Niedawno rozstałam się z chłopakiem po kilkuletnim związku, wyszło to z mojej inicjatywy ponieważ od dawna nam się nie układało, ciągłe kłótnie ostatnich miesięcy zniszczyły to coś co było na początku i co powinno być zawsze, najczęściej kłótnie prowokowałam ja przyznaje, ponieważ przez większość czasu trwania tego związku czułam się jak powietrze, zawsze wszystko było ważniejsze ode mnie, każda sytuacja , osoba stawała na piedestale. Nigdy nie robiliśmy nic wspólnie bo właściwie nie było na nic czasu a jak już był to chłopak nie miał chęci albo pomysłu na cokolwiek, właściwie wszystko wynikało z mojej inicjatywy, walentynki , rocznice, on nigdy nie pokazał mi czymkolwiek że jestem ważna że myśli o mnie. Oczywiście często powtarzał że mnie kocha ale wiadomo że to lepiej czuć a nie słyszeć.
Od jakiegoś roku sytuacja stała się dla mnie nie do zniesienia, chciałam mieć kogoś dla siebie kto będzie dla mnie a nie kogoś kto przyjedzie w wolnym czasie.
Chciałam jak każda kobieta w moim wieku zacząć móc chodź marzyć o wspólnej przyszłości, on na to nie miał ciśnienia w zasadzie wcale, mieszkanie z rodzicami go satysfakcjonowało bo wybudował wraz z nimi dom wprowadzając się beze mnie, i w przyszłości chciał żebyśmy zamieszkali z nimi , co dla mnie nie wchodzilo w gre ponieważ jego mama jest specyficzną osobą która nie dogaduje się w zasadzie z nikim, każdego ma za wroga i konkurencje. On wybrał jednak życie z nimi i miał nadzieje że jednak ja ustąpie i mimo tego jak od początku traktowała mnie jego mama będe chciała tam zyć i podporządkować się nie mając nigdy w życiu nic do powiedzenia i własnego konta.
Rozstałam się z nim kilka miesięcy temu, a mimo to on wciąż do mnie dzwonił pisał i przyjezdzał , nie mógł zrozumieć że nie jestem z nim szczęśliwa, i nie da się tak żyć, było kilka prób powrotu bo go kochałam bardzo , ale za każdym razem kończyło się tak samo, i za każdą kolejną próbą coraz szybciej zderzałam się z rzeczywistością chodz przed każda zarzekał że będzie inaczej że w końcu zrobi coś dla mnie, dla nas że kocha że mu zależy że żyć nie może.
Jakiś czas temu powiedziałam koniec, i przyrzekłam sobie że na prawdę odetnę się od tego, ale facet który przez kilka lat taktował mnie jak kogoś bez znaczenia, tylko do spędzania wolnego czasu zaczął obsypywać mnie smsami , telefonami, przyjezdzał, długo to trwało, i nadal trwa a ja mam taką straszną świadomość że robię mu krzywdę bo on mnie kocha. Wydaje mi się że może tak być , że może kocha, tylko nie umie tego pokazać, wybiera często coś innego bo uwaza ze to ważne. Ja nie wrócę, zbyt wiele mnie to kosztowało ale ostatnio mam okropne wyrzuty sumienia że jeśli on mnie kocha tak jak mówi i mu zalezy jednak chodz nie okazywał to strasznie go ranię zostawiając go, będąc ze mną nie okazywał, nie kupował kwiatów, nie robił niespodzianek, nie jezdziliśmy nigdzie, nie obchodziły go walentynki rocznica itp, podczas kiedy ja często myslałam i produkowałam się co zrobić żeby poczuł się ważny co dla niego przygotować itp.
A teraz, mijają kolejne miesiące, a ja dostaje dziennie kilka, kilkanaście smsów, telefonów, czasami się pojawia sprawdzić czy nadal nic, a mnie dręczą okropne wyrzuty sumienia, że ranie, że może on mnie na prawdę kocha tylko taki juz z niego typ, no bo przecież długo nie daje o sobie zapomnieć, chodz proszę go żeby pozwolił mi zacząć normalnie żyć.
