dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Dzień dobry,
piszę na tym forum, ponieważ wiem, że tu jest jak najwięcej odbiorców. Chciałabym po prostu skorzystać z dość szybkiej odpowiedzi.

Jestem osobą dość wrażliwą. Przejmuję się wieloma rzeczami, takimi na które nawte ja nie mam wpływu. Ale do rzeczy.

Wiele razy w moim  życiu spinałam się przy pracy, przy projektach. Wiem,że perfekcjonista to osoba, która jest dobra w tym co robi i się nie spina. Ja jeszcze nie doszłam jakby do tego, że na 100% wiem, że coś dobrze robię. Mimo, że ciągle się uczę.

Podam przykład - jestem w parze z kimś na uczelni przy robieniu projektu. Ta osoba ma zupełnie inne poczucie estetyki ode mnie. Zaczyna się rządzić. Na korektach mówi, że to ona zrobiła 3/4 projektu, znajomi dziwią się- przecież ja normalnie zawsze pracuję. Pytają się mnie co jest- profesora nie obchodzi kto jest odpowiedzialny za jaką częśc tylko aby projekt był zrobiony. Kiedy delikatnie staram się tej osobie zwrócić uwagę, ona mówi, że to ja się irytuję, że chill chill, wyluzuj.
Że za bardzo się spinam. Jak mam się nie spinać jeśli ta osoba podważa moją pracę przy projekcie przy profesorze?
Tak samo jestem autorem projektu i nie dam się zrobić w bambuko a wychodzę na osobę spiętą, przejmującą się.

To samo w relacjach międzyludzkich. Widzę, że im ktoś bardziej 'wyczillowany', na ludzie tym lepiej. Faceci tacy są- moje koleżanki takie same się stają. Nie wiem skąd takie poczucie, że ktoś jest królem świata, albo że tego kogoś nic nie obchodzi. Niby robią swoje i dobrze, ale jak można się niczym nie przejmować?
Chodzi tu nawet o związki- seks z tym i z tym, nawet jeśli chłopak jest w związku? Trudno- chciałam seksu- słowa mojej koleżanki po uwiedzeniu faceta...

Czy to ja spadłam z innego świata czy po prostu w życiu tak jest? Co się dzieje z ludźmi w moim wieku 23-25 lat, których obchodzi tylko swoje jestestwo, są egoistami, dziewczyny są zaborcze, latają za facetami- zachowuję się tak samo luzacko jak oni?

Wiem, że nie należy się spinać zanadto w życiu ale mam wrażenie, ze niektórzy nie mają poczucia. Że im wszystko wolno, że ktoś kiedyś w dzieciństwie czy w szkole nie narysował im granicy zachowania.
Kiedy takie różne rzeczy dochodzą mi do uszu po prostu ja się za tych ludzi wstydzę, wstydzę się, że np zadaję się z takimi dziewczynami które chodzą do łózka i rozbijają związki. Chociaż powinno mnie to nie obchodzić.

A później to ja jestem brana jako ta spięta, przejmująca się życiem. A co jeśli mam jakieś zasady, takie których nigdy nie złamię, albo uważam, że czegoś dziewczynie nie wypada po prostu robić? Niby mamy 21 wiek i niby mamy równouprawnienie ale czasem wg mnie moje koleżanki przesadzają.

Poza tym mam wrażenie tak jak powiedziałam, im ktoś bardziej wyczillowany, nieprzejmujący się niczym tym mu w życiu łatwiej i lepiej- a tu imprezka, a tu blancik kilka razy w tygodniu, a tu praca, zarabianie pieniędzy i tylko imprezowanie. Wśród moich znajomych tak jest- praca, kasa impreza. Żadnych dodatkowych zajęć, organizacji studenckich, poznawania nowych ludzi poprzez zainteresowania- tylko imprezy.
Może żyję nadal w wyidealizowanym świecie, może jestem jeszcze dziecinna, ale czy na tym polega dorosłe życie?

