Nie mogę sobie poradzić... rozstanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

Temat: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Hej
Tak jak w tytule nie mogę sobie poradzić z rozstaniem. 2 tygodnie temu pokłóciliśmy się, kłótnia jedna z wielu.
Byliśmy razem 1,5 roku, przeżyliśmy wiele i zawsze te burze nas wzmacniały. Świetnie się dogadywalismy, rozumieliśmy się jak nikt inny, wspólne zainteresowania, wspólna pasja. Dobrze się ze sobą czuliśmy, on mnie kochał na zabój to dało się zobaczyć, odczuć. Wszyscy jego znajomi, rodzina widzieli to też. No po prostu taka miłość jaka się zdarza rzadko, tak bardzo sie cieszył że dałam mi szansę te 1,5roku temu, długo walczył. Po pol roku się zareczylismy, po następnych 2 zamieszkaliśmy razem. Mamy trudne charaktery i po prostu każde z nas jest uparte i zawzięte. Łączyła nas wyjątkowa relacja, czulismy się razem swobodnie. Tak, było dużo kłótni, sprzeczek ale zwykle niedługo potem się godzilismy, mimo mieszkania razem kontakt był niemal bez przerwy z pracy czy gdziekolwiek gdzie byliśmy. I właśnie ten feralny dzien kłótni, wrocil z pracy poddenerwowany mieliśmy porozmawiać jak opadną emocje ale on się łatwo wkurzał i tym razem tak było. Wybuchła burza, wiele niepotrzebnych słów z mojej jak i jego strony, następnego dnia wyszedł z domu bez słowa. Wrocil tylko po swoje rzeczy (w międzyczasie doszło do rozstania w emocjach przez sms i oczywiście znów wiele slow padło, których ja żałuję o za które on też mnie przeprosił) po zabraniu rzeczy nie widziałam go więcej. Kilka dni później próbowałam z nim porozmawiać, napisałam że go kocham i brakuje mi go ale niestety otrzymałam chłodne "mi też nie jest łatwo, wręcz niesamowicie ciężko ale nie możemy być razem". Za następne kilka dni ponowilam próbę rozmowy, on wciąż miał w tej rozmowie wiele zarzutów do mnie, że nie możemy się dogadać i lepiej urwać kontakt, tak będzie lepiej dla nas obojga. Ze bedzie bolec ale z czasem minie, ze nigdy nie chcial mojej krzywdy i przeprasza. Od tygodnia nie mamy w ogóle kontaktu... bardzo cierpię, boli mnie każdy dzień. Tęsknię okrutnie i myślę o tym, że może kogoś ma, inna teraz przytula... jest mu lepiej beze mnie. Katuje się i nie wiem co robić. Czekam na jakiś jego znak ze jest mu źle i tęskni.
Nie mogę znieść myśli, że nie będzie go w moim życiu... powiedzcie mi czy jest szansa, że jeszcze dojdziemy do porozumienia? Moze ktoś z boku mi powie czy to miało rację bytu?
Jest mi niedobrze na sama myśl, że moze układa sobie życie. Ze to nie mnie będzie kochał.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

pierwszy podstawowy błąd myślowy jaki popełniłaś tkwi tutaj: "zawsze te burze nas wzmacniały"

otóż nie, kłótnie, sprzeczki, "trudne charaktery" i burze nie wzmacniają - tak myślą tylko osoby neurotyczne.

może dla ciebie one były jakąś formą dostarczania emocji, huśtawki emocji i ciebie to kręciło, ale zaufaj mi, znaczną większość zdrowych ludzie permanentne szarpanie się z partnerem i jakieś walki w związku po prostu wkur*iają i choć długo nie dają po sobie tego poznać, albo wręcz dla dobra sprawy to przemilczają, to któregoś dnia pękają i wylewa się i wtedy zwykle jest już za późno ponieważ ilość i skala złych momentów przysłania te dobre.
i to jest nie do odratowania albo muszę minąć miesiące lub wręcz lata żeby ta druga osoba zapomniała o tych "patelniach" na głowie.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

On mówił po każdej klotni, że kocha mnie mozniej za każdym razem... po pierwszej awanturze powiedział że czuje że zakochał się na nowo, jeszcze mocniej

4

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

W tym co piszesz nic się nie zgadza. Piszesz układało się wam wspaniale, a za chwilę, że były burze, które się wzmagały, aż wybuchło i się zakończyło. Mnie to wygląda na zakochanych dzieciaków, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać i żyć. Może ten związek był po to by zrozumieć, że ślepa miłość to nie wszystko. Może warto nauczyć się cierpliwości i rozmowy na argumenty, by nie pozwolić szaleć emocjom. Nauczka na przyszłość.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Moze po tym  czasie po prostu widzę więcej dobrego. Nie mogę  się z tym pogodzić i tyle

6

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Proponuje zejsc z tego amoku, pozyc osobno, moze sie zejdziecie.
Nie wydzwaniaj do niego, nie pisz teraz. Tylko pogorszysz sytuacje.
Takich klotni nikt zdrowy nie wytrzyma.
To nie byl dobry zwiazek, tak ci sie tylko wydawalo.
Oboje mieliscie problem z komunikacja i pewnie oczekiwaniami.
3-6 miesiecy osobno, jakis sporadyczny kontakt, i mozna zobaczyc, czy kazdy z was dostrzegl swoja glupote.
Musi uplynac sporo czasu, abyscie fizycznie i emocjonalnie odpoczeli od siebie i byli w stanie zrozumiec co sie stalo.
Teraz nie ma do czego wracac, bo bedzie tylko powtorka z rozrywki.