Wiem że niektóre z was pomyślą że to śmieszne czy głupie, ale czasami zastanawiałam się czy nie wrócić i żyć po prostu po to że może jakoś się przyzwyczaję, może nie będe miała życia jakie chce ale przynajmniej go nie zranię. Wiem że to byłoby bardzo trudne żyć przy kimś z poczucia obowiązku i bojąc się go zranić ale nie mam na razie pomysłu co mogłabym zrobić żeby nikogo nie skrzywdzić a i sobie dać szanse na szczęście.
1 2014-07-24 16:45:01 Ostatnio edytowany przez rosap (2014-07-24 16:48:30)
Podobne tematy
Nie wracaj do niego. Nawet nie myśl, że mogłabyś żyć z nim tylko po to, żeby go nie ranić. Muszą być wspólne starania, zaangażowanie, szczęście i szacunek. Krzywdził Cię, teraz biega za Tobą, ale to nie jest męskie zachowanie, żeby później tak naciskać na Ciebie zamiast spróbować się ogarnąć i słuchać nie tylko własnych myśli. Jego strata. Tak na prawdę dziwię się, że to piszę. Teraz moja była zerwała ze mną również po kilkuletnim związku. Niesamowicie cierpię i pragnę być z Nią jeszcze. Kocham Ją. Ale Ty nie wracaj. Szczęście sobie znajdziesz ale na pewno nie przy nim. Nie jest dojrzały. Ile ma lat?
Nie wracaj do niego. Nawet nie myśl, że mogłabyś żyć z nim tylko po to, żeby go nie ranić. Muszą być wspólne starania, zaangażowanie, szczęście i szacunek. Krzywdził Cię, teraz biega za Tobą, ale to nie jest męskie zachowanie, żeby później tak naciskać na Ciebie zamiast spróbować się ogarnąć i słuchać nie tylko własnych myśli. Jego strata. Tak na prawdę dziwię się, że to piszę. Teraz moja była zerwała ze mną również po kilkuletnim związku. Niesamowicie cierpię i pragnę być z Nią jeszcze. Kocham Ją. Ale Ty nie wracaj. Szczęście sobie znajdziesz ale na pewno nie przy nim. Nie jest dojrzały. Ile ma lat?
Ma 26 lat, ale to nie jest chyba kwestia wieku , wątpie żeby dorósł
4 2014-07-24 23:07:03 Ostatnio edytowany przez rosap (2014-07-24 23:07:58)
Cały czas się zastanawiam, co powinnam zrobić, powiedzieć mu żeby dał mi w końcu spokój bym mogła ułożyć sobie życie, wszystko co przyszło mi na myśl już mu powiedziałam, jedyne co mi przychodzi do głowy a mogło by być skuteczne to to że kogoś już mam, ale to mnie przerasta, nie potrafiłabym, może jestem głupia, nie chodzi o to że nie wiem czego chce, nie chce z nim być ale po prostu nie mogę sobie wyobrazić jakby cierpiał wiedząc że kogoś mam, ja bym cierpiała.
Nie wiem co robić
Odpuść. Zastanawiając się nad tym co on może teraz przeżywać siebie samą możesz skrzywdzić. I nie mów, że kogoś masz jeśli nie masz. Po prostu skup się na sobie.
Witaj Rosap, zarejestrowałam się na forum specjalnie, aby odpowiedzieć na Twój post, bo przeżywałam to samo. Tylko mój związek był trochę na odległość, Twój też?
Przepraszam, że spytam wprost - a masz teraz kogoś, nawet na boku? Jak sobie z tym ewentualnie radzisz?
Bardzo to dla mnie ważne ![]()
Witaj Rosap, zarejestrowałam się na forum specjalnie, aby odpowiedzieć na Twój post, bo przeżywałam to samo. Tylko mój związek był trochę na odległość, Twój też?
Przepraszam, że spytam wprost - a masz teraz kogoś, nawet na boku? Jak sobie z tym ewentualnie radzisz?
Bardzo to dla mnie ważne
Nie mam nikogo, bo czuję cały czas jakbym miała jakąś nie załatwioną sprawę.
To nie był związek na odległość