Większość moich znajomych nie uprawia żadnego sportu, nie robi nic oprócz studiów dodatkowego, albo pracy- zarabiają dużo kasy- a narzekają. Kiedy nie pracowali narzekali- kiedy pracują- narzekają, że praca to nie całe życie i idą na imprezy.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

A może, wreszcie (bo to nie pierwszy wątek), zainteresujesz się tym na co masz wpływ? Może zamiast przejmować się wszystkim dokoła (nie ma to nic wspólnego z wrażliwością), popracujesz nad zwiększeniem swego poczucia wartości? Może, przy okazji, zmienisz swój sposób myślenia o innych?

3

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Droga Violu.wu na tym polega właśnie życie. Możesz być spięta, przejmująca się a inni na luzie, "wyczillowani" (co za neologizm?).

Z czasem przekonasz się, ze Twój sposób bycia i życia nie jest wcale ani lepszy ani gorszy ale musisz wpasować się po prostu w dobre dla siebie środowisko, gdzie będą podobni Tobie ludzie a praca czy tez związki międzyludzkie będą opierać się na wyznawanych przez Ciebie wartościach.

Radziłabym tez nikogo nie oceniać jak to robisz teraz bo i Twój pogląd na życie i innych, który Cię obecnie razi ma swoje plusy i minusy i warto nauczyć się balansowania pomiędzy jednym i drugim - ale to przyjdzie z czasem.

4

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

chyba mój problem polega na tym, że siedzę za dużo przed kompem, na fb i analizuję inne osoby.

stałam się strasznie krytyczna, a to dlatego, że ciągle przy tym kompi esiedzę czasem nawet sama w domu i pracuję, robię projekty- czuję się samotna a z drugiej strony wiem, że muszę skonczyc te studia- teraz mam sesję i mi się polepszy później. zauważyłam, że zwykle piszę na forum zimą albo wtedy kiedy jestem przy kompie i nie mam nic innego do roboty ale analizowanie 'ludzkich zachowań' nie wiem po co to robię.
jakbym nie miała własnych spraw na głowie.

a mam. i to dużo.

nie mogę wyzbyć się tego, że jak np zamknę facebooka coś mnie ominie, ktoś o mnie zapomni.
boję się tego, że kiedy wyłączę kompa ludzie o mnie zapomną. że ja sama nie bedę potrafiła sobie życia  ułożyć. mimo, że poza uczelnią też mam innych znajomych, też coś innego staram się robić, jakieś kółka, organizacje.


mój sposób życia, mój sposób nauki jest zupełnie innych od innych ludzi. moi znajomi po prostu siedza przed kompami całe dnie. to nie jest tak, że usiądziesz i napiszesz i wyłączysz kompa- te projekty się dłużą, są korekty. a żeby nei zwariować 99% moich znajomych z uczelni włącza facebooka żeby nie czuć się samemu.

uczelnia nie daje możliwości pracy wspólnej np po godzinach- nie ma takich miejsc, są tylko jakieś krzesła bez stołó więc automatycznie każdy idzie do domu i tam siedzi samemu przed tym monitorem.

to mnie przez lata zgubiło. im bardziej wchodzę w ten zawód tym widzę, że moje życie naprawdę jest załosne.  że powinnam mieć jeśli już grupę osób na około siebie , która by to samo robiła siedzaiął przed komem ale byśmy się nie czuli samotni.

przez to moje inne relacje z ludźmi siadły. ja nigdy nie mam czasu, nie miałam czasu na więcej imprez. a jak pogodzić sesję jeśli np trwa miesiąc- mam do zrobienia jeszcze 3 projekty i siedzę i dłubię i dłubię i dłubię- szału można dostać po prostu.

możliwe, że te moje schizy życiowe wychodzą stąd po prostu.
kiedyś taka nie byłam. nie przjemowałam się. ale z drugiej strony na początku studiów człowiek jest inny zupełnie. i się niczym nie przejmuje hehe

5

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Rzecz nie w tym, że siedzisz przed komputerem, ale w tym, że mając kiepskie o sobie mniemanie, zazdrośnie patrzysz na wszystkich dokoła, negatywnie ich oceniasz i obwiniasz o wszystko.
Człowiek zadowolony, szczęśliwy na innych także patrzy życzliwie. 