7

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Hej
Tak jak w tytule nie mogę sobie poradzić z rozstaniem. 2 tygodnie temu pokłóciliśmy się, kłótnia jedna z wielu.
Byliśmy razem 1,5 roku, przeżyliśmy wiele i zawsze te burze nas wzmacniały. Świetnie się dogadywalismy, rozumieliśmy się jak nikt inny, wspólne zainteresowania, wspólna pasja. Dobrze się ze sobą czuliśmy, on mnie kochał na zabój to dało się zobaczyć, odczuć. Wszyscy jego znajomi, rodzina widzieli to też. No po prostu taka miłość jaka się zdarza rzadko, tak bardzo sie cieszył że dałam mi szansę te 1,5roku temu, długo walczył. Po pol roku się zareczylismy, po następnych 2 zamieszkaliśmy razem. Mamy trudne charaktery i po prostu każde z nas jest uparte i zawzięte. Łączyła nas wyjątkowa relacja, czulismy się razem swobodnie. Tak, było dużo kłótni, sprzeczek ale zwykle niedługo potem się godzilismy, mimo mieszkania razem kontakt był niemal bez przerwy z pracy czy gdziekolwiek gdzie byliśmy. I właśnie ten feralny dzien kłótni, wrocil z pracy poddenerwowany mieliśmy porozmawiać jak opadną emocje ale on się łatwo wkurzał i tym razem tak było. Wybuchła burza, wiele niepotrzebnych słów z mojej jak i jego strony, następnego dnia wyszedł z domu bez słowa. Wrocil tylko po swoje rzeczy (w międzyczasie doszło do rozstania w emocjach przez sms i oczywiście znów wiele slow padło, których ja żałuję o za które on też mnie przeprosił) po zabraniu rzeczy nie widziałam go więcej. Kilka dni później próbowałam z nim porozmawiać, napisałam że go kocham i brakuje mi go ale niestety otrzymałam chłodne "mi też nie jest łatwo, wręcz niesamowicie ciężko ale nie możemy być razem". Za następne kilka dni ponowilam próbę rozmowy, on wciąż miał w tej rozmowie wiele zarzutów do mnie, że nie możemy się dogadać i lepiej urwać kontakt, tak będzie lepiej dla nas obojga. Ze bedzie bolec ale z czasem minie, ze nigdy nie chcial mojej krzywdy i przeprasza. Od tygodnia nie mamy w ogóle kontaktu... bardzo cierpię, boli mnie każdy dzień. Tęsknię okrutnie i myślę o tym, że może kogoś ma, inna teraz przytula... jest mu lepiej beze mnie. Katuje się i nie wiem co robić. Czekam na jakiś jego znak ze jest mu źle i tęskni.
Nie mogę znieść myśli, że nie będzie go w moim życiu... powiedzcie mi czy jest szansa, że jeszcze dojdziemy do porozumienia? Moze ktoś z boku mi powie czy to miało rację bytu?
Jest mi niedobrze na sama myśl, że moze układa sobie życie. Ze to nie mnie będzie kochał.

Nie ma czegoś takiego, jak wzmacniające burze, czy awantury.
Każdy taki konflikt, w którym pada za dużo słów, których nie da się cofnąć - osłabia związek.
Nawet jeśli partnerzy dochodzą jakoś do równowagi emocjonalnej po tych awanturach, to o ile później wracają do tego samego schematu - tak jak było to u Was - to ostateczne rozstanie jest tylko kwestią czasu.
To jest naturalna wręcz kolej rzeczy, że prędzej czy później któreś nie wytrzyma i stwierdzi, że ma naprawdę dość, tak jak zrobił to Twój partner teraz.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Powrot teraz to byłaby głupota, owszem. Po prostu brakuje mi go, myślałam że z czasem będzie lepiej ale jest gorzej. Jego obojetnosc jest jak nóż w serce. Wiem, dużo myślałam i wiem ze tym klotniom kozna było zapobiec, czasem dumę chować do kieszeni, rozmawiać dużo a nie liczyć ze jakoś to będzie. Nie pisze, nie dzwonię. Ostatni raz kiedy próbowałam rozmawiać był ponad tydzień temu. I wtedy powiedział, że już za późno, że nie dogadujemy się, więc napisałam ze rozumiem i szanuje jego decyzję. Głowa mi pęka, rozbita jestem na kawałki ale trzymam się tego, że nic w tym momencie nie zdziałam. I obawiam się, że prędzej on o mnie zapomni niż bedzie chciał porozmawiać za jakiś czas, bo niestety napisał mi to wprost. Mam żal do siebie, ale czasu już nie cofnę i ponoszę konsekwencje swojego zachowania.

9

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Doskonale Cię rozumiem, bo sama aktualnie przeżywam rozstanie, chociaż moja relacja w porównaniu do Twojej była krótsza i mniej nas łączyło realnych wspomnień, a więcej wyobrażeń.

Najgorsze co możesz teraz zrobić to pisać i dzwonić, nacisk tylko pogorszy sytuację. Jeśli mu zależy, to odezwie się i będzie chciał to naprawić rozmową na spokojnie. Niech emocje opadną, a Ty zajmij się czymś, aby tyle nie myśleć. Wybuchowe charaktery nie służą nawiązaniu kontaktu, więc warto nauczyć się mówić tak, aby nie wzniecać negatywnych odczuć, tylko jak najlepiej przekazać daną myśl drugiej osobie.

Trzymam kciuki.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
IsaBella77 napisał/a:
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Hej
Tak jak w tytule nie mogę sobie poradzić z rozstaniem. 2 tygodnie temu pokłóciliśmy się, kłótnia jedna z wielu.
Byliśmy razem 1,5 roku, przeżyliśmy wiele i zawsze te burze nas wzmacniały. Świetnie się dogadywalismy, rozumieliśmy się jak nikt inny, wspólne zainteresowania, wspólna pasja. Dobrze się ze sobą czuliśmy, on mnie kochał na zabój to dało się zobaczyć, odczuć. Wszyscy jego znajomi, rodzina widzieli to też. No po prostu taka miłość jaka się zdarza rzadko, tak bardzo sie cieszył że dałam mi szansę te 1,5roku temu, długo walczył. Po pol roku się zareczylismy, po następnych 2 zamieszkaliśmy razem. Mamy trudne charaktery i po prostu każde z nas jest uparte i zawzięte. Łączyła nas wyjątkowa relacja, czulismy się razem swobodnie. Tak, było dużo kłótni, sprzeczek ale zwykle niedługo potem się godzilismy, mimo mieszkania razem kontakt był niemal bez przerwy z pracy czy gdziekolwiek gdzie byliśmy. I właśnie ten feralny dzien kłótni, wrocil z pracy poddenerwowany mieliśmy porozmawiać jak opadną emocje ale on się łatwo wkurzał i tym razem tak było. Wybuchła burza, wiele niepotrzebnych słów z mojej jak i jego strony, następnego dnia wyszedł z domu bez słowa. Wrocil tylko po swoje rzeczy (w międzyczasie doszło do rozstania w emocjach przez sms i oczywiście znów wiele slow padło, których ja żałuję o za które on też mnie przeprosił) po zabraniu rzeczy nie widziałam go więcej. Kilka dni później próbowałam z nim porozmawiać, napisałam że go kocham i brakuje mi go ale niestety otrzymałam chłodne "mi też nie jest łatwo, wręcz niesamowicie ciężko ale nie możemy być razem". Za następne kilka dni ponowilam próbę rozmowy, on wciąż miał w tej rozmowie wiele zarzutów do mnie, że nie możemy się dogadać i lepiej urwać kontakt, tak będzie lepiej dla nas obojga. Ze bedzie bolec ale z czasem minie, ze nigdy nie chcial mojej krzywdy i przeprasza. Od tygodnia nie mamy w ogóle kontaktu... bardzo cierpię, boli mnie każdy dzień. Tęsknię okrutnie i myślę o tym, że może kogoś ma, inna teraz przytula... jest mu lepiej beze mnie. Katuje się i nie wiem co robić. Czekam na jakiś jego znak ze jest mu źle i tęskni.
Nie mogę znieść myśli, że nie będzie go w moim życiu... powiedzcie mi czy jest szansa, że jeszcze dojdziemy do porozumienia? Moze ktoś z boku mi powie czy to miało rację bytu?
Jest mi niedobrze na sama myśl, że moze układa sobie życie. Ze to nie mnie będzie kochał.

