Witam,
Na forum natrafiłem przez wpisanie pewnej frazy w Google. Mimo, że jest to kobiece forum postanowiłem napisać.
Jestem De. 85 rocznik i mam problemy z nawiązywaniem kontaktów. Wydaje mi się, że samotność uczyniła mnie wrakiem człowieka. Skrycie marzę o sympatii i miłości. Mając 20 lat poznałem jedną dziewczynę i tamte wspólne chwile były najszczęśliwszymi w moim życiu. 10 lat minęło a ja nadal stoję w miejscu. Blokuje mnie nieśmiałość i niskie poczucie swojej wartości. Nie posiadam prawie wcale przyjaciół, zauważyłem ze męczę się w większym towarzystwie. Nie potrafię bawić się na imprezach dyskotekach, w pracy również niewiele się odzywam. Nie jestem jakimś ponurakiem bo we własnym gronie potrafię żartować? Idąc ulicą widzą kobiety idące z naprzeciwka unikam spojrzeń a czasem mam wrażenie, że odwracają specjalnie wzrok by na mnie nie spoglądać? Na dobrą sprawę to nie mam możliwości nawet poznania, żadnej niewiasty. Moje życie ogranicza się do pracy i do pasji, która to raczej jest zabiciem wolnego czasu - nie mam życia? Strasznie mnie to męczy i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że nie dane będzie mi posmakować miłości. Wszystkie moje rówieśniczki z lat szkolnych są już in love lub szczęśliwymi mamusiami. Zresztą nie sądzę abym był interesujący dla płci przeciwnej bo na pierwszy rzut oka jestem pokryty warstwą samotności i wydaje się być aspołeczny oraz bezbarwny niczym szklanka wody mineralnej. Wizualnie tez bez rewelacji, pewnie mam jakieś zalety ale samemu nie potrafię ich odkryć.
Podsumowując, samotność wypija mnie do dna ale jak oswoić się z tą myślą przestać marzyć i żyć szarą rzeczywistością?