Swoją drogą, co byś zrobiła, gdybyś pozbyła się tego zbyt ciasnego gorsetu?

6

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Zajmij się lepiej sobą i własnymi sprawami...
Każdy lubi osoby podobne do siebie,więc jeśli masz jakieś zasady,wartości,to szukaj osób podobnych i z takimi utrzymuj kontakty.
Co do analizowania innych osób,to akurat się nie dziwie,bo tez tak mam,to się po prostu jakoś samo dzieje...

7

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?
Wielokropek napisał/a:

Rzecz nie w tym, że siedzisz przed komputerem, ale w tym, że mając kiepskie o sobie mniemanie, zazdrośnie patrzysz na wszystkich dokoła, negatywnie ich oceniasz i obwiniasz o wszystko.
Człowiek zadowolony, szczęśliwy na innych także patrzy życzliwie. 



Swoją drogą, co byś zrobiła, gdybyś pozbyła się tego zbyt ciasnego gorsetu?

tak, tylko, że kiedy ja patrzę życzliwie i np chcę pomagać okazuje się, że ludzie są nie w porządku do mnie.
i dlatego obwiniam się o wszystko, że za późno, że źle robię. że coś tam.

myślałam, że za dużo na siebie biorę , że jestem nieprofesjonalna i nie daję rady. ale to chyba nie o to chodzi.
co bym zrobiła kiedy zdjęłabym ten gorset?

wyluzowałabym i stałabym się pewniejsza siebie.


ostatnio w życiu mam tylko same porażki.

pisałam tu o facecie, który okazał się typowym graczem. a teraz chce być 'kolegą' . niby nic, a widzę teraz że łowił mnie wiele miesięcy- i to nie było normalne uczucie ale łowy. a ja sama wpadłam w jego sidła. ze swojej własnej głupoty i z braku dośwaidczenia.
po takich sytuacjach strasznie się zamykam. staję się nieufna.

np w pracy- robiłam kilka zleceń. od tamtego momentu od momenty kiedy ten chłopak nic ode mnie nie chciał a ja miałam jakieś psychiczne schizy wobec niego - wszystko zaczęło mi się walić.
każde zlecenie robiłam źle, nieprofesjonalnie. tak że nawet obecnie nikt ze mną nie chce pracować.

tak jakbym byłą jakaś ociężała na umyśle po tamtym wydarzeniu, jakbym szybko nie mogła się regenerować.

po 8 miesiącach mam taki wstręt do facetów i do ludzi ogólnie.
widać, że ten chłopak chce aby było 'normalnie' . postanowil mnie nie ignorować w towarzystwie. WOW. postanowił być miły do mnie. WOW. ale zaszczyt mnie kopnął.
widać, że chce aby było jak kiedyś. szkoda, ze nie będzie, bo ja się wtedy za bardzo zaangażowałam. trudno tak bywa. po prostu nadzwyczajniej w świecie on mi się podobał i podoba nadal.

od tamtego momentu porażka i porażka w życiu prywatnym i zawodowym.
tinder poszedł w ruch i też nic z tego. jakbym na siłę nie mogła nic robić.

z tymi zleceniami też. wzięłam aby o nim nie myśleć i co? i oczywiście źle mi poszły. dostawałam bury od kilku nawet losowych właścicieli tych zleceń. bo sobie nie poradziłam bo coś tam.
czuję się słaba jeśli chodzi o profesjonalizm w pracy i o życie zawodowe. nie wiem jak to zmienić.

perspektywa wejścia na rynek pracy z grubą skórą mnie przeraża.
muszę wszystko robić sama.
wiem, że nikt nie może mnie prowadzić za rękę. a ja nadal mimo 25 lat jestem jakby jeszcze pod kloszem uczelni. dlatego nie mogę się przyzwyczaić do tego co normalnie panuje na rynku pracy, jaki wyścig, jakie zasady itp.
nie potrafię tego normalnie pojąć.

myślałam, że studia weryfikują później na rynku pracy- a tu dupa. trzeba mieć jeszcze charakter i siłę przebicia. szczególnie w wolnych zawodach. ( te zlecenia robiłam z kręgów artystycznych).