Nie ma czegoś takiego, jak wzmacniające burze, czy awantury.
Każdy taki konflikt, w którym pada za dużo słów, których nie da się cofnąć - osłabia związek.
Nawet jeśli partnerzy dochodzą jakoś do równowagi emocjonalnej po tych awanturach, to o ile później wracają do tego samego schematu - tak jak było to u Was - to ostateczne rozstanie jest tylko kwestią czasu.
To jest naturalna wręcz kolej rzeczy, że prędzej czy później któreś nie wytrzyma i stwierdzi, że ma naprawdę dość, tak jak zrobił to Twój partner teraz.


Coraz bardziej to rozumiem i dociera to do mnie. Choć szczerze łudziłam się i czekałam do teraz.. musiałam po prostu dostać kubeł zimnej wody od obcych mi ludzi, którzy trzeźwo patrzą na tą sytuację. Miłość to nie wszystko, a bardzo szybko można ją stracić. Nie umiem nawet opisać tego co czuje

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Powtórzę za przedmówcami, to nie był zdrowy związek, i awantury wcale go nie wzmacniały. Gdyby tak było, nie doszłoby do rozstania.
To był toksyczny związek, dwojga ludzi, którzy karmili się adrenaliną, huśtawką emocjonalną, gdzie po każdej kłótni następował stan euforii i haju emocjonalnego.

On wykazał się (wg mnie) większą dojrzałością, bo zdał sobie sprawę, że ten związek, w takiej formie, nie ma szans na przetrwanie. Jest niszczący, wysysa całą energię z człowieka i zamiast dawać spokój i harmonię, funduje wieczne huragany.
Uszanuj jego decyzję, daj mu odejść.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
promission napisał/a:

Doskonale Cię rozumiem, bo sama aktualnie przeżywam rozstanie, chociaż moja relacja w porównaniu do Twojej była krótsza i mniej nas łączyło realnych wspomnień, a więcej wyobrażeń.

Najgorsze co możesz teraz zrobić to pisać i dzwonić, nacisk tylko pogorszy sytuację. Jeśli mu zależy, to odezwie się i będzie chciał to naprawić rozmową na spokojnie. Niech emocje opadną, a Ty zajmij się czymś, aby tyle nie myśleć. Wybuchowe charaktery nie służą nawiązaniu kontaktu, więc warto nauczyć się mówić tak, aby nie wzniecać negatywnych odczuć, tylko jak najlepiej przekazać daną myśl drugiej osobie.

Trzymam kciuki.

Probowalam wytłumaczyć na samym początku jak to z mojej strony wyglądało, bez pretensji czy złych slow. Ale w nim jest dużo żalu, napisał "ze mną nie będzie Ci dobrze". Opisywał swój punkt widzenia i niestety on wyciągnął inne wnioski, mimo że osobno jest okropnie to woli tak to skończyć.
Im dłużej milczy, tym bardziej przeraża mnie myśl o tym że o mnie zapomni, że ktoś inny go pocieszy, że nie będzie szansy na to żeby jednak dotrzeć się porządnie... nachodzą mnie non stop natrętne myśli, że co w wypadku kiedy to może ja powinnam przejąć inicjatywę? Co wtedy jeśli tego nie zrobię? Ze jesli będę milczeć to pozwolę mu odejść, że to ostatnia szansa na zrobienie czegokolwiek?
Ale przypominam sobie, że już przeprosiłam go, chłodno i normalnie... bez błagania i proszenia. Zwyczajne wyjaśnienie i przeprosiny, napisałam ze jest ważny dla mnie i tyle.

A Ty jak sobie radzisz? Dlugo jesteś po rozstaniu?

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Powtórzę za przedmówcami, to nie był zdrowy związek, i awantury wcale go nie wzmacniały. Gdyby tak było, nie doszłoby do rozstania.
To był toksyczny związek, dwojga ludzi, którzy karmili się adrenaliną, huśtawką emocjonalną, gdzie po każdej kłótni następował stan euforii i haju emocjonalnego.

On wykazał się (wg mnie) większą dojrzałością, bo zdał sobie sprawę, że ten związek, w takiej formie, nie ma szans na przetrwanie. Jest niszczący, wysysa całą energię z człowieka i zamiast dawać spokój i harmonię, funduje wieczne huragany.
Uszanuj jego decyzję, daj mu odejść.

Uszanowałam... zrozumiałam. On o tym wie.
Teraz tylko próbuje się pozbierać... Jakby ktoś mi wyrwał część mnie.

14

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:
promission napisał/a:

Doskonale Cię rozumiem, bo sama aktualnie przeżywam rozstanie, chociaż moja relacja w porównaniu do Twojej była krótsza i mniej nas łączyło realnych wspomnień, a więcej wyobrażeń.

Najgorsze co możesz teraz zrobić to pisać i dzwonić, nacisk tylko pogorszy sytuację. Jeśli mu zależy, to odezwie się i będzie chciał to naprawić rozmową na spokojnie. Niech emocje opadną, a Ty zajmij się czymś, aby tyle nie myśleć. Wybuchowe charaktery nie służą nawiązaniu kontaktu, więc warto nauczyć się mówić tak, aby nie wzniecać negatywnych odczuć, tylko jak najlepiej przekazać daną myśl drugiej osobie.

