Mam 19 lat.Ta osoba to moja była nauczycielka.Czy uważacie,że taka znajomość ma szansę przetrwać?Ona jest dla mnie ważna.Większość bliskich mi osób uważa,że jestem dziwna i to nienormalne.A co wy o tym sadzicie? Dodam,że mamy mnóstwo wspólnych tematów.Jesteśmy,jeśli tak mogę powiedzieć,,bratnimi duszami.Spędzamy ze sobą wspólnie czas jak rowiesnice.Wychodzimy na basen,jeździmy rowerami,spotykamy się w teatrze na spektaklu czy koncercie.Proszę o opinię.Z góry dziękuję.
Podobne tematy
i to nienormalne.
Nie jest nienormalne. Rzadko spotykane, ale nie nienormalne.
Ja mam przyjaciółkę starszą o 31 lat. Świetnie się dogadujemy, przyjaźnimy się już ponad 20 lat.
Szansę na przetrwanie taka przyjaźń ma jak każda inna. Trzeba ją pielęgnować, jak każdą przyjaźń.
Jeżeli się dogadujecie i dobrze razem bawicie, to jaki problem? Jako osoba starsza i zapewne doświadczona, może Ci niejednokrotnie służyć radą.
Ale dobrze też mieć przyjaciół/znajomych w swoim wieku.
natalie95 napisał/a:i to nienormalne.
Nie jest nienormalne. Rzadko spotykane, ale nie nienormalne.
Ja mam przyjaciółkę starszą o 31 lat. ŚwietniDziękujee się dogadujemy, przyjaźnimy się już ponad 20 lat.
Szansę na przetrwanie taka przyjaźń ma jak każda inna. Trzeba ją pielęgnować, jak każdą przyjaźń.
Jeżeli się dogadujecie i dobrze razem bawicie, to jaki problem? Jako osoba starsza i zapewne doświadczona, może Ci niejednokrotnie służyć radą.
Ale dobrze też mieć przyjaciół/znajomych w
swoim wieku.
Dziękuję za odpowiedź.Cieszę się,że jest ktoś kto ma doświadczenie w takiej przyjaźni.Wiem,że to rzadkość.Mam również przyjaciół w swoim wieku,ale uważam,że każda znajomość jest inna,magiczna.
moja siostra miała 40 lat starszą przyjaciółkę i nie było z tym problemu - po prostu jak się nadaje na tej samej częstotliwości, to różnica wieku schodzi na dalszy plan
Pracowałam z koleżanką starszą o 25 ode mnie, zaprzyjaźniłam się z nią szczerze mogłyśmy rozmawiać o wszystkim, zwracam się do niej z każdym problemem, świetnie się rozumiemy odeszłam z pracy a nadal się odwiedzamy i przyjaźnimy
Cieszę się,że jest takich osób więcej i u Was to przetrwało.Po reakcji znajomych i rodziny zwatpilam w dalsze powodzenie tej przyjazni.Dziękuję;-)
Straciłam Mamę, gdy miałam 18lat i od tego czasu ciągnęło mnie i nadal ciągnie do kobiet starszych, tak jakbym chciała, by zaspokoiły te potrzeby, których relacja z Mamą już nie mogła zaspokoić. Dużo łatwiej dogaduję się z nimi niż z rówieśniczkami.
Być może w przypadku autorki jest podobnie, że relacja ta odpowiada na jakiś deficyt z dzieciństwa.
Moja mama jest nauczycielką i przyjaźni się z kilkoma byłymi uczennicami.Teraz to już stare baby pod czterdziestkę.Nie uważam tego za chore.
Swoją drogą sam Casanova u schyłku życia zaprzyjaźnił się z jakąś gówniarą nastoletnią, w swojej obszernej korespondencji głównie przestrzegał ją przed uwodzicielami i uodparniał na ich sztuczki.
Mahika74 masz pewnie sporo racji.Ja stracilam moją mamę ponad dwa lata temu. Od tego czasu zblizylam się do sióstr mamy,z którymi wcześniej nie miałam tak dobrych relacji .
Miałam bardzo podobną sytuację. W moim wypadku również było to związane z brakiem prawidłowych relacji z matką, więc szukałam sobie innej "matki".