nie mogę chyba po prostu wyjśc z tej bańki takiej amatorskiej, takiej jeszcze studenckiej. nie wiem dlaczego.

chciałabym robić to co lubię, zarabiąc na tym jakąś kasę ale wiem, ze muszę zrobić wiele kroków.

kiedy coś mi się w jednym zleceniu nie udało , wzięłam to zabardzo do siebie. mimo, że starałam się nie pokazywać.

jednak z drugiej strony inni są ze mne zadowoleni więc nie mogę być alfą i omegą każdego...
chociaż chciałabym być takim profesjonalistą, z którego każdy jest zadowolony.
a kiedy ktoś powie że coś robię źle- ja się zamykam, ja to do siebie za bardzo biorę i nie mogę normalnie myśleć.

V

8 Ostatnio edytowany przez Iceni (2016-02-17 14:51:47)

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Omg.. życie obok ciebie musi być bardzo ciężkie,  jeżeli w naturze jesteś taka jak wynika z twoich słów. ..

9

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?
viola.wu napisał/a:

(...) co bym zrobiła kiedy zdjęłabym ten gorset?

wyluzowałabym i stałabym się pewniejsza siebie. (...)

To dlaczego tego nie zrobisz, skoro wiesz jakie korzyści z tego będziesz miała?

10

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?
Iceni napisał/a:

Omg.. życie obok ciebie musi być bardzo ciężkie,  jeżeli w naturze jesteś taka jak wynika z twoich słów. ..


to są moje mysli. nigdy tego nie mowię.
chowam to bo domyslam się, że są dziwne, może za bardzo krytyczne.

11

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?
Wielokropek napisał/a:
viola.wu napisał/a:

(...) co bym zrobiła kiedy zdjęłabym ten gorset?

wyluzowałabym i stałabym się pewniejsza siebie. (...)

To dlaczego tego nie zrobisz, skoro wiesz jakie korzyści z tego będziesz miała?


bo sobie wbiłam do głowy, że życie prawdziwe nie studenckie jest trudne, że każdy orze jak może. że ludzie są chu****owi i egoistyczni, że sobie nikt nie pomaga. że świat jest zawistny, że to czego doświadczyłam w domu ma się nijak do prawdziwego życia. że w domu miałam za dobrze. że ludzie 'udają', że nikt nie jest prawdziwy, że ludzie mają maski. że boją się powiedzieć prawdy. że boją się pokazać prawdziwą twarz.

pamiętam, że wiele razy były takie sytuacje wcześniej- ja brałam ludzi zawsze takimi jakimi są. nie oceniąłam nikogo. pamiętam, że kiedy weszłam w tą grupę znajomych z tym chłopakiem- on on razu na mnie zwrócił uwagę bo byłam inna i jak to mówili- normalna. byłam szczera. mówiłam to co myślę, śmiałam się szczerze, dziewczyny mówiły, że byłam infantylna.

ludzie mówili, że byłam niedojrzała. szczególnie dziewczyny mówiłi o mnie. mówiłi, że mam się zmienić, że sobie nie poradzę, że jestem nieogarnięta żcyiowo. a ja? wierzyłam im. starałam się zmienić.

i tak obecnie nikogo to nie obchodzi. one mają mnie gdzieś. to chłopaki z tej grupy utrzumuja ze mną kontakt.

dlaczego byłam taka głupia i dałam sobą pomiatać i słuchałam innych dziewczyn które mówiły mi , że powinnam się zmienić, bo jestem szczęścliwa i szczera? że życie dorosłe polega na męce, że jest trudno a ja jeszcze jestem na studiach i niedojrzała więc nie wiem.

ale sie dowiem za chwilę.


tak je odebrałam.

12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-17 15:10:41)

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Jak sobie wbiłaś, i widzisz, ze to Ci nie służy, to swoje myślenie możesz zmienić. Możesz też pozostać przy takim myśleniu. Inni sobie bez Ciebie poradzą.