Trzymam kciuki.

Probowalam wytłumaczyć na samym początku jak to z mojej strony wyglądało, bez pretensji czy złych slow. Ale w nim jest dużo żalu, napisał "ze mną nie będzie Ci dobrze". Opisywał swój punkt widzenia i niestety on wyciągnął inne wnioski, mimo że osobno jest okropnie to woli tak to skończyć.
Im dłużej milczy, tym bardziej przeraża mnie myśl o tym że o mnie zapomni, że ktoś inny go pocieszy, że nie będzie szansy na to żeby jednak dotrzeć się porządnie... nachodzą mnie non stop natrętne myśli, że co w wypadku kiedy to może ja powinnam przejąć inicjatywę? Co wtedy jeśli tego nie zrobię? Ze jesli będę milczeć to pozwolę mu odejść, że to ostatnia szansa na zrobienie czegokolwiek?
Ale przypominam sobie, że już przeprosiłam go, chłodno i normalnie... bez błagania i proszenia. Zwyczajne wyjaśnienie i przeprosiny, napisałam ze jest ważny dla mnie i tyle.

A Ty jak sobie radzisz? Dlugo jesteś po rozstaniu?




Znajomość zakończyła się 14.03, a ostatni raz widzieliśmy się ponad tydzień temu, żeby pogadać ( ale było to wymuszone spotkanie i żałuję, bo on w jego trakcie ogarniał dom i nie skupiał się na konwersacji ). Na samym początku zarzuciłam go emocjonalnie oskarżeniami, a on milczał lub odp zdawkowo, że go osaczam. Następnie przez kilka dni nie odzywałam się i odważyłam się zaproponować rozmowę, następnie spokojne smsy z pytaniem o nadzieję, ale cisza. Także uważam, że jak facetowi zależy to da jakiś znak sam, bo albo potrzebuje czasu na ochłonięcie i docenienie tego co miał, albo faktycznie mu przeszło i jest lepiej.

Jasne, że możesz myśleć, że jak teraz nic nie zrobisz to pojawi się ktoś, kto go pocieszy. Ale jaki masz na to wpływ? U mnie, kiedy ja pytałam o nadzieję, on zapraszał na kolację swoją ex. Teraz mam straszne wyrzuty do siebie, że wychodziłam pierwsza z inicjatywą spokojnego kontaktu, bo on tego nie chciał i zwyczajnie go tylko irytowałam. Tak jak u Ciebie padło wiele złych słów i to musi wszystko opaść.

Daj jemu i sobie czas. Ja zajmuję się pracą w domu, relaksem, książkami, filmami, ale niestety ciągle myślę o tej sytuacji. Staram się patrzeć racjonalnie i tego również Tobie życzę. Najgorsze co może być to żyć nadzieją i się później rozczarować. Wiem, że uczucia rządzą się swoimi prawami i będzie trudno.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Im dłużej milczy, tym bardziej przeraża mnie myśl o tym że o mnie zapomni, że ktoś inny go pocieszy, że nie będzie szansy na to żeby jednak dotrzeć się porządnie... nachodzą mnie non stop natrętne myśli, że co w wypadku kiedy to może ja powinnam przejąć inicjatywę? Co wtedy jeśli tego nie zrobię? Ze jesli będę milczeć to pozwolę mu odejść, że to ostatnia szansa na zrobienie czegokolwiek?

Tak nie wolno. Brzmisz jakbyś się od niego, lub od tych emocji, który towarzyszyły Wam w związku, uzależniła.
Wiem, że po takich nagłych rozstaniach, dopadają myśli, że nie było się zbyt dobrym, że pojawi się ktoś lepszy. To jednak świadczy o zaniżeniu własnej wartości i chyba właśnie o uzależnieniu od kogoś innego.
Nie można myśleć, że bez drugiej osoby, nas jest pół. Wbrew wszystkim tym pięknym słowom, ludzie w związku, to nie są dwie połówki jabłka czy pomarańczy. To są dwie osobne jednostki, które się dopełniają, nie uzupełniają.
Pomyśl o sobie, jak siebie widzisz, kim jesteś? Nie daj swoim myślom galopować w złym kierunku.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Do ostatniego dnia przed kłótnią, do ostatniej chwili zanim ta iskra wybuchła byliśmy zakochani. Nigdy mnie nie olał, zawsze był dla mnie jak i ja dla niego. Zawsze mimo wszystko potrzebowaliśmy się do siebie zbliżać, jego wzrok .... no w taki sposób jeszcze nikt nie patrzył na mnie. Nikt do mnie w taki sposób nie mówił... a tu nagle cisza, echo. I własne myśli które wpedzaja mnie w poczucie winy mimo, że zawinilismy oboje... poniosło nas. Moze tak miało być.

Czytałam trochę Twojego tematu. Jak wrócę do domu doczytam resztę ale naprawdę bardzo Ci współczuję  rozumiem co przechodzisz, byłam w związku który zakoczyl się słowami "chyba cię nie kocham" i odejściem do innej dziewczyny. Tez pisałam,oszalałam z rozpaczy... on po kilku miesiącach chciał wrócić ale do tego nie doszło, jakoś to się rozplynelo neutralnie.

Nie chcę mieć nadziei, ale to ciężkie puścić osobę, która szczerze się kocha i której ciepło i uczucie w głowie jest do teraz. Choc jego chłodny ton uderzył mnie jak betonowy słup w głowę...

17

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Do ostatniego dnia przed kłótnią, do ostatniej chwili zanim ta iskra wybuchła byliśmy zakochani. Nigdy mnie nie olał, zawsze był dla mnie jak i ja dla niego. Zawsze mimo wszystko potrzebowaliśmy się do siebie zbliżać, jego wzrok .... no w taki sposób jeszcze nikt nie patrzył na mnie. Nikt do mnie w taki sposób nie mówił... a tu nagle cisza, echo. I własne myśli które wpedzaja mnie w poczucie winy mimo, że zawinilismy oboje... poniosło nas. Moze tak miało być.

