Dzień dobry,
piszę na tym forum, ponieważ wiem, że tu jest jak najwięcej odbiorców. Chciałabym po prostu skorzystać z dość szybkiej odpowiedzi.
Jestem osobą dość wrażliwą. Przejmuję się wieloma rzeczami, takimi na które nawte ja nie mam wpływu. Ale do rzeczy.
Wiele razy w moim życiu spinałam się przy pracy, przy projektach. Wiem,że perfekcjonista to osoba, która jest dobra w tym co robi i się nie spina. Ja jeszcze nie doszłam jakby do tego, że na 100% wiem, że coś dobrze robię. Mimo, że ciągle się uczę.
Podam przykład - jestem w parze z kimś na uczelni przy robieniu projektu. Ta osoba ma zupełnie inne poczucie estetyki ode mnie. Zaczyna się rządzić. Na korektach mówi, że to ona zrobiła 3/4 projektu, znajomi dziwią się- przecież ja normalnie zawsze pracuję. Pytają się mnie co jest- profesora nie obchodzi kto jest odpowiedzialny za jaką częśc tylko aby projekt był zrobiony. Kiedy delikatnie staram się tej osobie zwrócić uwagę, ona mówi, że to ja się irytuję, że chill chill, wyluzuj.
Że za bardzo się spinam. Jak mam się nie spinać jeśli ta osoba podważa moją pracę przy projekcie przy profesorze?
Tak samo jestem autorem projektu i nie dam się zrobić w bambuko a wychodzę na osobę spiętą, przejmującą się.
To samo w relacjach międzyludzkich. Widzę, że im ktoś bardziej 'wyczillowany', na ludzie tym lepiej. Faceci tacy są- moje koleżanki takie same się stają. Nie wiem skąd takie poczucie, że ktoś jest królem świata, albo że tego kogoś nic nie obchodzi. Niby robią swoje i dobrze, ale jak można się niczym nie przejmować?
Chodzi tu nawet o związki- seks z tym i z tym, nawet jeśli chłopak jest w związku? Trudno- chciałam seksu- słowa mojej koleżanki po uwiedzeniu faceta...
Czy to ja spadłam z innego świata czy po prostu w życiu tak jest? Co się dzieje z ludźmi w moim wieku 23-25 lat, których obchodzi tylko swoje jestestwo, są egoistami, dziewczyny są zaborcze, latają za facetami- zachowuję się tak samo luzacko jak oni?
Wiem, że nie należy się spinać zanadto w życiu ale mam wrażenie, ze niektórzy nie mają poczucia. Że im wszystko wolno, że ktoś kiedyś w dzieciństwie czy w szkole nie narysował im granicy zachowania.
Kiedy takie różne rzeczy dochodzą mi do uszu po prostu ja się za tych ludzi wstydzę, wstydzę się, że np zadaję się z takimi dziewczynami które chodzą do łózka i rozbijają związki. Chociaż powinno mnie to nie obchodzić.
A później to ja jestem brana jako ta spięta, przejmująca się życiem. A co jeśli mam jakieś zasady, takie których nigdy nie złamię, albo uważam, że czegoś dziewczynie nie wypada po prostu robić? Niby mamy 21 wiek i niby mamy równouprawnienie ale czasem wg mnie moje koleżanki przesadzają.
Poza tym mam wrażenie tak jak powiedziałam, im ktoś bardziej wyczillowany, nieprzejmujący się niczym tym mu w życiu łatwiej i lepiej- a tu imprezka, a tu blancik kilka razy w tygodniu, a tu praca, zarabianie pieniędzy i tylko imprezowanie. Wśród moich znajomych tak jest- praca, kasa impreza. Żadnych dodatkowych zajęć, organizacji studenckich, poznawania nowych ludzi poprzez zainteresowania- tylko imprezy.
Może żyję nadal w wyidealizowanym świecie, może jestem jeszcze dziecinna, ale czy na tym polega dorosłe życie?
Większość moich znajomych nie uprawia żadnego sportu, nie robi nic oprócz studiów dodatkowego, albo pracy- zarabiają dużo kasy- a narzekają. Kiedy nie pracowali narzekali- kiedy pracują- narzekają, że praca to nie całe życie i idą na imprezy.