Przeczytaj starannie swój ostatni post. Pod płaszczykiem wrażliwej (bo tak o sobie myślisz) osoby, kryjesz paskudne myślenie o innych i świecie. Jesteś tak skoncentrowana na sobie, tak przekonana, że Twój sposób życia i bycia jest jedynym dobrym, że zycie obok Ciebie jest trudne do zniesienia. Bo swa pogardę wobec innych nie trzeba wyrazić słowami, ci 'inni' ją czują.

Nie chcesz być samotną, chcesz być lubianą (jasne, że niemożliwym jest być lubianym przez wszystkich)? Dotrzyj do źródeł swego myślenia o innych osobach, zacznij widzieć ludzi a nie swe wyobrażenie o nich.


Edycja:
Jestem dorosła i dojrzała. Żadnych cierpień z tego powodu nie przeżywam.

13

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?
Wielokropek napisał/a:

Jak sobie wbiłaś, i widzisz, ze to Ci nie służy, to swoje myślenie możesz zmienić. Możesz też pozostać przy takim myśleniu. Inni sobie bez Ciebie poradzą.


Przeczytaj starannie swój ostatni post. Pod płaszczykiem wrażliwej (bo tak o sobie myślisz) osoby, kryjesz paskudne myślenie o innych i świecie. Jesteś tak skoncentrowana na sobie, tak przekonana, że Twój sposób życia i bycia jest jedynym dobrym, że zycie obok Ciebie jest trudne do zniesienia. Bo swa pogardę wobec innych nie trzeba wyrazić słowami, ci 'inni' ją czują.

Nie chcesz być samotną, chcesz być lubianą (jasne, że niemożliwym jest być lubianym przez wszystkich)? Dotrzyj do źródeł swego myślenia o innych osobach, zacznij widzieć ludzi a nie swe wyobrażenie o nich.


Edycja:
Jestem dorosła i dojrzała. Żadnych cierpień z tego powodu nie przeżywam.

może masza rację, ale to ma też chyba swoje korzenie w tym ,że za bardzo kiedyś ufałam ludziom i się do nich przywiązywałam. i później miałam takie odbicie, że ktoś jest nie fair w stosunku do mnie. oczywiście nie wszyscy. nie każdy jest jak rodzina. rodzina to rodzina, ciepło itp. przyjaciele też czasem się rozstają i jest ciężko.
natomaist ja zauważyłam pewną sytuację od wielu lat u siebie, że zwykle przyjaciele, znajomi którym ufałam później robili wg mnie coś przeciwko mnie - np przyjaciółka odbijała mi faceta. dwa razy.

chociaż widziałą, że oboje jesteśmy nieśmiali- ja jej o nim mówiłam. on też był jej znajomym, robiła tak, ż emi go odbiła. ale okaząło się później że wyszło dla mnie na dobre. okazał się idiotą.
później była inna sytuacja. kiedy znowu mi odbiła- tym razem kolegę- i jakby jest w jej kregu.

i nie mówie tego aby biadolić czy opisywać siebie jako ta pokrzywdzona.
wiem, że to wynika z tego że była moją przyjaciółką i jej ufałam, zwierzałam się a ona może to wykorzystała.


i przez takie sytuacje wlasnie bardzo generalizuje. bo uwazam, że zawsze jak od nowa kogos poznam i ta dziewczyna pozna mnie ze znajomymi- bedzie o nich automatycznie zazdrosna i mi odbije faceta.
ja się już z nią nie przyjaźnię- ale kiedy ja odchodze- ona mnie 'szuka' kiedy ja zmniejszam kontakt ona się wypytuje itp.


nie jestem strasznie skoncentrowana na sobie. tylko boje sie tego, że od wielu lat kiedy dawałam siebie innym ludziom, kiedy im ufałam i tak dostawałam w 'pysk' od najblizszych osób- typu ta przyjaciółka, typu inni znajomi. że np ktoś kidyś mi ukradł pomysł na konkurs. a mieliśmy robić razem- w koncu ta osoba zrobiła z kimś innym nasz pomysł i wygrała.
???
i co ja mam wtedy mysleć.