Zaczęło się od podstawówki. Upatrzyłam sobie pewną nauczycielkę, strasznie za nią latałam. Ja miałam jakieś 10 lat, ona z 50. Kobieta była starą panną, nie miała dzieci. Wyobrażałam sobie, że mogła by być moją matką. Wiem, głupie strasznie, ale ja serio potrzebowałam zainteresowania. Zainteresowania, którego nie dostawałam w domu. Żebrałam wręcz o nie. Początkowo nawet nazywała mnie swoją ulubienicą. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że byłam dla niej strasznie upierdliwa i na pewno miała mnie dosyć.
Kiedyś, po latach zobaczyłam ją na ulicy (ona mnie nie zdążyła zauważyć), stwierdziłam, że nie jestem w stanie jej w oczy spojrzeć i skręciłam w najbliższą uliczkę.
Później gimnazjum. Też sobie "upatrzyłam" nauczycielkę. Tutaj też pojawił się okres mojego buntu, który ta kobieta odczuła. Nie lubiła mnie. Starałam się więc wzbudzić jej zainteresowanie przeszkadzając, pyskując. Z czasem zrozumiałam jakie to było durne i też się wstydziłam.
Następnie poszłam do liceum. Byłam już starsza, dojrzalsza. Obiecałam sobie, że sytuacja już się nie powtórzy. Tam spotkałam młodą kobietę, zaraz po studiach. Dobrze się dogadywałyśmy, wiem, że mnie bardzo polubiła. W dodatku odkryła we mnie "spory potencjał" i strasznie mnie cisnęła. Nie poddawała się mimo mej leniwej natury i nie ukrywam, że sporo jej zawdzięczam. Po maturze nawet przez pewien okres czasu utrzymywałyśmy kontakt, byłyśmy na piwie. W sumie to nawet dałoby się ten kontakt utrzymać, ale chyba nie chcę. Myślę jednak, że zawsze będę mieć jakiś sentyment do tej kobiety.
Do każdej z tych kobiet coś czułam. To nie była miłość, to nie coś takiego, co czuję do mężczyzny. Po prostu szukałam zainteresowania, takiej "matki zastępczej". Za każdą z tych kobiet tęskniłam po ukończeniu szkoły. Z czasem uczucia zaczęłam zatapiać w facetach i teraz żyję w szczęśliwym związku. Lesbijką na pewno nie jestem, ponieważ ja tych nauczycielek nie traktowałam jako obiektów seksualnych, tylko tak jak pisałam- jako "matkę".
Co więcej, bardzo mnie ta sytuacja zainteresowała. Sporo googlowałam na ten temat. Okazało się, że wbrew pozorom wiele nastolatek przeżywa coś podobnego. W dodatku większość to osoby, w życiu których matka nie odegrała takiej roli, jaką powinna...
Podsumowując: jeśli nie męczysz tej kobiety, ona też chętnie się z Tobą spotyka, to nie widzę problemu.
Prawie wszyscy moi znajomi są dużo starsi ode mnie, mój rekord to był pan w wieku 97 lat.
Ja praktycznie każdemu matkuje, nawet ludziom po 70 roku życia.
Tak już mam.
Moja koleżanka ma 50 lat a rozum nastolatki dosłownie.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.Są one dla mnie ważne.Chcialam wiedzieć ile osób jest w podobnej sytuacji.Wydaje mi się,że się jej nie narzucam,bo nie raz zaprzeczyła jak o to spytałam.Nie chcę przyjazni na siłę,ale myślę,że jej również zależy.Na początku to ona "zabiegała" o nasze dobre relacje.Teraz,nie jest tak,że tylko ja proponuję spotkania tylko tak na zmianę. Cieszę się,że mam przy sobie taką osobę i mam nadzieję na długoletnią przyjazn.
Ja może PRZYJACIÓŁ nie mam 30 lat starszych, ale znajomych i owszem, nawet ponad 30 lat. Przyjaciel to po prostu dla mnie Duże Słowo i w ogóle rzadko bardzo kogoś tak nazywam. W ogóle ci ludzie są totalnie wyluzowani, często nawet bardziej niż osoby 3 razy młodsze od nich. Znajomych 30 lat młodszych wprawdzie nie mam, bo to jeszcze w pampersach siedzą, ale 10 lat czy tam kilkanaście i owszem.