Czytałam trochę Twojego tematu. Jak wrócę do domu doczytam resztę ale naprawdę bardzo Ci współczuję  rozumiem co przechodzisz, byłam w związku który zakoczyl się słowami "chyba cię nie kocham" i odejściem do innej dziewczyny. Tez pisałam,oszalałam z rozpaczy... on po kilku miesiącach chciał wrócić ale do tego nie doszło, jakoś to się rozplynelo neutralnie.

Nie chcę mieć nadziei, ale to ciężkie puścić osobę, która szczerze się kocha i której ciepło i uczucie w głowie jest do teraz. Choc jego chłodny ton uderzył mnie jak betonowy słup w głowę...


Rozumiem to, tym bardziej że Wy żyliście razem, znaliście się długo. U mnie jak widzisz to trwało krótko i przeniesione zostało późno na grunt realny. Także mam w głowie, że nikt na mnie tak nie patrzył, nie mówił, nie interesował się i nie uzupełniał, chociaż wiele osób może pomyśleć, co ona tam wie, tak krótko się znali. Buzują we mnie odczucia, stąd się to bierze, a jestem także emocjonalna.

I jak osoba wyżej wspomniała, nie ma sensu myśleć, że on kogoś pozna. To chyba wynika z bycia niepewnym, ja np. mam zaniżone poczucie własnej wartości i przez tą sytuację z ex poczułam się jeszcze gorzej. A może u niego się ktoś pojawił? Nigdy nie wiadomo, czasami wystarcza mała iskierka, aby podjąć decyzję o odejściu, albo faktycznie miał dosyć kłótni i nie widział w tym sensu. Nie chcę Cię źle nakierować, ale scenariusze są różne, choć podejrzewam z tego co napisałaś, że miał dosyć i potrzebuje oddechu.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Nie było żadnych przesłanek ku temu, telefonu nigdy nie chował, nie miał nic do ukrycia. Jego media społecznościowe były mną przesiąknięte... chociaż najciemniej pod latarnią. Tego nie wie nikt... mam to na uwadze oczywiście, że kogoś mógł poznać. Z każdą chwilą serce pęka mi bardziej.

19

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Tak to jest, jak dobiorą się razem dwie osoby o twardym charakterze i w sytuacjach konfliktowych żadne nie chce ustąpić. Zawsze się dziwiłem i bedę dziwić ludziom, którzy a jednej strony widza w kłótniach i sprzeczkach jakąkolwiek pozytywną stronę. Również niebywałe się okazuje to przywiązanie do ciągłej huśtawki emocjonalnej i zmiany nastrojów, nie ma pojęcia co takiego jest w tym atrakcyjne..? Natomiast syrena mi od razu wyje na cały regulator, kiedy czytam, ze ktoś zadręcza się myślami o drugiej osobie w ten sposób, iż zachodzi w głowę, co były już partner może robić po rozstaniu a w szczególności, że może sobie życie ułożyć z kimś innym. Czyli inaczej mówiąc, fakt, że drugi człowiek może osiągnąć szczęście, obcując z kimś innym niż ze mną, nikt nie ma prawa dać mu tych emocji co ja. Uzależnienie od innej osoby czy wrażeń, jakie ona nam daje, to objaw niskiej samooceny i droga do nikąd.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

To nie chodzi o to, że nie może. Oczywiście, ze może i być może kogoś znalazł, lepszego. Kocham go, tesknie za nim i to wszystko. Trudno mi być nikim dla niego...

21

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

To nie chodzi o to, że nie może. Oczywiście, ze może i być może kogoś znalazł, lepszego. Kocham go, tesknie za nim i to wszystko. Trudno mi być nikim dla niego...

Lubisz się nad sobą poużalać. I nie chce ci się za bardzo włączyć myślenia. Zastanowić się jak ty siebie traktujesz? Nie masz szacunku dla siebie. Ten fagas, to cały twój świat.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Byc może tak jest, wiem jaka jestem i każdy mi dookoła mówi, że się zadręczam. Dlatego szukam pomocy gdzie się da, dlatego przyszłam na forum. Nie chcę tyle myśleć, nie chcę czekać. Bo to bardzo boli i jestem codziennie rano zła na siebie wstając z tym uczuciem

23

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Miałam dosłownie kropka w kropkę tę samą sytuację! Może poza tym że to on częściej wywoływał kłótnie i sam to wiedział... Ale dosłownie te same teksty gdy odszedł: "kocham cie ale nie możemy być razem", "z innym będzie ci lepiej". I też naprawdę wyjątkowa relacja, w sensie siły uczuć i porozumienia - mówię to nawet teraz, z perspektywy czasu.
Walczyłam kilka dni, przekonywałam, mówiłam że damy radę, bo dla mnie to była tylko jedna z kłótni.
Nie chciał. Płakał nawet, ale mówił że nie.

Odpuściłam. Ale przez kilka tygodni nie byłam w stanie nawet pracować. Nie potrafiłam pojąć... Przecież jeśli się kogoś kocha, chce się z nim być. Wciąż płakałam i spałam. Oglądałam dużo poradników na temat rozstania, czytałam książki też w tym temacie. Pisałam w zeszycie co czuję. Nie umiałam wrócić do żywych. Po paru miesiącach zaczęłam normalnie żyć.

Nigdy do siebie nie wróciliśmy.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Czyli jeszcze kilka miesiecy.

25

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

To nie chodzi o to, że nie może. Oczywiście, ze może i być może kogoś znalazł, lepszego. Kocham go, tesknie za nim i to wszystko. Trudno mi być nikim dla niego...


Wiem, że trudno i rozumiem to, ale czasami w jednej osobie coś pęka i nie chce już być w takim związku. Skoro kochasz, to tęsknisz, masz wspomnienia i to boli. Pamiętaj, że czas leczy rany, a Ty masz całe życie przed sobą. To co teraz wydaje się ciężkie, tylko Cię wzmocni.