kiedy ja się wywnętrzniałam, kiedy sobie pomagaliśmy w trudnych sprawach ja i tak dostawałam przytyczka w nos, zostawąłam na lodzie sama z problemami.
dlatego teraz tak mogę brzmieć. bo założyłam skorupę. bo po co mi znowu jest ufać od razu ludziom jeśli możliwe, że kiedys i tak mnie zranią?
ja już tego nie chcę.
mój sposób bycia prawdopodobnie nie jest dobry. nie waidomo co to znaczy - dobry- każdy ma inny.
ja nie oceniam, ale piszę że po prostu niektórych rzeczy nie rozumiem.

wiele rzeczy nie rozumiem.
nie staram się byc jakas idealna , nie mam podniesionej poprzeczki  nie wiadomo jak wysoko.

jednak za kazdym razem kiedy np uwazam ze czegos nie nalezy robić, bo to jest dziwne, zle- ludzie to robią i tak dochodzą do sukcesów szybciej niż ja. bo ja wybieram drogę dłuższą ale np wg mojej opinii bardziej moralną.

a i tak dostaję po d**pie i przegrywam.


muszę sie pogodzić po prostu z tym, że ludzie robią różnie i że ja nie mogę wpływać na ludzi...


po prostu nie mam tego dystansu . nie wyrobiłam sobie jeszcze. tylko ze skrajności w skrajność. jak mam nad tym pracować?
czy to przyjdzie z wiekiem? z innymi doświadczeniami w życiu?

14

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Lo Jezu, ale tam musi być wietrznie na tej wiezy z kosci słoniowej...

Nie jestes chodzącym paragonem doskonalosci. Aureolki tez nie masz. Za to masz paskudny sposób myslenia o innych ludziach, wywyższania się, robienia z siebie swietszej od papieża i to, podejrzewam, sklania ludzi do niezbyt przyjaznego stosunku do Ciebie.

15

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Ufff! Na szczęście, nie wszyscy są jak rodzina. Przypomniałam sobie Twoje posty o rodzinie, nie były ani sielskie, ani anielskie.


Generalizujesz nie przez jakieś tam sytuacje, tylko dlatego, że chcesz, że masz z tego korzyści (Jakie? Usprawiedliwiasz swoje zachowanie wobec innych).

Twierdzisz, ze nie oceniasz sposobu bycia innych osób. Kpisz. Każde niemal zdanie poświęcone innym, to negatywna (to łagodne określenie) opinia. Jedyną dobrą, jedyną sprawiedliwą, a przez to skrzywdzoną i krzywdzoną jesteś Ty.

Ze strachu przez innymi (według Ciebie gorszymi od Ciebie i zagrażającymi Tobie) wbiłaś się w niepasujący, zbyt ciasny i uwierający gorset i zamiast korzystać ze swego rozumu kierujesz się opiniami przejętymi od kogoś (i nie są to koleżanki).

Jak masz pracować?
Otworzyć oczy, zobaczyć ludzi takimi, jakimi są, oprzytomnieć. Zobaczyć, że nikt nie chce Cię zjeść, ale też wiedzieć, że nikt z własnej woli nie będzie przedzierał się do Ciebie przez te kolczaste zasieki, które zbudowałaś ze strachu.
Możesz też poszukać psychoterapeuty i przejść własną terapię.

16

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

każdy jest inny - podobno smile a co cię tak zajmuje, jakie myśli?

17 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-02-25 13:32:12)

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Violu, tak czytam to, co o sobie piszesz i mysle, ze jestes wrazliwa dziewczyna, zdolna do glebokich refleksji, raczej introwertyczka.
Kilka rzeczy odnajduje u siebie z czasow, gdy bylam w Twoim wieku.
Teraz sama mam dzieci w Twoim wieku i tez widze, jak sie z podobnymi problemami zmagaja. Szukaja swojego miejsca w swiecie, scieraja sie z roznymi ludzmi, przezywaja rozczarowania i gubia dziecieca naiwnosc, uczac sie strategii, jak nie zgubic siebie i swoich marzen czy przekonan, a jednoczesnie zyc zadowolonym w srodowisku, w ktorym sie obracaja.

