zwyczajnie to napraw.tak,wiem w czym zawiniłam,ale czemu mam ja za wszystko co złe brać odpowiedzialność w tym związku?Tego mój mąż nie może pojąć,że sam od siebie musi coś zrobić,a może musi mnie pokochać na nowo a ja jego...bo naprawdę nie wiem chwilami co czuję do niego i od niego też nie ma tego,co bardzo dawno temu.
Pierwsza zasada - on nic nie musi. Ty też nic nie musisz.
Zaczęłaś już swoją poprawę? Odbudowujesz zaufanie? Czy tylko o tym opowiadasz i tupiesz nóżką jak dziecko w przedszkolu, że "czemu wszystko Ty, on też musi!"
ok,rozumiem przesłanie, dziękuję za pomoc w chłodnym spojrzeniu na swoją osobę,wiem co chcę,nie muszę zrobić ![]()