Oczywiście Ty teraz jesteś na etapie akceptacji całej sytuacji i wyciszenia, daj sobie czas. Nie licz, że mu przejdzie, że za miesiąc lub dwa wróci, bo można się rozczarować, tylko żyj swoim życiem. Mi ktoś napisał, że on się jasno określił, w Twojej sytuacji widzę to samo.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

26

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Dla mnie również ciężko zrozumieć te słowa, które się zwyczajnie wykluczają, albo jest miłość labo jej nie ma. Inaczej być nie może. Ale z kolei mogło być tak, że kogoś obdarzymy uczuciem, mimo jego wad, lecz jednocześnie te wady są tak destruktywne, że ciężko nam je znieść. Sam jestem strasznie wyczulony na awantury czy kłótnie, gdzie dominują emocje i pozbawione wszelkiej logiki "argumenty", mające tylko nakręcić sytuację i nie pozwolić dojść do porozumienia. Rzadko kiedy jednak spotyka się kogoś, kto potrafi trzymać na wodzy emocje. Niestety...
Poza tym, nigdy nie rozumiem tego argumentu, kiedy ktoś twierdzi, że partner porzuca go dla "lepszej" osoby. Dlaczego lepszej i w czym lepszej? Każdy jest przecież inny, ma inne podejście do życia, inne poglądy, inny charakter itp. Jak partner był z nami można sobie wyobrażać, że traktował nas jako lepszych od innych. Póki się obdarza uczuciem jedną osobę, to się nie widzi innych, nie porównuje z innymi ludźmi, jest tylko ten jeden i koniec. Tylko, że nic i nikt nie jest dane na wieczność i z czasem się okazuje, że druga strona nie jest taka idealna...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

27

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Wprawdzie skierowane do facetów, ale można skorzystać, tez przez kobietę. smile

28 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-04-07 12:55:13)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Balin nie wczytal sie obrazek(?) Nic sie nie pokazuje.

Ciężko jest się pogodzić z rozstaniem, naprawdę jestem wrakiem człowieka ostatnie dni. Nie wiem na co skierować myśli, nagle wszystko co było ważne zniknęło. A druga osoba zyje jak gdyby nigdy nic.

O okej już jest

Czyli happy endy to tylko w filmach
--------------------------
Proszę, nie pisz postów pod swoimi poprzednimi postami. To niezgodne z regulaminem forum.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

być może kogoś znalazł, lepszego. Kocham go, tesknie za nim i to wszystko. Trudno mi być nikim dla niego...

Przestań się biczować. Kogoś lepszego? A co jest z Tobą nie tak?
Użalasz się, więc ok, masz teraz okazję, by wyrzucić z siebie to, co Ci leży.

W czym byłaś zła, że twierdzisz, że może mieć kogoś lepszego?
Co, Twoim zdaniem, robiłaś źle?
Jaka jesteś?
Jakie są Twoje wady?

Dawaj!

30

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Czyli happy endy to tylko w filmach

Powrót do relacji, w której ciągle są burze, awantury, konflikty i związane z tym cierpienie - to wcale nie jest happy end.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

31 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-04-07 13:41:23)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Co jest ze mną nie tak? Cos jest skoro ktoś kto mnie kochak nawet za mną nie tęskni, nie chce rozmawiać, nie szuka wyjścia. Proponowalam mu tyz po rozstaniu ze moze gdybyśmy poszli na terapię... ale ominął temat.
Może powinnam być bardziej opiekuńcza.
Bardziej dbać o niego
Jestem wrażliwa, mam swoje zdanie, lubię sprawiać przyjemność drugiej osobie czy to dobrym jedzeniem czy rozmową.
Nie jestem w stanie określić tego co myślę, czuję się winna i niewystarczająco dobra.

IsaBella77 napisał/a:

Powrót do relacji, w której ciągle są burze, awantury, konflikty i związane z tym cierpienie - to wcale nie jest happy end.


Ale można zrobić coś, żeby tych awantur nie było. Zeby próbować się dogadać zamiast na siebie wrzeszczeć, wykazać więcej empatii i mieć na względzie tylko dobro relacji i starać się być dla siebie a nie przeciw sobie..

32 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-04-07 13:18:25)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Balin nie wczytal sie obrazek(?) Nic sie nie pokazuje.

Ciężko jest się pogodzić z rozstaniem, naprawdę jestem wrakiem człowieka ostatnie dni. Nie wiem na co skierować myśli, nagle wszystko co było ważne zniknęło. A druga osoba zyje jak gdyby nigdy nic.

O okej już jest

A jak ma niby ta osoba żyć? Skoro, tak jak słusznie sugerują niektórzy, nie był a wstanie już znieść tej burzy czy ciągłych awantur i konfliktów, to postąpił właściwie. Nie będzie się przecież zamartwiał i biczował, poświęcając swoje zdrowie psychiczne, mimo, że nawet mógł nie przestać obdarzać Cię uczuciem. Tylko, wyszedł zapewne ze słusznego założenia, że jednak w życiu są nadrzędne wartości a do nich należy niewątpliwie dobre samopoczucie i równowaga psychiczna. Znosił to wszystko, bo Ciebie pewnie kochał, ale w pewnym momencie stwierdził, ze dość, dalej nie da rady prowadzić tej wojny nerwów i sobie odpuścił. Dokonał pewnego wyboru w swoim życiu i warto to uszanować anie roztrząsać, dlaczego tak postąpił
EDIT: Najwyraźniej nie widział sensu w żadnej naprawie ani zmianach, gdyż wątpił w ich skuteczność czy trwałość? Być może doszedł do wniosku, żę nie potraficie zwyczajnie ze sobą rozmawiać, skoro to nie pierwszy i jedyny taki incydent, gdzie awantura i wrzask służą jako środek "porozumienia"?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Co jest ze mną nie tak? Cos jest skoro ktoś kto mnie kochak nawet za mną nie tęskni, nie chce rozmawiać, nie szuka wyjścia. Proponowalam mu tyz po rozstaniu ze moze gdybyśmy poszli na terapię... ale ominął temat.
Może powinnam być bardziej opiekuńcza.
Bardziej dbać o niego
Jestem wrażliwa, mam swoje zdanie, lubię sprawiać przyjemność drugiej osobie czy to dobrym jedzeniem czy rozmową.
Nie jestem w stanie określić tego co myślę, czuję się winna i niewystarczająco dobra.


Wymieniłaś same zalety, brawo!

To, że on Cię nie kocha, nie tęskni to nie Twoje wady, tylko jego wybór.
Nie jesteś jego matką, by być bardziej opiekuńcza, czy o niego dbać. Związek to partnerstwo, szacunek do drugiego człowieka.
U Was tego nie było, wieczna szarpanina.
Napisałaś, że można było unikać kłótni, teraz? Czas był na to, ale Wy traktowaliście je jako utwierdzenie o Waszej miłości. On pękł.
Nie da się tak żyć.