Ten swiat naokolo, ktory opisujesz, to nie jest Twoj swiat, ten swiat, w ktorym zyje wiekszosc to jest po prostu czysty obled.
Nie probuj sie do niego dopasowywac, nie uda Ci sie to, takie proby groza Ci w najgorszym przypadku wyladowaniem w ciezkiej depresji. Ty nie jestes do tego skonstruowana.
Znam to poczucie konsternacji, gdy to, co mnie wydawalo sie sluszne, dla innych wydaje sie nie miec zadnego znaczenia, wiem, jak trudno sie czasem z tym pogodzic. Ale tak wlasnie wyglada zycie. Trzeba nauczyc sie z tym obchodzic, nie gubiac sie w tym jednoczesnie.
Moge Ci doradzic przede wszystkim popracowanie nad soba sama, znalezienie oparcia w swoim poczuciu tego, co jest wlasciwe a co nie - dla CIEBIE, nie dla innych.
Tego sie trzymaj, nawet jesli inni tego nie robia. To jest podstawa integralnosci i co za tym idzie, podstawa utrzymania psychicznej stabilnosci. Ufaj swoim intynktom, swojej ocenie. To, ze masz watpliwosci, to nic zlego, wrecz przeciwnie. To oznaka, ze nie przerosniete ego Toba kieruje, tylko ze jest w Tobie jakas instancja, ktora stara sie widziec rzeczy jak najbardziej objektywnie.
Tylko nie pozwol, zeby te watpliwosci paralizowaly Twoja zdolnosc dzialania czy normalnego funkcjonowania. Decyzje, dzialania mozna podejmowac i zazwyczaj robi sie je z resztka watpliwosci, bo rzadko tak jest, ze cos jest naprawde 100%-wo pewne w tym zyciu. Ta reszta watpliwosci zostawia miejsce na poprawki w razie czego, gdy jakies okolicznosci nie do konca pasuja do podjetej decyzji czy dzialania. Wybieramy taka opcje, ktora wydaje sie byc w danej sytuacji najlepsza, ale musismy byc zdolni do tego, zeby ja zweryfikowac.
Wystarczy wiec, ze bedziesz starac sie robic wszystko tak dobrze, jak tylko potrafisz. To jest te 100%, ktore mozesz z siebie dac i wiecej nie jest potrzebne.
Ci pewniacy, o ktorych piszesz, czesto nie sa do tego zdolni, nie maja zadnego programu na wypadek, gdy pierwotna ocena sytuacji okaze sie falszywa.

Nasz dzisiejszy swiat jest obledem dlatego, ze stawia sie jednostke ponad kolektyw, zapominajac, ze od kolektywu zalezy tez istnienie jednostki. Jesli kazdy ciagnie tylko w swoja strone i ma tylko wlasny interes na mysli, to jest to katastrofa dla kolektywu, a w koncowym efekcie i dla jednostki, przynajmniej u tych gatunkow, ktore zyja kolektywnie. Czlowiek nalezy do tych ostatnich.
Darwinizm jest dzis w swietle badan biologow przezytkiem. W swiecie zwierzecym, a nawet roslinnym wieksze sukcesy sa osiagane poprzez wspolprace niz poprzez rywalizacje. A ludzkosc zaczela isc w przeciwna strone...

To takie nawiazanie w strone Twoich wartosci moralnych, ktore sa dla Ciebie wazne. One sa wazne nie tylko dla Ciebie, ale takze dla wszystkich innych ludzi, wiec nie probuj sie ich pozbywac.
Im bardziej bedziesz ufac sobie samej, tym mniej problemow bedziesz miala ze swiatem zewnetrznym, tym mniej bedziesz oceniac, zamiast tego bedziesz po prostu widziec jak jest i w zakresie, jaki jest dla Ciebie dostepny, po prostu robic to, co uwazasz za sluszne.
Im bardziej bedziesz w tym ugruntowana, tym wiekszy bedziesz miala wplyw na innych ludzi. Nie poprzez przekonywanie, tylko poprzez to, co z Ciebie emanuje - wlasnie integralnosc, zadowolenie z zycia, pewna aura, ktora otacza zbalansowanych ludzi, atmosfera, ktora potrafia stworzyc.
Zbalansowany czlowiek nie ma potrzeby zmieniania innych ludzi, bo czuje sie dobrze sam z soba.