Wydajesz się być mądrą i myślącą osobą. Teraz zagubioną, nieszczęśliwą, samotną.
Ból minie, doceń siebie, dbaj o siebie, kiedyś podziękujesz losowi za to, że udało Ci się wyjść z toksycznego związku.

34 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-04-07 13:42:07)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Czyli nawet gdybym próbowała, to niczego już nie zdziałam... mam myśli, żeby do niego pisać. Ale lepiej, że napisałam tutaj i może dość brutalnie zaczynam widzieć, że już nie ma szans. Tego chyba mi potrzeba chociaż znow ryczę po kilku dniach bez płaczu. Wiem, już za późno. On mi napisał to samo wtedy...

Pokręcona Owieczka napisał/a:

Wymieniłaś same zalety, brawo!

To, że on Cię nie kocha, nie tęskni to nie Twoje wady, tylko jego wybór.
Nie jesteś jego matką, by być bardziej opiekuńcza, czy o niego dbać. Związek to partnerstwo, szacunek do drugiego człowieka.
U Was tego nie było, wieczna szarpanina.
Napisałaś, że można było unikać kłótni, teraz? Czas był na to, ale Wy traktowaliście je jako utwierdzenie o Waszej miłości. On pękł.
Nie da się tak żyć.

Wydajesz się być mądrą i myślącą osobą. Teraz zagubioną, nieszczęśliwą, samotną.
Ból minie, doceń siebie, dbaj o siebie, kiedyś podziękujesz losowi za to, że udało Ci się wyjść z toksycznego związku.


Tak, szarpanina... szkoda że człowiek nie myśli wtedy kiedy ma czas, żeby zrobić cokolwiek.
Naprawdę jest ciężko i wiem co wszyscy możecie myśleć ale pęka mi serce. Jeszcze niedawno mówił, że jedyne o czym marzy to żebym została jego żoną wreszcie. Chce zaakceptować ten koniec

35

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
bagienni_k napisał/a:

Dla mnie również ciężko zrozumieć te słowa, które się zwyczajnie wykluczają, albo jest miłość labo jej nie ma. Inaczej być nie może. Ale z kolei mogło być tak, że kogoś obdarzymy uczuciem, mimo jego wad, lecz jednocześnie te wady są tak destruktywne, że ciężko nam je znieść.

Jak najbardziej rozumiem, że ciągłe kłótnie mogą zabić miłość. Ale wtedy jej już nie ma. Trzeba oficjalnie powiedzieć: "przestałem cie kochać - przez kłótnie, awantury, po prostu mi przeszło".
Mówienie komuś "kocham cię, ciężko mi bez ciebie, ale nie chcę być z tobą", jest idiotyczne, nieprawdziwe i daje drugiej osobie złudne nadzieje.
Bo prawda jest taka, że dopóki się kocha, to starcza sił by budować i naprawiać.
Skoro tych sił nie starczyło, to znaczy że miłość przeminęła.

36

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

W poszukiwaniu szczęścia - nie pisz proszę kolejnych swoich postów pod poprzednimi.
To niezgodne z regulaminem naszego forum.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

37

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Czyli nawet gdybym próbowała, to niczego już nie zdziałam... mam myśli, żeby do niego pisać. Ale lepiej, że napisałam tutaj i może dość brutalnie zaczynam widzieć, że już nie ma szans. Tego chyba mi potrzeba chociaż znow ryczę po kilku dniach bez płaczu. Wiem, już za późno. On mi napisał to samo wtedy...



Jeśli tak postanowił, to ciężko będzie to zmienić. Na pewno już mu przedstawiłaś wizję rozmowy i naprawy, ale jest nieugięty.


Pamiętaj, że jesteś wspaniałą kobieta i masz ogrom zalet, nic jednak nigdy nie trwa wiecznie i czasami jest za późno, podstawą jest to zaakceptować, a to wymaga czasu. Widzisz ja niby tak wszystko doskonale wiem, a z samego rana po przebudzeniu i wieczorem przed snem mam napady emocji i tęsknoty, wymieniam sobie co zrobiłam źle, że nie byłam bardziej spokojna, taka i owaka. A później sobie myślę, że jakby mu zależało to miał czas dać nam szansę, pogadać od serca i przekreślić to co złe grubą kreską, ale nie chciał. Coś w nim pękło, albo nic już nie było od jakiegoś czasu.

Nie siedzimy w drugiej osobie i nie wiemy jak ona myśli, a co najważniejsze nikogo nie zmusimy, nawet przedstawiając sielankową wizję naprawy do zejścia się.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

38

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Naprawdę jest ciężko i wiem co wszyscy możecie myśleć ale pęka mi serce. Jeszcze niedawno mówił, że jedyne o czym marzy to żebym została jego żoną wreszcie. Chce zaakceptować ten koniec

Myślę że jeszcze bardzo dużo czasu minie zanim to zaakceptujesz.
Będą okresy gdy będziesz myślała że Ci przeszło - bez płaczu i tęsknoty, a po nich dni gdy niespodziewanie będziesz płakać i tęsknić.
Nie możesz tego zmienić, możesz tylko czekać by upłynął czas. Wspomagaj się może jak ja wtedy - filmikami na YT o rozstaniu, mi one pomagały. Sa też fajne książki jak uleczyć złamane serce.

Dobrze wiesz, tak w głębi siebie, że pisanie do niego nic nie da. On nie chce z Tobą być.  Pewnie by Ci odpisał gdybyś napisała, ale albo z wyrzutami, albo grzecznie w rodzaju "rozumiem, ale nie możemy być razem, bądź szczęśliwa".

Kurde, gdy sobie przypomnę to uczucie, że osoba która kilka dni wcześniej mówiła że jesteś całym jej światem, miała plany na życie z Tobą itd, nagle jest zimna, oschła, jakby otaczał ją lodowy mur, jakby kompletnie zapomniała o uczuciu, jakby dosłownie jakiś Obcy przejął jej ciało... Brrrr.... Straszne uczucie.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Nigdy jeszcze az tak nie przeżywałam rozstania... nie wiem jak sobie z tym poradzę.

40 Ostatnio edytowany przez madoja (2020-04-07 14:22:27)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Nigdy jeszcze az tak nie przeżywałam rozstania... nie wiem jak sobie z tym poradzę.

Ja miałam tak samo, mimo że przed nim miałam paru chłopaków. To rozstanie było dla mnie najgorsze. Nawet gdy potem próbowałam się związać, szukałam facetów podobnych fizycznie do niego, albo z tym samym imieniem, hobby, itp...

Naprawdę poradzisz sobie. Za parę miesięcy będziesz go nienawidzić, a jeszcze później stanie Ci się kompletnie obojętny.

Pisz co czujesz gdzieś w zeszycie lub w notatniku w telefonie, ale nie na zasadzie "jaki on cudowny", tylko o wszystkich wadach, o tym że na pewno też przychodziły Ci do głowy myśli o rozstaniu gdy się kłóciliście, wywołaj w sobie tamte odczucia. Pisz i pisz, a gdy będzie Ci źle, czytaj te notatki i dopisuj nowe. SERIO POMAGA.

41

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Ja mam na przykład tak, że unikam rzeczy, które nas łączyły. Wspólne piosenki, filmy, jego imię, a nawet cechy wyglądu muszę omijać. Miałam tak po pierwszej stracie, drugiej i mam tak teraz. Wiem, że to minie, ale na dzień dzisiejszy wszystko co kojarzy mi się z nim, wywołuje falę wspomnień.


I te wspomnienia będą Ciebie atakowały i tak jak napisała koleżanka wyżej, raz będzie lepiej, innym razem gorzej, ale z czasem się wszystko unormuje.
Teraz potrzeba Ci dobrego, wartościowego jedzenia, filmów czy książek i ogólnego zajęcia głowy czymś produktywnym. Ja zaczęłam oglądać netflixa, jakieś dokumenty, kanały na youtube i planuję znowu zacząć ćwiczyć, ale nie mam energii, bo kładę się o 22 i śpię do 8, organizm w stresie potrzebuje regeneracji.

Pomaga także rozmowa z przyjaciółką, z kimś bliskim, chociaż przez telefon.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow
Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Dziekuje Wam bardzo za rady. Na ten moment czuję, jakbym umierała. To żałosne

43 Ostatnio edytowany przez Pronome (2020-04-07 16:30:04)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Potraktuj to jako cenna lekcje od zycia.
To jest jeden z wazniejszych momentow na zmiane i dojrzewanie. Ile macie lat?
Jego jaki twoje kompetencje komunikacyjne sa na chwile obecna marne i tak czy siak nie udaloby sie tego zwiazku utrzymac. To pewne.
Wszystko mozna kiedys z czasem odbudowac, ale jedynie wtedy, kiedy minie odpowiedni czas, a w was zajda zmiany i przyczyna rozstania nie bedzie juz wystepowac.
No i czy w ogole jeszcze bedziecie cos chcieli razem probowac. Czasami tak bywa.
Kuruj sie teraz, lecz zlamane serce, dlugo spij i dobrze sie odzywiaj. Sprobij zlapac slonce i duzo czytaj.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Mamy po 30lat..
Musze zgasić w sobie nadzieję. Wywalić go z głowy, nie myśleć ze dotyka inną, ze innej daje to co ja na ta chwile najbardziej chciałabym dostać

45 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-04-07 16:52:38)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
madoja napisał/a:

Jak najbardziej rozumiem, że ciągłe kłótnie mogą zabić miłość. Ale wtedy jej już nie ma. Trzeba oficjalnie powiedzieć: "przestałem cie kochać - przez kłótnie, awantury, po prostu mi przeszło".
Mówienie komuś "kocham cię, ciężko mi bez ciebie, ale nie chcę być z tobą", jest idiotyczne, nieprawdziwe i daje drugiej osobie złudne nadzieje.
Bo prawda jest taka, że dopóki się kocha, to starcza sił by budować i naprawiać.
Skoro tych sił nie starczyło, to znaczy że miłość przeminęła.

Masz absolutną rację smile Wydaje mi się jednak, że takie słowa bardzo często( czy prawie zawsze) trudno przechodzą przez gardło, nieporównywalnie trudniej, niż owe zabiegi dyplomatyczne, jak właśnie
coś typu "kocham Cię, ale dam rady tak dalej". Niby mówi się, że powinno się kochać nie za zalety, ale mimo wad. Tylko jest jednak gdzieś ta granica, gdzie nasze poczucie komfortu i wytrzymałość
psychiczna się kończy. "Przestałem cie kochać - przez kłótnie, awantury, po prostu mi przeszło". - to stwierdzenie wydaje się oczywiste, tylko do ludzi chyba nigdy na początku nie może dotrzeć, że
coś się skończyło, szczególnie nagle. Chociaż mało jest chyba takich przypadków, kiedy coś się kończy rzeczywiście nagle. Można zatem przyjąć, że druga strona walczy i próbuje naprawiać, dopóki
to uczucie w niej jest. Kiedy ono znika, walka okazuje się bezsensowna..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

46

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie
W poszukiwaniu szczęścia napisał/a:

Musze zgasić w sobie nadzieję. Wywalić go z głowy, nie myśleć ze dotyka inną, ze innej daje to co ja na ta chwile najbardziej chciałabym dostać

Aha. Mentalnie to chyba mniej big_smile
Zatem nic sie nie uda.

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Być może, że mentalnie mniej wink tak się czuje i tak myślę jak przedstawiam. Może za jakiś czas dojrzeję

48 Ostatnio edytowany przez Karina 36 (2020-04-09 14:06:59)

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Witam. No powtórzę za innymi, że awantury i sprzeczki, kłótnie  wcale nie budują związku, lecz odwrotnie. Przychodzi w końcu ten moment, kiedy ktoś nie wytrzymuje, odchodzi i chce mieć nareszcie święty spokój. W ogóle " święty spokój" dla mnie to jest jak milion dolarów. Cóż pozostaje Ci teraz pogodzić się z rozstaniem, nikogo do miłości czy bycia razem nie zmusisz. Nie dzwoń, nie pisz, nie szukaj kontaktu, bo teraz to już bez sensu. Musisz to jakoś przeboleć, poradzić sobie z tym i wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość. Aha całkiem możliwe jest, że ułoży sobie życie z kimś innym. Nie masz na to wpływu. Skoro już nie jest z Tobą to ma do tego prawo.

49

Odp: Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Myślę że te słowa których teraz żałujesz były tymi które uświadomiły mu że nie da się już tego uratować.
Musiały być raniące.

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie mogę sobie poradzić... rozstanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018