Z praktycznych dzialan - musisz nauczyc sie odrozniac, z jakimi ludzmi przestawac, a z jakimi nie, ktorym mozesz zaufac, ktorym nie, co komu mozna powiedziec.
To nalezy do doroslego zycia i tego musza nauczyc sie mlodzi dorosli. Jako dzieci ufalismy wszystkim i wierzylismy we wszystko, jako dorosli musimy nauczyc sie roznicowac.
Nie trzeba sie dopasowywac do wiekszosci, trzeba tylko nauczyc sie wlasnie tego powyzszego - jak traktowac innych ludzi i jakie stosunki z nimi nawiazywac.
Wybieraj starannie znajomosci, unikaj takich, ktore Cie doluja, albo nie pasuja do twoich przekonan. Wiaze sie to oczywiscie z tym, ze grono sie zmniejsza, ale za to jest to grona, w ktorym mozna byc bardziej soba i nie trzeba sie chowac.
Nic zlego w chowaniu sie w przypadku, gdy ma sie do czynienia z innym typem ludzi. To nawet konieczne jako ochrona siebie. Nie wszedzie i nie z kazdym mozna czy trzeba uprawiac absolutna szczerosc. Wielu tego nie zrozumie.

I poszukaj sobie jakiejs lektury do tematu. Nie chce niczego sugerowac, na rynku jest wystarczajaco duzo literatury na temat rozwoju osobowosci, psychologiczne i duchowe tematy. Mysle, ze jak zechcesz poszukac, to cos znajdziesz.
Nie uwazam, ze musisz chodzic do psychoterapeuty, mnie osobiscie wydajesz sie byc zdrowa, tylko zagubiona i bez drogowskazow w doroslym zyciu.
Nie zabijaj swojej wrazliwosci, starajac sie byc chill. Nabrac dystansu mozna i bez tego, po prostu obserwujac wewnetrznie swoje reakcje i akceptujac je, jakimi sa. Po jakims czasie sa one wtedy slabsze, lub poznajemy je na tyle, ze mozemy je miec i nie przeszkadzaja nam one. To jest technika medytacyjna, ktora mozna przy odrobinie wprawy praktykowac tez na codzien w normalnych sytuacjach.

EDIT: doczytalam na Twoich innych watkach o Twojej sytuacji w domu rodzinnym. Twoja mama wydaje sie byc ekstrowertyjna osoba z charyzma, calkiem inna osobowosc niz Twoja. Poza tym te klotnie i wogole dosc chaotyczne stosunki.
W domu nie dostalas zadnych wzorcow pasujacych do Twojego charakteru - raczej introwertycznego. To wszystko bylo raczej kontraproduktywne jako pomoc. Czyli ta Twoja strona nie zna mozliwosci, jak powinna zyc, czy sie zachowywac.
To wyjasnialoby te twoje dwie strony, dwa 'ja'. Dziecko przejmuje wzorce zachowan z otoczenia, ale jesli nie pasuja one do jego wrodzonych sklonnosci i sa nawet od nich dosc odlegle, to wtedy moze sie zdarzyc taka sytuacja. Popatrz na sytuacje rodzinna, to bedziesz wiedziala, skad te napady chaosu w Twoim obecnym zyciu. Takze grono znajomych wydaje sie to odzwierciedlac.
Wbrew mojemu powyzszemu zdaniu mysle teraz, ze jednak porada specjalisty moglaby dac Ci wskazowki, jak sie z tym uporac. zreszta pisalas, ze juz korzystalas u rad psychologa.

18

Odp: dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Powiedziałabym Ci to samo, co ludzie z Twojego otoczenia - nie spinaj sie tak. Reszty zwyczajnie nie chce mi sie analizowac, to materiał dla jakiegoś terapeuty, bo pewnie są jakies źródła tego problemu.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » dlaczego niektórzy się w ogóle niczym nie przjemują?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024